TRON: Dziedzictwo
Rozdział ósmy: Kruche światy
Stałam na środku areny Wojny na Dyski. Trybuny były puste. Było cicho. Byłam sama. Nagle usłyszałam dziwne mruczenie dobiegające zza moich pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam Rinzlera. Jego obwody świeciły się na pomarańczowo. Odruchowo sięgnęłam po swój dysk. Nie było go tam. Program zaśmiał się ochryple i zaczął zbliżać się do mnie. Zrobiłam krok do tyłu. Moje plecy trafiły na ścianę platformy. Spojrzałam dziko na program znajdujący się kilka kroków ode mnie i skoczyłam na niego z pięściami. Egzekutor bez wysiłku uchylił się przed atakiem po czym złapał mnie za gardło i zaczął dusić Próbowałam mu się wyszarpać, zabrać jego dłoń z mojej szyi ale im bardziej walczyłam tym szybciej opadałam z sił. Gdy zaczęłam widzieć czarne plamki przed oczami rzucił mnie na podłogę jak szmacianą lalkę. Łapczywie brałam kolejne oddechy, płuca paliły a z oczu leciały łzy. Program usiadł na mnie okrakiem i wyciągnął swój dysk po czym delikatnie przejechał ostrzem po moim policzku. Zadrżałam. Bałam się. Strach wręcz mnie paraliżował. Mężczyzna złapał rąbek mojego kołnierza i zaczął rozcinać kombinezon ostrzem dysku...
Obudziłam się ale mimo to nie miałam odwagi otworzyć oczu.
-...spokojnie Sam, spokojnie... jestem przy tobie, zawsze będę- usłyszałam cichy głos Trona.
Głos programu uspokoił mnie ale nie na tyle bym otworzyła oczy. Bałam się że mężczyzna zapyta co mi się śniło. Wolałam udawać że śpię.
Poczułam jak jego dłoń gładzi mój policzek. Przez mój kręgosłup przeszedł dreszcz. To było takie... inne.
-Spokojnego ładowania moja Użytkowniczko- wyszeptał.
Nie wiem jakim cudem nie wyskoczyłam z łóżka jak sprężyna. Jego słowa i gesty były takie... czułe. Ale nie w zwykły sposób. To nie było jak pocieszenie. To było jak obietnica. Jakby obiecywał coś sobie i mi. Nie wiedziałam czemu to robi. Byliśmy przyjaciółmi a to zabrzmiało jak coś z poza jej granic. A może ,tak samo jak Alan, próbował zastąpić mi ojca? To mogło mieć sens. Program mógł wciąż postrzegać mnie jako małą dziewczynkę którą poznał tak dawno temu. Nie wiedziała, po prostu nie wiedziałam. Równie dobrze mogłam wszystko wyolbrzymiać. Teraz gdy ponownie straciłam tatę musiałam znów uczyć się żyć bez niego. W ciągu dnia dawałam rade się jakoś trzymać ale teraz nie miałam no to sił. A do tego ten koszmar. Nie wiem skąd mi się to wzięło Przecież przez pewien czas miałam Rinzlera za przyjaciela puki nie okazało się kim naprawdę był były egzekutor.
Odczekałam kilka chwil by program ochronny przeszedł w ładowanie po czym wyślizgnęłam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Wiedziałam że będę żałować tego co teraz zrobię ale po prostu musiałam. Musiałam poczuć bliskość taty, a były na to tylko dwa sposoby. Albo zrobić coś niebezpiecznego i brawurowego lub poprzeglądać jego rzeczy. Sposób pierwszy odpadał. Gdybym coś wywinęła w mieście i przeżyłam bym to, Tron by mnie zabił. Pozostało tylko przeglądanie rzeczy. Przeszłam przez korytarz i weszłam do pokoju taty. Światła pomieszczenia automatycznie zajaśniały.
Sypialnia ojca była urządzona podobnie jak moja, z tymi jednak różnicami że pod jedną ze ścian stał duży regał zapełniony książkami, a na stoliku przy łóżku leżało kilka płytek z danymi. Podeszła do szafki i usiadłam po turecku na podłodze. Wzięłam jedną z płytek i zaczęłam przeglądać zapisane na niej dane. Notatki taty były bardzo chaotyczne. Raz mówiły o usunięciu zatrucia z Morza Symulacji i naprawie zniszczeń poczynionych w niektórych sektorach by następnie przejść do bardzo osobistych spraw mówiących o tęsknocie za mamą, dziadkami ale przede wszystkim za mną. Tato wielokrotnie opisywał jak wyobrażał sobie moje życie. W jego wyobraźni byłam panią prezes, miałam kochającego męża i dwójkę dzieci. Wymarzył mi idealne życie. Poznanie prawdy musiało być dla niego bolesne. Bo co osiągnęła w życiu jego ukochana córka? W wieku dwudziestu siedmiu lat nie miałam ani męża, ani chłopaka, ani dzieci. Za swoją pracę uważałam wrzucanie gier do internetu i hobbystyczne naprawianie motocykli.
Westchnęłam ciężko i wzięłam parę głębokich wdechów na uspokojenie. Nie mogłam się zdenerwować. Jeśli się zdenerwuje będą się dziać złe rzeczy. Wtedy zobaczyłam że coś jest pod łóżkiem. Sięgnęłam i wyciągnęłam do połowy opróżnioną butelkę z niebieską, fosforyzującą cieczą. Wyjęłam korek z szyjki butelki i powąchałam zawartość. Uśmiechnęła się szeroko. Energia. Wysoko procentowa, specjalnie rafinowana energia. Alkohol Wzięłam łyk. Alkohol palił w usta i przełyk, rozgrzewał żołądek Smakiem przypominał paliwo lotnicze. Tego właśnie potrzebowałam. Wzięłam kolejny łyki i zabrałam się za dalsze przeglądanie notatek. Teraz tato pisał o czymś co zostawił w Wieży Głównej.
-Sam, tu jesteś- usłyszałam głos Trona i oderwałam wzrok od płytki danych.
Program ochronny stał w drzwiach pokoju i wyglądał na lekko zdenerwowanego.
-Myślałem że wymknęłaś się do miasta- powiedział podchodząc do mnie i siadając na podłodze.
-Za słabo je znam by wymykać się sama- pociągnęłam kolejny łyk z butelki i wróciłam do czytania. Jakoś nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
-To alkohol?- zapytał.
-Tak, chcesz?- podałam mu butelkę.
Program patrzył przez chwilę na naczynie po czym wziął mały łyk.
-Mocne...- wykrztusił krzywiąc się nieznacznie.
-Ale przyjemnie grzeje- odłożyłam płytkę na łóżko i odgarnęłam włosy z twarzy- tata pisał że zostawił coś ważnego w Wieży Głównej, wiesz może co to może być?
-Flynn trzymał tam wiele ważnych rzeczy, to może być cokolwiek...- zawahał się na moment- jeśli chcesz możemy to sprawdzić.
-Nie sądzisz że to zły pomysł? Po ostatnim numerze w sektorze beta straże będą bardziej czujne. Zwłaszcza w wieży.
-Wieża znajduje się w sektoże alfa. Są tam praktycznie same gruzy i nikt tam nie mieszka, a sama wieża jest nie naruszona. CLU od czasu swojej zdrady próbował się tam dostać ale budynek jest zamknięty dla wszystkich ale...
-...dla mnie powinien się otworzyć- dokończyłam za niego- i jeśli polecimy odrzutowcem na granicy chmur nikt nie powinien nas wykryć.
-Świetny pomysł- odgarnął kilka kosmyków z mojej twarzy i włożył je za ucho- W tej fryzurze wyglądasz ładniej niż w tym splocie- powiedział cicho.
-Może i wyglądam ładniej ale wtedy bardzo mi przeszkadzają.
-No tak, jesteś wojowniczką a nie syreną- zrobił minę jakby się speszył- pójdę do garażu po odrzutowce...
-Weź jeden, ja i tak nie potrafię nim sterować.
Mogłam przysiąc że końcówki ust programu uniosły się minimalnie do góry. Gdy mężczyzna zniknął za drzwiami wzięłam duży łyk alkoholu.
-Przestań wyobrażać sobie coś czego nie ma- powiedziałam do siebie i poszłam się uczesać do swojego pokoju.
Lot do Wieży Głównej był... ciasny. Odrzutowiec były przystosowany dla jednego pasażera i żeby zmieścić się w dwójkę musiałam bardzo mocno przylgnąć do pleców programu ochronnego. Nie minęło dużo czasu a wylądowaliśmy na dachu wieży. Podeszłam do krawędzi i moim oczom ukazała się panorama zniszczonego sektora. Nie rozumiałam tego. CLU dążył do perfekcji więc dlaczego zostawiał zniszczone sektory same sobie? Może chciał w ten sposób przypominać programom co może się stać jeśli będą nie posłuszni.
-Wszystko w porządku?- zapytał Tron podchodząc do mnie.
-Tak, tylko...- westchnęłam- te zniszczenia...
Program położył mi dłoń na ramieniu.
-Masz zdolność by to wszystko naprawić i wierzę że ci się to uda- powiedział- powoli zaczęłaś naprawiać programy, więc budynki nie powinny sprawić ci większych problemów.
-Dziękuje za wiarę we mnie- uśmiechnęłam się do niego i odeszłam od krawędzi.
Podeszliśmy w stronę drzwi na dachu. Niepewnie położyłam na nich rękę. Poczułam iskrzenie pod palcami, a drzwi się rozsunęły ukazując wnętrze windy. Weszliśmy, a winda zjechała jeden poziom niżej. Wyszliśmy z windy i oniemiałam. Wszędzie walały się części od pojazdów, stosy pałeczek i wielu innych cosi. Po środku tego stała duża kanapa a na niej leżał szary koc.
-Ostatnie piętro było całkowicie przeznaczone dla Flynna- powiedział program.
-Widać...- podniosłam z pierwszą z brzegu pałeczkę i rozsunęłam ją delikatnie by sprawdzić jej zawartość. Na podłodze zmaterializował się czarny światłocykl. Wyglądał jak jedna z figurek które dostałam od taty z tą różnicą że pojazd był jakby delikatniejszy, smuklejszy od przeciętnego światłocykla.
-Stworzony do szybkości- powiedział Tron z uznaniem- idealny dla ciebie.
-Tak uważasz?- zdematerlizowałam pojazd i włożyłam pałeczkę do kabury na nodze.
-Z całą pewnością- uśmiechnął się delikatnie- poszukajmy tu tego czegoś co zostawił tu Flynn.
-Nie trzeba szukać, trzeba pomyśleć. Mówimy tu o moim tacie, więc...- podeszłam do kanapy i odrzuciłam koc. Na siedzeniu leżała duża, gruba, jakby szklana, książka.
-Skąd wiedziałaś?- zapytał program.
-W Świce Użytkowników zawsze zostawiał rzeczy na kanapie- wzięłam książkę, o tworzyłam ją na pierwszej stronie i aż opadłam na kanapę z wrażenia.
Spodziewałam się wszystkiego, jakiś tajnych kodów, planów tuneli ale nie tego. Nie zdjęcia mamy i moje zaraz po powrocie ze szpitala. Kurde! Ważną rzeczą jaką zostawił w Wieży był album ze zdjęciami.
-Dobrze się czujesz?- zapytał program i usiadł przy mnie.
-Tak, po prostu nie spodziewałam się że to album.
Mężczyzna spojrzał na zdjęcie.
-To Jordan- powiedział- ale czym jest to coś co trzyma na rękach?
-To ja- powiedziałam.
-Nie możliwe. To nawet ciebie nie przypomina. Jest małe, prawie bez włosów... nos może trochę podobny.
Parsknęłam śmiechem.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy? Byłam wtedy o wiele mniejsza, mogłeś podnieść mnie jedną ręką.
-Racja, byłaś ale nadal mogę cię podnieść jedną ręką.
Zaśmiałam się głośno. Miałam racje, nie ważne jaki to świat, facet to facet. Tron to po prostu facet.
Oglądaliśmy zdjęcia. Niektóre były z Sieci inne ze Świata Użytkowników. Opowiadaliśmy sobie o miejscach i osobach na nich uwiecznionych. Było nam przy tym wesoło. Cała ta sytuacja nie była związana z CLU ani rewolucją. Ta chwila była nasza. Byłam naprawdę szczęśliwa.
Nie doszliśmy nawet do połowy albumu gdy zdjęcia się skoczyły.
-Szkoda że się skończyły- westchnęłam i przycisnęłam album do piersi.
Tata w swoich notatkach określił go jako "coś ważnego" i absolutnie się z tym zgadzałam. Te zdjęcia przypominały o czasach kiedy wszystko było dobrze.
-Po czekaj tu przez chwilę- powiedział nagle program i pobiegł do windy.
Mężczyzna wrócił po kilku minutach przynosząc ze sobą dwa pudełka i coś co przypominało aparat.
-Mam więcej zdjęć powiedział stawiając pudełka koło kanapy- i aparat- dodał po czym chwycił urządzenie i zrobił mi zdjęcie. Kilka sekund później aparat zapiszczał cicho i "wypluł" szklaną płytkę z moim zdjęciem.
-Ładnie wyszłaś- powiedział program i uśmiechnął się delikatnie.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Skąd go wziąłeś?- zapytałam.
-Z mojego mieszkania piętro niżej- odpowiedział, usiadł przy mnie i wziął jedno z pudełek- kiedyś w wolnym czasie lubiłem robić zdjęcia wyjaśnił i zdjął pokrywkę z pudła.
Były tam zdjęcia budynków, programów, kilku miejsc na rubieżach. Tron czasem o jakimś programie opowiedział lub opisywał jego funkcje.
-Nazywał się Shadox- pokazał mi zdjęcie ciemnoskórego programu stojącego przy światłocyklu. Miałam dziwne wrażenie że skądś znam tą twarz- Był programem ochronnym z mojego zespołu. Nie wiem co się z nim stało.
-Czy czasem z kimś podobnym nie rozmawiał Castor kiedy byliśmy w klubie?- zapytałam.
-Możliwe- Tron zmarszczył brwi- Przez tamtą muzykę miałem problem ze skupieniem się na czymkolwiek.
-Po powrocie trzeba go zapytać, coś czuje że jeśli to on, to będzie świetnym sprzymierzeńcem.
-Było by miło gdyby to było on- uśmiechnął się delikatnie i wziął w następną płytkę z pudełka.
Spojrzałam na nią. Na zdjęciu znajdował się Tron i jakiś program o lekko spiczastej twarzy i krótkich, czarnych włosach.
Czekałam aż program mi o nim opowie ale ten tylko milczał i wpatrywał się w zdjęcie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a jego dłonie kurczowo zaciskały się płytce.
-Wszystko w porządku?- zapytałam i położyłam dłoń na jego dłoni.
Program zwrócił wzrok na mnie. Rozchylił usta i już chciał coś powiedzieć gdy płytka pękła z głośnym trzaskiem Jeden z odłamków skaleczył mnie w palec. Syknęłam i natychmiast włożyłam palec do ust.
-Sam, przepraszam, nic ci nie jest?- zapytał mężczyzna z przejęciem w głosie.
-Nie- wyjęłam palec z ust- To tylko skaleczenie. I nie masz za co przepraszać, to był przecież wypadek. No i zaczęłam ci wierzyć że możesz mnie podnieść jedną ręką.
Program uśmiechnął delikatnie.
-Ten program... ze zdjęcia...
-Był moim przyjacielem... nazywał się Dyson- spuścił głowę- chyba powinniśmy wracać, inni mogli już odkryć naszą nieobecność.
-Masz rację- zaczęłam odkładać płytki do pudełka- Może później poprzeglądamy je wszystkie i dołączymy część do albumu?
-Świetny pomysł- uśmiechnął się.
Nie wiem czemu ale od tego uśmiechu zrobiło mi się jakoś tak ciepło przy sercu.
To że udało nam się dolecieć nie tłukąc niczego po drodze było istnym cudem. Następnym było to że Quorra nas nie zatłukła. Była zła że nie zostawiliśmy jej żadnej kartki oraz że zostawiliśmy ją samą z Castorem.
-Czy wy zdajecie sobie sprawę jaki on jest denerwujący?- zapytała nas gdy wracaliśmy z garażu- usta mu się nie zamykają i ciągle narzeka że się nudzi.
-Trzeba go było znokautować- wyszczerzyłam się do ISO- Jak tam Beck?
-Gdy ostatnio sprawdzałam był w ładowaniu. Biedaczek przez cały czas trzyma rękę na swoim dysku... on chyba nie do końca wie gdzie się znajduje... a tak w ogóle co ze sobą przynieśliście?
-Album taty i trochę rzeczy Trona- wyjaśniłam.
-Mogę obejrzeć?- zapytała z nadzieją w głosie.
-Jasne- podałam jej album.
ISO uśmiechnęła się szeroko i po chwili podziwialiśmy jej plecy gdy znikała w korytarzu. Program ochronny spojrzał na mnie pytająco. Wzruszyłam ramionami. Przeszliśmy do pokoju Trona i zostawiliśmy w nim pudełka po czym przeszliśmy do głównego pomieszczenia.
-Nareszcie jesteście!- zawołał Castor zrywając się z kanapy- Gdzieście się podziali? Czy ja o czymś nie wiem?
Bezsłowna złapałam program za kołnierz i pchnęłam na fotel.
-Kim był ten program z którym rozmawiałeś wtedy w barze? Ten z blizną na twarzy- zapytała stając nad nim.
-Widzę że się nie patyczkujesz- wyszczerzył zęby- podoba mi się to Sam.
-Daruj sobie- powiedziałam.
-Dobrze, już dobrze... nawet pożartować sobie nie można...- mruknął.
-Można ale nie jestem w nastroju. Jak będę w nastroju to się nawet z tobą napije.
-A będzie można liczyć w czasie pica na coś więcej?- próbował mnie podpuścić Język masz ostry to pewnie...- nie dokończył bo Tron wręcz zmaterializował się za nim i strzelił mu otwartą dłonią w tył głowy.
Program krzyknął krótko i zaczął pocierać miejsce uderzenia.
-Odnoś się do niej z szacunkiem- powiedział Tron.
Z trudem powstrzymałam śmiech. Zuse próbował mnie dla zabawy podpuścić ale efekt przerósł jego oczekiwania. Zamiast mnie, sprowokował Trona. Przynajmniej wiedziałam jedno. Castor był inteligentny i sprytny. Naprawdę sprytny. Miałam cholerną ochotę zagrać z tym sukinsynem szachy.
-Odpowiesz na moje pytanie czy nie?
-Tak, przecież wiesz że się z tobą droczę- uśmiechnął się do mnie.
-Wiem- odwzajemniłam uśmiech.
-To Shadox, powinieneś go znać- spojrzał na program ochronny- z tego co mi wiadomo był w twoim zespole.
-Był- odpowiedział chłodno.
-Przeżył tą bojkę?
-Tak, a wraz z nim większość grupy z którą przyszedł. Chciał bym zjednoczył frakcje i poprowadził powstanie.
-Ty?- parsknęła śmiechem.
-Też się zdziwiłem. Lubie władze ale ta rola nie była dla mnie za to ty- spojrzał na mnie znacząco- swoją przemową ze zeszłego cyklu porwałaś za sobą mnóstwo programów, w tym mnie. Nie zdziwił bym się jeśli frakcje już teraz zaczęły się łączyć.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam...- parsknął śmiechem- Czy mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić Użytkowniczko.
-Możesz umówić mnie na spotkanie?
-Żeby cię umówić musiałbym skorzystać z usług moich ludzi, a teraz jest to zbyt niebezpieczne. Za to mogę cię do niego zaprowadzić. Co ty na to?
-Kiedy możemy ruszać?
-Pod koniec tego cyklu, odpowiada?
-Może być- odpowiedziałam.
Wtedy niespodziewanie Tron znalazł się przy mnie, złapał mnie pod ramię i wyprowadził z salonu.
-Co ty wyprawiasz?- zapytałam gdy znaleźliśmy się na korytarzy.
-Nie chce byś przebywała w jego towarzystwie- powiedział zaciskając szczęki ze złością.
-On tylko mnie podpuszczał i wiesz mi, to co powiedział to jest nic. Puki trzyma łapy przy sobie to jest naprawdę wielkie nic.
Program patrzył na mnie badawczo przez kilka sekund analizując moje słowa. Nagle zaczął wyglądać na bardzo wnerwionego, a ja zaczęłam żałować swojego doboru słów.
-Czy ktoś zachowywał się wobec ciebie niewłaściwie?
O kurwa...
-Tron- zaczęłam spokojnie i w myślach przeklinałam swoją niewyparzoną gębę. Zwykle nie obchodziło mnie jak inni reagują na moje teksty ale to był naprawdę wyjątkowy przypadek- to był tylko taki przykład... zresztą, jakby ktoś czegoś próbował... no wiesz, nie bez powodu wylądowałam w Wojnie na Dyski.
-Najchętniej zamknął bym cię w pokoju żeby mieć pewność że nic ci się nie stanie- westchnął głośno- ale obawiam się że czego bym nie zrobił, to mi uciekniesz.
Lekko mnie zamurowało. Tron był wobec mnie bardzo opiekuńczy ale to... było dziwne. I cała ta niezręczność którą czułam, spowodowana była tym że mój chory mózg wyobraża sobie coś czego nie ma, nie było i nie będzie. Tron był dobrym przyjacielem, najlepszym jakiego można mieć i powinnam wbić to sobie do mojego zakutego łba.
-Masz racje, zrobiłam bym to- odpowiedziałam spokojnie po kilku sekundach milczenia.
Program jakoś tak dziwnie potrząsnął głową.
-Chodźmy do sali treningowej, chciałbym dokładnie sprawdzić twoje umiejętności przed nową misją- powiedział.
-Dobrze ale najpierw trzeba sprawdzić co z Beckiem i wyjaśnić mu obecną sytuacje. On nawet nie wie kim jesteśmy i jakie mamy wobec niego zamiary.
-Ale potem trening- oznajmił program po sekundzie zastanowienia.
-Oczywiście- odparłam równie poważnym tonem.
-Nie będzie litości.
Parsknęłam śmiechem, a kąciki ust mężczyzny uniosły się ku górze.
-Ani odrobiny- uśmiechnęłam się szeroko- tym razem to ty dostaniesz lanie.
-Chce to zobaczyć.
-Zobaczysz.
