Akashi szczycił się tym, że zawsze wszystko wiedział. Był w końcu absolutem.
Lubił o sobie myśleć jako o jednostce idealnej.
Owszem przyjął ostatecznie, że może nie zawsze jest niezwyciężony, ale była to jedna wada na tle samych pozytywów, czyniąca go człowiekiem.
Kuroko Tetsuya był właśnie osobą, która koniec końców zdefiniowała go jako istotę ludzką.
To on pokazał mu jego błędy, pokonał i zmusił do uznania swojej słabości.
Akashi szanował Tetsuyę, jak nikogo innego, ponieważ to on sprawił, że Seijuuro na nowo poczuł.
Seijuuro chciałby móc powiedzieć, że wiedział o Kuroko wszystko.
Był wręcz o tym przekonany nim wyszło szydło z worka o tajemniczym chłopaku zawodnika widmo.
To było zaskakujące.
Do tej pory nie do pomyślenia była dla niego sugestia iż ktokolwiek z Pokolenia Cudów znajdzie sobie drugą połówkę.
Oni wszyscy byli jego.
To on ich ukształtował, pomógł osiągnąć poziom tak wysoki, że wzbudzający zachwyt w każdym dookoła.
Szczególnie Tetsuyę, którego naprowadził na drogę odkrycia swoich umiejętności, któremu wskazał idealny sposób na koszykówkę.
Tetsuya był jego i chciał, by tak zostało, tylko on i jego drużyna (i Momoi oczywiście, ich najdroższa menadżer),jednak te plany zostały zagrożone przez Takao Kazunari'ego.
I Akashi naprawdę chciał go za to zniszczyć, poniżyć i odebrać wszystko, co mu drogie.
Seijuuro zazwyczaj nie przejmował się uczuciami innych i teraz również chętnie, by je zignorował, jednak szczera miłość w słowach Takao, kazała mu się zastanowić nad tym, czy może Kazunari nie byłby jednak dobrym partnerem dla jego Tetsuyi.
Bo Kuroko zasługiwał na kogoś kto czciłby ziemię pod jego stopami. Zasługiwał na szczęście.
Zasługiwał na bycie kochanym, a Takao mógł mu to dać.
Akashi nie chciał zbytnio się nad tym zastanawiać, ale wiedział, że jeśli Tetsuya odwzajemniał uczucia tego chłopaka, to jedyne, co zostanie Seijuuro i reszcie Pokolenia Cudów to pozwolenie, by ten związek trwał.
Bo już raz skrzywdzili go na tyle, by odszedł i nie mogli pozwolić, by stało się to po raz kolejny.
Midorima odchrząknął lekko. Tak jak cała reszta był nieco onieśmielony obecną sytuacją.
- Nigdy nie mówiłeś, że spotykasz się z Kuroko - mruknął, a w jego głosie słychać było wyrzut.
- No cóż, Shin-chan. Co jak co, ale jakoś nie przypominam sobie byś kiedyś zaczynał ze mną rozmowę o związkach. - Takao zaśmiał się lekko, na krzywą minę przyjaciela z drużyny.
Midorima zarumienił się lekko. Tak naprawdę rzadko kiedy w ogóle rozmawiali. Zazwyczaj to Takao prowadził rozległy monolog, którego Shintarou chcąc, nie chcąc słuchał.
Kazunari mógł mówić doprawdy wiele na wiele różnych tematów, z łatwością i swobodą przechodząc z jednego na drugi, jednak Midorima faktycznie, gdy tak o tym myślał, zauważył, że Takao nie poruszał romantycznych kwestii.
- Mimo wszystko powinieneś wspomnieć, że umawiasz się z Kuroko - naciskał Midorima.
- Niby czemu? - zapytał wyraźnie prowokującym tonem Kazunari.
- Bo Tetsu jest naszym przyjacielem - warknął Aomine, definitywnie tracąc cierpliwość.
Takao zaśmiał się lekko, przyciągając Kuroko bliżej do siebie.
- Waszym - parsknął Takao, brzmiąc wyraźnie prześmiewczo.
- Jakiś problem? - Źrenice Akashi'ego zwęziły się niebezpiecznie, a jego prawa ręka, niemalcze odruchowo powędrowała do kieszeni, gdzie trzymał parę skradzionych Midorimie niegdyś nożyczek.
- Ale skądże.
- Długo już jesteście razem? - zapytał Kise.
Uśmiechał się, ale Tetsuya z łatwością mógł dostrzec, że uśmiech ten nie docierał do jego oczu. Gdy Ryouta naprawdę się uśmiechał jego oczy błyszczały radością, rozświetlając jego twarz i sprawiając, że każdy w obrębie najbliższego kilometra mógł poczuć powiew odczuwanego przezeń szczęścia.
- Oficjalnie niewiele ponad cztery miesiące, nieoficjalnie trochę dłużej - odparł Takao z uprzejmym uśmieszkiem.
Kise nie był w stanie powstrzymać niezadowolonego grymasu przed wypłynięciem na jego przystojną twarz.
- Zamierzałeś nam w ogóle powiedzieć, Kurokocchi? - spytał zduszonym od emocji głosem Ryouta.
Był widocznie zraniony faktem, że Tetsuya nie wyjawił im wcześniej iż umawia się z Takao.
Tetsuya omiótł wzrokiem swoich przyjaciół.
Wszyscy wyglądali na rozgoryczonych i dotkniętych tym, że Kuroko im nie ufał na tyle, by im powiedzieć, nie tylko Kise.
Tetsuya poczuł się nagle strasznie głupio. Nie chciał ranić swoich przyjaciół.
Nie zdawał sobie nawet sprawy, że tak bardzo to przeżyją.
Wiedział, że nie powinien się zgadzać na plan Yumi.
Wyrzuty sumienia uderzyły w niego z siłą rozpędzonej ciężarówki.
Dusząca cisza sprawiała, że jeszcze trudniej było mu wykrztusić przeprosiny.
Tetsuya otarł dłonią spocone czoło i starając się przełknąć piekące język rozczarowanie samym sobą, otworzył usta by w końcu coś powiedzieć.
Spokój przerwał jednak gwałtowny ruch Takao, który wstał od stołu.
- Myślę, że pora zakończyć tą szopkę - stwierdził poważnym tonem.
Jego ton zaskoczył wszystkich zebranych, którzy wpatrywali się w niego z mniej lub bardziej zagubionym wzrokiem.
Chłopak podszedł do Yumi i chwycił ją za rękę, by pomóc jej wstać. Ta oszołomiona pozwoliła się poderwać na równe nogi.
Kazunari spojrzał na starszego Kuroko i westchnął ciężko.
- Przykro mi Tet-chan, ale nie możemy być dłużej razem - powiedział z teatralną pauzą. - Zrozumiałem właśnie, że nigdy mnie nie pokochasz, bowiem twe serce przeznaczone jest teraz i na zawsze koszykówce! A twoja siostra jest, cóż... Mówiąc wprost : postanowiłem cię dla niej porzucić. Szaleńczo się w niej zakochałem, nie musisz się martwić, będę o nią dbał i troszczył się. Obiecuję, że jeśli zaczniesz szukać pocieszenia w ramionach swoich ziomków z Pokolenia Cudów nie będę trzymał do ciebie urazy. Żegnaj.
Po tym wystąpieniu Takao pociągnął Yumi w kierunku drzwi i oboje zniknęli w mgnieniu oka zostawiając za sobą zszokowane Pokolenie Cudów.
Po dobrych pięciu minutach bezustannego biegu Kazunari i Yumi zatrzymali się, dysząc ciężko.
Ich oczy się spotkały i wspólnie wybuchli histerycznym śmiechem. Gdy zdołali się w końcu uspokoić usiedli na ławce.
- Zniszczyłeś mój misterny plan - zaczęła z udawanym oburzeniem Yumi.
- Wybacz, Yu-chan - przeprosił Takao z szerokim uśmiechem na twarzy. - Ale ich miny były tego warte.
Kuroko znów się zaśmiała, odrzucając głowę do tyłu. Jej wzrok padł na ciemne niebo usiane licznymi gwiazdami.
- Kochasz Tetsuyę, prawda? - zapytała poważnie, nie patrząc na chłopaka.
Ten uśmiechnął się lekko. Nie odpowiedział.
Yumi westchnęła lekko.
- Może, w końcu Tetsuya wyzna im swoje uczucia - mruknęła, mając nadzieję, że dzisiejsze starania nie pójdą na marne.
- Jestem pewien, że wszystko pójdzie dobrze - powiedział Kazunari i poklepał dziewczynę po głowie.
Przez chwilę siedzieli, nic nie mówiąc, jednak było w tym ich wspólnym milczeniu coś pocieszającego.
- Skoro już oznajmiłem światu, że cię kocham, jak szalony, może dasz się zaprosić do MajiBurger'a? Ja stawiam oczywiście.
- Czemu nie.
