26 grudnia 2008
Kiedy sowa poczuła, że jej noga została uwolniona od balastu, w jednej chwili spięła swoje skrzydła i wzbiła się do lotu, delikatnie muskając końcówkami swoich długich piór moje włosy. Już po chwili nie było jej w pokoju. Ja natomiast siedziałam na łóżku oniemiała z zieloną kopertą w dłoni, natłokiem myśli i mieszanymi uczuciami… Nie musiałam otwierać tego listu, żeby wiedzieć kto był jego nadawcą. Tylko czego ON do cholery ode mnie chce? No nic… nie dowiem się, póki nie otworzę. Drżącymi dłońmi uniosłam kopertę na wysokość oczu, jak sprawdzając, czy ze strony tego kawałka papieru na pewno nic mi nie grozi..
- Boże… to nie dorzeczne, czego ja się właściwie boję?- mruknęłam do siebie.
Zirytowana własnym zachowaniem, przełamałam w końcu pieczęć zamykającą mi dostęp do skrytego w kopercie listu. Wosk pękł z głośnym trzaskiem, rozsypując na podłodze małe drobiny. Zajrzałam do środka, jakby spodziewając się, że za chwilę coś stamtąd wyskoczy i zacznie mnie gryźć, ale poza zapisanym drobnym pismem pergaminem nie było w środku już nic. Wyciągnęłam kartkę i przyjrzałam się jej dokładnie. Pokrywające ją pismo było drobne, litery ścisłe, a całość bardzo schludna. Pismo było zgrabne, czego nigdy nie spodziewałam się po swoim ojcu. Sądziłam raczej, że zobaczę jakieś kulfony i niezgrabne bazgroły. Z zaskoczeniem odkryłam też, że niektóre litery są całkiem podobne do tych, które sama piszę. Nie ma co… to mnie tatuś zaskoczył.. Nooo, ale dość już analiz grafologicznych, pora była sprawdzić cóż też takiego tatuś ode mnie chce… Po raz kolejny podniosłam kartkę na wysokość oczu i zaczęłam czytać…
" Droga córko!
Zastanawiasz się pewnie dlaczego napisałem list, zamiast po prostu zmaterializować się przed Twoim obliczem.. Dobre pytanie, sama jednak musisz przyznać, że nie byłbym najmilej witaną w Twojej szkole osobą. Uznałem więc, że nie pora na rodzinne spotkania w Hogwarcie, przynajmniej nie teraz.
Kolejnym dręczącym Cię teraz pytaniem, jest zapewne to, czemu odzywam się dopiero teraz? Odpowiedź jest prosta- chciałem, żebyś się oswoiła i przywykła. Chciałem dać ci czas, na odkrycie potęgi swojej i naszego nazwiska i na ułożenie swoich, zapewne pogmatwanych teraz spraw… Liczę, że te dni ci na to wystarczyły…
Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że w końcu i tak musi przyjść pora na spotkanie. Czekałem na nie przez wiele lat i muszę przyznać, że ostatnie tygodnie były dla mnie wręcz irytująco długie…Być może, liczyłem też na to, że to Ty zechcesz odezwać się pierwsza… Nic takiego jednak się nie stało. Dlatego też, uważam, że czas na zwlekanie minął, jak również minął czas na prośby. Twierdzę, też że dalsze zwlekanie jest zupełnie nieuzasadnionym trwonieniem bezcennego czasu, chcę zatem, żebyś pojawiła się przed moją osobą jeszcze dziś. Jak już zapewne zauważyłaś Hermes odleciał, czyli nie oczekuję żadnej odpowiedzi… Oczekuję Twojej osobistej wizyty! W tym celu zjaw się dzisiaj o 19.30 na polanie, na wschód od ścieżki w zakazanym lesie. Przyślę po Ciebie!
Twój Ojciec T.M.R
P.s. Liczę, że okażesz się na tyle roztropna i nie zbagatelizujesz mojego zaproszenia…"
Czytałam list raz za razem i starałam się jak najwięcej z niego pojąć.. Uch, chyba jednak nie tego się spodziewałam. Nooo bo i jak miałam się spodziewać, że ON będzie taki wyrozumiały i wyczulony na MOJE potrzeby… no bo jak inaczej tłumaczyć fakt, że dał mi ten cholerny czas… I jeszcze ten ton jego wypowiedzi.. władczy, a zarazem kryjący w sobie ciepło stęsknionego ojca. STĘSKNIONEGO to też nie mieści się raczej w moim wyobrażeniu Voldemorta! Pewne jest to, że trafił w sedno z tym spotkaniem.. chyba już czas najwyższy! Nie.. nie to, że się nie boję, bo i owszem, ale w końcu chyba i tak musiało by się to stać, a poza tym raczej nie chciałabym się dowiedzieć, co kryje się pod drugim dnem tego postcriptum…
Zerknęłam na zegarek. Według wskazówek dochodziła właśnie godzina 19.00, czyli czas najwyższy iść na kolację. Tylko czy po tym wszystkim właściwie jestem jeszcze głodna? Raczej nie.. ale nie zrezygnuję z tej przyjemność, chociażby na wypadek, gdyby miało się okazać, że to mój ostatni posiłek.
Moje czarne rozmyślania na temat tego co czeka mnie dzisiejszego wieczora, brutalnie przerwało pukanie do drzwi… Zanim jednak zdążyłam choćby otworzyć usta, w drzwiach pojawiła się platynowa grzywa, skrywająca stalowe tęczówki… Z szelmowskim uśmiechem na twarzy Smok wgramolił się do mojego dormitorium.
- I co księżniczko? Pospane? Możemy iść na szamę?
- Jezzz gadasz jak nakręcony? Co brałeś, bo ja też chcę?- pokręciłam głową słysząc jego słowotok.
- Hahaha, pomyśli się! A co ty masz za minę, coś się stoło?
- Nie, no skąd?- jaką ja do cholery mam minę..- A co ci się nie podoba w mojej mimice?
- Nic, wyglądasz jakbyś się czymś martwiła.
- To nic takiego.
- Na pewno?
- Tak! Idziemy?- jak najszybciej chciałam zmienić temat.
- Nooo raczej. Ale najpierw chciałem o czymś pogadać.- zrobił dziwną minę, jakby się bał, tego co za chwilę mi powie, a może mojej reakcji..
- No to wyłóż co ci leży na wątrobie.
- Bo widzisz, jak tak sobie popołudniu myślałem na tym dniem i…- znów ta miną, o co mu chodzi…
- I co?
- No bo widzisz… wtedy przed transmutacją…
- Chodzi ci o to, że cię pocałowałam tak? Przepraszam, nie powinnam była…
- No tak, o to mi chodzi, tylko widzisz.. bo ja… ja…
- Gdzie to zapisać Draco Malfoy zapomniał języka w gębie!- jego jęki trochę zaczęły mnie już irytować.
- No, nie pomagasz mi wiesz..
- Okey, to wal śmiało, tylko szybko, bo trochę mi się spieszy.
- Widzisz, bo ja chciałem się zapytać, czy nie mogłabyś częściej wykorzystywać mnie w ten sposób, do swojej zemsty na rudzielcu?- powiedział to tak szybko, że ledwo go rozumiałam.
- Hmmmm… no wiesz…- zaczęłam się zbliżać do niego, dzieliło nas już parę kroków- to chyba nie najgorszy pomysł, ale do mistrzostwa trzeba ćwiczeń..- byłam już tak blisko, że ostatnie słowa szeptałam mu wprost do ucha- ale jeśli zgodzisz się być moim królikiem doświadczalnym, to chyba może się udać.- i nie dając mu czasu na odpowiedź, pocałowałam go.
Najpierw pomału, delikatnie muskając jego wargi, rozkoszując się smakiem jego ust, zachwycając się ich miękkością. Istotnie faktem było, że jego usta po prostu zostały stworzone do całowania. Po chwili szoku, również Draco nie był dłużny w pieszczotach. Z każdą chwilą coraz zachłanniej wpijał się w moje wargi, nasze języki zawirowały w namiętnym tańcu zmysłów. Jego ręce błądziły po moich plecach, ja zaś delikatnie masowałam jego policzki. Jeszcze nigdy podczas pocałunku nie czułam się tak jak teraz z nim. Wzdłuż mojego kręgosłupa przechodziły prądy wywołujące dreszcze, podbrzusze zapłonęło żywym ogniem, a z powodu zawrotów głowy, świat dookoła zaczął gwałtownie wirować.
- Hermiono Riddle, mógłbym cię tak całować całą wieczność!- wysapał chwilę po tym, jak nasze usta oddaliły się na bezpieczną odległość.
- Mówiąc szczerze, nie będę ci tego broniła.
Uśmiechnął się, zaraz jednak spochmurniał i dodał..
- Ale tylko po to, żeby zrobić na złość Wealeyowi, prawda?
- A to już zależy od ciebie.
- Ode mnie?- był szczerze zdziwiony
- Tak, bo mnie mówiąc szerze Ron zwisa.
- Czyli… czekaj! Chcesz powiedzieć, że mogę cię całować kiedy chcę?
- Jeśli chcesz.. cóż nie mam nic przeciwko.- uśmiechnęłam się, bo jakże mogłabym nie chcieć, żeby całował mnie mistrz w tej dziedzinie..
- Poczekaj… ale całują się zwykle pary… więc..
- Tak!
- Co, tak?
- Zgadzam się zostać twoją.. – nie dokończyłam, moje usta znów poczuły miękkość jego warg, a świat zawirował. Kiedy zaczął tą rozmowe, myślałam że był zły. Z każdą chwilą jednak uświadamiałam sobie, że było odwrotnie, on nie był zły, on był zauroczony. Dokładnie jak ja. Kto by pomyślał… ja i on, razem. I na dodatek wystarczyło tylko kilka dni…
- Yhym… to może ja nie będę wam przeszkadzał..- o wiele za późno usłyszeliśmy skrzypnięcie drzwi. Blaise, więc zdążył się już nieźle napatrzeć.
- No i dobrze zrobisz przyjacielu!- Draco nie wydawał się być speszony tym, co przed chwilą zobaczył Diabeł
- Okey, okey zrozumiałem! Powiedzcie mi tylko jedno… to co zobaczyłem, to tak na poważnie?
- Diabełku, a wyglądało, że nie?- zrobiłam słodkie oczy i mocno wtuliłam się w Dracona.
- Jesteście niemożliwi.. jednego dnia się nienawidzicie, a następnego dnia kochacie. A gdzie etap przejściowy?- brunet wyglądał na nieźle rozbawionego
- Był wczoraj!- krótko odpowiedział Draco
- Tak i przed wczoraj- wtórowałam mojemu oficjalnemu chłopakowi
- Hahaha.. tego jeszcze nie grali! Wy razem!
- Uważasz, że nie pasujemy do siebie?- oczy Draco wysyłały pioruny
- Nieeee, skąd! Chłopie to po prostu szok, że tak szybko! Bo, tego że to by się stało byłem pewny. Za dużo chemii.
- Czyli, co? Jesteś z nami?- nie wiele rozumiałam z jego wypowiedzi
- Oczywiście, życzę jak najlepiej! A teraz się zmywam. Tylko się grzecznie dzieci bawcie.
Wybuchnęliśmy śmiechem. Diabeł natomiast odwrócił się jeszcze raz w naszym kierunku i dodał
- A tak na marginesie, to nie tylko wy przeszliście dziś na „następny etap". Ja i Jas, też sobie trochę dziś wyjaśniliśmy..- po tych słowach zniknął za drzwiami.
- ZARAZ! CZY ON MÓWIŁ O MOJEJ SIOSTRZE? ZABIJE GADA!- Draco, do którego teraz dotarł sens słów, zerwał się już, żeby gonić za Zabinim. W ostatnim momencie zagrodziłam mu drogę do drzwi.
- Hola kochanie, jeszcze nie skończyłeś! A poza tym raczej wątpię, żeby Jasmine była zadowolona, gdybyś zrobił coś Blaise'owi.
- O czym ty..
- Och.. znam ją dopiero kilka dni, a już wiem, że od dzieciństwa się w nim podkochuje.. dziwię się, że nie widziałeś.
- Ona się w nim podkochuje?- wyglądał na zbitego z tropu.
- Aha, dokładnie jak ja w tobie.. i co z tym zrobisz?- posłałam mu ponętne spojrzenie.
- Powiem ci, że to niemożliwe, bo to ja się w tobie podkochuję! Tak mniej więcej od połowy szóstej klasy.
- COOO?- byłam w szoku
- Co, co?
- Jak to od szóstej klasy?
- Od połowy. Pamiętasz, jak McGonagall ramach integracji po jednej z naszych awantur, kiedy to zarobiliśmy u niej szlaban, kazała nam razem się uczyć, przez tydzień. Że ciebie nauczy to cierpliwości, a mnie transmutacji?
- Jasne, że pamiętam. Najgorszy szlaban w moim życiu!
- Hahaha, a mój najlepszy! Wtedy w tej bibliotece, jak starałaś się mi wytłumaczyć to wszytko, dokładnie ci się przyglądałem. Analizowałem każdy twój ruch, słuchałem brzmienia głosu, łowiłem każdy uśmiech i każdy drobny gest. A po tym tygodniu… ehhh nie widziałem już tylko tej starej szlamy. Od tamtego czas widziałem przede wszystkim zjawiskową kobietę, która regularnie gościła w moich snach. A po kilku tygodniach sam przed sobą musiałem przyznać się, że się zakochałem. I mimo, że robiłem wszystko żeby to zmienić, to nie dałem rady. Każda panna z którą się wtedy umawiałem, momentalnie zostawała poddana analizie i każda odpadała, bo w najmniejszym stopniu nie była tobą. To było frustrujące.. kochać cię i nienawidzić jednocześnie. Na widoku gardzić i wyzywać, a skrycie wielbić…- zakończył swoją wypowiedź, ani razu nie spuszczając wzroku z mojej twarzy, a ja… chyba pierwszy raz w życiu nie widziałam co powiedzieć.
- Draco..ja.. ja nie wiedziałam.
- Oczywiście, że nie. Robiłem wszystko, żebyś tylko nie złapała mnie na jakimś ukradkowym spojrzeniu, albo czymś w tym rodzaju. No i stałem się jeszcze bardziej opryskliwy i bezczelny. Wywoływałem coraz więcej awantur i to tylko po to, żebym mógł przez chwilę z tobą pobyć, nawet kosztem wyzwisk.
- Hmmm, wiesz ile ja się przez to wycierpiałam?
- Wiem i jeszcze raz przepraszam.- uśmiech zszedł mu z twarzy, kiedy zdał sobie sprawę z wyrządzonym mi krzywd.
- Ale to już za nami. Nie ma już szlamy Granger. A i ja w końcu mogę otwarcie przyznać się do tego, jak bardzo mnie pociągasz. Znaczy wcześniej tylko fizycznie, a teraz kiedy zaczęłam cię poznawać, całym moim jestestwem pragnę twojej obecności.
- Zaraz… podobałem ci się już wcześniej?
- Fizycznie tak. Ale w życiu bym się nie przyznała do tego. Poza tym te wszystkie szlamy tak skutecznie obniżyły moją samoocenę, że nawet gdybyś nie był Malfoyem to i tak w życiu nie odważyłabym się na żaden gest. A poza tym byłeś tym pajacem Malfoyem, a ja nigdy nie zniżyłabym się do tego, żeby powiedzieć, że mi się podobasz… No i był jeszcze Ron, którego na swój sposób na pewno kochałam. Albo może wmawiałam sobie, że kocham… I tak, skoro już jesteśmy szczerzy to powiem ci, że ty też co jakiś czas błądziłeś do moich snów…
- Hahaha, ale to pokręcone! Ty szukałaś pocieszenia w Weasleyu, ja u Parkinson i innych, podczas kiedy obydwoje uciekaliśmy przed tym samym… A wystarczyło jedno słowo..
- I co ono by dało? W końcu byłam wtedy jeszcze szlamą.
- Ale byłabyś moją szlamą!- pocałował mnie- wielokrotnie łamałem się, czy się nie przyznać przed tobą, zawsze jednak uznawałem, że zapewne byś mnie wyśmiała i na dodatek zrobiła to przy świadkach, a tego moja Malfoyowska duma by nie zniosła…
- Taaak, oboje trochę pobłądziliśmy. Ale wiesz co?
- Hm?
- Ta rozmowa jest chyba pierwszą naprawdę pozytywną rzeczą, która wynikła z tego, że jestem córką Voldemrota.
- Tak, chyba tak. Ale Hemiono?
- Tak?
- To znaczy, że oficjalnie zostaniemy teraz parą?
- A chcesz tego?
- Jak niczego innego!
- Zupełnie tak jak ja.
Znów mnie pocałował. Długo i namiętnie, znowu powodując, że mój świat zawirował. Poza jego twarzą, widziałam już tylko rozmazane plami, ale też nic więcej nie było mi do szczęścia potrzebne. Kiedy skończyliśmy złapał mnie za rękę i ruszył w kierunku drzwi..
- Wyznania miłości są strasznie męczące. Chodźmy coś zjeść bo zaraz padnę. A i ty musisz coś przekąsić. Moja dziewczyna nie może chodzić głodna. Już moja w tym głowa!
- Hahaha, w takim razie prowadź mój mężczyzno.- uśmiechnęłam się do niego.
- Wejdziemy do wielkiej sali trzymając się za ręce?- zapytał kiedy wychodziliśmy z lochów
- A czy nie tak właśnie robią pary?
- No tak, ale nie boisz się co ludzie powiedzą?
- A co mnie to obchodzi? I tak mnie nienawidzą.
- To zupełnie tak jak mnie.
- Widzisz, pasujemy do siebie.- uśmiechnęliśmy się do siebie. Draco przyciągnął mnie blisko do siebie czule obejmując ramieniem. Tak przytuleni przekroczyliśmy próg wielkiej sali. Natychmiast oczy wszystkich zwróciły się w naszym kierunku. Ludzie nie nie dowierzali temu co widzą. A my nic sobie z tego nie robiąc ruszyliśmy w kierunku przyjaciół. Blaise wyszczerzył się na nasz widok, na co Draco tylko mruknął
- Nie susz tych kłów i tak jestem na ciebie wściekły!
Blaise natomiast zrobił minę niewiniątka i z rozbrajającą szczerością dodał
- Nie rozumiem, a masz powód?
- Już my o tym powodzie porozmawiamy!
- DRACO!- Jasmine wyczuła aluzję brata
- No co?
- A pstro, czy ty myślisz, że ja mam pięć lat? Czy ja ci chcę Hermionę odstraszyć?
- Spróbowałabyś!- Mocniej przycisnął mnie do siebie!
- No właśnie! Więc skoro jesteś taki szczęśliwy, to pozwól i mnie!- Jas uśmiechnęła się do brata.
- Oj dobrze, już dobrze! Niech wam będzie.- po czym zwrócił swój wzrok na Diabła- czuj moją łaskę bratku, daję ci moje błogosławieństwo!
- O dzięki ci łaskawy panie. Nie godzien jestem stóp twoich całować w podzięce- Zabini teatralnie się ukłonił, na co cała nasza czwórka wybuchnęła gromkim śmiechem.
W wesołej atmosferze jedliśmy kolację, streszczając sobie to co się stało. Co chwila wybuchając nowymi salwami śmiechu. Nagle spojrzałam na zegarek na dłoni Zbineigo. Była 19.20, czyli czas najwyższy na spotkanie z tatusiem. Nie powiedziałam o niczym przyjaciołom, choć właściwie nie wiedziałam dlaczego. Teraz jednak kiedy wstałam ich oczy od razu zwróciły się w moim kierunku..
- Herm, a ty dokąd?- Diabeł wydawał się być zaskoczony
- Muszę coś załatwić. Prawdopodobnie wrócę późno.
- Możemy przecież iść z tobą.- Jasmiene całą swoją postawą poświadczała wypowiedziane słowa
- Raczej wątpię, żebyście chcieli…
- Z tobą kochanie, wszędzie- Draco pocałował mnie w dłoń.
- Nawet jeśli chodzi o herbatkę z moim ojcem?
- Coooo?- wykrzyknęli zgodnie
- To co słyszeliście! Napisał mi list, mam się z nim dziś spotkać.
- I idziesz sama? To niedorzeczne!- Draco wyglądał na przerażonego
- A uważasz, że gdyby istotnie chciał mi coś zrobić, to twoja lub czyjakolwiek inna obecność by go powstrzymała?
- No właśnie!
- Ale..
- Draco! Trochę więcej wiary! Niedługo wrócę i wszystko wam opowiem.- wcale nie bylam tego taka pewna, ale musiałam jakoś ich uspokoić. Pocałowałam Dracona krótko, lecz niebywale namiętnie, po czym składając buziaki na policzkach Jas i Diabła, ruszyłam w stronę wyjścia, odprowadzana wzrokiem większości szkoły.
Na polanę dotarłam, minutę przed wyznaczoną godziną. Byłam sama. Może jednak ojciec nikogo nie wysłał, może to był tylko test, jak się zachowam, a teraz ktoś tylko mnie obserwuje..
- Witam panienko- moje rozmyślania przerwał wysoki, zimny głos. Znałam go dobrze…
- Witam panie Malfoy. Jak mniemam, to pan zaprowadzi mnie do ojca?
- Mam zaszczyt, pełnić ten honor dla pani.
- No proszę, bez przesady z tą panią. To co mam robić?
- Złap mnie po prostu za dłoń- po tych słowach wyciągnął w moim kierunku swoje ramie, które bez chwili wahania chwyciłam.
Już po chwili poczułam szarpnięcie w okolicy pępka. Teleportacja, no jasne jakie to proste… Kurczowo trzymałam rękę swojego przewodnika, podczas kiedy czasoprzestrzeń naciskała na mnie z wszystkich stron. Nieprzyjemne uczucie szybko jednak minęło. A my staliśmy na żwirowanym podjeździe, przed wielką białą posiadłością, ogrodzoną ogronym ogrodem..
- Witaj w Malfoy Manor, Hermiono.
- Malfoy Manor?- nie rozumiałam
- Twój ojciec od pewnego czasu urzęduje w moich skromnych progach.
- Phi, skromnych- mruknęłam, kiedy po chwili ogarnęłam wzrokiem cały przepych posiadłości.
- Czy jesteś gotowa?- Malfoy zdaje się błędnie interpretował moje zachowanie.
- Tak, niech pan prowadzi.
Ruszyliśmy kierunku dworu. Gdzie mój ojciec zapewne już mnie oczekiwał…
CDN…
