10.
Albus był zaniepokojony tym, co wyrabiał Severus. Wiktor Krum przyszedł do niego, oburzony, że nie tylko panna Granger przynosi do sali zwierzę, ale ono jeszcze go atakuje bez powodu. Och, był pewien, że jego młody przyjaciel miał powód, ale i tak nie powinien był tego robić. W ptasiej formie zawsze folgował swojemu charakterkowi. Uśmiechnął się na wspomnienie Minerwy, która do dziś pewnie zastanawiała się, jak ta zdechła mysz trafiła pod jej poduszkę. I dlatego poprosił Hermionę, by go do niego wysłała. Mógł już latać, ale z wielką niechęcią opuszczał swoje stanowisko przy dziewczynie.
– Ach, Severusie. Miło cię widzieć.
Dorodny kruk wleciał przez otwarte okno, syknął na Fawkesa, by ten zrobił mu miejsce, ale feniks jedynie spojrzał na niego z ciężkim politowaniem. Niezbyt zachwycony takim obrotem spraw Mistrz Eliksirów poczłapał bliżej biurka, po czym wskoczył na nie. Przekrzywił łebek… znaczy się, głowę i wyraźnie chciał wiedzieć o co chodzi.
– Dowiedziałeś się czegoś nowego?
Skinięcie.
– Napisz.
Pół godziny później miał naskrobane na pergaminie podejrzenia byłego szpiega.
Goyle za nią chodzi i rozpytuje. Ktoś go chyba na nią napuścił, ale chłopak jest równie subtelny, co Poppy widząca szczura.
Krum jest podejrzany. Chce się do niej dobrać, a z tego, co mówiła, to pół roku temu nie tylko nie umiał zbyt dobrze mówić po angielsku, ale też intensywnie interesował się czarną magią. Skłamał, że przybył tu, żeby pobierać u mnie nauki – i niby rozesłałem oferty w poszukiwaniu asystentów. W następne Hogsmeade mają się spotkać u Julii.
Potter i Weasley nie są już dla niej wsparciem. Będzie sama. WYMYŚL COŚ.
– Masz może jakieś pomysły?
Aurorzy w wiosce, to po pierwsze. Daj znać Julii, żeby miała na nich oko. Ja też tam będę, więc niech zwraca na mnie szczególną uwagę. Dam jej znać, jeśli tylko coś będzie nie tak. Kilka osób spoza Zakonu, które będą miały ich na oku. Żadne z nich nie może ich znać. Ktoś siedzący na karku Goyle'owi przez cały czas. Musi się kontaktować ze swoim zleceniodawcą w jakiś sposób. Pożycz od Pottera pelerynę i daj komuś odpowiedzialnemu, wytrzymałemu. Chłopak musi być cały czas pod obserwacją, nawet podczas spaceru do toalety. Postaram się nasłać Starego Wygę na Kruma, ale nie jestem pewien, czy to się uda.
Albus przeczytał wszystko i zaczął pisać odpowiednie listy, gdy coś go uderzyło.
– Kim jest Stary Wyga?
Krzywołap, czy jak go tam Granger nazywa. Jej kuguchar.
– Dogadujesz się z nim? Z tego co pamiętam, to jest wyjątkowo wyczulony na animagów.
Nim Severus naskrobał odpowiedź, wszystkie listy zostały wysłane.
Bestia jest genialna, jak na kota. Wyczuł, że jestem tam, żeby pomóc jego pani. Musiałem mu wszystko wytłumaczyć i ma teraz na nią oko, gdy ja nie mogę. W nocy zawsze mamy warty przy niej. Ale my nie jesteśmy wystarczającą obstawą – kruk i kot. MUSI przy niej być ktoś z różdżką. Porozmawiaj z tymi dwoma kretynami i niech przestaną unosić się nieistniejącą dumą, a zaczną rozumieć, na czym polega przyjaźń. I jeszcze jedno – jej ręka jest coraz mniej sprawna. Góra kilka miesięcy i będzie bezwładna do końca.
Dyrektor Hogwartu przesuwał palcami po swojej brodzie namyślając się. Zauważył, że Ron i Harry przestali bywać z Hermioną, a ona chodziła przygaszona, ale sądził, że to tymczasowe. Lata znajomości z Severusem nauczyły go czytania pomiędzy wierszami i z całej jego wiadomości przebijało, że to coś znacznie poważniejszego. Nie mogli sobie teraz pozwolić na młodzieńcze animozje. Zanotował sobie rozmowę z chłopcami, ale była jeszcze jedna sprawa, która niepokoiła go znacznie bardziej, niż cała reszta razem wzięta.
– Severusie, czy ty nie stajesz się zbyt przywiązany do panny Granger?
Ptak zamordował go wzrokiem, po czym sam umarł z śmiertelnego oburzenia i obrócił się do niego ogonem, wyraźnie pokazując gdzie ma jego insynuacje. Zachichotał, ale jego głos był poważny.
– Zdajesz sobie sprawę z tego, że to uczennica? Wiem, że ona jest tobą zainteresowana, ale… Nie popełniaj mojego błędu. Ja zniszczyłem życie jednej kobiecie i nie chciałbym, żebyś powtarzał tę historię.
Jego towarzysz przewrócił oczami, po czym naskrobał:
Spróbuj powiedzieć Minerwie, że zniszczyłeś jej życie. Chętnie zgłoszę się na stanowisko Dyrektora po tym, jak już cię zabije.
– Cóż, kruk Dyrektorem… Tego jeszcze nie było. Co nie zmienia faktu, że mówię poważnie, mój drogi.
Czy ja ci wyglądam na idiotę? Jeszcze mi Granger do tego wszystkiego brakowało! Zajmij się pilnowaniem jej tyłka, a ja idę jeść kolację. Jestem diablo głodny. To obrzydliwe, że w tej postaci uwielbiam surową wątróbkę.
Dumbledore zaczął się śmiać – Severus nigdy nie tykał niczego, co nie było przynajmniej dobrze wypieczone. Był to jednak nieco smutny śmiech, bo wiedział, że chłopak jest w fazie zaprzeczenia. Albus znał to z własnego doświadczenia. Zaprzeczenie, przerażenie, akceptacja i dążenie do zdobycia. Miał wielką nadzieję, że Mistrz Eliksirów zatrzyma się na „akceptacji". Wciąż miał przed oczami minę Minerwy, gdy ta dowiedziała się czym skutkuje przywiązanie siebie do potężnego czarodzieja. Nie wiedział, czy już się z tym pogodziła i czy kiedykolwiek mu wybaczy. Bał się spytać.
vOvBvOvBvOv
Od kilku dni Ron i Harry przyglądali się jej prawie cały czas, ale nie wiedziała, o co im chodzi. To wyglądało tak, jakby chcieli coś powiedzieć, ale bliżej nieokreślona siła ich powstrzymywała. Cóż, to nie był jej problem. Miała dosyć chodzenia za nimi i wycierania im nosków. Gdy poinformowała o tym Mortifera, dokładnie tymi samymi słowami, omal nie spadł z biurka z uciechy. Krzywołap spojrzał na niego z obrzydzeniem, po czym – korzystając z chwilowej niedyspozycji ptaka – wskoczył na jej kolana i rozsiadł się tam, zajmując tyle miejsca, ile normalnie zajęłyby trzy koty. Rywalizacja pomiędzy tymi dwoma była naprawdę zabawna, a przynajmniej dopóki nie przychodził czas na sen. Wtedy obaj lądowali na podłodze, gdzie żarli się przez resztę nocy pod zaklęciem ciszy. Kilka razy widziała, jak jej kuguchar, wtulając się w nią, z wyrazem wrednego samozadowolenia na mordzie, w celu drażnienia, głaszcze puszystym ogonem łepek kruka, który w tym czasie ruszał pazurami, jakby miał zamiar go podrapać. Czasami łapała Mortifera na tym, jak wpatrywał się w nią intensywnie. Dziwne, bo podobne uczucie miała nieraz podczas lekcji Eliksirów, zwłaszcza wtedy, gdy Snape zastanawiał się jak ją ocenić.
– Przestań tak na mnie patrzeć. To jest dziwne. I nie wzruszaj skrzydłami, tylko… Uch! Ty nieznośny ptaku!
Lavender i Ginny przestały się do niej odzywać, choć ta pierwsza najwyraźniej na polecenie Rona. Goyle wciąż chodził za nią, jak cień, a Wiktor uśmiechał się do niej porozumiewawczo podczas posiłków. Wszystko to męczyło ją i popołudniami bywała najczęściej albo w swoim dormitorium razem ze zwierzakami, albo w Bibliotece z książkami i Mortiferem, który przez większą część czasu miał dziób w którejś z książek. Podobało jej się to. Potrafił zająć się sam sobą i nie żądał od niej ciągłej uwagi.
– Czemu ty nie możesz być człowiekiem? – Westchnęła i, po raz chyba tysięczny, wymówiła te same słowa. – Choć może to i dobrze, bo pewnie miałbyś niewyparzony jęzor. Tak, to spojrzenie mówi samo za siebie. Wredny, złośliwy, uparty, niegrzeczny, egoistyczny, nieznośny… Nie kiwaj tak głową, bo ci tak zostanie i będziesz wyglądał, jak te pieski w ludzkich samochodach. – Kiedy spojrzał na nią, wyraźnie urażony, dodała – Ale i tak cię kocham.
Cóż, nigdy nie dowiedziała się jaka byłaby jego reakcja, bo tak się na nią zagapił, że nie patrzył gdzie tupta i w efekcie zleciał ze stołu na ziemię, kracząc przeraźliwie. Zaśmiała się i schyliła, by ugłaskać jego zranioną samczą dumę, ale podniósł się sam, kilka razy pomachał skrzydłami, ruszył tyłk… ogonem i gdy się upewnił, że wszystko z nim w porządku po prostu wyleciał, ani razu się nie oglądając. Parsknęła śmiechem.
– Niewdzięcznik.
Dwa eseje później usłyszała, że ktoś koło niej siada. Będąc pewna, że któryś z chłopców wreszcie zdecydował się do niej odezwać spojrzała w bok i ją zamurowało. Goyle krzywił się w sztucznym uśmiechu i po chwili dotarł do niej mocny zapach męskich perfum. Tak mocny, że aż spowodował atak kaszlu. Gdy już przyzwyczaiła się do tego smrodu (zbyt dużo, to… no, zbyt dużo), postanowiła się odezwać pierwsza, bo on najwyraźniej na to czekał. Mogła milczeć, owszem, ale ciekawość zwyciężyła.
– Witaj, Goyle. Mogę w czymś pomóc?
– Chcę się z tobą umówić. W następne Hogsmeade.
Cóż, to było całkiem bezpośrednie. Gdyby nie to, że uśmiech zaczął przypominać ten, jaki się ma po zjedzeniu cytryny dla zakładu i ton głosu „jesteś-nic-niewartą-szlamą", to może by mu uwierzyła.
– Przykro mi, ale jestem zajęta. Profesor Krum chce omówić ze mną…
– Aha. No to ok., ale musisz się ze mną umówić.
– Słuchaj, Goyle! Próbowałam być uprzejma, ale nie będziesz mi rozkazywał! Nie spotkam się z tobą, jasne?
Próbował zrobić minę zranionego dziewczątka, które nikomu przecież nie wyrządziło krzywdy.
– Nie podobam ci się? To przez to, że jestem gruby?
– Eee… Nie, to nie dlatego. Znaczy się – nie podobasz mi się, ale naprawdę jestem zajęta.
Skinął głową i spojrzał na nią z – po raz pierwszy od kiedy go poznała – błyskiem inteligencji w oczach.
– A co jeśli ci powiem, że wiem, gdzie jest przetrzymywany Snape?
