Wieeem, że długo mnie nie było! Gomenasai! :* Teraz już powinnam być częściej :)

Rozdział 10

To było dziwne. Shinichi usilnie starał się znaleźć inny pasujący przymiotnik, póki co - bezskutecznie. Dziwne. Dziwnie było iść spacerem ramię w ramię z międzynarodowo poszukiwanym włamywaczem, którego postać owiana była już światową legendą. Człowiek, którego niektórzy uważali za pół-zjawę, nieuchwytny i przebiegły, przyprawiający tłumy o dreszcze ekscytacji, obecnie... próbował dowiązać sznurowadło u lewego trampka. Ta sytuacja była tak absurdalna, że detektyw postanowił odpuścić sobie jej analizowanie. Inna sprawa, że znali się już tyle czasu, że nic w zachowaniu złodzieja nie powinno dziwić młodego detektywa. Uznał jednocześnie, że jeśli zaraz nie przerwie tej uciążliwej ciszy, jego głowa zaraz wybuchnie. Sam w SMSie poprosił o rozmowę, a teraz miał kłopoty ze znalezieniem jednego spójnego zdania. Kid był ubrany w biały t-shirt, przez co jego ramiona były kompletnie odkryte. To było coś nowego. Poza tym, chwilowe wiązanie buta spowodowało uniesienie się na plecach owej koszulki zdecydowanie ZA WYSOKO. Shinichi wiedział, że się gapi. Odchrząknął. Zmusił się do wydukania jedynej myśli, którą jego zajęty widokiem mózg zdołał poskładać do kupy, ponieważ wejście do parku było już w zasięgu wzroku.
- Gdzie nauczyłeś się otwierać zamki?
Kid wyprostował się, wyraźnie zadowolony z kokardki na trampku, i z błąkającym się na ustach uśmiechem, podniósł jedną brew. Znowu ruszyli wolnym tempem.
- Nie ma książek zatytułowanych "Jak rozpruć każdy sejf, wersja dla początkujących", czy coś. Jedyną metodą jest nauczyć się tego, hmm... bezpośrednio. Bierzesz kłódkę, tniesz wzdłuż na pół i patrzysz jak działa. I następną. I tak dalej.
- A sejf?
- Co "sejf"?
- Nie da się rozciąć sejfu na pół!
Shinichi zerknął w bok i zobaczył, jak złodziej wyszczerza się do niego.
- Palniki czynią cuda...
- Jesteś niemożliwy.
- Haha!

Kłódka ustąpiła prawie tak szybko, jakby nigdy nie była zamknięta. Kid machnął ręką, puszczając Kudo przodem. Brama zamknęła się za nimi z metalicznym brzdękiem. Shinichi poczuł jedno mocniejsze uderzenie serca.

Park był bardzo słabo oświetlony. Nic dziwnego, skoro z założenia w nocy był niedostępny dla spacerujących. Lekkie powiewy wiatru poruszały delikatnie liśćmi na drzewach. Było bardzo cicho i spokojnie. Z jakiegoś powodu Shinichi nie miał odwagi zerknąć na złodzieja. Pierwszy raz byli kompletnie sami w takim miejscu, w dodatku zupełnie prywatnie i z własnej woli. Przełknął ślinę i na sam koniec umysłu wyrzucił myśl, że ta wycieczka do złudzenia przypomina rand...
- Chciałeś ze mną o czymś porozmawiać, prawda? - rzucił złodziej z zaskoczenia, wyrywając Kudo z zamyślenia.
Shinichi nie był wniebowzięty, temat był ciężki i raczej mało przyjemny.
- Ran chce ściągnąć Conana, martwi się. Nie wiem co robić. - wyrzucił z siebie i z zapartym tchem czekał na reakcję.
Nastała chwila ciszy i detektyw zaczął żałować, że poprosił Kid'a o radę. A jeśli go wyśmieje?
- Masz jakiś plan?
- Poza przebraniem Haibary? Nie. Nie wiem nawet na ile to się może udać.
Westchnął i spuścił głowę. Jakie są szanse, że Ran się nie zorientuje? I że nikt inny się nie zorientuje? Znikome.
- Myślałeś kiedyś, żeby jej... no wiesz. Powiedzieć? Wszystko. Od początku?
- Zwariowałeś? Ona przetrąci mi kręgosłup! Wiesz ile razy... ona... emmm...

Kaito obserwował spod czapki jak detektyw bije się z myślami. Chciał być dobrym przyjacielem, chciał go wysłuchać i dopomóc jak tylko będzie mógł. Uparcie ignorował chęć objęcia chłopaka w pasie i lekkiego przyciągnięcia do siebie. Może kiedyś.
- Ran kilka razy... p-praktycznie z-zmusiła mnie, żebym ja... znaczy Conan...
Odchrząknął, wziął głęboki wdech i spróbował jeszcze raz, na spokojnie.
- Ran kilka razy zaciągnęła mnie, znaczy Conana, do kąpieli.
- Oh.
Kaito poczuł jak jego serce opada do pięt. Raczej nie miał z tym szans, bo kto by miał? Zacisnął zęby i poprzysiągł sobie, że nie będzie palantem i nie da upustu swojej złośliwości w żadnej formie. Będzie użalał się nad sobą kiedy indziej.
- Jeśli kiedyś ktoś inny cię wyda, nawet kręgarz ci nie pomoże. Przemyślałeś to?
- Wiem. Ale nie chcę jej stracić.
Shinichi mówił bardzo cicho. Brzmiało tak bardzo szczerze i bolało prawie jak kopnięcie w brzuch. On na prawdę ją kocha. Kaito czuł, jak jego poker face zaczyna chwiać się w posadach.
- Zrobiłeś to dla jej bezpieczeństwa. I wszystkich innych. W końcu zrozumie i jej przejdzie.

Gdzieś głęboko, Kaito miał jednak nieszlachetną nadzieję, że jej nie przejdzie. Miał nadzieję, że dziewczyna odejdzie, jakimś cudem zniknie, a wtedy on... Nie. Tak nie można. Tak nie może się stać, bo Shinichi będzie cierpiał. Najlepiej będzie, jeśli zostanie z dziewczyną, którą kocha, nawet jeśli to oznacza, że Kaito... że Kaito...
Młody złodziej poczuł, jak jego gardło zaciska się boleśnie.
Nawet jeśli to oznacza, że Kaito będzie musiał uporać się ze złamanym sercem. Zupełnie sam. Poker face runął i chłopakowi pozostało zdać się na panujący półmrok. Naciągnął czapkę trochę niżej.
- Myślę, że możesz spróbować z przebraniem Haibary. Nie masz alternatywy, a jeśli nie wyjdzie, wtedy i tak będziesz musiał powiedzieć Ran prawdę. W najgorszym wypadku będzie trochę bardziej zła, niż i tak by była. Niczym nie ryzykujesz.

Kolejne kilkanaście metrów przeszli w ciszy. Shinichi zaczynał się modlić o zmianę tematu. Kid najwyraźniej czytał mu w myślach.
- Hej, właściwie nie usłyszałem jeszcze tyrady na temat ostatniego skoku! - powiedział już lżejszym tonem.
- Mianowicie? Nie bardzo rozumiem.
- No wiesz, po każdej akcji słuchałem jak rozgryzłeś każdą moją sztuczkę. No więc słucham.
Kudo nawet nie zastanawiał się nad tym, jak Kid dokonał samego skoku. Był za bardzo zaabsorbowany tym, co wydarzyło się po skoku na balkonie, potem były urodziny i właściwie...
- Nie mam pojęcia. Może się pochwalisz?
Kid zachichotał. To będzie nawet ciekawe - pomyślał Kudo, dziękując w głębi ducha za zmianę tematu na coś przyjemniejszego.
- Pamiętasz ten wielki, zabytkowy, niedziałający zegar wahadłowy w sali? Stał w narożniku najbliżej wejścia.
- Noooo... tak. Co z nim?
- Był moją bazą wypadową!
- Niemożliwe! Był przeszklony, byłoby cię... byłoby...
Shinichi widział, jak Kid zerka na niego spod daszka czapki i wyobrażał sobie, jak chłopak podnosi brwi.
- Zdjęcie. Wkleiłeś widok wahadła i pustego wnętrza pod szybę. Dzięki temu mogłeś spokojnie poczekać w środku. Było tam wystarczająco miejsca dla dorosłej osoby, chociaż pewnie musiałeś przykucnąć. Haha. Przez to metoda identyfikowania oddziału nic nie dała. Nieźle.
- Dzięki - Kid wyszczerzył się.

W międzyczasie sceneria zmieniła się nieco, ponieważ ścieżka skręciła jakiś czas temu w prawo, i obecnie szli brzegiem stawu, w którym odbijał się księżyc, podświetlając lekko szczękę włamywacza idącego po prawej od strony wody, jednocześnie tworząc wrażenie jeszcze większego cienia na pozostałej części twarzy. Shinichi przypomniał sobie o dręczącej go sprawie. Nie potrafił określić, czym konkretnie była przeoczona przez niego rzecz, która dotyczyła jego urodzin. Chciał o to zapytać złodzieja, ale nie wiedział jak sformułować pytanie. Postanowił więc powiedzieć to, co sobie mentalnie zapisał.
- Swoją drogą, moje najszczersze kondolencje.
Kid stanął w miejscu i pochylił pytająco głowę w jedną stronę.
- Z jakiej to okazji? Czyżby na końcu ścieżki czekał na mnie inspektor Nakamori i para kajdanek? Wiesz, zawsze mogę cię uśpić i...
- Nie pleć bzdur - przerwał mu Kudo - chodziło mi o Sonoko. Teraz kiedy wiem, że też za nią nie przepadasz, muszę przyznać, że współczuję ci bycia obiektem westchnień kogoś tak bardzo nie do wytrzymania. Nie masz pojęcia co wygaduje przed każdym twoim skoki...
- BŁAGAM! OSZCZĘDŹ MI TEGO! - włamywacz przerwał mu i zakrył uszy rękoma.
Shinichi parsknął śmiechem. Poczekał, aż chłopak zdejmie dłonie z uszu i ciągnął dalej.
- Jesteś pewien, że nie chcesz posłuchać? W jej marzeniach jest tyle namiętności! - rzucił z przekąsem.
Na widok kwaśnej miny wyglądającej spod czapki Shinichi roześmiał się na całego.
- Pffff! Mówisz tak, bo jesteś o nią śmiertelnie zazdrosny, przyznaj się!
Riposta Kida wywołała na twarzy detektywa kwaśny grymas. Zazdrosny o Sonoko? On?
- Nigdy w życiu!
- Jasne, że tak! Tak samo jak byłeś zazdrosny, kiedy miałem iść z Ran na dach teatru. Haha!
- Wcale że ni...!
- Ja też chcę iść, chcę iść, chcę iść, chcę iść! - zawołał Kid imitując natarczywe krzyki zdenerwowanego Conana.*
Kompletnie zażenowany Shinichi poczuł, jak policzki zalewa mu rumieniec.
- HEJ!
- Chcę iść, chcę iść, chcę iść!
Kid stanął w miejscu i zaczął tupać nogami, dodatkowo wymachując ramionami, próbując nie trząść się ze śmiechu. Tego było za wiele. Irytacja wzięła górę nad zawstydzeniem i ciało Kudo samo ruszyło do akcji. Zanim detektyw się zorientował, warknął i odepchnął lekko złodzieja od siebie.

Kid stał na samym brzegu ścieżki. Dalej było kilkanaście centymetrów trawy, ostry spad i... staw. Dzięki temu spacerowicze mogli iść możliwie blisko wody. Dzięki temu również, włamywacz zakołysał się, odruchowo postawił nogę za sobą na pochyleniu, stracił równowagę i wpadł do wody z wielkim pluskiem.

Shinichi był przez chwilę bardzo z siebie zadowolony. Do momentu, kiedy na tle oświetlonej księżycem tafli wśród chlapania wodą nie pojawiła się ciemna głowa, już bez czapki.
- Kud...! Ja...! Pfff!
Głowa zniknęła pod wodą, żeby po chwili pojawić się ponownie.
- Ja nie um...! EKHE! Ku...!
Shinichi poczuł, jak serce staje mu w gardle. Ruszając do krawędzi spadu i zapierając się jedną stopą miał w głowie trzy myśli. Pierwsza - nigdy nie widział, żeby Kid pływał. Jak mógł nie wziąć tego pod uwagę?! Druga - tonący wciąga ratującego pod wodę. Trzecia - jeśli coś mu się stanie, to detektyw będzie za to w stu procentach odpowiedzialny. Popchnięcie go było głupie. Nie należało zakładać, że umie pływać.
Księżyc zaszedł za niewielką chmurę, przyciemniając jeszcze bardziej okolicę. Z walącym sercem Shinichi zaparł się na jednej nodze, przygotowany na przyciągnięcie ciała wagowo zbliżonego do własnego. Wyciągnął rękę najdalej jak na to pozwalało nachylenie brzegu, aby mógł wciągnąć bezwładny ciężar i z zaciśniętym gardłem krzyknął, aby przebić się przez huk wody, który złodziej z pewnością słyszał w uszach.
- KID! PODAJ MI RĘKĘ! WYCIĄGNIJ RĘKĘ!
Kid był około metra od brzegu, ale najwyraźniej w panice, jakiej doświadcza topiący się człowiek, nie był w stanie wydostać się samemu. Przemknęła mu myśl, że staw w parku nie powinien być tak głęboki, bo co jeśli wpadnie tam bawiące się dziecko i nikt tego nie zauważy? Głowa znowu zniknęła pod wodą. Shinichi postanowił, że jeśli Kid w ciągu dziesięciu sekund nie poda mu ręki, doskoczy do niego, postara się go ogłuszyć, żeby samemu nie zostać wciągniętym pod wodę i dociągnie go do brzegu. Głowa znowu pojawiła się nad powierzchnią głośno wciągając haust powietrza i pośród rozbryzgów wody mokra dłoń mocno złapała detektywa za rękę. Shinichi wypuścił wstrzymywany nieświadomie oddech i zapierając się, spróbował pociągnąć.

Nic się nie stało. Zupełnie jakby Kid nagle zaczął ważyć tonę, albo zaczepił nogami o wodorosty na dnie, albo...

Zdziwiony i spanikowany Kudo podniósł głowę.

Na dwie sekundy wszystko zamarło. Spokojna sylwetka Kid'a, już nie chlapiąca ani nie topiąca się, za to wynurzona do ramion, trzymała detektywa za rękę.

... albo wcale nie chciał, aby Kudo go wyciągnął.

W głowie detektywa coś kliknęło i wskoczyło na swoje miejsce.

Oczywiście, że ten staw w takim miejscu nie mógł być aż tak głęboki. W półmroku Shinichi dojrzał szeroki, złośliwy uśmiech na ociekającej wodą twarzy włamywacza. Ostatnią myślą jaka przemknęła mu przez głowę było to, że sam jest sobie winien.

Kid zaparł się nogami o dno, i wykorzystując przewagę w postaci ostrej pochyłości pod nogami Kudo, pociągnął chłopaka za rękę. Detektyw bardzo niezgrabnie wpadł do wody ze sporym impetem, wywołując małą fontannę oraz kilka sporych fal na powierzchni.

~.~.~.~

*Scena z "Magician of The Silver Sky" 19:42

Edit: Poprawiłam kilka literówek i jeden znak zapytania. Nie mam najmniejszego zamiaru porzucać tego opowiadania, byłam tylko trochę zajęta ;) Dzięki temu odgrywałam sobie w głowie ten i kolejny rozdział po 100 razy, przez co wyjdzie - mam nadzieję - nie najgorzej :P Pozdrowionka :*