Wariatka: Dzięki :) Tłumaczenie o dziwo rzeczywiście idzie mi całkiem dobrze, a że w przyszłym tygodniu mam urlop, to pewnie się z nim uwinę do końca ;) Ja również schematów i oklepanych motywów tu nie widzę i to dlatego ten fanfik tak przypadł mi do gustu :)

Miłej lektury!

Rozdział Dziewiąty

Dotrzymane Tajemnice

Remus wstał wcześnie; w kuchni natknął się na Syriusza, który widocznie obudził się przed nim, a teraz wpatrywał się w jakiś niewielki przedmiot. Kiedy zauważył Lupina, chciał schować ten przedmiot do kieszeni, ale po chwili zmienił zdanie i położył go przed sobą na stole.

- Znalazłem to wczoraj - odezwał się, kiedy przyjaciel usiadł naprzeciwko niego. - To portret Regulusa z czasów dzieciństwa.

Remus pamiętał Regulusa: niemal tak wysoki jak Syriusz, te same czarne włosy, nieco szczuplejsza figura.

- Nie był całkowicie czarny, wiesz? - Black uśmiechnął się bez cienia wesołości na tę grę słów. - Po prostu lubił komfort życia, które zapewniały przywileje i wysoki status. Był jak chorągiewka, zawsze zwrócony w stronę, w którą wiał najsilniejszy wiatr, i dzięki temu miał łatwe życie. Wcześnie dowiedział się, co należy mówić i robić, aby zadowolić naszych rodziców, i w Hogwarcie był dokładnie taki sam. Dołączył do Śmierciożerców, bo wydawało mu się, że to kolejny modny, elitarny klub. Nie miał pojęcia, w co się pakuje... i na pewno nie chciał stać się mordercą.

Syriusz zamilkł, zagubiony we wspomnieniach.

Wracając nad ranem do domu tak się spieszył, że omal nie potknął się o siedzącego na progu brata.

- Regulus? - szepnął z niedowierzaniem. - Co ty tu robisz?

W tym momencie zauważył białą jak ściana twarz chłopaka i już nie zadawał więcej pytań. Otworzył drzwi, wciągnął Regulusa do środka, zaprowadził do salonu i posadził w fotelu, po czym nalał do szklanki Ognistej Whisky i wcisnął ją bratu do rąk.

- Co się stało? - spytał. Regulus nie odpowiedział; opróżnił szklankę jednym, płynnym ruchem i natychmiast się rozkaszlał. Syriusz chciał poklepać go po plecach, ale chłopak zbył go machnięciem ręki.

- Nic mi nie jest - wykrztusił.

- Bynajmniej - odparł Black klękając obok niego. - Co się stało?

Regulus z trudem przełknął ślinę. Kiedy się odezwał, jego głos był tak cichy, że Syriusz musiał przysunąć się jeszcze bardziej, by usłyszeć jego słowa.

- Urządzili sobie polowanie.

- Polowanie? - powtórzył Black. - Co masz na myśli?

Wyglądało na to, że rozwinięcie tego tematu jest ostatnią rzeczą, na jaką Regulus ma ochotę, ale surowy wzrok Syriusza zmusił go do kontynuowania.

- Spotkaliśmy się... Tylko my – Czarny Pan nie był obecny. Jedliśmy i piliśmy, a później ktoś otworzył drzwi i wprowadził do pokoju pięcioro ludzi... Powiedzieli, że to szlamy i że trzeba dać im nauczkę - chłopak urwał i spojrzał na starszego brata. - Znałem jedną z tych osób – nazywała się Alison Barleythorpe i była na moim roku w Hufflepuffie. Była przerażona... Cały czas rozglądała się po pokoju i chociaż wszyscy mieliśmy na sobie maski, to chyba i tak mnie rozpoznała. Ciągle na mnie patrzyła... z niemym błaganiem w oczach... - zacisnął powieki, jakby próbował odgonić od siebie to wspomnienie. - W pewnym momencie zaczęli rzucać na nich zaklęcie Cruciatus. Wszyscy się śmiali, a ja... miałem ochotę zwymiotować. Chciałem ich powstrzymać, Syriuszu, chciałem coś powiedzieć, cokolwiek, by ich powstrzymać, ale nie potrafiłem! Byłem jak skamieniały... Później, kiedy Cruciatus już im się znudził, kazali tym ludziom „uciekać i ukryć się". Wypuścili ich, policzyli do dziesięciu, a potem ruszyli za nimi. Pomyślałem, że jeśli uda mi się znaleźć Alison, może będę w stanie pomóc jej uciec...

- Znalazłeś ją?

Regulus pokiwał głową.

- Tak, ale jeden ze Śmierciożerców szedł za mną - przyznał gorzko. - Kiedy ją uwolniłem, aż zakwiczał z zachwytu - zamilkł. Syriusz czekał. - Wtedy rzuciła zaklęcie zabijające.

- Alison? - zdziwił się starszy Black.

- Nie! Ten Śmierciożerca... to była kobieta - wyjaśnił Regulus niecierpliwie. Zawahał się, a następnie dodał. - Brzmiała jak Bella.

- Bellatriks?

Regulus znów skinął głową.

- Och, Syriuszu! - jęknął nagle. - Nie wiem, co mam robić!

Starszy brat mocno złapał go za ramiona.

- Posłuchaj – doskonale wiesz, co powinieneś zrobić!

- Nie sądzę, by Czarny Pan wiedział, co się dzieje w jego imieniu...

Syriusz potrząsnął nim.

- Oczywiście, że Voldemort o wszystkim wie! - stwierdził i zignorował grymas, jaki pojawił się na twarzy Regulusa na dźwięk tego imienia. - Na tym opiera się cały jego plan – chce narzucić magicznemu światu przekonanie, że czarodzieje czystej krwi są lepsi od innych! Że są elitą i że powinno się ich traktować jak członków rodziny królewskiej...

Wiedział, że popełnił błąd, gdy tylko te słowa wypłynęły z jego ust; Regulus również wierzył w tę różnicę. To była jedyna kwestia, na temat której nigdy nie mogli dojść do porozumienia – i bez wątpienia jeden z argumentów, który sprawiał, że dołączenie do Voldemorta wydawało się tak pociągające. Syriusz widział, jak jego brat się wycofuje – widział to w jego oczach. Mimo to musiał spróbować jeszcze jeden raz.

- Zostań ze mną - poprosił. - Obiecuję, że ci pomogę. Zostań tutaj, a będę cię bronił do ostatniego tchu.

Regulus westchnął i zaczął odruchowo pocierać lewe przedramię.

- Nie mogę, Syriuszu - odparł, wysunął się z uścisku Blacka i wstał.

- Dlaczego? - jego brat również się podniósł.

- Myślę... mam nadzieję, że to był jednorazowy wybryk. Nie było tam Czarnego Pana, więc sytuacja po prostu wymknęła się spod kontroli. Ale ja nie zamierzam pomagać im w zabijaniu ludzi.

- Ty głupcze! - warknął Syriusz. - Myślisz, że zabijanie to jakaś dodatkowa fucha? Właśnie tego się od ciebie oczekuje, jeśli jesteś Śmierciożercą!

Regulus pokręcił głową.

- Do tej pory tak nie było. Postanowiłem dać im kredyt zaufania.

Syriusz z trudem zdusił swoją wściekłość. Wiedział, że kłótnia z młodszym bratem może co najwyżej jeszcze bardziej pchnąć go w stronę wroga.

- A co, jeśli taka sytuacja się powtórzy?

Chłopak powoli wypuścił powietrze z płuc.

- Wtedy zrezygnuję - stwierdził krótko.

Zrezygnuję"? Syriusz omal się nie roześmiał. Jego brat nie miał najmniejszego pojęcia, w co się wpakował... i z kim związał...

- Posłuchaj – jeśli będziesz potrzebował pomocy, daj mi znać. Gdziekolwiek bym nie był, wrócę tu i pomogę ci. A jeśli nie będziesz w stanie się ze mną skontaktować, spróbuj wrócić na Grimmauld Place. Dom jest pełen starożytnej magii i będzie chronił swoich mieszkańców.

Regulus pokiwał głową.

- Dziękuję. Do widzenia, Syriuszu - mruknął. Chwilę później już go nie było.

- Wtedy widziałem go po raz ostatni - dokończył Syriusz cicho. - Wkrótce dowiedziałem się, że został zabity. Nawet nie wiem, czy próbował mnie odnaleźć. Nie wiem, co się stało - spojrzał w dół na zakryty portret. - Kiedy rozmawiałem z nim wczoraj, czułem... och, czuję taką wściekłość na myśl o tym wszystkim, co przepadło, Lunatyku!

Remus wyciągnął dłoń i ścisnął jego ramię.

- Śmierć nigdy nie ma sensu – a utrata kogoś, kto miał przed sobą całe życie... zawsze jest potwornym ciosem - kiwnął głową w kierunku portretu. - Co zamierzasz zrobić?

- Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek z nim porozmawiam - odparł Syriusz powoli. - To zbyt bolesne - podniósł owalny portrecik i schował do kieszeni. - Ale zamierzam go schować w bezpiecznym miejscu. Z daleka od łap Stworka. I z daleka od matki.


Późnym rankiem na Grimmauld Place zawitał Dumbledore.

Kiedy dyrektor Hogwartu wszedł do holu, Remus wyczuł niepokój Syriusza. Domyślił się, że jego przyjaciel czeka ze strony starego czarodzieja na to samo pełne dezaprobaty spojrzenie, którym on sam dzień wcześniej obrzucił dom Blacków. Wstyd, który odczuwał na myśl o środowisku i ludziach, wśród których dorastał, sprawiał, że wciąż bardzo emocjonalnie odbierał cudze reakcje. Dumbledore jednak z typowym dla siebie opanowaniem ruszył w stronę kuchni. Żadnym słowem ani gestem nie wyraził niepochlebnej opinii na temat domu i nawet skwaszonego jak zwykle Stworka potraktował z uprzejmością. Syriusz wyraźnie się rozluźnił.

- Po pierwsze: przyprowadziłem ze sobą pewnego naburmuszonego hipogryfa - zaczął dyrektor. - Wydaje mi się, że tęsknił za tobą, Syriuszu. Niestety musiałem go oszołomić, by rzucić zaklęcie, które pozwoliłoby mi go tutaj dostarczyć, ale myślę, że bez problemu uda się przywrócić mu normalną postać.

Schował dłoń w kieszeni szaty i wyciągnął z niej chustkę, którą następnie delikatnie rozwinął. W środku leżał maleńki Hardodziób. Chrapał, a jego kopytka od czasu do czasu drgały.

- Śnią mu się fretki - Syriusz uśmiechnął się z czułością. Chwycił chustę i ostrożnie położył ją wraz z pasażerem na kuchennym stole. - Z największą chęcią przedstawię go Stworkowi. Milo będzie mieć w tym domu sprzymierzeńca!

Kiedy Remus nalewał herbaty, Dumbledore przeszedł do rzeczy.

- Chciałbym zorganizować pierwsze spotkanie jutro wieczorem. Semestr kończy się w piątek i życzyłbym sobie, aby do tego czasu pewne sprawy zostały już uporządkowane.

- Będziemy gotowi - zapewnił Black. - Nie twierdzę, że każdy pokój będzie wyszorowany na błysk, ale możemy skorzystać z kuchni – to i tak najbardziej przytulne pomieszczenie w tym domu.

- Doskonale. Jeszcze jedna rzecz, Syriuszu: jeśli pozwolisz, chciałbym użyć zaklęcia Fideliusa do ochrony Kwatery Głównej, a ponieważ przebywasz tu na stałe, zaklęcie będzie chroniło również ciebie. Nie chcemy przecież, byś znów został złapany przez Ministerstwo.

Syriusz w milczeniu wspominał ostatnią okazję, przy której Zakon użył zaklęcia Fideliusa; zaklęcie miało wtedy zapewnić bezpieczeństwo Jamesowi, Lily i Harry'emu...

- Oczywiście, profesorze - zerknął na Remusa. - Może...?

- Remus byłby idealnym kandydatem - przerwał Dumbledore. - Ale potrzebujemy kogoś stanowiącego swoiste centrum Zakonu, będącego w stanie komunikować się ze wszystkimi jego członkami - wzruszył ramionami i uśmiechnął się. - Zdaje się, że to ja.

- W porządku. Czego potrzebujemy?

- Piór, atramentu i pergaminu.

Na wyraźne polecenie Syriusza Stworek niechętnie przyniósł potrzebne przedmioty.

- Wiem, że obaj znacie w teorii zaklęcie Fideliusa - odezwał się znów dyrektor. - Ale czy któryś z was kiedykolwiek go użył?

Dwaj młodsi czarodzieje pokręcili głowami.

- W takim razie muszę was ostrzec, że użycie tego zaklęcia jest dość wyczerpujące.

Syriusz pomyślał o Azkabanie i ciężkich miesiącach ukrywania się przed aurorami, a następnie o comiesięcznych, katorżniczych przemianach Remusa.

- Chyba jakoś to zniesiemy, proszę pana - stwierdził z pokerową miną.

- Nie wątpię - odparł Dumbledore z cieniem uśmiechu na ustach. - Chcę tylko, żebyście byli przygotowani.

Swoim eleganckim pismem zanotował: „Kwatera Główna Zakonu Feniksa znajduje się pod numerem dwunastym na Grimmauld Place" i poprosił towarzyszy, by zrobili to samo, a następnie zebrał trzy kawałki pergaminu, wyciągnął różdżkę i uniósł ją nad nimi. Zamknął oczy i zaczął bezgłośnie recytować zaklęcie. Remus i Syriusz obserwowali, jak świeży atrament odrywa się od powierzchni pergaminu, a zapisane słowa zaczynają splatać się w przedziwnym tańcu... Stopniowo wirowanie przybierało na sile i litery utworzyły jednolitą, nieczytelną spiralę czarnego atramentu. Spirala wirowała coraz szybciej, atrament rozpadł się na pojedyncze cząsteczki i w końcu stał się niemal przezroczysty. Nagle Dumbledore otworzył usta, wziął głęboki wdech i błyszcząca masa zniknęła w jego gardle, a sekret, który ze sobą niosła, scalił się w jedność z duszą starego czarodzieja. Chwilę później dyrektor gwałtownie pochylił się nad pergaminem. Lupin i Black zerwali się z krzeseł, ale zanim zdążyli ruszyć mu na pomoc, mężczyzna wyprostował się i odkaszlnął.

- Przepraszam - odezwał się łagodnie. - Już wszystko w porządku - spojrzał na swoich towarzyszy, którzy powoli znów zajęli swoje miejsca.

- Co my...? - Syriusz zmarszczył brwi. - O czym rozmawialiśmy? - spojrzał niepewnie na Remusa, ale twarz jego przyjaciela wyrażała podobną konsternację. Dumbledore uśmiechnął się, chwycił pióro, zapisał to samo zdanie na dwóch skrawkach pergaminu i podał każdemu z nich po jednym.

- Przeczytajcie to sobie - poinstruował. - Zakon zbierze się jutro wieczorem. Czas na odnowienie relacji – i odkrycie pewnych tajemnic.

Kiedy dyrektor wyszedł, Syriusz delikatnie podniósł małego, śpiącego hipogryfa.

- Zainstaluję tylko Hardodzioba na górze i możemy kontynuować porządki.

Gdy wrócił do kuchni, uśmiechnął się do siebie. Remus znał go zbyt długo, by zaufać takiemu uśmiechowi, więc zapytał, gdzie jego przyjaciel zostawił Hardodzioba.

- W sypialni matki - odparł Black, rozmarzony. - Nie mogę się doczekać, kiedy jej o tym powiem!