A/N: Bez zbędnego owijania. Zapraszam do czytania!

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział IX
Bitwa o Magnolie – Nadzieja

Wszystkim mieszkańcom, którym udało się schronić przed wrogiem, to schronili się w tunelu pod budynkiem gildii. Niektórzy magowie nie chcieli zejść w bezpieczne miejsce. Obserwowali przed wejściem do budynku, jak w środku miasta trójka potężnych magów dzielnie stawia czoła potworom w walce, która zadecyduje o przyszłych wydarzeniach. Na niebie lał deszcz, pioruny waliły, jednak nie miało to żadnego znaczenia, nie uginała się żadna ze stron, tylko wciąż nieprzerwanie napierała.

Mistrz jednej z najsilniejszej gildii w Królestwie Fiore przestał zwracać uwagę, że od jego ciosów i stąpnięć miasto ulegało coraz większym zniszczeniom. Wiedział, że jeśli nie da z siebie wszystkiego to nikogo nie uratuje. Jego wnuk Laxus Dreyar dzielnie wspomagał swojego dziadka, a tuż przy nim wspierała go Mirajane Strauss. W tej walce można było dostrzec straszliwie, silną wolę walki, która napędzała ich, która dawała im siłę przeciwko wrogom.

.


Pięć smoków otoczyło Mistrza, który miał ograniczone pole widzenia po utracie jednego oka. Mirajane używając swoje demonicznej magii odrzuciła jedną bestię, po czym skumulowaną magię wystrzeliła i dobiła smoka.

Laxus skakał z jednego smoka na drugiego rażąc ich piorunami, gdy tylko ujrzał, że dziadek został otoczony przez przeciwników, to wystrzelił olbrzymią, stworzoną w wyładowań elektrycznych włócznię, która przebiła, aż dwa smoki. Pozostałą dwójkę złapał w obie dłonie mistrz i zmiażdżył je nim zdołały cokolwiek zrobić. Kiedy to Laxus na chwilę przystopował, by złapać oddech, to jeden ze smoków runął na niego, gdyby nie Mirajane, która w ostatniej chwili wystrzeliła w jego kierunku pocisk ciemnej energii- ratując mu przy tym życie.

– Dzięki, Mira!

– Pilnuj się!

Nie czekając na nic, ruszyli ku swoim smokom. Walczyli jakby byli niezwyciężeni. Ciosy padały jedne za drugim, nie było widać zwycięzcy w tej walce. Dwójka młodych członków gildii miała olbrzymie pokłady wytrzymałości, lecz w przeciwieństwie do ich mistrza, który coraz bardziej tracił na sile - nie wróżyło to nic dobrego. Ta jedna chwila w której Makarov Dreyar chwycił się prawą dłonią za serce, przypieczętowała jego los. Smoki jak oszalałe rzuciły się na jego krtań.

– Co?! – krzyknął Laxus na widok atakowanego dziadka. Od razu ruszył w jego kierunku. Wiedział, że opuścił gardę przez atak serca. – Dziadku! – Runął w głąb siedliska bestii, które krążyły wokół mistrza.

Tuż za nim Mira skoczyła, by wesprzeć Laxusa. Zadawali ciosy w gniewie, by odgonić smoki od mistrza. Rana była zbyt głęboka.

– Ucieka...jcie – ostatkiem sił wypowiada swoje słowa Makarov.

– Nie ma mowy! – odparł Laxus. Widać było, że Laxus wpadł w istny amok.

– Zostawi...am wam gildię. – Olbrzymie ciało mistrza upada, niszcząc cały teren znajdujący się pod nim.

– Nie! – krzyczą Laxus i Mirajane.

Jego ciało powoli zaczęło się zmniejszać. Świadczyło to o tym, że magia go opuściła, a przede wszystkim opuściło go życie. Latające potwory rzuciły się w jego kierunku. Rozszarpały go w jednej chwili.

– Wy... wy! – Laxus już, by zaatakował, gdyby nie Mira, która złapała go i zaczęła lecieć w kierunku gildii.

– Mira?! Co ty robisz?! Nie może... – Dostrzegł łzy na twarzy Mirajane.

– To koniec... Laxus. Nic nie możesz... zrobić. - Spojrzał w jej oczy, wiedział co czuje, jednak uczucie bezsilności go pochłaniało. Mira wleciała z nim do budynku gildii, gdzie dostrzegła pozostałych członków. Ujrzała ich wyraz twarzy, nie musiała nawet się zastanawiać. Oni widzieli to samo i czuli to samo.

– Magnolia upadła, ale... – wszyscy spojrzeli na Laxus'a – ... tak długo jak my żyjemy, to nie koniec!

Słuchając jego słów, dostrzegli w nim ich mistrza. Tak jakby wciąż był z nimi. Bezzwłocznie udali się w stronę tunelu. Wszyscy wbiegli oprócz Lucy.

Wpatrywała się jak miasto płonie, a wśród tych płomieni wypatrywała kogoś jeszcze, kogoś kogo myślała, że już nie ujrzy. To był Gray. Niósł na swoich plecach nieprzytomnego Freeda. Pod wpływem chwili słabo jej się zrobiło, że ledwo nie upadła, gdy Gray do niej podszedł miała zamiar rzucić się mu na szyję, lecz wiedziała, że taki czyn ciężko, by się zakończył się dla Freeda.

– Lucy.. – spojrzał na nią.

– Gray.. – spojrzała na niego.

– Wiesz, powiem ci to teraz albo mogę nie mieć już takiej okazji – wpatrywali się sobie głęboko w oczy. – Lucy, lubię ciebie, tak bardzo, że uczucie względem ciebie bardziej mnie roztapia, niż ogień smoka. – Podeszła do niego i go pocałowała w usta.

– To było... szczere i słodkie – Oboje się uśmiechnęli.

Miasta nie tworzą budynki, ale ludzie. Tak długo jak żyją i będą walczyć do końca, to wszystko się może zdarzyć.

Nadzieja umiera ostatnia.

.


Pośrodku olbrzymiej polany szła dwójka magów. Osoba idąca z tyłu miała włosy koloru różowego, natomiast druga idąca przed nim miała brązowe, ciemne, kręcone włosy.

– Ciekawe, czy inni ominęli tę burzę? – spytał różowo włosy. Spoglądał, jak w oddali pogoda był tak burzliwa, jakby miała rozerwać niebo.

– Wątpię, ta burza znajduje się prawdopodobnie nad samą Magnolią – odparł jego towarzysz.

– Nadal mam wątpliwości, nie powinienem ich zostawiać, gdy naszym przeciwnikiem są smoki.

– Natsu, nie zapominaj, że twoja gildia jest silna. Ma nawet dwójkę smoczych zabójców, w tym nawet wnuk twojego Mistrza jest po części Smoczym Zabójcą.

– Tak, wiem, ale.. – odwrócił się w jego kierunku. Spojrzeli na siebie.

– To wojna. Na wojnie trzeba być na wszystko przygotowanym. – Natsu spojrzał posępnie na ziemię. – Nie traćmy czasu, musimy jak najszybciej dotrzeć do Rainbow town. – Odwrócił się i zaczął iść dalej.

– Marick. – Odwrócił głowę nie zatrzymując się przy tym.

– Znowu jakieś wątpliwości?

Natsu nie odpowiedział tylko wskazał palcem na zachód. Marick spojrzał we wskazanym kierunku i dostrzegł olbrzymią posturę smoka.

– To... smok – powiedział Natsu. – I na dodatek leci w naszym kierunku!

– To niemożliwe! Nie może znać naszego położenia! A co najważniejsze ten smok wcale do zwykłych nie należy. On jest czarny.

– Czarny smok. – Natsu nie mógł oderwać wzroku z nadlatującej bestii.

Nim się obejrzeli, to smok wylądował tuż przed nimi. Rozpiął swe duże skrzydła i spojrzał na nich.

– Mam cię – Smok przemówił.

– Mówi.. – stwierdza Natsu.

– Czarne Smoki umieją mówić! Natsu, przygotuj się! Ta walka zadecyduje o wszystkim!

Chłopak oprzytomniał z wrażenia. Stanęli naprzeciw smoka, gotowi do walki.