Rozdział zbetowany przez Tyone i Robaczka - za co Im z całego serca dziękuję.
Wszelkie błędy są moją winą.
Rozdział dedykowany dla tych niewidocznych, którzy czytają, ale z jakichś powodów nie pozostawiają po sobie śladu.
Ogłoszenia parafialne:
1. Osoby niezarejestrowane mogę już dodawać komentarze. Nie miałam pojęcia, że taka opcja tutaj istnieje, więc bardzo dziękuję Akame za zwrócenie uwagi.
2. Pierwszy rozdział został nieco zmieniony, mam nadzieję, że na lepsze. Po prostu został on napisany lata temu i kiedy go odgrzebałam, niewiele w nim zmieniłam i nie byłam z tego do końca zadowolona. Wydaje mi się, że teraz jest nieco lepiej.
3. W rozdziale 8. również zaszły pewne zmiany. Napisałam od nowa scenę wtargnięcia Severusa do umysłu Harry'ego, teraz zajmuje ona nie kilka zdań, a niemal dwie strony .
Chciałabym Was bardzo przeprosić za takie wprowadzanie zmian, wiem, że nie powinno się tak nagle ingerować w tekst, ale wciąż się uczę i po prostu nie mogłam tego zostawić w takim stanie.
4. Przepraszam za tę zwłokę, ale ten rozdział zaczynałam pisać dwa razy, niestety pierwsza wersja uległa uszkodzeniu i stąd ten poślizg.
5. Niestety, albo stety, kolejny rozdział nie ukaże się za szybko. Mam teraz bardzo wiele spraw do ogarnięcia, więc proszę o wyrozumiałość.
6. Obiecałam Wam, że w tym rozdziale zacznie się coś wyjaśniać, ale niestety do tego nie dojdzie. Nie podejrzewałam, że ta jedna scena zajmie aż 7 stron i musiałam to rozstrzygnąć właśnie w taki sposób. Bardzo Was przepraszam.
Chyba tyle. Zapraszam do czytania i komentowania - konstruktywna krytyka, jak zwykle, mile widziana.
ROZDZIAŁ 9
„Kruk"
Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca, jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
— Haruki Murakami
Severus nie potrzebował wiele czasu, by w pełni zrozumieć, jak bardzo poważna była sytuacja, w jakiej się znaleźli. Jeśli Ministerstwo Magii dowie się teraz, że Harry Potter żyje, w całym magicznym świecie zapanuje chaos. Zwłaszcza jeśli na jaw wyjdzie stan, w jakim znajdował się ich wybawiciel.
Był niemal całkowicie pewny, że ministerstwa Magicznej Wspólnoty zaczną wysyłać swoje delegacje, w skład których będą wchodzić lekarze wszelkich specjalności, najlepsi legilimenci, oklumenci, Mistrzowie Eliksirów, znawcy czarnej i białej magii, a które za zadanie będą miały uratować Złotego Chłopca. Za wszelką cenę. Severus wiedział, że w takim przypadku nikt nie będzie przebierał w środkach. Harry zostanie poddany rozległym badaniom, pomimo grożących temu konsekwencji.
W takiej masie Niosących Pomoc i Wytchnienie w Cierpieniu Wybrańca – jak zapewne określiliby się owi szczęśliwcy – znalazłoby się paru fanatyków, którzy orzekliby, że Potter stał się niebezpieczny dla ogółu społeczeństwa i powinno się go odizolować.
To dopiero początek tego, co mogłoby się stać. Ten bardziej optymistyczny początek.
I wszyscy pozostaliby głusi na teorię o magicznej traumie. Czarodziejów szybko ogarnęłaby frustracja, a wtedy łatwo o nieprzemyślane działanie. Mistrz Eliksirów obstawiał, że były Gryfon nie przeżyłby nawet tygodnia pod troskliwą opieką intelektualnej śmietanki Magicznej Wspólnoty.
Severus spojrzał na udręczone cierpieniem ciało Harry'ego, czując przemożone pragnienie, by dotknąć młodego mężczyzny, choć w uszach wciąż dźwięczały mu jego wcześniejsze słowa.
Nie miał pojęcia, jak Potter mógł być tak pewny czegoś, co on sam dopiero odkrywał i co najchętniej zakopałby pod wieloma warstwami ziemi. Mógłby nawet własnoręcznie, za pomocą łopaty i swoich mięśni, wykopać ten dół... gdyby tylko to było tak proste.
Powoli pozwalał, by to uczucia, a nie umysł, zaczęły przejmować kontrolę nad jego działaniami. Nie podobało mu się to, ale jednocześnie było dla niego tak nowe i obce, że nie wiedział, w jaki sposób mógłby z tym zawalczyć.
Jedyne, czego obecnie pragnął, to jakoś ulżyć Harry'emu, chociażby poprzez dotyk – nieme zapewnienie, że nie jest sam w cierpieniu.
– Nie zbliżaj się teraz do mnie, Severusie – wycharczał Potter, jakby odczytując jego myśli. - Jeszcze nie. Nie zdołam jej powstrzymać...
– O czym ty mówisz, Harry? – rzucił pytanie zdezorientowany Jacob, przenosząc wzrok z Pottera na Snape'a.
Mistrz Eliksirów zmarszczył brwi. Również nie miał pojęcia, o co chodziło młodemu mężczyźnie. Mógł tylko przypuszczać, że mówiąc „jej", miał na myśli to coś, z czym obecnie starał się walczyć.
– Nie teraz – odpowiedział Potter, a jego palce jeszcze mocniej zacisnęły się na kocu. – Zaj... zajmijcie się najpierw ministerstwem. Nie m-mogą mnie znaleźć...
Snape jeszcze przez chwilę przyglądał się twarzy Harry'ego. Wybraniec – albo Przeklęty, jak on sam zaczął o tym myśleć – miał zamknięte oczy, usta sine niemal jak u topielca, a po czole spływały mu kropelki potu. Nie miał pojęcia, z czym teraz walczył, ale miał nadzieję, że szybko uda mu się tę walkę wygrać. W przeciwnym razie...
– Czy te wiadomości o ministerstwie pochodzą z wiarygodnych źródeł? – spytał, odrywając wzrok od Pottera.
– Ron – odparł krótko Jacob. – Pracuje w ministerstwie.
–Weasley – prychnął z nieukrywaną pogardą Mistrz Eliksirów.
– Coś ci nie pasuje, Snape? – odezwał się nagle trzeci głos, należący do młodego, rudego mężczyzny, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
– Ależ skąd – odpowiedział zjadliwie Severus, a następnie ugryzł się w język, w celu powstrzymania się od rzucenia cisnącego mu się na usta, zjadliwego komentarza. Sytuacja była zbyt krytyczna, by mogli sobie pozwolić na niepotrzebną zwłokę.
Ron spojrzał na Snape'a mrużąc oczy i zacisnął ręce w pięści. Otworzył usta, by rzucić nieprzemyślaną obelgą skierowaną w swojego byłego profesora, ale wtedy jego wzrok padł na łóżko i leżącego na nim Harry'ego.
Jego twarz pobielała, a oczy rozszerzyły się od zalewającej go fali szoku na widok cierpienia przyjaciela. Zrobił krok do przodu.
– Nawet o tym nie myśl – ostrzegł Mistrz Eliksirów. – Nie zbliżaj się do niego.
– Bo co? Co mi zrobisz?
– Ja? Nic, panie Weasley. Absolutnie nic.
– Więc zejdź mi z drogi – wykrzyknął sfrustrowany Ron.
– W porządku. My w tym czasie pójdziemy z Jacobem wybrać panu Potterowi stylową urnę – stwierdził swobodnie Severus, z satysfakcją spostrzegając, że na twarzy irytującego rudzielca odmalowuje się przerażenie. Weasley w końcu oderwał wzrok od swojego cierpiącego przyjaciela i spojrzał na Snape'a. – Czysta platyna? Białe złoto? Jak pan myśli?
– Ja... ja... ja nie chcę go skrzywdzić – powiedział, a w jego wzroku pojawiła się desperacja. – To mój przyjaciel, na Merlina! Chcę dla niego tego, co najlepsze!
– Dobrymi chęciami podobno wybrukowane jest piekło. Ufam, że rozumiesz sens tych słów. – Severus przetarł ręką twarz, po czym wskazał obu mężczyznom, by przeszli do jego pokoju.
Jacob bez żadnego sprzeciwu przeszedł przez drzwi łączące apartament Mistrza Eliksirów z pokojem Harry'ego. Za nim, z lekkim ociąganiem, poszedł Ron.
– Teraz powiedz, skąd wiesz, że ministerstwo chce tutaj przybyć - zaczął Severus, przymykając lekko drzwi.
– Kilka dni temu powołano specjalną jednostkę, która miała zajmować się poszukiwaniami Harry'ego – wyjaśniał Ron. - Z Hermioną podrzuciliśmy im kilka fałszywych tropów. Jednak jeden z nich zaczął przetrząsać papiery związane z majątkiem Potterów i wpadł na ślad tego dworu. Mają zamiar przybyć tutaj w ciągu kilku godzin. Najpierw sprawdzą Dolinę Godryka.
Severus przełknął przekleństwo cisnące mu się na usta. Czuł się tak, jakby ktoś przyparł go do muru, grożąc, że odetnie mu rękę albo nogę, a wybór pozostawia jemu. Obie perspektywy były równie przerażające i nie do przyjęcia.
– Mają też sprawdzić jakąś posiadłość Dumbledore'a, którą Harry podobno dostał od niego w spadku. Nie wiedziałem nawet, że dyrektor coś mu zapisał. – Rudzielec zmarszczył brwi i podrapał się po piegowatym nosie.
Severus wiedział. On dostał drugą posiadłość, co uważał raczej za zbędny gest, gdyż, jak na jego osobiste potrzeby, rodzina Snape'ów posiadała wystarczającą ilość dóbr. Było to jednak przypieczętowaniem odebrania i zaakceptowania magicznego spadku, jaki obaj otrzymali od Albusa. Teraz zarówno on, jak i Harry, mieli magiczne prawo do zachowania i przekazania nazwiska Dumbledore'a jednemu ze swoich potomków, jako że dyrektor nie miał własnych dzieci. Oni sami pozostawali przy swoich nazwiskach. Sam uważał, że Albus dość niefortunnie wybrał sobie spadkobierców. Cudem będzie, jeżeli Potter przeżyje. A jeśli chodzi o jego osobę... Nigdy nie myślał nawet o posiadaniu dzieci. Jednakże ze względu na Albusa będzie musiał bardzo rozważnie podejść do spisania swojego testamentu, a raczej jego aktualizacji, bo oryginał stworzył już kilkanaście lat temu, jak chyba każdy śmierciożerca, czy to wierzący w zwycięstwo Czarnego Pana, czy też nie.
Uniósł rękę, chwytając między dwa palce delikatny, platynowy łańcuszek zawieszony na jego szyi. Był tak lekki, że zazwyczaj nawet nie zwracał na niego uwagi. Choć może odpowiedzialne za to były te wszystkie lata, przez które nie zdjął go ani razu. Przesunął palce w dół, w całości wyciągając łańcuszek spod koszulki i po chwili zacisnął dłoń na małej zawieszce w kształcie lecącego kruka.
Teraz musiał czekać.
– Jak się tutaj znalazłeś? – spytał Severus, przenosząc swój bystry wzrok na Jacoba, co Ron przyjął z głośnym westchnieniem ulgi.
– Moją rodzinę i rodzinę Harry'ego od wielu pokoleń łączy Międzyrodzinny Pakt Magiczny.
– To wymarła praktyka – stwierdził Snape, rejestrując przy okazji całkowicie ogłupiałą minę Weasleya.
– Nie w przypadku naszych rodzin. Chociaż jeśli chodzi o ród Potterów, Harry jest ostatnim pokoleniem, które obejmuje pakt. W mojej są to moi synowie, którzy chcieliby przedłużyć tę tradycję.
– Mógłby mi ktoś wyjaśnić, o czym my właściwie rozmawiamy? – zapytał trochę niepewnie Ron, spoglądając z lękiem na Mistrza Eliksirów, jakby spodziewał się, że ten ma zamiar wylać na jego głowę jakiś toksyczny eliksir.
– O Magicznych Paktach Rodzinnych. Jestem pewny, że wspominano o nich na lekcjach Historii Magii, panie Weasley – odpowiedział Snape, zerkając na niego z pogardą, jak zwykł to robić przez wszystkie lata nauczania go Eliksirów.
– Lekcje u Binnsa to coś, czego zdecydowanie powinieneś spróbować, może...
– Dla pańskiej wiadomości, mieliśmy dokładnie tego samego nauczyciela Historii Magii – przerwał mu z ironicznym uśmieszkiem na twarzy. – Ja jednak noc, zgodnie z jej przeznaczeniem, wykorzystywałem na sen, a podczas lekcji przyswajałem sobie wiedzę, bez względu na nieudolność wykładowcy.
– Coś wiesz na temat nieudolności, prawda? – wypalił tamten, zanim zdołał ugryźć się w język.
Severus prychnął, a w środku przeklinał się za danie się wciągnąć w tę bezsensowną sprzeczkę.
– Nieudolności pańskiego umysłu musiały ustąpić zdolności nawet tak utalentowanych pedagogów jak Minerwa McGonagall – odparł na pozór swobodnie Mistrz Eliksirów, z zadowoleniem obserwując, jak na twarzy Weasleya odmalowuje się niewypowiedziana furia. - Wracając jednak do pańskiego pytania. Tradycja zawiązywania Rodzinnych Paktów Magicznych sięga czasów średniowiecza, a może nawet starożytności, choć wszelkie zachowane zapiski na ten temat pochodzą właśnie ze średniowiecza. Oczywiście szczegóły takiego paktu zależne były od danych rodzin. Na początku dotyczyły przede wszystkim poddaństwa. Magiczna rodzina o niższym statusie zobowiązywała się do służenia rodzinie o wyższej pozycji w magicznym społeczeństwie, w zamian za ochronę i zapewnienie ich potomkom chociaż szczątkowego wykształcenia. Potem magiczne pakty zaczęto nieco modyfikować, chcąc wyrównać różnice społeczne. Sprawiało to, że w uboższych rodzinach rodzili się potężni magowie, tak więc bogatsze rodziny podpisywały je z biedniejszymi, zapewniając sobie ścisłe powiązania z Mistrzami Eliksirów, uzdrowicielami, nauczycielami. W takim przypadku status obu rodzin był równy. W końcu nawet rodziny o identycznych przywilejach zaczęły się w taki sposób wiązać, widząc płynące z tego korzyści. Jak chociażby widzimy to na przykładzie Pottera, który mając rok, stał się ostatnim przedstawicielem swojego rodu, ale dzięki paktowi miał zapewnioną opiekę i mentora. Takie rodziny winne były chronić się wzajemnie, a magia dostarczała im środków, które informowały ich o wszelkich zagrożeniach...
Nagle z pokoju Harry'ego dobiegł do nich jakiś głośny rumor. Severus, nie zastanawiając się ani chwili, otworzył drzwi i wszedł do drugiego pokoju. Jednak z leżącym na łóżku mężczyzną wydawało się być wszystko w porządku. Postąpił kilka kroków do przodu, czując depczących mu po piętach Jacoba i Weasleya.
– Potter, co to było? – spytał, podchodząc do Złotego Chłopca.
– Lampa – odpowiedział Harry, a Severus z ulgą stwierdził, że z jego głosu zniknęło drżenie wywołane bólem. – Zrzuciłem ją.
Snape dopiero teraz zauważył rozbitą lampę leżącą na podłodze po drugiej stronie łóżka.
– Po co to zrobiłeś? – Mistrz Eliksirów zmarszczył brwi.
– Żebyś tu przyszedł – wyjaśnił spokojnie były Gryfon. – Nie czuję się na siłach, by krzyczeć.
– Harry – odezwał się drżącym głosem Weasley.
– Cześć, Ron – odpowiedział, a Severus spostrzegł, że po jego twarzy przebiegł delikatny skurcz bólu, choć nie miał nic wspólnego z fizycznym cierpieniem. – Co z ministerstwem?
– Odkryli istnienie i położenie tego domu, Harry – wyjaśnił rudzielec.
– Tego się domyśliłem. Chodziło mi o to, co teraz zrobimy?
– Może zabiorę cię na Grimmauld Place? – zaproponował.
Severus mlasnął ze zniecierpliwieniem i przewrócił oczami.
- Proszę mnie poprawić, ale czy informacja o dawnej siedzibie zakonu i miejscu pana obecnego zamieszkania, nie znajduje się w dokumentach ministerstwa? - spytał, a jedna z jego brwi uniosła się nieznacznie.
– Wymyśl coś lepszego, Snape – warknął w odpowiedzi Ron.
Mistrz Eliksirów w tym samym momencie po raz drugi zacisnął dłoń na zawieszce w kształcie kruka, jednak teraz poczuł bijące od niego delikatne ciepło, a nie zwyczajny chłód metalu.
– Severusie, co zamierzasz zrobić? – spytał spokojnie Harry.
– Wyjeżdżamy – odpowiedział Snape.
– Dokąd? – zainteresował się Ron.
– Nie twoja sprawa, Weasley.
– Nigdzie z tobą nie pójdę, jeśli mi nie powiesz, jaki jest cel podróży. Harry również.
– Weasley, ty się nigdzie nie wybierasz – warknął Severus. – Tylko Potter i ja. Wy w tym czasie umieścicie dom pod fideliusem i naniesiecie na niego wszelkie potrzebne zabezpieczenia. Wrócimy, kiedy magia wsiąknie w dom.
– Jeśli myślisz, że Harry... – zaczął całkowicie rozzłoszczony, ale przerwał mu spokojny głos Wybrańca.
– Ron, mogę decydować za siebie – powiedział.
– Jak chce pan to zrobić? – spytał milczący do tej pory Jacob. – Wszystkie magiczne sposoby niosą ze sobą bardzo wielkie ryzyko.
– Zdaję sobie z tego sprawę – zapewnił Severus. - Ale nie mamy innego wyjścia.
– Co? – wykrzyknął zszokowany Ron. – Nie pozwolę ci narazić Harry'ego.
– Jak na razie jedynym w tym pokoju, który to zrobił, jest pan we współpracy z pana nieodłącznym kompanem: brakiem pomyślunku.
– Jak...
– Co pan wie na temat Medycznych Świstoklików? – zapytał Snape, nie pozwalając młodszemu mężczyźnie na dokończenie zdania.
Ron zmarszczył brwi, zamknął usta, a potem znowu je otworzył, i znowu zamknął.
– Tak myślałem – stwierdził pogardliwie Severus. – Panie Potter, a pan?
– Niewiele. Tylko tyle, że cała magia, jaka została włożona w jego stworzenie, kumuluje się na wytworzeniu ochrony osobom, które przenosi. Dostosowuje się do ich potrzeb.
– Dokładnie, co oznacza, że w przeciwieństwie do normalnego świstoklika, może regulować poziom magii. Nie dzieje się to na zasadzie nagłego, mocnego wystrzału, ale delikatnego otulenia magią. Robi to powoli, nie przekraczając nawet o cal żadnej z granic. Jeśli nie jest to konieczne.
– Czyli, że... – zaczął niepewnie Weasley, który przyglądał się z uwagą Mistrzowi Eliksirów, spodziewając się z jego strony słownego ataku, jednak kiedy nic takiego nie nastąpiło, lekko się rozluźnił. – Czyli można to porównać do stanu, kiedy człowiek marznie i okrywamy go kocami. Tutaj magia tak dostosowuje ilość koców, by po prostu zapewnić taką ilość ciepła, by dana osoba nie zamarzła ani się nie przegrzała. Czy tak?
Severus przez chwilę wpatrywał się w swojego byłego ucznia w zamyśleniu.
– Jeśli znowu masz zamiar znieważać moją inteligencję, to...
– Panie Weasley, niech pan nie będzie taki delikatny. Wcale nie czerpię ogromnej przyjemności ze znieważania osób, które nie są w stanie odbić w moim kierunku piłeczki. To jedynie sposób na pobudzanie u niektórych osobników ich szarych komórek do działania. W pana przypadku jednak potrzeba dodatkowego składnika, jakim jest bezpośrednie zagrożenie pana przyjaciela. Gdybym był tego świadomy, co lekcję życie pana Pottera, zależałoby od pana udolności bądź jej braku. Ale, jak widać, w końcu przyniosło to efekt. – Severus uśmiechnął się z przekąsem. – Dokładnie tak, jak pan to opisał.
Ron spojrzał na Snape'a z niedowierzaniem, jakby czekając na jakieś „ale", które jednak nie nastąpiło. Pozwolił sobie więc na delikatny uśmiech zadowolenia.
– Nie jest to zwykły Medyczny Świstoklik, prawda? – nagle zadał pytanie Jacob, spoglądając na zawieszony na szyi Mistrza Eliksirów łańcuszek.
– Nie. Jego właściwości są wspomagane przez magię rodzinnych więzi.
– Na Merlina! – wykrzyknął ponownie sfrustrowany Weasley. – Czuję się przy was jak pieprzony idiota.
Severus spojrzał na młodego mężczyznę i nie mógł się powstrzymać od cichego prychnięcia.
– Och! Daruj sobie kolejne pobudzanie moich szarych komórek i wyjaśnij mi, o co w tym wszystkim chodzi.
Snape przez chwilę rozważał, czy jednak nie sprawić sobie jeszcze odrobiny przyjemności płynącej z wyśmiania Weasleya, jednak uznał, że nie byłoby to do końca właściwe. Jakby nie było, młody mężczyzna martwił się o swojego przyjaciela. W dodatku gonił ich czas.
– To znaczy, że świstoklik nie jest powiązany z miejscem, lecz z osobą należącą do mojej rodziny, przez co opiera się jedynie na magii więzi, która jest jednym z rodzajów magii naturalnej. Nie ma w nim ani krzty obcej magii, co jest istotne dla stanu pana Pottera. Jego magia zna moją, dzięki czemu jej nie odrzuci. Moja magia natomiast zapewni panu Potterowi dodatkową warstwę ochrony i uczyni przeniesienie tak łagodnym jak to tylko możliwe.
– Masz żyjącą rodzinę? – spytał Ron, bacznie wpatrując się w swojego byłego nauczyciela.
– Tak, panie Weasley, i, co najważniejsze, ta rodzina jest w stanie nas przyjąć.
– W porządku. – Młody mężczyzna skinął głową.
– I już? Żadnych gróźb, że jeśli skrzywdzę pana Pottera, to mnie przeklniesz? Żadnych wątpliwości, że moja rodzina to parająca się czarną magią grupa popaprańców?
– Jesteś po naszej stronie – odpowiedział zwyczajnie, zarabiając od Severusa kolejne zaciekawione spojrzenie.
– W takim razie, panie Potter, jest pan gotowy? – spytał Snape, odwracając się do Harry'ego i przyglądając mu się uważnie.
– Oczywiście, profesorze. Jak to zrobimy?
– Po prostu pana podniosę, wypowiem hasło i się przeniesiemy. Nie musi pan bezpośrednio dotykać świstoklika, wystarczy tylko pana kontakt ze mną.
– Dobrze.
Severus pochylił się i bez większego wysiłku podniósł Harry'ego, po raz kolejny będąc przerażonym jego lekkością i, mimo wyczuwanych pod palcami mięśni, delikatnością.
– Skontaktuję się z wami – powiedział sztywno Mistrz Eliksirów, spoglądając na dwójkę pozostałych mężczyzn, którzy próbowali ukryć ogarniający ich lęk.
Severus był pewny, że każdy z nich toczy teraz ze sobą wewnętrzną wojnę i powstrzymuje się przed wyrwaniem z jego objęć Harry'ego. Nikt nie dał im gwarancji, że Harry przetrwa okrycie nawet jednym kocem magii.
– Snape – odezwał się nagle Ron, dokładnie w tym momencie, kiedy miał zamiar wypowiedzieć hasło. – Jeśli go skrzywdzisz, to fakt, że cię przeklnę, będzie twoim najmniejszym problemem.
Severus skinął głową.
– Corvus– niemal wyszeptał.
Przez chwilę nic się nie działo, po czym dwójka mężczyzn jakby się rozpłynęła, pozostawiając po sobie jedynie delikatną mgiełką, która i tak bardzo szybko się rozwiała.
CD(chyba)N
Odpowiedzi na Wasze komentarze pojawią się w ciągu weekendu. Najpewniej jutro wieczorem, lub w niedzielę do południa.
