Od autorki: Pokuta Weasley'ów nie skończyła się po konfrontacji z Ginny. Do tego jeszcze daleka droga i zajmie to zapewne kilka lat. W tym rozdziale zobaczymy więcej Rona, Hermiony i Tonks.


Rozdział 8

- Harry, wyglądasz o niebo lepiej.

Harry spojrzał na kobietę, która spacerowała z nim po parku, trzymając go pod ramię.

- To wcześniej byłem taki paskudny? - spytał ze śmiechem.

Hermiona wywróciła oczami w jego stronę i poprowadziła w stronę ławki nad stawem.

- Wiesz, o co mi chodzi.

Skinął głową i mimochodem rzucił zaklęcie poduszkowe na poskręcaną żelazną ławkę, skrywając różdżkę pod ramieniem.

- Dobra robota - pogratulowała mu Hermiona, po czym usadowiła się niezgrabnie. Przez moment wierciła się, jakby oceniając jakość jego zaklęcia, a następnie zatwierdziła je energicznym skinięciem głową.

Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu. Naprawa jego relacji z Hermioną wydawała się najłatwiejsza, choć wciąż zachowywał rezerwę, raczej z przyzwyczajenia, jak przypuszczał.

- Nic o tym, nie wiedziałam, uwierz mi.

Powieki Harry'ego niemal zniknęły pod linią włosów.

- Wow, naprawdę przechodzisz od razu do rzeczy - roześmiał się.

Zmrużyła oczy słysząc lekko kpiący ton, ale wzruszyła ramionami.

- Po to tu jesteśmy, prawda? Żebyś mnie zapytał jak mogłam pozwolić Ronowi wymigiwać się od odpowiedzialności tyle lat.

Harry przygryzł wargę, wpatrując się przez moment w spokojną powierzchnię wody.

- Tak naprawdę nigdy nie sądziłem, że o tym wiesz.

- To dlaczego nic mi nie powiedziałaś? - spytała, obracając się w jego stronę.

- Nie wiem - wzruszył ramionami. Nieco zmieszany spojrzał jej w oczy. - Pewnie dlatego, że wydawało mi się, że mają sporo racji.

- Harry, przecież nigdy nie skrzywdziłbyś Ginny - potrząsnęła głową Hermiona. - Wiem o tym.

- Na pewno nie specjalnie - zgodził się. - Nigdy z premedytacją. Ale skrzywdziłbym. Musiałbym ją zostawić, kiedy ruszyliśmy w pościg za Horkruksami. A jak by się wtedy czuła, widząc Hagrida wynoszącego moje ciało z Zakazanego Lasu?

- Zapewne bolało ją jeszcze bardziej, gdy myślała, że już nigdy nie powie ci, co do ciebie czuje - Hermiona uśmiechnęła się smutno do niego i wzięła go za rękę.

- Nie myślałem o tym w ten sposób - odpowiedział Harry, czując się nieco głupio.

- Nie mieli racji - zdecydowanie stwierdziła Hermiona.

Skinął sztywno głową. Ginny powoli docierała do niego z tą informację poprzez metodyczne wbijanie mu jej do zakutego łba.

- Naprawdę zmieniła ich w osły? - spytał Harry z cieniem uśmiechu zakradającym się na twarz.

- Nie było mnie tam - Hermiona zrobiła urażoną minę. - Ale Angelina zrobiła zdjęcia - zachichotała jak niegrzeczne dziecko, a Harry potrząsnął głową.

- Za bardzo się tym rozkoszujesz - zganił ją.

- A ty za mało - odgryzła się, ale szybko spoważniała. - Właściwie w ogóle się tym nie rozkoszuję.

Odwróciła się i spojrzała na wodę. Harry zaczął się zastanawiać, czy płacze.

- Mój mąż to palant. Palant bez serca. Nie wiem, jak może patrzeć na siebie w lustrze.

Harry sztywno skinął głową. Jego uczucia w stosunku do Rona były bardzo skomplikowane. Rozumiał, dlaczego młodzi Weasley'owie byli niechętni jego związkowi z Ginny. Ale konfuzja płynęła z gigantycznego poczucia zdrady, ciążącego na jego sercu. Odpychał te uczucia na bok tyle lat, uważając, że to zwykły element relacji między nim a Ronem i jego braćmi, aż w końcu niemożność oddychania stała się czymś normalnym.

- Ale nie rezygnuj z niego, Harry - błagała Hermiona ze łzami w oczach. - Już raz niemal to zrobiłam. Byłam tak blisko… wtedy gdy nas opuścił. Byłam taka wściekła.

Harry skinął głową i wyciągnął rękę, by otrzeć łzy, spływające jej po policzku.

- Ale nie zrezygnowałam z niego. A on wrócił. Teraz też wróci. Obiecuję, Harry.

Harry poczuł, jak pod powiekami wzbierają mu łzy i przeklął swoje niestabilne uczucia, które w każdej chwili groziły wybuchem. Uzdrowiciel umysłu w Kanadzie wyjaśnił mu, że nieujawnianie uczuć przez wiele lat nie oznacza, że uczuć tych nie ma. Zachęcał go do ich wyrażania - krzykiem, płaczem czy nawet kompletną histerią. Ale lata ukrywania wszystkiego to nawyk, który ciężko przezwyciężyć.

- Wróci? - wyksztusił. - Czy to wystarczy?

Hermiona mocno ścisnęła jego dłoń i wzruszyła ramionami.

- To już ty musisz zdecydować. Ale on zrozumie swój błąd.

- Jak na razie mu się nie udało - Harry zdołał przywrócić głosowi normalne brzmienie.

- Wiem - westchnęła Hermiona, ocierając łzy. - Zawsze był trochę tępy. Ale jeśli nie zrobi tego wkrótce, to ja… znowu napuszczę na niego ptaki.

Harry parsknął.

- Chcę tylko, żebyś wiedział… - Hermiona urwała, a Hary spojrzał na nią. - To co teraz macie. Ty i Ginny. To jest… dobre.

- Skąd wiesz? - spytał, czując że na jego twarzy pojawia się uśmiech, którego nie zdołałby powstrzymać, nawet gdyby chciał. - Przecież właściwie nie widziałaś nas razem.

Hermiona przyglądała mu się przez chwilę, a następnie otoczyła ramionami w potężnym uścisku.

- Widzę to w tobie, Harry. Widzę jak zupełnie inaczej się zachowujesz.

Czuł się zupełnie inaczej. Wystarczyło, że każdego ranka po przebudzeniu odwracał głowę i już widział tą, dla której warto było podnieść się z łóżka i zacząć nowy dzień. Miał kogoś, kto czekał na niego po długim dniu pracy - kogoś kto czekał tylko na niego.

- Bycie z Ginny - Harry przerwał, szukając właściwych słów - to jak wzięcie głębokiego oddechu po latach spędzonych pod wodą - uśmiechnął się niepewnie, czując, że powiedział coś niesamowicie głupiego.

- Harry, tak się cieszę - Hermiona zalała się łzami, a Harry niepewnie pogładził ją po plecach. Siedzieli kilka minut, wpatrując się w skrzącą powierzchnię wody, podczas gdy Hermiona wciąż lekko pochlipywała.

- Myślisz, że kiedyś to przejdzie? - spytał Harry. - Czy będziemy… normalni?

Hermiona parsknęła śmiechem.

- A byłeś kiedyś normalny?

Harry zaśmiał się lekko i potrząsnął głową.

- Pewnie nie.

- Będzie dobrze - zapewniła go Hermiona po kilku chwilach. - Któregoś dnia, gdy będziemy już starzy i pomarszczeni, to znaczy ty i Ron będziecie, będziemy siedzieć na twojej werandzie, patrzeć na bawiące się wnuki i śmiać się z tego wszystkiego.

Harry musiał się roześmiać gdy wyobraził sobie ten widok. Z całego serca miał nadzieję, że przepowiednia Hermiony się sprawdzi.


Ból pleców od spania na kanapie stawał się powoli nie do zniesienia. Ron nie został wyrzucony do Nory wraz ze swoimi braćmi, gdyż jego mama martwiła się o Hermionę i ich nienarodzone dziecko.

Tak więc póki nie zmądrzeje i nie przeprosi Harry'ego pozostawała mu kanapa. Czuł się okropnie, gdy słyszał o swoich dawnych błędach od mamy i Ginny, ale to cicha furia Hermiony postawiła jego świat na głowie.

Każdy z jego braci po kolei pasował, pozostawiając go samego na polu walki. Plotka głosiła, że George zaoferował Harry'emu i Ginny własną duszę, jeśli miałoby to przyspieszyć wybaczenie.

Percy jąkał się i kręcił, aż Ginny dała za wygraną i po prostu go przytuliła. Harry sztywno potrząsnął jego dłonią i nie chciał słuchać dalszych przeprosin. Prawdę mówiąc, Percy nie brał udział w pierwszej „Nagonce Weasley'ów", jak ochrzciła to wydarzenie Ginny. Ale po Ostatniej Bitwie niechętnie zgodził się z Charliem, a jego największym grzechem, co wytknęła mu Hermiona, było jego milczenie.

Bill i Charlie spróbowali przeprosić. Harry zaakceptował, ale Ginny ich nie przyjęła. Powiedziała im, że nie wystarczą słowa, żeby zadośćuczynić za ich winę. Ale Ron wiedział, że Ginny w końcu zmięknie. Ron przypuszczał, że Ginny jest tak wściekła, bo to właśnie jej dwaj najstarsi bracia byli prowodyrami, a doskonale wiedzieli o uczuciu, jakim darzyła Harry'ego.

Ron nie miał pojęcia, co powstrzymywało go przed przeprosinami. Jego najbliżsi mieli swoje teorie. Hermiona twierdziła, że musi być tak tępy, jak podłoga, w którą uderzył głową, gdy położna go upuściła. Ostatnimi czasy nabrała nawyku mamrotania pod nosem, a gdy Ron ją o to zapytał, usłyszał, że modli się, by dzicko nie odziedziczyło mózgu po tacie.

Ron karnie zameldował się w Norze nazajutrz po lekcji pokory, jaką zafundowała im Ginny. Jego matka zaczęła krzyczeć, przerwała na chwilę, uderzyła go z całej siły w głowę i znów zaczęła krzyczeć. Ron nie przypominał sobie, żeby jego matka choć raz uderzyła któregoś z nich przez te wszystkie lata. W końcu jego matce skończyła się para, więc jedynie uniosła ręce w górę i krzyknęła ile sił w płucach, by gwałtownie wymaszerować i zacząć zrywać pranie ze sznurków.

Jego ojciec otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Jedynie na jego twarz wypłynął wyraz głębokiego zawodu. Powiedział Ronowi jedynie, by ten przyszedł się z nim zobaczyć, gdy wreszcie zmądrzeje i przeprosi swoją siostrę i Harry'ego.

Ron już wiedział, że wiele lat wcześniej nie miał racji. Ale wtedy wydawało się to najlepszym wyjściem. Harry dźwigał na barkach ogromną odpowiedzialność, otaczała go śmierć. Pamiętał ten pusty wyraz twarzy Cho Chang po śmierci Cedryka. Wyraz, który nie zniknął nawet w ciągu tych kilku tygodni na piątym roku, gdy umawiała się z Harrym. Ron nie chciał tego dla swojej siostry.

Długie noce na rozpadającej się kanapie, która ledwo mogła pomieścić jego ciało, stały się dla Rona okazją do retrospekcji. Nieustający zły humor Harry'ego, który tak dał im popalić od piątego roku, wydawał się być nieodłączną częścią jego osobowości. Ron tego nie znosił, ale nie miało to znaczenia - ignorował to, bo Harry był jego najlepszym przyjacielem.

Przez ostatnich kilka lat bywały momenty, że Harry'emu zdawało się wszystko układać. Harry został czołowym aurorem. Był na absolutnym szczycie swojej grupy szkoleniowej pod każdym względem i otrzymał za to masę wyróżnień. Praca pozwalała mu podróżować po całym świecie, a przy tym przynosiła niemałe dochody. Harry opływał w dostatki. Raz czy dwa napisał z Brazylii, wspominając, że mieszka z kobietą.

Czyżby Ginny miała rację, że to była tylko maska? Historia wymyślona, by ukryć ból, który przez tyle lat był nieodłącznym towarzyszem Harry'ego?

W Wydziale Aurorów można było usłyszeć plotki, o tym że coś stało się z Harrym. Ron usiłował wydobyć jakieś informacje, najpierw z Tonks, potem z Kingsley'a, ale oboje byli nieugięci. A potem jednego popołudnia kilku rekrutów żartowało sobie w szatni i jeden z nich wspomniał o instruktorze, który podobno chciał ze sobą skończyć i teraz był na zwolnieniu. Ron poczuł wtedy, jak panika chwyta go z całej siły za gardło.

Oczywiście, Harry'ego nie było na ich popołudniowych zajęciach. Przerażenie Rona zostało jednak uśpione, gdy Kingsley osobiście dał odpór plotkom, mówiąc że Harry został odwołany na ściśle tajne zadanie.

Minął już ponad miesiąc odkąd rozmawiał ze swoją siostrą lub Harrym. Harry wrócił do uczenia w Akademii, choć jeśli chodzi o służbę w terenie wciąż pozostawał nieaktywny. Ginny została zatrudniona jako asystentka uzdrowicielki Wydziału Aurorów. Widział ich w korytarzu, jak wspólnie przychodzili do pracy. Harry przynajmniej patrzył na niego i czasem skinął głową, podczas gdy Ginny udawała, że jej brat nie istnieje. Te momenty naprawdę bolały.

Poniedziałek w Akademii oznaczał zajęcia ze sprawności fizycznej oraz zaawansowanego maskowania i zaklęć. Na obu zajęciach dawał sobie radę. Instruktorzy choć wymagający, byli w porządku. Co najlepsze, nie musiał dziś oglądać nikogo ze swojej rodziny. Zanim zwlókł się rano z kanapy, masując zesztywniały kark, Hermiony nie było już w mieszkaniu.

Zajęcia maskowania prowadził nie kto inny jak Tonks. Gdy skończyła uczyć klasę, jak zmienić kolor włosów i oczu, by wtopić się w niemal każdy tłum, Ron podszedł, by się przywitać.

- Hej, Ron - przywitała go z uśmiechem. - Dałeś dzisiaj radę, co?

- Siemasz, Tonks - odparł. - Wydaje mi się, że było nieźle.

- Dawno nie widzieliśmy ciebie i Hermiony - uwaga zdawała się być rzucona luźno, ale usłyszał nieco goryszy w jej głosie. Ron wiedział, że Tonks chciałaby, żeby nieco aktywniej brał udział w życiu swojego chrześniaka i czuł z tego powodu poczucie winy. Nie chodziło o to, by nie miał na to ochoty. Po prostu Teddy nie był pierwszą rzeczą, o której myślał po przebudzeniu.

- Wiem, wiem, przepraszam, że tak dawno was nie odwiedzaliśmy. Wiesz jak to jest, ja mam szkolenie, Hermiona jest w ciąży i w ogóle…

- Rozumiem - odpowiedziała, ale dalej słyszał żal w jej tonie.

- Może skonsultuję się z Hermioną i wyślę do ciebie sowę, żebyśmy mogli umówić się na kolację z tobą i Teddym?

- Byłoby miło. Pasuje nam każdy wieczór. Acha, za wyjątkiem czwartku.

- A co w czwartek? - zapytał Ron, żartobliwie ruszając brwiami w górę i w dół. - Masz randkę?

Uśmiech Tonks nieco przybladł i Ron pożałował, że się w ogóle odzywał.

- Nie, w czwartki przychodzi Harry. Zajmuje się Teddym, a ja mam trochę czasu dla siebie. No i sobota też odpada - dodała po chwili namysłu. - Wtedy przychodzi Neville.

Ron niemal otworzył usta ze zdumienia. Harry przychodził co tydzień? I Tonks ufała mu na tyle, by powierzyć mu czteroletniego chrześniaka Rona, podczas gdy ona wychodziła? I Neville?

- W tym tygodniu Harry zabiera go zdaje się do ZOO.

- Czy… - Ron zamilkł na chwilę, niepewny o co zapytać. - Czy on to robi często?

- Nie zawsze - odparła Tonks. - Najczęściej siedzą w domu i Harry opowiada mu o miejscach, w które jeździł, albo czyta mu książki. Teddy ma całkiem sporą kolekcję. Ostatnio Ginny zaczęła z nim przychodzić. W zeszłym tygodniu wzięli go na mecz Quidditcha. Przez dwa dni o niczym innym nie mówił - zachichotała.

Ron skinął głową.

- Ok, to dam ci znać kiedy możemy umówić się na kolację - powiedział, starając się zmienić temat.

Tonks przestała zbierać swoje rzeczy i obrzuciła go pełnym namysłu spojrzeniem.

- Będę czekała.

- Poczekaj chwilę - zawołał Ron, zanim zdążyła wyjść. - Myślałem, że nie chcesz, żeby Harry przebywał z Teddym. Że jest zbyt lekkomyślny.

- Bo taki był - Tonks wzruszyła ramionami. - Ale nie przestał się strać. Teddy ma pudełko po butach, które ledwo może pomieścić wszystkie listy, które wysłał mu Harry z jego misji i więcej zabawek niż dzieciak w jego wieku powinien mieć. Chyba próbował jakoś wynagrodzić mu to, że nie mógł być przy nim cały czas - westchnęła. - Harry był naprawdę rozbity. Naprawdę, całkowicie, doszczętnie połamany. Ale już z nim lepiej. Układa sobie życie - spojrzała na niego ostro. - A oboje świetnie wiemy, komu to zawdzięcza, prawda? Ron, przestań zachowywać się jak kretyn, bo żadne z nich nigdy się do ciebie nie odezwie.


Dwa dni później Ron był w głębokim emocjonalnym kryzysie. Nie mógł przestać myśleć o Harrym, Ginny, Teddym i Tonks. To było wystarczające, by marzył o jakiejś terapii u Świętego Munga, nawet o wymazaniu pamięci, jeśli byłoby to niezbędne.

Harry prowadził zajęcia tak jak zwykle, profesjonalnie w każdym calu, ale Ron zauważył, jak jego przyjaciel przekomarza się z rekrutami, co było bardzo nietypowe. Harry uśmiechnął się raz czy drugi, a nawet zarumienił się (tak, zarumienił!), gdy jeden z nich zażartował, że ich nauczyciel musiał sobie znaleźć panią, bo jest znacznie fajniejszym gościem.

Rekruci wciąż gadali jak nadzwyczajna jest uzdrowicielka Ginny. Wszyscy naokoło głośno chwalili jej profesjonalne zdolności, z których Ron był zawsze bardzo dumny, a także jej świetny charakter. To zdumiewało jej brata. Ginny, którą pamiętał z ostatnich kilku lat była raczej mrukliwa, wciąż spotykała się z nowymi facetami, lecz szybko przestawała się nimi interesować.

Jego popołudniowe zajęcia, Magiczne i Mugolskie Rozpoznanie, były prowadzone przez Harry'ego. Ron trzymał się z tyłu grupy, obserwując jak Harry radzi sobie z innymi. Był zszokowany, dostrzegając w tym Harrym chłopaka, którego znał przez pierwszych kilka lat życia w Hogwarcie. Twarz Harry'ego zaokrągliła się, tracąc niezdrowy wygląd. Zniknęły purpurowe obwódki wokół oczu, które zdawały się być nieodłącznym elementem jego twarzy. Jego oczy zdawały się płonąć intensywniejszą zielenią i miały w sobie więcej życia niż Ron widział w ciągu wielu lat.

W ciągu tych dwóch godzin zaczęło do niego wszystko docierać. Ron usiadł głębiej na krześle, a jego myśli powędrowały kilka lat wstecz. Czy naprawdę był przyczyną tylu nieszczęść w życiu swojej siostry i najlepszego kumpla? W końcu to było tylko przemijające zauroczenie, prawda? A po Bitwie, no cóż, Charlie nigdy nie powiedział mu, że Harry wyznał, że kocha Ginny.

Świadomość, że jest ostatnią osobą w klasie wyrwała Rona z zamyślenia. Poza nim w pomieszczeniu znajdował się tylko Harry, pakujący rzeczy, które przyniósł na zajęcia. Ron nie miał wątpliwości, ze Harry świetnie zdaje sobie sprawę z jego obecności i czeka na jakiś ruch ze strony byłego najlepszego przyjaciela. W końcu Ron podszedł powoli naprzód klasy.

- Dowiedziałeś się coś dzisiaj?

Zaskoczyło go, że Harry odezwał się pierwszy. Wydał z siebie nieokreślony odgłos i przeciągnął dłonią po włosach.

- Jak zwykle - schował pergamin, który powinien być zapełniony notatkami, ale dziś był podejrzanie pusty.

- Hermiona jeszcze cię nie nauczyła? - spytał Harry, patrząc z uśmiechem na pergamin.

Ron poczuł, jak końcówki uszu mu czerwienieją i skinął sztywno głową.

- Wydawało by się, że przez tyle czasu… Prawda? - jego sztywny śmiech zabrzmiał, jakby się do tego zmuszał. - Słuchaj… - odkaszlnął, modląc się o właściwe słowa. - Jeśli chodzi o tą całą… sprawę…

Harry przestał się poruszać, ale jego oczy uciekły gdzieś w bok, tracąc na moment ostrość.

- Chyba trochę przesadziłem…

- Rozmawiałeś z Ginny? - przerwał mu Harry, świdrując go intensywnym spojrzeniem.

- Eeee, noooo, tej pierwszej nocy…

Harry skinął głową.

- Porozmawiaj z nią. Jak już się z nią pogodzisz, wtedy my siądziemy i pogadamy.

Harry schował swoje rzeczy i wyszedł z sali, zostawiając zszokowanego Rona.

Ron nie przypominał sobie, żeby Harry kiedykolwiek żądał przeprosin. Nawet na czwartym roku, gdy Ron uwierzył, że jego przyjaciel oszukał go, by wziąć udział w Turnieju Trójmagicznym, Harry po kilku słowach był gotów zapomnieć o wcześniejszych miesiącach. Nigdy też nie wspominał o sytuacji, gdy Ron opuścił ich na kilka tygodni podczas polowania na Horkruksy.

W głowie słyszał głos Hermiony, powtarzający, że Harry był świętym. Zaczynał wierzyć, że może coś w tym jest.

Nogi niosły go z dala od sali wykładowej, a w myślach panował chaos. Wydawało mu się, że wędruje po korytarzach ministerstwa od kilku godzin, gdy, niespodziewanie dla samego siebie, znalazł się przed zamkniętymi drzwiami. Skrzywił się, gdy zorientował się, że stoi przed szpitalem dla aurorów, gdzie na pewno była Ginny.

Powoli pchnął drzwi i ujrzał puste pomieszczenie, w którym znajdowało się puste biurko i trzy krzesła z drewnianymi oparciami.

Ron odetchnął z ulgą. Może nie będzie musiał robić tego dzisiaj. Może…

- Zaraz wracam. I nie waż mi się wykrwawiać na dywan, dopiero co go czyściłam.

Głos Ginny zabrzmiał w drugiej sali kompletnie zaskakując Rona. Słyszał jak śmieje się i strofuje kogoś za głupie zachowanie. Siedział sztywno na jednym z krzeseł, usiłując wymyślić cokolwiek, co mogłoby posłużyć mu za usprawiedliwienie.

Patrzył jak auror-rekrut, wydawało mu się, że gość nazywa się Jennkings, wychodzi z gabinetu, masując starannie zabandażowane przedramię.

- Siemasz - pozdrowił go mężczyzna, Ron tylko mruknął w odpowiedzi. - Jesteś strasznie zielony na twarzy - zaśmiał się Jennkings. - Mam nadzieję, że to nie jest zaraźliwe.

- Nie - mruknęła Ginny, zakładając ręce na pierś. - Palantis przechodzi tylko na członków rodziny, zwłaszcza po linii męskiej.

Jennkings wyczuł nadciągającą burzę i szybko ewakuował się z pomieszczenia, spoglądając spod uniesionych brwi na Rona.

- Jesteś ranny?

Ron spojrzał na siostrę. Skrzywił się, gdy dostrzegł agresję w jej wzroku.

- Nie.

- Ktoś inny?

- Nie.

- To co tu robisz? - opadła ciężko na krzesło za mocno zużytym biurkiem. - Bo nie jestem pewna, czy mam ochotę z tobą gadać.

- Rozmawiałem z Harrym - chciał poszerzyć to stwierdzenia, ale słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy zobaczył jej minę. Do jej oczu powrócił dawny, udręczony wyraz.

- I co powiedział?

- Kazał mi porozmawiać najpierw z tobą - wymamrotał i zerknął na nią. Przez chwilę wydawał się zamyślona, ale potem wzruszyła ramionami. - Słuchaj, Ginny… Myślę, że mi przykro.

- Myślisz?

Jej kwaśny ton sprawił, że zastanowił się nad tym co powiedział i potrząsnął głową.

- Jest mi przykro, przepraszam, chciałem tylko, żebyś była bezpieczna.

Zacisnęła zęby. Ron poczuł się zaskoczony, jak bardzo jego siostra przypomina w tym momencie bliźniaków. Zaskakująca myśl, zwłaszcza w kontekście jej zdolności do dbania o siebie.

- Naprawdę nie sądziłem, że tak mocno skrzywdzę Harry'ego, bo myślałem że to tylko zauroczenie. A potem… no cóż, nie wiedziałem co powiedział Charliemu.

- Ale świetnie wiedziałaś, co ja do niego czułam - odparła cicho. Ból w jej głosie uświadomił mu ile wycierpiała przez te wszystkie lata, kiedy myślała, że Harry nigdy nie odwzajemni jej uczuć.

- Myślałem, że ci przeszło. Tak powiedziałaś Hermionie.

- Nigdy nie przeszło - odpowiedziała i przetarła oczy. Jej łzy wstrząsnęły Ronem. Tylko kilka razy w życiu widział ją na tyle załamaną, by płakała. - A wiesz co jest najgorsze? Harry też nigdy nie pogodził się z twoją zdradą. Udawał, że go to nie obchodzi, ale był zrozpaczony.

Złączyła dłonie i potarła jedną o drugą.

- Opowiedział mi o swoim pierwszym roku. O tym co zobaczył w Zwierciadle Ein Eingarp…

Ron się skrzywił.

- Jak mogłeś mu to zrobić? Jak mogłeś spojrzeć w twarz swojemu najlepszemu kumplowi i odebrać mu jedyną rzecz, którą w życiu pragnął dla siebie?

Łzy ustąpiły miejsca gniewowi. Ron oparł się, wiedząc, że najlepiej pozwolić jej wypuścić parę.

- Radził sobie tak dobrze tamtego lata. Naprawdę myślała, że wyjdzie ze swojej skorupy. A potem wróciliśmy do szkoły i życie zupełnie z niego uszło. Nie rozmawiał z tobą przez kilka tygodni. Nie zdawałeś sobie sprawy, że coś może być nie tak? Przez lata stałeś obok i nic nie robiłeś, podczas gdy on marniał w oczach. I nie mogę uwierzyć, że miałeś czelność poprosić, by był świadkiem na twoim ślubie.

- On… on chciał odmówić - przyznał Ron. - Przekonałem go, by jednak był moim drużbą.

- I winisz go za to? - krzyknęła. - Ron, ty i nasza rodzina daliście Harry'emu to, czego pragnął najbardziej na świecie - bezwarunkową miłość. Traktowaliście go jak brata, daliście mu poczucie, że w Norze może czuć się jak w domu, a potem odebraliście mu to wszystko. Ty i reszta palantów obwarowaliście tę miłość warunkami - westchnęła. - Wszystko co pozwalano mieć Harry'emu było obłożone mnóstwem zastrzeżeń - wstała, rozkładając ramiona. - Możesz pracować, tak długo jak opinia publiczna aprobuje twój wybór zawodu. Możesz chodzić do szkoły, ale nie zapominaj, że musisz przetrwać i po drodze zabić jednego szaleńca. Możesz się zakochać, ale nie w mojej siostrze. Nie widzisz jak bardzo go zraniliście? - spytała. Czekała chwilę na odpowiedź, ale Ron jedynie wzruszył ramionami. Rozumiał już, jak zostały odebrane jego działania, ale naprawdę nie o to mu chodziło.

- Wiesz jak było mi trudno przekonać Harry'ego, że możemy być razem? - kontynuowała. - Zapierał się rękami i nogami. A wiesz czemu?

Nie czekając na odpowiedź kontynuowała:

- Bo bał się, że straci tę odrobinę, na którą mu pozwoliliście. Ta nędzna namiastka przyjaźni, którą oferowaliście mu przez lata była wszystkim co miał i walczył o nią z całej siły. Ale to go zabijało. Złamaliście jego ducha. Dziwię się, ze w ogóle przeżył Ostatnią Bitwę.

- Nie chciałem, żeby tak się stało - zaprotestował cicho Ron. - Chciałem tylko, żebyś była bezpieczna.

- A myślisz, że Harry pozwoliłby, żeby stała mi się krzywda? Wiesz jaki jest skory do poświęceń, zerwałby ze mną zanim cokolwiek mogłoby mi się stać.

- Widzisz - wtrącił się Ron. - On zerwałby z tobą, oszczędziłem ci tego - wiedział doskonale, że nie ma to większego znaczenia, ale nieczęsto miał okazję zdobyć punkty w dyskusji z siostrą. Ginny przygarbiła się, a Ron uśmiechnął się, myśląc, że może wreszcie ją przekonał.

- Dalej nie rozumiesz - potrząsnęła głową. - I tak bym to zrobiła. Przynajmniej spędzilibyśmy ze sobą ten rok. Wiesz co bym dała, żeby takie wspomnienia zastąpiły te, które stworzyłam bez niego? Myślisz, że chciałam umawiać się z tymi wszystkimi dupkami? Myślisz, że chciałam być samotna przez te wszystkie lata?

Wstała gwałtownie, by przesiąść się na krzesło obok niego.

- Ron, chciałabym wierzyć, że naprawdę tego nie rozumiesz, że po prostu jesteś taki głupi. Ale nie wierzę. Zebranie się w sobie zajmuje ci najdłużej. To chyba dobrze, bo w końcu ogrom twojej zdrady znacznie przebija to, co zrobiły te pozostałe palanty. Byłeś najlepszym przyjacielem Harry'ego. Kiedyś także moim. I zniszczyłeś to, Ron. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Może Harry i ja wybaczymy ci pewnego dnia, ale już nigdy nie odzyskasz dawnego miejsca w naszych sercach. Nie mówił ci za wiele o tych ostatnich latach, prawda?

Ron potrząsnął głową.

- Sam widzisz. Odsunął się od ciebie, bo wiedział, że nie zniesie, jeśli ponownie złamiesz mu serce.

- Dobrze sobie radził - zaoponował Ron. - W pracy powodziło mu się świetnie i miał mnóstwo kobiet. W zeszłym roku napisał mi nawet, że z kimś mieszka.

Ginny skinęła głową.

- Owszem, tak ci powiedział. A miał jedną kobietę, a ich związek, o ile można to tak nazwać, potrwał zaledwie kilka miesięcy. Chodził na randki, ale nigdy nie spotkał się z żadną kobietą więcej niż kilka razy. A co do jego pracy to faktycznie powodzi mu się świetnie. Jest rewelacyjnym aurorem, bo nie ma nic poza pracą, a przynajmniej do niedawna nie było tego zbyt wiele. Nie opowiada ci o tym, co najważniejsze w jego życiu, bo czuje, że możesz zdradzić go ponownie i znowu w jakiś sposób mu to odebrać.

Westchnęła i oparła się ciężko.

- Ale teraz jest szczęśliwy. My jesteśmy szczęśliwi. Ale on boi się wpuścić któregoś z was poza mur, który zbudował wokół siebie, które zbudował na wypadek, gdybyście znowu go skrzywdzili.

- Nie zrobię tego - zaprotestował słabo Ron. - Ostatni miesiąc był koszmarem. Brakuje mi mojego najlepszego kumpla. Brakuje mi mojej żony. I ciebie. Wiem, że zrobiłem źle i będę się cieszył ze wszystkiego co Harry mi zaoferuje.

- Nie będzie tego dużo - odparła, kładąc głowę na jego ramieniu. - I nie znaczy to, że ci wybaczyłam, Ronaldzie Weasley. Zajmie ci to jeszcze wiele lat, o ile do tego dojdzie. Ale dam ci małą radę…

- Tak?

- Nie naciskaj, nic na siłę. Harry przyjdzie do ciebie, kiedy będzie gotowy. Najlepsze co możesz zrobić to czekać i być gotowym na ten moment.

Ron skinął powoli głową.

- Zrobię to. Mogę mu przynajmniej powiedzieć, że z tobą rozmawiałem?

Zastanowiła się przez moment, po czym wzruszyła ramionami.

- Powiedz, ale to nie znaczy że usłyszysz w odpowiedzi więcej niż dwa zdania.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu.

- Ron, czy podoba ci się, że jesteśmy razem?

Ron wahał się przez moment. Nie chodziło o to, że miał coś przeciwko. Po prostu całe lata był przekonany, że miał rację, a widok Harry'ego i Ginny razem budził w nim stary instynkt, który nakazywał mu chronić siostrę. Z drugiej strony widział jak oboje się zmienili i to na lepsze.

- Muszę się do tego przyzwyczaić - odpowiedział cicho. - Ale widziałem was razem i podoba mi się nowy uśmiech Harry'ego.

Ginny skinęła mu głową, następnie ziewnęła i przeciągnęła się.

- Lepiej się przyzwyczajaj, bo nie planujemy rozstania.

- Nigdy nie była związana z nikim dłużej niż parę miesięcy - parsknął Ron.

- Ron - Ginny potrząsnęła głową. - Żaden z tych gości nie był Harrym.

Jak tłuczek w głowę. Zrozumiał o co jej chodziło. I poczuł jak niezwykle trudne zadanie przed nim. Musiał odbudować zaufanie u dwojga osób, nie mówiąc o jego rodzicach i żonie.

- Mieszkacie razem, prawda? - spytał, starając się nie krzywić.

Ginny skinęła głową, sprzątając jednocześnie swoje biuro.

- Od dwóch miesięcy.

- Pieprzycie się? - jęknął Ron. Wzdrygnął się, gdy błyskawicznie skierowała na niego swoją różdżkę.

- Musisz się nauczyć kontrolować swoje zachowania, Ron. Z takimi tekstami nigdy nie wpuścimy cię z powrotem do naszego życia. Nie twoja sprawa co robię z Harrym. Oboje jesteśmy dorośli. Jeśli będę chciała pieprzyć się z nim trzy razy dziennie to tak zrobię, jasne?

Ron skinął głową, czerwony jak burak. Wiedział, że jego niewyparzona gęba znowu ściągnęła na niego kłopoty. Nagle poczuł jak język przykleja mu się do podniebienia, więc mógł tylko wywrócić oczami, gdy Ginny opuściła pomieszczenia szpitalne.


Harry pociągnął nieco Ognistej Whisky ze szklanki, którą wręczyła mu Hermiona. Co ciekawe nie prosił o drinka, gdy przyszedł do ich małego, ale urządzonego ze smakiem domku.

- Będziesz tego potrzebował - powiedziała, nalewając trunku.

- Aż tak źle? - roześmiał się gorzko, ale szybko zganił się w myślach. W końcu obiecał Ginny, że dojdzie do porozumienia z jej rodziną.

Hermiona skrzywiła się, zakładając ręce za plecy.

- Mam nadzieję, że nie - stwierdziła, potrząsając głową. Było widać, jak bardzo jest zmęczona. - Mam nadzieję, że Ron będzie z tobą tak szczery, jak powinien być. Nie zasługujesz na mniej.

- Ale nie możesz być pewna - Harry skinął głową, rozumiejąc jej frustrację. Delikatność uczuć nie była nigdy mocną stroną Rona.

- Mogę - zaoponowała. - On już… dobra, nie będę w to wchodziła. On ci powinien to wyjaśnić, a nie ja. Wiedz tylko - westchnęła i wzięła go za rękę - wiedz, że cokolwiek dziś zostanie powiedziane, oboje cię kochamy. Wiesz co myślę o tym, co się stało. Zmieniłabym to, gdybym tylko mogła.

Harry sztywno skinął głową. Widział łzy, wzbierające w jej oczach i nie chciał sprawić, że rozklei się jeszcze bardziej.

- Wiem, Hermiono. Nigdy nie wątp, że też cię kocham, dobrze?

Hermiona pocałowała go gwałtownie w czoło.

- A ja ciebie. A teraz opowiadaj, jak ci się uczy?

Hary roześmiał się widząc jak jest podekscytowana i zaczął przytaczać najciekawsze anegdotki z jego kariery nauczyciela, czekając aż Ron wróci do domu.

List od Rona, wygnieciony, z masą powykreślanych linijek, dotarł do niego rano przed zajęciami. Ginny przeczytała go, ale odmówiła komentarza. Pocałowała go jedynie na do widzenia i wysłała do pracy mrugając znacząco.

Musiała wiedzieć coś więcej.

Przez cały dzień Harry zastanawiał się nad tym listem. Czy powinien odrzucić prośbę o spotkanie? Czy raczej spróbować naprawić relacje między nim i Ronem? O ile to było możliwe. I o ile tego chciał. Szybko jednak doszedł do wniosku, że chciał odzyskać najlepszego kumpla. Jakkolwiek nieprawdopodobnie to brzmiało, Harry miał nadzieję, że odzyskają to porozumienie, jakie kiedyś było ich udziałem.

Gdy jedli obiad z Ginny poprosił ją, żeby nie szła spać, póki nie wróci z rozmowy z Ronem. Ginny zgodziła się z entuzjazmem i niemal wypchnęła go za drzwi.

- Zawsze marzyłam, żeby uczyć - jęknęła Hermiona z wyrazem tęsknoty na twarzy.

- I byłabyś w tym świetna - stwierdził Harry. - Już sobie wyobrażam, jak strofujesz przerażonych pierwszaczków, którzy spóźnili się na lekcję - roześmiał się, widząc jej urażoną minę.

- Nie mogłabym być lepsza niż profesor McGonagall wobec ciebie i Rona tego pierwszego dnia - obruszyła się, jednocześnie świetnie się bawiąc.

Harry roześmiał się.

- To było świetne.

- Było rewelacyjne - oboje okręcili się błyskawicznie, słysząc głos Rona. Stał w progu, dżinsy wystawały spod rozpiętych szat aurora. - Nie zapomnę jak ze sztywnego kota zamieniła się w starą nauczycielkę.

Hermiona znacząco odchrząknęła, a Harry pociągnął kolejny łyk ze szklanki.

- Idę na górę - ścisnęła Harry'ego za ramię, a następnie przystanęła, by pocałować męża w policzek. Harry usłyszał, jak szepcze „nie spieprz tego". Następnie powiedziałą Ronowi, że w lodówce jest obiad do odgrzania.

- Jesteś głodny? - mruknął Ron, wsadzając głowę do lodówki, by sprawdzić co jest w środku.

Wraz z Hermioną z pomieszczenia wyparowało ciepło. Chłód, który Harry zaczął kojarzyć z jego relacjami z Ronem, wypełnił kuchnię.

- Ginny zrobiła mi obiad - odparł cicho. Patrzył, jak Ron szykuje sobie kanapkę, mając nadzieję, że rudzielec wkrótce zbierze się w sobie.

- To dobrze - odpowiedział Ron. - Mama zawsze mówiła, że Ginny jest świetną kucharką.

- Bo to prawda - Harry uśmiechnął się z dumą. Przed oczami stanęła mu twarz jego dziewczyny. Wziął oddech i uspokoił się. Da radę.

- Dostałem twój list - zaczął, jednocześnie przeklinając w myślach głupotę tego komentarza. Przecież gdyby nie dostał listu, nie byłoby go tutaj.

- Taaa - Ron przerwał na chwilę, by przełknąć, a następnie odepchnął talerz, jakby na sam widok jedzenia zaczynało go mdlić. - Pomyślałem, że w sumie… powinniśmy pogadać.

Harry skinął głową. Jego palce ześliznęły się ze szklanki, znacząc stół plamami wilgoci, która skropliła się na szkle.

- George… George naprawdę chciał zapisać ci swoją duszę?

Niepewny ton pytania, jakby Ron zastanawiał się jakie jest prawdopodobieństwo, że on też będzie musiał wykonać tak drastyczny krok, wywołał uśmiech na twarzy Harry'ego.

- Tak.

Ron ciężko przełknął.

- Rany.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu, coraz bardziej odczuwając niezręczność sytuacji. W końcu Harry wziął głęboki oddech, czując, że musi coś powiedzieć.

- Dlaczego to zrobiłeś? - jego głos łamał się, jakby znów miał piętnaście lat.

Niebieskie oczy Rona napotkały jego spojrzenie i Harry niemal widział, jak wewnątrz obracają się trybiki. Będzie wiedział, jeśli Ron skłamie… a jeśli skłamie, no cóż, to będzie koniec. Harry wiedział, że niezależnie od tego, co obiecał Ginny, ta chwila miała zdecydować.

- Nie wiem, naprawdę - Ron wzruszył ramionami.

Nadzieja, którą Harry odczuwał, zjechała do żołądka, ściskając mięsne paszteciki i Ognistą Whisky, grożąc malowniczym powrotem całej jego zawartości.

Harry sztywno skinął głową i wychylił szklankę do końca.

- Dobra, jeśli tylko na tyle cię stać… - wstał, szykując się do wyjścia.

Ron patrzył, jak ręka Harry'ego zaciska się wokół klamki, a w gardle rosła mu coraz większa kula. Spieprzył to. Kompletnie i nieodwracalnie rozwalił ich przyjaźń.

- Zrobiłem źle - zawołał. - Bardzo źle.

Harry stał w drzwiach, tyłem do Rona. Nie ruszył w stronę wyjścia.

- Teraz już to wiem. Zepsułem wszystko. Tobie i Ginny - Ron zaklął pod nosem, czując, że głos zaczyna mu się załamywać. Cały dzień ćwiczył swoją przemowę… chciał chronić Ginny… nie wiedział… Przez głowę przemknął mu kolejny milion wymówek, ale przez zachodzące łzami oczy widział tylko Harry'ego, który nagle się przygarbił.

Bardzo powoli Harry odwrócił się, by spojrzeć przez ramię. Ron zmusił się, by stać nieruchomo i pokazać przyjacielowi jak wiele go to kosztuje, jak bardzo pragnie, by było już po wszystkim.

- Nawet nie wiesz jak często obiecywałem sobie, że zawsze będę stał za tobą, że nigdy cię nie zawiodę - głos znów mu się załamał, a łzy popłynęły swobodnie po twarzy. Marzył o tym, by je obetrzeć z twarzy. Na Merlina, był mężczyzną, a faceci nie płaczą.

- I złamałem tę obietnicę - wyszeptał zachrypniętym głosem. - Podeptałem twoje zaufanie i cisnąłem nim ci w twarz.

Harry stał spokojnie. Przyglądał mu się. Ale wciąż nie wychodził i Ron poczuł, że znów kiełkuje w nim nadzieja. Może jeśli będzie dalej gadał… dalej wyjaśniał, Harry zostanie, a potem będą rozmawiali i rozmawiali, aż cała sprawa zostanie zapomniana i wybaczona.

- Wiesz jak bardzo mnie zraniliście?

Ron skinął głową. Poddał się i otarł wreszcie łzy.

- Wiem. Ginny… Ginny mi opowiedziała.

- A ty sam nigdy tego nie zauważyłeś? - Harry rzucił pytanie w stronę ściany. Wciąż nie odwrócił się w stronę Weasley'a, ale odsunął się od drzwi, co pozwoliło Ronowi odpowiedzieć:

- Nie chciałem tego widzieć. Nie chciałem, żeby okazało się to prawdą, więc odrzucałem każdą taką możliwość.

- A Ginny?

Stalowa obręcz ścisnęła serce Rona.

- Wiem - skinął głową. - Ale myślałem, że ratuję ją przed śmiercią, albo czymś jeszcze gorszym.

Harry wreszcie spojrzał na niego, a w jego źrenicach płonął szafirowy ogień.

- Zginąłbym za nią. ZGINĄŁEM za nią!

Prawda zawarta w tym zdaniu zdzieliła Rona jak obuchem. Harry umarł za nią. I za Rona. I za Hermionę. I za wszystkich.

- Wiem.

Harry sztywno skinął głową, ponownie patrząc w ścianę.

- Kocham twoją siostrę, Ron.

Spokój w głosie Harry'ego zaimponował Ronowi. Ten Harry, który pojawił się dopiero teraz, gdy zaczął być z Ginny, był zupełnie innym człowiekiem, niż osoba, którą kiedyś nazywał najlepszym przyjacielem. Ten mężczyzna był lepszy, silniejszy.

- Wiem - potwierdził Ron, mając nadzieję, że Harry na niego spojrzy, by mógł się przekonać, że Ron naprawdę to rozumie. - A ona kocha ciebie.

Szafirowy ogień znów błysnął w stronę Rona, a kąciki usta Harry'ego wygięły się minimalnie ku górze.

- Wiem.

- I to dobrze. Na… naprawdę - Ron zająknął się, ale nie dlatego, że miał wątpliwości. Po prostu bardzo pragnął, by Harry mu uwierzył.

- Masz rację - Harry nieco się rozluźnił. - Nie masz nic przeciwko?

- Pytasz mnie o zdanie? - zdziwił się Ron.

- Nie bardzo.

Parsknął śmiechem, słysząc tą odpowiedź. Widział wreszcie w mężczyźnie przed sobą człowieka, który zdołał pokonać Czarnego Pana. Ron nie mógł uwierzyć, że Harry przetrwał Ostatnią Bitwę, biorąc pod uwagę, w jakim był stanie.

- Nie żeby to miało jakieś znaczenie, ale cieszy mnie, że jesteście razem - powiedział cicho Ron, przestępując z nogi na nogę.

- To dobrze. Bo nie chciałbym oglądać tego, co zrobiłaby Ginny, gdyby było inaczej.

Napięcie nieco opadło i Ron cicho się roześmiał. Wciąż miał koszmary po tych kilku godzinach pod postacią osła.

- Nie, tego bym nie chciał - potrząsnął głową i spojrzał na Harry'ego. - Więc my… między nami… już ok?

Harry zastanowił się przez moment, po czym wzruszył ramionami.

- Lepiej niż było.

O dziwo Ronowi zdawało się to na razie wystarczać.

- W porządku.