Rozdział 10 – Wilkołaki, Gobliny i Smoki, O rany! (część 1)
Od: Ten z okna
Do: Ten z rękawicami na rzepy
Temat: Wracamy do roboty
Lunatyku, stary chłopaczku, stary koleżko, stary przyjacielu, stary kumplu. Ależ się bawiłem w ten weekend, lepiej niż w szczenięcych latach, ale teraz wracam do roboty i czuję się świetnie!
Jestem w tej chwili w Kornwalii (ależ widoki!) i niucham za pewnym śladem (bez skojarzeń).
Siri
hau
Od: Nie jestem Walijczykiem
Do: Ten co macha ogonem
Temat: Re: Wracamy do roboty
Zrozumiałem ogólny sens Twojej wiadomości, nawet jeśli tracisz kontrolę nad językiem angielskim.
Ciekawe czy można stracić kontrolę nad czymś, czego nigdy do końca się nie kontrolowało?
Chyba zostawię ten problem filozofom.
Jestem w Kencie. Zauważyłem kogoś, kto może być Śmierciożercą (musimy pogadać z Harrym na temat jakiegoś zaklęcia skanującego, by być pewnym na dalsze odległości).
Remus
Od: Nie na sprzedaż
Do: Maruda
Temat: Re: Re: Wracamy do roboty
Ktoś tu ewidentnie wstał z łóżka lewą nogą.
Poczekaj, to już przecież prawie pełnia. A Harry'emu i reszcie znalezienie tego cholernego lekarstwa zajmie jeszcze trochę czasu.
Dobra, kończę już mailowanie, mam różne rzeczy do zrobienia, itd.
Znajdę Cię w środę. Skoczymy do Zakazanego Lasu, jak zwykle.
Syriusz
Od: Remus
Do: Syriusz
DW: Harry
Temat: Pełnia
Dziękuję. Gdybyście mnie potrzebowali, spędzę noc w Wrzeszczącej Chacie.
Remus
Od: Reprezentant Harry'ego w Ministerstwie
Do: Reprezentant Harry'ego wśród aurorów
DW: Facet od smoków i Facet od klątw
Temat: Inspekcja
Chciałem dać Wam znać, że będę potrzebował Was w środę w godzinach obiadowych. Mam świstoklik, który przeniesie nas bezpośrednio na miejsce.
Kingsley, przyprowadź Tonks i każdego innego aurora, któremu bezwzględnie ufasz.
Bill, Charlie, chcę żebyście przypomnieli sobie Wasze cięższe dni i przetoczyli się po każdym, kto spróbuje stanąć nam na drodze.
Musimy uderzyć ich mocno i szybko. Jeśli się pomylimy to przepraszać będziemy później.
Założę się o mój ząb mądrości, że coś ukrywają.
Percy
Informacje zawarte w tym Mmailu są poufne i mogą nieść za sobą prawne skutki. Są przeznaczone jedynie do wiadomości adresata. Zabroniony jest dostęp do tego Mmaila przez nieupoważnione osoby. Jeśli nie jesteś zamierzonym adresatem, ujawnianie, kopiowanie oraz jakiekolwiek działania lub powstrzymanie się od działań na podstawie zawartych w nim informacji są zakazane i mogą stanowić naruszenie prawa.
Od: Dwaj bracia
Do: Jego Nadętość
DW: Kingsley
Temat: Re: Inspekcja
Będziemy gotowi. Charlie przyniesie trochę sprzętu używanego w obozie smoków.
Nie boisz się, że odlecisz?
B&C
Draconis dominium
Od: Człowiek-auror
Do: Człowiek-polityk
DW: Człowiek-smok i Człowiek-klątwa
Temat: Re: Re: Inspekcja
Nie, nie odleci, ma już na tyle wprawy, że to kontroluje.
Mam listę aurorów i ustaliłem wszystko z Amelią. Jeśli nie zabijemy nikogo niewinnego, nie będziemy mieli problemów.
Kingsley
Aurorzy są w tym dobrzy, za pierwszym razem i każdym następnym
Od: Percy
Do: Reszta
Temat: Re: Re: Re: Inspekcja
Przezajeśmieszne.
Może Wy się poużerajcie z tymi żmijami dzień w dzień. Kiedy ściskają mi w dłoń, mam potem ochotę sprawdzić, czy zostały mi wszystkie palce.
Polityka to zabawa dla dorosłych, dzieciaczki. Wy rozwiązujecie problemy klątwami i pięściami, ja muszę używać słów i gróźb – i jestem w tym dobry.
P.
Informacje zawarte w tym Mmailu są poufne i mogą nieść za sobą prawne skutki. Są przeznaczone jedynie do wiadomości adresata. Zabroniony jest dostęp do tego Mmaila przez nieupoważnione osoby. Jeśli nie jesteś zamierzonym adresatem, ujawnianie, kopiowanie oraz jakiekolwiek działania lub powstrzymanie się od działań na podstawie zawartych w nim informacji są zakazane i mogą stanowić naruszenie prawa.
Od: „Reszta"
Do: Percival
Temat: Re: Re: Re: Re: Inspekcja
Wiemy, my też Cię kochamy.
C&B
Draconis dominium
Harry zareagował na Mmaila od Freda, Georga i Bellatrix gwałtownymi słowami, po których Hermiona spojrzała na niego z dezaprobatą.
Zarwał się na równe nogi.
- Mamy tu pieprzonego szpiega – powiedział, marszcząc brwi. – Severusie, gdy wrócę będziemy musieli przysiąść przy tym razem i zobaczyć do czego dojdziemy. Ktoś przekazał moje dzisiejsze plany Czarnemu Kretynowi.
Severus skinął głową.
- Mogę ci w czymś teraz pomóc?
Harry zatrzymał się na moment.
- Sprawdzaj regularnie Mmaila. Dam znać, jeśli będę potrzebował pomocy, wolałbym póki co nie ujawniać wszystkich naszych mocnych stron.
- Gdzie idziesz? – spytała Hermiona.
- Nie mogę powiedzieć, chyba, że to miejsce jest obłożone zaklęciami przeciw podsłuchom – odparł Harry. – Ufam niemal każdemu w tej szkole, więc przypuszczam, ze to szpieg z zewnątrz, choć mogę się mylić. W każdym razie postaram się wrócić na obiad.
Niemal uśmiechnął się, widząc złość na twarzach przyjaciół, gdy deportował się stamtąd. Pojawił się w klasie McGonagall.
- Przepraszam, pani profesor – odezwał się. – Nastąpił wypadek i pilnie potrzebuję pomocy Ginny.
McGonagall uniosła pytająco brwi.
- Proszę porozmawiać z Severusem przy pierwszej nadarzającej się okazji. On pani wyjaśni – rzekł, po czym podszedł do swojej przyszłej żony i położył jej ręce na ramionach. Po chwili byli już w Próżni.
- Gdzie jesteśmy? – spytała Ginny.
- W jedynym miejscu, gdzie możemy bezpiecznie porozmawiać – wyjaśnił Harry z westchnieniem. – To przestrzeń, przez którą podróżujesz podczas teleportacji. Jesteśmy tu, ponieważ mamy szpiega w Hogwarcie, Bellatrix mi o tym napisała. Fred i George są w tarapatach. Wspólnie ze Strażą Goblińską walczą przeciwko Śmierciożercom. Wylądujemy w samym środku bitwy. Trzymaj głowę nisko, pamiętaj o unikach i walcz ze wszystkich sił!
Spojrzała na niego, przechylając głowę.
- Po co po mnie przyszedłeś? – spytała delikatnie.
- Bo ostatnim razem obiecałem ci, że nie ruszę więcej bez ciebie.
Uśmiechnęła się promiennie, po czym wspięła się na palce i pocałowała go delikatnie.
- Kocham cię – wyszeptała i puściła go. Zdjęła szaty, pokazując, że ona również nie zdecydowała się na założenie tego dnia szkolnego mundurka.
Harry przejął od niej ubranie i za pomocą zaklęcia wysłał je do jej pokoju w Wieży Gryffindora.
- Gotowa?
- Zawsze – potaknęła.
Harry ponownie ujął jej dłoń. Pojawili się tuż obok dużej hali. Harry uniósł różdżkę, stworzył osłonę, po czym rozejrzał się wokół. Rozminęli się z polem bitwy o kilkanaście metrów. Po jego lewej grupa zamaskowanych Śmierciożerców obrzucała klątwami oddział goblinów. W środku oddziału wyróżniały się dwa wiechcie rudych włosów, sygnalizujące pozycję Freda i George'a.
Ginny ruszyła w ich stronę, ale Harry położył jej rękę na ramieniu.
- Nie spodziewają się nas – wyjaśnił cicho i rzucił kolejne zaklęcie. – Jesteśmy teraz niewidzialni, więc może zajdziemy Śmierciożerców z tyłu?
Ginny obróciła się i uśmiechnęła się złośliwie.
- Uwielbiam, kiedy jesteś chytry – wyszeptała i zaczęła biec pochylona, by jak najmniej hałasować.
Przyglądał jej się przez moment, na stratę którego zapewne nie mógł sobie pozwolić, po czym podążył za nią.
Śmierciożercy wydawali się zaskoczeni klątwami rzucanymi przez goblinów i bombardowali ich avada kedavra, jednocześnie dyskutując co zrobić dalej.
- Gotowa? – spytał Harry tak cicho, jak był w stanie.
Ginny potaknęła.
Wziął głęboki oddech, mając nadzieję, że wie co robi i rozproszył zaklęcie niewidzialności.
Od pleców Śmierciożerców dzieliło ich nieco ponad dziesięć metrów.
- Teraz – wyszeptał i wypalił tyle klątw, ile był w stanie.
Klątwy wbiły się Śmierciożercom w plecy, zanim mieli czas zorientować się, że ktoś jest za nimi.
- Za nami! – krzyknął jeden z nich.
Wykazując inteligencję, której wstydziłby się pies, wszyscy jak jeden mąż obrócili się ku nowemu zagrożeniu, co pozwoliło goblinom i bliźniakom Weasleyom zasypać ich lawiną klątw.
- Odwrót – krzyknął jeden ze Śmierciożerców. Aktywowali swoje świstokliki i po chwili zniknęli.
Harry odwrócił się i dokładnie obejrzał Ginny, by upewnić się, że jest nietknięta. Ta uśmiechnęła się wyzywająco, po czym uniosła ręce i obróciła się powoli jak na pokazie.
Uśmiechnął się do niej szeroko, podczas gdy gobliny zbliżały się w ich kierunku.
- Ciekawy początek roboty – burknął jeden z goblinów. – Chyba udało nam się kilku zabić.
- Harry – zawołał zadowolony Fred. – Chyba zapomniałeś nam wspomnieć, że naszą ochroną będzie jeden z elitarnych oddziałów goblińskich.
- Właśnie – wtrącił się George. – Byliśmy osłonięci, zanim skończyliśmy się aportować, a żebyś ty widział te ich osłony…
Harry odwrócił się do goblinów.
- Dziękuję wam – rzekł po prostu.
- To nasza praca, za to nam płacą – mruknął goblin. Na jego twarzy drgnął jakiś mięsień. – Poza tym większość z nas już od pewnego czasu ma ochotę zabić jakiś Śmierciożerców. Moja siostra robi się strasznie nerwowa, kiedy pieniądze przestają płynąć, a cała ta banda jest naprawdę kiepska dla interesów.
Harry uśmiechnął się do niego szeroko.
- Dobrze wiedzieć. Voldemort prawdopodobnie weźmie na tortury tych, co uciekli. Nie lubi tchórzostwa. Byłbym wdzięczny, gdybyście przekazali Mackrackowi, że może się niedługo spodziewać wizyty Malfoya. Śmierciożercy będą chcieli ratować skórę mówiąc, że mieliśmy ze sobą oddziały goblinów. Na szczęście to nie podziała.
Ginny delikatnie szturchnął go w bok. Harry wzruszył w jej stronę ramionami.
- Fred, George, mamy problem szpiegowski w Hogwarcie, więc upewnijcie się, że nie piszecie w Mmailach niczego, co nie powinno się tam znaleźć i adresujcie je bezpośrednio do mnie.
- Masz pomysł kto to może być?
Harry potrząsnął głową.
- Ufam każdemu, kto był ze mną przy stole dziś rano, więc uważam, że ktoś może wykorzystywać zaklęcie podsłuchujące.
Fred skinął głową.
- Zanotuj, drogi braciszku.
- Zanotowałem – odparł George, wyjmując notatnik i coś w nim zapisując. – Kiedy będziemy mieli wolną chwilę wymyślimy jakieś zabezpieczenie. Możemy użyć zaklęć, które zastosowaliśmy w Uszach Dalekiego Zasięgu, tylko odwrócimy ich działanie.
- Dobry pomysł – pochwalił Harry. – No dobra, chyba mamy jakieś dokumenty do dostarczenia?
Dowódca goblinów uśmiechnął się złośliwie i podszedł do drzwi hali. Wyjął topór i uderzył z całej sił w drzwi, które rozpadły się pod wpływem ciosu.
- Puk, puk – zawołał.
Harry roześmiał się pod nosem.
- Czego chcecie? – spytał wysoki mężczyzna, który pojawił się w otworze wybitym przez goblina.
- W imieniu prawowitych właścicieli Piwa Kremowego żądamy niniejszym, by zaprzestano tu natychmiast i na zawsze całego procesu produkcyjnego tego podrabianego produktu.
- Nie możecie tego zrobić! – zaprotestował zdumiony.
Fred podszedł i podał mu arkusz pergaminu.
Mężczyzna spojrzał na niego, pociągnął z wyższością nosem i podarł go.
- Macie w ogóle pojęcie z kim pogrywacie? – spytał z pogardą.
- Otóż tak, mamy – zapewnił Harry, wychodząc naprzód. – A jeśli Lucjusz chce się pobawić, to wie gdzie mnie znaleźć.
Gobliński dowódca wykonał rękami jakieś tajemnicze gesty, a reszta jego oddziału wydała z siebie ostry okrzyk z głębi trzewi, który postawił Harry'emu włosy na karku. Potem gobliny ruszyły.
Idealnie zgrane zaszarżowały na drzwi z obnażonymi toporami w dłoniach. Mężczyzna wrzasnął przerażony i zanurkował, schodząc im z drogi.
Harry podążył za nimi i patrzył, jak gobliny demolują całą maszynerię, ignorując krzyki i wrzaski pracowników.
- Wiesz, że podarcie oficjalnego goblińskiego dokumentu, takiego jak ten, oznacza złamanie Porozumienia Goblińskiego z 1872 roku? – spytał Harry, kierując swoje słowa do leżącego mężczyzny. – Mieli nadzieję, że tak postąpisz.
- Zatrzymaj ich – zawołał mężczyzna.
- A czemu? – spytał Harry. - Produkujesz nielegalny napój dla Śmierciożercy, a skoro najwyraźniej wiesz dla kogo pracujesz, nie mam dla ciebie żadnej sympatii. Fred, bądź kochany.
- Oczywiście, skarbie – odrzekł Fred i skoczył na leżącego mężczyznę. – Przepraszam – rzucił z nieszczerym uśmiechem, gdy jego kolano wbiło się w żołądek mężczyzny. Złapał jego przedramię i dokładnie obejrzał. – Kurczę, nie ma Mrocznego Znaku.
Harry zrobił zawiedzioną minę.
- Niestety nie możemy aresztować cię za zadawanie się ze znanymi Śmierciożercami.
- A może powstrzymamy go przed złożeniem raportu? – spytała Ginny.
- Jak?
- Zrób z niego bombę. Jeśli skontaktuje się ze Śmierciożercami, eksploduje, zabierając ich ze sobą.
Mężczyzna na ziemi pokrył się trupią bladością.
- Dobry pomysł - przyznał Harry, kierując różdżkę na szefa fabryki. Fred odskoczył, gdy jasnoniebieskie światło spowiło na moment mężczyznę. – Możesz już iść – rzucił Harry tonem, który sugerował odprawę.
- Nie możesz mi tego zrobić! – protestował mężczyzna.
- Właśnie zrobiłem – przypomniał mu Harry i otoczył ramieniem Ginny.
Mężczyzna niepewnie uniósł się na nogi i spojrzał na nich wściekle, po czym deportował się.
- Blef? – spytał George.
- Jasne – potwierdził Harry. – To zdumiewające co może zdziałać zaklęcie światła. Jeśli już sobie poradzicie, to zbieramy się z powrotem do szkoły.
Ryan Crys warknął pod nosem, teleportując się do domu najbliższego kontaktu. Jeśli ten durny dzieciak myślał, że zwykłe zaklęcie światła powstrzyma go przed złożeniem raportu, to był głupszy niż wyglądał. Przynajmniej jego zdolności aktorskie pozwoliły mu uciec, by się zameldować.
Od lat nie miał takiego kiepskiego dnia. Dokładniej odkąd Lucjusz zatrudnił go, by kierował fabryką Piwa Kremowego. To było jak licencja na bicie monet i Ryan opływał w pieniądze. Dla odmiany był tam uczciwy i nie starał się zgarnąć niczego dla siebie. Lucjusz przekazał mu, że Czarny Pan nie lubi ludzi, którzy próbują go oszukać i zwykł rozprawiać się z nimi osobiście. A złapania śmiertelnej klątwy nie było na liście rzeczy, które Crys planował w życiu zrobić.
Dał się zaskoczyć, gdy jego drzwi wejściowe zostały wyważone. To była wada zaklęć wyciszających, nałożonych na cały budynek. Produkcja Piwa Kremowego na skalę przemysłową to bardzo głośna i cuchnąca zabawa.
- Pan Crys? – spytał Matthew Viridan, jego kontakt. – Co pan tu robi?
- Matt, muszę porozmawiać z Lucjuszem – odparł. – To pilne.
Matt potaknął i odwrócił się do kominka, wrzucając w niego proszek i wymawiając imię Lucjusza.
- Matt, Ryan, co się dzieje? – spytał Lucjusz.
- Miałem spotkanie z pieprzonym Potterem – powiedział Ryan. – Cholerny dzieciak starał się mnie powstrzymać przed przekazaniem wam co się stało, używając kiepskiej sztuczki ze światełkami i mówiąc mi, że eksploduję, jeśli skontaktuję się ze Śmierciożercą.
Niestety to były jego ostatnie słowa. Eksplozja rozerwała jego ciało, zabijając jego i Matta w mgnieniu oka. Sieć Fiuu zaabsorbowała większość wybuchu, zamykając się automatycznie, ale i tak znajdujący się kilkaset kilometrów dalej Lucjusz Malfoy został ogłuszony i nieco oślepiony.
Harry teleportował ich oboje do Hogwartu, lądując przy jeziorze.
- Uznałem, że możemy sobie zrobić przyjemny spacer – stwierdził.
Ginny potaknęła i ujęła jego dłoń.
- Dlaczego walka była taka łatwa?
- Zapewne Voldemort nie spodziewał się goblinów i nie miał do dyspozycji zbyt wielu ważnych ludzi. Większość z jego najsilniejszych Śmierciożujców jest wciąż częścią społeczeństwa, więc muszą od czasu do czasu pokazywać swoje gęby publicznie.
- Więc mieliśmy szczęście.
- Tak – westchnął Harry. – Musimy coś z tym zrobić. Poleganie na szczęściu jest trochę lekkomyślne.
- Ale to dobrze, że nam sprzyja.
- Absolutnie!
Zmierzali w stronę zamku w ciszy. Żadne z nich nie czuło potrzeby, by przerywać ciszę bezsensowną gadaniną. Rozkoszowali się po prostu jedną z prostych życiowych przyjemności – spacerem nad przepięknym jeziorem i trzymaniem się za ręce.
W szkole ponownie rozdzielili się. Po szybkim pocałunku Harry ruszył w stronę klasy Eliksirów.
- Kryzys zażegnany? – spytał Snape, gdy Harry zajął swoje miejsce.
- Jak na razie. Gobliny zabiły kilku Śmierciożerców – rzekł Harry. – Kilku innych zapewne przekonuje się właśnie co spotyka tych, którzy zawiodą Czarnego Kretyna.
- Byłoby mi ich szkoda – stwierdził Snape z lekkim uśmiechem – gdybym nie zdawał sobie sprawy, że na to zasługują.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Na czym skończyliśmy?
- Eliksiry uzdrawiające. Instrukcje są na tablicy.
Harry potaknął i zmrużył oczy, przypatrując się tablicy. W końcu mruknął i rzucił zaklęcie. Instrukcje na tablicy zdawały się rozpływać. Po chwili pojawiły się z powrotem, spisane czytelniejszym pismem.
- Musiałeś używać właśnie tego charakteru? – zaprotestował Snape.
- To najlepszy jaki w życiu widziałem. Na pewno nie użyję charakteru pisma mojej mamy, pisała gorzej niż ty.
- To wbrew moim zasadom, by używać do czegokolwiek charakteru pisma Jamesa – wymamrotał ponuro Snape.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Może mógłbyś wziąć kilka lekcji.
- Cisza tam – rozkazał Snape.
- Tak jest, panie profesorze.
Teraz, gdy wreszcie mógł przeczytać co właściwie ma robić, Harry podążał starannie za instrukcjami i wkrótce doprowadził eliksir na skraj wrzenia. Rozejrzał się. Draco siedział z tyłu, pracował sam i w ciszy, na jego twarzy nie widać było żadnych emocji.
Blondyn uniósł wzrok i napotkał oczy Harry'ego na ułamek sekundy. Potem zarumienił się i zerknął w dół.
Harry modlił się do wszelkich możliwych bóstw, by ten rumieniec nie świadczył o fascynacji. Z lekkim dreszczem wrócił do pracy.
Od: Królewskie Piękno
Do: Mroczna i Niebezpieczna
Temat: Mój syn
Tyle z tego mam?
Pozwoliłam Lucjuszowi wychować mojego syna, a on zmienił go w… w…. w… jednego z nich!
Zapewne takie skłonności przechodzą z pokolenia na pokolenie. To by wyjaśniało, czemu Lucjusz potrzebuje w sypialni magicznego wsparcia.
Powinnam się cieszyć, że nigdy nie zażądał, żebym przebrała się za mężczyznę.
Belle, co ja mam teraz zrobić, do diabła? Mimo tej perwersji on wciąż jest moim synem, a obie wiemy, że LV nie należy do najbardziej tolerancyjnych ludzi.
Narcyza
Więcej niż tylko coś
Od: Czarna Róża
Do: Biała Róża
Temat: Męscy Malfoyowie podrywający facetów
Co jest nie tak z tą linią? Dlaczego nie mogą robić wszystkiego tradycyjnie – tu jakiś romans, tam jakiś romans, odwiedzić parę burdeli i tyle. Nie, oni po prostu muszą być inni.
To chyba te włosy. Obaj są z nich zdecydowanie zbyt dumni.
Mówiłam Ci Cis, blondynka nigdy nie powinna wychodzić a blondyna. Pewnie lubił Cię tylko dlatego, że miałaś ładniejsze włosy od niego.
Biorąc pod uwagę wymowę Twojego Mmaila nie byłabyś zapewne zszokowana, gdybym zasugerowała, że mogę mieć sposób na wyjście z tego bałaganu?
B.
Od: Kość Słoniowa
Do: Heban
Temat: O?
Co ty nie powiesz?
N.
Więcej niż tylko coś
Od: Ciemna Królowa
Do: Blond Księżniczka
Temat: Re: O?
Mogłam zawrzeć umowę z osobą, która potrafi usunąć Mroczny Znak i być może udało mi się wynegocjować z nim również Twoją wolność.
Cena nie jest niska, ale co jest tanie?
B
Od: Blady jeździec
Do: Ciemny Orzeł
Temat: Re: Re: O?
Kocham Cię, Belle. Mówiłam Ci to kiedyś?
Czego Potter chce ode mnie?
Narci
Więcej niż tylko coś
Od: Chytra
Do: Mądra
Temat: Gry szpiegowskie
W tej chwili to trochę szpiegowania, które mogę robić. Później rozkaże nam, byśmy wpłynęły na LV/LM w taki sposób, by zrobili to, czego on chce. Jeśli to zrobimy usunie mój Mroczny Znak i pozwoli żyć dalej, Tobie też.
Belle – ja też Cię kocham
Od: Czysta
Do: Skażona
Temat: A co potem?
Nie chciałabym być pesymistką czy coś, ale wiesz, przez lata byłaś dość entuzjastyczną zwolenniczką LV. Co się stanie, gdy wszystko się skończy?
N.
Więcej niż tylko coś
Od: Ślepa
Do: Spostrzegawcza
Temat: Re: A co potem?
Powinnam posłuchać Twojej rady.
Nie zrobiłam tego.
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Założę się, galeony przeciw knutom, że Potter już zdecydował. A wiesz co jest najgorsze? Pewnie będzie to honorowe i sprawiedliwe i nie da mi żadnego powodu, by go znienawidzić.
Cholerni Gryfoni.
B.
Od: Ta z pomyślunkiem
Do: Impulsywna
Temat: Nie cierpię mówić „A nie mówiłam?"
Ale przecież Ci to mówiłam.
Napiszę do Pottera i dam mu znać, że wchodzę w to. Zobaczę co uda mi się dowiedzieć o Tobie.
Gryfoni mogą mieć wiele wad, ale przynajmniej są (generalnie) honorowi.
N.
Więcej niż tylko coś
Od: Mama Draco
Do: Chłopak Lilly
Temat: Propozycja
Panie Potter,
otrzymałam informację, że moja osoba może stanowić dla pana niejaką pomoc.
Być może moglibyśmy omówić warunki?
Narcyza Malfoy
Więcej niż tylko coś
Od: HJP
Do: Pani Malfoy
Temat: Re: Propozycja
Umie Pani tańczyć?
H.
Audaces fortuna juvat
Od: Uprzejma pani Malfoy
Do: Obcesowy pan Potter
Temat: Treściwość nie jest duszą mowy
Panie Potter, kilka słów więcej nie zrobiłoby Panu krzywdy.
Oczywiście że umiem tańczyć. Jestem Czystej Krwi.
Narcyza Malfoy
Więcej niż tylko coś
Od: Zbyt zajęty, by bawić się z osobami w kiepskiej sytuacji
Do: Osoba w złej sytuacji
Temat: Czarodziejka Czystej Krwi, która zna Szekspira?
1. Proszę się skontaktować z Lucjuszem i powiedz mu, że znalazła Pani sposób, żeby zinfiltrować szkołę. Ktoś z Pani znajomych wspomniał, że ktoś w Hogwarcie szuka prywatnego nauczyciela tańca, a Pani znajomy dowiedział się, że tą osobą jestem ja.
2. Proszę przyjść do Hogwartu o 15.15. Spotkam się z Panią przy wejściu. Spędzimy razem godzinę, podczas której nuczy mnie Pani tańca i omówimy wszystko osobiście.
3. Niech Pani nie mówi nikomu w Hogwarcie po co Pani tu przyszła.
H.
Audaces fortuna juvat
Od: Lekko zdumiona
Do: Zdumiewający
Temat: Och
Na pewno nie powinien być Pan Ślizgonem?
Narcyza Malfoy
Więcej niż tylko coś
Od: Narcyza
Do: Mój mąż
Temat: Infiltracja Hogwartu
Lucjuszu, otrzymałam informację, że pojawiła się okazja do infiltracji Hogwartu, która wymaga ode mnie szybkiego działania. Jeden z moich kontaktów został poproszony o odszukanie instruktora tańca, który mógłby dawać prywatne lekcje w Hogwarcie. Mój kontakt powęszył i odkrył, że chodzi o pewnego Gryfona, który wszedł Ci już kilka razy w drogę.
Jeśli zadziałam szybko, powinnam dostać tę pracę, zanim ktokolwiek zorientuje się, że jest ona dostępna.
Oczekuję na Twoje polecenia.
Narcyza
Od: Lucjusz
Do: Mój Pan
Temat: Potter
Załącznik: mml
Mój Panie, proszę zapoznać się z załączoną wiadomością, którą właśnie otrzymałem od mojej żony.
Pański sługa,
Lucjusz
Od: Czarny Pan Voldemort
Do: Narcyza Malfoy
DW: Lucjusz
Narcyzo, zabierz się natychmiast za infiltrację Hogwartu.
Cieszy mnie Twoja inicjatywa. Dobrze, że ktoś w Waszej rodzinie używa mózgu.
L.V.
Zwycięstwo lub Śmierć
Fred i George spojrzeli na siebie.
- Gotowy?
- Jasne – zapewnił Fred.
Stali przed Trzema Miotłami, niemal bojąc się otwarcia drzwi. Pub był pełen ludzi jedzących obiad.
- Nie będzie lepszej chwili – uznał Fred i otworzył drzwi, zapraszając George'a do środka wymyślnym gestem.
Gdy weszli zapadła całkowita cisza, choć mogła ją też wywołać towarzysząca im straż goblinów.
- Madam Rosmerto – rzekł głośno Fred. – W imieniu właścicieli znaku towarowego Piwa Kremowego nalegamy na natychmiastowe zaprzestanie sprzedaży tego zanieczyszczonego świństwa!
- Przestać sprzedawać Piwo Kremowe? – zawołał ktoś z tłumu. – Nie możecie tego zrobić.
George wskoczył na bar i obrzucił klientów spojrzeniem.
- Oczywiście, że możemy i to dla waszego dobra! Zbyt długo Śmierciożercy kontrolowali to, co pijecie i zmuszali was do wlewania w siebie tych świńskich szczochów, żeby finansować swoją terrorystyczną działalność. Zamknęli rynek i nie mieliście innego wyjścia, jak tylko pić tę ich truciznę. Dość już tego. Z pomocą Harry'ego Pottera, naszego dobrego przyjaciela i z przepisem na Piwo Kremowe, dostarczonym przez jego pierwszego twórcę, postanowiliśmy z tym walczyć.
Skinął na jednego z goblinów, który wyszedł na zewnątrz, a następnie wtoczył do środka beczkę, by z lekki stęknięciem postawić ją na barze.
- Proszę pana – Fred złapał pierwszą osobę, która zaczęła się skarżyć. – Może pan będzie pierwszą osobą spoza Hogwartu, która skosztuje tej płynnej ambrozji, którą powinniście pić cały ten czas?
Mężczyzna parsknął pogardliwie, ale podszedł do baru, przyjął kufel oferowany przez George'a i powąchał go starannie. Wzruszył ramionami, uniósł go do ust i przełknął kilka głębokich łyków.
- I co? – zawołał ktoś z tłumu.
- Mówicie, że Potter jest w to zamieszany? – spytał mężczyzna.
George potaknął.
- To on odnalazł twórcę receptury i sfinansował przedsięwzięcie.
- Uważam – powiedział stanowczo mężczyzna – że Potter to zajebisty bohater! To jest świetne!
- Darmowa kolejka dla wszystkich! – zawołał George.
Fred podszedł do Madam Rosmerty.
- Pogadajmy chwilę o interesach – zaproponował. – Jesteśmy prawnymi właścicielami znaku towarowego Piwa Kremowego. Będziemy zaopatrywać cię przez sześć miesięcy na podstawie twojego obecnego kontraktu, potem wynegocjujemy nowa umowę. Żeby ułatwić ci zmianę, wypłacimy ci odszkodowanie ze utratę części z twoich obecnych zapasów Piwa Kremowego.
- Nie ma takiej potrzeby, Fred – odpowiedziała Rosmerta z lekkim uśmiechem. – Jeśli Harry włączył się w ten projekt, to jest on wart fortunę, a ja i tak wkrótce miałam mieć dostawę.
Sięgnęła za bar i wyciągnęła starą zieloną butelkę.
- Przekażcie to swoim goblińskim przyjaciołom – zaproponowała. – Oni to docenią.
- Jesteś kobietą o niespotykanych talentach – zapewnił Fred z ukłonem.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Dobra barmanka musi być pewna, że ma napitek odpowiedni dla każdego klienta.
Fred skinął głową.
- Ilu beczek potrzebujesz?
- Na początek trzydzieści na tydzień, ale lepiej zarezerwujcie mi dwa razy tyle. Przewiduję rozwój biznesu, bo wszyscy będą chcieli spróbować nowego trunku.
- Zaprezentowaliśmy już nasz produkt w Hogwarcie. Dzieciaki go uwielbiają.
Uśmiechnęła się.
- To oznacza początek bardzo zyskownej współpracy.
- Zdecydowanie mamy taką nadzieję – zgodził się Fred.
- Przepraszam, czy mogę liczyć na wypowiedź dla „Żonglera"?
- Pan Lovegood, jak mniemam? – spytał Fred.
- Horacy Lovegood, do usług – odpowiedział, kłaniając się nisko. – Czy mogę zapytać, kto jest waszym partnerem w spółce? Przewspaniałym pracowitym piwowarem, pichcącym pyszne piwo z personalnego przepisu?
- Aberforth Dumbledore. Kiedy wymyślił ten napój, członek rodziny Malfoyów położył łapę na jednym z pierwszych przepisów i opatentował go, więc Abe nie mógł sprzedawać go samemu. To główny powód, dla którego Abe odsunął się od Czarodziejskiego Świata.
- I pan Potter dowiedział się o tym strasznym skandalu i sam stwierdził stanowczo, że skaże sprawcę dla społecznej sprawy?
Fred zamrugał przez chwilę zaskoczony.
- W rzeczy samej. Harry zbadał nić łączącą te świńskie szczochy imitujące Piwo Kremowe i Śmierciożercami. Gdy odnalazł połączenie, postanowił uwolnić nas od tych glist i wówczas napotkał Aberfortha Dumbledore. Harry spróbował jego Piwa Kremowego przebywając u niego w gościnie i natychmiast rozpoznał w nim potencjał na napój, który Czarodziejski Świat będzie pił z radością, więc przedstawił nam go i zaoferował finansowanie inwestycji, którego potrzebowaliśmy, by wypuścić na rynek ten ekscytujący nowy produkt. Oryginalne Piwo Kremowe Abe'a będzie wkrótce dostępne w lokalnych sklepach, a choć wkrótce będziecie mogli ponownie nabyć stare ścieki, nie będą już występowały pod nazwą Piwa Kremowego.
Horacy pokiwał głową i odłożył pióro, którym notował wypowiedź.
- Już kiedyś rozmawiał pan z prasą – zauważył, rezygnując z zaczynania niemal każdego słowa tą samą literą.
- Właściwie nie – przyznał Fred. – Ale nauczyłem się kilku rzeczy od Abe'a, który miał takie doświadczenia.
- O tak – roześmiał się Horacy. – Pamiętam ostatnią sytuację, gdy robiłem wywiad z Abem. To było zaraz po tym, jak zostali aresztowani z Albusem. Miało to związek z brazylijską reprezentacją kobiet w piłce nożnej, hektolitrem gorącego błota i syndykatem hazardowym.
- Co Abe powiedział? – spytał Fred szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.
- Wydaje mi się, że kiedy zapytałem się go co się stało, jego dokładne słowa brzmiały: „Mój białobrody brat, błyskotliwy i z bzikiem błagał niebanalne brazylijskie boiskowe biegaczki, by były bajeczne i błogim byciem bolączki burzyły, przy tym bił bariery i barykady, brata i brać barową bardzo zdumiewając."
- Naprawdę to powiedział? – spytał Fred z powątpiewaniem.
- Bez wątpienia – zapewnił poważnie Horacy. - Zapytałem go potem jak to możliwe, że zostali z Albusem aresztowani, a on odparł jedynie: „Na moją obronę powiem, że byłem bardzo, bardzo pijany".
- Wejdź Harry – zawołała Minerva, gdy tylko zapukał do jej drzwi.
Harry uśmiechnął się wchodząc i usiadł na jej kanapie.
- Jak to możliwe, że twoja kanapa jest taka wygodna? – spytał. – Tylko raz w życiu siedziałem na czymś wygodniejszym, u Abe'a, a żeby ją zdobyć musiał najechać Chiny.
Minerva uśmiechnęła się złośliwie.
- Ta kanapa należała do Albusa, ale miał płonną nadzieję, że jego ful przebije moją karetę waletów. Cały tydzień nie mógł mi tego wybaczyć.
- Nauczyciele grający w szkole w pokera?
- A jak myślisz, co nauczyciele robią w czasie wakacji?
- Upijają się, jadą na szalone wakacje i ogólnie rzecz biorąc świętują wolność?
- No cóż – powiedziała Minerva po chwili ciszy. – To też robimy.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Zmieniałeś się ponownie w wilka?
- Raz czy dwa – przyznał Harry. – Za każdym razem jest łatwiej.
- Tak być powinno. Zobaczmy jak ci idzie.
Harry potaknął i wstał. Płynnym ruchem opadł na podłogę. Zanim stanął na czterech kończynach był już wilkiem.
- Brawo Harry – Minerva zaklaskała. – Teraz zmień się z powrotem.
Harry postanowił się popisać, więc odwrócił się i skoczył na kanapę, zmieniając się w skoku. Wylądował niepewnie na oparciu i stracił równowagę, zwalając się na plecy z oczami wbitymi w sufit.
Minerva parsknęła śmiechem, widząc jak zarumieniony Harry szybko zbiera się z podłogi.
- Trenowałam przez tydzień, zanim udał mi się taki skok na moje biurko – przyznała z radością. – Gotowy do wypróbowania jastrzębia?
Pokiwał entuzjastycznie głową.
- Wiesz co masz robić. Tym razem powinno być podobnie. Przywołujesz zwierzę i zmieniasz kształt.
Potaknął ponownie i zamknął oczy. Jastrząb zdawał się wpływać do jego świadomości, jakby zazdrościł wilkowi i pragnął tego samego.
Ból okazał się znacznie intensywniejszy i zupełnie inny. Jastrząb był znacznie mniejszym zwierzęciem, a to oznaczało zmiażdżenie większej ilości kości. Wydał z siebie przenikliwy okrzyk, gdy przemiana dobiegła końca.
- Och, Harry – powiedziała łagodnie Minerva. – Jesteś jastrzębiem Harrisa z bardzo nietypowym umaszczeniem. Zobacz – wyciągnęła różdżkę i transmutowała kartkę papieru w lustro.
Spojrzał na siebie. Głowa i łopatki były niemal kompletnie czarne, a na skrzydłach widać było cień szmaragdowej zieleni. Zmarszczył brwi, widząc sterczące pióro i złapał je dziobem, by ułożyć je właściwie.
- Dobrze się czujesz?
Spojrzał na nią i wydał kolejny okrzyk, tym razem radości.
- Może sprawdź czy dasz radę wystartować? Nie odlatuj za daleko, nie próbuj zrywać się do pełnego lotu. Na razie róbmy proste rzeczy.
Rozpostarł powoli skrzydła, starając się zorientować jak działają i jakich mięśni musi używać, by nimi operować. Machnął skrzydłami w dół i zachwiał się, nie spodziewając się takiego efektu.
Pochylił się naprzód i zamachał skrzydłami, zapierając się w oczekiwaniu na nacisk. Ruszył się w przód, starając się nie panikować, gdy zaczął spadać w stronę podłogi. Ponownie zamachał skrzydłami i zatrzymał spadek. Złożył skrzydła i wylądował, nieco ciężko, ale potem skinął do siebie głową.
Tak jak w przypadku wilka, im mniej myślał, tym lepiej mu się funkcjonowało. Jego ciało wiedziało co robić i robiło to, jeśli tylko mu na to pozwalał. Ponownie rozpostarł skrzydła i machnął kilka razy, tak mocno jak potrafił.
Krzyknął zawstydzony, gdy musiał wykonać gwałtowny unik, by nie uderzyć w sufit, potem kolejny, by wyminąć wielki zegar. W końcu wyciągnął szpony i wylądował na szczycie szafy Minervy.
- Gdybym to przemyślała, zrobilibyśmy to w miejscu, gdzie jest więcej przestrzeni – przyznała Minerva.
Potaknął w jej stronę, rozpostarł skrzydła i poszybował na jej kanapę, gdzie zmienił się z powrotem w człowieka.
- Auć.
- Boli? – spytała.
Harry potaknął.
- Ale jest super. Śmieszne, że widzę lepiej w moich zwierzęcych formach niż jako człowiek, chociaż… - przerwał, usiłując uporządkować myśli. – Nie uważam, żeby te formy były w jakiś sposób niższe niż ta ludzka, jeśli rozumiesz o co mi chodzi. Raczej jakby były inną częścią mnie. Chyba nie do końca potrafię to wyrazić.
- Właściwie dobrze to wyrażasz. Często kusiło mnie, by pozostawać w formie kota dużo dłużej, niż robię to obecnie i może zdecyduję się na to na stare lata. Ludzie nie będący animagami nie potrafią tego pojmować w ten sam sposób. Kiedy odkrywasz swoje zwierzę, to jakbyś odkrywał część siebie, której ci brakowało, choć nawet o tym nie wiedziałeś.
Uśmiechnął się do niej.
- Dokładnie o to chodzi. Mam nadzieję, że kiedyś Ginny będzie mogła to robić. Byłoby fatalnie, gdybym nie mógł tego z nią dzielić.
- Kiedy już nabierzesz więcej doświadczenia, będziesz mógł ją nauczyć.
Od: Dziewczyna Kot
Do: Chłopak Gnom
Temat: I kto tu jest debeściakiem?
Jeden jastrząb skutecznie przemieniony. Chłopak rozumie też, czym jest bycie animagiem.
Dałam mu też wyzwanie – niech nauczy pannę Weasley jak zostać animagiem. Założę się z Tobą, że jest przynajmniej wilkiem, a może ma obie jego formy?
Min
Mrrrrrrrrrr
Od: Fil
Do: Minnie
Temat: Re: slang
Nie będę nawet próbował zrozumieć co ma znaczyć temat Twojej wiadomości.
Chyba nie muszę Ci przypominać, że szanse na to, że panna Weasley ma choć jedną z tych form są równie małe, jak na rozpoczęcie przez Voldemorta pracy w charakterze dentysty?
F.
Od: Minx
Do: Felix
Temat: Re[2]: slang
To, że w to nie wchodzisz, nie znaczy że reszta robi to samo.
Oczywiście, że jest to nie do pomyślenia. Nie ma mowy, by panna Weasley była animagiem, w końcu od stulecie nie było żadnego wśród Weasleyów i Prewettów.
A przynajmniej powinno być nie do pomyślenia. A jednak, jak już mieliśmy okazję się przekonać, gdy Harry wkracza do akcji, można spalić wszelkie reguły, bo on i tak dostanie to, czego będzie chciał.
A teraz chce dzielić z nią te wrażenia.
Szczerze mówiąc, jeśli zdołał jej pokazać, jak wydobywać z siebie uderzenia czystej magii, zdoła znaleźć sposób, by zrobić z niej animaga.
Po prostu.
Min
Mrrrrrrrrrr
Od: Fili Gnom
Do: Minnie Minx
Temat: I działa to na Ciebie jak kocimiętka
Pewnie masz rację
F.
Narcyza Malfoy czuła pewien niepokój podążając legendarnymi schodami w stronę bram Hogwartu.
Wiele czasu minęło, odkąd ostatni raz szła tą drogą, gdy tak dawno temu opuszczała tę szkołę. Odkryła, że tęskni za nią bardziej, niż mogła przypuszczać.
Wówczas wszystko zdawało się prostsze. Kochała swojego chłopaka, miała psotną siostrę, którą uwielbiała, a mentor jej chłopaka, Voldemort, miał wreszcie skończyć z tym bezsensownym przyjmowaniem szlam do Hogwartu. W końcu były inne, gorsze szkoły, do których można było je posłać.
Dwadzieścia lat później jej jedyny syn okazał się gejem, jej mąż spędzał zastanawiająco wiele czasu na kolanach przed Voldemortem, powstrzymanie bezsensownego przyjmowania szlam wymagało znacznego rozlewu krwi, który nie bardzo jej się podobał i utraty znacznej ilości pieniędzy, co zdecydowanie jej się nie podobało, a jej siostra zdawała się traktować szaleństwo jak coś w co można sobie wskoczyć i zaraz wyjść, jednak ostatnio rzadko wychodziła.
Zatrzymała się, gdy pojawił się przed nią skrzat domowy.
- Tędy – powiedział krótko.
- Zgredek? – spytała zaskoczona.
Zgredek przechylił głowę i powiódł spojrzeniem z góry na dół, po czym parsknął pogardliwie i w milczeniu poprowadził ją przez liczne klatki schodowe.
- Dziękuję, Zgredku – rzekł Harry, gdy skrzat wprowadził ją do dużej klasy. Pod jedną ze ścian pomieszczenia stało radio, a wszystkie meble zostały odsunięte na bok.
- Zgredek cieszy się, że może służyć – odparł skrzat poważnie, po czym zniknął.
- Powinien pan zamienić kilka słów ze swoim skrzatem – odezwała się chłodno Narcyza. – Takie zachowanie sprawia bardzo złe wrażenie.
- Wręcz przeciwnie, pani Malfoy. Uważam, że Zgredek imponująco nad sobą panował. Ani razu nie rzucił na pani klątwy.
- Klątwy? Ten obrzydliwy stwór?
Harry obrzucił ją przeciągłym spojrzeniem.
- Naprawdę jest pani osobą, której nie sposób lubić, prawda?
- Przepraszam?
- Nie przyjmę przeprosin. Arogancja nie jest niczym atrakcyjnym, podobnie jak życie z bogactw, nagromadzonych przez poprzednie pokolenia.
Narcyza otworzyła usta.
- Proszę się nie kłopotać – poradził Harry. – Przekonamy się, jak poradzi sobie pani w normalnym świecie. Na pewno będzie to bardzo pouczające.
- Co masz na myśli? – zapytała z gniewem Narcyza, czując jak strach przed czarnowłosym mężczyzną, stojącym z nią twarzą w twarz, tworzy w jej żołądku bryłę lodu.
- Pani kochany mąż zapomniał odnowić swojego patentu na Piwo Kremowe i, cóż, wystarczy jeśli powiem, że teraz jest on moją własnością, dzięki czemu wprowadziliśmy na rynek znacznie lepszy produkt. Wasz dochód został mocno okrojony, a może nawet zupełnie zlikwidowany. Dodatkowo obawiam się, że gdy dostarczałem pewne dokumenty do waszej najważniejszej fabryki Piwa Kremowego, nastąpiło małe nieporozumienie i cały wasz park maszynowy został zniszczony przez nieco nadgorliwe gobliny. To naprawdę nieprzyjemny zbieg okoliczności, ale wasz zarządca podarł wcześniej pewne ważne dokumenty. Prawdopodobnie naprawa wszystkiego pochłonie sporo czasu i pieniędzy.
Narcyza patrzyła na niego z przerażeniem, osuwając się do tyłu. Podtrzymały ją drzwi.
- Całe to wspieranie Voldemorta to kosztowny biznes, prawda? A jak bez pewnego przypływu gotówki znajdziecie środki na wszystkie wasze łapówki?
Harry podszedł do radia i włączył je. Rozbrzmiały delikatne dźwięki muzyki klasycznej.
- Czego pan chce? – spytała Narcyza, biorąc głęboki oddech. Przesunęła się w lewo i przysiadła na krawędzi stołu, nieświadomie poruszając barkami i spoglądając na Harry'ego przez zasłonę rzęs. To spojrzenie niejednokrotnie wydobywało ja z tarapatów i wciąż wykorzystywała je, mając do czynienia z podwładnymi. Kiedyś używała go na Lucjusza, ale ten ostatnio był znacznie bardziej zainteresowany Voldemortem i nie zwracał uwagi na to, co powinien. Taka strata pieniędzy to w zasadzie przestępstwo.
- Zabiję go – wymruczała do siebie, gdy zaczęły docierać wszystkie konsekwencje tego, co właśnie usłyszała. – Do jutra nie ma go w domu. Beztroski idiota.
- O Boże – wyszeptał Harry.
- Słucham? – spytała Narcyza.
- O nie, pani Malfoy. O nie.
- Co się stało?
- Pani Malfoy, pani na pewno… to znaczy, nie oczekuje pani…
- Czego? – spytała Narcyza, naprawdę nie rozumiejąca co się dzieje.
- To znaczy – wyjąkał Harry – na pewno nie pomyślała pani czegoś takiego.
- Jakiego?
- A o czym pani pomyślała?
- Nie wiem – odparła, przekonana, że Harry całkiem oszalał.
- Na miłość boską, pani Malfoy. Oto jesteśmy. Obraża pani mojego skrzata domowego. Nie prosi pani o nic do picia. Ja… nastawiam muzykę. A pani zaczyna odsłaniać przede mną swoje prywatne sprawy i wyznaje, że pani męża jeszcze długo nie będzie w domu.
- I co z tego?
- Czy pani nie próbuje mnie uwieść?
Narcyza wgapiła się w Harry'ego. Nie przychodziła jej do głowy żadna rozsądna odpowiedź. Otworzyła usta, ale nie wiedziała, jakie słowa ustawią go na jego miejscu.
Harry nagle wybuchnął śmiechem i opadł na krzesło. Wyciągnął kubek.
- Pani zdrowie, pani Malfoy – wzniósł toast. – Jezus kocha panią bardziej, niż się pani wydaje.
- O czym pan do licha mówi?
- I na tym polega cały problem z wami, czarodziejami czystej krwi – westchnął Harry. – Jesteście takimi ignorantami, że niedobrze się robi. Mugole mają wspaniałą popkulturę i cała sytuacja była niemal identyczna jak scena z jednego z ich filmów.
- Z filmu? – spytała, unosząc głos.
- Tak. Śmieszne, prawda?
- Nie bawi mnie to.
- To prawda – przyznał Harry. – Pani to nie może bawić. Ale niech pani nie wyciąga niewłaściwych wniosków. Wciąż jest pani atrakcyjna, ale nie umywa się pani do mojej Ginny.
Narcyza parsknęła pogardliwie i otworzyła usta.
- Tylko słowo, a upewnię się, że spędzi pani noc w Azkabanie – ostrzegł ją spokojnie Harry.
Narcyza warknęła pod nosem. Wyciągnęła różdżkę i wyczarowała kielicha. Przełknęła głęboki łyk Ognistej Whisky i spojrzała na chłopaka przed nią z niechętnym szacunkiem. Zbił ją z pantałyku, podrażnił, a wreszcie powstrzymał od obrażenia córki tego zdrajcy krwi.
- Brawo, panie Potter – pochwaliła go, odstawiając szklankę. Przejmie kontrolę nad tą rozmową, choćby miało ją to zabić.
- Proszę mówić mi po imieniu – zaproponował, pochylając głowę w drwiącym ukłonie.
- Harry – potaknęła – masz nade mną istotną przewagę.
- Ja, pani Malfoy? – spytał, udając zdumienie.
Nie podobało jej się, jak wypowiadał jej nazwisko, jakby była to obelga.
- Wiesz o rzeczach, które mają na mnie znaczny wpływ, a o których ja nie mam pojęcia.
- Ach, o to chodzi – odpowiedział z namysłem. – Widzi pani, problem polega na tym, że niezbyt panią lubię, jeszcze niedawno chciałem zabić pani siostrę, nienawidzę pani męża i ledwo toleruję istnienie Draco. Niestety potrzebuję pani. A przynajmniej potrzebuję Bellatrix, która błagała, by rozciągnąć na panią nasz układ. Więc może wyjdziemy od tego, że powie mi pani, czego pani chce, biorąc pod uwagę te informacje, którymi właśnie panią zaskoczyłem.
- To było nieco za wiele informacji – wymamrotała Narcyza. – Pozwól mi poprzedzić moje żądania oświadczeniem, że mogłam początkowo popierać niektóre z celów Voldemorta, jednak nigdy osobiście nie zabiłam nikogo, nie wyrządziłam nikomu fizycznej krzywdy, ani nie przyjęłam Mrocznego Znaku.
- Wspieranie przez niepodjęcie działań to inna sprawa – zauważył Harry – ale w tej chwili to mało istotne.
- Dziękuję – podjęła Narcyza. – Pomimo nietypowych skłonności mojego syna, to wciąż mój syn i kocham go. Teraz nie przyjmie Mrocznego Znaku. Nie zostałby zaakceptowany nawet gdyby spróbował. Voldemort krzywo patrzy na alternatywne sposoby na życie.
- Voldemort krzywo patrzy niemal na wszystko – zauważył Harry.
- Owszem – przyznała, obdarzając go nieznacznym uśmiechem. – Chcę Dworu Malfoyów, mojego syna i mojej części dziedzictwa rodu Blacków. Syriusz odmówił mi jej, by nie wpadło w ręce Lucjusza. Wówczas byłam tym bardzo oburzona. Teraz jednak jestem mu wdzięczna. Lucjusz udowodnił swoją niekompetencję w zarządzaniu finansami. W zamian za to zrobię wszystko o co poprosisz i rozwiodę się z nim, jeśli przeżyje.
Harry spojrzał na nią z namysłem.
- Nie wspomniała pani o Bellatrix.
- Moja siostra, niezależnie jak bardzo ją kocham, tylko momentami jest przy zdrowych zmysłach. Zabiła też wielu ludzi. Nie chcę być powiązana z jej losem. Zrobię dla niej co mogę, ale nie kosztem własnej wolności.
- Mądry kierunek działania – pochwalił Harry. – I tak nie dałbym pani żadnych gwarancji co do jej przyszłości. Mam kilka pomysłów, ale prawdę mówiąc paktowanie z diabłem to średnio przyjemna zabawa. Wydaje mi się, pani Malfoy, że umowa stoi.
Na twarz Narcyzy powoli wpłynął uśmiech.
- Dziękuję. Jesteś zupełnie inny niż oczekiwałam.
- Tak to z reguły bywa – odparł Harry, wzruszając beztrosko ramionami. – Lucjusz ma o mnie bardzo niskie mniemanie, prawda?
- Wydaje mi się, że nazwał cię kilka razy naiwnym bachorem.
Harry uśmiechnął się.
- Oczywiście wie o Ginny? – kontynuował.
Potaknęła krótko.
- Wie też, że nie jesteście jeszcze, że tak się wyrażę, spełnieni w swoim związku.
Harry uniósł brwi.
- Podczas zajścia między nią i Cho Chang, panna Weasley zadeklarowała to przy dość szerokiej publiczności.
- Owszem – wymamrotał Harry. – Czy czułaby się pani dobrze w krótszej spódniczce?
Po raz drugi Narcyza poczuła, że rozmowa zmierza w kierunku, na który nie była przygotowana.
- Panie Potter, byłabym wdzięczna, gdybyś mógł skończyć z subtelnościami i przeszedł do rzeczy.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Uwiedzie mnie pani, pani Malfoy.
Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w ten pomysł.
- Co zrobię?
- Gdy uczyła mnie pani tańczyć, zauważyła pani pewną reakcję, którą wywołała bliskość w tańcu, a jako że nie ma pani Mrocznego Znaku i obrażała pani Lucjusza zaufałem pani odrobinę. Jednocześnie wie pani, jak bardzo nienawidzę pani męża i syna i może odgadnąć, że chciałbym się na nich odegrać. A poza tym zna pani moją frustrację. Dam pani pewne ciekawe informacje, które będzie pani mogła przekazać Voldemortowi i pani mężowi, informacje, których nie udzieliłbym nikomu poza moją partnerką.
- Bardzo sprytnie – przyznała z namysłem. – Lucjusz od razu uwierzy, bo sam by to oczywiście zrobił.
- Dokładnie – zgodził się Harry. – Pani oczywiście zapewni go, że nie pozwoli pani, by zaszło to tak daleko, ale spróbuje pani wydobyć ode mnie wszystkie informacje, które pani zdoła. Chcę utrzymać to w tajemnicy także po mojej stronie, więc będziemy przemycać tu panią w tajemnicy, ale jeśli ubierze się pani odpowiednio, by uwieść naiwnego chłopaka, powinna mieć pani idealną sytuację, by nakarmić Voldemorta takimi bzdurami, które chcę, by usłyszał.
- Brawo – wyszeptała. Była pod dużym wrażeniem. Plan, który stworzył, idealnie współgrał ze sposobem działania Lucjusza i Voldemorta, zapewniając jej jednocześnie bezpieczeństwo. – A moja siostra?
- Bellatrix będzie bezpieczniejsza, bo nie będę od niej wymagał przekazywania dezinformacji.
- Dziękuję, panie Potter.
- Proszę – warknął Harry – zdecydowanie może pani do mnie mówić po imieniu – przerwał na moment. – Proszę powiedzieć Voldemortowi, że jestem animagiem, a moja forma to wilk.
- Naprawdę?
Potaknął.
- Tak. Ujawnię to wszystkim dziś wieczorem. To powinno umocnić pani pozycję.
Roześmiała się pod nosem.
- To była niezwykle ciekawa rozmowa – przyznała. – Ale chyba najwyższy czas, żebyśmy zrobili to, po co tu przyszłam.
Harry spojrzał na nią zdumiony.
- Taniec, Harry. Miałam nauczyć cię tańczyć. Każda osoba na wyżynach społecznych powinna umieć poruszać się po parkiecie tanecznym, a podejrzewam, że osiągniesz bardzo wysoką pozycję w towarzystwie.
Wstała z wdziękiem i podeszłą na środek sali. Uniosła lewą rękę.
- Zaczniemy od podstawowego walca – rzekła stanowczo. – Stań przede mną i obejmij mnie prawą ręką.
Ulżyło jej, gdy ujrzała, że na ułamek sekundy pokrył się rumieńcem.
- Jak to się do cholery dzieje, że ciągle ładuję się w takie sytuacje? – rzucił Harry w przestrzeń.
- Jakie sytuacje? – spytała wychodząca zza rogu Blaise.
Harry zerknął na nią i westchnął.
- Nie chcesz wiedzieć – wymamrotał.
- Oczywiście, że chcę – zaprotestowała. – Nie byłabym Ślizgonką, gdybym nie chciała.
- Przynajmniej nie muszę sprawdzać moich palców, gdy skończę z tobą rozmawiać – zauważył. – powiedzmy, że odrobina złego humoru, film, który oglądałem kilka lat temu i nadmiar wyobraźni zmieszane razem niekoniecznie dają dobry efekt.
- Byłabym zachwycona, gdybyś podzielił się ze mną pełną wersją.
- Dzięki Blaise – powiedział Harry spokojnie – ale myślę, że jest tylko jeden sposób, by poradzić sobie z tą sytuacją, gryfoński. Ale zmieńmy temat. Jak idą sprawy?
- W sumie nie najgorzej – zapewniła zadowolona. – Rządzę w Slytherinie, Pansy jest zbyt przerażona, żeby podjąć jakąkolwiek akcję, a Draco jest, no cóż, trochę barwniejszą, ale w sumie nieszkodliwą wersją dawnego siebie.
Harry skinął głową.
- Cieszę się, że jesteś po mojej stronie – stwierdził.
Uśmiechnęła się do niego.
- Pogadamy później, teraz muszę się ukorzyć.
- Opatul zaklęciami kolana, będzie ci łatwiej – poradziła Blaise. – I pozdrów Ginny.
- Dzięki – odparł z przekąsem i ruszył dalej.
Ginny znajdowała się w pokoju wspólnym Gryffindoru. Czuł jej obecność oraz wyczuwał, że jest zrelaksowana. Wszedł i zbliżył się do niej.
- Mogę ci zająć kilka chwil?
- Możesz mieć znacznie więcej – odpowiedziała z uśmiechem, wstając energicznie.
- Twój pokój?
Skinęła głową i wesoło pomknęła po schodach. Roześmiał się cicho i uniósł się w powietrze, by lewitować za nią, jednocześnie myśląc, o ile prościej byłoby po prostu zmienić się w jastrzębia.
Zamknął za sobą drzwi i zablokował je urokami.
- Denerwujesz się – zauważyła Ginny, siadając na krawędzi łóżka.
- Tak jakby pozwoliłem, żeby trochę poniósł mnie mój dobry pomysł – wyznał. – Wiesz, ze rozmawiałem wczoraj z Bellatrix?
Potaknęła.
- A dzisiaj rozmawiałem z Narcyzą.
- To dobrze.
- I potrzebowałem jakiegoś pretekstu, na który mogłaby się powołać, gdy Voldemort zapyta skąd ma informacje, które mu przekazuje.
- I co ci przyszło do głowy? – dopytywała się Ginny.
Harry wbił spojrzenie w swoje stopy.
- Uwiedzie mnie – wyszeptał, oczekując eksplozji.
Eksplozja nadeszła, ale w nieco innej formie niż oczekiwał. Ginny wybuchnęła śmiechem i padła na łóżko.
- Rewelacja – zdołała z siebie wykrztusić.
Harry spojrzał na nią zaskoczony.
Uniosła się na łokciu.
- Harry, ona jest wystarczająco stara, by być twoją matką, jest de facto Śmierciożercą, matką Draco i nie sądzę, by pociągała cię w jakimkolwiek stopniu, niezależnie od sytuacji.
- To prawda – zgodził się.
- Ale – dodała nieco ostrzej – przydałoby się, żebyś mnie upewnił.
- To znaczy?
- Mamy przynajmniej pół godziny do kolacji – powiedziała sugestywnie. – I mógłbyś spędzić cały ten czas przekonując mnie, że jest tylko jedna dziewczyna, która cię interesuje.
Zebrał się, by zacząć ją przekonywać werbalnie, ale zmienił zdanie.
- Może masz rację – zgodził się, siadając na łóżku i kładąc kolona zaraz obok jej nóg.
Uśmiechnęła się szeroko i uniosła zapraszająco ręce.
- Z reguły mam rację – zauważyła z zadowoleniem.
Od: Narcyza
Do: Lord Voldemort
DW: Lucjusz
Temat: Raport
Mój Panie,
spotkałam się z Gryfonem, jak mi rozkazano. Był nieco zaskoczony, gdy zobaczył kto będzie jego nauczycielem tańca.
Był nieco niezadowolony, ale udało mi się go ugłaskać.
Na początku był niechętny do tańczenia ze mną. Początkowo myślałam, że to jego naturalny opór, ale wkrótce odkryłam, że prawda jest znacznie zabawniejsza.
Wygląda na to, że nasz gryfi pisklak jest nieco sfrustrowany brakiem namiętności w jego związku z córką zdrajcy krwi i jego pożądanie można skierować w inną stronę, nawet jeśli nie da się tego zrobić z uczuciami.
Gdybym, przypuśćmy, ubrała się nieco bardziej wyzywająco i kontynuowała lekcje, nie mam wątpliwości, że zdołam zdobyć jego zaufanie.
Udało mi się wydobyć z niego jeden cenny okruch informacji – został animagiem, a jego zwierzęciem jest wilk.
Narcyza
Od: LV
Do: NM
DW: LM
Temat: Re: Raport
Narcyzo, gdy wrócisz do domu, możesz się spodziewać, ze zastaniesz tam niezwykle wdzięcznego małżonka. Twoje działania niemal wynagrodziły mi jego poranną niekompetencję.
Widzę, że niesłusznie w Ciebie powątpiewałem.
Działaj tak szybko jak zdołasz, ale staraj się nie przesadzać. Im szybciej chłopak Ci zaufa tym lepiej. Powiedz mu, że przeżyłaś odmianę i chcesz dołączyć do reszty zdrajców krwi. Może zdołasz użyć finansowej niekompetencji Twojego męża, by uwiarygodnić historię.
LV
Zwycięstwo lub Śmierć
Od: Narcyza
Do: Lord Voldemort
Temat: Re[2]: Raport
Dziękuję, Mój Panie. Żyję, by służyć.
Narcyza
Od: Pani Robinson
Do: Beniamin
Temat: Nawet czarodziejka czystej krwi może poszukać informacji
Potter, Twój plan zadziałał.
Voldemort jest ze mnie zadowolony.
Narcyza
Więcej niż tylko coś
- Harry? – spytała Hermiona.
- Hmm? – odpowiedział, unosząc głowę.
- Nie możesz się skupić, niczym mrówka w pokoju pełnym mrówkojadów.
Harry powoli rozejrzał się po sali. Stół nauczycielski został poszerzony, by Weasleyowie i pozostali goście mieli miejsca do siedzenia.
- Mam przeczucie – przyznał.
- Szybko – zażartował Ron – wszyscy padnij! Nasz nieustraszony przywódca ma przeczucie.
- Siedzę pod stołem, póki mu nie przejdzie – zawołała Cho od strony stołu Krukonów.
- Ja też – dodała Blaise.
- Błazny – podsumował Harry z rozbawioną miną. – O czymś zapomnieliśmy – stwierdził.
- O czym? – spytała Hermiona.
- Gdybym wiedział, nie zapomniałbym o tym – burknął. – Dziś wszystko poszło dobrze, może nie idealnie, ale na tyle dobrze, na ile mogło.
- To chyba dobrze? – spytał Ron.
- Harry nie lubi polegać na szczęściu – wyjaśniła Ginny, patrząc na swojego chłopaka z uczuciem.
- Jak my wszyscy – wtrąciła Hermiona.
- Ja tam nie mam nic przeciwko – wymamrotał Ron. – Ale zapewne jestem w mniejszości.
- Zapewne, niewielkiej – zgodził się Harry. – Czuję, że umknęło nam coś ważnego.
- Na przykład? – spytała Hermiona.
- Nie wiem – odparł Harry. Nawet on słyszał frustrację w swoim głosie. – Mam to uczucie od rana.
- Jeśli mogę coś zaproponować – odezwał się Dumbledore zza stołu nauczycielskiego. – Słuchaj swoich przeczuć Harry i zobacz co się stanie.
Harry potaknął.
- To jak wspomnienie na granicy mojej świadomości, albo jakiś zapach, którego nie czuję, choć powinienem.
- Pana jedzenie, panie Harry Potter – rzekł Zgredek, kładąc przed nim talerz.
- Dziękuję Zgredku – rzucił nieuważnie Harry i zabrał się do jedzenia.
- Harry?
- Hmmm? – spytał biorąc duży kęs.
- Generalnie przed podaniem do stołu, mięso należy upiec – zauważyła delikatnie Hermiona.
- Jest upieczone – zaprotestował Harry, patrząc na talerz. – Jest po prostu krwiste.
- Nie – zaoponowała Hermiona. – Krwiste jest upieczone. Ten stek jest surowy.
Harry machnął nad nim ręką.
- Lepiej? – spytał.
- Co ty właśnie zrobiłeś? – spytała Hermiona.
- Sprawiłem, że jest akceptowalne w towarzystwie – wyjaśnił Harry, biorąc się za jedzenie.
- Harry, musimy porozmawiać – powiedziała stanowczo Hermiona.
- Wcale nie musicie – wtrąciła się Ginny.
- Dlaczego nie? – spytała ją Hermiona. – Coś jest nie tak.
- Pomyśl o tym przez chwilę – zasugerowała Ginny. – I weź pod uwagę moje zapewnienie, że to kompletnie naturalne.
- O czym ty… - Hermiona przerwała, spojrzała na Harry'ego. – Żartujesz sobie?
- A po co miałabym to robić? – spytała Ginny.
- Chcę szczegółów – zażądała Hermiona.
- Przepraszam – wtrącił się Ron. – Czy któraś z was dwóch mogłaby okazać dobre serce i powiedzieć reszcie z nas o czym wy do cholery mówicie?
- Wkrótce się dowiesz – zapewnił Harry.
- Ale możesz się nad tym zastanowić – zaproponowała Ginny.
- Ginny – rzekł Ron stanowczo. – Mam pewną ograniczoną ilość zasobów mózgowych, które mogę zużyć w ciągu dnia. Jeśli będę myślał o tym, to obawiam się, że zapomnę o czymś innym, a za bardzo się boję, ze zapomnę o czymś istotnym, jak to, które komórki na miotłę są wolne dziś wieczorem, jakie zaklęcie odstrasza koty czy jak całować Hermionę, by jej puls zwariował.
- Ron!
Ron uśmiechnął się szeroko do swojej dziewczyny.
Od: Wąchacz
Do: Powinieneś zostać animagiem
Temat: Postępy
Na razie nie mam szczęścia, ślad za którym podążałem nigdzie mnie nie doprowadził.
Mam plan jak zinfiltrować Śmierciożerców. Pogadam z Tobą o tym, kiedy następnym razem się zobaczymy.
S.
hau, hau
Od: Chłopiec, Który Zaskakuje
Do: Wąchający
Temat: Re: Postępy
Nie ma potrzeby, już to sobie zapewniłem.
Spróbuj w Devonie.
H.
Audaces fortuna juvat
Od: Niezmarznięty
Do: Robaczek
Temat: Re: Re: Postępy
Zapewniłeś sobie? Nie możesz mówić serio (bo to ja jestem Seriusz)
S.
hau, hau
Od: Jęczący
Do: Ten, przez którego jęczę
Temat: Re[3]: Postępy
Załącznik: mapa
Zignoruję to.
Może Ci się przydać rzucenie okiem na załączoną mapę. Jeden z moich kontaktów powiedział mi, że jest ważna.
HJP
Audaces fortuna juvat
- Koniec tego dobrego! – krzyknął Harry. – Ostrzegałem go na okrągło, teraz za to zapłaci!
- Harry? – spytał Albus, marszcząc czoło w niepokoju.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Tego właśnie było mi trzeba na poprawę humoru – kontynuował zadowolony. – Ginny, Hermiona, Parvati, Susan, Blaise, Luna, Padma, Lavender. Chciałbym, żebyście poszły do biblioteki i dołączyły do grupy badawczej Weasleyów i przyszłych Weasleyów. Ron, Dean, Seamus – zawahał się na moment – i profesor Snape pójdą ze mną. I pamiętajcie – obrócił się do Ginny – jeśli ktoś się was spyta, nie widziałyście mnie.
Oczy Ginny rozbłysły.
- Powinnam o coś spytać?
- Zobaczysz – obiecał jej. – Chodźcie, panowie.
Wybiegł z Wielkiej Sali i udał się wprost do opuszczonej klasy. Tuż za nim podążał męski oddział.
- Panowie – zaczął Harry. – Potrzebujemy dobrych pomysłów i to szybko.
- Na co? – spytał Snape.
- Na rewanż oczywiście – Harry uśmiechnął się szeroko. – Ostrzegałem Syriusza, żeby skończył z żartami o Seriuszu, ale tego nie zrobił, więc to my będziemy musieli zainterweniować w tej sprawie. Wysłałem mu świstoklik, który uruchomi się za pewien czas.
Snape uśmiechnął się, zadowolony, że może wziąć w tym udział.
- Może niech coś napisze? – zaproponował. – Nie będzie mógł stąd wyjść, póki nie napisze czegoś sto razy.
- Dobry pomysł – uznał Harry. – Bierz się do roboty.
Seamus i Dean spojrzeli na siebie.
- Fioletowe włosy? – zaproponowali. – I może zielona skóra?
Harry potaknął.
- Przyczepcie to do drzwi wejściowych. Jak już napisze sto linijek będzie myślał, że już po wszystkim i nie będzie się pilnował.
- Hmmm – odezwał się Ron po kilku chwilach namysłu. – Syriusz po prostu zmieni się w psa, by uniknął wstydu, prawda?
- Zapewne.
- Więc musimy coś z tym zrobić – zaproponował. – Może zmodyfikujemy odpowiednio nasze zaklęcia?
Harry przywołał odpowiednią księgę z zaklęciami i podał ją Ronowi.
- Bierz się do pracy – uśmiechnął się. – A ja zajmę się kolejną oczywistą rzeczą.
- Czyli? – spytał Snape od strony tablicy, którą właśnie zaklinał.
- Zdjęcia – wyjaśnił Harry z psotnym uśmiechem. – Potrzebujemy zdjęć z całego przedsięwzięcia.
Snape wybuchnął śmiechem.
Syriusz z namysłem patrzył na mapę. Przeszukał już ten obszar i nic nie znalazł. Dopiero kiedy poczuł znajome szarpnięcie świstokliku, zorientował się, że został wyprowadzony w pole.
Pojawił się w starej klasie. Na ścianie przed nim znajdowała się tablica, na której widniał napis wykaligrafowany pismem Jamesa.
Nie będę więcej żartował na temat Seriusza!
Napisz to sto razy i będziesz mógł wyjść.
Syriusz przewrócił oczami i wyciągnął swoją różdżkę, ruszając do wyjścia.
- Expelliarmus. Accio Syriusz. Finite Incatatem – Usłyszał głos Harry'ego z boku. Zanim zdołał zareagować, pierwsze zaklęcie wyrwało mu różdżkę z dłoni i rzuciło na ścianę, wówczas zadziałało drugie, które zaczęło go przyciągać do Harry'ego, wreszcie ostatnie rozproszyło pozostałe, sprawiając, że wylądował tam, gdzie stał na początku.
- Kurczę – powiedział Ron.
- Tak – zgodził się Harry. – Zadziałało lepiej niż oczekiwałem.
- Dorwę cię, Potter – obiecał Syriusz.
Harry wyszczerzył zęby i położył rękę na ramieniu Rona.
- Najpierw napisz sto linijek – uśmiechnął się złośliwie, deportując ich obu.
- Cholerny syn Huncwota – wymamrotał Syriusz. Pomyślał o ucieczce, ale zorientował się, że jego chrześniak zapewne uniemożliwił mu to w jakiś sposób.
Ujął kawałek kredy i zaczął pisać.
Kiedy skończył, litery rozbłysły na moment i zniknęły. Na ich miejsce pojawił się nowy napis: „Możesz wyjść. Twoja różdżka jest za drzwiami."
Syriusz burknął pod nosem. Bolała go ręka i miał serdecznie dość pisania o Seriuszu.
Otworzył drzwi i ujrzał duże lustro. Gdy podziwiał swoją osobę, zwracając uwagę na fakt, że nawet po tylu latach w Azkabanie pozostawał przystojnym mężczyzną, został trafiony przez kilka klątw.
Gdy zobaczył ich efekty, ryknął:
- Zabiję cię, Potter!
- Najpierw musisz mnie złapać – usłyszał głos Harry'ego.
Uniósł różdżkę. Zobaczył Harry'ego, który uciekał z drugiej strony korytarza i zmienił się w Wąchacza.
Złapie go i nauczy, że nie zadziera się z Huncwotem!
Był tak skupiony na biegu, że nie zorientował się, gdy uderzyła w niego kolejna klątwa.
Harry pędził korytarzami Hogwartu. Czuł, że Syriusz zbliża się do niego, więc skoczył naprzód, przemieniając się w locie.
Wylądował na czterech łapach i zaczął węszyć. Gra się rozpoczęła. Popędził w stronę biblioteki najszybciej jak tylko mógł.
Przeskoczył jednym skokiem niemal całe schody, ciesząc się swoją wolnością, jego pazury uderzały o gładką kamienną podłogę w poszukiwaniu oparcia.
Zbliżył się do narożnika i obrócił się w powietrzu, używając ściany by ułatwić sobie skręt, a potem znowu ruszył z pełną prędkością.
Słyszał za sobą Syriusza i zwolnił odrobinę. Nie byłoby dobrze, gdyby teraz zgubił swój łup.
Przyspieszył, gdy Syriusz znów podjął trop i wpadł z impetem do biblioteki. Zatrzymał się i rozejrzał z ciekawością. Wyglądało na to, że większość szkoły postanowiła uczyć się dziś wieczór w bibliotece.
Harry złowił zapach swojej partnerki i popędził do niej. Rozległo się kilka zaskoczonych okrzyków, gdy ludzie zauważyli, że zbliża się wielki wilk. Harry wskoczył na stół przed Ginny.
Hermiona spokojnie uniosła książkę, gdy przebiegał po blacie koło niej, nie odrywając wzroku od strony, którą czytała.
Harry przeskoczył nad głową Ginny i schował się za jej krzesłem. Wpadł Syriusz i zmienił się z powrotem w człowieka.
- Gdzie on jest?
- Gdzie jest kto? – spytała uprzejmie Blaise.
- Potter. Gdzie on jest?
- Nie widziałam Harry'ego od śniadania – odparła Padma, szczerze i uprzejmie, choć kącik jej ust zaczął drgać.
Za plecami Syriusza rozległ się chichot. Czarodziej odwrócił się błyskawicznie, ale zamarł, gdy przypomniał sobie jak wygląda.
Zmienił się z powrotem w psa, jednak ku jego zaskoczeniu wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Harry zdecydował, że zrobi coś specjalnego dla Rona, bo Weasley przeszedł sam siebie. Nie mógł się zdecydować, czy najlepsza była kokarda na ogonie czy jednak kombinacja limonkowej zieleni i fioletu.
Z kamienną twarzą Ginny wstała i wyczarowała lustro, pozwalając Syriuszowi, by zobaczył się w całej okazałości. Harry niemal wybuchnął śmiechem, widząc jak wielkie oczy zrobił Syriusz.
Większość jego ciała została ogolona, jego brzuch się poszerzył, a głowa zmieniła kształt, tak że przypominał gigantyczną, tłustą świnię w psychodelicznych barwach.
Syriusz zawył i cofnął się kilka kroków.
- Łapa!
Syriusz spojrzał w tamtą stronę, a Colin zrobił mu zdjęcie. Warknął na chłopaka i zrobił krok naprzód.
Harry ostro szczeknął i wyskoczył zza Ginny, by stanąć przed Colinem.
Syriusz zamrugał kilka razy, w końcu położył pysk na ziemi i przykrył go łapami.
Harry potruchtał do niego i powąchał, w końcu trącił delikatnie.
Syriusz szczeknął delikatnie, pytając, czy psota już się skończyła.
Harry patrzył na niego przez dłuższą chwilę, podczas której Syriusz piszczał błagalnie. W końcu spojrzał na Rona i skinął łbem.
Ron, który patrzył zdumiony na Harry'ego, rozproszył zaklęcia nałożone na Syriusza.
Syriusz wrócił do ludzkiej postaci i powoli się uśmiechnął.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, ze to oznacza wojnę!
Harry szczeknął na niego i odwrócił się, by podejść do swojej partnerki.
- Och Harry – powiedziała Hermiona, opadając na kolana przed Ginny. – Jaki jesteś śliczny.
- Hej! – zaprotestował słabo Ron.
- Dokładnie to samo powiedziałam – stwierdziła Ginny, kucając obok Hermiony i kryjąc twarz w futrze Harry'ego.
Harry pochylił się do przodu i powąchał Hermionę. Pachniała trochę Ronem, trochę książkami. Wyczuwał mocny zapach jej perfum, zmieszany z jej naturalnym zapachem. Uśmiechnęła się do niego i delikatnie pogładziła jego łeb.
Kiwnął jej głową, delikatnie oderwał się od Ginny i podszedł do Rona. Jego także powąchał. Wyczuwał od niego trochę Hermiony, a także pot i skórę, wybijające się ponad jego naturalny zapach.
Przeszedł się po bibliotece, zapamiętując zapachy swoich przyjaciół. Zatrzymał się przy Padmie, kichnął, po czym ruszył dalej, kończąc na Blaise.
- Nie masz nic przeciwko? – spytała, patrząc na Ginny, która potrząsnęła przecząco głową.
Blaise kucnęła, tak jak Ginny i przytuliła Harry'ego.
Harry delikatnie polizał ją w nos, gdy skończyła, co wywołało jej chichot.
Zrobił kilka kroków w tył i stanął na tylnych łapach, jednocześnie zmieniając się z powrotem w człowieka.
- Od kiedy jesteś animagiem? – spytał Syriusz. Zamarł i zaklął pod nosem. – To dlatego twój zapach się zmienił, gdy za tobą goniłem!
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Od pewnego czasu – powiedział tajemniczo. – I miałem nadzieję, że się nie zorientujesz.
- Potrzebujemy dla ciebie nowej ksywki – stwierdził z entuzjazmem Syriusz, jego wcześniejsza deklaracja wojny najwyraźniej zapomniana.
- Nie potrzebuje – zaprotestowała stanowczo Ginny. – Jest zbyt męski na głupie ksywki.
Syriusz zrobił oburzoną minę.
- Wszyscy Huncwoci mają ksywki.
- Harry nie jest Huncwotem – zaoponowała Ginny.
- Ale powinien być.
- Huncwoci to Twoje pokolenie, Łapo – odezwał się Harry. – To jest moje i muszę podążać własną ścieżką.
Rozejrzał się i uśmiechnął, widząc jak większość szkoły wychodzi z biblioteki, omawiając z uśmiechem psotę. Minerva stała z Albusem, Severusem i Filiusem, którzy mieli na twarzach miny pełne podziwu.
- Niezła psota – odezwał się jowialnie Albus. – Jestem pod wrażeniem kontroli, jaką masz nad swoją zwierzęcą formą.
- Zaraz – wtrącił się Ron. – To dlatego tak polubiłeś mięso, które ledwo leżało przy ogniu!
Harry roześmiał się.
- Tak. Minerva powiedziała, że mi przejdzie, gdy przywyknę do mojego zwierzęcia.
- Jak ty to na miłość Merlina rozpracowałaś? – spytał Ron swojej dziewczyny.
- Dzięki słowom Ginny – przyznała Hermiona. – Powiedziała, że to naturalne. Jedzenie surowego mięsa byłoby dla Harry'ego naturalne tylko w jednym wypadku, gdyby był zwierzęciem, a po takim wniosku nie trzeba było dużo wysiłku, by domyślić się co to oznacza.
- Może nie, jeśli jest się geniuszem – wymamrotał Ron.
- Przepraszam na moment – odezwał się Harry i podszedł do padmy. Nachylił się i wyszeptał jej na ucho: - Czy mogę zasugerować, żebyś zmieniła perfumy?
- Co? Dlaczego?
- Perfumy powinny podkreślać twój naturalny zapach. Twoje obecne z nim walczą.
Odchylił się. Padma zarumieniła się na moment i potaknęła. Uściskała go szybko i wyszeptała:
- Dzięki i dziękuję, że nie zrobiłeś z tego sceny.
Uśmiechnął się do niej i podszedł z powrotem do Ginny.
- Skoro wszyscy tu jesteśmy – odezwał się Albus – to chyba dobry moment, by pokazać pana nowy apartament, profesorze Potter.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Proszę prowadzić – odpowiedział z fantazyjnym ukłonem. Zerknął z ciekawością, gdy więcej osób niż oczekiwał podążyło za dyrektorem.
Dumbledore zatrzymał się przed dużym posągiem rycerza w pełnej zbroi i spojrzał na Harry'ego.
- Obecne hasło to „Hogwart", ale możesz je zmienić.
Harry spojrzał na towarzyszącą mu grupę i uniósł różdżkę, rzucając zaklęcie ciszy na oba krańce korytarza.
- Nowe hasło to „Beowulf".
- Ciekawe hasło – skomentowała Hermiona. – Czemu akurat takie?
Harry wzruszył ramionami.
- Zawsze lubiłem tę historię, gdy byłem młodszy.
Hermiona potaknęła.
- Ja też.
Harry wypowiedział nowe hasło i część muru obok posągu odchyliła się do wewnątrz.
- Poczekaj chwilkę, Harry – Luna zatrzymała go, gdy miał wejść do środka. – Zgredku!
Pojawił się skrzat domowy.
- Pani Łuna wzywała Zgredka?
Luna uśmiechnęła się.
- Mówiłam ci przecież, że powinieneś tu być – powiedziała skrzatowi, wskazując na Harry'ego.
- Och – Zgredek energicznie pokiwał głową. – Zgredek dziękuje, pani Łuno.
- Ruszaj Harry – rzekła Luna z promiennym uśmiechem.
Harry otworzył ukryte przejście na całą szerokość i wszedł do środka. Zatrzymał się i zamrugał zaskoczony.
- Oż ty w mordę.
- Możesz to powiedzieć jeszcze raz – zgodził się Ron.
- Oż ty w mordę – powtórzył posłusznie Harry.
Ginny jęknęła i wepchnęła go dalej.
- Idź, rozejrzyj się.
Harry spojrzał najpierw na sufit i uśmiechnął się. Iluzja późnojesiennego zachodzącego słońca oświetlała go, otoczona przez ciężkie chmury.
- Nie jest takie dobre jak Wielka Sala – wyjaśniła cicho Padma – ale zrobiłyśmy co w naszej mocy.
- Jest niesamowite – odparł szczerze Harry, powoli odrywając oczy od sufitu, by przyjrzeć się reszcie apartamentu.
Pokój dzielił się na dwie wyraźne części. Po lewej stał duży kominek, a przed nim ustawione były dwie wygodne sofy. Po prawej znajdowały się regały zastawione książkami, a koło nich kącik czytelniczy z dwoma przytulnymi fotelami.
Podłogę pokrywał brązowy parkiet dębowy, do którego idealnie pasowały fotele i regały. Ściany pomalowano na jasnokremowy kolor.
Najpierw ruszył naprzód, przez podwójne drzwi i wyszedł na potężny balkon, z którego miał idealny widok na boisko do Quidditcha. Nie powiedział ani słowa, jedynie spojrzał z wdzięcznością na pozostałych. Czuł, że spędzi tu dużo czasu, bo było to idealne miejsce, gdzie mógł ćwiczyć latanie pod postacią jastrzębia.
Wrócił do środka, przesuwając palcami po oparciu kanapy, gdy wszedł do gabinetu. Podłogę wyłożono tym samym ciemnym drewnem, ale większość była pokryta dywanem w kolorze głębokiej czerwieni.
- W tej ścianie jest ukryta szafka – wskazała Hermiona. – Znajdziesz tam wszystko, co potrzeba do prowadzenia zajęć.
Harry pokiwał głową i ruszył w lewo, do małego aneksu kuchennego. Było tu wszystko, czego mógł potrzebować.
- Zgredku – zawołał.
- Tak, panie Harry Potter?
- Wiesz, że teraz będziesz musiał mnie nauczyć, jak porządnie gotować, prawda?
Zgredek westchnął.
- Zgredek będzie zaszczycony – odpowiedział poważnie, ocierając kąciki oczu.
Harry uśmiechnął się i ruszył przez salon, by wejść do łazienki.
Zamrugał ze zdumieniem. Wydawała się bardziej luksusowa, niż łazienka prefektów, z której korzystał podczas drugiego zadania Turnieju Trójmagicznego, nieco tylko mniejsza. Wanna wyglądała, jakby mogła pomieścić sześć osób, a nad nią wisiało kilka pryszniców z kilkoma złotymi kurkami do uruchamiania ich.
Wielkie lustro rozciągało się na połowę pomieszczenia, a pod nim znajdowała się marmurowa półka, w którą wpuszczona była umywalka.
Odwrócił się do sypialni i otworzył prowadzące do niej drzwi. Tu także przeważały brązowe barwy, a na podłodze leżał kolejny gruby dywan, na którym spoczywało ogromne łoże z baldachimem. Pod drugą ścianą stały trzy duże szafy na ubrania oraz stolik do makijażu. Bez wątpienia ten pokój przygotowany był dla dwóch osób.
Ponownie wyszedł na balkon. Odwrócił się i oparł o balustradę, patrząc na swoich przyjaciół i rodzinę.
- Dziękuję wam – powiedział po prostu. – Jest idealny.
- Obawiam się, że nie jest to zasługa nas wszystkich, Harry – wyjaśnił wesoło Albus. – Zgredek i reszta skrzatów domowych wykonali kawał roboty zmieniając rozmiar twojej kwatery, a panna Patil, panna Zabini, panna Patil, panna Brown, panna Bones i panna Lovegood zajęły się resztą.
Ginny potaknęła.
- Jeśli będziecie czegokolwiek potrzebowały, po prostu poproście – powiedział im Harry. – Ciebie też to dotyczy, Zgredku.
Zgredek skinął głową i wyciągnął kolejną chusteczkę, zbyt wzruszony, by cokolwiek powiedzieć.
- Dwie prośby – zaczęła Lavender z nadzieją.
- Jakie?
- Po pierwsze – wtrąciła się Blaise – chciałybyśmy, żebyś pozwolił nam tu czasem wpadać. Trochę się przyzwyczaiłyśmy przez ostatnich klika dni do tego balkonu i uwielbiamy go.
- Nie ma sprawy – odpowiedział Harry. – Oczywiście przed ciszą nocną.
Minerva i Albus uśmiechnęli się, słysząc ten warunek.
- A druga?
- Powiemy później – wyjaśniła Parvati. – Kiedy nie będzie już chłopaków.
- Syriusz – ostrzegł Harry, zanim jego chrzestny zdołał otworzyć usta. – Pamiętaj co się stało ostatni, kiedy rzuciłeś podobny niepotrzebny żarcik.
Syriusz skrzywił się.
- Zabierasz z życia cała frajdę – zaprotestował.
Harry roześmiał się i potrząsnął głową.
- Wręcz przeciwnie – rzekł. – Cieszę się życiem.
Spojrzał na moment na Hermionę i uśmiechnął się.
- Tak, będziesz mogła korzystać z gabinetu.
- Dziękuję – westchnęła Hermiona. Są tam książki, których nie czytałam.
- Chodź – powiedział Ron, obejmując swoją dziewczynę ramieniem. – Możesz przejrzeć książki, a ja zrobię zadanie domowe z Eliksirów.
- Jeszcze go nie zrobiłeś? – zganiła go Hermiona, gdy wychodzili.
Harry roześmiał się cicho.
- Chyba już czas, żebyśmy z Albusem wyszli i zostawili was w spokoju – uznała Minerva.
- Dziękuję wam obojgu za wszystko – powiedział Harry.
- Zasłużyłeś na to Harry. Zasłużyłeś – zapewnił go Dumbledore. Podał ramię Minervie i oboje opuścili pomieszczenie. Zgredek ukłonił się głęboko i również deportował.
Zapadła chwila ciszy. W końcu odezwał się Syriusz:
- Co?
Harry spojrzał na twarze dziewczyn, które krzywo patrzyły na Syriusza.
- Chyba chcą, żebyś sobie poszedł – uznał scenicznym szeptem.
- Ale to nie w porządku, żebyś został tu sam z tymi wszystkimi seksownymi czarodziejkami – zaprotestował Syriusz w ten sam sposób.
- Jesteś dla nich za stary – przypomniał mu Harry. – A poza tym potrzebuję tylko jednej z nich.
- Powinniśmy sobie o tym pogadać – stwierdził Syriusz, potrząsając głową, jakby był rozczarowany.
- Syriusz! – krzyknęła Ginny.
- Tak, Ginny?
- Wypad, już!
- Mogę chociaż dostać świstoklik do domu?
Harry sięgnął do kieszeni i wyciągnął monetę. Skoncentrował się na moment, potem podał swojemu ojcu chrzestnemu.
- To cię zabierze do twojej własnej seksownej dziewczyny.
- Ale… - Syriusz nie zdołał dokończyć zdania, świstoklik zabrał go z Hogwartu.
- No dobrze – odezwał się Harry. – To jaka jest druga sprawa?
Parvati sięgnęła do torby i wyjęła zeszłonocną koszulę nocną Ginny.
- To – powiedziała, podając mu ubranie.
Harry zarumienił się.
- Co z nią?
- Dotknij jej – poleciła Lavender.
Zrobił to. Materiał był ciepły i gładki. Właściwie całkiem miły w dotyku.
- A teraz spróbuj to podrzeć – rzekła Blaise.
Spróbował i zmarszczył brwi. Ugryzł, by spróbować zrobić to z pomocą zębów.
- Co to jest za materiał? – spytał.
- Właśnie o to chciałyśmy cię zapytać – odpowiedziała Lavender. – Jest mocny jak dżins, miękki jak bawełna, gładki jak jedwab i nie powinien istnieć.
- Ginny, w pierwszej szafie masz takie same ubrania, jak te, które miałaś na sobie w sobotę – rzekła Blaise. – Idź się przebrać.
Ginny uśmiechnęła się i skinęła głową.
Blaise poszła za nią i wsadziła głowę do gabinetu.
- Coś testujemy – oznajmiła Ronowi i Hermionie. – Ron, nie wychodź zanim ci nie powiemy, chyba że chcesz ryzykować, że zobaczysz swoją siostrę nago.
- W takim razie nie ruszam się z miejsca – zapewnił Ron.
Ginny wróciła po kilku minutach w tym samym stroju, który miała na sobie poprzedniego dnia i Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu.
- Jesteś piękna – wyszeptał, gdy zbliżyła się do niego. Uniósł dłoń i delikatnie musnął jej policzek.
Uśmiechnęła się do niego i wszystko rozmyło się w tle, wszystko zmieniło się tak, że widział jedynie jej brązowe oczy, delikatne piegi na jej nosie, czerwień jej ust, które rozchyliły się lekko, zapraszająco.
Pochylił się pocałował ją łagodnie, jednak po chwili z żalem oderwał się od niej.
- Spróbujemy zeskanować twoją magię , kiedy będziesz to robił – wyjaśniła Padma.
Harry potaknął.
- Gotowa?
- Zawsze – wyszeptała Ginny.
Zamknął oczy i wyciągnął dłoń ku jej ubraniom, starając się zmienić je tak, jak zrobił to wcześniej i przesunąć wszystkie warstwy na swoje miejsce.
- Mam to – powiedziała Lavender.
- Co teraz? – spytał Harry.
- Teraz mamy cały proces – odparła Padma. – Zaczniemy z tego miejsca i opracujemy zaklęcie, które mogą rzucić normalni ludzie.
Harry parsknął śmiechem.
- Bałyśmy się, że jeśli pójdzie coś nie tak Gin będzie kompletnie naga.
- Niech to szlag – jęknęła Ginny. – Tak byłoby zdecydowanie więcej zabawy.
Harry ponownie wybuchnął śmiechem.
Od: Syriusz Skonfudowany
Do: Remus Odkofudowywacz
Temat: Harry (ile już razy wpisywałem to imię w temacie?)
Po pierwsze, Harry jest animagiem! Ten mały skubaniec jest wilkiem! A jak on mi o tym mówi? Sprawia, że ja, jego ojciec chrzestny, muszę uznać jego dominację!
Problem polega na tym, że Ginny nie chce nadać mu ksywki, powiedziała, że jest na to zbyt szlachetny. Jak możemy dopuścić, by w rodzinie był animag bez ksywki?
Siri
hau
Od: Obrońca Języka Angielskiego
Do: Rzeźnik Języka Angielskiego
Temat: 117, o ile dobrze liczę
Harry jest wilkiem-animagiem? Wspaniałe wieści. Jak wygląda?
Powiedz mi Syriuszu, coś Ty właściwie robił, że Harry zmusił Cię do uznania jego dominacji?
R.
Od: Cukiernik Języka Angielskiego
Do: Konserwa Języka Angielskiego
Temat: Re: 117, o ile dobrze liczę
Jestem pewien, że Harry pokaże Ci zdjęcia. Ech… No naprawdę nie wiem co tu się dzieje, chrzestny rzuci jednym żarcikiem z Seriuszem i nagle wszyscy traktują mnie jakbym był Voldemortem czy kimś takim.
A potem Ginny zmusiła mnie, żebym opuścił nowe gniazdko Harry'ego, kiedy zaczęło się robić naprawdę ciekawie!
S
Od: Strażnik Języka Angielskiego
Do: Podpalacz Języka Angielskiego
Temat: Re: Re: 117, o ile dobrze liczę
Syriuszu, może spotkamy się jutro na śniadaniu i opowiesz mi o wszystkim ze szczegółami?
R.
Od: Dziewczyna-Szpieg
Do: Chłopak-Wilk
Temat: Co jest ku#$%?
Po pierwsze. Wilk-animag? Nieźle – znacznie praktyczniejsze niż niektóre zwierzęta, z którymi ludzie kończą.
Po drugie: coś Ty dzisiaj do cholery narobił? Lucjusz jest na wpół ogłuszony i mamrocze coś, jakobyś zmienił kogoś w bombę, która wybucha, gdy rozmawia się ze Śmierciożercą.
Dwóch idiotów zginęło, gdy Cię zignorowali. Jestem pod wrażeniem, Potter. Nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe, ani że masz na tyle jaj. Już nie jesteś małym chłopcem, Potty.
B
Harry spojrzał na Mmaila z niedowierzaniem. Obrócił się, by spojrzeć na Ginny.
- Ja… ja… ja nic… - wyjąkał, kopiując to na wyczarowany pergamin i podając Ginny.
Odwrócił się, wychylił za balkon i opróżnił żołądek z obiadu.
- Szlag! – zaklęła Ginny, zgniatając Mmaila w kulkę, którą cisnęła przed otwarte drzwi do jednego z kominków. – Hermiona! – krzyknęła. – Ron! Do mnie, szybko!
Hermiona i Ron wybiegli na balkon.
- Co się dzieje? – spytała Hermiona.
Harry czuł jak Ginny gładzi go po plecach i usłyszał odpowiedź Padmy:
- Nie mamy pojęcia. Dostał Mmaila, przeczytał go, zbladł jak trup, a potem wyrzygał cały obiad. Mam nadzieję, że nikt nie stał pod balkonem.
Harry odwrócił się i zwalił się na podłogę.
- Nie chciałem tego zrobić – powiedział do Ginny z desperacją w głosie. – To się nie miało stać.
- Wiem, moja miłości – zapewniła, przytulając go mocno.
- To było tylko zaklęcie światła – tłumaczył się błagalnie. – To wszystko.
- Wiem – powtórzyła Ginny. – Harry, to była moja sugestia, nie twoja.
- Ale…
- Ciiiiii – delikatnie przerwała Ginny. – Pozwól, że wyjaśnię innym co się stało, a potem o tym porozmawiamy.
Pokiwał głową, a ona wcisnęła się w jego ramiona, siadając mu na kolanach i owijając jego ręce wokół siebie.
- Dziś rano, po rozprawieniu się ze Śmierciożercami, mieliśmy do czynienia z kupą łajna, który był kolegą Lucjusza Malfoya, ale nie został oznaczony jako Śmierciożerca. Pomyślałam, że zastosujemy naszą standardową sztuczkę psychologiczną, by powstrzymać go od złożenia raportu i udamy, że rzucamy na niego wymyślone zaklęcie, które sprawi, że jeśli znajdzie się w pobliżu Śmierciożerców, eksploduje. Harry rzucił na niego zaklęcie światła i tyle. Właśnie dowiedzieliśmy się od jednego z naszych kontaktów, że to zaklęcie tak jakby podziałało – wzruszyła ramionami, niechętnie przyznając prawdę. – Dwóch ludzi zginęło, a Lucjusz Malfoy został ranny, gdy mężczyzna nawiązał z nim kontakt.
Po chwili Harry został otoczony przez dziewczęta, które ściskały jego i Ginny.
- Ale to niemożliwe! – zaprotestował w końcu Harry. – Ja tylko rzuciłem zaklęcie światła!
Ginny wysunęła się z jego ramion i obróciła się, by klęknąć przed nim. Hermiona dołączyła do niej po chwili. Blaise przesunęła się, by przytulić się do Harry'ego z lewej strony, Padma zrobiła to samo z prawej. Ginny z trudem przełknęła ślinę, a Harry poczuł, jak w jego żołądku wzrasta napięcie na widok jej miny.
- O co chodzi? – spytał delikatnie.
- Ukryliśmy coś przed tobą – przyznała cicho.
Te cztery słowa zmroziły go, jakby został zanurzony w ciekłym azocie.
- Co? – jęknął, ledwo rozpoznając własny głos.
- Harry – odezwała się Hermiona. – Nie da się przyczepić zaklęcia do załącznika mmailowego, tak samo jak nie da się aportować do Hogwartu.
- Ale ja to zrobiłem – zaoponował.
- Bo nie wiedziałeś, że to niemożliwe.
- To nie ma za wiele sensu.
- Harry, wszyscy zostaliśmy w dzieciństwie dokładnie nauczeni co jest możliwe, a co nie – wyjaśniła Ginny. – Nawet Hermiona wiedziała dokładnie co jest możliwe, bo przeczytała „Historię Hogwartu" i dorastała w kulturze, która nakładała ograniczenia na jej wyobraźnię. Ty miałeś inaczej, mimo wszystkiego przez co przeszedłeś w dzieciństwie. Wierzysz, że z magią wszystko jest możliwe, chyba, że ktoś powie ci, że na pewno nie da się tego zrobić.
- Nie rozumiem – wyszeptał Harry.
- Wiedzieliśmy to, odkąd zrobiłeś świstoklik w załączniku mmailowym – kontynuowała Ginny, patrząc mu prosto w oczy. – Nie wiedzieliśmy, że ma to jakieś skutki uboczne, dopóki wspólnie z Severusem nie zmierzyłeś się z Voldemortem i Voldemort powiedział ci, że nie zdołasz uciec z jego pułapki w umyśle, a ty mu uwierzyłeś. Wtedy zorientowaliśmy się, że musimy być ostrożni. Harry, twoja wiara w to, co da się i co nie da się zrobić, jest silniejsza niż wszystkie tak zwane prawa magii – powiedziała mu z powagą.
- Więc co się stało dzisiaj rano? – spytał.
- Posłuchałeś mnie i zrobiłeś co zaproponowałam bez chwili namysłu. Podjąłeś mój pomysł, a twoja magia zrobiła resztę.
- Więc dlaczego nie powiedziałaś mi o tym zanim zabiłem dwoje niewinnych ludzi?
Ginny i Hermiona zbladły.
- Ponieważ – Ginny nerwowo przełknęła ślinę – ponieważ robiłeś dla nas tyle dobrego, że nie chciałyśmy tego zatrzymywać.
- Więc mnie wykorzystałaś? – spytał Harry, skupiając się całkowicie na dziewczynie przed nim.
- Tak i nie – wyszeptała Ginny, spoglądając na niego udręczonymi oczami. – To pozwoliło ci zostać animagiem, teleportować się po całym kraju, odmieniać los świata na lepsze, a my musieliśmy tylko uważać na to, co mówimy. I nie zrobiliśmy tego. Ja nie zrobiłam – podsumowała ze smutkiem.
- Kto o tym wiedział?
- Dyrektor, opiekunowie domów, Ron, Hermiona, ja i kilka innych osób. To ja się zorientowałam. Od razu powiedzieliśmy o tym Albusowi i reszcie i zdecydowaliśmy, że cię poprowadzimy.
Harry ujął swój naszyjnik i popatrzył na nią. Dotknęła swojego i całkowicie otworzyła się na niego, bez żadnych wyjątków, pozwalając mu spojrzeć w głąb jej duszy.
Zamknął oczy i odetchnął z ulgą. Nie znalazł żadnego znaku świadczącego o tym, że wykorzystywała jego miłość, ani że jej miłość była czymś innym niż deklarowała.
- Potrzebuję czasu - wyszeptał.
Skinęła głową.
Podniósł się gwałtownie, zrobił kilka kroków w lewo i przeskoczył nad balustradą balkonową. W połowie drogi w dół zmienił się w wilka i użył ściany, by spowolnić swój spadek.
Po chwili pędził tak szybko jak był w stanie w stronę Zakazanego Lasu.
Ginny przysiadła na piętach i ciężko westchnęła.
- Co się dzieje? – spytała niepewnie Blaise.
- Wszystko będzie z nim dobrze – wyszeptała udręczonym głosem. – Obawiał się, ze tak naprawdę go nie kocham. Jeśli chodzi o resztę to jest zdenerwowany, ale upora się z tym.
- Naszyjniki? – spytał Ron.
- Tak, pozwoliłam mu zobaczyć wszystko czego potrzebował, co tylko chciał we mnie zobaczyć. Wydaje mi się, że to podziałało. Jest wstrząśnięty, zdenerwowany i ciągle nie do końca rozumie, ale bieg pozwoli mu rozładować gniew i pozwoli mu się zastanowić.
Ron westchnął.
- Nic mu nie przychodzi łatwo, co?
- Zorientowanie się, że zabiło się przypadkiem dwoje ludzi, musi być koszmarem – dodała cicho Hermiona.
- Uważam, że nikt inny nie powinien o tym wiedzieć – uznała cicho Ginny.
Wszyscy potaknęli.
- Przynajmniej zasłużyli na to – stwierdziła Blaise.
- A jutro – dodała Luna – będzie mógł przeczytać artykuł taty o nowym Piwie Kremowym, co da mu czas, żeby ochłonąć.
- Dobra, to chyba czas, żebyście wyszli – rzekła Ginny. – Wczołgam się do jego łóżka i spróbuję złapać trochę snu, czekając na jego powrót.
- Ciągle się martwisz? – spytała Parvati.
- Jestem przerażona – wyszeptała Ginny. – Mimo całej logiki, mimo wszystkich dobrych intencji, zataiłam przed nim coś naprawdę ważnego, a on mówi mi o wszystkim najszybciej jak może. Jestem jedyną osobą, która wie co on dzisiaj robił i z kim się spotykał. Znam jego nadzieje i sny, co kocha i czego się boi, wiem jak przeraża go to, co musi zrobić i podejmowane przez niego decyzje. I co robię? – spytała, po twarzy spływały jej łzy. – Ukrywam coś przed nim. Gdyby o tym wiedział, nie byłby tak bliski śmierci razem ze Snapem, nie zrobiłby tak wiele.
- Ale to było w najlepszym interesie – zaoponowała Blaise.
- Czyim interesie? – spytała Ginny.
- Wszystkich innych – odpowiedziała Blaise w imieniu wszystkich, wyraźnie wstrząśnięta, tak cichym głosem, że ledwo dało się ją usłyszeć.
- Ale ja powinnam dbać najpierw o niego, dopiero potem o innych – stwierdziła Ginny.
Blaise podczołgała się do przodu i objęła delikatnie drobniejszą dziewczynę.
Ginny zamknęła oczy i zapłakała na ramieniu Blaise. Poczuła, jak Ślizgonka ją podnosi, a po paru chwilach została złożona w łóżku Harry'ego.
Próbowała przestać płakać, ale łózko nie pachniało nim, a to pogarszało sytuację.
Harry mknął przez Zakazany Las cicho jak duch. To była jego pierwsza tak długa wyprawa w wilczej postaci. Wszystko wydawało się dużo prostsze.
Musiał zabić, by chronić swoją watahę. To było słuszne. To było dobre. Właśnie to powinien zrobić przywódca stada. Honor nakazywał mu zrobić wszystko co w jego mocy, by zapewnić przetrwanie watahy.
Jednak zachowanie jego Partnerki nie były już takie proste. Ona miała być tam dla niego, stanowić jego siłę. Bolało go, że ukrywała przed nim prawdę, podczas gdy on zwierzał jej się praktycznie ze wszystkiego co robił.
Jedynym wyjątkiem były jego lekcje tańca, ale robił to dla niej, jako niespodziankę.
Zerknął w górę, powietrze zalśniło srebrem. Bezszelestnie wciągnął zapachy. Księżyc był niemal w pełni. Wkrótce dołączy do Łapy i Lunatyka, zastępując swojego ojca w jego służbie dla przyjaciela. Szkoda, że nie mieli nikogo, kto mógłby zastąpić Glizdogona. On był już tylko skorupą człowieka. Jego duszę wyssali dementorzy, co nie stanowiło specjalnie dużej straty.
Wskoczył na głazy i znów powęszył. Wyczuwał jakiś zapach, który sprawiał, że jeżyła mu się sierść na karku.
- No proszę, a co my tu mamy? – rozległ się głos.
Harry spojrzał i zobaczył wielkiego mężczyznę o matowo szarych włosach i wąsach, stającego niedaleko i patrzącego na niego. Warknął cicho, ostrzegawczo, ale mężczyzna to zignorował.
- Nie jesteś prawdziwym wilkiem – zauważył ochryple mężczyzna, oblizując długie żółte paznokcie. – Jesteś trochę za duży i zbyt niespokojny. Jesteś animagiem.
Harry zastanowił się nad zmianą w człowieka, ale chwilowo zrezygnował. Instynkt nakazywał mu pozostać pod postacią wilka.
- Tak się zastanawiam – kontynuował mężczyzna – co się stanie, jeśli wilk-animag zostanie ugryziony przez wilkołaka?
Harry zamrugał.
Mężczyzna zerknął na księżyc.
- Jest trochę wcześnie – rzekł z namysłem – ale wydaje mi się, że z pomocą własnej magii dam radę.
Odchylił się i zaryczał, a Harry niemal poczuł wylewającą się z niego magię, gdy twarz zaczęła mu się wyciągać.
Dopiero drugi raz widział transformację w wilkołaka, ale wyglądała tak samo boleśnie jak poprzednio. Zastanawiał się, czy nie wynikało to z faktu, że ciało walczyło z taką zmianą, w przeciwieństwie do transformacji animaga.
Wilkołak miał szare futro i jaskrawożółte oczy, z których wyzierało szaleństwo i obsesja. Wlepił je na kilka chwil w Harry'ego, po czym zawarczał. Ten dźwięk niósł ze sobą wyzwanie i plamił jego honor.
Natychmiast zniknęły wszystkie myśli o przemianie w człowieka. Nie mógł pozwolić, by ten kundel go obrażał. To był jego teren, jego Hogwart i na tych terenach żyła jego wataha. Nie wycofa się, nie przegra. Jak długo serce bije, będzie walczył za to w co wierzy i za ludzi, których kocha.
Harry stał prosto, ogon uniósł do góry, postawił uszy i wysunął je do przodu. Obnażył zęby i zawarczał na intruza.
Wilkołak skoczył na niego bez ostrzeżenia. Wilk z gracją odskoczył na bok, by uniknąć bestii i jej szponów.
Harry odchylił głowę i zawył, rzucając własne wyzwanie. To było jego terytorium i był gotów o nie walczyć. Przykucnął, napiął mięśnie i skoczył na wilkołaka.
Może nie był wilkiem zbyt długo, ale przynajmniej nie został wepchnięty w sztuczną, udającą wilka formę przez klątwę. On był wilkiem. To tkwiło w nim od zawsze, a teraz miał szansę pokazać temu marnemu naśladowcy co potrafi prawdziwy wilk.
Wilkołak nie ustępował nawet na krok, a na jego pysku widać było niemal ludzkie uczucie nienawiści.
Harry dotknął lekko ziemi łapami, zmieniając subtelnie kierunek. Mógł być wilkiem, ale miał lata doświadczeń w ciężkich pojedynkach oraz w uczeniu walki członków swojego stada. Teraz wykorzystywał te doświadczenia.
Dzięki zmianie kierunku uniknął wyciągniętych pazurów wilkołaka, jednocześnie atakując swoimi, trafiając w lewy bok wilkołaka, który okazał się zbyt wolny lub niezręczny, by przed nimi uciec.
Wilkołak zaskowyczał z bólu, ale to nie powstrzymało Harry'ego. Zatrzyma się, gdy jego wróg zniknie na zawsze, nie wcześniej. Przysiadł, wbił pazury w ziemię i rzucił się na wilkołaka.
Wilkołak podskoczył, tym razem umykając kłapiącym zębom Harry'ego, które minęły go o włos. Okręcił się szybciej, niż Harry się spodziewał i spróbował uderzyć go pazurami.
Harry umknął i przeskoczył nad kamieniami.
Wilkołak i wilk patrzyli na siebie. Obaj lekko dyszeli. Para wylatywała im z pysków, gdy przyjęli pozycje świadczące o dominacji.
Tyle tylko, ze Harry dostrzegł, że poza wilkołaka nie do końca świadczyła o dominacji. To było oszustwo, kpina. Tak pozycję dominującą mogli widzieć ludzie, ale mowa ciała wilkołaka była nieprawidłowa.
Ubliżało mu, że ten ignorancki dzikus atakuje jego dom i wyzywa go z taką pogardą dla wilczych obyczajów.
Rzucili się na siebie w tej samej chwili. Wilkołak był większy, ale Harry silniejszy. Jego mięśnie nie były ludzką tkanką wciśniętą w wilczą formę, jego mięśnie były naturalne, stworzone przez magię i siłę jego woli.
Z hukiem ciało zderzyło się z ciałem. Harry wyczuł zdumienie wilkołaka, gdy potwór odbił się i uderzył boleśnie o kamienie. Skoczył na wilkołaka, zatapiając pazury w jego brzuchu. W nagrodę usłyszał bolesne wycie.
Wilkołak kopnął go, ciskając go na drzewo. Harry otrząsnął się, zerwał na równe nogi i bez wahania wrócił do walki. Wilkołak wycofał się, odwracając się lekko.
Harry zaszarżował, ledwo zauważając, że pazury wilkołaka rozdzierają mu pierś. Pochłaniał go atak własnymi pazurami.
Harry odskoczył i okrążył wilkołaka, zbliżając się i oddalając, testując reakcje wroga. Animag już wiedział, że wygra. Wilkołak walczył jak człowiek. Wzmocniony i potężny człowiek w formie wilka, ale wciąż człowiek, podczas gdy Harry walczył, jak tylko prawdziwy wilk potrafi.
Zasugerował ruch w lewo i skoczył w prawo. Wilkołak nie rozszyfrował zwodu i odsłonił swoje plecy. Posłuszny pradawnemu wilczemu instynktowi Harry otworzył szczękę, wbił mocno zęby w odsłoniętą tylną nogę i szarpnął mocno.
Harry odskoczył, unikając ataku i wypluł odgryziony kawałek ciała. Smak sprawił, że zrobiło mu się słabo. Był to smak zatrutego i zgniłego mięsa. Znienawidził wroga jeszcze bardziej, gdy odkrył inne smaki, smaki, którymi żaden prawdziwy wilk nie skalałby swojego ciała.
Wilkołak piszczał, niezdolny do tak szybkich ruchów jak wcześniej. Harry zbliżył się, tańcząc na granicy zasięgu wroga, czekając na odpowiedni moment.
Wkrótce nadszedł. Wilkołak sięgnął zbyt daleko i Harry ruszył bez wahania, celując w gardło.
Nie spudłował.
Harry zawył w ciemnościach. Triumfalny skowyt ostrzegał każdego, kto poważyłby się naruszyć jego terytorium.
Spojrzał na ciało wilkołaka, które powoli przybierało kształt człowieka, którym niegdyś było to stworzenie. Odwrócił się powoli i zerwał do biegu. Był pewien, że będzie potrzebował pomocy, by uporać się z martwym wilkołakiem, a w pobliżu znajdowała się tylko jedna osoba, która mogła mu pomóc.
Pędził dalej, jakąś częścią umysłu zachwycał się własną wytrzymałością. Szybko dotarł do Wielkiego Jeziora, w którym zanurzył łeb, by zmyć krew z futra i pozbyć się obrzydliwego smaku z pyska. Otrząsnął się i popędził w stronę Wyjącej Chaty w Hogsmeade.
Szczeknął cicho, na granicy słyszalności i poskrobał w drzwi, które wkrótce się uchyliły.
Remus otworzył drzwi. Był ubrany w piżamę i wyglądał na skonanego. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w wilka.
- Harry? – domyślił się.
Harry skinął łbem, po czym odwrócił się, odbiegł kawałek, zatrzymał i spojrzał na Remusa. ponownie szczeknął.
- Poczekaj, pójdę po buty – rzekł Remus i zniknął.
Harry usiadł i cierpliwie czekał.
Po chwili Remus powrócił, już w normalnym ubraniu.
Harry zaczął truchtać z powrotem przez las, zatrzymując się co kilka chwil, by upewnić się, że Remus za nim podąża.
Remus także zaczął biec dość szybkim krokiem, co pozwoliło Harry'emu podążać u jego boku.
Gdy tylko dotarli do lasu, Harry wysunął się na prowadzenie i poprowadził Remusa między drzewami do skąpanej w świetle księżyca polany.
- Drogi Merlinie – wyszeptał Remus. – Fenrir Greyback!
Harry zerknął na członka swojego stada. Remus spojrzał na Harry'ego, a na jego twarz powoli wypłynął uśmiech.
- To ten wilkołak przemienił mnie, gdy byłem dzieckiem – wyjaśnił.
Harry potaknął, zadowolony, że pokonał fałszywego wilka, który już kiedyś skrzywdził jednego z jego stada. Remus kucnął i spojrzał mu w oczy.
- Harry, ze wszystkiego co mogłeś dla mnie zrobić, to bez wątpienia najlepsza rzecz. Fenrir uważał, że jego życiową misją jest zarażanie tą klątwą innych ludzi.
Harry warknął bardzo delikatnie na Remusa, jego postawa nie uznawała dominacji animaga, tak jak wilk by sobie życzył. Remus zamrugał, po czym cofnął się, obniżając swoje ciało.
- Ministerstwo go poszukuje – wyjaśnił cicho. – Rzucę na niego zaklęcie, by jego ciało nie zmieniło się przez noc, uporamy się z tym rano.
Harry usiadł i patrzył, jak Remus robi to, co zapowiedział. Ziewnął. Walka zmęczyła go bardziej, niż się spodziewał. Podreptał cicho przed Remusem, prowadząc go do Wyjącej Chaty.
W środku trzaskał ogień, rozpalony wcześniej przez Remusa. Harry przesunął się przed ogień, wylizał swoje rany i położył się, opierając łeb na przednich łapach. Po chwili już spał.
Od: Ginny
Do: Rodzina, przyjaciele i Syriusz
Temat: Harry
Czy ktoś go widział dziś rano? Nie wrócił zeszłej nocy.
Zmartwiona Ginny
Audaces fortuna juvat
Od: Blaise
Do: Rodzina Ginny, przyjaciele, znajomi i wszyscy inni troszczący się o dobro Harry'ego
Temat: Re: Harry
Nikt z nas nie widział go od zeszłego wieczoru.
B
Od: Molly
Do: Ginny
DW: Lista adresowa Ginny
Temat: Re: Harry
Nie widziałam go, co się stało?
Molly
Od: Super Mistrz Smoków
Do: Smoczątko
DW: Reszta
Temat: Re: Re: Harry
Ani śladu. potrzebujesz pomocy w poszukiwaniach?
C.
Draconis dominium
Od: Remus
Do: Ginny i Syriusz
DW: Rozszerzona rodzina
Temat: Już 118
Mam go tu. Albo on ma mnie?
Syriuszu, potrzebuję Cię natychmiast w Hogwarcie. Teleportuj się do Hogsmeade, potem biegiem do szkoły.
Ginny, prowadzę do Ciebie Harry'ego. Znajdź Minervę, będziemy potrzebowali jej pomocy.
Zanim zaczniecie zadawać pytania: Harry spotkał w nocy Fenrira Greybacka (tego wilkołaka, który mnie zainfekował) i Fenrir dowiedział się co się dzieje, gdy wilkołak spotyka prawdziwego wilka.
R.
Od: Percy
Do: Remus
DW: Klan Weasleyów + pozostali
Temat: Re: Już 118
Tak więc dedukuję, że a) Greyback nie żyje, b) Harry jest wilkiem-animagiem.
Naprawdę lubicie stawiać mnie w niezręcznej sytuacji wobec Ministerstwa, co? Nie martwcie się, nie doniosę na niego.
Muszę jednak wyrazić moją radość związaną ze zgonem Greybacka. Ten człowiek był zakałą społeczeństwa i psuł reputację wszystkich wilkołaków.
Percy
Informacje zawarte w tym Mmailu są poufne i mogą nieść za sobą prawne skutki. Są przeznaczone jedynie do wiadomości adresata. Zabroniony jest dostęp do tego Mmaila przez nieupoważnione osoby. Jeśli nie jesteś zamierzonym adresatem, ujawnianie, kopiowanie oraz jakiekolwiek działania lub powstrzymanie się od działań na podstawie zawartych w nim informacji są zakazane i mogą stanowić naruszenie prawa.
Od: Bill i Fleur
Do: Karzełek, Remus
DW: Wy wszyscy
Temat: Re: Już 118
Fleur i ja już jesteśmy w Hogwarcie. Jeśli wiąże się z tym jakaś klątwa to chętnie pomożemy. A jeśli nie, to jesteśmy cholernie ciekawi.
B&F
Ginny wpadła bez tchu do Wielkiej Sali, oczy jej błyszczały.
- Panno Weasley? – spytał Albus.
- Pani profesor – zaczęła Ginny, patrząc prosto na Minervę. – Remus i Harry potrzebują pani pomocy. Coś wydarzyło się zeszłej nocy i Harry wdał się w walkę z jakimś wilkołakiem o nazwisku Fenrir Greyback, a teraz Remus prowadzi tu Harry'ego i kazał Syriuszowi, żeby też pomógł – powiedziała na jednym oddechu.
- O matko – powiedziała McGonagall.
- Co to za gość, ten Greyback? – spytała Blaise.
- To przyjaciel rodziny Malfoyów – wyjaśnił Draco ku zaskoczeniu większości obecnych. – Podnieca go zmienianie ludzi w wilkołaki. Jest łącznikiem Czarnego Kretyna z wilkołakami.
- Już nie – rzekła Ginny. – Właśnie odkrył, dlaczego nie należy zadzierać z Harrym.
Wszyscy usłyszeli psie łapy uderzające w posadzkę i ujrzeli jak Łapa wpada do Wielkiej Sali z pełną prędkością. Zamienił się z powrotem w Syriusza i wyhamował.
- Co się dzieje? – spytał.
- Zapewne na to pytanie będziemy już wkrótce znali odpowiedź – odrzekł Albus. – Harry i Remus właśnie weszli do Hogwartu.
Harry w wilczej formie wszedł cicho do Wielkiej Sali. Tuż za nim podążał Remus.
- Harry! – zawołała Ginny i popędziła ku nim. Zatrzymała się gwałtownie, widząc rany na jego piersi.
Wilk powąchał ją, po czym wtulił się w nią.
- Remus? – spytała Ginny, podczas gdy Harry usiadł u jej stóp.
Remus spojrzał na Minervę.
- Wiedziałaś, że szkoli się na animaga?
Minerva potaknęła.
- Pomogłam mu.
- Uprzedziłaś go co do nadmiernego wystawienia?
Minerva spokojnie patrzyła mu w oczy.
- Jak przy wszystkim co tyczy się Harry'ego – powiedziała, wstając zza stołu nauczycielskiego – jego wejście w ten świat nie było zbyt typowe. Obawiam się, że zbyt mocno polegałam na okazywanym przez niego naturalnym talencie. Naprawdę nie sądziłam, że w jego przypadku może to stanowić jakikolwiek problem.
Remus westchnął.
- Zeszłej nocy walczył z Fenrirem, wilk przeciwko wilkołakowi i wygrał jako wilk.
- W mordę – wymamrotał Syriusz. – Dobra, spróbujemy najpierw cięższego sposobu.
- Cięższego sposobu? – spytała Ginny, przesuwając się opiekuńczo przed Harry'ego.
- Tak, spróbujemy namówić go, żeby z tego wyszedł. Jest zaklęcie, którym możemy zmusić go, by porzucił zwierzęcą formę, ale Merlin jeden wie do czego to doprowadzi.
Minerva ruszyła w stronę Harry'ego, ale zatrzymała się, gdy wilk warknął.
- Masz złą mowę ciała – rzucił gwałtownie Remus. – Rzucasz wyzwanie jego dominacji.
- Więc jest samcem alfa? – spytała Minerva.
- A były co do tego jakieś wątpliwości? – odparł z irytacją Syriusz. – Myślisz że cofałbym się w ten sposób przed byle kim?
- Jest samcem alfa – potwierdził Remus, ignorując komentarz Syriusza. – Sprawia, że wilkołak we mnie czuje się bardzo uległy.
Minerva pokiwała głową i zmieniła postawę. Przesuwała się powoli, kucając, aż klęknęła przed Harrym.
Harry delikatnym ruchem pyska odsunął Ginny na bok i odsłonił kły, wysuwając się lekko przed nią.
- Harry – odezwała się Minerva. – Posłuchaj mnie. Czas, żebyś wrócił do drugiej postaci.
Syriusz przysunął się do jej boku.
- Harry, wiem jak łatwo byłoby zostać, jak naturalnie czujesz się w swojej drugiej formie, ale musimy mieć możliwość, by z tobą porozmawiać.
- Twoja partnerka też potrzebuje z tobą porozmawiać – dodała Minerva.
Ginny wyciągnęła rękę i delikatnie pogładziła futro. Gdy ujrzała ślady szponów z boku jego tułowia otworzyła szeroko oczy.
- Harry – zawołała zaniepokojona.
Wilk spojrzał na nią zmieszany.
- Harry, muszę cię przeprosić, a żeby to zrobić właściwie, muszę cię zobaczyć we własnej osobie.
Jego spojrzenie nieco się zmieniło. Zdawał się wahać.
- Proszę Harry – wyszeptała, nie odwracając spojrzenia. – Zrób to dla mnie.
Harry powoli się wycofał i wstał, jednocześnie zmieniając się w człowieka. Gdy skończył przemianę, rany na jego piersi rozciągnęły się, ponownie otworzyły i zaczęła z nich płynąć krew.
Ginny ruszyła chwilę zanim zemdlał. Złapała go i położyła na podłodze.
- Zabierzcie go do szpitala – poleciła, po czym odwróciła się i wybiegła.
Minerva chwyciła Harry'ego i deportowała, ledwo unikając stada przyjaciół Harry'ego, którzy popędzili za Ginny.
- Odsunąć się – poleciła Poppy Pomfrey, biorąc się do roboty. – Co spowodowało te rany?
- Wilkołak.
Poppy potrząsnęła głową i rzuciła serię zaklęć.
- Musimy najpierw usunąć truciznę. Szpony wilkołaków mają antykoagulant, który zapobiega właściwemu zasklepianiu ran. Dobra wiadomość jest taka, że to są ślady pazurów i nie wygląda na to, by został ugryziony.
- Co by się stało, gdyby wilk-animag został ugryziony? – spytała zdyszana Hermiona, która dotarła kilka chwil wcześniej.
- Czy ja wyglądam na wróżkę? – odparła poirytowana Poppy. – Teraz siedźcie cicho i dajcie mi oczyścić te rany.
Zapadła grobowa cisza. W końcu pielęgniarka zrobiła krok w tym i wzięła głębszy oddech.
- Czy ja w ogóle chcę wiedzieć z kim on walczył?
- Z Fenrirem Greybackiem – wyjaśniła Ginny.
- A co z nim?
- Nie żyje.
Poppy pokiwała głowę, na jej usta wpłynął cień uśmiechu.
- To dobrze. Zbyt często miałam do czynienia z rodzinami, które zniszczył.
Delikatnie odgarnęła włosy Harry'ego z czoła.
- Harry'emu nic nie będzie – ogłosiła. – Jest w świetnej formie, zwłaszcza jak na czarodzieja i to mu pomoże.
- Kiedy się obudzi? – spytała Ginny.
- Zapewne przed obiadem. Proponuję, żebyście skończyli śniadanie i udali się na lekcje.
- Znakomity pomysł – dobiegł z tyłu głos Albusa.
- Ty też Ginny – dodała Poppy z delikatnym uśmiechem. – Obiecuję, zostanę z nim.
Ginny spojrzała przeciągle na jej nieprzytomnego chłopaka i powoli skinęła głową. pocałowała go delikatnie i wyszła.
Za nią podążyli wszyscy ich przyjaciele.
Percy szedł przez Zakazany Las. Tuż za nim podążał Kingsley.
- To miejsce ciągle przyprawia mnie o dreszcze – wymamrotał Kingsley.
- Mnie też – przyznał spokojnie Percy. – Ale musimy dotrzeć tam pierwsi, nim ktoś natrafi na to miejsce przez przypadek, a potem zdecydować co z tym zrobimy. Remus powiedział, że to powinno być gdzieś tutaj.
Kingsley skinął głową, trzymając różdżkę w pogotowiu.
- Tędy – wskazał Percy i uśmiechnął się. – Zechciałbyś rzucić zaklęcie, o Wielki Aurorze?
Kingsley skinął głową i skoncentrował się.
- Tempus Acclaro!
Percy odsunął się od polany, by móc bez przeszkód obserwować wszystko co się wydarzyło. Potrząsnął głową, podziwiając walkę.
- Co myślisz? – spytał Kingsley, gdy było po wszystkim.
Percy podszedł do Fenrira. Spojrzał na niego i wycelował różdżkę.
- Diffindo! – powiedział, celując w szyję wilkołaka. Następnie wycelował niżej, w nogę i rzucił to samo zaklęcie.
- Uważam – powiedział zadowolony – że Harry walczył z poszukiwanym wilkołakiem Fenrirem Graybackiem i dzięki zgodnemu z prawem użyciu zaklęcia tnącego zdołał go pokonać. Oczywiście zostanie należycie wynagrodzony za swój czyn.
- A jego forma animaga? – spytał Kingsley.
- Nie widzę żadnych przekonujących dowodów na coś takiego – odparł Percy, spokojnie ignorując wyraźne ślady wilczych łap. – Ponadto to głupota, sugerować, że chłopak w jego wieku mógłby stać się animagiem, nie sądzisz?
- Głupota – zgodził się Kingsley. – Absolutnie nie ma żadnych dowodów.
On też nie zerknął na tropy odciśnięte w ziemi.
Percy uśmiechnął się.
- W takim razie proponuję, żebyś rzucił zaklęcie lewitacji na jego ciało i wracajmy do Ministerstwa. Znam kilka rodzin, które będą radośnie świętować jego śmierć.
- Dlaczego ja mam to robić? – marudził Kingsley.
- Bo ja jestem mózgiem, a ty mięśniami – wyjaśnił Percy.
- Palant – wymamrotał Kingsley.
- Słyszałem to – odrzekł Percy. – I za to możesz podziękować mojej rodzinie.
- Za dużo was – burknął Kingsley. Rzucił zaklęcie i zaczęli wychodzić z lasu.
- Pocieszające, nieprawdaż?
Kingsley jedynie mruknął pod nosem.
Harry jęknął, gdy tylko otworzył oczy.
- Czuję się jeszcze gorzej niż zwykle – wymamrotał.
- A myślałam, że następnym razem tylko wpadniesz na herbatkę? – usłyszał oschły głos, który zidentyfikował jako należący do szkolnej pielęgniarki.
- Proszę to powiedzieć temu aroganckiemu wilkołakowi, który wkroczył na moje terytorium – odciął się Harry. – Nie chciałem wracać – przyznał. – Wszystko było dużo łatwiejsze, gdy byłem wilkiem.
- Co masz na myśli? – spytała.
- Zabijanie ludzi jest łatwiejsze. Robienie tego co muszę jest łatwiejsze. Wilki nie czują żalu. Jeśli coś jest konieczne, trzeba to zrobić i iść dalej.
- Minerva powinna ci była powiedzieć, żebyś nie nadużywał zwierzęcej postaci – powiedziała Poppy. – Przynajmniej na początku wszyscy animagowie czują coś podobnego. Jakby całe życie czegoś ci brakowało i nagle znalazłeś swoje prawdziwe ja.
- Dokładnie tak się czuję – potaknął Harry.
- Problem polega na tym – kontynuowała pielęgniarka – że zanim osiągniesz równowagę, powrót do ludzkiej formy może być coraz trudniejszy. Wszystko potrzebuje równowagi. Jeśli pozostaniesz w postaci wilka, w końcu zapomnisz jak to jest być człowiekiem i spędzisz resztę życia jako zwierzę.
- Co najdziwniejsze – stwierdził Harry z namysłem – ta perspektywa jest całkiem atrakcyjna.
Roześmiała się delikatnie.
- Wydaje mi się Harry, że powinieneś spróbować połączyć osobowość wilka z tą ludzką. Kiedy to zrobisz, będziesz szczęśliwy, niezależnie w jakiej będziesz formie.
- Jest pani animagiem?
- Niestety nie. Ale zawsze chciałam być. Niestety nie przyszło do mnie żadne zwierzę.
- Przykro mi.
- Już dawno się z tym pogodziłam – wyznała cicho. – Przeczytałam wszystkie dostępne materiały i dowiedziałam się czego tylko mogłam. Gdy zawiodłam, zwróciłam się ku medycynie.
- Czy kiedykolwiek pani podziękowałem za całą opiekę, którą pani nade mną roztacza? – spytał, otwierając oczy, by mógł na nią ponownie spojrzeć.
Uśmiechnęła się do niego.
- Nie ma takiej potrzeby, Harry.
- Kiedy to się wszystko skończy – zaczął powoli – miło by było spędzić z panią trochę czasu i nauczyć się trochę o leczeniu ludzi. Chyba spodobałoby mi się to bardziej niż zabijanie.
- Też tak myślę – odpowiedziała Poppy z uśmiechem. – Spróbujesz wstać?
Harry skinął głową i zdjął nogi z łóżka. Wstał i zachwiał się, chwytając krawędź materaca.
- Czuję się trochę dziwnie używający tylko dwóch nóg – wyjaśnił ze śmiechem.
- Wydaje mi się, ze odkryjesz, iż całowanie jest znacznie prostsze w tej formie, a na lekcjach czeka na ciebie bardzo zmartwiona dziewczyna.
Harry uśmiechnął się.
- Słusznie. Chyba zejdę na obiad.
Zmarszczył brwi.
- Ale będę musiał spędzić dzisiaj noc jako wilk.
- Czemu?
- Muszę pomóc Remusowi. Jest pełnia.
- Nie zalecałabym tego – odparła delikatnie Poppy.
- Czy pomogłoby, gdybym spędził popołudnie na medytacji i spróbował dokonać tego połączenia, o którym pani wspominała?
- A lekcje?
Harry uśmiechnął się szeroko.
- To jest ważniejsze. Zresztą ten rok chyba i tak jest dla mnie stracony. Po prostu będę musiał go powtórzyć, gdy Voldemort będzie już martwy.
- W takim razie to zapewne będzie dobry pomysł.
Harry uśmiechnął się i sięgnął po koszulę. Uniósł ją i spojrzał na podarty i poplamiony krwią materiał.
- Chyba naprawdę powinienem kupować moje ubrania hurtowo – zauważył beztrosko.
Poppy jedynie parsknęła śmiechem i sięgnęła do szafki.
- Trzymaj. Twój zapasowy komplet.
- Dzięki. Poproszę potem Zgredka, by dorzucił tu nowe ubrania.
Ubrał się bez pośpiechu i zszedł do Wielkiej Sali. Zbliżała się pora obiadowa i to było najlepsze miejsce, by spotkać się ze wszystkimi.
Pociągnął nosem, czując ponownie, że przypomina sobie o czymś, co dawno temu zapomniał.
Potrząsnął głową i starał się myśleć o czymś innym. Przeciągnął się i uśmiechnął lekko. Zaczynał sobie przypominać, jak to jest być człowiekiem i nie było to aż takie straszne jak mu się wydawało, gdy obudził się rano w swojej zwierzęcej postaci.
Wszedł do Wielkiej Sali, zajął swoje miejsce i uśmiechnął się lekko.
Od: P. Weasley, Ministerstwo Magii
Do: Harry James Potter
DW: Wizengamot, Korneliusz Knot
Temat: Fenrir Greyback
Szanowny Panie Potter,
w imieniu Ministerstwa Magii chciałbym niniejszym pogratulować Pan pańskiego zwycięstwa nad Fenrirem Greybackiem.
Według oficjalnego raportu nasi śledczy odkryli, że to pańskie użycie zaklęcia tnącego stało się przyczyną jego śmierci. Gratulujemy, że zdołał Pan uniknął używania Zaklęć Niewybaczalnych.
W związku z Pana nadchodzącą konfrontacją z Lordem Voldemortem, Minister Magii zwołał dziś rano posiedzenie Wizengamotu i przyznał Panu czasową licencję na używanie zaklęć Cruciatus, Imperius i Avada Kedavra przeciwko Czarnemu Panu i jego wspólnikom. Licencja ta jest normalnie ograniczona do aurorów, ale uznano, że jest Pan przywódcą w walce o sprawiedliwość i jako taki nie powinien Pan się martwić o konsekwencje użycia magii podczas obrony przed naszym wrogiem.
Jeszcze raz w imieniu Wizengamotu i Ministerstwa Magii pragnę złożyć gratulacje z powodu pokonania siódmego na liście najbardziej poszukiwanych ludzi w Anglii.
Z poważaniem,
Percy Weasley
Informacje zawarte w tym Mmailu są poufne i mogą nieść za sobą prawne skutki. Są przeznaczone jedynie do wiadomości adresata. Zabroniony jest dostęp do tego Mmaila przez nieupoważnione osoby. Jeśli nie jesteś zamierzonym adresatem, ujawnianie, kopiowanie oraz jakiekolwiek działania lub powstrzymanie się od działań na podstawie zawartych w nim informacji są zakazane i mogą stanowić naruszenie prawa.
Od: Percy
Do: Harry
Temat: Oficjalny list
Harry,
powinieneś już otrzymać mój oficjalny list. Zdecydowaliśmy z Kingsleyem, że nie wspomnimy na razie o Twojej formie animaga i załatwimy wszystko miło i legalnie.
Mamy też dla Ciebie kolejny tysiąc galeonów. Czy mogę zasugerować dotację dla Fundacji "Wilkołak"? To stowarzyszenie, które pomaga rodzinom radzić sobie z efektami ukąszenia i stara się dostarczać wilkołakom zapasy Eliksiru Tojadowego.
P.
Informacje zawarte w tym Mmailu są poufne i mogą nieść za sobą prawne skutki. Są przeznaczone jedynie do wiadomości adresata. Zabroniony jest dostęp do tego Mmaila przez nieupoważnione osoby. Jeśli nie jesteś zamierzonym adresatem, ujawnianie, kopiowanie oraz jakiekolwiek działania lub powstrzymanie się od działań na podstawie zawartych w nim informacji są zakazane i mogą stanowić naruszenie prawa.
Od: Harry
Do: Manipulator
Temat: Re: Oficjalny list
Czy ja w ogóle chcę wiedzieć jak załatwiłeś mi to pozwolenie?
Dobry pomysł z tą fundacją. Nie mów o tym nikomu, ale zacznę robić dla nich regularne wpłaty, póki nie wymyślimy jak pomóc wilkołakom.
H
Audaces fortuna juvat
Od: Walczący Słowem
Do: Walczący Wszystkim Co Dostępne
Temat: Re[2]: Oficjalny list
Mogłem wspomnieć Wizengamotowi jak mało prawdopodobne jest, żebyś zabił Voldemorta (chociaż musiałem użyć tego głupiego pseudonimu Sami-Wiecie-Kto) ściskając go z przyjaznym uśmiechem.
Zobaczyli w tym sens.
Percy
Informacje zawarte w tym Mmailu są poufne i mogą nieść za sobą prawne skutki. Są przeznaczone jedynie do wiadomości adresata. Zabroniony jest dostęp do tego Mmaila przez nieupoważnione osoby. Jeśli nie jesteś zamierzonym adresatem, ujawnianie, kopiowanie oraz jakiekolwiek działania lub powstrzymanie się od działań na podstawie zawartych w nim informacji są zakazane i mogą stanowić naruszenie prawa.
Od: Harry
Do: Dziewczyna, Która Wie Wszystko
Załącznik: Lista
Temat: Mmaile
Hermiono, mój skarbie, moja droga, czy masz może adresy mmailowe do załączonych osób?
HJP
Audaces fortuna juvat
Od: Dziewczyna, Która Podziwia
Do: Cwany Dupek
Załącznik: lista_uzupełniona
Temat: Re: Mmaile
Ależ oczywiście. W przeciwnym wypadku nie byłabym przecież Dziewczyną-Która-Wie-Wszystko, prawda?
Zastanawiałam się, kogo będziesz miał w drużynie.
Oczywiście ja wniosłam mój zakład, kiedy stawki wciąż były dobre.
Hermiona
Od: Cwany, Ale Nie Dupek
Do: Wyrocznia
Temat: Re[2]: Mmaile
Hermiona i hazard?
Co jeszcze?
H.
Audaces fortuna juvat
Harry uniósł wzrok gdy drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się i uczniowie zaczęli wlewać się do środka. Większość z nich witała go uśmiechem lub uniesieniem ręki. Wreszcie weszła Ginny.
Zwolniła, wahając się przez krótką chwilę, po czym spojrzała na niego z nadzieją.
Uśmiechnął się do niej. Jej twarz rozświetlił uśmiech, po czym podbiegła i wtuliła się w niego, przyciskając twarz do jego szyi.
- W porządku – wyszeptał. – Między nami wszystko w porządku. Musimy później pogadać, ale ze mną wszystko dobrze.
- Ze wszystkim dobrze? – upewniła się.
- Tak, ze wszystkim.
Ginny pociągnęła lekko nosem, po czym usiadła tak, by być jak najbliżej niego. Wkrótce dołączyli do nich Ron i Hermiona.
- Już odzyskałeś siły?
- Jestem trochę obolały – przyznał Harry. – Będę też musiał trochę pomedytować po południu, żebym nie czuł więcej takiej silnej potrzeby pozostania w wilczej postaci.
- Jak to jest? – spytał Ron.
- Bycie wilkiem?
- Tak.
- Naturalne, bardziej niż cokolwiek innego – wyjaśnił, po czym spojrzał na Hermionę. – Wiesz, że wilkołaki to tak naprawdę nie są wilki?
- Co masz na myśli?
- Kiedy zeszłej nocy walczyłem z Fenrirem wiedziałem, że nie jest prawdziwym wilkiem od chwili, kiedy go pierwszy raz ujrzałem. Był człowiekiem pod postacią wilka. Mowa ciała, postawa, wyraz pyska i wszystko inne. Mogą to do pewnego stopnia naśladować, ale nie jest to dla nich naturalne.
- Fascynujące – rzekła z namysłem. – To może skierować nasze badania w zupełnie nowym kierunku, jeśli nie znajdziemy żadnego zaklęcia.
Harry odwrócił się z powrotem do Rona.
- Kiedy jestem wilkiem myślę inaczej, prościej. Są rzeczy, których nie lubię jako człowiek, ale wilkowi one nie przeszkadzają. Na przykład zabijanie. Kiedy jestem wilkiem zabijanie dla ochrony mojego stada i mojego terytorium jest naturalne. Jako człowiek mam zdecydowanie więcej moralnych wątpliwości. Dlatego właśnie muszę medytować, by spróbować połączyć obie te osobowości. Są też moje zmysły, które w wilczej postaci są znacznie bardziej wyostrzone. Mogłem wyczuć na tobie Hermionę i vice versa, widzę z dalszych odległości, a mój słuch jest niesamowity – uśmiechnął się. – Jednym słowem, jest rewelacyjnie.
Ron roześmiał się.
- Kiedy nas tego nauczysz?
- Obiecałem już Minervie, że nauczę Ginny, więc chyba nie będzie miała nic przeciwko rozciągnięciu nieco tego kursu. Oczywiście problemem może być znalezienie terminu, kiedy wszyscy będziemy mieli czas wolny.
- Jak zwykle – westchnęła Hermiona. – Nie zaglądałeś ostatnio zbyt często na lekcje.
- Chyba będę musiał powtórzyć rok – przyznał Harry. – Voldemort ma pierwszeństwo przed moją edukacją.
Harry nie mógł zrozumieć, czemu właśnie w tym momencie Hermiona i Ron wymienili porozumiewawcze spojrzenie i uśmiechnęli się lekko.
- Nie rozłączę się, póki ty tego nie zrobisz – powiedział Dudley.
- Dudleyu Dursley – westchnęła Sheryl Thomas. – Czasami jesteś bardziej kobiecy niż ja.
- Ej – zaprotestował Dudley. – Jestem nowoczesnym facetem. Po prostu okazuję moje uczucia.
- W dupę mnie pocałuj, nowoczesny facecie.
- Czy to zaproszenie? – spytał Dudley.
Sheryl parsknęła śmiechem.
- Być może – odparła. – Będziesz musiał poczekać i…
- Sheryl?
- Dudley – jej głos nagle zabarwiło przerażenie. – Wyglądam przez okno i właśnie pojawiła się tam banda Śmierciożerców.
- Wynoś się stamtąd – wrzasnął Dudley do telefonu. – Użyj świstokliku.
- Mamo, tato, Jenny – wrzasnęła Sheryl. – Będę na siebie uważała – obiecała i rozłączyła się.
Dudley również odłożył telefon i popędził do okna od strony ulicy.
- Dudley? – spytał Vernon, który wrócił do domu na obiad. – Co się stało?
- Kurwa.
- Dudleyu Dursley – rozdarła się Petunia. – Nie będę tolerowała takiego języka w moim domu.
- To co byś powiedziała widząc bandę Śmierciożerców idącą do twojego domu?
Petunia zbladła.
- Świry – odezwał się Vernon zrywając się na równe nogi. – Już ja im pokażę – zapowiedział, wąsy mu się trzęsły.
- Tato, jesteś idiotą – jęknął Dudley.
Petunia wrzasnęła, gdy drzwi frontowe eksplodowały, wysyłając falę odłamków, które niczym szrapnel wbiły się w przeciwległą ścianę.
Dudley ponownie jęknął. Przyciągnął blisko swoją matkę, chwycił za rękę ojca, drugą ręką ujął naszyjnik, zadowolony, że schudł na tyle, że może to wszystko zrobić jednocześnie.
- Hogwart!
- Dudley! – wrzasnęli Vernon i Petunia, gdy magia rzuciła ich przez przestrzeń.
Harry uniósł wzrok znad posiłku i zmarszczył brwi. Wyciągnął różdżkę i wskoczył na stół Gryffindoru.
- Świstoklik – zawołał do Albusa.
Pojawiły się cztery osoby, jedna ściskała krwawiące ramię.
- Mamo! Tato! Sheryl! Jenny! – krzyknął Dean Thomas, zrywając się i podbiegając do rodziny.
- Niech ktoś przyprowadzi Madam Pomfrey – polecił Harry, ujmując mężczyznę za ramię. – Miło pana poznać, panie Thomas. Jestem Harry Potter.
- Osoba, której powinniśmy dziękować za nasze bezpieczeństwo?
- Nie – zaoponował Harry, myśląc o czymś innym. – Nie będziemy mieli problemu z tą raną.
Sheryl podeszła i uściskała go, gdy się wyprostował.
- Dzięki.
- Nie ma za co – odpowiedział Harry. – Cieszę się, że wszystko z wami w porządku – zamarł. – Szlag.
- Co? – spytała Sheryl.
- Aktywował się drugi świstoklik.
- Dudley? – spytała Sheryl.
Harry potaknął i zrobił kilka kroków w tył. Po chwili pojawiły się trzy postacie, na widok których Harry musiał powtrzymać uśmiech.
Dudley przyciskał ręką i głową Petunię, tą samą ręką ściskając naszyjnik. Druga dłoń przytrzymywała jego ojca.
Dudley puścił rodziców z lekkim wyrazem niesmaku.
- Sheryl – z ulgą zobaczył, że nic jej nie jest i przytulił ją.
- Co się dzieje? – spytał głośno i z wściekłością Vernon, patrząc krzywo na Dudleya. – Jak śmiesz sprowadzać mnie do tego gniazda świrów?
- A ty – ryknął, obracając się do Harry'ego. – Powinniśmy wytłuc z ciebie tą nienaturalność, gdy mieliśmy okazję. To twoja wina, ty bezużyteczny, niepotrzebny idioto! Jadłem sobie spokojnie obiad gdy banda tych waszych brudnych świrów zniszczyła nasze drzwi, a nasz syn porwał nas, zanim zdołałem cokolwiek zrobić. Myślałem, że pozbyliśmy się już ciebie na dobre i że te twoje obleśne, nienaturalne zachowania zniknęły już z naszego życia na zawsze – wziął głęboki wdech, jego twarz pokrywała się coraz głębszą purpurą. – Poza tym…
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, Dudley zrobił trzy szybkie kroki i wyprowadził cios, który zaczął się gdzieś w okolicy jego kolan, a zakończył na szczęce Vernona.
Vernon uniósł się na czubki palców, po czym zwalił się na plecy jak wielkie drzewo z głośnym hukiem.
- Dudley! – zaskrzeczała Petunia. – Co ty wyprawiasz?
- Ratuję temu debilowi życie – warknął zirytowany Dudley. – Znowu.
- O co ci chodzi? – dopytywała się Petunia.
- Rozejrzyj się dobrze wokół siebie – zaproponował Dudley – zwróć uwagę zwłaszcza na tą rudowłosą dziewczynę po lewej stronie Harry'ego.
Harry rozejrzał się, tak samo jak Petunia. Praktycznie wszyscy uczniowie wydobyli różdżki i niemal wszystkie skierowany były na jednego z przedstawicieli rodziny Dudleyów. Na twarzach wszystkich uczniów, bez wyjątku, zastygł grymas wściekłości. Ginny wyglądała na szczególnie podbuzowaną, jej ręka płonęła blaskiem i trzęsła się z powstrzymywanej złości. Tymczasem Ron i Hermiona z całkowitym spokojem trzymali Dursleyów na muszce.
- Nie ośmielicie się… - wyjąkała Petunia. – Wyrzucą was ze szkoły.
- Mnie nie wyrzucą – zauważył niskim, spokojnym tonem Snape. – Z drugiej strony rzucenie klątwy na takiego szkodnika jak ty może zostać uznane za pracę społecznie użyteczną.
- Mnie nazywasz szkodnikiem? – spytała oburzona Petunia.
- Absolutnie, bez cienie wątpliwości.
- Silencio, Petrificus Totalus, Incarcerous!
Trzy zaklęcia nadleciały od strony stołu Puchonów zanim Petunia zdołała odpowiedzieć.
Harry spojrzał tam zaskoczony. Susan wzruszyła ramionami.
- Uznałam, że ktoś kto nie stracił do końca zimnej krwi, powinien coś zrobić, żeby ich chronić.
Podeszła do unieruchomionej Petunii.
- Jestem Puchonką – oznajmiła z dumą. – Staramy się traktować każdego uczciwie i zrobiłam tak teraz. Ale jeśli jeszcze raz usłyszę, jak mówicie w ten sposób o Harrym, nie będziecie się musieli martwić o nic innego, bo uczynię to co zostało z waszego życia piekłem na ziemi.
- Dwadzieścia punktów dla Hufflepuff – odezwał się cicho Snape.
- No cóż – westchnął Harry. – Tego się nie spodziewałem. Dobrze cię widzieć, Dudley.
- Tak – zgodził się Dudley. – Eeee, dlaczego ten sufit się rusza.
- Magia – odparł Harry, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Jasne – roześmiał się Dudley. – Wybacz, głupie pytanie. Dobra, teraz nie takie głupie pytanie. Czemu przyjeżdżałeś do nas co lato, biorąc pod uwagę, że mój kochany staruszek jest rasistowskim sadystą, a mogłeś zostać tutaj?
- Musiałem. Byłem kluczem do zaklęć chroniących wasz dom. Właśnie one dały wam wystarczająco dużo czasu, żebyście zdążyli tu dotrzeć – wyjaśnił Harry.
- To znaczy, że użerałeś się z nami dla naszego własnego dobra?
- To nie było do końca altruistyczne, nie było też moim pomysłem.
- Tym większy mam u ciebie dług wdzięczności – odpowiedział szczerze Dudley.
- Tak naprawdę to jesteś wciąż wśród żywych dzięki twoim własnym czynom. Gdybyś nie wysłał mi tego e-maila z przeprosinami, nigdy nie odkryłbym jak się zmieniłeś i nie dałbym ci tego świstokliku – przerwał na chwilę. – Powiedz mi, jak długo miałeś ochotę mu przyłożyć?
- Mniej więcej od kiedy nazwał Sheryl czarnuchem – odpowiedział z zaciętą miną. – Wtedy nie pozwoliła mi go pobić.
Harry spojrzał na swoich krewnych i wzruszył ramionami. Uniósł rękę i wylewitował ich w róg sali.
- Trochę potrwa zanim się do tego przyzwyczaję – mruknął pan Thomas. – Nie musisz używać różdżki?
- Tato – odezwała się Sheryl, tonem który wskazywał, że ma ochotę przewrócić oczami w sposób typowy dla nastolatki. – To Harry Potter, on może wszystko.
- Ach tak, racja – wymamrotał. – Graham Thomas – przedstawił się, podając Harry'emu rękę.
Harry z powagą uścisnął jego dłoń.
- To moja żona, Mary. Sheryl już znasz, a to moja najmłodsza córka, Jenny.
Jenny była małą dziewczynką z wielkimi brązowymi oczami. Na oko wyglądała na pięć do sześciu lat. Wyplątała się z objęć mamy i podeszła do niego. Wyglądała na wystraszoną wszystkim co się wokół niej wydarzyło.
- Cześć – powiedział.
- Jesteś magiczny?
Harry pokiwał głową.
- Tak twierdzą – odpowiedział spokojnie.
- Jak Dean?
Dean, stojący przy rodzicach, parsknął śmiechem.
- Jasne – wymamrotał – dokładnie tak jak praca taty na taksówce sprawia, że jest jak kierowca rajdowy.
Harry potaknął.
- Jesteś lepszy od Deana?
Harry potrząsnął przecząco głową.
- Dean to bardzo dobry czarodziej.
Zmarszczyła brwi, spojrzała na niego i westchnęła.
- Co się stało?
- Dean nie potrafił naprawić mojego misia – wyjaśniła smutno, pokazując sponiewieraną, zwisającą luźno maskotkę, której brakowało połowy wypychającego jej materiału oraz jednej ręki.
- Widzisz – zaczął Harry, siadając przed nią na podłodze. – To nie jest tak, że nie potrafił naprawić misia, po prosto nie wolno mu było. Wszyscy czarodzieje muszą przestrzegać zasad.
Zignorował dobiegające z tłumu odgłosy wyrażając niedowierzanie.
- Tak się składa – kontynuował – że jestem specjalistą od misiów. Czy on ma jakieś imię?
- To ona – odpowiedziała oburzona dziewczynka – i ma na imię Matylda.
Jej mina wyraźnie oznajmiała całemu światu, że nie wierzy, jakoby ten chłopak przed nią był prawdziwym specjalistą od misiów.
- Jenny! – zganiła ją Mary.
- W porządku – uspokoił ją Harry, po czym ponownie spojrzał na dziewczynkę. – Widzisz, na pewno jest coś, czego nie wiesz o Matyldzie.
Jenny stanowczo potrząsnęła głową w niemym zaprzeczeniu.
- Mogę? – spytał, wyciągając rękę. Niechętnie oddała mu misia.
- Widzisz, tak naprawdę wcale nie potrzebujesz mnie ani Deana, żeby naprawić Matyldę.
- Co?
- Popatrz – powiedział Harry. – To moja różdżka. Używam jej do czarowania.
Pokazał jej różdżkę i rzucił ją Ginny, która zręcznie złapała przyrząd.
- Chodzi o to, że nigdy nie próbowałaś naprawić Matyldy w Hogwarcie, tym wspaniałym zamku.
Matylda potrząsnęła głową. Jej oczy robiły się coraz większe.
- To może teraz spróbujesz?
- Matyldo – odezwała się Jenny, głos jej się trząsł. – Chcesz być naprawiona?
Na chwilę zapadła cisza, po czym nagle pisnęła, gdy oczy misia zaczęły się poruszać, by w końcu spocząć na niej.
- Nie bój się. Powiedz jej, że ją kochasz – zaproponował Harry. – Każdy potrzebuje miłości.
- Matyldo – odezwała się Jenny nieco bardziej stanowczo. – Kocham cię i chcę, żebyś została naprawiona.
- Hogwart to cudowne miejsce – rzekł Harry delikatnie. – Niektórzy mówią, że ten zamek żyje i potrafi pomóc ludziom. Popatrz – wskazał na misia, który zaczął się poruszać.
- Rusza się – wyszeptała poruszona Jenny.
- Kocha cię – zapewnił ją Harry z powagą. – Teraz skoncentruj się na niej mocno. Co chcesz najpierw naprawić?
- Jej rękę, rękę – odparła Jenny, padając na kolana.
- Patrz – wyszeptał Harry. – W miejscu, gdzie znajdowała się resztka urwanej ręki, pojawił się brązowy kikut, który powoli urósł do rozmiarów normalnej ręki.
- To się naprawdę dzieje – zawołała podekscytowana Jenny. – Dalej Matyldo! – zawołała.
Matylda obróciła głowę i patrzyła, jak rośnie jej nowa ręka. Kiedy proces się zakończył, machnęła nią kilka razy.
- Jej ciało – powiedziała Jenny i zaklaskała, widząc jak miś ponownie się napełnia, aż wyglądał niemal jak nowy.
- Chyba przydałaby się jej kąpiel – zasugerował Harry.
- To możliwe? – spytała Jenny.
- Jeśli w to wierzysz, wszystko może się zdarzyć.
- Wierzę – stwierdziła Jenny. – Dalej Matyldo, wyczyść się.
Nogi Matyldy zaczęły zmieniać kolor z przybrudzonego brązu na jaśniejszy, miodowy kolor. Kiedy przemiana się skończyła, miś obejrzał się i rzucił na właścicielkę, otwierając szeroko ramiona.
- Matylda! – zawołała Jenny i uściskała misia, płacząc z radości.
Harry uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Widzisz – powiedział do niej łagodnie – jednak wiem co nieco o misiach.
Jenny energicznie pokiwała głową.
- Wiem też, że jak długo jesteś w Hogwarcie, Matylda będzie potrafiła pokazać ci jak bardzo cię kocha, ale kiedy wyjedziecie, zapadnie w głęboki sen.
Jenny ponownie potaknęła.
- Ale Matylda zawsze będzie cię kochała i jeśli ci źli ludzie kiedykolwiek spróbują cię skrzywdzić, wystarczy że przytulisz Matyldę i nie będą mogli zrobić ci krzywdy.
Westchnęła zaskoczona i popatrzyła na swojego misia. potem nachyliła się i pocałowała podłogę.
- Dziękuję, Hogwarcie – wyszeptała.
Oblało ich jasne światło i unieśli się w powietrze.
- Co się dzieje? – spytała Jenny, ściskając Matyldę.
- Hogwart mówi „nie ma sprawy" – wyjaśnił Harry, lewitujący koło niej.
Jenny przyjrzała mu się uważnie.
- Nie jesteś jak Dean – powiedziała w końcu, gdy zaczęli opadać na podłogę.
- Jestem – zaoponował Harry.
- Hogwart kocha cię bardziej niż Deana – stwierdziła stanowczo. – To właśnie mi mówi. Hogwart lubi też Matyldę – zmarszczyła brwi i zrobiła zeza. – Hogwart mówi, że ci ufa.
Harry zamrugał zaskoczony. Wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał ją po głowie.
- Chyba twój brat chciałby cię przytulić.
- W porządku – odparła Jenny i wstała. Przytuliła się mocno do Harry'ego, po czym popędziła do brata. – Przytulisz się? – spytała.
- Chodź tu – powiedział Dean, biorąc ją na ręce. – Możesz siąść z nami.
Harry podniósł się zamyślony. Rozejrzał się wokół.
- Co? – spytał.
Większość dziewczyn patrzyła na niego z dziwnym uśmiechem, którego nie rozumiał.
- Ron? – spytał Harry. – Co jest grane?
Ron roześmiał się cicho.
- Przykro mi stary, nie mogę ci powiedzieć.
- Nie możesz czy nie chcesz?
- Nie chcę – uśmiechnął się szeroko. – Właśnie zrobiłeś największy błąd, jaki może popełnić chłopak.
- Że co?
- Przymknij się Ron – warknęła Hermiona.
- Tak jest – odparł Ron ze złośliwym uśmiechem, wyraźnie rozkoszując się problemem Harry'ego.
- Ginny? – Harry dalej szukał pomocy. Jego dziewczyna zrobiła kilka kroków i mocno się do niego przytuliła.
Oddał uścisk i popatrzył ponad jej głową w stronę stołu nauczycielskiego, wciąż nie wiedząc o co tu chodzi. Severus i Albus uśmiechali się złośliwie, podczas gdy Minerva miała podobną minę jak pozostałe kobiety.
- O co chodzi? – spytał.
Ginny tylko się uśmiechnęła i pociągnęła go do stołu, gdzie Hermiona mogła go uściskać.
- Proszę?
Ginny delikatnie pocałowała go w policzek i przytuliła się do jego ramienia, podczas gdy on objął ją jedną ręką.
Harry zrezygnował z prób dojścia o co tu chodzi, gdy wtem przypomniał sobie o czymś.
- Zgredku?
- Pan Harry Potter wzywał Zgredka?
- Możesz przygotować dwa pokoje? Jeden dla rodziny Deana, drugi dla nich.
Zgredek potaknął i obrócił się. Nagle zamarł.
- Oni to Dursleyowie – zauważył, gapiąc się na parę na podłodze.
Harry skinął głową.
- Dursleyowie nie być godni mieszkania w pokojach – warknął Zgredek. – Dursleyowie musieć być w komórce nam miotły.
Zanim Harry zdołał zareagować, mały skrzat złapał Vernona i Petunię i deportował z pyknięciem.
- Hej, Harry – zawołał Seamus. – Można przyznać punkty skrzatowi domowemu?
Harry uśmiechnął się szeroko. Seamus także.
- A skoro nikt nie ma wystarczająco jaj, by to przyznać, to ja to powiem: byłeś rewelacyjny z Jenny. Ona normalnie nie lubi obcych.
Harry na chwilę spojrzał Deanowi w oczy, po czym machnął ręką. Jenny oparła się o matkę i zamknęła oczy.
- Ona jest czarodziejką, jakbyś nie wiedział – rzekł Harry.
- Super – ucieszył się Dean.
- Ale zastanawia mnie trochę to, co powiedziała o Hogwarcie.
- Czemu? – spytała Ginny.
- To wszystko była moja magia – wyjaśnił Harry – aż do momentu, gdy uniosła się w powietrze.
- Harry – odezwał się Albus. Gdy Harry spojrzał na niego, dyrektor uśmiechnął się figlarnie. – Niektórzy mówią, że ten zamek żyje – zacytował. – A skoro żyje, to czemu nie miałby mieć ulubieńców?
Harry nie był do końca pewien jak odpowiedzieć, więc obrócił się z powrotem do rodziny Thomasów.
- Będziecie musieli zostać tu na trochę. Ministerstwo pojawi się, żeby naprawić wasz dom i wymazać pamięć waszych sąsiadów. Jakiś zdradziecki element z Hogwartu wspomniał o rozwijającym się związku Dudleya z Sheryl. To dlatego was zaatakowano. No i dlatego, ze jesteście mugolami. Tutejsze pokoje gościnne są bardzo wygodne i oczywiście wynagrodzimy panu czas, którego nie może pan spędzić w pracy. Czy będzie z tym jakiś problem?
- Jestem taksówkarzem – powiedział Graham. – Sam sobie wyznaczam godziny pracy. Moja żona opiekuje się dziećmi.
- Dzięki temu będzie łatwiej – przyznał Harry. – Może uznacie to za okazję, żeby zobaczyć jak Dean spędza swój czas z dala do domu i spędzić wakacje all inclusive? Dean, popołudnie masz wolne, żeby pomóc swojej rodzinie w rozlokowaniu się.
- Tak, profesorze Potter – zażartował Dean.
Harry wywrócił oczami.
- Dobra ludzie, czas na lekcje. Miejmy nadzieję, że na kolacji będziemy mieli trochę mniej emocji.
Od tłumacza: Tym razem rozdział zajął mi nieco więcej czasu niż przewidywałem. Następne postaram się wyprodukować nieco szybciej. Zostały już tylko dwa, mniej więcej podobnej długości jak ten. tradycyjnie dziękuję wszystkim czytelnikom, zwłaszcza tym którzy dorzucają recenzję lub piszą na priva. Dajcie też znać czy macie jakieś ulubione historie H/G, które chcielibyście zobaczyć po polsku. Mam swoich faworytów co do następnych historii, ale chętnie wysłucham Waszych sugestii :)
Mały słowniczek kulturowych aluzji z tego rozdziału
"Treściwość nie jest duszą mowy" to parafraza cytatu z „Hamleta" (Akt II, scena II), w którym Poloniusz mówi, że „Treściwość jest duszy mową".
„Pani zdrowie, pani Malfoy. Jezus kocha panią bardziej, niż się pani wydaje."
Scena spotkania Harry'ego i pani Malfoy jest parodią jednej ze scen z filmu „Absolwent", w którym główny bohater Beniamin (grany przez Dustina Hoffmana) ma romans ze znacznie starszą, żonatą kobietą, panią Robinson. Z tamtego filmu pochodzi słynna piosenka Simona i Garfunkela „Mrs Robinson", którą w tej scenie parafrazuje Harry, mówiąc „Pani zdrowie, pani Malfoy. Jezus kocha panią bardziej, niż się pani wydaje." (w oryginale "Here's to you, Mrs Malfoy, Jesus loves you more than you will know"). Są to dwa pierwsze wersy tej piosenki, tyle że w piosence zamiast Mrs Malfoy jest oczywiście Mrs Robinson.
