Coś było nie tak. Ta świadomość zbudziła Harry'ego. Jego ciało było napięte, gotowe do walki. Moc trzeszczała wokół niego, przygotowana na walki z niebezpieczeństwem, które wybudziło go ze snu. Zanim choćby otworzył oczy, zdawał sobie sprawę z dwóch rzeczy – tego, gdzie jest i poczucia zagrożeniem. Zapach seksu na pościeli uświadomił mu, że jest w pokojach Severusa, a jego instynkt samozachowawczy podpowiedział mu, że jest obserwowany.
Otworzył oczy i odwrócił głowę w kierunku źródła niepokoju, gotowy na wszystko, poza widokiem Severusa leżącego nago obok niego, z rozwichrzonymi po seksie włosami, z obliczem wykrzywionym bólem i ciemnymi oczami płonącymi pragnieniem. W wyrazie twarzy mężczyzny była jakaś dzikość, której nigdy wcześniej nie widział i więcej głodu, niż nawet pierwszej nocy, w którą odwiedzał jego komnaty, gdy Severus nie żywił się przez trzy tygodnie.
Po raz pierwszy odkąd zaczęli swój dziwaczny związek, Harry poczuł prawdziwy strach przechodzący dreszczem po jego kręgosłupie. Severus nigdy tak na niego nie patrzył. Żelazna kontrola, która była jego główną cechą, teraz zniknęła. Wszystko, co widział na twarzy kochanka, było czystą, zwierzęcą potrzebą głodnej bestii.
To był tydzień, w którym mężczyzna się nie karmił. Harry je znienawidził, bo Severus był wtedy zawsze opryskliwy i nie w sosie. A w każdym razie bardziej niż zwykle. Jednak nigdy nie był taki jak teraz, taki przerażający.
Harry przełknął głośno ślinę i starał się nie okazywać swojego strachu, gdy te wygłodniałe, czarne oczy prześledziły ruch jego jabłka Adama, niczym pantera obserwująca zwierzynę. Nie mógł znaleźć ludzkiej inteligencji we wzroku mężczyzny, był tam tylko ogromny głód.
Właśnie ten nie dający się ukryć ból pozwolił mu na uporanie się z początkową paniką. Severus bardzo cierpiał.
Był już tak przyzwyczajony do wampirzej natury mężczyzny, że często zapominał o jego przypadłości. Dla niego to była jedynie część Severusa. Wampirze moce były tylko ekscytującymi dodatkami do ich życia seksualnego. Jego kochanek miał nad sobą tak bezwzględną kontrolę, że to pozwoliło mu zapomnieć o tym, że wampiryzm dla mężczyzny oznaczał dręczącą walkę związaną z odmawianiem sobie każdego dnia.
Harry nie mógł sobie wyobrazić, jakie to uczucie potrzebować krwi, doświadczać skurczów z głodu i posiadać kochanka, który śpi tuż obok, u którego możesz wyczuć płyn, którego tak bardzo pragniesz.
Minęły prawie trzy minuty intensywnego wpatrywania się, zanim Severus zorientował się, że Harry się zbudził, a nawet wtedy jego wygłodniały wzrok niewiele się zmienił.
- Cześć – wyszeptał Harry i wziął w dłoń rękę mężczyzny. Mięśnie w dłoni jego kochanka były tak ściśnięte, że przypominały kamień. - Jestem tutaj. Nie jesteś sam i nie musisz cierpieć.
Przyciągnął sztywną pięść do swojej szyi i położył w miejscu, gdzie Severus zwykle się pożywiał.
Usłyszał jak mężczyzna gwałtownie łapie oddech. Te długie palce zwinęły się dookoła jego gardła, zaciskając się mocno, jak gdyby chciały wyczuć pulsujące życie pod skórą. Nacisk bolał.
Blade, suche usta Severusa otworzyły się, jak gdyby chciał coś powiedzieć, ale nie wydał żadnego dźwięku.
Kolejny dreszcze przeszedł przez Harry'ego, gdy ujrzał perłowe czubki kłów wystające po obu stronach ust. Zwykle nigdy ich nie widział, bo wyłaniały się tylko wtedy, gdy Severus lizał jego szyję przez jakieś pięć czy dziesięć minut, był silnie podniecony lub tuż przez karmieniem się.
Nagle przypomniał sobie coś, co mężczyzna powiedział pierwszej nocy, gdy zobaczył jego zęby, że istnieje korelacja pomiędzy ich wydłużaniem się, a polowaniem i adrenaliną.
Severus patrzył na niego przez wieczność, a jego pragnienie było tak wielkie, że Harry zastanawiał się, czy mężczyzna da radę przestać, zanim nie wyssie jego krwi do końca. Jednak nie odsunął się spod bolesnego uścisku dłoni na gardle, tak jak nie wycofał swojej propozycji.
Mógł poczuć drżące mięśnie Severusa tuż przy sobie.
Powieki o ciemnych rzęsach zacisnęły się, gdy mężczyzna zamknął oczy. Potem, dość nagle, Severus wyszarpał swoją dłoń i stoczył się z łóżka.
Mężczyzna stał nagi obok, głęboko oddychając. Sięgnął po różdżkę i skierował ją na siebie. Znana mu czarna wełna pokryła tą piękną, bladą skórę. Z dramatycznym falowaniem szat, Severus wyszedł z pokoju.
Chwilę później usłyszał, jak frontowe drzwi komnat zamknęły się.
Oddech, który wcześniej nieświadomie wstrzymywał, wyleciał z niego ze świstem. Nie wiedział, czy powinno mu ulżyć, czy ma się czuć rozczarowany. Jednak jego ciało czuło się tak, jakby zostało odsunięte od brzegu klifu, na którym stało, chwiejąc się i prawie spadając na pewną śmierć. Cholera.
Nienawidził tego, ze Severus tak się męczy. Nienawidził jeszcze bardziej, że mężczyzna nie pozwalał sobie pomóc. Cierpiąc za swojego przyjaciela, wtulił się w poduszkę mężczyzny. Wciągając ten kojący zapach zamknął oczy, by czekać na powrót kochanka.
Do czasu, gdy świt nadszedł, a potem przeminął, mężczyzna wciąż nie wrócił.
Wzdychając, zszedł z łóżka i rzucił na siebie szybkie zaklęcie czyszczące. Gdy już się ubrał, wyszedł szybko z pokojów mistrza eliksirów. Wsadził głowę do klasy eliksirów myśląc, że może Severus przeprowadza jakiś eksperyment, by zająć czas, ale pokój okazał się pusty.
Ponieważ była dopiero siódma rano w sobotę, nie minął się z żadnymi uczniami na korytarzach, gdy szedł w kierunku Wielkiej Sali. Zajrzał w otwarte drzwi. W środku siedziało może z dziesięciu uczniów, a przy stole nauczycielskim była tylko Minerva.
Wycofując się, poszedł do głównego wyjścia z Hogwartu. Był chłodny, marcowy poranek, wiał północny wiatr, a deszcz padał lekko z ciemnoszarych chmur w górze.
Nie wiedząc, gdzie mógł pójść jego kochanek, skierował się w stronę jeziora. Mijał właśnie chatkę Hagrida, gdy zaskoczony, głęboki głos odezwał się szorstko:
- Harry?
Odwrócił się i zobaczył półolbrzyma o ciemnej brodzie, stojącego w otwartych drzwiach w brązowej kamizelce, zielonej chłopskiej koszuli i brązowych spodniach, które zawsze sprawiały, że Hagrid wyglądał jak dąb.
- Witaj Hagridzie.
Jak zawsze, wesoła twarz Hagrida sprawiła, że się uśmiechnął.
- Ah, dobrze cię widzieć Harry. Co tu robisz? Czy wszystko w porządku? Nie masz jakichś kłopotów, co? - ciemne oczy przeszukiwały teren, a gajowy zdawał się być gotowy na walkę z jakimkolwiek wrogiem, który gonił Harry'ego.
- Nie, wszystko w porządku.
- Nie, żebym nie cieszył się, że cię widzę, ale co robisz w Hogwarcie? - spytał Hagrid podchodząc do niego.
Nie wiedząc co robić, Harry uśmiechnął się do poczciwego mężczyzny, który był jego pierwszym prawdziwym przyjacielem. Nie miał pojęcia co powiedzieć. Stwierdzając, że najlepsza jest prawda, zaczął miękko:
- Ja, er, odwiedzałem profesora Snape'a.
- Profesora Snape'a? - zapytał Hagrid ze zrozumiałą dezorientacją. - Nie jesteś chory, co?
Zdając sobie sprawę, że zapewne jedynym powodem, dla którego Severusa odwiedzali byli uczniowie, było zdobycie eliksiru, Harry potrząsnął głową.
- Nie. Jestem zdrowy. Choć może zabrzmi to dziwnie, to profesor i ja zostaliśmy ostatnio… przyjaciółmi.
Okrągła twarz Hagrida rozciągnęła się w szerokim uśmiechu.
- Naprawdę? Dobrze to słyszeć. Profesorowi z pewnością przyda się przyjaciel albo dwóch i jeśli nie masz nic przeciwko moim słowom, to tobie też.
Harry zaśmiał się.
- Widziałeś go może dziś rano?
Rozbawione iskry zniknęły z oczu Hagrida. Jego twarz stała się bardzo poważna, gdy powiedział:
- Czasem, gdy nie może zasnąć, idzie do lasu. Możesz go szukać tam, gdzie kończą się drzewa, a zaczyna jezioro. Nie raz go tam widywałem rano. Harry… jak dobrze znasz profesora? Mam na myśli…
Słowa Hagrida utknęły w niezręcznej pauzie. Harry był zszokowany, widząc w oczach przyjaciela to, czego ten starał się nie mówić.
- Wiesz o nim, prawda? - zapytał Harry cicho. Jeśli ktokolwiek mógł rozpoznać mroczne stworzenie, to z pewnością był to Hagrid.
Hagrid uroczyście skinął głową. Wiatr szarpał jego brodą i plątaniną włosów, chłostając nimi po jego twarzy.
- Nigdy mi nie powiedział, ale… widziałem go, er… polującego w lesie. Nie rozmawialiśmy o tym, ale on wie, że ja wiem. Jestem zaskoczony, że ci powiedział.
Harry spojrzał na tego mężczyznę, którego znał od tak wielu lat i zastanawiał się co powiedzieć. Pamiętał jak Hagrid znalazł go pewnej nocy przy jeziorze, gdy miał szesnaście lat i był nieszczęśliwy, czując się jak zboczeniec przez to, że pragnie swojego najlepszego przyjaciela. To Hagrid powiedział mu, że miłość to miłość i że kochanie kogoś nigdy nie jest czymś złym.
Biorąc głęboki wdech, Harry powiedział łagodnie:
- Właściwie to profesor Snape i ja jesteśmy czymś więcej niż przyjaciółmi.
- Ty i Severus Snape? Naprawdę?
- Tak. - Uśmiechnął się do zaskoczonego przyjaciela.
Hagrid zdziwił go szerokim uśmiechem i poklepaniem po plecach, które prawie go przewróciło, a olbrzym stwierdził:
- To wspaniale! Jestem szczęśliwy ze względu na was dwóch.
- Dzięki Hagridzie.
- Będę już leciał do stajni. Mam nową niespodziankę dla uczniów. Powinieneś wpaść później i zerknąć. Ale daj mi znać zanim przyjdziesz, żebym cię odpowiednio przedstawił. Możesz przyprowadzić ze sobą profesora Snape'a.
Doceniając wysiłki Hagrida, by pokazać swoje wsparcie dla ich dość niezwykłego związku, przytaknął i uśmiechnął się.
- Zobaczę co powie. Do widzenia Hagridzie.
- Do widzenia Harry. Zobaczymy się później.
Pocieszony tym spotkaniem, Harry poszedł północną ścieżką do jeziora, gdzie las spotykał się z wodą. Wiatr był tutaj nawet silniejszy, bo uderzał w jezioro sprawiając, że jego twarz kuła z zimna i przyciskając okulary do skóry, aż jego nos bolał.
Szedł dalej ścieżką. Niżej nasyp zmieniał kierunek. Dróżka, którą się przemieszczał, kluczyła pomiędzy lasem i błoniami przez kilka mil kierując się na zachód, aż wysokie drzewa zasłoniły widok na zamek w oddali. Ogromne iglaki trzeszczały dokoła niego pod wpływem wiatru. To była straszna muzyka towarzysząca jego niewesołym myślom.
Jednak Hagrid miał rację. Severus tam był. Mógł zobaczyć wysoką sylwetkę swojego kochanka, widoczną w słabych promieniach słońca, gdy mężczyzna stał na dużym kamieniu, o który odbijały się fale. Szaty Severusa łopotały za nim szaleńczo, a jego półdługie włosy powiewały dokoła jego głowy. Na tle szarego nieba, wampir odcinał się ciemną i dumną sylwetką.
Patrząc na samotnego mężczyznę, zdawało się, że Severus utknął pomiędzy dwoma światami, a w żadnym z nich nie był mile widziany. Dziki i ciemny las majaczył z tyłu, równie niebezpieczny jak niewybaczające jezioro naprzeciw niego.
Harry wszedł ostrożnie na płaski, śliski kamień i stanął u boku Severusa.
Mężczyzna nie zareagował na jego przyjście. Jednak nie odszedł, a to już było coś.
Harry patrzył na ostry wyraz twarzy kochanka. Wiatr miotał jego długimi, czarnymi włosami po oczach. Ta siła przywróciła trochę koloru na policzki mężczyzny. Uderzana wiatrem skóra sprawiła, że zastanowiło go, jak długo wampir tu stoi.
Ta dzikość, która otaczała wcześniej Severusa, teraz zniknęła. Harry nie mógł nie zastanawiać się czym nakarmił się mężczyzna. Myśl o nim, polującym w Zakazanym Lesie, tak jak opisał to Hagrid spowodowała, że przeszedł po nim dreszcz. Były tam stworzenia o wiele bardziej niebezpieczne niż tropiący wampir.
Jednak ścisła kontrola jego kochanka już wróciła. Severus wyglądał na więcej niż kontrolującego się, zdawał się być wręcz skamieniały, w dosłownym i emocjonalnym znaczeniu. Wyglądało to prawie tak, jakby Severus stał, a jego mięśnie zamarły w przerażeniu.
Nie wiedząc, co powiedzieć by przekroczyć otchłań, która zdawała się otworzyć pomiędzy nimi, Harry stał w ciszy przez chwilę. W końcu spytał łagodnie:
- Czy byłoby ci łatwiej gdybym nie zostawał na noc?
- Tak byłoby bezpieczniej – głos Severusa brzmiał gburowato i ochryple, jakby długo krzyczał.
- Nie to miałem na myśli – zaprzeczył Harry.
- Mogłem wyczuć twój strach – powiedział Severus martwym tonem.
- Obudziłem się z głębokiego snu. Zaskoczyłeś mnie. To wszystko. Nigdy wcześniej cię takim nie widziałem. Co się stało?
Severus obserwował fale, które odbijały się o kamień, zanim nie odpowiedział:
- Skurcze z głodu zawsze są gorsze, gdy śpię. Moja kontrola jest słabsza.
- Czy to się zdarza często? - łagodnie spytał Harry, przysuwając się do słabego ciepła mężczyzny na zimnym, mokrym głazie.
Szaty Severusa były przemoczone przez chluszczące fale. Bezgłośnie i bez użycia różdżki, Harry rzucił na nich szybki czar suszący i ogrzewający, a potem dodał zaklęcie odpychające wodę.
Wzrok mężczyzny nawet nie skierował się w jego stronę, ale pewne napięcie opuściło jego twarz. Wciąż przygnębiony, Severus odpowiedział:
- Raz albo dwa na tydzień. Prawdopodobnie byłoby rozsądniej, gdybyś w przyszłości nie zostawał na całą noc – o ile w ogóle jeszcze wrócisz. Bo gdybyś się już nie pojawił, to byłoby to oczywiście najrozsądniejsze ze wszystkich działań.
Kilka tygodni temu odebrałby te słowa jako odtrącenie ze strony Severusa, ale teraz mógł poczuć jak zmartwiony był mężczyzna tym, co się wydarzyło. Wiedział, że kieruje nim troska o niego i jego bezpieczeństwo.
- Powiedziałeś, że zawsze będę tu mile widziany.
- Widziałeś tej nocy jakim potworem jestem – syknął Severus, w końcu odwracając głowę w jego stronę, by na niego spojrzeć.
Agonia i nienawiść do siebie, które zobaczył w tych bezdennych oczach sprawiły, że miał ochotę krzyczeć z gniewu. Severus nie powinien był cierpieć w taki sposób.
- Widziałem twój ból – miękko poprawił go Harry.
- A ja wyczułem twój strach.
Westchnął.
- Tak, to prawda.
- Więc dlaczego chcesz zostać? Wiesz, czego mogę się dopuścić, gdy stracę kontrolę.
- Tak, wiem co mógłbyś zrobić. Ostatniej nocy udowodniłeś jednak, że tego nie zrobisz – argumentował Harry wyciągając dłoń, by objąć rękę Severusa. Jego ciało było lodowate, czuł się, jakby trzymał zwłoki. Pomimo tego, splótł swoje palce z tymi długimi, zażółconymi i trzymał je mocno. Podniósł lewą rękę, by delikatnie odepchnąć włosy Severusa z jego oczu, a jego palce lekko pogłaskały tą wysmaganą wiatrem twarz.
- Słuchaj, nie sądziłem, że to będzie proste. Jesteś wampirem. Mogę nie być w stanie pojąć jaka presja spoczywa na twoich ramionach, ale jestem w stanie powiedzieć kiedy cierpisz. Tak, to jest przerażające, gdy walczysz, by odzyskać kontrolę, ale chcę zaryzykować.
- A ja nie. Gdybym cię skrzywdził... albo gorzej…
- Nie zrobisz tego – nalegał Harry.
- Jak możesz być taki pewny? - pytał Severus.
- Bo cię znam. Spójrz na siebie teraz – jesteś rozdarty, bo twoja kontrola zmniejszyła się na tyle, że zobaczyłem, jak się męczysz. Severusie, zamierzałeś zamknąć się w grobie, by pomału umrzeć z głodu, zamiast stać się zagrożeniem dla kogokolwiek tej nocy, gdy przyszedłem cię odwiedzić. Wiem, że prędzej byś umarł zanim byś mnie skrzywdził.
- Ale ostatniej nocy…
- Ostatniej nocy nic się nie zdarzyło. Nic. Twoja kontrola osłabła, ale nie zniknęła – powiedział Harry.
- Bo wyszedłem.
- No i co z tego, że wyszedłeś? Co w tym złego? Wiedziałeś, że możesz mieć problemy z zapanowaniem nad głodem, jeśli zostaniesz ze mną, więc poszedłeś gdzieś indziej i się pożywiłeś. W sposób bezpieczny rozwiązałeś problem.
- I nie przeszkadza ci, że twój kochanek biega po lesie przez pół nocy, wysysając krew z małych, puszystych króliczków? - spytał Severus.
- Trzy dni temu jadłem na obiad gulasz z królika. Nie widzę różnicy. Po drugie, mój kochanek nie musi wysysać krwi z małych, puszystych króliczków, jeśli obraża to jego delikatne uczucia. Ma stałe pozwolenie, by skorzystać z do mojego gardła.
Severus wypuścił oddech z płuc ze świstem.
Widząc jak wytrącony z równowagi był mężczyzna, Harry objął ramieniem w pasie wyższego od siebie kochanka i przyciągnął go bliżej. Po dłuższej chwili, która była zapewne kilkoma sekundami poczuł, jak Severus rozluźnia się w jego objęciach, a te długie palce łączą się ze sobą za jego szyją. Twarz mężczyzny zanurzyła się w zgięciu jego szyi, przywierając do niego, jakby był jego liną ratunkową.
Delikatnie pogłaskał jego plecy.
Stali tak na wietrze, na zimnym kamieniu, zamknięci w objęciach przez długi czas. W końcu Severus wziął głęboki oddech i odsunął się.
- Dziękuję - powiedział mężczyzna, a jego zmęczony wzrok mówił o wiele więcej.
- Nie musisz mi za nic dziękować – zaprzeczył Harry łagodnie. - Chodź. Wracajmy do zamku.
Zeszli z głazu Severusa. Bok przy boku, poszli wąską ścieżką. Jego prawe ramię uderzało w lewe mężczyzny. Po kilku otarciach, Severus objął go i spytał:
- Czy to ci przeszkadza?
W odpowiedzi, sam owinął ramieniem wąską talię, uścisnął go zachęcająco i uśmiechnął się szeroko do zmartwionego mężczyzny. Odkąd ich umowa się rozpoczęła, nie byli razem poza pokojami Severusa. W tej głuszy byli sami i odizolowani od wszystkich, ale zawsze pozostawała szansa, że ktoś może iść ich ścieżką pomimo pogody. To, że jego bardzo prywatny i pełen godności kochanek zachowywał się w ten sposób w publicznym miejscu, rozgrzewało go. Niezupełnie w przenośni; Severus świetnie zasłaniał wiatr.
Przypominając sobie coś, o czym powinien był powiedzieć mężczyźnie wcześniej, stwierdził:
- Er, a mówiąc o sprawieniu, że ludzie czują się niekomfortowo, jak zły byłbyś, gdybym powiedział komuś, że jesteśmy razem?
- To by zależało od tego, kim byłby ten ktoś. Zakładam, że to nie jest pytanie retoryczne? - spytał Severus, brzmiąc tak jak zwykle.
- Nie. Gdy tu szedłem, spotkałem Hagrida. Rozmawialiśmy i, er, powiedziałem mu, że jesteśmy kochankami. Powinienem był się najpierw upewnić. Wybacz – przeprosił miękko, pewny, że Severus będzie wściekły przez jego nieostrożność.
- Nie masz za co przepraszać. Hagrid przez te wszystkie lata udowodnił, że jest bardzo dyskretny. Zaskakująca cecha u kogoś, kto nie potrafi kłamać – odpowiedział mężczyzna.
- Od kiedy zna prawdę o tobie? - zapytał Harry.
- Od pierwszego roku, gdy zacząłem nauczać w Hogwarcie. Zobaczył mnie w lesie pewnej nocy w dość kompromitującej sytuacji, która nie dawała szans na żadne zaprzeczenia dotyczące mojej natury.
- Masz na myśli, że złapał cię, gdy się karmiłeś? - przetłumaczył.
Severus przytaknął.
- Nie wiedziałem czego oczekiwać, ale jedyną rzeczą, jaką Hagrid o tym powiedział, było: „przepraszam pana" - to właśnie stwierdził, gdy na mnie wpadł. Nigdy więcej o tym nie wspomniał. Skąd wiedziałeś, że on o mnie wie?
Severus brzmiał na zaciekawionego, a nie zdenerwowanego.
- Zapytał mnie jak dobrze cię znam. Mogłem poznać po jego głosie i wyrazie twarzy, że ma świadomość czym jesteś.
- Ah.
- Więc między nami wszystko w porządku? - zapytał Harry po kilku cichych minutach, w których prawie się tulili idąc po zamarzniętej ścieżce.
- Pod jakim względem? - zapytał Severus.
- Pod „czy wciąż jestem mile widziany, by spędzać u ciebie noc" względem – wyjaśnił Harry.
- Zawsze jesteś mile widziany – powtórzył swoje słowa Severus.
- Dziękuję – wyszeptał w huczący wiatr.
Ramię obejmujące jego własne zacisnęło się, dając mu znać, że wrażliwe wampirze zmysły wychwyciły jego słowa.
- Nie, Harry Potterze, to ja dziękuję tobie – za wszystko.
- To zaczyna się robić ckliwe – zachichotał.
- Więc może powinniśmy rozmawiać na mniej stresujący temat – zasugerował mężczyzna.
- Jak ten, że gdy wyjdziemy zza tego zakrętu, to będziemy widoczni z wież szkoły? - zażartował, oczekując, że ramię Severusa odsunie się jak najszybciej.
Silna, kojąca waga na jego ramionach nie zniknęła.
Severus prychnął.
- Jedynymi osobami, które będą na wieżach przy takim wietrze, będą zajęci romansowaniem uczniowie. Po trzydziestu latach uczenia mogę cię zapewnić, że nie zauważyli by nas, chyba że spadlibyśmy na nich prosto z nieba. A może nawet wtedy nie, jeśli nie przerwalibyśmy ich objęć.
Harry zachichotał i ostrzegł mężczyznę:
- Przy jeziorze mogą być jakieś dzieciaki. Jeśli zobaczą nas, to plotka rozniesie się po szkole do lunchu.
Severus przystanął.
- Czy myśl, że ktoś połączy nasze nazwiska w taki sposób przeszkadza ci?
Harry już znał ten ton. To był głos zranionego Severusa usiłującego zachować spokój.
- Nie – powiedział. - Nie przeszkadza mi, że ktoś się dowie. Myślałem, że tobie będzie.
- Może i nie miałem wcześniej nikogo, ale mam prawo do posiadania prywatnego życia – odparł Severus.
- W porządku. Chodźmy więc.
Po nagłym napięciu w ciele kochanka, gdy doszli do ostatniego z zakrętów i zamek pojawił się w zasięgu wzroku poznał, że Severus był tak zdenerwowany jak on sam. Uścisnął mężczyznę zachęcająco w pasie, pochwycił jego wzrok i uśmiechnął się.
Chociaż fakt, że nie spotkali nikogo poza duchem domu w drodze powrotnej do lochów był bardzo rozczarowujący, to Harry mimo to czuł, że podjęli pewną decyzją. Świat mógł być jej nieświadomy, ale on i Severus byli, a tylko to miało znaczenie.
Ponad dwa miesiące później, Harry siedział przy biurku we wtorkowy wieczór, od kilku minut zajmując się raportem z aresztowania, gdy Sam siedzący naprzeciw niego skomentował:
- Słyszałeś o tym wampirze złapanym przy Aptece Sluga i Jiggera? Sklep testował jeden z tych automatycznych czujników na wampiry od Ministerstwa. Ten gagatek wszedł prosto w niego, taki odważny. Siatka paraliżująca zadziałała świetnie. Od razu go ogłuszyła. Wszystko, co musieliśmy zrobić, to po prostu po niego iść.
Pióro wypadło mu z ręki, rozlewając atrament po pergaminie z raportem i kilku innych oficjalnych dokumentach na blacie, ale Harry niczego nie zauważył. Jego krew zamarzła w żyłach, gdy spojrzał na Sama i spytał:
- Kto to był?
Nie sądził, by Severus odwiedził Ulicę Pokątną po jego ostrzeżeniu, ale to było prawie pięć miesięcy temu. Mężczyzna mógł myśleć, że szanse na jego rozpoznanie po takim czasie były wystarczająco nikłe, by ryzykować szybką wizytę w słynnej aptece.
- Nie wiem. Drań nie podał imienia – powiedział rudzielec, odwracając stronę w Proroku Codziennym.
- Gdzie on jest? W celach? - Harry usiłował zachować normalny głos, ukryć strach ściskający jego wnętrze.
- Nie, Jednostka Utylizacyjna wzięła go na górę już jakiś czas temu. Harry? Harry?
Mógł usłyszeć głos Sama rozbrzmiewający za nim, gdy biegł ze wszystkich sił po schodach.
Osłony anty-aportacjyjne w budynku, nie pozwoliły mu szybko się przemieścić, więc musiał dotrzeć tam o własnych siłach. O ile nie chciał się przez nie przebijać. Był dość pewien, że byłby w stanie to zrobić, ale naruszenie ochrony uruchomiłoby kilkadziesiąt alarmów. Gdyby Severus był trzymany jako więzień, to przydałby mu się element zaskoczenia, by wydostać ich z budynku. Użył czaru przyspieszającego, by iść szybciej, ale nawet wtedy zajęło mu wieczność dostanie się do Jednostki Utylizacji Wampirów na trzynastym piętrze.
Jego serce waliło w piersi jak skrzydła pojmanego gołębia, gdy zatrzymał się gwałtownie przed dębowymi drzwiami do wydziału. Biorąc głęboki wdech, usunął czar przyspieszający i wszedł do pokoju tak stosowanie jak tylko mógł w swoim przerażeniu.
Harry nie miał pojęcia co zrobi, jeśli Severus był wampirem, którego pojmali. Nie było szans, że jego współpracownicy uwolnią pojmanego krwiopijcę wbrew prawu.
- Potter – powiedział drobny brunet, Aly Fillum, spoglądając znad papierów na biurku. - Co mogę dla ciebie zrobić?
Spokojnie, bądź spokojny – powtarzał sobie Harry, trzymając różdżkę w pieści ukrytej w kieszeni szaty. - Ja, er, usłyszałem, że pojmaliście dziś wampira.
- Tak. Jeśli chciałeś obserwować utylizację, to spóźniłeś się jakieś dwadzieścia minut. Wszystko, co pozostało z tego drania, to popiół.
Lodowata pięść ścisnęła jego serce. Po niej nadeszła fala czerwonej, gorącej, oślepiającej nienawiści. Zgroza i furia przeszły przez niego, a każde z nich rywalizowało ze sobą o pierwszeństwo. Harry czuł, jak jego magia pulsuje w nim w sposób, w który zachowywała się, gdy miał jedenaście albo dwanaście lat i nie kontrolował jeszcze swoich mocy. Domagała się, by uderzył przeciwko uśmiechniętemu idiocie i pomścił kochanka. Ledwo dając radę opanować moc i powstrzymać się przed impulsywnym zachowaniem, wysapał:
- Czy już go zidentyfikowaliście?
Uśmiech zniknął z okrągłej twarzy Filluma. Ciemnowłosy Auror z całą pewnością zdawał sobie sprawę z magii wirującej dookoła nich. Brązowe oczy mężczyzny obserwowały go rozpoznając niebezpieczeństwo, w którym był, nawet jeśli nie rozumiał jego powodu.
- Er, nie. Jego różdżka jest na dole, u Kryminalnych. Powiedzieli, że miną trzy godziny nim go zidentyfikują. Czy wszystko w porządku Potter?
Trzy godziny. Nie wytrzyma tak długo.
- Jak wyglądał ten wampir, Aly?
- Wysoki, ciemnowłosy, niebezpieczny. Stereotypowy. Prawie nie potrzebny był czujnik, by móc stwierdzić, że nim był.
Słowa „wysoki, ciemnowłosy i niebezpieczny" mogły się odnosić do Severusa. Jego początkowa panika wytłumiła się w coś ostrego w nim, zimny lęk, który przecinał jego krwawiące serce tak, jak zęby Severusa zanurzające się w jego gardle.
- Potter, czy wszystko w porządku? - Głos Filluma wywołał go z pogranicza tego ciemnego miejsca, w którym był, gdy Ron i Hermiona zmarli. Wiedział, że jeśli straci Severusa, to już nigdy się z niego nie wydostanie.
- Czy wszystko w porządku Harry? - spytał Fillum ponownie.
Rozumiejąc, że musi jakoś odpowiedzieć, Harry skinął głową i powiedział:
- Dzięki – a potem odszedł.
Potknął się w drodze do najbliższego kominka. Był tylko jeden sposób, w jaki mógł się dowiedzieć prawdy.
Jego żołądek był tak mocno ściśnięty w supeł, że ledwo zauważył mdlącą podroż fiuu.
Gdy wyszedł z paleniska, salon Severusa był ciemny. Zapalił kinkiet na ścianie za pomocą myśli i rozejrzał się po przerażająco cichej komnacie. Otwarta książka leżała na oparciu ulubionego fotela mężczyzny. W salonie stało także kilka dużych pudeł, których nie było tam, gdy wychodził w sobotę rano na trening quidditcha, prawdopodobnie kolejna kolekcja Ciemnych Artefaktów z wyprzedaży majątku – pomyślał. Jednak nie było ani śladu po Severusie.
