ROZDZIAŁ 9
" IT HAS ALWAYS BEEN YOU "

Edward POV

Obudziłem się następnego ranka I od razu poczułem się gorzej. Dziś była sobota czyli Oficjalny Dzień Zimowego Balu. Był to dzień, przez który wszystko zostało zniszczone między mną i Bellą. W tym tygodniu pomiędzy nami był bardzo dziwny związek, jeśli można to tak nazwać. Nawet ze sobą nie rozmawialiśmy. Nigdy nie mogłem się obejrzeć, ale wiedziałem, że obserwowała mnie każdego ranka, kiedy szedłem z Tanyą. Ostatnia noc zmieniła wszystko. Ona się do mnie odezwała, znaczy napisała sms. Miałem już zacząć kręcić głową w górę i w dół, gdy nagle zobaczyłem na telefonie, że mam wiadomość. Nie wiedziałem jednak, co mam jej odpowiedzieć. Było to na swój sposób dość irytujące. Zawsze mogliśmy rozmawiać o wszystkim.

Pamiętam, jak napisałem jej, że będą się z Tylerem dobrze bawić na balu. Teraz tego żałuję. Chciałem, żeby było jak dawniej. Wolałem być jej przyjacielem niż nikim. Stwierdziłem, że myślenie o tych rzeczach sprawia, że czuje się jeszcze gorzej, więc poszedłem na dół do kuchni na śniadanie.

- Ahoj Scallywag! Mogę trochę Cap'n Cruch1? – zapytał Emmet, nalewając sobie mleka do płatków. – A może chcesz Coo-coo for Cocoa Puff2? – zaczął się śmiać.

Emmet musiał być adoptowany, serio.

- Nie dziękuję, chce po prostu jakieś Cheeriosy3 – powiedziałem grzecznie. Zdążyłem się już nauczyć, że jeśli pozwolę się zirytować, będzie mnie denerwować, dopóki nie będę mógł tego więcej znieść.

- Cheerios? – Brawo dziadku, wybrałeś najnudniejsze płatki!

- Emmet, cokolwiek.

- Serio! Edward masz jej to powiedzieć! – krzyknął.

- Powiedzieć komu, co? – starałem udawać, że jestem głupkiem.

- Czy ty ze mnie sobie żarujesz? BELLA! Wszystko to co zrobiłeś podczas ostatnich sześciu dni, to siedzenie w domu i szkole! Zaczynasz mnie dołować, chłopie – używał rąk do mówienia, jak tak na niego patrzyłem, wyglądał dość zabawnie. Kiedy powiedział „mnie żartujesz? BELLA!", rzucił ręce tak mocno, że uderzył się w tył głowy, a potem wyciągnął palce i pokazywał w kierunku szkoły no i domu, a potem wskazał mnie.

Zacząłem się śmiać.

- O chłopie, tego potrzebowałem. Dzięki Emm – westchnąłem.

- Tak? Więc jej powiesz? – wziął do ust łyżkę płatków, wyglądał niesamowicie gdy mówił z pełną buzią.

- Nie – potrząsnąłem głową.

- Dlaczego nie?

- Ponieważ… - tak naprawdę nie było żadnego powodu.

- Daj mi jeden powód, dla którego jej nigdy tego nie powiesz. – powiedział.

- Nie mam ani jednego... – wymamrotałem. – Chcę jej powiedzieć, po prostu nie mogę.

- Możesz i to zrobisz. Zaufaj mi, jestem pełen pozytywnej energii na tą całą sytuację tak samo jak ona. Zwłaszcza ta cała Tanya – wymamrotał ledwo, co ostatnie zdanie, bo pakował sobie w usta następną porcję płatków; połowy zdania nie dosłyszałem.

- Co ty mówiłeś?

- Powiedziałem „Zaufaj mi, jestem pełen pozytywnej energii na tą całą sytuację tak samo jak ona".

- Nie o to mi chodziło, tylko o to, co powiedziałeś później.

- Powiedziałem „Zaufaj mi, jestem pełen pozytywnej energii na tą całą sytuację tak samo jak ona".

- Emmet! Wiem, że powiedziałeś coś innego! – warknąłem.

- Nie mam pojęcia o co ci chodzi bracie – nie chciał mi powiedzieć. W tym samym momencie wszedł Jasper, wziął miskę i Cocoa Puffs.

- Ahh, więc to ty jesteś jedynym z „cooc-oo, który zjada te płatki" – powiedział Emmet, próbował śpiewać jak ptak, ale mu nie wychodziło. A następnie zacząłem się z niego śmiać. Ponownie.

- WOW – powiedział Japser.

Bella POV

Była już piąta, a ja byłam w drodze do domu Alice, ponieważ chciałaby byśmy były tam o 17:30. Choć Alice mieszka około trzech minut drogi piechotą, to według zegarka Alice trzydzieści po, oznacza dwadzieścia. Wiem, jaka była podekscytowana, więc postanowiłam być 27 minut wcześniej niż powinnam… Czy to w ogóle miało sens?

Rzeczywiście, gdy weszłam do niej pokoju, wszystko było gotowe. Produkty do pielęgnacji włosów i do makijaż były już na wierzchu.

- Cześć Bella – tylko do mnie podbiegła, zabrała sukienkę i powiesiła w szafie.

- Tak, jak myślałam, zakręcimy Ci włosy od góry do połowy.

- Brzmi świetnie – uśmiechnęłam się. Zawsze zgadzałam się co do pomysłów Alice, ponieważ sprawiało jej to wszystko wielką przyjemność.

Szukaliśmy na iPodzie Alice piosenek, które miały nam lecieć, gdy będziemy się przegotowywać. Właśnie weszła Rosalie.

- Hej! Kto jest gotowy na niesamowitą noc? – zapytała.

Udawałam entuzjazm, bo nie chciałam popsuć dziewczynom humoru.

- Ja jestem! – Alice i ja krzyknęłyśmy w tym samym momencie.

Byłam pierwsza w układaniu włosów. Siedziałam ignorując ból ciągnięcia włosów, a to wszystko na dziś wieczór. Ciekawe jak będę się bawić z Tylerem? Mogłabym tylko siedzieć i oglądać Edwarda, który zapewne będzie się bawił z Tanyą. Mogłabym stanąć w tłumie z innymi dziewczynami, które chciały zatańczyć z Edwardem, może akurat ze mną zatańczy? Kto wie? Ale zapewnie nie.

Po tym, jak już miałam ułożone włosy, spojrzałam w lustro, ale szybko zostałam od niego odciągnięta, ponieważ w ten sposób zrujnuje sobie cały wizerunek. Dopiero jak miałam skończony makijaż, założoną sukienkę, odpowiednią biżuterię: naszyjnik i pierścionek na palcu, założyłam buty. Podeszłam do ogromnego lustra Alice i popatrzyłam na dziewczynę w lustrze. Ona prawie mogła konkurować z Rosalie.

- Wow... – powiedziałam, gdy zakręciłam palcem mojego włosa.

- Przestań! Popsujesz sobie włosy - powiedziała Alice, zabierając moją rękę.

- Przepraszam – uśmiechnęłam się głupkowato.

Gdy Alice i Rosalie były już gotowe, zostałyśmy zawołane na dół, by zrobić nam zdjęcie. Wszystkie nasze matki stały tam z aparatami. Moje policzki bolały mnie już od uśmiechania się, a moje oczy zostały oślepione przez lampy z aparatu. Tyler przyjechał po mnie około ósmej trzydzieści do domu Alice, w tym samym czasie przyjechał Jasper, Emmet i Edward z Tanyą. Chciałam stamtąd jak najszybciej odejść, ale nasze mamy nalegały na grupowe zdjęcie. Starałam się trzymać najdalej jak tylko możliwe od Edwarda i Tanyi.

Mieliśmy prawdziwą sesję zdjęciową, ale nagle zamiast trzech aparatów zrobiło się sześć, dołączyła mama Tanyi i Tylera oraz Esme. Najpierw zrobiliśmy zdjęcie wszystkich dziewcząt, oczywiście razem z Tanyą. Na szczęście udało się również zrobić zdjęcie, na którym jestem razem z Alice i Rosalie. Następnie zrobili zdjęcie wszystkich chłopaków, a później zostali tylko Jasper, Emmet i Edward. Było naprawdę zabawnie, gdy wszystkie matki powiedziały im, że wyglądają naprawdę przystojnie, a oni wszyscy się zarumienili.

Alice mama zasugerowała by zrobić „grupowe zdjęcie" czyli ja, Alice, Rose, Jasper, Emmet i Edward. Edward stanął obok mnie i dotknął ręką moich pleców.

Następnie po tym całym bałaganie wsiedliśmy w samochody. Tyler i ja pojechaliśmy w jego SUV, Edward i Tanya w srebrnym volvo, a Emmet, Rose, Alice i Jasper w pułapce śmierci. Rosalie oczywiście prowadziła.

Dotarliśmy do szkoły jakieś piętnaście minut po dziewiątej. Modnie spóźnione, jak to ujęła Alice. Sala gimnastyczna była cała wystrojona, był „śnieg", lampki Bożonarodzeniowe, oraz były fałszywe sople lodu, które zwisały ze ścian. Znaleźliśmy stół, przy którym zostawiliśmy wszystkie nasze rzeczy, po czym udaliśmy się na parkiet.

Nie bawiłam się dobrze, choć DJ, grał same optymistyczne piosenki, które każdy znał na pamięć. Oczywiście ja, Alice i Rosalie wspólnie tańczyłyśmy. DJ zatrzymał muzykę i powiedział do nas:

- Okej, teraz zwolnimy. Chwyćcie teraz swojej dziewczyny i zaczynamy.

- Zatańczymy? – szepnął Tyler mi do ucha. Tylko przytaknęłam i owinęłam ramiona wokół jego szyi. Kołysaliśmy się tam i powrotem, niezdarnie unikając kontaktu wzrokowego. Aż nagle Tyler się odezwał.

- Cieszę się Bello, że zdecydowałaś pójść ze mną na bal, ale powiedz mi, czemu?

- O czym ty mówisz Tyler?

- Widzę jak na niego patrzysz i widzę, w jaki sposób on patrzy na mnie. Dlaczego nie poszłaś z Edwardem?

Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.

- O czym ty mówisz?

- Chodzi mi o to, że nie powinienem tańczyć z tobą, a Edward z Tanyą.

- Edward mnie nie lubi w taki sposób. I nie wiem, czemu on tak się na ciebie gapi.

- Myślę, że zaskoczę cię Bello… - zaczął.

- Myślisz, że Edward mnie lubi? – parsknęłam.

- Tak, tak myślę. Nie widzisz tego teraz, ale patrzy na mnie w tym momencie takim wzrokiem, jakby był gotowy mnie zabić – zaśmiał się.

- Nie ma mowy.

- O tak, jest – powiedział.

Edward POV

Puścili wolną piosenkę i już miałem podchodzić do Belli, gdy nagle wokół mnie owinęły się pewne ramiona.

- Edward chodź, zatańcz ze mną – powiedziała Tanya, ciągnąc mnie na parkiet. Tam gdzie stanęliśmy, miałem akurat doskonały widok na Tylera i Bellę.

- Na co się gapisz Edwardzie? – powiedziała Tanya, patrząc na to samo miejsce gdzie ja. – Ugh, nienawidzę Belli. Byłam dla niej taka miłą w szóstej klasie, gdy ona nagle totalnie się ode mnie odwróciła. Nie wiem, jak możecie być przyjaciółmi….

Tyler i Bella śmieli się, a ja poczułem jakby zazdrość, a moja krew przyśpieszyła. Spojrzałem w dół na nią i grzecznie odpowiedziałem.

- Ona jest dla mnie wszystkim – popchnąłem ją na bok i już zacząłem iść w stronę Belli. Piosenka się skończyła i „Cha Cha Slide" zaczęło lecieć z głośników. Wpadłem na Alice i Jaspera, a oni pociągnęli mnie do stolika.

- Co się dzieje Edwardzie? – zapytał Japser.

- Muszę porozmawiać z Bellą. TERAZ.

- Chwileczkę, musimy czegoś się dowiedzieć – Alice usiała obok mnie. - Wiem, że nie uwierzyłeś nam wcześniej, ale Bella naprawdę chciała z tobą pójść na tańce.

- Nie rozumiem, skąd masz te wszystkie informacje – rzuciłem, miałem już dość, że wszyscy wiedzą czego chciała Bella, a ja nie.

- Jedynym powodem, dla którego powiedziała „tak" Tylerowi, to to, że usłyszała że mówisz o innej dziewczynie – krzyknęła.

- Cc-oo ? – byłem w szoku, skąd oni to wiedzieli.

- Jak długo o tym wiesz? – zapytałem gniewnie.

- Od poniedziałku, za każdym razem jak chcieliśmy ci to powiedzieć, ty odwracałeś się od nas – dodał Jasper.

- Oh, taak, sorry, no wiesz. Ja nie byłem sobą.

- Tak, wiemy – powiedział Jasper stanowczo.

Nagle pojawił się Tyler przy naszym stoliku, ale bez Belli.

- Lepiej powiedz jej prawdę Edwardzie. Ona nie rozumie, że jej chcesz – powiedział. Szczęki Alice i Jasper prawie dotknęły podłogi. Od kiedy Tyler wie o tej sprawie?

- Skąd wiesz? – spytałem zdumiony.

- Stary, patrzysz na mnie zabójczym wzrokiem, odkąd przyjechałem po Bellę – zaśmiał się. – No idź już!

- Dzięki – uderzyłem go lekko w plecy i wpadłem szybko na parkiet. Widziałem jak Bella tańczy odwrócona ode mnie razem z Rosalie. Rosalie się uśmiechnęła i szepnęła coś na ucho do Belli. Odwróciła się i Rosalie popchnęła ją w moją stronę. Poleciała prosto w moją stronę i instynktownie owinąłem ramiona wokół niej.

Ona się uśmiechnęła.

- Wszystko w porządku? - zapytałem, patrząc na jej twarz.

- Chodź ze mną. Muszę z Tobą porozmawiać. – chwyciłem jej rękę.

Bella POV

Edward zaprowadził mnie na zewnątrz, choć i tak było jeszcze słychać muzykę. Trzymał on cały czas moją rękę, a moje serce waliło jak szalone.

- Bella, muszę ci o czymś powiedzieć... – spojrzał mi prosto w oczy.

- Okej, mów – powiedziałam drżącym głosem.

- Od czasu karnawału jestem w tobie zakochany. Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo chciałbym być w tym momencie Tylerem. Alice powiedziała mi, że słyszałaś, jak rozmawiałem z Rosalie i Emmetem o dziewczynie,którą chciałbym zabrać na bal. Bella ja mówiłem o tobie. Zawsze dla mnie byłaś tylko ty.

Oniemiałam. Patrzyłam mu prosto w te perfekcyjnie, szmaragdowe oczy.

- Powiedz coś – powiedział, gdy otarł moje łzy, które spływały po policzkach.

- Jaaa... ja chcę być z tobą Edwardzie – rzuciłam mu się na szyję i przytuliłam go najmocniej jak tylko potrafiłam. Bałam się, że mogłam go udusić, ale on zacisnął swoje ramiona wokół mnie i podniósł mnie z ziemi.

Staliśmy tak kilka minut, w końcu postawił mnie na ziemi. Spojrzał mi prosto w oczy, przechylił swoją głowę na prawo i nasze usta w końcu się złączyły i powiedział.

- Marzyłem o tym od pocałunku w butce.

Jego usta połączyły się z moimi i zaplątałam moje dłonie w jego włosach. Niestety potrzebowaliśmy powietrza i musieliśmy się na chwilę od siebie odsunąć.

- Myślę, że już powinniśmy wracać i oznajmić im dobrą nowinę – odetchnął, gdy nadal trzymałam ręce w jego włosach. Skinęłam głową, puściłam jego włosy, ale bez wahania szybko złapałam go za rękę. Poszliśmy z powrotem do sali gimnastycznej i znaleźliśmy naszych przyjaciół przy stoliku, prawdopodobnie rozmawiali o nas. Podeszliśmy do nich i usiedliśmy jak gdyby nic.

- Cześć ludzie – pomachałam im wolną ręką. Alice już prawie szalała, jeszcze chwila, a zaczęłaby podskakiwać w górę i dół.

- Więc? – powiedział Emmet do nas, jakby oczekiwał od nas odpowiedzi.

- Oh! No tak, nigdy byście nie uwierzyli, ale uhh… No nie jestem już na balu z Tanyą, technicznie. – powiedział Edward, krzywo się uśmiechając.

- OMÓJBOŻE! AAA! – krzyknęła Alice, skakała i biegała wokół stołu, nawet przytuliła trzy przypadkowe osoby ze szczęścia. Puścili następną wolną piosenkę i Edward wstał.

- Mogę? – zapytał.

- Tak – zachichotałam.

Edward zaprowadził mnie na środek parkietu On owinął mnie w tali, a ja jego szyję.

- Nareszcie – wymamrotał cicho Edward. Uśmiechnęłam się szeroko, chociaż on nie mógł tego dostrzec. Piosenka skończyła się zdecydowanie za szybko, ale za to Edward złożył delikatny pocałunek na moich ustach.

- Chcesz usiąść? – zapytał szybko, gdy tylko zaczęła się kolejna piosenka.

- Tak – uśmiechnęłam się. Usiadłam przy stole, podczas gdy Edward poszedł po picie. Czekałam na niego aż trzy utwory, a on dalej nie wracał. W końcu poszłam do stoiska z napojami, ale go też tam nie było. Słyszałam jak ktoś rozmawiał na korytarzu i poszłam zobaczyć, co tam się dzieje.

Otworzyłam drzwi i zamarłam.

Edward POV

Bella usiadła przy stoliku, gdy poszedłem po napoje. Chwyciłem szklanki, gdy ktoś nagle złapał mnie za ramię.

- Oh, Tanya. Cześć.

Cholera.

- Gdzie byłeś Edwardzie? – zapytała, a ręce usadowiła sobie na ramionach, nie wyglądała na szczęśliwą.

- Powiedziałem Ci, Bella jest dla mnie wszystkim i poszedłem jej to powiedzieć.

- A ona, co ci odpowiedziała?

- Powiedziała, że czuje to samo – nie wiedziałem, dokąd ona zmierza.

- Więc wybierasz ją, a nie mnie?

- Dokładnie.

- Dlaczego? – zdawała się zraniona, więc pomyślałem sobie, że przynajmniej mógłbym jej to wszystko wyjaśnić.

- Chodź ze mną.

Poszliśmy na korytarz, by móc porozmawiać.

- Przykro mi Tanya, ale teraz jestem z Bellą…

- Co? – wrzasnęła. – Nie możesz kogoś tak zostawić w samym środku balu.

- Przykro mi. Nie zostawiam cię tak kompletnie. Byłaś moją dziewczyną na bal, więc możesz być pewna, że odprowadzę cię do domu.

- Ale i tak nadal wybierasz Bellę? Bellę Swan? – ja cię, ile razy mam jej powtarzać to samo…

- Tak.

- Nie! Nie ma mowy!

Łapała szklanki z moich rąk i rzuciła je na ziemię. Potem zarzuciła swoje ręce na moją szyję i zmusiła, aby nasze usta się dotknęły. Chwyciłem ją za twarz, aby spróbować się od niej oderwać. Nagle usłyszałem dźwięk otwierania drzwi.

Tanya puściła mnie, gdy Bella stała w drzwiach. Pojrzała na mnie, na Tanyę i tak kilka razy, a następnie wybiegła z sali gimnastycznej.

- Bela czekaj! – chciałem za nią biec, jednak Tanya mnie zatrzymała. – Odczep się Tanya – a ona się uśmiechnęła.

- Dobrze, twoja strata – pobiegłem szybko za Bellą i zobaczyłem, ze kieruje się w stronę łazienki.

- Bella czekaj.

- NIE EDWARD – odwróciła się, a łzy spływały jej po policzkach. – Zostaw. Mnie. W. Spokoju!

- Bella proszę wysłuchaj mnie. – próbowałem za nią biec.

- Słuchać czego? Widziałam, że ją pocałowałeś! Co się stało z" Bella jesteś dla mnie jedyna"? Dlaczego mi to powiedziałeś, a zaraz poszedłeś do innej?

- Bello, ja nie… - przerwała mi.

- Ty nie? Myślałeś, że cię nie przyłapię? – zaczęła ponownie biec. Udało mi się ją złapać za nadgarstek i odwróciłem ją.

- Co?

- Proszę posłuchaj mnie.

- Nie! Masz mnie puścić! – wrzasnęła. Musiałem to zrobić. Puściłem ją i patrzyłem jak znika za drzwiami. Na pewno nie będzie chciała mnie teraz wysłuchać. Stałem tam kilka minut, aż w końcu postanowiłem poszukać Alice i Rosalie. Poszedłem do naszego stolika i zobaczyłem Jaspera z Emmetem.

- Gdzie jest Alice i Rosalie? –zapytałem.

- Bella zadzwoniła do Alice i są teraz w łazience. Co się stało? – zapytał Jasper, wysuwając dla mnie krzesło. Spojrzałem na łazienkę i zdecydowałem, ze jednak usiądę, bo coś czułem, że nie wyjdą stamtąd szybko.

- Wiesz jaki głupi byłem wcześniej? – oboje skinęli głową. – Teraz jest sto razy gorzej.

- Co się stało? – zapytał tym razem Emmet.

- Tańczyłem z Bellą i poszedłem po napoje. Wtedy spotkałem Tanyę i ona zapytała się mnie, czy jestem teraz z Bellą. Pomyślałem, że zasługuje na jakieś wyjaśnienie, no wiecie, czemu ją zostawiłem w środku balu, więc poszliśmy na korytarz. Wyjaśniłem jej, że nie lubię jej w taki sposób i chce być z Bellą. Powiedziałem jej to, a ona wtedy mnie pocałowała no i oczywiście Bella musiała wejść w tym momencie, gdy ona się na mnie rzuciła… - oboje siedzieli totalnie zdziwieni. – Teraz nie mam pojęcia co powinienem zrobić, chciałem z nią pogadać, ale nie dała mi szansy na wyjaśnienie tego, a teraz zapewnie twoja dziewczyna już mnie nienawidzi. – przetarłem oczy i westchnąłem sfrustrowany. Wtedy akurat podeszła do mnie, Rosalie i założyła ręce na biodra, dokładnie tak samo jak Tanya kilka minut temu. To nie był dobry znak.

- Ty durniu, już wyjaśnienia! – wrzasnęła na mnie.

1 .

2

3 ./2008/01/cheerios_front_