Dziękuję, dziękuję Wam ślicznie! Nie spodziewałam się takiego zainteresowania!

Rozdział trochę gorszy, ale wybaczcie- leżę chora w łóżku, a przez ostatni miesiąc żyłam nauką do sesji.

Aaaa, no i przepraszam z góry za małą zmianę sylwetki Volturich, którą być może wprowadziłam w tym rozdziale... Ale nie mogłam się powstrzymać, po tym jak w godzinę po pójściu spać siostrzenicy... Zresztą- czytajcie sami!

Tym razem- dedykacja dla Kamili:)

- A tutaj macie bawialnię. Możecie tu spędzać całe dnie. I to by w sumie była cała dostępna dla was część zamku- zakończyła Didyme, kładąc rękę na ramieniu Amelii. - Zapamiętałyście?

- Chyba taak- rzekła niepewnie Liliana. - Nie zbliżać się do waszego apra...aparata...apartamentu. Bawić się w bawialni i nie dotykać za bardzo rzeczy.

- Tylko tych, które są duże i mogą wam zrobić krzywdę! - pospieszyła z wyjaśnieniami Sulpicia. - Macie jakieś pytania?

Dziewczynki zaprzeczyły ruchem głowy.

- W takim razie bawcie się grzecznie. Do zobaczenia! - zakończył całą sprawę Aro i cała Szóstka opuściła bawialnię.

Dopiero wtedy obie odetchnęły.

- Oni powiedzieli, że jakby coś nas bolało, to mamy im powiedzieć. A co jak będą wtedy w swoim apa...apratamencie? Mamy się niezbliżać, czy powiedzieć?

- Może jedno i drugie?

- Głupia jesteś, tak się nie da!

- To może nie wiedzą, że się nie da? Jak nie wiedzieli, że trzeba zjeść kolację...

- Wiedzą, wiedzą. Głupi nie są. W tym na pewno tkwi jakaś podchwytliwość- powiedziała Amelia tonem znawcy.

- Co to podchwytliwość?

- Pewno coś głupiego strasznie. Nikt tu nikogo przecież nie chwyta. Ale tak mówiła kiedyś pani Athendora.

- Wniosek z tego taki, że ci państwo muszą się jeszcze wiele nauczyć i to pewnie my będziemy musiały ich uczyć. Zawsze mamy najgorzej...

- Se le wi- pisnęła Amelia, zniekształcając zasłyszany tekst piosenki. - Chodź! Mają tu domową huśtawkę!

Obie zajęły się konstruktywnymi sprawami.

xxxxxxxxxxxxxxxx

- Te dwie, głupie beznadzieje nie potrafią nawet chodzić- skomentował wściekły Kajusz wspólną wyprawę krajoznawczą po zamku, podczas której obie małe przynajmniej dwa razy potknęły się na wielkich schodach, lądując u stóp zaskoczonych państwa V.

- Kajuszu, nie przesadzaj proszę! - Athendora chwyciła męża za rękę i zmusiła go do spojrzenia sobie w oczy. - Były zaskoczone... To był dla nich długi dzień...

- Dla nas też. Ewidentnie się wpakowaliśmy w ogromny absurd i...

- I teraz do końca dnia odpoczniemy trochę od tych dziecięcych tematów! - przerwał siostrze Aro. - Są na tym świecie jeszcze inne tematy niż dwie małe smarkule.

Zajęli się więc konwersacją na temat otwarcia nowej wystawy sztuki impresjonistycznej w Muzeum D'Orsay, czyli czymś, w czym czuli się naprawdę zorientowani.

xxxxxxxxxxxxxxx

- Muszę sprawdzić, co u nich słychać! - Didyme poderwała się z eleganckiego fotela przy kominku.

Jej mąż jęknął.

- Didusiu, skarbie ty mój kochany- przecież powiedzieliśmy, że do końca dnia będziemy się zajmować innymi sprawami! - rzekł Marek, zwracając się do swojej żony jak zawsze w podobnych sytuacjach.

To znaczy w sytuacjach, kiedy chciał jej przypomnieć o czymś, o czym oczywiście z racji swej natury zapomnieć nie mogła. W podobnej sytuacji nie znaleźli się jeszcze nigdy. W całym swoim istnieniu.

- No i zajmowaliśmy się. Ale teraz chcę sprawdzić co u naszych dziewczynek- powiedziała stanowczo. Wyrażenie „naszych dziewczynek" przyszło całkiem naturalnie.

Znając kobiecą solidarność Sulpicia i Athendora podniosły się z kanapy za przyjaciółką.

Cóż więc było robić? Marek podążył za żoną, mrucząc coś między : „Przesadzasz, Kotuś- naprawdę jesteś za dobra", a „I jak ja z nią wytrzymuję...?". Teraz z kolei odezwała się męska solidarność- Aro i wściekły Kajusz pospieszyli na pomoc.

Udali się więc do bawialni.

xxxxxxxxxxxxxx

Amelka i Lilianka doskonale pamiętały, co należy zrobić, jak zobaczą Szóstkę. Niezgrabnie podniosły się z ziemi, dygnęły i wpatrywały się wyczekująco w twarze nowych opiekunów.

Cisza.

- Siadajcie, siadajcie! - powiedział szybko Marek, przypomniawszy sobie, że pouczyli dziewczynki, iż powinny grzecznie czekać na ich polecenie. - A więc... - spojrzał wymownie na Didyme.

- Co robicie?! - dokończyła za niego wampirzyca, z słodkim uśmiechem na idealnej twarzy.

- Budujemy domek z klocków. Tylko, że on się burzy, o tak! - wyjaśniła Amelka, demonstrując demontację pstrokatej ścianki domku z lego jednym, prostym ruchem ręki.

- Bo musicie kłaść klocki na przemian! - wyjaśnił Aro, biorąc od dziecka zabawkę. - Pokażę ci...

- Musisz znaleźć siedem poczwórnych klocków. Potrójne nie wejdą na tą płytkę... - odezwał się Marek, widząc poczynania kolegi.

- I na miłość boską, Skarbie- to są małe dziewczynki, nie jakieś tam niechlujne łobuzy... Dobieraj klocki tak, żeby do siebie pasowały! To pewnie a być domek dla różowych kucyków, a nie dla śmierdzących skarpetek! - poradziła Sulpicia.

- Słucham?! - Aro nie dowierzał w to, co słyszy- To może sama to zrób, Słońce.

- Bardzo chętnie! - Królowa zabrała się do pracy, biorąc niedokończoną budowlę od męża.

- Świetnie! Ja może w takim razie zrobię ogródek. Lub lepiej pustynię! - mruknął przygaszony Aro. - Ktoś mi pomoże?- warknął z przekąsem.

Kajusz wzruszył ramionami.

- W sumie co mi zależy... I tak już się skompromitowałem...

- To ja wybuduję im szkołę! Trzeba im pokazać, że nauka jest niezwykle istotna w rozwoju młodych dam! - zaoferowała się Didyme.

- To chyba mi został szpital...

- Jeszcze przecież centrum handlowe. I ulice!

- Mam tu szare klocki! Można zrobić autostradę!

- Tu gdzieś były tory! Kiedy da się sprężynkę, będzie można zrobić zwrotnicę...

- Jak owinie się ten duży klocek folią aluminiową powstanie coś wyglądające jak ekran, więc kino też już mamy...

- Tylko trzeba to jakoś rozplanować! Jak szkołę postawi się koło sklepów, małe pomyślą, że popieramy wagary...

- No to będą na dwóch kątach miasta! I jak najgorszy dojazd!

- Możeby tak zrobić model naszego zamku? Żeby poczuły się jak w domu...

- Można można... I koniecznie muzeum! W końcu jesteśmy mecenasami sztuki!

Od pewnego czasu dwie pary zielonych ocząt śledziły każdy ruch władców.

- Co oni robią? - spytała szeptem Amelka.

- Chyba mają sporo do roboty odrzekła Liliana, równie szeptem.

- Nie przerywamy im?

- No co ty! Tak dobrze się bawią!

- Chodź! Nie przeszkadzajmy im. Idziesz do naszej sypialni?

- Pewnie! Przyjdziemy potem?

- Się rozumie! Przecież byłoby im przykro, gdybyśmy nie przyszły popodziwiać, jak skończą!

Istotnie. Państwo Volturi byli tak bardzo zafascynowani powstającą właśnie ulepszoną makietą miasta Volterra, że absolutnie nie zauważyli, iż zostali w pomieszczeniu tylko w szóstkę. I trzeba powiedzieć, że bardzo kreatywnie spędzali czas.