Z pozdrowieniami dla wszystkich czytelników :)

Rozdział 9.

Sonea podkuliła nogi i objęła je mocno ramionami. Parapet, na którym siedziała, był chłodny, ale nie przeszkadzało jej to. Zamyślonym wzrokiem śledziła nowicjuszy biegnących w stronę Uniwersytetu. Uśmiechnęła się do swoich wspomnień. Pamiętała stres towarzyszący egzaminom, zmęczenie i pot podczas zajęć ze sztuk walki, specyficzny zapach sali od alchemii… Gardło ścisnęło jej się z żalu za byłym mentorem. Sonea przycisnęła dłoń do bolącego z nerwów brzucha, masując go delikatnie. Ponownie zżerały ją niepewność i strach przed Gildią. Zupełnie jak kilka lat temu, kiedy Rothen przyprowadził ją tutaj jako dziką. Tylko teraz wszystkie kłopoty miała na swoje własne życzenie. Skrzywiła się, czując powracające wątpliwości. Może jednak popełniła błąd, opuszczając Imardin rok temu? Chcąc uniknąć problemów, sprowadziła na siebie jeszcze większe. Przyłożyła palce do szyby w oknie. Była grubsza niż te w slumsach, zatrzymywała więcej ciepła. Jednak ona wolała już przeszywający chłód, wilgoć w domu swojej ciotki i niezależność od tego luksusowego zamknięcia.

- Nie jesteś głodna, pani Soneo? – głos Takana wyrwał ją z zamyślenia.

Kobieta odwróciła się do sługi. Sachakanin przypatrywał jej się uważnie, analizując jej zachowanie i wygląd.

- Dziękuję, Takanie, ale nie jestem głodna – odpowiedziała cicho.

Mężczyzna zdjął z krzesła jej ubrania i przewiesił je sobie przez ramię.

- Nic dziś jeszcze nie jadłaś, pani.

- Naprawdę, dziękuję za troskę, ale nie jestem głodna.

Takan stał przez chwilę z nieobecną miną, jakby słuchał kogoś innego.

- Pan nie chce, abyś czuła się tutaj jak w więzieniu. Mówi, że jego mieszkanie jest do twojej dyspozycji. Jesteś gościem – dodał cicho.

Sonea popatrzyła zaskoczona na mężczyznę. Skąd on wie?

Zrozumienie przyszło bardzo szybko. Takan ciągle miał przy sobie krwawy kamień Akkarina, który był dobrze ukryty. Nigdy nie dowiedziała się, gdzie sługa go przechowuje. Wyprostowała się sztywno, wpatrując się w skupieniu w brązowe oczy Sachakanina. Wiedziała, że czarny mag obserwuje ją za pośrednictwem swojego sługi. Była bezsilna wobec jego kontroli nad nią i ta świadomość złościła ją najbardziej. Odwróciła głowę w stronę okna.

- A jeżeli zechcę odejść? Gość może wyjść w każdej chwili. – Sonea ze spokojem przyglądała się dwójce magów idących w stronę domu Uzdrowicieli.

Sługa wyglądał na lekko rozbawionego.

- Powiedział, że gwardziści przy Bramie z radością odprowadzą cię do domu.

Sachakanin wyszedł z sypialni i wrócił po chwili niosąc srebrną tacę zastawioną śniadaniem.

- Jesteś bardzo uparta.

Nie potrafiła powstrzymać się od krzywego uśmiechu.

- To też powiedział?

- Nie, pani. – Takan postawił tacę na małym stoliku. – Powinnaś zostać, Soneo. Odejście z Gildii w takiej sytuacji to czysta głupota, a jesteś tutaj potrzebna.

Przyjemnie kojąca woń raki wypełniła sypialnię. Kobieta zerknęła zaskoczona na służącego, który uśmiechał się do niej przyjaźnie. Pamiętał... Ostrożnie sięgnęła po szklankę. Nieprzyjemny ból brzucha ustąpił, zastąpiony ciepłem gorącego napoju. Kiedy Takan wyszedł, uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.

Może nie będzie aż tak źle.

Cery po raz kolejny zastukał w drzwi domu Jonny i ze zdenerwowaniem rozejrzał się po placu. Bystre oczy Złodzieja szukały najmniejszych oznak obecności kogoś podejrzanego. Wiele wysiłku i sprytu włożył w zgubienie człowieka Tiwary, który go śledził od rana, ale im dłużej pozostawał w jednym miejscu, tym większe było ryzyko odnalezienia.

Złodziej poczuł na twarzy prąd ciepłego powietrza, kiedy Jonna otworzyła drzwi.

- Cery? Co ty tutaj robisz? – Kobieta przyglądała mu się podejrzliwie. Wydawała się być spokojna i opanowana, ale on znał na tyle ciotkę Sonei, aby dostrzec dobrze skrywaną troskę.

- Wolałbym porozmawiać w środku.

- Chodzi o Soneę, prawda? –Jonna wpuściła Cerego do mieszkania. – Gdzie ona jest?

- Magowie ją odnaleźli. Sonea jest w Gildii.

Jonna zbladła gwałtownie.

- Jak do tego doszło?

- Nie wiem. Mogę jedynie powiedzieć, że Sonea ma wyjątkowego pecha. – Cery pozwolił sobie na drwiący uśmiech.

- Ta dziewczyna zawsze musi napytać sobie biedy – westchnęła kobieta, pocierając palcami skronie. – Wiesz, co mają zamiar z nią zrobić?

Cery spojrzał na Jonnę ze smutkiem. Zastanawiał się, czy powiedzieć jej to, co usłyszał od Akkarina, czy kłamać, że wszystko będzie dobrze. Wybrał to pierwsze.

- Z tego co wiem, sytuacja Sonei nie wygląda ciekawie. Gildia może zdecydować się na egzekucję, aby ukarać nieposłusznego Czarnego Maga. – Na widok przerażenia w oczach Jonny pożałował swojej decyzji.- Ale w to wątpię – dodał szybko. – Sonea jest potężnym magiem, Gildia z pewnością nie zechce stracić kogoś tak silnego jak ona. W obecnej sytuacji byłaby to czysta głupota. – Cery uśmiechnął się przyjaźnie do Jonny. – Znasz ją. Wpada w kłopoty, ale zawsze się z nich wydostaje.

- Obyś miał rację – mruknęła.

Złodziej sięgnął do kieszeni płaszcza, w której ciążyła mu pękata sakiewka. Podał ją zdumionej Jonnie.

- Co to jest? – Kobieta zmrużyła podejrzliwie oczy.

- Pieniądze. Znajomy Sonei chciał, żebym ci to przekazał.

Jonna pokręciła głową i spróbowała oddać Złodziejowi sakiewkę.

- Nie mogę tego przyjąć – powiedziała ostro.

- Zastanów się, Jonno! Jesteś w ciąży, niedługo będziesz potrzebowała więcej pieniędzy, aby wyżywić dwójkę dzieci, a pensja Rannela może nie starczyć. – Cery podszedł do drzwi. – Kazano mi przekazać tę sakiewkę tobie. Zwrot z pewnością nie ucieszy nadawcy. Chętnie zostałbym dłużej, ale interesy wzywają – powiedział wesoło.

Jonna prychnęła cicho.

- Nic się nie zmieniłeś, Cery.

Drzwi zamknęły się za Akkarinem z cichym trzaskiem. Rozejrzał się uważnie dookoła. Nic nie wskazywało na obecność drugiej osoby w jego mieszkaniu. Gorąco zalało jego ciało na myśl, że Sonea jest tak naprawdę na jego łasce. Odetchnął głęboko, starając się zapanować nad sobą. Akkarin zamknął oczy, czując narastające zmęczenie. Bezsenna noc i spory z Balkanem zaowocowały ociężałością umysłową i ciała. Dzisiejsza rozmowa ze Starszyzną osłabiła jego pozycję w Gildii, za którą zapłacił niezależnością. Poparcie Sarrina i Vinary było żałośnie małe w stosunku do opozycji Garrela, Balkana oraz Osena. Akkarin poczuł ponurą satysfakcję, wspominając reakcję przełożonego Wojowników na wzmiankę o wstydliwym sekrecie rodziny Wielkiego Mistrza. Przypuszczał, że Garrel przestanie od tej chwili ślepo popierać Balkana i interesy Domów mieszających się w wewnętrzne sprawy Gildii. Jednak Osen, który nie ukrywał swojej wrogości wobec Czarnego Maga, mógł jeszcze bardziej pogorszyć jego sytuację, a tym samym i Sonei…

Cichy plusk wody oderwał Akkarina od problemów. Podszedł powoli do drzwi łazienki, czując jak mija znużenie zastąpione przez pożądanie i ciekawość. Ponownie usłyszał spokojny szum wody i kobiece westchnienie pełne zadowolenia. Gorąco opanowało jego ciało, a w umyśle pojawił się obraz Sonei jęczącej z innego powodu… Chciał móc wejść teraz do łazienki bez skrepowania, móc ją dotknąć i pieścić… Otworzyć drzwi, zabrać ją do sypialni, położyć na łóżku i słuchać tego, co miałaby mu wtedy do powiedzenia… Odgłos bosych stóp na posadzce zmusił go do działania. Czarne szaty szeleściły cicho, kiedy podchodził do szafki, w której trzymał wino. Ciemne Anuren posłusznie przelewało się z butelki, napełniając kieliszek. Postanowienie ograniczenia alkoholu posypało się niczym domek z kart. Problemy z Gildią, pragnienie bliskości i niezaspokojone pożądanie ukoił jednym długim łykiem, opróżniając kieliszek do połowy.

- Panie, wino to nie woda. Należy je pić powol m.

Akkarin wyprostował się i odwrócił twarzą do Takana, który patrzył na niego z dezaprobatą. Odłożył kieliszek na kredens. Służący położył srebrną tacę na stole i zaczął rozstawiać talerze i sztućce

- Nie jesteś zadowolony z przebiegu rozmowy ze Starszyzną? – Takan przetarł ściereczką dwa nienagannie czyste kieliszki.

- Larion jest święcie przekonany, że to ja jestem winien śmierci jego córki – mruknął Akkarin, zajmując miejsce przy stole. – A Balkan z pewnością wykorzysta tragedię rodzinną do przekonania Starszyzny, aby wybrali za moimi plecami drugiego Czarnego Maga.

Sachakanin prychnął z pogardą.

- Skąd miałeś wiedzieć, że Tiwara włamie się do domu rodziny Temerian. Zabranie Sonei do Gildii było najlepszym wyjściem.

- Dla Lariona puszczenie dzikiego i uratowanie życia magowi jest równe zgwałceniu i zamordowaniu jego córki. – Akkarin przesunął palcem wskazującym po smukłej szyjce kieliszka. – Gdyby Balkan nie chciał handlarza przesłuchać, to pozbyłbym się Tiwary…

- Kogo?

Akkarin podniósł oczy na stojącą w progu salonu Soneę. Kobieta wpatrywała się w niego ciekawie. Mokre włosy opadały jej na ramiona, policzki miała zaczerwienione od gorącej wody. Czarny mag powiódł spojrzeniem w dół, na wilgotną koszulę. Tylko ją miała na sobie. Materiał był cieńszy niż przypuszczał i w dobrze oświetlonym pokoju jej kształty były idealnie widoczne. Skupił na niej swój wzrok, chcąc przyjrzeć się kobiecie dokładniej. Widział smukłą talię, płaski brzuch i zarys piersi… Oddech Akkarina przyspieszył. To wszystko było tak blisko, wystarczyło tylko wstać i podejść do niej.

Sonea zadrżała pod wpływem natarczywego spojrzenia maga. Widziała jak próbuje ukryć swoje zainteresowanie. Ta świadomość budziła w niej gniew, a zarazem dawała poczucie satysfakcji. Czarny mag nie odpowiedział na jej pytanie, tylko wskazał miejsce naprzeciwko siebie.

- Usiądź, Soneo.

Nie spuszczając czujnego spojrzenia z Akkarina, Sonea zajęła miejsce przy stole. Do salonu ponownie wszedł Takan. Po pokoju rozszedł się przyjemny zapach egzotycznych przypraw, kiedy służący postawił przed nimi parujące talerze. Małe półmiski i wyszukane potrawy przypominały Sonei ich wspólne obiady w Rezydencji. Posiłki przygotowywane przez kuchnię Gildii nie były aż tak wykwintne. Przypuszczała, że wspaniały obiad zawdzięcza sachakańskiemu służącemu. Spojrzała pytająco na Akkarina. W jego oczach pojawiły się iskierki rozbawienia.

- Takan nadal dla ciebie gotuje? – spytała, nakładając sobie małe ilości każdej potrawy.

Na ustach mężczyzny pojawił się dobrze jej znany półuśmiech.

- Nie pozwolił odciągnąć się od garnków i przypraw. – Mag sięgnął po butelkę wina. – Napijesz się?

Sonea wpatrywała się w Ciemne Anuren, czując przechodzący przez jej ciało dreszcz. Nie przypuszczała, że jeszcze kiedyś wypije z nim to wino.

- Chętnie – powiedziała, podając mu kieliszek.

Gorzko-słodki płyn przyjemnie zagrzał i rozluźnił jej ciało. Ciemne Anuren jeszcze nigdy jej tak nie smakowało, nawet wtedy, gdy piła je z Vanirem. Posiłek minął w milczeniu. Sonea nie zauważyła, kiedy opróżnili pół butelki. Takan pojawił się po raz kolejny, aby zabrać naczynia. Zanim opuścił salon, rzucił im zmartwione spojrzenie. Akkarin usiadł wygodniej na krześle i wpatrywał się w nią otwarcie.

- Naprawdę, Soneo, uważasz, że nie masz mi nic do wyjaśnienia? – mruknął cicho, kołysząc kieliszkiem w prawej dłoni.

- Przecież ci powiedziałam, gdzie przebywałam. – Sonea z niezmąconym spokojem wygładziła drobne zagniecenie na koszuli. – Kiedy dostanę swoje ubrania?

- Takan dał je do prania. Jutro rano z pewnością odzyskasz swój płaszcz i spodnie. – Mag upił łyk wina. – Wytrzymasz jeszcze ten wieczór w samej koszuli.

- A jeśli nie? – Kobieta rzuciła mu wyzywające spojrzenie.

- Nie każę ci w niej chodzić – zadrwił. – Myślałem, że po winie zrobisz się bardziej rozmowna.

- Zawiedzony?

- Odrobinę. – Akkarin spojrzał na nią z ukosa. – Spróbujemy inaczej. Balkan był delikatnie mówiąc niezadowolony z mojej decyzji.

- Jakiej?

- Pozwoliłem uciec mężczyźnie, z którym walczyłaś.

Sonea wzdrygnęła się.

- To był Ichani, prawda?

- Dlaczego miałbym odpowiadać na twoje pytania, skoro ty nie chcesz na moje? – Mag oparł podbródek na dłoni. Jej milczenie złościło go. – Czy tak ciężko jest ci ze mną rozmawiać? – warknął cicho. – Czy tak trudno jest ci wyjaśnić, jak przeżyłaś zawalenie dachu na Uniwersytecie?!

Kobieta zapatrzyła się w kieliszek i tańczący w nim bordowy płyn.

- Miałam szczęście.

Tą odpowiedzią rozsierdziła go jeszcze bardziej.

- Posłuchaj uważnie – syknął. – Balkan i jego rodzina są wściekli na mnie i na ciebie. W ich mniemaniu ratując twoje życie, pozwoliłem tamtemu mężczyźnie zabić bratanicę Wielkiego Mistrza. Znajomość czarnej magii i ucieczka nie poprawiają twojej sytuacji. Jutro z rana odbędzie się Przesłuchanie w twojej sprawie. Jeżeli ich nie przekonasz, zażądają twojej śmierci! Nadal chcesz milczeć, Soneo?!

- Uciekłam z walącego się Uniwersytetu – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Nie pamiętam już jak. Wszystko działo się tak szybko… - Spuściła wzrok pod wpływem jego miażdżącego spojrzenia.

Krzesło zaszurało cicho, kiedy Akkarin wstał od stołu. Szybko znalazł się przy niej. Jego chłodne place ujęły Soneę za podbródek i zmusiły ją do patrzenia mu w oczy.

- Kłamiesz. – Twarz maga była bardzo blisko jej. Czuła na swojej skórze oddech mężczyzny przesycony wonią wina.

- Uczyłam się od najlepszych – odparowała.

Czarny mag uniósł wyżej jej głowę, nie pozwalając się wyrwać. Ciemne oczy przewiercały ją na wylot.

- Kłam, jeżeli chcesz, Soneo – wysyczał. – Balkan zarządził badanie prawdomówności na jutrzejszym Przesłuchaniu. Ja odczytam twoje myśli.

Sonea poczuła, jak chłód przenika przez jej ciało. Wiedziała aż za dobrze, jak to będzie wyglądało. Akkarin wniknie do jej umysłu, przejmie kontrolę nad jej wspomnieniami. Nie zdoła przed nim ukryć niczego. Nawet tych najbardziej osobistych myśli.

- Po co mam ci odpowiadać, skoro jutro wydobędziesz ze mnie wszystko co cię interesuje? – Patrzyła na niego z bezradną złością.

Uścisk dłoni maga na jej twarzy zelżał.

- Gdybyś ze mną porozmawiała, łatwiej przyszłoby nam rozegrać to Przesłuchanie. Gildia nadal nieufnie podchodzi do czarnej magii. Mogą ci nie uwierzyć, nawet wtedy, gdy przeczytam twoje myśli. Wiesz, jaka może spotkać cię kara.

- Jeżeli ich przekonam, to co wtedy?

- Starszyzna naciska na mnie, żebym wybrał drugiego Czarnego Maga. Będę się starał, aby zaakceptowali ciebie na tym stanowisku. W najgorszym razie zablokują twoją moc.

Sonea zmarszczyła brwi.

- Nie zostanę Czarnym Magiem, nie pozwolę znów się tutaj zamknąć – powiedziała twardo.

- Wolisz, aby związali twoją magię?

Zawahała się.

- Ja jestem Uzdrowicielką, Akkarinie. Jako Czarny Mag nie mogłam leczyć. Możliwość pomagania ludziom była najważniejszym powodem, dla którego wstąpiłam do Gildii.

- Dlatego odeszłaś?

Sonea odwróciła głowę, unikając kontaktu wzrokowego.

- Tak.

Akkarin zmrużył oczy. Znał ją na tyle dobrze, aby wiedzieć, że nie mówi całej prawdy.

- Czy to wszystko?

- Prawie – powiedziała wymijająco.

Bezradność wobec jej uporu i nieufności potęgowały jego gniew. Wpatrywał się w jej brązowe oczy, chcąc odnaleźć w nich resztę ukrytej prawdy.

- Puścisz mnie? – Sonea położyła palce na jego dłoni, starając się rozluźnić uścisk. – Jest już późno, a ja chciałabym się wyspać.

Akkarin puścił ją, pozwalając jej wstać.

- Oczywiście. – Mag patrzył, jak kobieta kieruje swoje kroki w stronę jego sypialni. Rozbawiła go jej pewność siebie. – Nie wiedziałem, że chcesz spać ze mną w jednym łóżku – zakpił.

Sonea popatrzyła na niego zaskoczona. Starała się powstrzymać zażenowanie, które lada chwila miało wywołać rumieniec na jej twarzy. Głupiutka jesteś, Soneo. Odstąpił ci swoje łóżko na tą jedną noc. Akkarin podszedł do drzwi mieszczących się po lewej stronie od wejścia do salonu.

- Chodź tutaj, Soneo.

Czarny mag wprowadził ją do małego pokoju. Musiała zmrużyć oczy, kiedy utworzył kulę świetlną. Pod ścianami ustawiono regały z książkami, a w pobliżu okna stała wygodna kanapa.

- Mieszkania magów zawsze mają dodatkowy pokój, który najczęściej przeznaczony jest dla gości. Ja urządziłem w nim bibliotekę.

Sonea z zaciekawieniem podeszła do jednego z regałów, śledząc wzrokiem tytuły książek. Niektóre z nich były jej znane z Rezydencji.

- Uszczupliłeś zbiory Wielkiego Mistrza. – Pokręciła głową z rozbawieniem.

Na twarzy Akkarina pojawił się cień uśmiechu.

- Owszem. Balkan głośno protestował, kiedy zabrałem ze sobą część książek. Jednak wziąłem tylko te egzemplarze, które sam przyniosłem do Rezydencji. – Zamyślił się na chwilę. – Nie przypuszczałem, że jeszcze kiedyś będę z kimś dzielić mieszkanie, ale ten pokój powinien dobrze służyć tak drobnej osóbce jak ty – w głosie Akkarina pojawiła się bardziej przyjazna nuta. – Takan zaraz tutaj przyjdzie.

Rybackie kutry kołysały się na wodzie, uderzając głucho o kamienną przystań. Cery rozejrzał się po otaczających ich starych magazynach. Bogatszą i weselszą część portu dawno zostawili za sobą.

- Jesteś pewien, że to tutaj? – wymamrotał Złodziej.

Gol skinął głową w odpowiedzi i poprowadził go przez zawiły labirynt pustych i obskurnych uliczek. Mijali po drodze stare rudery, które wydawały się bliskie zawaleniu. Ich interesował najbardziej zniszczony magazyn znajdujący się na końcu małego skweru. Wielkolud wszedł do rozlatującego się kramu i wyprowadził Cerego na dach budynku, skąd mogli obserwować zdarzenia pozostając niezauważonymi.

Z magazynu wyszło czterech mężczyzn. Jeden z nich prowadził za uzdę konia, który ciągnął kryty wóz. Odgłos kopyt uderzających o kamień brutalnie przerwał nocną ciszę. Wysoki człowiek odrzucił do tyłu kaptur płaszcza. Mdły blask księżyca i światło pochodni pozwoliły im zobaczyć twarz mężczyzny, którego skóra miała brązowy kolor.

- To nie Tiwara – powiedział Cery, przyglądając się nieznajomemu. – Jednak jest do niego uderzająco podobny…

- Handlarz jest przebiegły – mruknął Gol. – Ten człowiek to jego sobowtór. Przefarbowali mu skórę – wyjaśnił, widząc pytającą minę Złodzieja.

Cery prychnął.

- Tiwara jest czarnym magiem – wycedził. – Jego plan wyjdzie na jaw, gdy tylko zaistnieje konieczność posłużenia się mocą!

Ochroniarz w milczeniu skinął głową w stronę magazynu, z którego wyprowadzono młodą kobietę. Skąpa sukienka i wyzywający makijaż wskazywały, że dziewczyna trudni się najstarszym zawodem świata.

- Teraz zrób tak, jak cię uczyłem. – Do sobowtóra podszedł drugi zakapturzony mężczyzna. Mówił z innym, szorstkim akcentem.

- Tiwara – stwierdził Cery, jeszcze uważniej obserwując ludzi przed magazynem.

Sobowtór z lekkim wahaniem podszedł do kobiety, którą przytrzymywał potężnie zbudowany mężczyzna. Nie miała najmniejszych szans na ucieczkę. Człowiek o przefarbowanej skórze wyjął zza pasa zakrzywiony sztylet i przyłożył go do szyi kobiety. Dłoń drżała mu lekko.

- Nie płacę ci za rozczulanie się nad dziwką! – warknął Tiwara, podchodząc do mężczyzny. – Pobierz od niej moc! Przestań się wahać, bo to może kosztować cię życie. Rusz się, do cholery!

Sobowtór zrobił płytkie nacięcie na skórze kobiety, która zaczęła się gwałtownie szarpać. Palce mężczyzny zacisnęły się na smukłej szyi. Oczy ladacznicy wyszły na wierzch, a po chwili jej ciało znieruchomiało. Na brukowaną ulicę spadło kilka kropel krwi. Tiwara poklepał zdruzgotanego mężczyznę po ramieniu.

- Doskonale się spisałeś, mój uczniu. – Handlarz podniósł głowę, zwracając się do dwójki stojącej przy wozie. – Zabierzcie nas do spylunki pod Złotymi Dachami!

Cery przyłożył dłoń do czoła, oddychając głęboko. Wszystko się skomplikowało. Od teraz poszukiwania handlarza miały stać się jeszcze trudniejsze. Tiwara wyszkolił drugiego czarnego maga, który niedługo dorówna mu bezwzględnością. Żołądek podszedł Ceremu do gardła na myśl, że liczba zabójstw w Imardinie może drastycznie wzrosnąć.

- Obstaw całą spylunkę naszymi ludźmi – rzucił do Gola. – Chcę wiedzieć o tym sobowtórze wszystko. Dosłownie wszystko! Ten człowiek ma przez całą dobę być śledzony! – Złodziej podniósł się gwałtownie, nie oglądając się na swojego ochroniarza.

Samotnie stała pośrodku sali w Radzie Gildii. Z każdej strony otaczało ją morze szat. Starszyzna zajęła miejsce dokładnie naprzeciwko Sonei. Wielu magów wpatrywało się w nią z niepokojem i nieufnością. Wśród zgromadzonych dostrzegła Regina. Młody Wojownik wykrzywił pogardliwie wargi, przyglądając się jej. Sonea wyprostowała się dumnie. Nie chciała wyglądać jak ktoś winny. Powiodła wzrokiem po pozostałych magach. Spojrzenie kobiety zatrzymało się na Mistrzu Dannylu. W oczach Alchemika widziała głęboką zadumę i współczucie, ale uśmiechał się do niej przyjaźnie.

- Prawo Krain Sprzymierzonych zabrania posługiwania się magią bez wiedzy Gildii. Złamałaś tą zasadę, Czarny Magu Soneo – powiedział zimno Balkan, kładąc nacisk na jej tytuł. – Czy wiesz jaka kara ci grozi?

- Wiem – odpowiedziała spokojnie, patrząc Wielkiemu Mistrzowi prosto w oczy.

- Mimo znajomości prawa zdecydowałaś się uciec…

- Odejść, Wielki Mistrzu – poprawiła go głosem pełnym niechęci. Kątem oka dostrzegła Akkarina. Jego ciemne oczy pozostawały nieprzeniknione, a wyraz twarzy obojętny.

- Powiedz, co tobą kierowało, Soneo? Dlaczego postanowiłaś odejść, jak to ujęłaś.

Zacisnęła mocno usta. Nie będzie się tłumaczyć, nie zrobiła nic złego. Chciała jedynie normalnie żyć, wykonując pracę, którą kochała. Chciała być wolna…

Balkan zmarszczył brwi z niezadowoleniem.

- Twój upór i duma nie pomogą ci, Soneo. Jeżeli sama nie złożysz wyjaśnień, Czarny Mag Akkarin odczyta twoje myśli, co zrobi i tak, aby sprawdzić twoją prawdomówność.

Na sali panowała cisza przesycona napięciem. Jej serce waliło w piersi, utrudniając złapanie oddechu.

- Wyjaśnienia to jedynie starta czasu, skoro Akkarin ma zobaczyć to samo w moim umyśle, Wielki Mistrzu.

Przez salę przebiegł szmer zaskoczenia. Magowie szeptali do siebie, gestykulując gorączkowo. Uśmiechnęła się krzywo do siebie. Wolała już zmagać się z Akkarinem w ciszy złączonych umysłów niż godzić się na publiczne tłumaczenia, których oni i tak nie zrozumieją.

- Jeżeli taka jest twoja decyzja – Balkan skinął głową w stronę Akkarina.

Sonea odetchnęła głęboko, chcąc przygotować się na czekające ją badanie prawdomówności. W czarnych oczach zbliżającego się do niej mężczyzny dostrzegła dobrze skrywaną zawziętość. Wiedziała, że jej nie odpuści. Kolejny raz nabrała powietrza do płuc. Potrzebowała spokoju i wyciszenia. Strach i panika przed niewyczuwalną obecnością w umyśle ułatwiały czarnemu magowi przejmowanie kontroli nad wspomnieniami. Ona nie zamierzała dawać mu takiej władzy nad sobą.

Akkarin stanął przed Soneą, obserwując jak stara się powściągnąć niepewność i wszystkie obawy tak dobrze widoczne w jej dużych brązowych czach. Jego blade palce zacisnęły się mocno na skroniach kobiety. Mag zamknął oczy i wniknął do jej umysłu nie zwracając najmniejszej uwagi na bariery obronne.

Otaczała go jej świadomość. Wyczuwał koncentrację Sonei na wyregulowanym oddechu. Zaskoczył go jej wewnętrzny spokój. Wysłał obraz siebie samego uciekającego z walącego się Uniwersytetu. Umysł Sonei odpowiedział instynktownie, pokazując zdarzenia widziane z jej perspektywy. Akkarin już miał uchwycić ten obraz, kiedy pojawił się opór. Mag zacisnął jeszcze mocniej palce na skroniach kobiety i skupił całą swoją wolę na pozostaniu niezauważonym w jej umyśle. Z satysfakcją wyczuł panikę Sonei, kiedy wychwycił wspomnienie ucieczki z Uniwersytetu.

Widział, jak zaczyna rozumieć, że nie zdąży dobiec do wyjścia. Zdesperowana zaczęła szukać wzrokiem jakiejś kryjówki. Znalazła. Niepozorna wnęka w ścianie okazała się wejściem do tuneli biegnących pod Uniwersytetem. Wilgotne korytarze pięły się coraz wyżej. Delikatny wiaterek muskał jej twarz, gdy zbliżała się do wyjścia. W końcu wydostała się z podziemnej siatki przejść. Znalazła się przy źródle…

Sonea ponownie zablokowała wspomnienie, wysyłając mu obraz siebie przygotowującej leki z ziół. Wiedział, że próbuje uniemożliwić mu jego zadanie.

~ Przestań stawiać mi opór – Zwiększył nacisk na jej umysł, powracając do czytania wspomnień kobiety. – Pokaż mi, co wydarzyło się później.

Wysłała mu obraz siebie siedzącej na półce skalnej. Była zagubiona. Gildia przestała być domem, stała się więzieniem. Chciała odejść.

~ Dlaczego, Soneo?

Kobieta podsunęła mu inne wspomnienie tym razem jeszcze bardziej nasycone emocjami. Akkarin uświadomił sobie, że do tej pory nie zwracał większej uwagi na uczucia Sonei, interesowały go same wydarzenia. Chwycił mocno obraz, starając się wychwycić jej emocje. Najsilniejsze było poczucie osamotnienia. Po śmierci Rothena i Dorriena nie miała tutaj już nikogo bliskiego. Jonna z rodziną mieszkała w slumsach, a ona jako Czarny Mag nie mogła swobodnie poruszać się po Imardinie. Ograniczenie wolności uniemożliwiło jej leczenie bylców. Była Uzdrowicielem i kochała swoją pracę. Odcięcie jej od pacjentów sprawiło, że przestała odczuwać jakąkolwiek więź łączącą ją z Gildią. Było coś jeszcze, coś intymnego, co chciała przed nim ukryć…

Wyczuwając jego zainteresowanie, Sonea zmieniła wspomnienie.

Trzymała na kolanach małe dziecko, które było chore. Przyłożyła dłoń do małego czułka, lecząc gorączkę i stan zapalny. Maleńkie rączki chwyciły rąbek zielonego rękawa jej płaszcza.

Akkarin nigdy nie przypuszczał, że tyle radości i dumy mogło jej dawać uzdrawianie i noszenie szmaragdowej szaty. W oczach Sonei, Uzdrawianie było najszlachetniejszą dyscypliną.

~ Odeszłaś, ponieważ odsunięto cię od obowiązków Uzdrowicielki?

~ Tak.

Akkarin był świadomy, że to nie wszystko. Istniało drugie dno.

~ Co jeszcze ukrywasz?

~ Nic – jej mentalny głos był pozornie spokojny.

~ Soneo, wiem, że nie mówisz wszystkiego! – Akkarin wzmocnił nacisk na jej umysł.

~ Chciałeś poznać najważniejsze powody, więc ci je pokazałam.

~ A pozostałe?

~ To moja prywatna sprawa. Nie masz prawa żądać tego ode mnie! Wiesz, że nie okłamuję cię, manipulując przy swoich wspomnieniach!

Zanim zdążył jej odpowiedzieć, pokazała mu serię obrazów. Spotkanie z Cerym i rodziną przed wyjazdem, podróż statkiem na wyspę Vin. Pozwolił jej prowadzić się przez wspomnienia, bo to wszystko wiedział. Dopiero, gdy pokazała mu postać kobiety w średnim wieku, przejął kontrolę nad wspomnieniem. Dowiedział się, że Sonea przez rok mieszkała z zielarką, poświęcając się zajęciu, którego pozbawiono ją w Gildii – uzdrawianiu. Prawie przestała korzystać z magii. Wiedza zdobyta na Uniwersytecie i nauki zielarki pozwoliły jej leczyć bez użycia mocy. Akkarin przeglądał inne wspomnienia dotyczące jej życia w Iliamie. W końcu natknął się na szereg obrazów, które go zainteresowały - znajomość Sonei z siostrzeńcem zielarki. Przyjaźń z młodym marynarzem bardzo szybko zaczęła prowadzić do czegoś więcej. Uczucia, którego nie chciała i się obawiała. Vanir był jedynie przyjacielem, nikim więcej. Nie chciała go tak bardzo jak…

~ Jak kogo, Soneo?

Kolejnym obrazem starała się odwrócić jego uwagę.

Czarne niebo, chłodny wiatr muskający jej twarz i przynoszący zapach morza. Bordowe wino przyjemnie odcięło ją od zmartwień i rozsądku. Dłonie marynarza pieszczące jej ciało, jego wargi przesuwające się po szyi. Pragnienie bliskości obudziło wyobraźnię, która wszystko zmieniła. Teraz była pieszczona przez kogoś innego. Kogoś dobrze znanego i obcego zarazem. Jęk wyrywający się z jej ust, cichy szept i budząca się świadomość, że musi go zatrzymać. Nie pozwoliła Vanirowi na taką bliskość.

Sonea gwałtownie zmieniła wspomnienie. Teraz oglądał wydarzenia od decyzji o powrocie do Imardinu aż do walki z Sachakaninem. Później pokazała mu swoją rozmowę z Cerym, krótki pobyt u Jonny i Czystkę. Wszystkie obrazy przemykały przez jej umysł szybko, nie zdołał uchwycić towarzyszących im emocji ani jej przemyśleń.

~ Zatrzymaj się, Soneo.

Posłuchała.

~ Czy dowiedziałeś się wszystkiego, czego chciałeś? Zaspokoiłam twoją ciekawość?

~ Nie, ale na dziś starczy. – Akkarin zawahał się na chwilę. Miał już dość karuzeli wspomnień. – Po zawaleniu się Uniwersytetu wołałem cię mentalnie.

~ Wiem.

~ To dlaczego nie odpowiedziałaś?! – spytał gniewnie.

Umysł Sonei wypełniła silna gama emocji, którą starała się przed nim ukryć. Do Akkarina dotarło jedynie echo jej żalu i poczucie wykorzystania. Nie zdążył dowiedzieć się, do kogo żywiła tyle urazy, bo wszystko się zmieniło. Przywołała obraz siebie biegnącej przez las otaczający Gildię. Słyszała, jak ją woła, ale nie odpowiedziała. Myślała jedynie o tym, aby odejść. Akkarin już miał zadać jej kolejne pytanie, kiedy poczuł silne szarpnięcie. Wycofał się z umysłu Sonei i otworzył oczy. Obok niego stał Osen, który zaciskał dłoń na jego ramieniu.

- Dowiedziałeś się czegoś istotnego?

Akkarin spojrzał na stojącą przed nim Soneę. Była blada i wyglądała na zmęczoną. Delikatnie zabrał palce z jej skroni.

- Owszem – odpowiedział z zamyśleniem, nadal wpatrując się w kobietę.

- Czy stanowi dla nas jakieś zagrożenie? – Administrator patrzył nerwowo na Czarnego Maga.

Akkarin prychnął lekceważąco.

- Twoje obawy są absurdalne, Osenie. Sonea jest otoczona przez ponad osiemdziesięciu magów. – Akkarin ostatni raz rzucił jej oceniające spojrzenie i odszedł w stronę miejsc zajmowanych przez Starszyznę.

Nikt mu nie przerwał, kiedy spokojnym głosem opowiadał, czego dowiedział się z umysłu Sonei. Dopiero po przeczytaniu jej myśli zrozumiał, ile dla niej znaczyły uzdrawianie i niezależność. Starał się wyjaśnić Starszyźnie wszystkie powody, które nią kierowały. Vinara uśmiechnęła się smutno, kiedy wspomniał o pracy Sonei u zielarki, ale Balkan nie wyglądał na przekonanego.

- Jesteś pewien, że nie posługiwała się czarną magią?

Akkarin skinął głową.

- Sonea rzadko używała swojej mocy w ciągu tego roku.

Sarrin otworzył szeroko oczy ze zdumienia.

- Nie rozumiem – powiedział, kręcąc głową. – Jak mag może przestać posługiwać się swoim darem?

- Dla Sonei najważniejsza była wiedza, dzięki której nadal mogła leczyć. Przypuszczam, że jej niechęć do stosowania magii brała się z pragnienia odcięcia się od przeszłości.

Balkan westchnął cicho i potarł dłonią czoło.

- Teraz pozostało najważniejsze. Musimy zdecydować, co z nią zrobić.

- Sonea powinna zostać w Gildii jako Czarny Mag – powiedział Akkarin tonem nieznoszącym sprzeciwu.

- Za złamanie prawa powinna zostać ukarana, a nie, nagrodzona! – wycedził Garrel.

- Ograniczenia związane z tym stanowiskiem będą dla niej najskuteczniejszą karą. Poza tym miałem do końca miesiąca wybrać drugiego Czarnego Maga. Sonea jest najlepszą kandydatką. Udowodniła, iż nie kieruje się korzyścią osobistą i jest całkowicie wolna od jakichkolwiek wpływów. – Akkarin patrzył wyczekująco na mężczyznę w białych szatach.

- Twoje słowa brzmią rozsądnie, Czarny Magu, ale Garrel też ma dużo racji.

Akkarin ze zniecierpliwieniem zabębnił palcami o oparcie krzesła.

- Nie widzę żadnego innego maga na tym stanowisku i nie zgodzę się uczyć nikogo innego wybranego przez was.

- Bronisz jej, bo to twoja była nowicjuszka! – krzyknął Garrel. – Złamała prawo i musi ponieść karę. Ty chcesz ją wynagrodzić!

- Zostanie ograniczona jej wolność i będzie kontrolowana przeze mnie. Jako Czarny Mag przestanie wykonywać zadania Uzdrowicieli. Gdzie tu widzisz nagrodę? Bronię jej, ponieważ za odejście z Gildii nie można karać śmiercią czy związaniem mocy, zwłaszcza, że Sonea nikogo nie skrzywdziła. Przypomnę ci, Garrelu, że to twój były nowicjusz znęcał się nad bylcem podczas Czystki, nie moja podopieczna!

- Dosyć! – warknął Balkan. – Jeżeli Sonea miałaby zostać w Gildii na proponowanym przez ciebie stanowisku, to czym zajmowałaby się na co dzień? Główne funkcje Czarnego Maga pełnisz ty, Akkarinie, i wolałbym, aby na razie tak pozostało.

- Była wspaniałą Uzdrowicielką – powiedziała Vinara z zamyśleniem. – Szkoda byłoby marnować jej talent. Sonea mogłaby pomagać w Domu Uzdrowicieli.

- Nie powinna być w pobliżu potencjalnych źródeł mocy. Uciekając, pokazała, że nie można jej do końca ufać.

Słowa Balkana oburzyły Vinarę.

- Nie pozwolę zmarnować ci jej wiedzy! – głos Uzdrowicielki zabrzmiał ostro. – Potrzebuję każdej pary rąk do pracy! Sonea zajmie się wyrobem leków. Zgadzam się z Czarnym Magiem; brak możliwości uzdrawiania mieszkańców slumsów będzie dla niej największą karą. Sonea znajdzie się pod kontrolą moją i Akkarina.

Balkan patrzył przez chwilę nieobecnym wzrokiem przed siebie.

- Czy są inne propozycje? – spytał w końcu, przypatrując się w skupieniu pozostałym członkom Starszyzny. Odpowiedziało mu milczenie. – W taki razie głosujemy.

Dźwięk gongu rozszedł się po sali, ucinając rozmowy. Sonea z napięciem wpatrywała się w Administratora.

- Po zbadaniu myśli Sonei przez Czarnego Maga Akkarina, Starszyzna uznała, że może ona zostać z powrotem przyjęta do Gildii, ale pod pewnymi warunkami. – Osen spojrzał na nią uważnie. – Zostanie drugim Czarnym Magiem pod ścisłą kontrolą Akkarina oraz nie będzie mogła pełnić funkcji Uzdrowiciela. Popierających tą decyzję proszę o utworzenie kul świetlnych.

Sonea ze zdziwieniem obserwowała, jak coraz więcej pulsarów wznosi się ku sklepieniu sali. Wśród magów dostrzegła uśmiechniętą twarz Mistrzyni Tyi i Dannyla, który nie ukrywał swojego zadowolenia.

- Kto jest przeciw? – Osen ze zmarszczonym czołem wpatrywał się w błyszczące czerwonym blaskiem kule świetlne. Sonea z ulgą odkryła, że jest ich mniej. – Większość głosowała za.

Kobieta z satysfakcją obserwowała Regina, który wyglądał tak, jakby ktoś sprzątnął mu sprzed nosa główną nagrodę na loterii. Jej rozbawienie wyparowało natychmiast, gdy Balkan wstał ze swojego miejsca. Serce kobiety zaczęło bić nienaturalnie szybko.

- A cz ty przyjmujesz decyzję Starszyzny i wiążące się z nią konsekwencje, Soneo?

Zacisnęła usta. Jej karą było zamknięcie w Gildii, odcięcie od rodziny i wolności. Utrata niezależności bolała, ale jeszcze bardziej dotknął ją zakaz dotyczący jej pasji – uzdrawiania. Za Balkanem widziała Akkarina, który wpatrywał się w nią intensywnie.

Podniosła głowę, wbijając spojrzenie pełne spokoju i ukrytej przekory w Balkana.

- Przyjmuję decyzję Starszyzny.