- No to Severusie o czym rozmawialiśmy wcześniej? – uśmiechnęła się do niego siadając po turecku.
- Możesz myśleć?
- Sądzisz, że mając na sobie biżuterię nie jestem do tego zdolna?
- Dokładnie.
- Psikus. – uśmiechnęła się radośnie. – To wracając do horkruksów Dumbledore ci coś powiedział? Jakieś wskazówki?
- Nic, czego byś sama nie wiedziała. Z tego, co wiem to Potter opowiedział tobie i temu Weasley'owi co zobaczył we wspomnieniach Toma. Ja je widziałem kilka dni temu.
- Przemyślmy jakie już horkruksy zostały odnalezione i pokonane. Dziennik Toma, pierścień i medalion…
- No właśnie medalion, nie wiemy czy został zniszczony. Oprócz niego zostają nam jeszcze cztery.
- Możemy wywnioskować, że jednym z nich będzie kielich Helgii.
- A drugim… - Severus zamyślił się. – A drugim musi być, coś co należało do Roveny.
- Ważny przedmiot dla tej kobiety… - wstała i skierowała się do swojego kufra. Nie mogła jednak powstrzymać jęków wydobywających się z jej ust, gdy śliskie koraliki podrażniały jej ciało. Chwilę później wróciła z grubą Historią Hogwartu. Zaczęła kartkować książkę. – Stawiam na diadem. – podniosła spojrzenie znad księgi.
- Zostają jeszcze dwa. – Severus zamyślił się. – Myślisz, że zwierzęta mogą być horkruksami?
- Sądzisz, że Nagini? – w mig pojęła jego tok rozumowania. – To by się zgadzało, na piątym roku Harry patrzył na świat oczyma węża w swoich wizjach, gdyby nie to, że żyła w…
- Nie musisz mi tłumaczyć jak dziecku. – warknął na nią. – Ale tak, dokładnie to miałem na myśli.
- Co w takim razie jest siódmym horkruksem?
- Nie wiem Granger, pomyślimy o tym jak znajdziemy i zniszczymy pozostałe trzy.
- Tylko gdzie ich szukać? – wzrok dziewczyny był nieobecny, gdy zadawała to pytanie. Jak gdyby myślała na głos.
Severus nie odpowiedział, bo co miał jej odpowiedzieć? Sam nie znał odpowiedzi na to pytanie. Wstał, nie miał ochoty patrzeć na nagą Granger, na dodatek siedzącą po turecku. Skierował się do kuchni.
- Zrób mi kawę. Proszę. – poprosiła dziewczyna, nawet nie spoglądając w jego kierunku.
- Nie marz o tym. – warknął, ale mimo tego wyjął dwa kubki z szafy. Nie zdążył jej jednak porządnie przygotować. Jęk wydobył się z jego ust, upadł na kolana ściskając przedramię z Mrocznym Znakiem. Hermiona podbiegła do niego i uklęknęła przy nim. Położyła dłoń na jego ramieniu.
- Uważaj na siebie Severusie. – mężczyzna spojrzał w oczy swojej uczennicy, niechętnie przyznał w duchu, że dziewczyna go rozumie. Skinął tylko głową i wypowiadając w myślach zaklęcie aportował się wprost w „objęcia" Czarnego Pana.
Znajdowali się w małym, przytulnym salonie. Severus ukłonił się przed swoim domniemanym panem i ucałował skraj jego ciemnej szaty. Zastanawiał się dlaczego wezwał tylko jego i to jeszcze do jego prywatnych kwater… Musiało chodzić o coś większego… A ta perspektywa wcale nie była miła, już jedno zadanie miał na głowie.
- Usiądź mój wierny sługo. – rozkazał Riddle i wskazał miejsce naprzeciw niego. Mistrz Eliksirów bez mrugnięcia okiem zrobił co mu kazano, chociaż krew w nim wrzała. – Czy wiesz co się stało z panną Granger? Nie wracała ze swoimi koleżkami pociągiem.
- Nie panie.
- Masz się dowiedzieć co z tą szlamą. Mam wobec niej plan. – na wężowej twarzy pojawił się diabelski uśmieszek.
- Tak jest mój panie. – lekko skinął głową w udawanym szacunku.
- Granger musi się do nas przyłączyć. To będzie cios dla Pottera!
Severus wpatrywał się w swojego domniemanego Mistrza z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Panie mój ona się nie zgodzi. – musiał zrobić wszystko by zmienić pomysł Lorda! Granger nie może dostać się w jego łapy, zwłaszcza że dziewczyna ma pociąg do czarnej magii. To byłby jej upadek.
- Oczywiście, że się zgodzi Severusie. – lubieżny uśmiech pojawił się na brzydkiej twarzy Riddle'a. – I twoja w tym głowa by ją odnaleźć i przekonać. A teraz twoje zdrowie, przyjacielu. – zaśmiał się histerycznie upijając łyk ognistej. – Idź już.
Severus ukłonił się i aportował z tego przeklętego domu do odległego miejsca. Nie wiedział co ma zrobić, porozmawiać z Dumbledore'em czy z dziewczyną? Po krótkim za i przeciw aportował się do gryfonki. Nie miał ochoty spotykać się ze swoim drugim panem częściej niż to było konieczne.
Dziewczyna usłyszała cichy trzask aportacji przed namiotem. Niewiele myśląc wybiegła jak najszybciej, nie pomyślała o tym, że wciąż ma na sobie tylko biżuterię.
- GRANGER NA MERLINA! – zaczął się drzeć, gdy tylko ją zobaczył. – DLACZEGO? DO JASNEJ AVADY NIE ŚCIĄGNĘŁAŚ JESZCZE BIŻUTERII!
- Widzę, że profesorowi nic się nie stało. – sarknęła, nie mogła jednak powstrzymać rumieńca. Szybko uciekła do maleńkiej łazienki w toalecie i jak najszybciej pozbyła się biżuterii. Nie mogła jednak powstrzymać jęków, które wydobyły się z jej gardła, gdy koraliki wysuwały się z jej wnętrza. Opadła na kolana wciąż dysząc z rozkoszy, gdy tylko doszła do siebie wzięła krótki, zimny prysznic i ubrała wygodny, czarny dres.
- Siadaj Granger. – rozkazał jej. Dziewczyna podeszła do wskazanego miejsca i usiadła na miękkim, burgundowym fotelu w małym saloniku. – I masz ni nie przerywać, rozumiemy się! – przytaknęła, Mistrz Eliksirów nabrał powietrza. – Czarny Pan wie, że nie wracałaś pociągiem z przyjaciółmi. Nawet nie próbuj otwierać tej swojej buźki! – syknął. – Dostałem za zadanie odnaleźć cię i przeciągnąć na jego stronę. – Krew z twarzy Gryfonki odpłynęła całkowicie. – Czyżbyś zaniemówiła Granger? – uśmiechnął się wrednie.
- Nie mam innego wyjścia prawda? – odezwała się dopiero po chwili milczenia. – Muszę przystać na jego pozycję, żeby cię nie zdradzić.
- Nie jesteśmy na ty!
- Wygrałam zakład Severusie. – pokazała mu język.
- To nie czas na zabawy idiotko!
- Czyżby ślizgon nie potrafił się przyznać do porażki.
- Grrrrangerrrr!
- Severusie czy naprawdę tak trudno ci wymówić moje imię. – spytała słodko. Widziała drgającą żyłę na skroni i furię w onyksowych oczach.
- Hermiono, to naprawdę nie czas na zabawę. – powiedział swoim najbardziej jedwabistym głosem siląc się na spokój. Z satysfakcją zauważył rumieniec na twarzy gryfonki. – Przegrałaś.
- Dzień się jeszcze nie skończył. – szybko odzyskała rezon, jednak wciąż była pod wrażeniem jego głosu.
- W każdym razie Hermiono. – zaczął znów tym głosem, a dziewczyna dostała z wrażenia gęsiej skórki. – Jak to sobie wyobrażasz, naprawdę chcesz przyłączyć się do Czarnego Pana?
- Przecież nie mam wyjścia, poza tym to pomoże Zakonowi i ochroni twoją pozycję szpiega.
- Naprawdę tak bardzo ci na mnie zależy? – wciąż mówił tym tonem wpatrując się intensywnie w jej oczy, w których tak żywo buzowały emocje.
- Czy to cię dziwi Severusie? Jesteś potężnym czarodziejem. A ja cenię potęgę. – uśmiechnęła się filuternie. – Poza tym jesteś dla nas zbyt cenny byśmy mogli cię stracić. – dodała już zwykłym przemądrzałym tonem Wiem – To – Wszystko.
Wywrócił oczami, a ona zaśmiała się radośnie.
- Nie przeraża cię to?
- Niby dlaczego?
- Merlinie, Granger ty jesteś jeszcze głupsza niż na to wygląda.
- I to by było na tyle, jeśli chodzi o miłego Snape'a. – uśmiechnęła się wrednie.
- Ja NIGDY nie jestem miły.
- Przez chwilę byłeś.
- To była czysta grzeczność.
- Bycie grzecznym, a bycie miłym to nie to samo?
- W twoim gryfońskim mniemaniu zakładam, że tak.
- A w ślizgońskim?
- Tego się nie dowiesz.
- Tchórzysz?
- Nie, pilnuję sekretów mojego domu.
- Tego gniazda węży?
- Lubię węże.
- Utożsamiasz się z nimi? To dlatego masz takie tłuste włosy?
- GRANGER! JEŚLI JESZCZE RAZ…
- Oj, nawet nie masz kłów jak wąż… A może ty jesteś wężykiem, a nie wężem?
- GRA…
- Severus wiem jak mam na nazwisko. Naprawdę nie musisz mi go wciąż przypominać. – widząc, delikatnie mówiąc, zirytowaną minę swojego nauczyciela zgięła się w pół ze śmiechu. Owszem wiedziała, że Mistrz nie ma najlepszego poczucia humoru, ale zawsze jakieś tam powinien mieć. Snape spojrzał na nią niczym na karalucha.
- Ty durna dziewczyno, przestań się w końcu śmiać! Musimy w końcu coś ustalić!
- A co tu do ustalania. – Hermiona nabrała powietrza i starała się zachować powagę. – W momencie kolejnego wezwania pójdę z panem. Nałożę Maskę, udam niewinne grafiątko, które strasznie chce wyjść z cienia, jakże Wielkiego Wybrańca i będę ochoczo przytakiwać wszystkiemu co powie ta Jaszczurka.
- Przecież to Voldemort Granger!
- No i co w związku z tym? Ja jestem Granger, a pan to Snape. Każdy z nas ma jakieś nazwisko. A to, że on się zowie Lordem, jakoś specjalnie do mnie nie trafia.
- Mówiłem ci już, że jesteś głupia? – warknął, nie mógł jednak powstrzymać zduszonego chichotu, który zamaskował niezbyt eleganckim kaszlem. Ta dziewczyna miała tupet.
- Głupia? To ma być komplement Severusie? W porównaniu do Wiem – To – Wszystko – Lepiej – Od – Ciebie, ten jest nawet znośny. A w każdym razie krótszy.
Snape nie mógł się już dużej powstrzymywać, wybuchł serdecznym śmiechem. Już dawno nikt, go tak nie rozbawił, a już tym bardziej nie spodziewał się tego po Granger, która zrobiła to w iście ślizgońskim stylu.
- Mówił ci ktoś, że pięknie się śmiejesz. – nie mogła się powstrzymać od tego komentarza.-
- GRANGER!
- To już ustaliliśmy Severusie.
