Ten rozdział to najbardziej napiętnowany emocjonalnie rozdział i długo go nie zapomnę. Napisałam trzy strony, które po prostu WYPOCIŁAM, dokument się zepsuł one zniknęły, po prawie tygodniu, kiedy złość zelżała otworzyłam dokument, zaczęłam pisać na nowo, ale dotrwałam najwyżej do trzeciego akapitu. Kolejne podejście? Magicznie powrócił do mnie wcześniej napisany tekst, coś wyrzuciłam, coś poprawiłam, dopisałam, przeleżał znów kilka dni. Zakończenie jest owocem dzisiejszej pracy, czyli wstawiam go wprost spod moich uroczych palców. (:

Dziękuję za komentarze!
Tina Silver,
wcale Ci się nie dziwię. Mam świadomość, że początek jest wybitnie słaby, a dalej opowiadanie rozwija się znacznie sensowniej. Jest to spowodowane niczym innym, jak faktem, że w mojej głowie ciągle wyraźniej widzę zakończenie, niż całość, ale staram się, staram, staram!

Rozdział niebetowany, zobaczymy, jak będzie dalej. Póki co - miłej lektury!


Rozdział X. Nielegalne

Hogwart Express miał za chwilę odjechać. Harry, Ginny i Hermiona stali na stacji Hogsmeade, milcząc. Ron już dawno grzał miejsce w przedziale – darował sobie pożegnanie. Był wściekły na Hermionę do tego stopnia, że nawet nie próbował robić jej wyrzutów przy śniadaniu. Właściwie w ogóle się do niej nie odzywał. A żeby być dokładną – on nawet nie patrzył w stronę Hermiony.

– Porozmawiamy po świętach – odezwał się w końcu Harry, gdy konduktor zagwizdał, oznajmiając rychły odjazd. Chłopak przez chwilę miotał się, nie wiedząc jak się pożegnać. Ostatecznie niezgrabnie pomachał i uśmiechnął się do przyjaciółki, po czym wsiadł do pociągu.

Ginny wyciągnęła ręce w stronę Hermiony, by ta pozwoliła się przytulić.
– Nie dam sobie z nimi rady, Ginn – wymamrotała łamiącym się głosem w ramię Rudej.
– Postaram się ich ugłaskać.
Weasley'ówna wzmocniła uścisk, by za chwilę odsunąć od siebie Hermionę i wskoczyć do pociągu.

Odjechali.

Hermiona nie wiedziała, jak długo stała na opustoszałym peronie, zanim ciepła dłoń dotknęła jej ramienia i wyrywając ją z rozmyślań.
– Wracamy, panno Granger – usłyszała za plecami głos Pomony Sprout.

„Wracamy, jasne. Zawsze muszę do czegoś wracać. Do domu, do szkoły, normalności, punktu wyjścia, problemów i zmartwień, a w końcu (myślami) do Malfoya. Te cholerne powroty udają mi się, jak nic innego w życiu."

– Oczywiście.
Owinęła się ciaśniej szalikiem i posłusznie ruszyła do powozu ciągniętego przez Testrale. Bo Hermiona zawsze była posłuszna. Zawsze robiła to, czego się od niej oczekiwało i nic ponad. Była przewidywalna do bólu i przez to odrobinę nudna. Tylko na ile pozwoliła sobie żyć w ramach, które ustalił dla niej świat, a na ile była to prawdziwa ona?
Miła, pomocna, sumienna, mądra, tolerancyjna, rozsądna i rzeczowa. Taką Hermionę Granger znali wszyscy, do takiej przywykli. Dlatego nie dziwiła się, że szokiem okazał się być jej romans z Malfoyem. Nie przewidziała tylko, że… właśnie. Co? Wiedziała, że Harry i Ron nie pozwolą sobie nic wyjaśnić, że oboje z Draco będą mieli dużo szczęścia, jeśli nie trafi ich jakaś zaczajona Avada. Co ona sobie wyobrażała?

oOo

Musiała sobie wszystko poukładać, przemyśleć kilka spraw.

Już miała uznać ten dzień za znośny, gdy przy kolacji dosiadł się do niej blondwłosy Problem. Przez chwilę poczuła się jak umyślna ofiara poronionych pomysłów kadry. Dzielenie stołu ze wszystkimi domami podczas świątecznych posiłków uważała za morderczy cios wymierzony prosto w jej zdrowie psychiczne.
– Musimy porozmawiać.

Przez myśl przeszło jej, że powinna przechrzcić tę niedzielę na dzień rozmawiania o konieczności rozmowy.

– Z pewnością – odparła, dłubiąc widelcem w talerzu. – Z pewnością też dostanę wrzodów, bo właśnie tak kończy się jedzenie w stresie – dodała niewyraźnie.
– Co? Nieważne. Posłuchaj…
– Właśnie, nieważne – wtrąciła się, przenosząc jednocześnie wzrok z jedzenia na Malfoya. – Wszystko, co mam do powiedzenia jest nieważne. Czy to w relacji z tobą, Ronem, Harrym, na lekcjach Snape'a. Nie uważasz tego za jakieś pieprzone fatum? Żaden facet w tym przeklętym zamku nie liczy się z moim zdaniem – odłożyła z brzękiem widelec. – W każdym razie mam z tobą problem, mianowicie: nie mam pojęcia, jak wytłumaczę się przyjaciołom z… tego wszystkiego. Masz jakiś pomysł?
– Ja…
– Tak naprawdę nie obchodzi mnie, co masz do powiedzenia na ten temat, Draco. Wiem, co powinniśmy zrobić. Wiem, co ja powinnam zrobić…

Sposób, w jaki wypowiedziała jego imię był tak potwornie chłodny i rzeczowy, że zaczynała ogarniać go panika. Być może nie miał zbytniego doświadczenia z Hermioną, być może nie miał żadnego doświadczenia jeśli chodzi o emocjonalność dziewcząt w ogóle. Z wyjątkiem oczywiście tego specyficznego typu emocji, które wyzwalają w nich jego nad wyraz zdolne lędźwie…

Coś zakłuło go w środku, impuls umiejscowiony w okolicach żołądka pokonał krętą drogę wprost do mózgu. Wtedy zrozumiał. Ona z nim ZRYWAŁA. Oczywiście jeśli tylko można nazwać tę ich dziwną relację związkiem. I nie przejmował się tym dlatego, że cały plan weźmie w łeb. Już dawno go nie obchodził. To zerwanie było na swój sposób bolesne, bo wiedział, że będzie mu jej brakowało, nawet jeśli spotykali się dość rzadko. Żal mu było nawet przypadkowych dotyków, spojrzeń, ukradkowych uśmiechów. Chciała mu zabrać wszystko. Całą siebie.

Nie chciał tego czuć, nie chciał wiedzieć, że jej potrzebuje, ale też nie mógł zignorować faktu, że łapał się na myśleniu o niej podczas wykonywania codziennych czynności, że zastanawiał się, jak by to było, gdyby ona była czystej krwi (bo przecież tylko wtedy jego środowisko zaakceptowałoby ich związek!).

W jego głowie rozpętała się burza, a Hermiona przestała mówić.
– Czy ty mnie słuchasz?
– Nie – odparował bez zastanowienia.
– W takim razie pozwól, że cię opuszczę – wytarła usta serwetką i wstając odłożyła ją na stół.
– Nie, Hermiona! – Złapał ją za nadgarstek. Usiadła. – Nie możesz…

Posłała mu pytające spojrzenie.

– Nie możesz mnie tak po prostu zostawić, ja… - „…chyba coś do ciebie czuję". – Ja… jestem Draco Malfoyem, mnie się nie zostawia! – oburzył się w dość mało przekonujący sposób. Wystarczyło, by zdenerwować Hermionę.
– Jesteś kretynem, Malfoy – wyszarpnęła rękę z jego słabego uścisku i odeszła.

Z hukiem uderzył czołem w stół.

– Jestem kretynem…

oOo

– Co cię tak śmieszy? – spytał Mistrz Eliksirów.
– Urocza z nich para, Severusie.
– Wy, Gryfoni, w bardzo dziwny sposób postrzegacie świat. Ta uparta dziewucha robi z niego durnia, publicznie! Na Merlina, Bóg musi istnieć i mieć chory plan na ich życie…

oOo

Draco wstał od stołu i pewnym krokiem ruszył do wyjścia. Porozmawia z nią, choćby miał spędzić całą noc pod przeklętym portretem tego „tłuściocha w sukience" czekając, aż będzie musiała coś zjeść lub skorzystać z łazienki.

oOo

– Stawiam galeona na to, że poszedł pod portret Grubej Damy i będzie koczował tam do rana – rzuciła dyrektorka półszeptem, pochylając się w stronę siedzącego obok nauczyciela.
– Do rana, powiadasz? – Mistrz zachichotał w sposób, który większość uczniów przyprawiłby o palpitację serca. Ba, nikt nie przypuszczałby nawet, że Severus Snape jest zdolny do wydawania z siebie takich dźwięków, jak chichot, więc sam fakt byłby dobrym powodem do natychmiastowej śmierci. – Przyjmuję zakład. – Podali sobie rękę pod stołem.

oOo

W drodze na wieżę Gryffindoru Draco zdążył się dwa razy rozmyślić, z tego powodu zawrócić i raz zabłądzić, dzięki życzliwości schodów. Nawet stojąc pod portretem Grubej Damy nie był pewien, czy to dobry pomysł tak stać tu i robić z siebie durnia z powodu Hermiony, zwłaszcza że widział kilku młodszych Gryfonów, którzy nie wrócili na święta do domu.

Miał dziwne przeczucie, że nic nie zdziała, a mimo to zdecydował rozbić obóz przed wejściem do pokoju wspólnego Gryfonów.

– Pomyliłeś drogi, młodzieńcze? – usłyszał w pewnym momencie znad swojej głowy. Gruba Dama postanowiła w końcu zwrócić na niego uwagę.
– Chciałbym. – Oparł głowę o ścianę.
– Czy mogę ci jakoś pomóc?
– Nie wiem, dlaczego zamiast zakneblować ci te twoje nabazgrane usta, odpowiem po prostu: nie sądzę. – Zmarszczył nos w irytacji w charakterystyczny dla siebie sposób.
– Gdybyś jednak czegoś potrzebował, drogi chłopcze…
– Daj mi spokój.

Draco czekał przez kilka godzin na zimnej posadzce, aż w końcu usnął z głową zwieszoną na klatce piersiowej.

oOo

Nad ranem, w pokoju Mistrza Eliksirów, z zielonych płomieni w kominku wyłoniła się głowa Minewry McGonagall. Dyrektorka była wyraźnie zaspana, miała rozpuszczone włosy, a spod ciepłego szlafroka wystawała piżama.
– Ekhm…
Severus Snape zerwał się z łóżka, chwytając za różdżkę schowaną pod poduszką.
– Doprawdy, Minewro… Musisz mieć ważny powód, by budzić mnie o tak nieludzkiej porze, gdy zajęcia się nie odbywają, a mój magazyn pęka w szwach, wyładowany eliksirami… – warknął wściekle.
– Dexter doniósł mi, że pan Malfoy nie wrócił na noc do swoich komnat. Zdaje się, że…
– Dobranoc.
Mężczyzna odłożył różdżkę i w nienajlepszym nastroju wrócił do łóżka.
– Dobrej nocy, Severusie – odpowiedziała dyrektorka i roześmiała się perliście, po czym jej popiersie zniknęło z wnętrza kominka, a w komnacie na nowo zapanował mrok.

oOo

Gdy do Dracona na nowo wracała świadomość i poczuł zimno podłogi pod sobą oraz ściany za plecami, a także ciepło czyjegoś ciała przy jego prawym boku, to w pierwszym momencie chciał się wtulić w miękkie ramię i spać dalej. Po chwili jednak dotarło do niego, że nie jest mu raczej zimno z powodu kołdry, która spadła na podłogę, a ciało obok nie jest kochanką ostatniej nocy. Uniósł głowę, co z racji na zastygłe mięśnie karku nie było tak prostą czynnością, jaką się wydaje. Bolały go plecy, powinien wrócić do ciepłego łóżka i przespać jeszcze kilka godzin na wygodnym materacu, najlepiej z jakimś „36,6" u boku. Nie zrobił jednak nic, by zmienić swoje położenie. Nie otworzył nawet oczu.
– Przyszłaś w końcu – powiedział, po czym kaszlnął. Miał wyraźną chrypę i zaczął trząść się z zimna.
– Co tu robisz?
– Czekam na ciebie. – Ziewnął zasłaniając pięścią usta i wyciągając się. Powoli uniósł opuchnięte po śnie powieki.
– Skoro już się doczekałeś… – Hermiona podniosła się z podłogi z cichym stęknięciem. Schyliła się po torbę z przyborami higienicznymi i czystymi ubraniami. – Idź stąd, zanim ktoś cię zobaczy.
– Nie, Granger, zaczekaj! Będę tu siedział, aż… – przerwał mu napad obrzydliwie mokrego kaszlu, który zdawał się nie mieć końca. – Będę… aż… Merlinie, umieram – westchnął w końcu zmęczony. – Ja tu dla ciebie umieram, Granger.

Hermionie cisnęło się na usta, że nikt go nie prosił, by spał na zimnej posadzce w środku zimy, bo gdyby choć chwilę się zastanowił nad tym, co zamierza zrobić, to przyszedłby pod portret z samego rana i poczekał najwyżej dwie godziny, zanim wyszłaby wziąć poranny prysznic. Na (nie)szczęście Draco ostatnimi czasy stawał się rasową gorącą głową, więc najpierw robił, a później… żałował.

– Dobrze, MALFOY, porozmawiamy. Po śniadaniu w salce samorządu.

Draco zakaszlał głośno, łapiąc się za klatkę.

– Ohh, tylko ubierz się ciepło, do cholery! I pamiętaj, że jeśli jakimś cudem wyplujesz płuca… – pogroziła mu palcem.
– To absolutnie nie będzie twoja wina – zdążył wychrypieć, zanim kolejny atak kaszlu odebrał mu zdolność mówienia na dobre pół minuty. Niezdarnie wytarł łzy, które bezwolnie popłynęły po jego policzkach. – Spadam stąd… – wstał szybko i objął ją delikatnie, by ucałować jej policzek, jednak wykonała zręczny unik. – Cóż, warto było spróbować.

– Bądź twarda, Hermiono, bądź twarda… – powtarzała sobie w drodze do łazienki.

oOo

– Pani Pomfrey… potrzebuję tylko czegoś na kaszel, naprawdę nic mi nie jest.
– Wam nigdy nic nie jest! A później… Dziecko, przecież ty masz gorączkę! – wykrzyczała pielęgniarka dotykając czoła Malfoya.
– Ile razy mam powtarzać, że nic mi nie jest? Proszę mi dać, do cholery, coś na ten prze… – jeśli dotąd Draco mógł zaprzeczyć temu (bezsensownie, tak właściwie), że dolega mu coś poważnego, to gula flegmy, którą udało mu się po długich staraniach odkrztusić, a którą po krótkiej namowie Poppy Pomfrey wypluł do basenu, skutecznie udaremniła jego starania.
– Albo położy się pan do łóżka po dobroci, panie Malfoy, albo użyję wszelkich dostępnych środków przymusu bezpośredniego.

– Pani Pomfrey? Może uda mi się go jakoś przekonać… – odezwała się Hermiona, nie przekroczywszy progu gabinetu.

Nie stała tam długo. Dłużej czekała na Malfoya w salce obok, jednak kiedy usłyszała krzyki i ten przeraźliwy kaszel – doszła do wniosku, że Draco nie przyjdzie, na pewno nie żywy. Pielęgniarka nigdy nie wypuściłaby go w takim stanie ze skrzydła szpitalnego. Dlatego przełknęła dumę i postanowiła uratować go drugi raz tego weekendu.

– Jeśli wrócę tu za pięć minut, moja droga, i nie ujrzę tego chłopaka w łóżku, to obiecuję, że postaram się… - zastanowiła się przez chwilę. – Nieważne. Pięć minut!

Hermiona zasalutowała i weszła do pomieszczenia.

– Jesteś… – zaczął blondyn.
– Niesamowitą, genialną, pomocną, najżyczliwszą i najpiękniejszą kobietą pod słońcem? Zastanów się nad odpowiedzią, bo w zaistniałej sytuacji możesz gorzko pożałować – zniżyła głos i zmrużyła groźnie oczy.
– Tak.

Kilka chwil, groźnych kaszlnięć i narzekań później Draco posłusznie położył się do łóżka, a Hermiona usiadła na jego brzegu. W międzyczasie pielęgniarka wróciła z naręczem fiolek, w których Gryfonka rozpoznała jedną, wypełnioną eliksirem pieprzowym.

Draco włożył resztki sił w to, by się nie krzywić przy każdym leku, jednak skutki jego prób były dosyć marne. Przynajmniej przezabawna mimika jego twarzy poprawiła Hermionie odrobinę humor.

– Gdybym tylko utrzymywał kontakty z ojcem, to z pewnością wspomniałbym mu o tym całym gównie, które przyszło mi tu zażywać… – z obrzydzeniem otarł usta wierzchem dłoni.
– Powściągnij język, młody człowieku! – krzyknęła pielęgniarka ze swojego gabinetu.
– Następna wszechsłysząca…
– Chciałeś rozmawiać – przerwała mu Hermiona. Nie chciała dłużej czekać, chciała mieć to za sobą, móc ukarać go swoją obojętnością, zostawić w skrzydle szpitalnym na pastwę pielęgniarki, by cierpiał całe święta w samotności. Tylko nie do końca potrafiła sprecyzować za co chciała go tak srogo karać.

Ślizgon nie spodziewał się takiego zwrotu akcji. To znaczy, spodziewał, bo to oczywiste, że chciał z nią porozmawiać, nie sądził tylko, że nie zdąży się do tego przygotować. Jego zdaniem dał już wystarczający pokaz nieprzemyślanych wypowiedzi.

– Ja… – topniał pod jej srogim, czujnym spojrzeniem. Choć może to była wina gorączki, która nie chciała zelżeć pod wpływem leków. Nie był do końca pewien ani powodów, ani samych procesów myślowych, które zachodziły w jego głowie. Cały się gotował ze wściekłości, zniecierpliwienia, pożądania… Miłości? Ona doprowadzała go do szału, a jednocześnie chciał ją mieć tylko dla siebie. Biedny Draco, wariował.
– Ty Draco, ja Hermiona.
– Granger! Nie ułatwiasz!
– Wybacz, byłam pewna, że pomagam…

Postanowił zacząć jeszcze raz, od początku. Odchrząknął, by wzmocnić lekko głos, wziął głęboki oddech.
– Chciałem… Czy ja… Czy ty… Kurwa. – Gniewnie uderzył pięścią w materac. Zastanowił się przez chwilę nad ponownym rozpoczęciem tej trudnej wypowiedzi. – Czy my naprawdę musimy to kończyć? Skoro wszyscy wiedzą, skoro nadal żyjemy, to co jeszcze, do cholery, stoi na przeszkodzie?

Uśmiechnęła się. Ale to nie był radosny uśmiech. Zaliczać się go powinno raczej do kategorii tych smutnych, pożegnalnych. A Draco naprawdę nie chciał się żegnać. Co więcej – on NIE MIAŁ ZAMIARU się żegnać, a każdy zdrowy na umyśle czarodziej wie, co znaczy, gdy jeden z Malfoyów nie zamierza czegoś robić.

W pewien sposób nie mogła dobić go niczym bardziej, niż okraszając ten przeokropny uśmiech jednym, obrzydliwie krótkim acz niezwykle treściwym, słowem:
– Nie.
– Nie?

Był w szoku. Czego ona od niego oczekiwała? Przecież był nim, przystojnym, inteligentnym, bogatym, świetnym w łóżku TYM Malfoyem.

– Nie rozumiem. Nie wiem, co jeszcze mam zrobić – właściwie jego ton był bardziej oschły, niż powinien sobie na to pozwolić w tej sytuacji, co wykorzystała Hermiona.
– To bardzo proste, Draco. Nie będę dla ciebie niczym więcej, jak kolejnym trofeum. Nie chcę nim być. Do zobaczenia.

Ostrożnie wstała z łóżka, by nie dotknąć go żadną częścią ciała i miarowym krokiem oddalała się w kierunku drzwi.

– Hej, Granger! A jeśli tak nie jest? Jeśli coś dla mnie znaczysz? – krzyknął za nią. Odwróciła się na chwilę.
– Wtedy czekanie cię nie zabije. Może ty też stałeś się dla mnie kimś więcej, niż wrogiem, Malfoy, ale potrzebuję czasu, by zrozumieć, że to nie jest nielegalne. Wszyscy go potrzebują. Ty też.