ROZDZIAŁ 10
- EDWARDZIE CULLEN! Natychmiast zabieraj od niej swoje łapy!
BELLA
OMG! OMG! OMG! Gdzie jest jama? Dziura, która na pewno nie może być wystarczająco duża. Jak ja to tylko wytłumaczę?
- Cullen, nie powtórzę jeszcze raz. Zabieraj od niej łapy.
Nie dostrzegłam, że Edward i ja wciąż jeszcze byliśmy oddaleni od siebie tylko o centymetry, a jego ręce nadal były na mojej twarzy. Teraz byłby najlepszy moment, aby je zabrać, kiedy jego dłonie były tak miłe.
Ugh, jego dłonie. Jego palce. Które mogą wszystko zrobić.
BELLA! Skoncentruj się. Masz duże kłopoty.
Edward zabrał swoje ręce i cofnął się o krok.
- Umm, co ty tu robisz?
- Szukałem cię.
- Skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
- Bella, co to, do diabła, właśnie było?
To było jasne, że nie tak łatwo wyjdę z tego numeru. Spojrzałam na Edwarda, który jak zwykle wyglądał pięknie.
Ugh! To mi nie pomoże.
- Czekam, Bella.
- Więc… ja… my… um… ćwiczyliśmy? – Nie tylko nie byłam w stanie zbudować całego zdania, nie, zabrzmiało to jeszcze jak pytanie. Świetnie!
- Bella! Podmiot, orzeczenie, dopełnienie! Co TO było?
- Bella chciała powiedzieć, że ćwiczyliśmy. – Wow Edward. Jeśli mógłbyś powiedzieć to jeszcze raz, ale bez tego brzmienia, tak jakbyśmy mieli zedrzeć z siebie z miłą chęcią ubrania.
- Ćwiczyliście?
- Tak i muszę powiedzieć, że Bella jest coraz lepsza. – Jeśli życie jest dla niego coś warte, powinien się natychmiast zamknąć. I myślałam jak…
- Tato, przestań! – Stanęłam szybko przed Edwardem, ponieważ jego dłoń skierowała się do broni.
Huh. Był tutaj w pełnym umundurowaniu. I pytanie, dlaczego!
- Tato, co ty, do diabła, tutaj robisz?
- Bella, co to wszystko ma znaczyć? Dlaczego… – Przerwałam mu w pół słowa.
- Ćwiczymy do musicalu, gdzie oboje gramy główne role.
- Ach, a jak nazywa się musical? Jak wepchnąć język do ust Belli?
- TATO! Ugh! Co to ma być? Gramy w Dirty Dancing. On jest Johnnym, ja Baby. Przecież znasz ten film, prawda? A teraz wystarczy. – Charlie wymamrotał pod wąsem coś, czego nie mogłam zrozumieć.
- Tak czy inaczej. Co ty tutaj robisz?
- Szukałem cię.
- Tak, to już wiemy... teraz mnie znalazłeś. Więc...
- Muszę wyjechać do niedzieli. Przy czym teraz nie jestem już tego taki pewien.
- Dokąd?
- Na szkolenie, ale teraz niechętnie chcę cię zostawić samą – spojrzał na Edwarda. Myślał, że...
- Oh, tato nie wygłupiaj się. Nie jestem sama. Przecież Jasper jest.
Rozmawialiśmy jeszcze krótko i wciąż go uspakajałam, że nie musi się martwić i, że zapytam Alice, czy chciałaby spać u mnie przez kilka dni.
Przy czym raczej byłby to błąd, ponieważ ona i tak prawdopodobnie robiłaby coś z Jasperem.
Wszystko jedno. Jeśli to uspokoi Charliego. A tego nie wie...
Krótko po tym Charlie poszedł, dzwonek już zadzwonił i dzięki Bogu lekcja dobiegła końca.
Szybko ruszyłam do przebieralni, ale Edward był jeszcze szybszy i chwycił mnie za ramię.
- Cały tydzień bez tatusia, Swan? – Przewróciłam oczami.
- Nie sądzę, żeby to ciebie dotyczyło. Ale dobrze słyszałeś, Cullen. – Diabelski uśmiech uformował się na jego twarzy, uciekłam i zniknęłam w kierunku przebieralni.
Ten facet będzie dla mnie w każdym przypadku śmiercią, to było pewne.
Szybko ubrałam się i poszłam na parking, gdzie Alice już podskakiwała. Zatem już wiedziała.
- Bellaaaaaaaaa, to wspaniale, możemy...
- ALICE, uspokój się, przysięgam ci, kiedyś stracisz przytomność, ponieważ nie będziesz mogła złapać oddechu.
- B. możemy być siedem dni przez dwadzieścia cztery godziny razem, czy to nie cudownie! – Przewróciłam oczami.
- Tak, Alice. Jasper się ucieszy.
- Hej, hej B. to znaczy, że możemy zrobić u ciebie imprezę.
- Nie ma mowy, Emmett. Nie sądzę. Mamy szkołę.
- Tak, ty głuptasie. Impreza zacznie się w piątek, po zajęciach. – Zmierzwił moje włosy i podszedł do Rose.
- Impreza? Gdzie? Kiedy? – No super, wielkie dzięki Emmett.
- Eddie, zgadnij kto ma cały tydzień wolny?
- Kto? – Ugh. Jakby tego nie wiedział.
- Nasza mała B. W piątek będziemy świętować.
- Ale tylko my – oznajmiła szybko Alice. – Niech ktoś nie wpadnie na pomysł, żeby kogoś zapraszać.
Pół godziny trwało określenie tego wszystkiego. Wszystko było zaplanowane i ustalone, a to bez tego, który także interesował się tym co ja chcę.
- Jadę do domu. Jasper idziesz?
- Umm... pojadę z Alice. Musi załatwić jeszcze parę rzeczy i takie tam. – Nie zauważyłam, że jeszcze tylko Emmett, Rose, Jasper, Alice i ja byliśmy na parkingu. Ale odpowiadało mi to, jeśli jego już nie było.
- Ok, nie śpieszcie się.
Wsiadłam do mojej ciężarówki i pojechałam do domu. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co ma odbyć się w weekend. To wszystko brzmi dla mnie jak bardzo duży ból głowy na następny dzień. To tylko my w piątkę lub też w szóstkę, jeśli postanowi przyjść, czego się nie spodziewam. Ale być może mogę jeszcze zaprosić Jakea. Mam na myśli, w końcu to mój dom, prawda?
Kiedy wróciłam do domu poszłam prosto do mojego pokoju, chwyciłam i-poda i poszłam do łazienki. Po tym dniu potrzebowałam przede wszystkim miłej, długiej, relaksującej kąpieli. Puściłam wodę i zanim się obejrzałam, leżałam już w wannie i nuciłam z Savage Garden - Truly Madly Deeply. Przy tej piosence zawsze przechodziłam do marzeń. Mam na myśli, kto nie chciałby mieć kogoś, kto mówi coś takiego? Wszystko co wydarzyło w ostatnim czasie jest już dla mnie dziwne. I nie wiem, czy powinnam sie z tego cieszyć, czy po prostu powinnam się rozpłakać. Ta cała rzecz z Edwardem wymyka się jakoś spod kontroli. Co było między nami? Rzecz w piwnicy. Czy rzeczywiście byłam tak po prostu blisko oddania mu mojej V-Card? W podziemiach szkoły?
Gdzie były moje marzenia? Chciałam mojego księcia. Kogoś kto mnie kocha i nie chce tylko szybkiego numerku. Chciałabym później spojrzeć wstecz i nie żałować tego. Wielu chce mieć to po prostu za sobą. Ale nie ja. Chcę to zrobić dobrze. Ale co oznacza dobrze? Za każdym razem, kiedy jestem w pobliżu Edwarda, dobro i zło wydają sie całkowicie nie obecne. Wystarczy, że tylko mi się przygląda lub mnie dotyka i już jestem w la la la - krainie. Jest dokładnie tym, czego nigdy nie chciałam. Ale wtedy, nocą w basenie, przy świetle księżyca. To było tak doskonałe. Tak doskonałe. Tak inne niż zawsze wcześniej. A potem Alice, kiedy powiedziała, że jestem w nim zakochana. Ugh! Jestem zdecydowanie wszystko, ale nie to. Mimo to bałam się, bo to co czułam w jego obecności, nie mogłam uporządkować. I to elektryczne napięcie, które zawsze między nami istnieje. A potem, kiedy zawsze widzę go z Tanyą, albo z kimś innym, najchętniej oderwałabym mu głowę. To tak bardzo boli. Jakoś. Piosenka zmieniła się na Angel Robbiego. Tak, myślę, że trafił mi się folder z ckliwymi piosenkami. Zamknęłam oczy i pozwoliłam moim myślą wolno krążyć.
EDWARD
Mógłbym zabić komendanta. Dlaczego musiał przyjść akurat w tym momencie, kiedy byliśmy tak blisko, za wszystkie czasy? Ale kiedy powiedział, że nie będzie go do niedzieli uśmiechnąłem się do siebie. Mhm, Bella sama w domu. Dobra, Jasper tam był, ale prawdopodobnie będzie tkwił cały czas przy lub w Alice. Może będę miał szczęście i przez następne siedem dni osiągnę mój cel. I Emmett planował u niej w piątek imprezę... kto wie co to wszystko przyniesie z odrobiną alkoholu. Mogę mieć tylko nadzieję, że Jacob trzyma się z daleka od Belli. Nie pasuje mi to, gdy on jest w jej pobliżu, a co dopiero, gdy ciągle owija ją swoimi ramionami, jakby ją miał. Ugh! Bella należy do mnie i nie będę mu tego mówił jeszcze raz.
Właściwie to Bella nie należy do nikogo, do ciebie też nie. Bo mówiąc coś takiego musiałbyś być jej chłopakiem i nie chodzić na randki.
Racja. Nigdy jeszcze nie miałem dziewczyny i to się nie zmieni, ponieważ, dlaczego powinienem zmuszać się do jednej, jeśli mogę mieć wszystkie.
Zatem nie powinieneś też przeszkadzać, kiedy Bella wychodzi z Jacobem, albo robi coś innego. Ponieważ ona jest wolnym człowiekiem. A normalni ludzie chodzą na randki, spotykają się ze sobą, zakochują się...
Zakochują się? Nigdy nie byłem jeszcze zakochany i tak szybko to się nie zmieni.
Dlaczego powinienem kiedykolwiek wymagać od siebie "ślepoty". Jestem wolny i przeżyje życie tak jak chcę. Bez zobowiązań.
I nawet Bella tego nie zmieni... Bella... Jej usta... Jej dotyk.
Noc, kiedy byliśmy w basenie, myślę, że jeszcze nigdy coś takiego tak dobrze nie poszło. Mam na myśli, oczywiście ona jest atrakcyjna, ostatecznie temu nigdy nie zaprzeczyłem. Ale wszystko co od niej chcę jest jej V-Card. A dokładnie V-Card córki szefa policji.
Wyrwałem się z zamyślenia, kiedy Alice i Jasper weszli przez główne drzwi. Coś działo się w okolicy mojego żołądka i nie wiedziałem co. Oboje przyszli do kuchni, gdzie stałem. W każdej chwili musiałaby wejść ona. Ponieważ zawsze tutaj była. Ale nic.
To było dziwne, rozległe uczucie rozprzestrzeniające się we mnie bez możliwości uporządkowania go.
- Gdzie zostawiliście wasze trzecie koło? – Wiem, że jestem dupkiem, ale tak to już było.
- Tztztztztz Edward. Tęsknisz już za Bellą.
- Alice, ona zazwyczaj zawsze jest przy was.
- Tak i może też robić coś sama. Być może jest teraz z Jacobem. – Przełknąłem. Nie, nigdy w życiu.
- Bella jest w domu. – Jasper, nigdy nie byłem tobie bardziej wdzięczny. Odłożyłem butelkę i pobiegłem schodami do mojego pokoju.
- Hej Eddie, gdzie się wybierasz? – zapytał Emmett.
- Umm pobiegać.
- Super. Idę z tobą.
- NIE! – Dobra, to wyszło chyba trochę za głośno. – Umm chcę pobiegać sam... dać głowie swobody czy coś w tym rodzaju. – Z tym zdaniem byłem w moim pokoju i szybko się przebrałem. Spodnie do biegania i szary T-shirt.
Zanim sie obejrzałem zbiegłem z powrotem na dół i wzdłuż podjazdu. Na szczęści samochód Alice nadal tam stał. Oznaczało to, że oboje nadal tutaj byli.
Samochodem dotarcie do domu Swanów trwało mniej więcej dziesięć minut. Miałem dobrą wytrzymałość. Zatem biegłem ile siły starczy.
Kto wie, jak długo ona będzie jeszcze sama, a bądź co bądź miałem siedem dni, ale może przyjść to jeszcze szybciej. Kiedy w końcu raz miałem szczęście to czym był jeden przy drugim?
Trzydzieści minut później stałem przed domem Belli. Byłem spocony, ale to nie miało znaczenia. Zadzwoniłem i czekałem. Żadnej reakcji. Ciężarówka nadal tutaj była. Zadzwoniłem jeszcze raz. Nic. Może coś jej się stało? Przy Belli nigdy niewiadomo.
Zadzwoniłem ponownie tym razem nieco dłużej. Kiedy właśnie chciałem znowu to zrobić, usłyszałem kroki na schodach i...
- Człowieku, Jasper, nie mogłeś pomyśleć o swoim kluczu?
Otworzyła drzwi i to co przede mną stało uderzyło we mnie jak piorun. Przede mną stało najpiękniejsze coś, jakie kiedykolwiek widziałem. Bella w czarnym, przenikliwym staniku i majtkach. Szlafrok był rozwiązany.
Dobrze, po prostu nie liczyła na to, że mnie tutaj spotka, lecz raczej Jaspera. Jasper! Sukinsynie! Mam na myśli, halo! Na taki widok nigdy więcej nie chciałbym być gdzieś indziej. Czarna tkanina na białej skórze. Wow!
Kto by pomyślała, że Bella...
- Edwardzie Cullen! Co ty tu robisz?
Miałem przed sobą widok najpiękniejszego ciała, ona w swoim szlafroku.
Spojrzałem w górę i zobaczyłem, że przygląda mi się od góry do dołu. Mhm.
Oczywiście wielu odsuwa się , gdy obok jest spocony facet, ale Bella uważała to za dobre.
- Myślę, że dobrze trafiłem, prawda?
- Na co? – Cofnęła się o krok w momencie, kiedy ja zrobiłem krok do przodu.
- Na prysznic i rozbieranie. – Przygryzła wargę. Ugh! Kiedy Bella to robi, nawet nie ma pojęcia, co tym powoduje. Znów zrobiłem krok do przodu, a ona cofnęła się do środka.
- Umm... więc... nie...mam na myśli... właśnie chciałam sie ubrać zamiast rozebrać. – To było takie seksowne, kiedy Bella sie czerwieniła.
Ponownie zrobiłem krok ku niej. Bella była nieświadoma, że jeszcze jeden jej krok w tył oznaczałby, że stanie pod ścianą. Ale Bella nie byłaby Bellą, kiedy oczywiście nie zrobiłaby tego kroku. Dobrze dla mnie, tak nie mogła nigdzie uciec.
Przycisnąłem moje ciało do jej. I szybko poczuła przez moje spodnie co mi zrobiła.
Bicie jej serca przyśpieszyło, tak jak moje. Co to było, że nie mogłem trzymać sie z dala od tej dziewczyny.
Powoli przejechałem moim nosem wzdłuż jej szyi i wyszeptałem. – Czy jesteś pewna, że właśnie chciałaś się z powrotem ubrać? – Przełknęła, a potem zrobiła coś na co nie byłem przygotowany.
- Nie... – I z tym przyciągnęła mnie jeszcze bliżej siebie. Zjechała swoimi rękami pod moją koszulkę, gładziła palcami po moich plecach. Uśmiechnąłem sie przy jej szyi. Powoli uniosłem głowę i spojrzałem w jej oczy. I to co tam zobaczyłem nie dało się wyjaśnić. Czy ona tego chciała? Gdzie podział się jej opór?
Jej oczy znów odzwierciedlały moje myśli. Pożądanie. Namiętność. Pragnienie.
Czy to rzeczywiście może być? Mała powściągliwa Bella?
Był tylko jeden sposób żeby się przekonać.
Jedną ręką powoli przesunąłem po jej policzku, aż do jej włosów. Drugą powoli otoczyłem jej biodra. Moja twarz była oddalona zaledwie kilka centymetrów od jej. Mogłem poczuć jej słodki oddech. I wtedy złożyłem moje usta na jej.
I znów pojawiło się to uczucie w okolicach mojego żołądka. To wszystko po prostu pasuje. Nasze usta poruszały się w zgodzie. Poczułem jak język Belli delikatnie przesuwa się po moich wargach i byłem zaskoczony, że ona tego chce. Tak, byłbym całkowitym durniem, gdybym odmówił jej dostępu. Otworzyłem, więc usta i nasze języki połączyły się. Na początku był to delikatny i czuły pocałunek, ale po chwili stał się wymagający. Ręce Belli wsunęły się w moje włosy i przyciągnęła mnie tym jeszcze bliżej siebie. Moja ręka leżąca na jej biodrze, zsunęła się na udo. Nie trwało długo zanim podniosła nogę i owinęła moje biodra. Cichy jęk uciekł Belli, a to miało bardzo duży wpływ na mnie i miałem w tej chwili duży problem.
Bella przerwała pocałunek, żeby zaczerpnąć powietrza, podczas gdy ja całowałem ją wzdłuż szyi. Jej dłonie gładziły moją koszulkę. Dała mi jasno do zrozumienia, że miałem na sobie zbyt wiele ciuchów. Jej ręce chwyciły koniec mojej koszulki i ściągnęła ją przez głowę. Szybko jej dłonie przejechały po mojej klatce piersiowej. Odwróciłem się, aby doprowadzić nas do innego miejsca. Pokój obok był salonem. Szybkimi krokami wszedłem do środka, położyłem ją na kanapie i umieściłem się nad Bellą. Całowałem ją po szyi, w dół po jej piersiach i brzuchu, aż do punktu, gdzie najbardziej chciałem.
Jednak Bella miała zupełnie inne plany. Jakoś udało jej się nas odwrócić i teraz to ona leżała na mnie. Nie potrzebowaliśmy rozmawiać, aby wiedzieć co chciało drugie. Porozumiewaliśmy się naszymi spojrzeniami. Podniosła sie na chwilkę, aby ściągnąć moje spodnie do biegania i zdjąć swój szlafrok.
Czy wspomniałem już, że miała ciało jak bogini?
Była doskonała. Bella znów przygryzła dolną wargę, kiedy zauważyła, że przyglądam jej się od góry do dołu. Ponownie się zarumieniła. Czy było jej nieprzyjemnie stać tak przede mną? Bella nie miała absolutnie żadnego powodu, żeby się wstydzić. Wyciągnąłem do niej rękę i byłem zaskoczony, kiedy ją ujęła.
Ostrożnie znów usiadła na mnie. Teraz oddzielała nas jeszcze tylko nasza bielizna.
Pochyliła się i nasze usta ponownie się spotkały. Bella powoli poruszyła swoimi biodrami. Ugh!
- Bella...
- Zraniłam cię?
- Nie... nie... to przyjemny dotyk.
Znów poruszyła biodrami i przy tym swoim językiem w moich ustach. Chwyciłem ją za biodra i nasze ciała poruszały się w zgodzie.
Nasze ruchy stawały się szybsze. Przejechałem moimi dłońmi po jej brzuchu i piersiach. Myślę, że tak dobrze tego wszystkiego jeszcze nigdy nie czułem. I czy wspomniałem już, że wciąż mieliśmy na sobie bieliznę? KURWA! Chodzi mi o to, co Bella ze mną wyprawia?
- Oh Boże, Edward...
- Bella, nie przestawaj... ja... ja...
- Edward, jestem tak blisko... oh Boże... – Poruszyłem się szybciej i jeszcze mocniej pod nią. I to jest to!
Z – kurwa Edward – Bella doszła. I to było najpiękniejsze, co kiedykolwiek widziałem w moim życiu. Twarz Belli, kiedy przeżywała swój orgazm. Nie potrzebowałem nic więcej i doszedłem w moich bokserkach.
Nie wiem co to było. Ale Bella stanie się moją zagładą. Jeszcze nigdy nie odczuwałem czegoś tak silnie. Można tak mocno dochodzić, jeśli nawet nie uprawiało się właściwego seksu? Odpowiedź brzmiała tak, można, lub bardziej ja mogłem. Ale tylko z Bellą. Jeśli pomyśle o tym co Tanya albo Jessica... No nie to było coś zupełnie innego i nie wiem co. Ale wiem jedno. Jeszcze nigdy się tak nie czułem. Bella położyła głowę na moim ramieniu, a ja ułożyłem ręce na jej plecach i przytuliłem ją. I znów coś, czego jeszcze nigdy nie robiłem po seksie.
O mój Boże... Staje się jakąś cipą!
Nie wiem jak długo tak leżeliśmy, przytuleni. Nie chciałem wracać do domu, ale było jasne, że Alice i Jasper wkrótce tutaj będą.
- Bella... myślę, że powinienem...
- Oh, tak... powinieneś wracać do domu... Jasper i Alice...
- Tak, będą tutaj wkrótce, a poza tym potrzebuję prysznica – mrugnąłem do niej, a Bella wstała. Znów się zarumieniła. Chwyciła swój szlafrok z podłogi i podała mi moje spodnie. Szybko wciągnąłem je na siebie. Bella wciąż jeszcze stała w tym samym miejscu i patrzyła na mnie. Podszedłem do niej i objąłem ją ramionami. Proszę, co się ze mną dzieje?
Wziąłem ją za rękę i poszliśmy do korytarza, gdzie leżała moja koszulka. Ją też szybko na siebie wciągnąłem.
Zamiar pójścia teraz do domu i zostawienia Belli tutaj samej...
Cullen, ty cipo! Rusz to dupsko.
- Tak, no więc. Sądzę, że zobaczymy sie jutro. – Gówno! Proszę, jak niezręczne to było?
- Umm, tak... zobaczymy się jutro. – Bella patrzyła na mnie tymi swoimi dużymi, brązowymi, sarnimi oczami. Nie mogłem nic innego niż ponownie ją pocałować. Wziąłem jej twarz w dłonie i przycisnąłem moje usta do jej.
- Do jutra, B. i zachowaj czystość.
- Zawsze! Do jutra Edward. – Otworzyłem drzwi i wyszedłem.
Nie miałem teraz żadnej ochoty na powrotny bieg, ale byłem zadowolony, ponieważ mogłem tak uporządkować moje myśli.
I tak zostawiłem za sobą dom Belli i czułem się tak jakbym moje serce też pozostawił w tyle.
