Wstałem wcześnie rano by zdążyć do szkoły. Jeszcze trochę i będzie przerwa zimowa, święta i takie tam. Ubrałem długie, czarne spodnie shinobi, bluzkę na krótki rękaw a na to czarna bluza z kapturem. Wszedłem do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem z niej mleko. Zalałem płatki w misce i usiadłem przy stole patrząc przez okno. Moją uwagę przykuł szelest przewracanej kartki. Odwróciłem się w stronę skąd dobiegł dźwięk.
-Aaaaaaaa!
Wydarłem się spadając jednocześnie z krzesła. Zaskoczony i przerażony jednocześnie faktem, że ktoś był tu przez cały czas. Wstałem na nogi.
-Nigdy... Nigdy więcej, zrozumiałeś?!
Wykrzyczałem mu prosto w maskę. Mężczyzna patrzył się na mnie przez chwile i wrócił niczym nie wzruszony do książki. Usiadłem zdenerwowany na krześle i zacząłem jeść śniadanie.
"Jak to możliwe, że nie wyczułem jego obecności?"
Spytałem się sam siebie nie oczekując odpowiedzi, lecz i tak ją dostałem.
*Masuku jest niesamowity. Jeszcze nie raz cie tak zaskoczy. Hehe.*
Na moją twarz wpełzł grymas niezadowolenia. Spojrzałem na białowłosego przede mną.
-Tak w ogóle to co ty tu robisz?
Przeciągnąłem uwagę mężczyzny. Ten tylko spojrzał na mnie przelotnie i wzruszył ramionami. Westchnąłem ciężko. Ten facet jest naprawdę trudny do rozgryzienia. Nic nie mówi, cały czas milczy. Zna się z wszystkimi Biju. Jest niesamowicie silny i uzdolniony, tak przynajmniej mówił Kurama. Nosi maskę i nawet nie wiem jak wygląda. Wszystko co o nim wiem dowiedziałem się od Kuramy.
-Umm.. Masuku?
Wymamrotałem chcąc zadać pytanie. Białowłosy wskazał tylko palcem w stronę zegara, gdzie mój wzrok od razu powędrował.
-Zaraz się spóźnię!
Krzyknąłem biegnąc do przedpokoju. Ubrałem buty i kurtkę wybiegając z mieszkania. Nie zamknąłem go, bo Masuku jest w środku.
*Skip*~~
-Dobrze. Teraz zapiszcie temat nowej lekcji!
Otworzyłem znudzony zeszyt i zacząłem zapisywać poszczególne słowa.
Powstanie Konoha-Gakure.
Spojrzałem w stronę onyksowych oczu. Ku mojemu zdziwieniu nasze spojrzenia się skrzyżowały. Odwróciłem wzrok. Jeszcze przez chwile czułem na sobie ciekawskie spojrzenie. Uchiha siedzi po drugiej stronie sali, pod ścianą w ostatnim rzędzie. Ja zaś pod oknem, również w ostatnim rzędzie.
"Nie rozumiem cię, Uchiha.."
*Skip*~~
Po skończonych lekcjach bez zawahania ruszyłem w kierunku jednego z wolnych pól treningowych. Oczywiście nie obyło się bez nienawistnych i pełnych pogardy spojrzeń. Ignorując je wszystkie idę przed siebie z wysoko podniesioną głową. Moją uwagę przykuło stoisko z maskami. Głównie jedna spośród tych wszystkich masek. Porcelanowa maska lisa. Taka jaką mają ANBU Konoha-Gakure. Mimowolnie podszedłem i przyjrzałem się tej masce. Starannie i profesjonalnie wykonana z czerwonymi ozdobami i lisimi wąsami po bokach. Nawet nie zauważyłem gdy sprzedawca ją ściągną z haczyka.
-Jak tak bardzo ci się podoba to ją bierz! Przeklęty DEMONIE!
Krzycząc to starzec rzucił we mnie maską, która piekła. Cofnąłem się o krok pocierając czoło w miejscu gdzie zostałem uderzony. Chciałem odpowiedzieć mężczyźnie ale ten mnie popchnął przez co wylądowałem na chodniku. Wokół mnie zaczął zbierać się tłum ludzi. Dorosłych patrzących na mnie z nienawiścią, jak i dzieci zaciekawione i przerażone. Chcąc się podnieść oparłem rękę o ziemie lecz zostałem ponownie popchnięty. Spojrzałem na mężczyznę który szykował się do zadania ciosu. Skuliłem się szykując na zadanie ciosu, który o dziwo nie nadszedł. Otworzyłem pierw jedno oko lecz zobaczyłem tylko czerń. Otworzyłem drugie oko i zamrugałem kilkakrotnie. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że jest to czarny płaszcz. Zadarłem głowę do góry i ujrzałem średniej długości, roztrzepana na wszystkie strony świata, białe włosy.
-Masuku?..
Szepnąłem. Białowłosy stoi przede mną trzymając rękę krzywiącego się starucha. Odepchną go i odwrócił się w moją stronę. Mężczyzna przykucnął przy mnie i pogłaskał po głowie. Palcami pokazał abym się uśmiechnął i wstał. Uśmiechnięty uczyniłem to samo. Masuku chwycił mnie za dłoń i wyprowadził z tłumu zaskoczonych ludzi. Skierowaliśmy się w stronę góry z wyrzeźbionymi twarzami Hokage. Szliśmy w milczeniu. Może i znamy się tylko kilka dni, ale zdążyłem przywyknąć do tego, że nic nie mówi. Idąc tak zauważyłem mnóstwo ciekawskich i zdziwionych spojrzeń. Niektórzy ludzie nawet "szeptali" między sobą.
-Ej. Zobacz. To ten demon.
-Tak. A czy to nie jest Shadow? Co on tu robi?
-Czy to jest ten Shadow?
-Niemożliwe! Elitarny ninja?
-Co mu odbiło?!
-ANBU jest od ochrony wioski a nie zadawania się z demonem!
Spojrzałem w stronę Masuku.
"Czemu nazywają go Shadow?"
*Najwyraźniej, Masuku, dołączył do ANBU i działa pod pseudonimem Shadow..*
Skręciliśmy w boczną ulice i teraz kierowaliśmy się do Budynku Administracyjnego. Z zaciekawieniem ponownie spojrzałem na zamaskowanego mężczyznę. Odwróciłem od niego wzrok a na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
*Skip*~~
-Wejść!
Rozkaz wypowiedziany przez Hokage rozbrzmiał po korytarzu. Otworzyłem delikatnie drzwi i wszedłem do środka wraz z Masuku. Hokage podniósł wzrok. Jego spojrzenie kierowane do Masuku jest wypełnione zaciekawieniem i.. irytacją? Zignorowałem to. Szczerze to nawet nie wiem co tu robię.
-Co cie tu sprowadza Shadow?
Spytał spokojnie staruszek. Mężczyzna podszedł i podał staruszkowi zwój zawinięty jakąś wstążką. Starzec przyjrzał się uważnie zwojowi by następnie go otworzyć. Jego oczy z każdym przeczytanym słowem stawały się coraz większe. Hokage odłożył zwój na bok i opar głowę o ręce.
-Przemyślę to. Coś jeszcze?
Spytał się zszokowany Hokage. Masuku kiwną tylko głową i wskazał na mnie. Wyczekujące spojrzenie Hokage sprawiło, że zabrakło mi języka w buzi. Podszedłem krok bliżej nie wiedząc o co chodzi zamaskowanemu mężczyźnie. Zerknąłem jeszcze raz na Masuku a ten tylko kiwnął głową.
Domyśliłem się, że mam powiedzieć Hokage o całym zajściu z maską. Trochę się zawahałem ale zacisnąłem pięści i wziąłem głęboki wdech.
-H-hokage-Sama, chodzi o to, że dzisiaj, a dokładnie to niecałe pół godziny temu, zostałem...
Zamyśliłem się szukając odpowiednich słów.
-Sponiewierany? Ma.. *ekhem* Shadow pomógł mi gdy sprzedawca chciał mnie uderzyć.
Powiedziałem niepewnie. Hokage spojrzał na mnie zdziwiony. Odwróciłem wzrok.
*No! No! Rzadko zdarza się abyś był tak wstydliwy.*
Skrzywiłem się w duchu.
"Lubię cię futrzaku ale masz kiepskie wyczucie czasu."
Odpyskowałem lisowi.
*Ja futrzakiem?! Uważaj dzieciaku bo zostaną po tobie tylko włosy!*
"Grozisz mi?"
Spytałem się zadziornie przyjaciela. Z rozmowy z futrzakiem wyrwało mnie dźgnięcie w bok. Odwróciłem głowę w stronę winowajcy.
-Naruto, coś się stało?
Spytał się Hokage. Zaprzeczyłem kiwnięciem głowy.
-Nie.. Hokage-Sama. Zamyśliłem się. Przepraszam.
Pochyliłam delikatnie głowę w geście skruchy. Hokage tylko się uśmiechnął i wyjął papiery z szuflady.
-Masz.
Podał je Masuku i zaciągnął się fajką. Spojrzałem zaciekawiony na mężczyznę. Ten tylko skłonił się delikatnie w stronę staruszka i skierował się w stronę wyjścia. Tuż przy drzwiach zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Gestem ręki nakazał mi iść za nim.
*Skip*~~
Po wyjściu od Hokage skierowaliśmy się w stronę góry z twarzami Hokage. Na miejscu usiedliśmy na głowie czwartego i w milczeniu zaczęliśmy podziwiać zachodzące słońce. Niebo przybrało ciepły odcień czerwieni.
-Wiedziałem, że cie tu znajdę, Shadow.
Lekko się wzdrygnąłem. Odwróciłem głowę do tyłu i ku swojemu zdziwieni ujrzałem szarą czuprynę.
-Co ty tu robisz, Kakashi..
Zamilkłem na chwile.
-Sansei?
Mężczyzna uśmiechnął się na te słowa. Wskazywały na to przymrużone oczy.
-Shadow mnie wezwał.
Mówiąc to Kakashi pokazał niewielką kartkę. Sensei podszedł bliżej i usiadł koło mnie. Spojrzałem zszokowany pierw na Masuku później na Kakashiego. Oboje nic nie mówią. Patrzą się tylko na zachodzące słońce.
-Shadow, czemu kazałeś mu przyjść?
Zwróciłem się do mężczyzny po mojej lewej. Ten tylko spojrzał na mnie przelotnie lecz nic nie odpowiedział.
-Chce on, abyśmy wzięli cię pod swoje skrzydła i trenowali.
Spojrzałem zszokowany na Hatake.
"Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś będzie chciał wziąć mnie pod opiekę. W końcu jestem 'demonem','potworem' i 'bezduszną bestią'."
Uśmiechnąłem się delikatnie.
*Zyskałeś kolejnych przyjaciół, Naruto.*
Zabrzmiał głos w mojej głowie.
"Przyjaciół, co?.."
