DoraTonks94 – Teraz części idą szybciej. Mam nadzieję, że spodoba Ci się i ten rozdział chociaż wydaje mi się krótki, ale za to mam nadzieję „mocny" :D

Ruda098 – Bardzo się cieszę, i przepraszam za błędy wszelakie. Nadal brak betowania.

Ewa – Już Cię lubię. Uwielbiam te dwa słowa, a mianowicie chodzi mi o „sarkastycznego dupka". Wydaje mi się, że każdy ma jakąś choćby małą skorupę, która w końcu kiedyś pęka lub nie. A Snape po prostu dużo przeszedł.

Guest – Człowiek głodny nawet przesoloną zupę zje.:) Ale potrzymam was chwilę w niepewności, w rozdziale 10 się wszystko wyjaśni.:D

Rozdział 9

Upadłe anioły.

Niewyobrażalny, palący ból przeszywający ją całą. Czuła jak gdyby jej ciało zostało wypełnione kwasem, który oddziela każdą jej tkankę od kości. Już nie rozumiała niczego więcej oprócz tego.

Poczuła jak ktoś kładzie ją na szorstkiej pościeli, która spowodowała jeszcze większe udręczenie dla jej spalonego ciała. Ktoś przemywał jej twarz czymś chłodnym, pachnącym piołunem i zielem ostrożenia*. Czuła jak płyn przynosi jej twarzy ukojenie, będące jednak kroplą w morzu dla jej umęczenia. Pamiętała jak to się stało. Widziała go. Mężczyznę o wężowej twarzy. Pamiętała strach jaki ją ogarnął. Podniósł wysoko tą przeklętą różdżkę, i wysyczał słowa, których ona nie potrafiła zrozumieć. Po chwili zaśmiał się nieprzyjemnie, a nienawiści w jego ślepiach nie potrafił nawet zabić blask bijący od palącego się salonu. Odwróciła wzrok w stronę ognia, i to co zobaczyła sprawiło, że sparaliżowanie strachem minęło. Zaczęła krzyczeć, a jej krzyk przypominał wycie zranionego wilka, zobaczyła bowiem palące się ciało swojego nieprzytomnego syna, przygniecionego dębowym, ciężkim segmentem. Usłyszała potężny trzask i poczuła jak urwana i paląca się balustrada schodów przygniotła i połamała jej nogi. Rozpaczliwie próbowała się uwolnić i spróbować wyciągnąć swoje dziecko, lecz mogła tylko patrzeć jak jej mąż sam próbuje to zrobić, podniósł ciężkie meble, lecz cios w plecy spowodowany urwanym żyrandolem, sprawił iż zachwiał się, i puścił segment, który przygniótł i jego zwęglone ciało. Zaczęło brakować jej tchu. Dym znajdujący się w jej płucach siał zniszczenie w ułamkach sekundy. Nie, nie mogła sobie pozwolić na chwilę słabości. Musiała coś zrobić. Bezsilna kobieta wzięła głęboki oddech zatrutego powietrza i zaczęła krzyczeć, tak jak nie krzyczała nigdy w życiu. Otworzyła oczy i ujrzała innego mężczyznę. Widziała go jak przez mgłę. Dominująca czerń, całego jego jestestwa spowodował, iż wyglądał jak nostalgiczna śmierć. Jak upadły anioł przychodzący po nią. Przyjrzała się przez chwilę jego twarzy i po chwili zrozumiała kogo widzi.

- Se… Severusie… - wyjęczała żałośnie.

Petunia nie wiedziała co ma zrobić. Czy prosić tego mężczyznę o ratunek? Czy może… Nie, nie potrafiła już myśleć. Czuła się coraz bardziej senna i senna…

Poczuła jak ciężar na jej nogach zelżał, a po chwili pochłonęła ją całkowita ciemność…

xXxXxXxXxXxXxXxXxXx

Snape biegł z kobietą przez hogwarckie korytarze, śpiesząc do swojego małego ambolatorium. W pośpiechu wymamrotał hasło. Jednym ruchem różdżki usunął resztki ubrań z jej ciała, drugim rozłożył prześcieradło na stole i delikatnie położył na nim, zmasakrowane ciało Petunii. Otworzył jedną z hebanowych szafek, i po raz kolejny pobłogosławił swoje alfabetycznie poukładane, lecznicze mikstury. Odszukał wzrokiem Nalewkę z Ostrożenia. Wylał zawartość fiolki do miski, zapalił kadzidło oczyszczające jej drogi oddechowe i zaczął przemywać kobiecie twarz a następnie resztę ciała. Eliksir ten miał za zadanie przytępić ból, wyleczyć rany, i w pewnym stopniu zapobiec tworzeniu się bliznom. Wiedział jednak, że to za mało, że blizny na jej ciele będą jej przypominać zaistniałą tragedię przez bardzo długi czas. Za trzy może cztery lata blizny będą prawie niewidoczne, wiedział jednak, że codziennie w lustrze będzie widziała całe zdarzenie, minuta po minucie, sekunda po sekundzie. Severus potrafił stworzyć miksturę na każdy ból i na każdą bliznę, lecz na jątrzącą się ranę w sercu, nawet on nie potrafił znaleźć leku.

Gdy skończył przemywać jej rany, ponownie podszedł do szafki i wyjął małą buteleczkę z silnym Eliksirem Usypiającym. Spojrzał na Petunię, która tępo patrzyła na ścianę, a świetliste łzy skapywały po jej twarzy, zostawiając błyszczące ślady. Westchnął lekko, i niemal siłą rozwarł jej usta i podał sporą dawkę mikstury. Przykrył jej ciało, drugim prześcieradłem, a gdy zgasił światło i wychodził z pracowni, Petunia już spała.

xXxXxXxXxXxXxXxXxXx

Severus nie wiedział co ma zrobić. Jak miał powiedzieć Harry'emu o tym co stało się z jego ciotką i resztą rodziny? Jak miał powiedzieć ośmioletniemu chłopcu, że jego brutalny wuj i krnąbrny kuzyn umarli? Jak miał mu powiedzieć, że Petunia przez długi czas będzie cierpieć? Sam był nieczułym draniem, i mało by go obchodziła taka rodzina, jednak jego syn uczucia odziedziczył również po czułej i dobrej Lily. Co miał mu powiedzieć? Słuchaj chłopcze potwór, który zabił Jamesa i twoją matkę odrodził się i wymordował resztę twojej rodziny prócz Petunii? Śmieszne! Jednak Snape zawsze potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji, więc z taką błahostką na pewno sobie poradzi. Po raz kolejny skierował swoje kroki ku swoim kwaterom, nie mając ochoty na ponowne spotkanie z Dumbledore'em i ciężkiej rozmowie na temat Dursley'ów. Wszedł do swojego salonu, tym razem czystszego, zapewne wysprzątanego przez Fałdkę, jego osobistego skrzata domowego. Omiótł wzrokiem cały pokój, czując w głębi duszy, że jednak czegoś tu brakuje. Jakby maleńki, brakujący element zachwiał jego całą, potężną równowagą. Po chwili do jego umysłu napłynęła jedna gwałtowna myśl. Gdzie u diabła był Harry?!

- Harry! – zawołał dość ostrym głosem. – Wyłaź do cholery!

Odczekał kilka sekund, lecz nie usłyszał nawet najmniejszego szmeru sprzeciwu, zgody czy strachu. Otworzył drzwi do łazienki lecz również tam nie było najmniejszego śladu żywego ducha. A więc chłopak pewnie śpi – pomyślał po czym podszedł do drzwi swojej sypialni i pociągnął klamkę.

To co zobaczył sprawiło iż serce podeszło mu do gardła. Strzępy ubrań leżące w sporej kałuży krwi splamiły sporą część jego zawsze lśniąco-czystej podłogi. Jego umysł zaćmiło dość nieprzyjemne uczucie - mieszanka strachu, bezsiły, gniewu i żalu.

Harry! Do diabła co się stało z Harry'm?! Gdzie był jego syn? Ledwo co się o nim dowiedział a już miał go stracić?! Nienawidził potomka Pottera całe swoje życie… Nie nie możliwe by on zginął. Nie… Nie teraz! Odwrócił się na pięcie i wybiegł ze swoich kwater jak opętany, całkowicie zapominając o zamknięciu swoich kwater. Adrenalina zamknęła mu całkowicie umysł na inne bodźce ze świata, mknął prawie zdeptując czarnego kota wędrującego po korytarzu. Nie panował nad tym gdzie biegnie, ani do kogo. Nogi same go prowadziły. Zatrzymał się dopiero przed chimerą prowadzącą do gabinetu Dumbledore'a.

- Cukrowe pióra – wypowiedział ostrym głosem, w którym dało się wyczuć nutkę bezradności.

- Hasło nieaktualne. – Odpowiedział beznamiętnie gargulec.

- Nieaktualne?! – wydarł się Snape – Mam ważną sprawę, bardzo ważną i nie obchodzi mnie…

- Hasło nieaktualne – powtórzył posąg.

- Pięknie… i gdzie teraz?! – Snape naprawdę nie wiedział dokąd lub do kogo się udać. Gdzie szukać Dumbledore'a? Jeśli Harry'emu cokolwiek się stało, to ani on ani Dumbledore mu nie wybaczy. Jedyna nadzieja całego, czarodziejskiego świata stracona przez to, że zostawił dzieciaka samego. Szansa na lepszy świat, na zgładzenie Voldemorta. Utracona. Jedyna pozostała cząstka po Lily. Ten mały, denerwujący a jednak zabawny i nie poddający chłopiec… Nie, nie możliwe… on na pewno żyje… Tak przecież nie opuścił by ich, przecież nigdy się nie poddawał… Wstał i pobiegł dalej w stronę Wieży Astronomicznej gdzie staruszek często lubił przechodzić. Minął obraz Czarnej Harietty i o mało co nie wpadł na… Dumbledore'a…

- Al… Albusie… - Wydyszał na wpół wyczerpany.

- Wszystko w porządku – powiedział Dumbledore swoim beztroskim głosem. – Chodź ze mną, pokażę ci coś niebywale interesującego.

*Ziele Ostrożenia – Innymi słowy Czarcie Żebro dostępne w każdej aptece ziołowej. Według legendy posiada magiczne właściwości, między innymi: kiedy ktoś przeklęty przemyje swe ciało w czarcim żebrze, jego moc „odczyni" zło. Dlaczego zostało tu umieszczone? Kaprys autora – piękna nazwa.