UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards_Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)
- A macie jakiekolwiek pojęcie o tym, ile zostało nam czasu? – zapytał głośno Bill, a w jego głosie można wyczuć zdenerwowanie. Siedział na kanapie obok Fleur. Percy siedział po jego drugiej stronie, pochylając się nieco do przodu ze splecionymi palcami. Pan i pani Weasley siedzieli na kanapie naprzeciwko nich, trzymając się za ręce i wyglądając na mocno zaniepokojonych. Ginny siedziała obok, obejmując kolana ramionami. Harry, George i reszta siedzieli na ostatniej kanapie.
Właśnie skończyli wszystko wyjaśniać, a Hermiona czuła się okropnie winna. Nie zrobiła nic złego, ale po prostu czuła, że powinna być w stanie podsunąć jakiś pomysł, albo wymyślić jakiś plan, dzięki któremu wygrzebią się jakoś z tego całego bałaganu.
- Nie, nic z tego. Rosak nie chciał nawet odpowiadać na nasze pytania. Wciąż tylko pytał do czego już doszedłeś. – odpowiedział Harry. Bill wyprostował się, wyglądając na poirytowanego. George zakrztusił się, co nieco zaskoczyło Hermionę, i mrugnął do starszego brata.
- Ośmielę się stwierdzić, że był tobą oczarowany. – Bill spiorunował George'a wzrokiem, dając mu znać, że go to nie bawi.
- Właściwie, to faktycznie tak to wyglądało. – zadumał się Harry, wyglądając tak, jakby sam również uznał to za zabawne.
- No cóż, moja Bill 'est zajęty. – powiedziała Fleur, wyglądając już na mniej rozbawioną.
- Aww, no proszę, poświęć się dla drużyny. – zaśmiał się George, znów mrugając do Billa. – Jestem pewien, że nie dojdzie do niczego więcej, poza kilkoma pocałunkami.
- Bez względu na to, za jak zabawne to uważacie… - wcięła się Hermiona, zanim Bill zdążył odciąć się George'owi. – Nijak nam to nie pomoże przy tym, że wciąż nie mamy pojęcia jak wyleczyć Freda i z tym, że teraz będzie coraz gorzej.
- Nie, nie pomoże. – powiedział Percy, prostując się i kładąc ręce na kolanach. – Musimy sami coś wykombinować. Przejrzę raporty i akta z Ministerstwa, może ktoś miał kiedyś podobny problem i udało mu się jakoś z tego wyjść.
- To dobry pomysł. Pojadę jutro do Św. Munga, żeby sprawdzić czy może oni mają jakieś informacje.
- No dobrze. – zaczął Harry, spoglądając na pana Weasleya, zanim kontynuował. – Pójdę z wami, może uda mi się przeszukać ważne miejsca, kiedy będą was obsługiwać… - Rozejrzał się, z wciąż otwartymi ustami, tak jakby chciał powiedzieć coś jeszcze. Wyprostował się i zmarszczył brwi, jeszcze raz uważnie rozglądając się po pokoju.
- Gdzie jest Ron? – zapytał w końcu. Hermiona zesztywniała lekko, a George uniósł brew w wyrazie rozgniewania.
- Został w Muszelce. – powiedział Bill.
- Fred powiedział temu debilowi, że jeśli zbliży się do Hermiony bliżej niż na dziesięć metrów, to upewni się, że już nigdy nie będzie mógł siedzieć. – wyjaśnił George. Hermiona wytrzeszczyła oczy i lekko się zarumieniła. Nie miała o tym pojęcia. Opiekował się nią i wcale się z tym nie obnosił. Była wzruszona faktem, że po prostu spławił Rona i lekko podekscytowana tym, że wcale się tym nie przechwalał. Większość facetów by to zrobiła.
Naprawdę ją kochał. Pokazał to już kilka razy, ale wciąż ją to zaskakiwało. Nigdy nie miała nikogo, kto by zachowywał się w stosunku do niej w taki sposób. Podobało jej się to, nawet jeśli wciąż ciężko było jej myśleć o Fredzie, jako o osobie, której się podoba.
- Och. – powiedział po prostu Harry, nie drążąc wyraźnie delikatnego tematu.
- Okej, a więc od teraz po prostu staramy się zdobyć jak największą ilość informacji. Spotkajmy się w sobotę wieczorem, wtedy każde z nas powinno już coś mieć. Albo, przynamniej będziemy wiedzieli, że niczego nie będziemy w stanie znaleźć. – wywnioskował George, opierając nogę na kolanie, kiedy oparł się o kanapę. – A na razie muszę iść. Fred czeka na mnie już od godziny. – Wskoczył z powrotem na nogi, pożegnał się ze wszystkimi i deportował z głośnym trzaskiem.
- No dobrze, chodźcie. – powiedziała pani Weasley, podnosząc się z kanapy. – Kolacja gotowa.
{}o{}o{}
Rozbłyski światła oświetlały kamienne korytarze, sprawiając, że stonowana szarość kamieni ożywała kolorami. Za jej plecami rozległ się krzyk i poczuła okropny ból, kiedy świat wokół niej eksplodował. Została wyrzucona w powietrze, zanim z trzaskiem opadła na ziemię, a świat wokół niej wciąż wirował jak szalony. Wydała z siebie krzyk bólu, zanim podniosła się na nogi, mocno trzymając różdżkę.
Ściana za nią była kompletnie roztrzaskana, trudno jej było w to uwierzyć.
- FRED! – Usłyszała krzyk Percy'ego, przenikający ją do szpiku kości i sprawiający, ze wszystko wokół zdawało się zatrzymać. Gapiła się na nieskończoną ilość gruzów, a świat znowu wrócił do życia, kiedy opadła na kolana, krzycząc głośno imię Freda.
- Hermino. – Obudziła się gwałtownie, słysząc delikatnie wyszeptane słowo. Z mocno bijącym sercem, rozejrzała się wokoło i jęknęła. Wciąż znajdowała się w silnym uścisku, który delikatnie położył ją z powrotem na łóżko. Odetchnęła głęboko, kiedy w jej polu widzenia pojawiły się rude włosy.
- Fred? – westchnęła, a jej serce przyspieszyło jeszcze bardziej. To był tylko sen, nic więcej. Uratowali Freda, nadal żył, wszystko było okej.
Zamrugała, żeby odgonić łzy, oddychając przez nos w celu spowolnienia oddechu i bicia serca. Fred pochylił się bliżej, z grzywką, która lekko opadała mu na oczy, w których można było zaobserwować mocny niepokój. Rozluźnił nieco uścisk i delikatnie pogładził jej policzek.
- Wszystko w porządku kochanie? – zapytał cicho, starając się spotkać się z nią wzrokiem. Powoli wracała do rzeczywistości i zorientowała się, że siedział obok niej, pochylając się nad nią tak, jakby chciał użyć swojego ciała do zablokowania koszmaru, który właśnie miała. Zamknęła oczy, starając się odrzucić prawdziwe wspomnienia, które teraz mieszały się z koszmarem. Skupiła się na jego dłoni spoczywającej na jej policzku i delikatnym sposobie, w jaki jego kciuk głdził jej skórę.
- Wszystko w porządku Fred. To tylko koszmar. – Trzymała zamknięte oczy jeszcze przez chwilę, lekko zdenerwowana tym, że głos tak strasznie jej się zatrząsł.
- Chcesz o tym porozmawiać? – zapytał delikatnie, wciąż patrząc jej w oczy. Przełknęła ślinę, wiedząc, że nie powinna o tym mówić. Prawdopodobnie uznałby to za słabość, albo głupstwo. Nigdy nie rozmawiała z nikim o swoich koszmarach. Dzięki temu, że była przyjaciółką Harry'ego, wiedziała czym są prawdziwe koszmary, więc nie chciała narzekać na własne.
- Ja… - Zdawał się przewiercać ją wzrokiem, starając się wydobyć z niej prawdę. Chciała mu powiedzieć, chciała, żeby ją pocieszył. – Śniła mi się Bitwa. – powiedziała w końcu, patrząc mu w oczy.
Pokiwał głowa, ze zrozumieniem.
- Znowu byłam przy tej ścianie. Myślałam, że nie żyjesz. – Na jego twarzy pojawiło się współczucie i pochylił się nad nią, przyciskając ją mocno do klatki piersiowej. Objęła go za szyję, przyciągając go tak mocno, jak potrafiła. Strach, który odczuwała podczas koszmaru, powrócił z całą siłą i jedyną rzeczą, która powstrzymywała ją od płaczu był silny czarodziej, którego trzymała w ramionach i fakt, że był całkowicie żywy. Łzy napłynęły jej do oczu i nie była pewna jak długo zdoła je jeszcze powstrzymywać.
Nie sądziła, że myśl o tym, że Fredowi coś się stanie, może mieć na nią aż taki wpływ. To było o wiele gorsze niż w rzeczywistości, miała wrażenie, że jej serce roztrzaskuje się na drobne kawałeczki, kiedy widziała upadającą ścianę.
- Wszystko w porządku Hermiono, nic mi nie jest. Jestem tutaj. Nie zostawię cię. Nigdy cię nie zostawię. Kocham cię i nie mówię tego od tak po prostu. – powiedział, zbliżając usta do jej ucha tak, żeby mogła poczuć jego oddech i sprawiając, że poczuła przyjemny dreszcz. Przylgnęła do niego i zanurzyła głowę w jego klatce piersiowej, biorąc głęboki oddech i znajdując komfort w cieple jego skóry i cudownie znajomym zapachu.
Po chwili odsunęła się, potrzebując innego rodzaju pocieszenia. Wyciągnęła się i, zacieśniając ucisk na jego szyi, przyciągnęła jego twarz do swojej, składając na jego ustach gorący pocałunek. Odpowiedział natychmiast i przyciągnął ją jeszcze bliżej, obejmując ją w talii.
Fred z entuzjazmem odpowiadał na jej działania, gładząc ją po głowie i przeczesując jej włosy. Drugą ręką delikatnie gładził jej bok. To uczucie spowodowało, ze nieco bardziej zbliżyła się do niego i jęknęła delikatnie, nie mogąc się powstrzymać, kiedy ręką zahaczył o jej pierś.
Przesunął rękę, całkowicie ją zakrywając i delikatnie ugniatając, sprawiając, że jej sutki lekko stwardniały, a Hermiona głośno westchnęła. Czuła się lekko przytłoczona, ale nie chciała, żeby przestawał. Z drugiej strony, bała się tego, do czego może to doprowadzić. Fred położył ją na łóżku, częściowo przykrywając ją własnym ciałem i odrywając się od jej ust. Zaczął delikatnie całować jej szyję, uśmiechając się kiedy usłyszał, że znowu głośno westchnęła.
- Za dużo? – zapytał, lekko chropowatym głosem, patrząc jej w oczy i zaskakując ją ich ciemnością.
Zarumieniła się i delikatnie kiwnęła głowa, pragnąc odzyskać kontrolę nad swoim ciałem. Znów złączył ich usta ze sobą, zabierając ręce, zanim znowu przyciągnął ją bliżej siebie.
- Wszystko w porządku, zaczekam dopóki w pełni nie wyzdrowiejesz Hermino. – wyszeptał jej do ucha, sprawiając, że zadrżała, zanim lekko zesztywniała.
Zaczeka dopóki w pełni nie wyzdrowieje? O Boże, czy on myślał, że…
Zarumieniła się, kiedy zrozumiała znaczenie tych słów. Chciał nawiązać z nią… kontakt intymny! Fred jej się podobał, naprawdę, i to nawet bardzo, ale nie była jeszcze na to gotowa. Chciała pozostać dziewicą, zaczekać na kogoś, kto będzie jej na tyle oddany, żeby włożyć jej pierścionek na palec.
No cóż, prawdziwy pierścionek, a nie wymyślony lub wyśniony.
Fred zauważył, że nie odpowiada na jego dotyk i odsunął się, żaby spojrzeć na nią. Wciąż pociemniałymi, teraz lekko zaniepokojonymi oczami.
- Hermiono? – zapytał, podnosząc się do góry. Wzięła głęboki oddech. Jej ciało wciąż było rozpalone pod wpływem dotyku Freda, ale jej umysł zdawał się krzyczeć, że powinna odsunąć się trochę dalej od niego.
- Ja… - zaczęła, ale nie miała pojęcia co mu powiedzieć. Nie była nawet pewna co jest nie w porządku. Miała czas, żeby sobie to wszystko przemyśleć. Nie zrobiłby nic, dopóki jest ranna.
Jednak nie musiała zbyt długo zastanawiać się nad odpowiedzią. Otworzyła usta, żeby mówić dalej, ale drzwi jej sypialni otworzyły się z hukiem. Wysoki rudzielec wpadł do pokoju z podekscytowaniem na twarzy, wołając 'Wstawaj Hermino!'. Zatrzymał się, kiedy zobaczył Freda, siedzącego na jej łóżku. Twarz Rona poczerwieniała i pojawił się na niej wyraz mocnego niezadowolenia. Jego wzrok powędrował wzdłuż ciała Hermiony i zatrzymał się na jej talii, w której obejmował ją Fred. Jego twarz pociemniała i poczerwieniała jeszcze mocniej.
- Co – zaczął, niebezpiecznym tonem, którego jak dotąd używał mówiąc tylko do śmierciożerców. – Wy sobie wyobrażacie? – Podszedł trochę bliżej, co sprawiło, że Fred otrząsnął się z szoku. Zerknął na Hermionę, która gapiła się na Rona z otwartymi ustami i przycisnął ją do klatki piersiowej, zasłaniając kawałek odsłoniętej skóry (Hermiona wierzyła, że uniosła się nieco, kiedy się całowali, ale nie była tego do końca pewna) przed wzrokiem Rona.
- Mógłbym zapytać cię o to samo, Ronnie. – warknął Fred, pomagając Hermionie opuścić koszulkę w dół. Szybko upewniła się, że cała reszta jest zakryta, zanim odwróciła się, wciąż znajdując się w opiekuńczych objęciach Freda.
