Nie spodziewał się, że Potter posiadał czarodziejskie szaty. Oczywiście to było idiotyczne z jego strony. Zapewne Harry był zmuszony do publicznych wystąpień czy spotkań z Minister Magii, ale to jednak nie zmieniało faktu, że był zaskoczony, gdy Potter pojawił się na progu jego domu ubrany przyzwoicie. Ewidentnie ubranie nie było tegorocznym krzykiem mody, ale on sam nie śledził trendów. Gdyby chodziło o ochraniacze do quidditcha sprawa miałaby się inaczej.

Jednak miło było wiedzieć, że Potter potraktował go poważnie.

Harry wyciągnął do niego dłoń, więc ujął ją wyciszając swój umysł. Skurcz w żołądku uświadomił mu, że Potter nie tracił czasu. Przenieśli się przed restaurację w ciągu ułamka sekundy i weszli do środka zanim zdążyli wzbudzić sensację. Zostali poprowadzeni do jednego ze stolików, z których widok nie był, aż tak dobry, ale nie zamierzał patrzeć przez okno, gdy Potter rumienił się, ewidentnie zdenerwowany.

- Nie miałem pojęcia co ubierzesz – przyznał w końcu Harry.

- Wyglądasz doskonale – odparł spokojnie.

Nie był do końca pewien czy chciał komplementować Pottera. Harry wyglądał dobrze. Zielona tasiemka obszywająca szatę podkreślała kolor jego oczu. Draco wybrał coś o wiele bardziej stonowanego, inwestując w szarości. Nie sądził, że powinien, aż tak bardzo skupić się na stroju, ale i tak spędził przed lustrem ponad godzinę.

Nie wiedział co tutaj robili. Nie wiedział jak to nazwać, a to jednocześnie uniemożliwiało mu przygotowanie zawczasu swoich opcji. Strój również zależał od tego jak mieli nazwać to spotkanie, a zwykłe 'kolacja' nie dawało zbyt wielu informacji.

- Dzięki – odparł mężczyzna. – Głównie cieszę się, że nie zrobiłem z siebie idioty. Na pewno wychodzisz częściej ode mnie – stwierdził bez żenady. – Zrobiłeś coś fajnego z włosami. Nie wyglądają na tak sklejone… - zaczął Potter i urwał.

To zapewne miał być komplement, który wyrwał się spod kontroli.

- Przeszkadzają podczas lotu. Potrzeba trzech zaklęć, żeby nie wchodziły mi w drogę – przyznał rozbawiony, ponieważ Harry zaczerwienił się wściekle.

- Jasne. Jeśli przeszkadzają w grze, to dlaczego ich nie zetniesz? – zdziwił się mężczyzna i Draco zaniemówił.

- Sugerujesz, że powinienem ściąć włosy? – spytał z niedowierzaniem.

Nie zrobiłby tego nigdy. Wyglądałby jak idiota w krótkich włosach. Pamiętał lata przed Hogwartem, gdy faktycznie kosmyki były o wiele krótsze i nie chciał sobie przypominać zdjęć, które skrzaty skrzętnie pochowały na jego życzenie. Wiedział, że jego obecna fryzura była czymś w rodzaju trendu u nowoczesnych arystokratów. Nowe pokolenie potrzebowało nowego wyglądu. On był tego odzwierciedleniem. Połączeniem tradycji i nowoczesności.

Potter jednak zdawał się zapewne tego nie pojmować.

- Bogowie – westchnął Harry. – Zgodnie z tym, co mówiła Hermiona, powinienem cię obrazić dzisiaj jeszcze tylko raz – stwierdził, zakrywając twarz dłońmi.

- Nie bardzo rozumiem – odparł, marszcząc brwi.

- Zanim zaczynam mówić z sensem, najpierw muszę coś spieprzyć – przyznał szczerze Harry, ale jego uśmiech był wymuszony.

- Sądzisz, że wspomnienie o moich włosach doprowadzi do karczemnej awantury? Tak szczerze sądzisz, że jak bardzo jestem próżny? – zakpił.

- O, o! Widzisz! – ucieszył się Harry. – To jest dokładnie trzeci raz.

- Więc zaczniesz się teraz zachowywać normalnie? – upewnił się Draco, nie wiedząc nawet czego się teraz spodziewać.

- To zależy co uważasz za normę. Nasze normy mogą się sporo różnić – przyznał mężczyzna, spoglądając na niego z lekkim uśmiechem. – Przede wszystkim doskonale dzisiaj wyglądasz i masz świetną fryzurę – powiedział Harrry nie mrugnąwszy nawet okiem i Draco nie mógł nie zaśmiać się krótko. – Czy restauracja odpowiada twoim potrzebom? – spytał mężczyzna tak poważnie, że jego wargi zaczęły drgać lekko, gdy walczył z uśmiechem.

Nie sądził, że Potter potrafił być zabawny, ale zapewne to się dostawało, kiedy patrzyło się na zbierającego się w sobie Gryfona. Miał wrażenie, że Granger przygotowała mu w domu skrypt, którego miał pilnować, ale jak zawsze próbował improwizować, co nie wyszło mu specjalnie dobrze.

- To jest jedna z moich ulubionych – przyznał. – Hermiona wybrała? – spytał lekko.

- Sądzisz, że nie chodzę do takich miejsc? – obruszył się Harry. – Hermiona wybrała – przyznał jednak i Draco doceniał szczerość. – Jason nie przepada za wyrafinowanym jedzeniem. Nie lubi przypraw.

- To nie ten wiek – odparł Draco spokojnie. – Doceni je później, kiedy zaczniesz je powoli i z rozmysłem wprowadzać do jego jadłospisu – dodał.

Harry wydawał się naprawdę zaskoczony.

- Skąd tak wiele wiesz o dzieciach? – spytał wprost mężczyzna i Draco zawahał się.

To nie było czymś, czym lubił się chwalić, ale w zasadzie Potter musiał wiedzieć jak wiele więzów łączyło czarodziejskie rodziny.

- Spodziewałem się, że Teddy zostanie odesłany nam – przyznał ostrożnie, lustrując twarz Pottera. – Tonks była moją kuzynką w prostej linii. Ciotka Andromeda straciła męża i nie chciała wracać do czarodziejskiego społeczeństwa, a magiczne dzieci lepiej wychowywać tutaj – dodał.

Harry wyglądał na faktycznie zaskoczonego.

- Chyba nie sądziłeś, że Jason to… - zaczął mężczyzna.

- Ależ skąd. Poznałbym dziecko Tonks – powiedział spokojnie. – Nie pomyliłem go z Jasonem i wiem, że jesteś ojcem chrzestnym Teddy'ego. Po prostu matka i ciotka Andromeda były kiedyś blisko. Rozmawiały i pisały do siebie po wojnie. Ciotka skarżyła się na coraz większe problemy z ukrywaniem pochodzenia dziecka – wyjaśnił.

Harry spoglądał na niego w milczeniu, jakby trawił nowo zdobyte informacje. I ta cisza coraz mniej mu odpowiadała.

- Aczkolwiek jak wiesz nigdy mi się to nie przydało. Dziwi mnie tylko, że ty nie czytałeś. Chociaż nie. Cofam to. Gryfoni nie czytają – zakpił, uśmiechając się krzywo, ale Potter nie zaśmiał się nawet krótko.

- To było raczej nagłe – przyznał całkiem poważnie Harry. – Jason po prostu znalazł się w moim domu z dnia na dzień. Podejmowałem decyzję pod wpływem chwili i nadal się uczę. Ale to jest trochę tak, że teraz nie wyobrażam sobie domu bez niego – dodał.

Draco skinął tylko głową.

- I mam z kim porozmawiać o quidditchu – dorzucił szybko Harry, zapewne wyczuwając, że atmosfera nie sprzyjała przyjemnej kolacji. – Pewnie już świętowałeś…

- Moja matka jest we Francji. Przysłała kwiaty - wszedł mu w słowo pospiesznie. – Nie mam nic przeciwko kieliszkowi szampana z odwiecznym rywalem – przyznał.

- Ale nie jestem już twoim rywalem – przypomniał mu Harry.

-To mnie właśnie dziwi. Wiem, że nadal miałbym poważne problemy z pokonaniem cię, chociaż pewnie nie siedziałeś odpowiednio w miotle od lat – odparł spokojnie.

Był pewien tego jak dobry był. Trenował dostatecznie długo, aby zasłużyć na swoje miejsce w szeregu najlepszych. I nigdy nie przepadał za fałszywą skromnością, ale Potter stanowił całkiem inną ligę. Harry zawsze miał w sobie coś magicznego.

- Pewnie tak – przyznał mężczyzna z czymś dziwnym we wzroku. – Ale jakie to miałoby znaczenie? Wycofałem się – odparł i wzruszył ramionami.

- Nie wiem czemu. Wszyscy sądziliśmy, że spotkamy się kiedyś w powietrzu – przypomniał mu.

Harry uśmiechnął się lekko, jakby wspominał jeden z ostatnich meczy. I Draco wiedział, że miłość do quidditcha nie przechodziła tak po prostu. Weasley był tego dowodem. Podobnie jak Finnigan, który nie mogąc startować nawet w drużynie Domu zaczął produkować nie najgorszej jakości sprzęt.

- Czasami decyduje coś więcej – odparł Harry. – Jedni to mają inni nie. Ty to masz – dodał, patrząc na niego. – Chociaż długo się okłamywaliśmy z Ronem, że jednak nie. Ale wystarczy popatrzeć na ciebie w powietrzu, żeby wiedzieć jak dobry jesteś. Nie mogę się doczekać na to jak zmierzysz się z Krumem – przyznał.

- Z Krumem? – zdziwił się szczerze.

Weasley i Potter byli jego fanami, podobnie jak każdy kto w tamtym czasie uczył się w czarodziejskim świecie.

- Wiktor chodził z Hermioną – przypomniał mu Harry. – Ron traktuje to ambicjonalnie. Twój triumf nad Krumem to jego triumf nad Krumem. Jesteś jego przepustką do skopania tyłka kilku ludzi.

- Jak Weasleyówny – wtrącił lekko rozbawiony.

- Ginny, tak… - odparł Harry z lekkim uśmiechem. – Nie zdziwiłbym się, gdyby Ron spytał co robisz w święta.

- Weasley zaprosi mnie na święta do domu? – spytał z niedowierzaniem.

Harry wzruszył ramionami.

- Weasleyowie spędzają miło święta – odparł mężczyzna. – Jeśli nie wybierzesz się do matki, dom Weasleyów jest dostatecznie duży, żebyśmy pomieścili się wszyscy. Andromeda na pewno pojawi się z Teddym. To nie tak, że będą tam tylko Weasleyowie. Jason i ja zostaniemy na całe trzy dni. Fleur urodzi niedługo i pewnie będzie chciała nas zapoznać z najmłodszym Weasleyem – poinformował go.

Draco mógł sobie wyobrazić całą tę ciżbę, która miała się zgromadzić na niewielkiej powierzchni. Wiedział, że Weasleyowie nie posiadali rezydencji. Nie miał pojęcia jak chcieli zmieścić tych wszystkich ludzi. Jego własne mieszkanie pewnie było większe niż cały ich dom razem wzięty, ale kiedy Harry opowiadał o nich z takim ciepłem, nie mógł dopatrzeć się żadnych wad w zgrupowaniu tak wielkim i głośnym.

- Poza tym Ron naprawdę uwielbia wkurzać Ginny – dodał Harry, mrugając do niego porozumiewawczo.

- Nie wiem jakie mam plany na święta – przyznał szczerze, nie chcąc kontynuować tego tematu.

Jeśli Weasley zaprosiłby go, mógł to przemyśleć. W końcu dogadywali się, a kolejne chwile triumfu nad Weasleyówną zapowiadały się niezwykle miło. Nie widział ciotki Andromedy od tygodni, ale trudno było wpaść do niej bez zapowiedzi, a nie odnowili kontaktu odkąd wrócił do Wielkiej Brytanii.

- To tylko luźna propozycja – rzucił Harry.

Skinął głową, przyjmując to do wiadomości.

- Ale jesteśmy tutaj, żeby świętować twój sukces – przypomniał Harry, unosząc kieliszek wina.

Może naprawdę powinni zamówić szampana. Draco nie potrafił się jednak zmusić do wezwania kelnera.

- Nie powiem temu nie – odparł i Harry uśmiechnął się tylko szerzej, stukając w jego kieliszek swoim własnym.

- Wiedziałem, że wiesz jak dobry jesteś. I to jest ostatni raz jak karmię twoje ego. Przysięgam, że jeśli jeszcze raz mój dzień zacznie się od tego jak Draco Malfoy jest znakomity… - ostrzegł go lojalnie mężczyzna.

- Znudzę mu się, kiedy będzie mnie widywał w tym tempie – uświadomił go, ponieważ takie były fakty.

Dlatego uwaga dzieci kosztowała tak wiele, ponieważ trudno było ją utrzymać przy sobie na dłuższą metę.

- Świetnie, będę go codziennie przyprowadzał na boisko – obiecał mu Harry z entuzjazmem.

- Zaniepokojony tym, że ma nowego idola? – zakpił Draco, nie mogąc się powstrzymać.

Harry skrzywił się lekko.

- Sebastian nie był, aż tak dobrym zawodnikiem – odparł mężczyzna.

Draco jednak nie wspominał o nim. I dalej nie znał nazwiska, więc nie wiedział nawet na jakiej pozycji grał ten czarodziej. Nie, żeby poświęcał mu zbyt wiele uwagi.

- Och, mówisz o mnie? – zdziwił się Harry. – Jason nie wie. Nie mówiliśmy mu o wojnie. Jaki jest sens, skoro się skończyła? Trzymamy go od tego z dala. Zresztą jestem fatalnym bohaterem. Nie lubię pytań i prasy oraz polityki – poinformował go cierpko.

- Czarodziejskie społeczeństwo jest zażenowane twoją postawą – oznajmił mu Draco, udając powagę.

Harry uśmiechnął się jeszcze szerzej.

- Co robisz w takim razie prócz unikania prasy? Wspominałeś o konsultacjach… - zaczął Draco i zmrużył oczy.

- Obrona Przed Czarną Magią, rozpoznawanie klątw. Pracuję nad przeciwzaklęciami na zlecenie – przyznał Potter i to na pewno nie było coś, czego się spodziewał.

Wydawało się cholernie skomplikowane. I nie sądził, że Gryfoni prócz Granger faktycznie uważali na lekcjach Flitwicka.

- Zszokowany? – spytał Harry, najwyraźniej rozgryzając jego nagłe milczenie. – Szybki kurs Zaklęć podczas wojny i stajesz się w tym naprawdę niezły – odparł skromnie.

- Jesteś pionierem w swojej dziedzinie – odgadł Draco bez trudu.

Nie słyszał o nikim, kto zajmowałby się czymś podobnym. A matka szukała kogoś, kto pozbyłby się klątw z ich posiadłości rodowej. Nadal wielu pułapek nie dało się zlikwidować, a Czarny Pan upewnił się, aby nikt nie chciał tam zamieszkać przez długi czas. Nie wątpił, że ten dom potrzebował wielu pokoleń, aby czarna magia zawarta w tych ścianach wyczerpała się. Nienawiść Lorda była ogromna.

Harry uśmiechnął się lekko z pewną dumą.

- Hermiona tak twierdzi, ale naprawdę wiele pomaga – przyznał mężczyzna.

- Ale wolała politykę – stwierdził Draco. – Zawsze bardziej spodziewałem się ciebie na jej miejscu.

- Nie przepadam za uśmiechaniem się do wspólnych zdjęć, a ona jest doskonała w tym jak przypiera ich do muru i zmusza do zaprzestania tego pieprzenia i zrobienia czegoś na poważnie – dodał Harry.

- Tak, z tym językiem na pewno na mównicy Wizengamotu odniósłbyś sukces – stwierdził Draco.

Harry odchrząknął.

- Normalnie tyle nie przeklinam – poinformował go mężczyzna pospiesznie. – Jason jest cały czas ze mną. Nie wiem nawet czy wychodzimy na boisko codziennie, bo on lubi quidditch czy z tego powodu, że po prostu muszę porozmawiać z kimś dorosłym – przyznał zakłopotany.

- Ty też lubisz quidditch. Przestań udawać, że przychodzisz tam dla dziecka – odparł Draco z pewnością w głosie. – Skandowałeś chyba głośniej niż cały nasz sektor – dodał.

Harry spojrzał na niego kompletnie zaskoczony.

- Widziałeś nas? – zdziwił się mężczyzna.

I Draco miał cholerną ochotę ugryźć się w język. Harry miał jednak na swoim szaliku nazwę ich drużyny. A Jason machał chorągiewką z jego nazwiskiem. I nie miał wątpliwości, że wyłudził te gadżety od swojego opiekuna. Co pośrednio znaczyło, że Harry też kibicował Draco, a ta myśl była po prostu wyborna.

Potter wydawał się też dziwnie uradowany samą świadomością, że jednak odnalazł ich wzrokiem w wielotysięcznym tłumie.

- Jak mogłem nie usłyszeć ludzi, którzy najgłośniej na stadionie wykrzykiwali moje imię? – zakpił i ku jego zaskoczeniu Potter zaczerwienił się wściekle, jakby został przyłapany na gorącym uczynku.