- Czego chcą? – spytał Rin, kiedy wymienił już z przełożonym wszystkie podstawowe grzeczności.. – Ci z Organ Transplant Network. Nitori mi powiedział…
Seijuro Mikoshiba rzucił mu zmęczone spojrzenie
- Siadaj, Matsuoka.
Usiadł. W gabinecie było podejrzanie gorąco. Poruszył się niewygodnie na krześle.
– Jeden z pracowników dostrzegł, że są pewne nieprawidłowości w ich rejestrze biorców.
- Nieprawidłowości w rejestrze? – powtórzył Rin, modląc się żeby jego lekki ton i aroganckie zniecierpliwienie wypadły naturalnie. Wzrok ordynatora aż nazbyt wyraźnie mówił, że nie był dostatecznie wiarygodny.
- Owszem. Powstały przy zgłaszaniu do rejestru dobrze nam już znanego pacjenta Nanase. Niektóre wyniki jego badań wyglądają na nader… nieprawdopodobne. Zaszło podejrzenie, że osoba, która zgłaszała biorcę mogła się pomylić przepisując dane. – popatrzył znacząco na podwładnego, dając mu do zrozumienia, że absolutnie nie wierzy w taką możliwość. – jednakże fakt, że zarówno dawca jak i biorca zostali umieszczeni w jednej placówce spowodował, że zaczęto drążyć sprawę.
- I dużo wydrążyli? – zaciekawił się od niechcenia Rin.
- Udało im się dojść do tego, że dawca i biorca znali się i należeli do tego samego klubu sportowego.
- No kto by pomyślał…
- W związku z czymś padło podejrzenie, że czyjaś nazwijmy to… pomocna dłoń sprawiła, że to właśnie Nanase dostał to serce mimo długiej listy oczekujących na którą nawet tak naprawdę nie był wpisany. Nie są tym uszczęśliwieni, bo osoba, która była pierwsza w kolejce po to serce jest w ciężkim stanie. Postanowili złożyć nam wizytę.
- To co? – Rin poderwał się z miejsca i podwinął rękawy. – Idziemy rozcinać Nanase i wyjmować mu serce? Mamy im je jakoś ładnie zapakować i owijać kokardką, czy papierowa torebka wystarczy?
- Nie bądź taki dowcipny, Matsuoka – poradził mu ordynator. – Jeśli rzeczywiście wykryją jakieś nieprawidłowości, zostaną wyciągnięte konsekwencje zarówno wobec ciebie jak i szpitala.
Zmrużył oczy. Złożył dłonie w piramidkę. Popatrzył na podwładnego.
– Wiem, że miałeś z tym coś wspólnego- westchnął.– Powinienem był zorientować się wcześniej, zanim otworzyłem mu klatkę piersiową i osobiście włożyłem to serce, ale cóż… Stało się. Za bardzo zaufałem twojemu rozsądkowi i zawodowej odpowiedzialności. Nie przyszło mi do głowy że ktoś z twoją wiedzą i doświadczeniem mógłby choćby rozważać coś takiego. Też będę musiał za to odpowiedzieć. Siedzimy w tym razem, Matsuoka – popatrzył uważnie na podwładnego. – Obaj będziemy odpowiedzialni za śmierć człowieka, który był następny w kolejce. Ty dlatego że sprzątnąłeś mu to serce sprzed nosa. Ja, bo je wszczepiłem.
Kardiochirurg stał przed nim, z rękoma założonymi do tyłu.
- Co pan zamierza zrobić? – spytał głosem całkowicie wypranym z emocji. Tego właśnie się bał. Tego momentu, w którym sprawa wychodzi na jaw. Plus sytuacji był taki, że teraz nie bał się już absolutnie niczego.
Mikoshiba milczał przez dłuższą chwilę.
- Będę dążył do tego, żeby jakoś to załagodzić. Powiem, że nie miałeś pojęcia o tym, że dawca i biorca się znają, że się pomyliłeś przepisując dane. Ty to potwierdzisz. Przy odrobinie szczęścia nas nie zamkną ani nie wstrzymają programu transplantacji. Możliwe jednak, że postawią ci zarzuty.
Rin pokiwał głową.
- Co pan zamierza zrobić ze mną? – spytał cicho, wciąż jednak nie potulnie. Nie żałował. Nie zamierzał być potulny. Czuł, że ze zaschło mu w ustach. W tym gabinecie było zdecydowanie zbyt duszno.
- Jeśli zostanie wszczęte postępowanie i postawią ci zarzuty oczywiście nie będę mógł trzymać cię na moim oddziale, nawet gdybym chciał. Sam to rozumiesz.
- Tak.
- Powinienem cię zwolnić już teraz, Matsuoka – ciągnął surowo Mikoshiba. – Bez względu na to, czy będą zarzuty czy nie. Mam do tego wszelkie podstawy.
- Wiem.
Ordynator milczał przez długą chwilę. Rin też. Nie zamierzał prosić. Nie zamierzał się tłumaczyć. Jeśli jego kariera miała się skończyć na tym, że ocalił Haru – trudno. W pewnym sensie historia zatoczyła koło.
- Nie zrobię tego, jeśli mnie przekonasz – oświadczył ordynator. Rin poparzył na niego pytająco. Zmarszczył brwi.
- Przekonam… do czego?
- Do tego, że było warto, Matsuoka. Do tego, że warto było narazić życie tego kogoś, kto czekał na to serce. Że ten chłopak naprawdę chce żyć, chce wyzdrowieć i nie zmarnuje tego daru.
- Nie zmarnuje – powiedział zdecydowanie Rin. – Wiem to. To mądry dzieciak, ma dar obserwacji. Nawet jeśli nie będzie zawodowym pływakiem, znajdzie sposób żeby wykorzystać to, że pan i ja daliśmy mu szansę
Mikoshiba uciszył go gestem ręki.
- Dość, Matsuoka – odparł ze zniecierpliwieniem. – Chcę to usłyszeć od niego. Chcę pójść na oddział i zobaczyć coś więcej niż dzieciaka, na którego wszyscy się skarżą bo nie przestrzega zaleceń i robi trudności. Chcę z nim porozmawiać. Chcę widzieć jego dobre nastawienie, chęć do życia.
Rin zaklął w duchu. Teraz jego życie i kariera naprawdę zależały od Haru.

- No i co się tak patrzysz na tego dzieciaka? – spytał Sousuke, widząc jak Rin świdruje wzrokiem rozmawiającego z pielęgniarką młodzieńca w okularach. W pobliżu kręcił się drobny, nieco nadaktywny blondyn, najwyraźniej bardzo zdeterminowany żeby zajrzeć w każdą dostępną dziurę.
- Tak tylko – kardiochirurg wzruszył ramionami. Wcisnął ręce do kieszeni fartucha. – Organ Transplant Network w drodze, tak sobie patrzę i oceniam czy się nadaje na dawcę, w razie jakby sobie jednak zażyczyli zwrot tamtego serca – zmrużył oczy i lekko przekrzywił głowę. – Wzrost i waga chyba się zgadzają.
Neurochirurg wzniósł oczy ku niebu.
- Jesteś zły bo ostatnio nie udało ci się załapać na grzebanie w klatce piersiowej Nanase i uparłeś się żeby to zrobić?
W oczach kardiochirurga pojawił się niebezpieczny błysk.
- Do trzech razy sztuka.
Sousuke rzucił mu pełne niepokoju spojrzenie i przesunął dłonią po twarzy.
- Oby nie – aż się wzdrygnął. – Co ci powiedział stary?
Rin niechętnie wzruszył ramionami. Cały czas śledził wzrokiem dwóch intruzów przekraczających właśnie progi oddziału kardiologicznego. Pamiętał te dzieciaki. Dobrze wiedział do kogo przyszły z wizytą.
- Dłuższa wersja, czy krótsza? - westchnął z rezygnacją.
- Krótsza. Zaraz zaczynam obchód u siebie na górze.
Kardiochirurg zmierzył przyjaciela ciężkim, pełnym rezygnacji spojrzeniem.
- Powiedział, że Nanase ma być szczęśliwy jak małż i tryskający chęcią życia, bo inaczej ja wylecę na pysk bez względu na to, czy postawią mi zarzuty czy nie. Będę musiał się do niego zakraść i domalować mu na twarzy jakiś przekonujący, szeroki uśmiech.
- Czym, markerem?
- Jak będzie trzeba to nawet i nożem.
- Oj, stary – Sousuke zerknął na niego ze współczuciem. Lekko poklepał go po ramieniu. – Nie chcę cię martwić, ale obawiam się, że masz przerąbane.

- No i wiesz, ostatecznie nam się udało dostać te wszystkie podpisy i wypełnić te formularze i w ogóle – paplał radośnie Nagisa, siedząc na brzegu łóżka chorego. Rei starał się siedzieć na szpitalnym krzesełku tak, by nie skrzypiało. Bezskutecznie. – No i wyobraź sobie, że wszystko już załatwione. Jadę na tą Grenlandię! Będę badał życie pingwinów, czy to nie fantastyczne?
Haru pokiwał głową, posyłając mu blady, nieco wymuszony uśmiech.
- Cieszę się – powiedział cicho, przymykając oczy. Po wcześniejszej rehabilitacji z doktorem Matsuoką naprawdę nie miał ochoty ani siły na gości, nie chciał jednak sprawiać im przykrości. Ostatecznie to był pierwszy raz kiedy dopuszczono do niego kogoś spoza rodziny. Nie widzieli się od tamtych feralnych zawodów. – Fajnie, że się udało i lecisz.
- Lecimy – poprawił go Nagisa. Wstał tylko po to, żeby podejść do Rei i zarzucić mu ręce na szyję w pełnym poufałości geście. – Ja i Rei-chan. Namówiłem go, żeby zabrał się ze mną.
- Ty też? – zdumiał się mimo woli Haru. Rei nie studiował biologii razem z nim i Nagisą. Był studentem akademii wychowania fizycznego. Poznali się dopiero przy okazji poszukiwania czwartego ochotnika do sztafety.
- No wiesz, jak to jest. Rodzice wysyłają mnie na drugi koniec świata, nie chcieli, żebym jechał tak całkiem sam, więc jakoś się wszystko dało pozałatwiać. – mrugnął porozumiewawczo do przyjaciół. – I nakłonić pewnego upartego lekkoatletę żeby jednak zdecydował się zabrać ze mną.
Rei poprawił okulary, które przy okazji zsunęły mu się z nosa.
- Tak naprawdę wcale nie musiał mnie namawiać – uśmiechnął się nerwowo. – W tych lodowych górach i dwudziestu odcieniach śniegu jest pewne niesamowite piękno.
- I pingwiny! – zawołał mu do ucha Nagisa. – nie zapominaj o pingwinach!
Haru obserwował ich w milczeniu.
- Kiedy wyruszacie? – spytał cicho, kiedy Nagisa przestał się już wygłupiać . Rozpaczliwie miał nadzieję, że jeszcze nie teraz. Że poczekają, aż wyjdzie ze szpitala i poczuje się na tyle dobrze, żeby znów popłynąć. Że pójdą z nim nad ocean. Głupia, desperacka, egoistyczna nadzieja, że odpowiedź będzie brzmiała „w przyszłym semestrze" albo „na ostatnim roku" albo nawet „nie wiem czy w ogóle".
- Za dwa tygodnie! Wyobrażasz sobie? Już za dwa tygodnie będziemy na biegunie północnym z pingwinami!
Dwa tygodnie…. Poczuł dziwne ukłucie w sercu. Odwrócił wzrok. Zamrugał, żeby odgonić dziwne uczucie pieczenia pod powiekami. Nie poczekają. Oczywiście, że nie poczekają, mają swoje życie.
Przyszłość. Marzenia.
- Wiesz, właściwie to planowałem jechać sam dopiero jakoś na trzecim roku – paplał wesoło Nagisa, nie zauważając, że coś jest nie tak. Rei chyba spostrzegł, bo zdjął okulary i zaczął je nerwowo przecierać. – Ale moi rodzice uznali, że powinienem zmienić otoczenie i wyjechać. Namówili Rei, żeby tez się zabrał, żebym nie jechał sam na ten koniec świata… - zaśmiał się nerwowo. – No wiesz, po tym wszystkim co się ostatnio stało byłem nieco rozbity. .
- Nagisa! – syknął na niego Rei. – Umawialiśmy się, że nie…
- Przepraszam…. – blondyn popatrzył na Haru z przerażeniem w oczach. - Racja, przepraszam, nie powinienem był. Nie chciałem. To samo tak…. Nie do końca to ogarniam, przepraszam…
Haru spuścił wzrok. Dobrze wiedział, co przyjaciel ma na myśli. Doktor Matsuoka bardzo dobitnie wytłumaczył mu przecież jaki wpływ jego zatajanie stanu zdrowia miało wpływ na drużynę. Nie tylko na Makoto, ale przecież także na nich. Szczególnie na Nagisę, zawsze był wrażliwy. Hospitalizacja dwóch członków drużyny to musiał być dla niego koniec świata.
- Słyszałeś o Makoto, prawda? – spytał ostrożnie Rei, najwyraźniej obawiając się jego reakcji
- Tak… - skinął głową. Rozmawianie o tym było trudne. Trudniejsze niż przepłynięcie ośmiuset metrów. Znacznie trudniejsze niż przejście na pieszo do okna i z powrotem.
Nie miał już złudzeń że Makoto nie żyje. Nikt mu tego nie zakomunikował. Nikt nie poruszał z nim tego tematu, ale on wiedział swoje. Takie rzeczy się wie. Ukradkowa wymiana spojrzeń Rei i Nagisy tylko to potwierdziły. Ciekawe, czy wiedzieli, co naprawdę się wydarzyło. Ciekawe czy wiedzieli ze to on, Haru, jest odpowiedzialny za to, ze Makoto rzucił się pod kola samochodu. Nie, chyba nie. Nie przyszliby, gdyby wiedzieli.
- Ale podziwiam jego rodziców – powiedział Nagisa, z zainteresowaniem przyglądając się stojącemu w kącie defibrylatorowi.. – W takiej sytuacji zdobyć się na taki gest… - lekko pokręcił głową. Rei na migi próbował dać mu znać, by przestał mówić - Gdyby to ktoś z mojej rodziny próbował się zabić przez to że nawrzeszczał na niego jakiś lekarz-skurwysyn, ostatnie co bym zrobił to podpisanie zgody na pobranie narządów do przeszczepu.