Mimo, że życie toczyło się niezwykle spokojnie bywały momenty, kiedy ogarniał mnie niepokój. Byliśmy praktycznie odcięci od świata i od wszelkich spraw spoza wioski, a jednak, od czasu do czasu, na naszym progu pojawiał się Iuzuka, przynosząc wieści. Kenshin zwykle wychodził z nim wtedy i obaj znikali na kilka godzin. Po powrocie Kenshin nie wyglądał nigdy na zmartwionego czy zaalarmowanego. Nie mówił o tym co usłyszał, najwyżej jakieś nieznaczące uwagi, ale wiedziałam, że nie dzieje się dobrze. Nie byłam pewna czy Iuzuka przekazuje wszystko co się dzieje, ani czy podaje prawdziwe informacje. Chociaż nic nie wskazywało na to, żeby był dla nas jakimkolwiek zagrożeniem, nie podobało mi się, że ten człowiek znał miejsce naszego pobytu.

Zanim się obejrzałam nastał luty. Przez dłuższy czas nic się nie działo i miałam wrażenie, że świat o nas zapomniał. Zima była ciężka ale jakoś sobie radziliśmy. Byłam z Kenshinem i czułam się bezpiecznie. Zawsze mi towarzyszył, kiedy gdzieś wychodziłam, a jeśli musiał gdzieś iść sam starał się wrócić jak najszybciej. Kiedy nie mógł pilnował, żeby ktoś z wioski dotrzymywał mi towarzystwa, nawet jeśli miała to być tylko jakaś starsza kobieta.

Któregoś dnia Kenshin poszedł sprzedawać leki sam, wręcz każąc mi zostać w domu, bo trochę źle się czułam. Mieszkając w takich warunkach na początku prawie ciągle bywałam przeziębiona. Potem trochę się zahartowałam, więc zignorowałabym chorobę, ale chłopak się uparł. Nawet poprosił naszą najbliższą sąsiadkę, Meirin, żeby dotrzymała mi towarzystwa. Była to kobieta w średnim wieku, która miała gromadkę dzieci i z którą często rozmawiałam, kiedy przychodziłam do wsi. Czasami pomagałam jej opiekować się najmłodszymi, a ona wtedy zawsze się śmiała, że będę miała praktykę, kiedy w końcu będziemy mieli własne.

Ponieważ zaczynałam się czuć coraz gorzej byłam zadowolona, że przynajmniej zostałam w domu, w dodatku mając towarzystwo. Meirin-san zresztą, zaraz po wyjściu Kenshina opatuliła mnie kocem każąc zostać na futonie, a sama zrobiła mi herbatę i opowiadała śmieszne historyjki o wyczynach swoich dzieci.

Lada chwila spodziewałam się powrotu Kenshina, kiedy usłyszałyśmy łomot w drzwi. Meirin-san, podniosła się zaniepokojona i nakazując mi pozostać na futonie, poszła otworzyć. Słysząc pukanie przeraziłam się. Starając się uspokoić usiłowałam jednocześnie poczuć ki przybysza. Było dziwnie znajome. Kiedy drzwi zostały otworzone ukazał się w nich Iuzuka. Wpadł do środka, prawie potrącając kobietę.

- Iuzuka-san?! – Odezwałam się podnosząc do pozycji siedzącej. Meirin-san widząc, że znam mężczyznę zamknęła za nim drzwi, żeby nie wypuszczać ciepła.

- Czy coś się stało?

Sposób, w jaki się pojawił mnie zaalarmował. Spróbowałam wyczuć w jego ki jakąś wskazówkę. Wydało mi się, że jest trochę zaniepokojony, ale przede wszystkim bardzo podekscytowany.

- Kenshina nie ma, ale powinien zaraz wrócić.

- Przyszedłem tu po ciebie – oznajmił bezceremonialnie.

- Jak to? – Spytałam, zrywając się na równe nogi. Zrobiło mi się trochę słabo, ale udało mi się utrzymać na nogach.

- Shinsengumi odkryło waszą kryjówkę. Będą tutaj lada chwila. Nasi zdążyli już ostrzec Himurę, dla jego własnego bezpieczeństwa nie pozwolili mu po ciebie wrócić. Dlatego ja tu jestem. Mam cię do niego zabrać, zanim pojawi się tu Shinsengumi.

- Och, Kami-sama! – Westchnęła kobieta słysząc to. Ja patrzyłam tylko osłupiała na Iuzukę. Nie mogłam być stuprocentowo pewna, ale od jego ki aż wionęło obłudą. To, że Kenshin pozwoliłby komuś innemu przyjść po mnie było niemożliwe! Prędzej by zasiekł własnych towarzyszy, żeby tylko po mnie wrócić.

- Na co czekasz, dziewczyno, musimy się spieszyć – ponaglił mnie Iuzuka. – Ubieraj się!

Spojrzałam na niego tępo. Jak mógł tak kłamać! Zmroziło mnie totalnie. Miałam rację co do niego. Był zdrajcą.

Nie miałam pojęcia co robić. Nie mogłam z nim iść. Jedyna myśl do jakiej była zdolna to: Zasadzka! Zasadzka! Zasadzka! Chcieli dorwać Kenshina przeze mnie. Nie mogłam na to pozwolić, ale nie wiedziałam jak temu zapobiec. Iuzuka był o wiele silniejszy ode mnie, w dodatku uzbrojony. Ja nie miałam żadnej broni, Kenshin nie rozstawał się ze swoim daisho. Miałam przy sobie jedynie kaiken, który dostałam od Okami-san, który zawsze trzymałam przy futonie, bądź za obi, i szpilki do włosów, które mogły posłużyć jako broń, ale które leżały gdzieś na dnie skrzyni, bo i tak ich nie używałam. Z samym kaikenem nie miałam żadnych szans w starciu z mężczyzną. Nawet z kataną pewnie bym nie miała. Zresztą była tu jeszcze Meirin-san, nie chciałam, żeby przy okazji stała jej się krzywda.

Nie wiedząc co robić stałam niezdecydowana. W końcu postanowiłam chwycić za kaiken, leżący przy futonie, ale zanim zdołałam się pochylić, zauważyłam jakiś ruch i z ledwością udało mi się odskoczyć przed uderzeniem rękojeścią katany Iuzuki. Meirin-san krzyknęła i cofnęła się pod ścianę, zakrywając usta dłońmi. Iuzuka chyba zorientował się, że mu nie uwierzyłam i zrezygnował z udawania.

- Nie trudź się. Jeszcze sama zrobisz sobie krzywdę tym sztyletem. A wierz mi, dopóki nie zwabimy Battousaia musisz być jeszcze cała. Zresztą, kiedy już z nim skończymy mam zamiar trochę się tobą pocieszyć – uśmiechnął się obleśnie i poczułam mdłości, o wiele silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Cofnęłam się nieświadomie i natrafiłam plecami na ścianę. W ten sposób się nie obronisz! - Powiedziałam sobie, ale nie byłam w stanie się ruszyć. Z przerażenia poczułam jak miękną mi nogi.

- Mogłaś pójść z własnej woli – zaśmiał się, po czym błyskawicznie do mnie doskoczył. Nie zdążyłam się uchylić, odskoczyć, ani zrobić cokolwiek. Poczułam tylko tępy ból na skroni i coś ciepłego spływającego mi po twarzy, kiedy upadałam na ziemię. Zamroczyło mnie, ale zanim straciłam przytomność usłyszałam jeszcze jak Iuzuka mówi do kobiety.

- Jeśli chcesz żyć, oddasz to Himurze...

Kenshin! Nie daj się zabić! – Pomyślałam i odpłynęłam w nieświadomość.

Obudziłam się czując pulsujący ból głowy, cała skostniała z zimna. Kiedy po jakimś czasie udało mi się pozbyć mroczków sprzed oczu i skupić choć trochę myśli, spróbowałam się poruszyć i stwierdziłam, że mam skrępowane w nadgarstkach ręce. Uzmysłowiłam sobie też, że leżę na jakiejś drewnianej podłodze. Wydawało mi się, że jestem sama, ale dopiero skupiwszy się mocniej poczułam w pobliżu, prawdopodobnie na zewnątrz, obecność kilku osób. Słyszałam szczęk katan. Z przerażeniem odkryłam, że był wśród nich Kenshin. Jego ki promieniowało wściekłością i niepokojem. Oprócz tego było dziwnie słabe. Natychmiast spróbowałam się podnieść, ale tylko zakręciło mi się w głowie. Dopiero po chwili udało mi się unieść i wstać. Zobaczyłam, że znajduję się w jakiejś szopie. Było mi niedobrze i prawie ostatkiem sił, chwiejąc się, udało mi się dotrzeć do drzwi. Nie były zamknięte ale wiedziałam, że za nimi stoją ludzie i że nie mam najmniejszej szansy ucieczki, nawet gdybym chciała zostawić Kenshina. Z trudem otworzyłam je związanymi rękami i praktycznie wypadłam na zewnątrz, upadając w śnieg. Zobaczyłam walczącego Kenshina, mocno rannego. Otoczył mnie zapach krwi i nie udając mi się powstrzymać mdłości zaczęłam wymiotować. Moje pojawienie się wywołało reakcję wśród obecnych. Kenshin odepchnąwszy cięcie przeciwnika spojrzał w moją stronę i krzyknął moje imię. Natomiast jeden z mężczyzn przyglądających się walce podszedł do mnie i kiedy skończyłam wymiotować podciągnął mnie do góry za włosy, po czym powlókł w stronę zebranych, siłą utrzymując mnie w pozycji stojącej.

- Popatrz jak radzi sobie twój chłoptaś. Już całkiem niedługo go zasieczemy, masz więc ostatnią okazję.

Zrobiło mi się jeszcze bardziej słabo i gdyby mnie nie podtrzymywał, nie ustałabym na nogach. Z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że Kenshin walczył z kilkoma przeciwnikami na raz, w dodatku był poważnie ranny. Coś z nim było nie tak, jakby nie widział...

- Całkiem długo wytrzymał – mruknął mężczyzna stojący koło nich. – Wygląda na to, że może to trochę potrwać.

- Albo i nie – dodał jeszcze inny, kiedy Kenshin upadł po jakimś ciosie. Od razu próbował się podnieść, ale wyglądało to jakby już nie miał siły.

Musiałam coś zrobić, nie mogłam tak po prostu patrzeć jak go zabijają! Ale nie mogłam, byłam taka bezsilna! Poczułam, że po policzkach spływają mi łzy, spłukując pewnie trochę zaschniętą już krew.

- Kenshin! – krzyknęłam najgłośniej jak byłam w stanie. Tylko tyle mogłam zrobić. – Przysięgałeś!

Usłyszałam śmiech mężczyzny, który mnie trzymał. Właściwie to poczułam, bo aż cały się trząsł. Nie obchodziło mnie to. Nie wiedziałam tylko czy Kenshin będąc w takim stanie będzie pamiętać o obietnicy, że zrobi wszystko, żeby wyjść z tego żywym. Ale kiedy wrzasnęłam, poczułam nową falę ki dochodzącą od Kenshina. Nagle stało się jakby dwa razy silniejsze i już po chwili udało mu się wstać.

- Dobrze! – powiedział jeden, z jego przeciwników, wyglądający na najsilniejszego. – Może jednak uda mi się trochę zabawić walcząc z nim.

Pomiędzy kolejnymi ciosami zwrócił się do nie walczących mężczyzn.

- Zabierzcie stąd dziewczynę. Ta walka może jeszcze trochę potrwać, a ona wygląda jakby miała zamarznąć. Chciałbym, żeby była w miarę żywa, kiedy już będę mógł się z nią zabawić.

Komentarz wywołał falę furii u Kenshina, ale nawet to nie pozwoliło mu powstrzymać mężczyzn przed zabraniem mnie. Ten, który mnie trzymał, przerzucił mnie sobie przez ramię i ruszył w las, wraz z kilkoma towarzyszami.

Byłam tak słaba, że co chwilę traciłam przytomność.

- Szef chce cię tylko dla ciebie, ale my też chcemy się zabawić – usłyszała w pewnym momencie, kiedy akurat byłam przytomna. Jakiś czas później znowu się odezwali – Nie bój się, rozgrzejemy cię całkiem niedługo. Jak tylko znajdziemy się dostatecznie daleko, żeby szef nie usłyszał twoich wrzasków.

Po raz kolejny zrobiło mi się niedobrze. To, w jaki sposób ten facet mnie niósł, także nie pomagało.

W kolejnym przebłysku świadomości stwierdziłam, że muszę coś zrobić. Cokolwiek. Nie mogłam pozwolić, żeby zrobili ze mną to co chcieli. Wiedziałam, że nie zdołam ich pokonać, ani pewnie ich powstrzymać, ale musiałam walczyć. Choćbym miała zginąć. Ta perspektywa mi się nie podobała. Nie chciałam zostawiać Kenshina samego. Chociaż nie byłam też pewna czy uda mu się z tego wyjść żywym. Tak bardzo się o niego bałam!

- Chyba odeszliśmy wystarczająco daleko – nagle ktoś oznajmił. Półprzytomna zdałam sobie sprawę, że znaleźliśmy się na jakiejś polance. Uświadomiłam sobie co się zaraz ze mną stanie jeśli nic nie zrobię i to mnie trochę otrzeźwiło. Spróbowałam skupić się i pozbyć mroczków, które miałam przed oczami. Mój wzrok padł na daisho wetknięte za pas mężczyzny, który nadal trzymał mnie przerzuconą przez ramię. Obiema rękami, jako że nadal były związane, najszybciej jak mogłam chwyciłam za, miałam nadzieję, wakizashi i wyciągnęłam je z pochwy. Na szczęście chwyciłam za właściwą broń, bo katana byłaby zbyt długa, żebym będąc w takiej pozycji zdołała ją wyciągnąć, i bez zastanowienia wbiłam krótki miecz w plecy mężczyzny. Ten upuścił mnie z krzykiem, po czym zwalił się na ziemię. Przeturlałam się po śniegu, czując, że znowu odpływam, kiedy chwycił mnie jakiś inny mężczyzna. Facet siłą podciągną mnie do góry, przyszpilając do najbliższego drzewa.

- Ty suko, zapłacisz za to – usłyszałam, mimo szumu w uszach. Gdzieś w tle słyszałam jęki gościa, którego zraniłam. Oczy zaszły mi mgłą i nawet nie widziałam faceta, który właśnie zaciskał mi rękę na gardle. Zacisnęłam powieki, jednocześnie usiłując chwycić jego rękę i odciągnąć ją od swojego gardła, kiedy usłyszałam coś dziwnego. Momentalnie otworzyłam oczy, ale nie zdołałam nic dojrzeć, bo mężczyzna, który mnie dusił zasłaniał mi cały widok, a poza tym odcinał mi powietrze na tyle skutecznie, że zaczynałam tracić przytomność. Słyszałam tylko dziwny świst i szum, po czym coś mignęło mi przed oczami. Mdlejąc poczułam jeszcze tylko, że ucisk na mojej szyi słabnie, po czym runęłam do przodu, w przepaść czerni.

Ocknęłam się czując jak wszystko mnie boli. Tak kręciło mi się w głowie, że nie byłam pewna w jakiej jestem pozycji, czy leżę czy stoję. Byłam jednak tak słaba, że nie mogłam nawet unieść powiek, więc też na pewno nie ustać na nogach. Pierwsza logiczna myśl pozwoliła mi się skupić. Powoli przypomniałam sobie co się stało do tej pory, ale miałam pewne kłopoty z poukładaniem wszystkiego po kolei. Zanim mi się to udało zadałam sobie pytanie, co właściwie się ze mną dzieje? Czy ja umarłam? – przyszło mi do głowy. Ale szybko odrzuciłam tę myśl. Gdybym umarła, to by mnie tak wszystko nie bolało. Chyba, że trafiłam do piekła. Potrząsnęłam w myślach głową. To niemożliwe, żebym trafiła do piekła, w końcu nie bolało mnie aż tak bardzo. Byłam obolała to prawda, ale tylko nadgarstki i szyja doskwierały mi naprawdę. Nie otwierając nadal oczu postanowiłam zorientować się w sytuacji, na tyle, na ile byłam w stanie. Delikatnie poruszyłam dłonią. Poczułam pod palcami coś miękkiego, lekko się uginającego, jakiś materiał. Futon. Koc. Następnym zdumiewającym odkryciem było to, że było mi ciepło. Kiedy szum w głowie nieco przycichł stwierdziłam też, że słyszę z lewej strony trzaskanie ognia. Gdzie byłam? Co się stało, tam na polanie? Czy byłam już bezpieczna? Poczułam niepokój. Kiedy zawroty głowy trochę zelżały spróbowałam wyczuć czy był ktoś w pobliżu. Wydawało mi się, że wyczułam jakąś obecność po prawej. Chwilę potem usłyszałam kroki i poczułam jak ktoś siada obok futonu. Momentalnie, otworzyłam w panice oczy. Zobaczyłam nad sobą jakąś postać, ale nie widziałam wyraźnie. Zamrugałam. Poczułam wilgotny materiał na skroni. Skrzywiłam się lekko, kiedy dotknął skaleczenia. Wzrok powoli odzyskiwał ostrość ale zanim zdołałam przyjrzeć się nieznajomej osobie, ani nawet zastanowić, czy stanowi jakieś zagrożenie, poczułam zapach krwi, którą ten ktoś zmywał mi z twarzy i lekki zapach sake. Ogarnęły mną mdłości tak gwałtownie, że ledwo udało mi się przewrócić na lewy bok i unieść na tyle, żeby zwymiotować poza futon. Wymiotując poczułam, że przytrzymał mi z tyłu włosy, które inaczej by się zabrudziły. Opadając z powrotem na futon, ponownie zemdlałam.

Kiedy obudziłam się po raz kolejny nie czułam już ani zawrotów głowy, ani mdłości na szczęście. O wiele szybciej udało mi się skupić i przywołać obraz sytuacji, w jakiej się znalazłam. Nadal byłam obolała, a w dodatku miałam w ustach okropny posmak po wymiotowaniu, ale czułam się o wiele mniej słaba. Otworzywszy oczy, nareszcie mogłam zobaczyć gdzie się znajduję. Było o wiele ciemniej, niż kiedy ocknęłam się po raz pierwszy, ale światło padające z kominka, znajdującego się po lewej stronie futonu wystarczało, żeby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Był to mały pokoik. Naprzeciwko mnie, za futonem, stał niski stolik. Po prawej stronie, bardziej oddalone ode mnie znajdowały się drzwi z desek. Bliżej, przy ścianie stał wysoki regał, z poustawianymi na nim różnego rodzaju glinianymi naczyniami. Opierając się o niego siedział z podciągniętą jedną nogą jakiś mężczyzna, który pił z wielkiego naczynia, coś co, sądząc po zapachu, było sake i się mi przyglądał. Miał długie, czarne włosy, i mimo, że siedział, widać było, że był olbrzymiego wzrostu. Bardzo przystojny, wyglądał młodo, najwyżej na dwadzieścia kilka lat. Nie przestał się we mnie wpatrywać, nawet kiedy napotkałam jego wzrok. Nie wiedziałam co o tym myśleć, jego spojrzenie mnie przeszywało, ale było jednocześnie łagodne i jakieś takie... Nie umiałam tego nazwać, ale aż mnie ciarki przeszły. Spróbowałam wyczuć jego ki, dzięki czemu mogłabym może domyślić się jego zamiarów, ale mi się nie udało. Czułam wyraźnie jego obecność, ale nie mogłam powiedzieć nic więcej, nie mogłam określić siły jego ki, nie wyczuwałam od niego żadnych emocji. Zupełnie jakby się maskował. Bardzo często Kenshin tak robił. Kenshin! Myśl o nim mnie otrzeźwiła, prawie zerwałam się z futonu, ale kiedy się uniosłam, znowu poczułam zawroty głowy i natychmiast położyłam się z powrotem.

Och, Kami-sama, spraw, żeby Kenshin był cały i zdrowy! – pomyślałam i w tej samej chwili usłyszałam głos nieznajomego.

- Nie próbuj się jeszcze podnosić. Chyba, że znowu chcesz mi obrzygać podłogę.

Jego głos był łagodny, mimo, że można w nim było wyczuć sarkazm. Zakryłam oczy dłonią, wyczuwając jednocześnie bandaż na skroni. Już wcześniej zorientowałam się, że opatrzył też lewą rękę, którą musiałam skręcić, kiedy byłam związana. Zrobiło mi się głupio. Nie dość, że mnie opatrzył to jeszcze wcześniej patrzył jak wymiotuję! W dodatku... to on musiał mnie uratować, pokonać ludzi na tej polanie. To jeszcze nie znaczyło, że nie był zagrożeniem, ale cokolwiek miało się stać i tak wolałam jego niż tych drani, w których rękach byłam wcześniej.

- Nie musisz się mnie obawiać – powiedział, jakby czytając mi w myślach. – Nic ci nie zrobię. Nigdy bym nie wziął kobiety siłą. Wolę, kiedy jest chętna. Ale jak już wydobrzejesz, nie będę miał nic przeciwko, jeśli będziesz chciała okazać mi wdzięczność.

Uśmiechnął się przy tym uwodzicielsko. Co za tupet! Przed chwilą wściekał się, że zarzygałam mu podłogę, a teraz mówił, że chciałby się ze mną przespać? Prychnęłam mimowolnie. Nie byłam pewna, czy mogłam ufać jego słowom, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby się nie odezwać.

- Niedoczekanie. Jestem mężatką. – Mówiąc to poczułam znowu niepokój. Och, żeby tylko Kenshinowi nic się nie stało.

- To mi nie przeszkadza w najmniejszym stopniu – powiedział, śmiejąc się, mężczyzna.

- Ale mojemu mężowi tak. Jeśli spróbujesz mnie tknąć, to cię zabije – stwierdziłam, bez śladu groźby. Po prostu takie były fakty. O ile Kenshin jeszcze żył.

Słysząc to, tylko się roześmiał.

- A gdzie on jest, ten twój mąż? Gdzie był, kiedy byłaś atakowana przez tych sukinsynów?

Z wielkim trudem, udało mi się podnieść do pozycji siedzącej. Spojrzałam na niego ostro. Miałam ochotę na niego nawrzeszczeć, ale zamiast tego spytałam tylko:

- Co się z nimi stało? – Byłam pewna, że znam odpowiedź, ale chciałam wiedzieć dokładnie co się stało, może wiedział coś o Kenshinie.

- Nie żyją. Wszyscy.

Skinęłam głową i utkwiłam wzrok w rękach.

- Czy w okolicy... czy był tam ktoś jeszcze?

- Iie. Tylko ich kilku, z tobą. Kiedy ich wykończyłem zabrałem cię jak najszybciej mogłem do siebie. Prawdę mówiąc, kiedy cię tu niosłem myślałem, że mi umrzesz na rękach.

Kenshin, co się z tobą stało? – Pomyślałam. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Potem mężczyzna wstał i podał mi mały dzbanek, taki jak do sake. Spojrzałam na niego podejrzliwie, myśląc o wielkim baniaku, z jakiego przed chwilą pił sake.

- Woda – powiedział i wywrócił oczami, kiedy na niego spojrzałam zaskoczona. – Przy futonie masz miskę i szmatki, gdybyś chciała się umyć. Muszę wyjść. Wrócę za jakąś godzinę.

Byłam mu wdzięczna, że zostawił mnie samą. Napiłam się wody z dzbanuszka, ciesząc się, że mogę się pozbyć okropnego posmaku wymiotów, po czym zaczęłam oceniać własny stan. Nadal byłam słaba i ledwo udawało mi się utrzymać siedzącą pozycję, nadal bolały mnie nadgarstki i szyja, ale reszta już mniej. Przy oglądaniu uważnie rąk, a przynajmniej prawej, która nie była zabandażowana, zauważyłam fioletowo-zielone sińce w miejscach gdzie wpijały się sznury. Mimo, że nie mogłam obejrzeć szyi, byłam pewna, że znalazłabym na niej siniaki w kształcie palców. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jestem ubrana w białą yukatę, nie moje kimono, w dodatku o wiele na mnie za dużą. Zrobiłam się cała czerwona, kiedy uzmysłowiłam sobie, że musiała należeć do mężczyzny, który tu mieszkał. I który nawet się nie przedstawił. Westchnęłam. Nie podobało mi się to, że mnie przebierał, ale w końcu mnie uratował i opatrzył, postanowiłam więc zapomnieć o tym i nie myśleć więcej o zdarzeniu.

Myjąc się zaczęłam się zastanawiać co powinnam teraz zrobić. A przynajmniej, kiedy wydobrzeję na tyle, że będę mogła się poruszać. Do tej pory będę musiała tutaj zostać, jeśli oczywiście ten mój arogancki wybawiciel nie wystawi mnie jutro za drzwi tylko dlatego, że już jestem przytomna. A potem, oczywiście zrobię wszystko, żeby dowiedzieć się, co się stało z Kenshinem, czy żyje i gdzie jest.

Leżałam dłuższy czas na futonie, zastanawiając się czy facet przyniesie coś do jedzenia, kiedy wrócił. Uniosłam się znowu do pozycji siedzącej, mimo, że bardzo mnie to męczyło. Nie chciałam leżeć w jego obecności, bo czułam się wtedy dziwnie.

Zaczął się krzątać, nie zwracając na początku na mnie uwagi, po czym podszedł i usiadł przy mnie na podłodze. W rękach miał miseczkę, pałeczki, i czarkę. Podał mi miskę z ryżem, po czym chwycił ten baniasty dzban, z którego pił wcześniej. Od razu zabrałam się do jedzenia, ale ledwo udało mi się przełknąć pierwszy kęs, kiedy doleciał do mnie zapach sake, którą nalewał do czarki. Zrobiło mi się niedobrze, a zemdliło mnie prawie zupełnie, kiedy podsunął mi czarkę.

- Powinnaś się napić, to ci dobrze zrobi.

Zakryłam usta ręką i cofnęłam się lekko w tył usilnie starając się nie zwymiotować. Nie miałam pojęcia czemu, ale sama myśl o sake mnie odrzucała. Musiał zobaczyć, że robię się zielona albo coś, bo nie nalegał i sam wypił zawartość czarki za jednym zamachem. Po chwili mdłości przeszły mi na tyle, że mogłam jeść dalej.

Jedząc przyglądałam się mu. Pomyślałam sobie, że chyba powinnam mu podziękować za ratunek, nawet jeśli miałby wyskoczyć z kolejnym komentarzem na temat seksu. Zupełnie nie wiedziałam jak to zrobić. W końcu, kiedy skończyłam jeść, odłożyłam pałeczki na miseczkę i mruknęłam;

- Arigatou... samurai-san – nie byłam pewna, czy w ogóle mnie usłyszał, ani czy nie pomyślał, że dziękuję tylko za jedzenie, kiedy chciałam podziękować za wszystko, no i przypomniałam sobie, że nadal nie wiem nawet jak się nazywa.

- Seijuurou Hiko – powiedział. Spojrzałam zaskoczona. – Seijuurou Hiko, tak się nazywam. – dodał, uśmiechając się złośliwie.

- A ty? Masz jakieś imię? – spytał kiedy milczałam przez chwilę.

- Himura – powiedziałam, zanim zastanowiłam się, czy dobrze robię, zdradzając swoją prawdziwą tożsamość.- Himura Minako.

Spojrzałam na niego badawczo. Wyglądał nieco dziwnie. Jakby był jednocześnie rozbawiony i wściekły.

- Jak się nazywa twój mąż? – Spytał zupełnie obojętnym tonem, przyjmując też taki wyraz twarzy.

- Dlaczego cię to interesuje? – Spytałam podejrzliwie.

- Chcę wiedzieć, komu połamię kości, za to, że zostawił swoją żonę na pastwę tamtych ścierw.

Nie byłam pewna czy mogę mu zaufać. Poczułam się strasznie zmęczona i nie mogąc dłużej utrzymać się na siedząco opadłam na futon.

- Kenshin – powiedziałam w końcu cicho, prawie zapominając o obecności Hiko w pomieszczeniu – Himura Kenshin.

Zachciało mi się spać, spojrzałam jeszcze na mężczyznę, który kręcąc głową siadał właśnie pod regałem.

- Śpij – powiedział, jakby znów czytał mi w myślach, po czym pociągnął porządnie z dzbana z sake. Zamknęłam oczy i zaczął ogarniać mnie sen. Zanim całkowicie odpłynęłam wydawało mi się, że powiedział coś jeszcze. Coś jakby... głupi tłuczeń?! To bez sensu, musiało mi się wydawać.

5