Cat co chwilę zerkała na zegarek z lekkim zdenerwowaniem, mogła więc precyzyjnie określić, że Ginny nie spóźniła się ani sekundy. Nie przyszła jednak sama. Tuż za nią, podskakując wesoło, zbliżała się Luna Lovegood, której Cat nie widziała od dobrych paru dni i właśnie teraz to sobie uświadomiła. Cóż, nie jestem zbyt dobra w przyjaźniach, ale wybaczcie mi, dopiero się uczę!, pomyślała, po czym wstała z podłogi, by przywitać się z dziewczynami. Dopiero wtedy zobaczyła, że tej dwójce towarzyszy ktoś jeszcze – dziewczyna znana jej jedynie z widzenia, kropla w kroplę podobna do jednej z gryfonek z jej roku. Aha, bliźniaczka Parvati Patil, stwierdziła i skinęła jej głową na powitanie. Próbowała się uśmiechnąć, ale lekki stres (naprawdę niespotykane u niej! Co się z nią ostatnimi czasy wyprawia?!) spowodował, że jej usta raczej wykonały popisowy grymas niezręczności niż miły uśmiech.
- Cześć – uśmiechnęła się do niej Luna, delikatnym gestem wyciągając w jej stronę dłoń, co sprawiło, że Cat poczuła się bardzo głupio. Przecież przez dobry tydzień nie miała z tą dziewczyną kontaktu, a ona właśnie wita się z nią niezrażona.
- Hej – odpowiedziała, niezręcznie ściskając jej dłoń.
- Dobrze cię widzieć.
- Ciebie też, Luna – mruknęła Cat, po czym odwróciła głowę w stronę drugiej z dziewczyn i zapytała:
- Jesteś siostrą Parvati, prawda?
Dziewczyna kiwnęła głową i założyła za ucho grube, czarne włosy.
- Padma – uśmiechnęła się, na co Cat odpowiedziała tym samym.
- Ja jestem Cat, ale to pewnie wiesz – odpowiedziała, przyzwyczajona do własnej popularności, której jednak nie znosiła tak dobrze jak Harry. Szczerze mówiąc, o ile jej brat jakoś dawał sobie radę z bycie rozpoznawalnym, dla niej samej był to przedmiot udręki i nocnych koszmarów.
- Chodźcie w końcu, bo czas ucieka! – żachnęła się Ginny, szczerząc zęby w imponującym uśmiechu, który był chyba znakiem rozpoznawczym wszystkich Weasley'ów. Dziewczyny podążyły więc za młodszą koleżanką, która przeszła parę metrów i zatrzymała się przy wnęce tuż za gobelinem z nagą driadą otoczoną przez grupkę roztańczonych faunów.
- Kto powiesił coś takiego w szkole, do której chodzą jedenastolatki? – zapytała z przekąsem Padma, kręcąc głową, na co Luna wybuchnęła nagłym śmiechem.
- Myślę, że kiedy wieszano tu to dzieło sztuki, nie stanowiło to przeszkody, biorąc pod uwagę, w jakim wieku wydawano kobiety za mąż w średniowieczu. – mruknęła Cat. Ginny za to prychnęła pod nosem w rozbawieniu i spojrzała z ukosa na Padmę, która nadal wydawała się być zniesmaczona.
- No dobrze – powiedziała w końcu ich przewodniczka – A teraz patrzcie uważnie.
Jednym ruchem ręki odsunęła gobelin od ściany, a ich oczom ukazały się małe drzwiczki o śmiesznym, trójkątnie sklepionym kształcie.
- Ooo – westchnęła Luna – Tajemna kryjówka?
- Prawie – mruknęła Ginny i przystawiła koniec różdżki do dziurki od klucza i wyszeptała zaklęcie.
Apertum est.
Cat spojrzała na nią ze zdziwieniem, na co ruda odpowiedziała zwięźle.
- Starsza wersja Alohomory, brat mnie nauczył. Nic innego tu nie działało.
Nie pytała który brat, chociaż była tego ciekawa – bądź co bądź znajomość starożytnych zaklęć piechotą nie chodzi. Podejrzewała jednak, że to któryś z dwójki jej najstarszych braci, ponieważ ich nie poznała, a wątpiła, czy Percy, bliźniacy czy Ron byliby w stanie posiąść takie umiejętności. No, moooże bliźniacy, pomyślała, Chociaż oni jednak w sprawach zaklęć i tak najczęściej zwracają się o pomoc do mnie.
Gdy drzwiczki ustąpiły, Ginny od razu weszła w wąską klatkę schodową, a Cat i pozostała dwójka podążyła za nią spiesznie. Schodki były małe i kręte, wyślizgane przez wiele tysięcy kroków poprzednich pokoleń. Choć brzmiało to ładnie, okazało się być ich zmorą, ponieważ w drodze na górę pośliznęły się dobre kilka razy. Gdy w końcu dotarły na górę, ich oczom ukazały się identyczne drzwiczki jak te na dole. Tym razem jednak nie trzeba było otwierać ich zaklęciem, ponieważ były uchylone. Dziewczyny przeszły przez nie i każda z nich otwierała usta w zdziwieniu tuż za progiem.
Pomieszczenie było okrągłe, wskazujące na to, że znajduje się w jednej z wież. Miało jednak średnicę szerokości dobrych dwudziestu metrów, a Cat dobrze wiedziała, że żadna z wież zamkowych nie osiąga takich rozmiarów. Musiały tu więc działać jakieś czary, w dodatku bardzo potężne – możliwe nawet, że komnatę stworzył ktoś z czwórki założycieli. I, sądząc po wyglądzie, nie był to mężczyzna. Sufit pomieszczenia był przeszkloną kopułą, a każda szybka połączona była z inną misternymi, srebrnymi okuciami w kształcie liści i kwiatów. Poniżej, szkło płynnie przechodziło w ściany w kolorze brzoskwini i bieli, w których co kawałek znajdowały się szerokie, wykuszowe okna z ławeczkami zamiast parapetów. Szczerze mówiąc, Cat przypominało to żeńską wersję pokoju wspólnego gryfonów. Podłoga wyłożona była kolorową mozaiką przedstawiającą coś w rodzaju scenki rodzajowej rozgrywającej się w lesie, z mnóstwem dzikich zwierząt i fantastycznych stworzeń. Nie przedstawiała natomiast żadnych ludzi. Zresztą, nic w tej sali nie dało się przypisać do żadnej konkretnej osoby, przez co rozpoznanie jej twórcy było rzeczą trudną, jeśli nie niemożliwą. A jedyne, czego pragnęła Cat w tej chwili, to odpowiedzi na parę pytań. No, i może pewnej ilości czasu spędzonego tutaj.
Ginny stała podparta pod boki i przypatrywała się ich reakcjom. Luna kręciła się dookoła własnej osi, otwierając oczy szerzej niż niejeden skrzat domowy. Padma przechadzała się powoli, badając wzrokiem każdy szczegół pomieszczenia. Cat natomiast stała po prostu i w milczeniu patrzyła przed siebie, coraz dotkliwiej odczuwając potrzebę wiedzy. W związku z tym zwróciła się w stronę Ginny.
- Jak? – zapytała po prostu.
- Wracałam z randki na wieży astronomicznej… – tu Cat wywróciła oczami, jednak ruda nie zwróciła na to uwagi - …no wiesz, było już po ciszy nocnej. W pewnym momencie usłyszeliśmy, że ktoś się zbliża, więc schowaliśmy się tutaj. To znaczy, w korytarzyku, ale ja następnego dnia przyszłam sprawdzić, co znajdę na górze i… tadaam! Oto miejsce, które mnie zainspirowało.
- Do czego?
Pytanie rzuciła Padma, odwracając się od okna po drugiej stronie komnaty.
- Do tego właśnie, po co was tu sprowadziłam.
- No powiedz wreszcie – mruknęła Cat, na co Ginny wyszczerzyła się po raz kolejny w ciągu dzisiejszego przedpołudnia i usiadła po turecku na podłodze. Pozostałe dziewczyny wzięły z niej przykład i również znalazły sobie swoje miejsce – Padma na ławeczce pod oknem, Luna, leżąc na brzuchu z brodą podpartą o dłonie i Cat, siadając z wyprostowanymi nogami najbliżej Ginny.
- Chcę założyć klub. Babski klub, bez wstępu dla tej drugiej płci.
- Dla chłopaków – sprostowała Luna.
- Tak, dokładnie.
- A my mamy ci w tym pomóc? Ja? – Cat wpatrywała się w nią z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. W życiu nie przypuszczałaby, że ktoś uznałby ją za odpowiednią do współtworzenia babskiego klubu. Do współtworzenia czegokolwiek. Merlinie, przecież do tego roku nie miała przecież żadnych przyjaciół w tym zamku!
- Jasne! Ty, Padma i Luna – parsknęła na to Ginny, wyglądając na lekko urażoną – Ale zanim zgłosisz sprzeciw, daj mi dokończyć. Pamiętaj, że jestem królową upiorogacków.
- Pamiętaj, że stworzyłam dziś upiorogacka, który z pewnością dorównał twoim.
- Och, dajcie jej dokończyć, zanim będziemy musiały iść na lekcje! – nie wytrzymała Padma, uderzając dłonią w ławkę, na której siedziała.
Ginny spojrzała na nią z wdzięcznością, po czym poprawiła się na swojej pozycji.
- Tak więc, korzystając z możliwości, jakie otwiera przed nami ta sala, chciałabym założyć klub, jakiego jeszcze w tej szkole nie było.
- Prawdopodobnie nie było – wtrąciła Padma.
- Albo był, jednak nic o nim nie wiemy – dorzuciła Luna.
Cat poczuła, że też powinna coś powiedzieć, ale nie miała pojęcia co, więc milczała dalej. Ginny za to kontynuowała.
- Miałyby do niego wstęp dziewczyny ze wszystkich roczników i, uwaga, ze wszystkich domów.
Padma spojrzała na nią z niedowierzaniem, jednak Cat ten pomysł nie wydał się głupi. Możliwe, że pozwoliłoby to zniwelować wrogość ślizgonek i gryfonek, czymkolwiek miałyby się razem zajmować. Czy jednak którakolwiek z dziewczyn ze Slytherinu byłaby na coś takiego chętna? Cat szczerze w to wątpiła. Chyba, że Ginny miała jeszcze jakiś pomysł w zanadrzu.
- No dobrze, ale jak chciałabyś to zrobić? To znaczy, jak zachęcić do przyjścia tu dziewczyny ze Slytherinu?
- I co w ogóle miałybyśmy tu robić? – dodała Padma z powątpiewaniem – Czytać magazyny o modzie czy malować paznokcie?
Tym razem to Ginny wywróciła oczami, wzdychając przy tym głęboko.
- Och, naprawdę uważacie, że to byłoby interesujące dla którejkolwiek z nas?
- Lavender Brown – mruknęła na to Cat. Wszystkie zrozumiały.
- No dobrze, dla którejkolwiek z nas oprócz Lavender?
- Moja siostra – dodała Padma. Gdy spoczął na niej pytający wzrok Cat, dziewczyna wzruszyła ramionami – To, że jest moją bliźniaczką, nie znaczy, że nasze gusta też są identyczne.
- Ugh – Ginny wykrzywiła usta, jednak nadal się nie poddawała – Chodzi mi o to, że takie zajęcia raczej nie przyciągnęłyby za wiele dziewczyn. Co innego ze sztukami walki. Samoobroną. Jogą. Nauką przydatnych zaklęć, których szkoła cię nie nauczy.
- Na przykład? – wtrąciła się zaciekawiona Padma.
- Zaklęć kosmetycznych, sprzątających, wszystkich tych drobnych czarów, które część z nas używa codziennie. Ale pomyśl, ile jest dziewczyn z rodzin mugolskich, które nie mają o tym pojęcia. Wczoraj moja znajoma z dormitorium po czterech latach nauki w tej szkole zorientowała się, że czarownice nie używają maszynek do golenia, tylko zaklęcia! Wyobrażasz sobie, jakie katusze musiała znosić przez ten czas?
Cat ze zrozumieniem pokiwała głową. Gdyby nie kuzynka Syriusza, Tonks, która była jej dobrą przyjaciółką od dziecka, ona również nie miałaby pojęcia o wielu z tych rzeczy. Gdy ktoś wychowywany jest przez dwójkę mężczyzn, naprawdę ciężko jest zdobyć wiedzę na kobiece tematy skądś inąd niż z magazynów kobiecych, które jednak nie były zbytnio wiarygodne dla wyjątkowo podejrzliwej nastolatki, jaką była Cat.
- Zaraz – mruknęła Padma, wstając z ławki pod oknem i podchodząc do pozostałych dziewczyn – A kto miałby nas nauczyć tego wszystkiego? Żadna z nas tego nie potrafi.
- Ha – parsknęła Ginny – Jesteś pewna?
Padma powoli kiwnęła głową, nie spuszczając wzroku z Ginny.
- Chyba tak… - powiedziała.
- Popełniłaś błąd – odezwała się nagle Luna swoim jasnym głosem – Oczywiście, że to potrafimy. Ty jesteś świetna w tego typu przydatnych zaklęciach. Twoja mama nauczyła cię wszystkiego, a ty to wszystko ulepszyłaś razem z Parvati, prawda? Samoobrony mogłaby nas uczyć Ginny, a Cat magicznych sztuk walki. Przepraszam Cat, ale usłyszałam kiedyś twoją rozmowę z Harrym i wiem, że to potrafisz.
- A joga? Jogę znasz ty, tak? – zapytała Cat, odwracając się w jej stronę z zainteresowaniem. Zawsze ciekawiły ją techniki doskonalenia własnego ciała.
- Tak – odparła – Ale chciałabym podzielić się tym zadaniem z Susan Bones z Hufflepuffu. Ona też bardzo to lubi.
- Jasne! Im będzie nas więcej, tym lepiej – Ginny uśmiechnęła się, radośnie odrzucając do tyłu rozpuszczone włosy – Już widzicie, na czym to polega?
Wszystkie w końcu zrozumiały zamysł Ginny i z rosnącym zaangażowaniem wzięły się za omawianie szczegółów. Wśród nurtujących je tematów wciąż pozostawała kwestia zorganizowania pierwszego spotkania, a z kolei Padmie bardzo zależało na zabezpieczeniu pomieszczenia przed niepożądanymi gośćmi. Gdy rozmowa zeszła na problem komunikacji między dziewczynami, zakładając, że ich grupa będzie się składać z większej liczby osób niż one cztery, a dodatku będą to osoby z różnych domów, Cat przypomniała sobie o lusterkach Syriusza. Nie była jednak pewna, czy chciałaby od razu dzielić się wynalazkiem huncwotów z kimkolwiek, kto owym huncwotem nie był (ona i Harry byli tutaj oczywistymi wyjątkami). Przemilczała więc na razie tą kwestię.
W dalszych rozważaniach przeszkodził im zduszony okrzyk Padmy, która w końcu spojrzała na zegarek.
- Za kwadrans piętnasta! Przesiedziałyśmy tu dobre trzy godziny! Opuściłyśmy lekcje!
- Cholera – mruknęła na to Cat – Miałam OPCM z ropuchą.
- Okej, spokojnie – odezwała się na to Ginny – Na dzisiaj zebranie skończone. Jeśli przyjdzie wam coś do głowy, prześlijcie mi wiadomość sową. Proponuję spotkać się jutro przed śniadaniem, może z dziesięć minut wcześniej, to ustalimy, kiedy mogą odbyć się pierwsze zajęcia klubu.
- To ja już pójdę. Zaraz będę miała zielarstwo, a nie chciałabym się spóźnić. – wtrąciła się Luna.
- No to leć już – mruknęła na to Padma – powiedziałabym, że będę trzymać kciuki, żebyś się nie spóźniła, ale szczerze wątpię, czy to coś da.
Choć Cat w duchu przyznała jej rację – w końcu znajdowały się właśnie na szóstym piętrze, czyli raczej daleko od szklarni - Luna tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i zniknęła za drzwiczkami. Zaraz po niej tak samo postąpiły pozostałe dziewczyny, a na dole każda rozeszła się w swoją stronę.

W drodze na obiad Cat niemal zderzyła się z pędzącym w górę schodów Percym Weasley'em. Wpadło jej do głowy, że może nawet chętnie zamieniłabym z nim parę zdań (wciąż pamiętała bowiem jego list do Rona o konieczności wystrzegania się kontaktu z Harrym), jednak chłopak wyglądał na tak zaaferowanego, że nawet nie zwrócił na nią uwagi. Unosząc do góry swoją zgrzebną szatę pracownika Ministerstwa Magii i przeskakując po dwa stopnie, w ciągu paru sekund zniknął za zakrętem klatki schodowej. Fakt ten naprawdę Cat zaciekawił – takie zachowanie zdecydowanie nie było typowe dla Percy'ego, który zwykle był bardzo uważnym obserwatorem rzeczywistości i nigdy nie robił niczego na ostatnią chwilę. Coś najwyraźniej musiało go bardzo poruszyć, albo też dostał jakieś nagłe ministerialne polecenie. Cat uznała to za kolejny kawałek wielkiej układanki, jaką stanowiły dla niej ostatnio plany Umbridge i Ministra Knota. Gdyby tylko mogła dowiedzieć się, o co chodzi… Nie chciała być jednak wścibska ani zachować się nieodpowiednio. Wystarczało przecież, że Harry zawsze wkopywał się w jakieś kłopoty większego kalibru, a Syriusz z Remusem musieli go z tego wyciągać za łeb za szyję. Nie musiała im jeszcze dokładać, mogła przecież dowiedzieć się czegoś w całkiem inny sposób.
Postanowiła jednak, że zacznie od obiadu. Nawet ona nie potrafiła skupić się porządnie z pustym żołądkiem.

- Dlaczego nie było cię na historii i OPCMie?
- Ciebie też miło widzieć, braciszku – mruknęła Cat, sadowiąc się na swoim miejscu przy stole Gryffindoru. Nie zważając na zirytowaną minę Harry'ego, nałożyła sobie na talerz trochę zupy gulaszowej i zaczęła jeść.
- Skupiła się tylko na mnie! Cały czas coś jej nie pasowało! – oburzył się chłopak.
- Zarobiłeś kolejny szlaban? – zapytała Cat ze stoickim spokojem. Wiedziała, że tylko taka postawa jest w stanie przeciwstawić się wściekłości jej brata.
- Nie – syknął przez zęby – Na szczęście. Ale było blisko.
- Gratuluję – Cat wyszczerzyła się do niego – Nadrabiasz lekcje opanowania.
Przemilczała fakt, że prawdopodobnie była to jednak zasługa niedawnej rozmowy Remusa z Umbridge, o której Harry najwyraźniej zdążył już zapomnieć.
- Wiesz może, co robi w zamku Percy? – zmieniła temat, starając się ukrócić złość brata.
- Percy? – zdziwił się – Nie mam pojęcia. Dlaczego pytasz?
- Widziałam go przed chwilą.
- Jesteś pewna, że ci się nie przewidziało? Ron mówił, że Percy nie odzywa się do rodziny, bo wyjechał z Knotem na delegację do Europy. Miała potrwać jeszcze dobry tydzień.
- Hmm – mruknęła Cat – Jestem pewna… Możesz zapytać o to Rona jeszcze raz, tak przy okazji?
- Oeej – odpowiedział Harry z ustami pełnymi sałatki ziemniaczanej, co z pewnością miało znaczyć „okej". Cat pokręciła głową z rezygnacją i wstała od stołu. Po tej krótkiej rozmowie stwierdziła, że raczej niczego więcej się teraz nie dowie, postanowiła więc wykorzystać część przerwy obiadowej na rozmowę z Remusem. Może on potrafiłby powiedzieć jej coś na temat zagadkowego przybycia Percy'ego. W sumie, mogłaby tez poradzić się go w sprawie poinformowania dziewczyn z „klubu" o możliwości korzystania z huncwockich lusterek.
I może wszystko poszłoby tak, jak sobie założyła, gdyby przed portretem Grubej Damy ktoś już na nią nie czekał.