Część 9

Jest to już ostatnia część mojego opowiadania. Dziękuję wszystkim za czytanie, pozostawienie komentarzy i przedstawienie swoich opinii na temat tej historii. Dużo one dla mnie znaczą. W tym rozdziale - JOHNLOCK, SLASH. Miłego czytania.

- Od tego nie ma powrotu – ostrzegł detektyw łaskocząc tamtego oddechem.

Doktor odsunął głowę i spojrzał głęboko w jego oczy. Nie miał pojęcia co się z nim działo, ale chciał dowód tego, że Sherlock jest obok niego. Chciał dowiedzieć się jak smakuje, chciał wtulić się w niego i poczuć jak pachnie, chciał wsunąć dłonie w jego włosy i delikatnie pociągnąć za nie całując go przy tym tak żarliwie, że oboje musieliby nakarmić się nawzajem powietrzem. Chciał go poczuć.

- Nie mam zamiaru wracać.

Sherlock zmrużył oczy i zagryzł dolną wargę wpatrując się uważnie w przyjaciela.

- Chcę byś był pewien.

- Jestem.

- Nie jesteś.

Doktor zmarszczył brwi i również podniósł się opierając ciężar ciała na łokciu. Spojrzał głęboko w oczy bruneta i przez moment tylko się w nie wpatrywał. Uczucie spłynęło na niego tak niespodziewanie, że sam zdziwił się jak mógł tak długo tego nie dostrzegać. Umawiał się z kobietami, by nie tylko zaspokoić swoje męskie potrzeby, ale także by w końcu odnaleźć tą jedyną osobę, której mógłby oddać swoje serce. Szukał kogoś, kogo mógłby szczerze i trwale pokochać. Takowego osobnika miał tuż przed swoim nosem. Wszystkie dziewczyny, z którymi się umawiał i tak zrywały z nim po kilku miesiącach, ba nawet tygodniach, ponieważ Sherlock zawsze stawał się przyczyną ich kłótni. Ile razy zdarzało się, że w podczas randki dostawał smsa, który był rozkazem, nie prośbą, powrotu do domu lub przyjazdu na miejsce zbrodni? Nie gniewał się co jeszcze bardziej potęgowało złość jego partnerek. Jednak…

To Sherlock wyciągnął go z bagna w jakim się znalazł po powrocie z Afganistanu.

To Sherlock był jego codziennym napędem.

To Sherlock był paliwem jego życia.

To dzięki niemu czuje jakby żył na polu bitwy, do którego tęsknił, choć nie powinien.

- Pocałuj mnie.

Zrób to. Tu i teraz. Chcę cię poczuć całym sobą. Proszę.

Detektyw zbliżył do niego twarz i rozchylił wargi oddychając w usta mężczyzny, który łapczywie łapał każdy jego oddech. Chwycił koszulkę żołnierza i powolnym ruchem ściągnął ją z niego podziwiając klatkę piersiową i przejeżdżając palcem po nagim torsie. Ich usta w końcu dopełniły połączenie. Wargi złączyły się w pierwszym pocałunku, który nie igrając z czasem prędko przerodził się w żarliwe pożądanie. Sherlock wsunął język do ust blondyna i popchnął mężczyznę z powrotem na łóżko przyciskając go swoją klatką piersiową.

Dlaczego ta bestia musi być idealna we wszystkim?

John położył obie dłonie na plecach mężczyzny i wbił w jego skórę paznokcie, na tyle mocno, by pozostawić ślady. Jego ślady. Poczuł na udach twardą erekcję detektywa i jęknął, gdy tamten przygryzł mocno jego dolną wargę. Sherlock przechylił głowę i przywarł ustami do jego szyi ssąc ją i zostawiając różowy ślad.

Nie miał pojęcia co się z nim działo, ponieważ nigdy nie pociągali go mężczyźni, ale to jak jego ciało reagowało na Sherlocka nie można było porównać z niczym. Rwało się do niego i pragnęło jego dotyku, a gdy już go dostało wyginało się i wiło. Z ust żołnierza wydobywały odgłosy, o które nigdy by nawet siebie nie podejrzewał. Warczał, mruczał, jęczał, a detektyw nie pozostawał dłużny. Jego na co dzień sztywne i nietykalskie ciało stało się nagle giętkie i miękkie, a jego dotyk przypominał jedwab.

John przejął kontrolę i opierając ręce na ramionach bruneta popchnął go i usiadł na nim okrakiem. Pochylił się i zatopił usta w czerwonych od pocałunków wargach mężczyzny. Miażdżyli się wzajemnie odrywając się jedynie by złapać oddech. Temperatura w sypialni znacznie się podwyższyła, a ciało blondyna zdawało się eksplodować zaraz z rokoszy. Boże, co ja wyprawiam… Obaj oddychali szybko, urywanie. Doktor poczuł zaciskające się palce na swoich pośladkach i jęknął cicho w usta mężczyzny. Odsunął się nie odrywając warg od jego ciała i złożył na nim czułe pocałunki. Łuk Kupidyna, kącik ust, podbródek, kość policzkowa, jabłko Adama, obojczyki i sutki, które przygryzł momentalnie czując wbijające się głębiej w jego pośladki paznokcie. Uśmiechnął się złośliwie i zsunął z ud Sherlocka siadając między jego nogami. Chwycił jego materiał spodni od piżamy i uniósł pytająco wzrok.

Widział zgodę w oczach, lecz czekał na potwierdzenie.

- Rób ze mną co ci się żywnie podoba, John. Jestem cały twój.

Cały mój… Chryste, Sherlock… Żołnierz ledwo panował nad swoimi rękami. Głupio mu było się przyznać, ale kompletnie nie miał pojęcia jak się za to zabrać. Drżącymi dłońmi zdjął spodnie detektywa i zrzucił je na podłogę. Przełknął ślinę i z zachwytem objął wzrokiem nagie ciało mężczyzny próbując zapamiętać każdy jego szczegół. Bladość jego skóry, idealnie zarysowane mięśnie… Jest idealny. Blondyn pochylił się i niemalże z czcią pocałował czubek penisa. Usłyszał do góry głośne wciągnięcie powietrza przez nos i ujrzał zaciskające się na pościeli palce.

Obaj musieli nauczyć się na nowo swoich ciał. Żołnierz wszedł powoli i ostrożnie. Poczuł napinające się mięśnie mężczyzny pod jego dotykiem, a ciało wygięło się w łuk. Sherlock był tak blisko niego, był tak nierealny. Czuł jego zapach, ciepło, szalone bicie serca i przyspieszony rytm. Traktował go jak coś niezwykle kruchego i bał się wykonywać ostrych ruchów. Pokrył każdy zakątek jego ciała pocałunkami zaznaczając swoją własność. Opadł w otchłań zatracenia poddając się falom namiętności. Liczyły się tylko ich ciała splecone rozkoszą.

Z początku ciało Sherlocka stawiało opór. John bardzo ostrożnie zaczął się w nim poruszać i obdarowywał mężczyznę pocałunkami. Z czułością pocałował jego szyję delikatnie przejeżdżając językiem po jego kości policzkowej. Poczuł jak partner uniósł dwoma palcami jego podbródek i zatopił swoje usta w jego wargach. Żołnierz poruszył biodrami szybciej, odsunął twarz od mężczyzny i przyssał się ustami do jego sutka łagodnie gryząc go w brodawkę. Tamten położył rękę na jego głowie i zacisnął palce na blond włosach.

Przeniknięci czułością czuli jak ich ciała odnajdują wspólny punkt, do którego każdy zbliżał się coraz szybciej, gwałtowniej i czując rosnący głód. John poczuł jak jego świadomość zawęża się, a jego gardło nie potrafi przestać wydawać z siebie najróżniejszych dźwięków. Zatracił się w orgazmie i zacisnął powieki. Usłyszał jak Sherlock syknął, gdy ten wbił mu boleśnie w skórę paznokcie. Detektyw doszedł kilka sekund później, a sypialnia wypełniła się jego jękiem, który przyprawił doktora o dreszcze.

Blondyn opadł na posłanie łapczywie łapiąc każdy oddech. Poczuł jak oplotły go silne ramiona otulając go ciepłem. Noga Sherlock wślizgnęła się między jego, by przylgnąć do niego jeszcze bardziej. Nadzy, spoceni, zmęczeni i spełnieni.

John poczuł łaskotanie na płatku swojego ucha i uniósł głowę. Na policzkach mężczyzny malowały się dwa, duże rumieńce. Musiał przyznać, że wyglądało to niezwykle uroczo. Odgarnął z jego czoła kilka przylepionych do niego loków i pocałował w miejsce pomiędzy brwiami. Oczy detektywa błysnęły w ciemności i spojrzały na niego. Otworzył usta, lecz żołnierz uciszył go czułym pocałunkiem w usta. Wtulił się w niego i przez dłuższy czas tylko uśmiechał do siebie jak idiota.

- Cholera – mruknął i zaśmiał się cicho. – Rozumiesz co właśnie się stało? Przespaliśmy się ze sobą, Sherlock. Ja… Mnie nigdy choćby w najmniejszych stopniu nie pociągali faceci. Nadal nie wiem jak jest z tobą, ale ja nie jestem gejem.

Zerknął pytająco na bruneta i uśmiechnął się ciepło. Detektyw najnormalniej w świecie zasnął. Jego wargi były lekko rozchylone, a oddech muskał skroń żołnierza.

Doktor oparł czoło o nagą pierś i zamknął oczy. Nadal nie mógł uwierzyć w to, że Sherlock Holmes jest w nim zakochany.

xxx

John obudził się pierwszy i ostrożnie odsunął się od śpiącego bruneta, co było niemałym wyczynem, ponieważ tamten oplótł go swoimi kończynami niczym koala. Kiedy udało mu się wyswobodzić z uścisku spojrzał na mężczyznę. Objął wzrokiem jego ciało i zagarnął mu włosy za ucho. Zmarszczył brwi i zbliżył twarz. Na jego lewym barku widniała blizna ciągnąca się aż do łopatki. Gdzieś… Gdzieś już to widział.

Zsunął się z łóżka i wciągnął na siebie bokserki. Wskazówka przesunęła się, a zegar wybił dziewiątą rano. Wyszedł z sypialni i zszedł po schodach na dół by zrobić dla siebie herbatę. Wrócił z nią do góry zabierając po drodze swoją komórkę. Wślizgnął się po cichu z powrotem do pokoju, w którym drzemał Sherlock i wyszedł na taras kładąc kubek gorącego napoju na balustradę. Wiatr musnął jego prawie całkiem nagie ciało, a on zadrżał. Spojrzał na bezchmurne niebo i westchnął cicho. Chwycił w dłonie kubek i ogrzał nim dłonie. Telefon w jego dłoni zawibrował.

Nadal chętny do podrywania kelnerki? Mary

Żołnierz uniósł kąciki ust, jednak zaraz po tym poczuł ukłucie w środku. Ta kobieta była naprawdę cudowna i pełna życia. I rzeczywiście miała piękny uśmiech. Ale Sherlock…

Łakoma usłyszenia kolejnych komplementów? John

Z twoich ust? To czysta przyjemność. M

Mam nadzieję, że masz jeszcze kilka w zanadrzu. M

Znam nawet pewne ciekawe miejsce. M

Ja zawsze mam asa w rękawie. J

Liczę, że wyciągniesz go dla mnie. M

John zaśmiał się do siebie i zaczął odpisywać, gdy nagle poczuł ciepły oddech na swoim karku.

- Wiedziałem – warknął Sherlock, a żołnierz odwrócił się do niego unosząc zaskoczony brwi. Detektyw owinął się ciaśniej prześcieradłem i zacisnął usta w wąską kreskę. – Pójdziesz do niej, ponieważ ci zaimponowała. Oświecę cię – jest zamężna. Dorabia tutaj, podczas gdy jej mąż siedzi sobie za granicą. Ona się nudzi i szuka rozrywki. Po prostu chciała cię wykorzystać! Co ty do cholery w niej widzisz? Przeciętna uroda, zero intelektu, taktu, nic!

Blondyn wpatrywał się przez kilka sekund w mężczyznę i przygryzł policzek. Powoli odwrócił głowę i wybuchnął śmiechem.

- Sherlock, ty… – John oblizał usta i spojrzał rozbawiony na przyjaciela. – Nie wiedziałem, że jako chłopak będziesz aż tak zazdrosny.

- Zazdrosny? – Brunet syknął, a jego źrenice zwęziły się w szparki. – W moim umyśle nie ma miejsca na tak beznadziejne uczucie jak zazdrość.

- Ale ty jesteś zazdrosny, Sherlock.

John wyszczerzył się i czując zbliżającego się powietrzu focha przyłożył dłoń do policzka mężczyzny.

- Kocham cię, idioto.

Widok detektywa, który nie potrafił wybąkać z siebie ani słowa był zdecydowanie warty zapamiętania. Żołnierz wspiął się na palce i cmoknął bruneta w kącik ust poczym przytulił go mocno. Nie czując żadnej reakcji z jego strony odsunął się od niego i dokończył pisanie smsa.

- Proszę bardzo – powiedział. – Oto dowód mojej miłości.

Na klawiaturze wystukał szybko parę słów:

Wybacz, ten as jest zarezerwowany dla kogoś specjalnego. J

- No i? Zadowolony?

Detektyw uniósł brodę i powstrzymał chęć zaciśnięcia ust.

- Mogę wysłać? – spytał i przechwycił komórkę.

John uśmiechnął się rozbawiony całą sytuacją i odwrócił tyłem do bruneta. Oparł łokcie na balustradzie i wpatrzył się przed siebie. Po chwili poczuł opatulające go prześcieradłem ramiona i zaśmiał się bezgłośnie. Poczuł jak Sherlock oparł swój podbródek na jego głowie i palcami błądził po jego bokserkach.

- Naprawdę myślałeś, że poleciałbym do Mary jak taki pies po tym co między nami zaszło? – spytał cicho.

Detektyw zignorował pytanie i zamknął oczy.

- Sherlock, musisz mi zaufać. Tym bardziej teraz kiedy… Kiedy jesteśmy razem.

- Ufam ci. – Sherlock westchnął i przełknął ślinę. – Ja… Myślałem, że stosunek, który odbyliśmy był dla ciebie tylko odskocznią od seksu, który uprawiasz ze wszystkimi kobietami. Myślałem, że gdy wrócimy do Londynu będziesz chciał o wszystkim zapomnieć. No wiesz…

- Nie, nie wiem. – John zmarszczył brwi.

- Stwierdziłem, że będziesz chciał usunąć to co się tutaj stało.

- Nie posiadam twojego pieprzonego mózgu, by być w stanie usunąć jakiekolwiek wspomnienia. – John pokręcił z niedowierzaniem głową. – Jesteś idiotą.

Którego kocham. Blondyn połączył ich dłonie razem i również zamknął oczy. Powoli odwrócił głowę i pocałował Sherlocka w szyję. Zmarszczył brwi i nagle go olśniło.

- Fotografia w salonie!

Detektyw spojrzał na niego unosząc pytająco brew.

- Pierwszego dnia, gdy tu przyjechaliśmy spytałem się ciebie, który na zdjęciu powieszonym na ścianie to ty. Odpowiedziałeś, że dowiem się któregoś dnia. – Blondyn odwrócił się by spojrzeć na mężczyznę. – Blizna na plecach. Ten mały blondas na fotografii to ty.

Brunet uśmiechnął się i uniósł oczy ku niebu.

- Bez jaj, byłeś blondynem?

- Ja jestem pełen niespodzianek, John.

Sherlock uśmiechnął się figlarnie i odsunął od żołnierza. Owinął się prześcieradłem i podreptał z powrotem do domu. Doktor zaśmiał się kręcąc głową i westchnął głęboko. Chwycił do ręki kubek i telefon, który nadal otwarty był na wysłanych wiadomościach. Przeczytał raz jeszcze sms-y od Mary i uśmiech spełzł z jego twarzy. Ostatnia wiadomość, którą napisał John została wysłana, jednak jej treść była zupełnie inna.

John już go wyciągnął bzykając się ze swoim chłopakiem. SH

- SHERLOOOCK!