Witam ponownie. Tęskniliście? Jak zwykle nic nie jest moją własnością : (nie dostałam Godric niestety …

Pomysł nadal jest Pettitgirl jak Luke i Mike i kilka innych postaci.

Teraz odpowiadając na kilka pytań, które otrzymałam.

1. Godric jak go widzę.

To nie jest nastolatek, nie pije, pali i ogląda MTV. Nic poza wyglądem zewnętrznym. Został zmieniony w młodym wieku .W wielu kulturach sprzed kilku wieków nastoletni mężczyźni i kobiety byli pełnoprawnymi obywatelami. Może był żołnierzem ,najprawdopodobniej miał żonę i dzieci .

W starożytnym Egipcie czy Rzymie zdarzało się ,że dzieci zasiadały na tronie. Więc to nie Emo nastolatek jak bywa przedstawiany w wielu historiach .Średnia długość życia ludzi w jego czasach to tylko trzydzieści kilka lat .

Dobrze powiedziałam co chciałam.

To jest bardzo długi jak na mnie rozdział .Miałam dylemat czy go podzielić. Postanowiłam opublikować w całości . Mam nadzieję ,że wiele wyjaśni lub pozostawi więcej pytań .Następny rozdział będzie krótszy .Nie wiem czy będzie to podsumowanie z punktu widzenia Godrica .Czy polecę dalej z fabułą i spotkamy Eric i Pam .Cóż może nawet Billa ;)

Walczę z nowym edytorem tekstu .Przepraszam za wszelkie błędy gramatyczne i ortograficzne .Polski nie jest moim ojczystym językiem.

4. Nie posiadam żadnych korzyści materialnych z pisania tych postaci .Wszystko jest własnością HBO , Balla i Harris

ROZDZIAŁ 10, czyli skomplikowane jest życie wampira...i telepaty.

Z perspektywy czasu jestem wdzięczna Amelii za magiczną pigułkę nasenną. Kilka następnych dni było wyczerpujących zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

Po kolei .

Poranek po przesłuchaniach zebraliśmy się o 8.00 rano w kuchni w celu planowania operacji.

Wilkołaki były w pełnej gotowości bojowej po ich rozmowie z Godric.

Barry siedział blady i mizerny przy stole. Postanowiłam wykorzystać go jako drugą linie obrony.

Luke miał gotową broń, samochody i przebrania. To podsunęło mi pomysł,żeby zmienić wygląd. Trzeba dmuchać na zimne . Rozsądnie postanowiłam zadać kilka pytań .W głowie dopracowując mój własny plan.

- Czy ten dom ma ogród ?

Mike patrzył zaciekawiony.

- Tak i to nawet dość duży z tego, co mówił Godric. Dlatego Newlin chciał go odkupić. Mógł, by rozbudować swoje centrum słońca. Teren jest ogrodzony malowniczym drewnianym płotkiem.

To pasuje idealnie do moich planów. Kto zwraca uwagę na ogrodnika? Będę na tyle blisko ich biur, że mogła, bym słuchać dzięki telepatii. Będę potrzebować kilku rzeczy i małej pomocy Amelii .

Czarownica miała też inne ważne zadanie musiała wzmocnić ochronę naszego domu i biura. Na razie naszą główną bazą operacyjną zostanie dom. Trzeba zapewnić bezpieczeństwo Barremu. Mogła, bym prosić Claude, aby go ukrył.

- Chłopaki , Amelio będę potrzebować waszej pomocy. Muszę mieć przebranie ogrodnika , zmienić mój wygląd .

Luke wyglądał jak by miał ochotę się kłócić. Uciszyłam go ręką.

- Muszę zmienić wygląd inny makijaż ,kolor włosów, Amelia mi pomoże.

Po czym spojrzałam błagalnie na czarownice. Uścisnęła moją dłoń.

- Musimy odwiedzić centrum ogrodnicze i kupić jakieś sadzonki kwiatów. Amelio, chcę cię prosić, żebyś wzmocniła okręgi ochronne wokół domu . Co do ciebie Barry to zostaniesz na razie w ukryciu. Skorzystasz z ochronny, jaką daje dom i wampirzy schowek.

Teraz Barry miał ochotę protestować, czuł się odsunięty na bok i bardzo nie przydatny. Jednym słowem kolejny urażony mężczyzna.

- Nawet tak o sobie nie myśl dostaniesz dużo pracy. Musisz przy pomocy komputera dowiedzieć się kilku rzeczy. Potrzebuję poznać kto organizuję kontakt pomiędzy Fots a Nevadą. Pośrednikiem musi być człowiek stawiam na jakąś kancelarie lub coś w tym stylu. Po naszym wyjeździe zamkniesz się w piwnicy i pozostaniesz na nasłuchu telepatycznym ze mną. Musisz też skontaktować na numer alarmowy Pana C. Zawiadom Lunę ,że pozostaniemy zamknięci na kilka dni. Będzie miał zapłacony za ten czas.

Barry wyglądał na zadowolonego powierzonym mu zadaniem. Amelia rozważała zmianę mojego wyglądu. Chłopaki planowali załatwić kilka rzeczy nasza operacja zapowiadała się na taktycznie dopracowaną.

Godzinę później kilka rolek bandaża, zmywalna farba do włosów i nadmiar makijażu plus bronzer na ciele wyglądałam jak prostytutka. Dzięki rolce bandaża zmniejszyłam rozmiar biustu. Było to nie wygodne ,ale skuteczne rozwiązanie.

Patrząc w lustro miałam problem z rozpoznaniem mojej osoby. Moja skóra była mocno brązowa , włosy ciemny matowy brąz , brwi pokryła kredka w kolorze czarnym plus cienie na powiekach i różowa szminka à la lalka Barbie .Brakuję tylko gumy do żucia .Moje oczy nadal były widoczne ,ale okulary w oprawkach pomogły .Stare trampki plus mocno wyciągnięta koszulka Barrego dopełniły reszty.

Wilkołaki były pod wrażeniem mojej małej metamorfozy. Luke zastanawiał się gdzie są moje cycki.

.Dostarczyli mi używany strój roboczy i gumowe rękawice .Po krótkim pożegnaniu i znaczącym spojrzeniu na Barrego wyruszyliśmy.

Van był niebieski ,trochę brudny. Reklama na boku. Niczym się nie wyróżniał w korku mu podobnych samochodów. Kolejna firma sprzątająca czyiś ogródek lub dom. Jedyną różnicą ten samochód miał schowek pod siedzeniem na broń lub porwanego człowieka. Tak naprawdę nie chciałam znać prawdy .Czasami niewiedza to stan boski.

Kościół wyglądał , tak jak go zapamiętałam z ostatniej wizyty. Wypielęgnowany trawnik plus atmosfera histerii i fanatyzmu. Mimo wczesnej pory parking był w połowie zapełniony, Gabe przechadzał się po trawniku .Usiłował nas obserwować i wcale nie był dyskretny.

Mike zaparkował na podjeździe domu Pani Connery. Nazwisko wyłowiłam z głowy Luka był to ważne na pewno nasza wizyta nie zostanie zlekceważona skoro wielebnemu tak zależało na tym kawałku ziemi. Gdyby tylko wiedział, że to własność wampira.

Bez zbędnych komentarzy zabraliśmy się do rozpakowania samochodu, nosiłam skrzynki z kwiatami, Luke i Mike worki nawozu, drabinę, kosiarkę do trawy i całą resztę sprzętu. Wyglądaliśmy na profesjonalistów.

Mike miał przygotowany aparat z teleobiektywem miał nadzieję, że uda mu się dyskretnie sfotografować tajemniczego przedstawiciela z Nevady.

To była prawdziwa akcja szpiegowska. Mogłam się tylko śmiać pracowałam jako tajny agent.

Kilka godzin później i kilka litrów potu oraz posadzonych roślin wykoszonej trawy i oczyszczonych rynien mieliśmy towarzystwo. Po sąsiedzku do płotu podszedł Gabe .Ten facet powoduję u mnie dreszcze niepokoju. Wolałam jak był martwy.

Był skupiony na moim tyłku. Starałam się udawać, że go nie zauważyłam. Obserwował mnie. Jego myśli to mieszanka kiepskiego porno i policyjnej podejrzliwości .Spisał naszą rejestracje. Mam nadzieję, że chłopaki wiedzieli co robią biorąc ten samochód.

- Przepraszam, czy możemy się spodziewać powrotu właściciela?

Zapytał nikogo w szczególności, gapiąc się na mój tyłek. Powoli podniosłam się z kolan cały czas głośno żując gumę odpowiedziałam z przesadnym akcentem mieszkańców bagien Luizjany.

- Nie wiem dostaliśmy zlecenie to robimy.

Wzruszyłam ramionami. Gapiłam się na Gaba. Mężczyzna był zniesmaczony moim prostactwem i akcentem. Zastanawiał się, z jakiej nory uciekłam .Czy potrafię czytać?

- Czyli nie wiecie nic.

- Gdybym wiedział to bym gadała nie, płacą mi za robotę niepieprzenie.

Był zniesmaczony moim prostactwem. Zrobiłam wewnętrznie szczęśliwy taniec. Muszę być dobrą aktorką. Nagle jego uwagę zwrócił drogi srebrny mercedes ,który wjechał na parking. Skupiłam swoja uwagę na samochodzie . Gabe się skrzywił wyjął telefon i zadzwonił.

- Są tu.

Nie wątpliwie zgłaszał się do Newlina. Postanowiłam przenieść moją uwagą na zaniedbane krzaki przy płocie. Usiadłam na ziemi udając wyrywanie chwastów zamknęłam oczy starałam się skupić na umysłach pasażerów samochodu .

Było to dwóch mężczyzn oboje po czterdziestce ,ubrani w drogie garnitury .Faktycznie byli ludźmi i pracowali dla wampirów .Powodem mojego zaskoczenia jeden z nich był prawnikiem. Zresztą został pozbawiony prawa wykonywania zawodu za korupcję .Nie miał też żadnych skrupułów moralnych pracując dla wampirów. Drugi to były policjant ,kochanek wampira o imieniu Ingrid .Byli zmęczeni podróżą i wylewnością wielebnego .Cieszyło ich poniżenie Newlina .

Kiedy wyda się, że pracuję z wampirami. To był plan Nevady. Po udanym przejęciu zdyskredytuje Newlina i pozbędzie się problemu. Wszystko było tak dobrze zaplanowane. Zastanawiałam się jak długo to planowano.

Mike dyskretnie stanął w cieniu drzewa usiłował zrobić kilka zdjęć. Znałam nazwiska mężczyzn .Nie sądziłam, że były prawdziwe ,a żaden z nich nie myślał o swoim nazwisku .Cholera .

Trójka udała się do biura, Gabe pozostał na parkingu nie spuszczał z nas oka.

Zabrałam się energicznie za prace. Luke wyjął kosiarkę i zaczął kosić mały trawnik z przodu domu obserwując okolice. Dodam, że ten kawałek zieleni był już idealny jak tu przyjechaliśmy.

Nagle ku mojemu rozczarowaniu na parking przyjechał dwa autobusy pełne opętanych ludzi. Dosłownie byłam bombardowana ich myślami .

Moje tarcze były opuszczone czułam się jak wrzucona w głębokie bagno nienawiści, złości ,strachu rozczarowania,ciekawości, podniecenia...

Musiałam przestać słuchać. Mike kiwnął na mnie wskazał na samochód posłusznie udałam się do Vana. Osiadłam na siedzeniu z butelką zimnej wodny, nadal psychicznie usiłowałam szukać Newlina i jego gości. Moja próba nasłuchu była bez owocna.

- Myślę, że nic więcej bez wzbudzania podejrzeń dziś nie uzyskamy. Czas do domu.

Podskoczyła na słowa Luka. Byłam tak skupiona na filtrowaniu myśli, że nie słyszałam jego podejścia.

- Chyba masz rację.

Mike i Luke zaczęli pakować nas narzędzia, ja zbierała puste doniczki po sadzonkach. Nasza praca nie poszła na marne ogród prezentował się znakomicie .

W drodze powrotnej zauważyłam samochód, który wyraźnie nas śledził. Zanim zdążyłam coś powiedzieć Mike położył mi dłoń na ramieniu.

- Spokojnie Sookie to przyjaciele robili za nasze zabezpieczenie.

- Dzięki. Nie pytam czyi to był pomysł.

- Twój wampir dba o ciebie.

Miałam przebłysk jego rozmowy z szeryfem. Tak naprawdę to mieliśmy dużo zabezpieczenia było kilku ludzi, którzy czekali na sygnał o jakichkolwiek kłopotach .

Wilkołaki były zawodowcami .Nie udaliśmy się do domu tylko do siedziby firmy Home and Flower . Tam po pozbyciu się roboczych ubrań , zmieniliśmy samochód na niepozorny sedan .Jakich wiele. Ja zostałam schowana na tylnym siedzeniu i zakryta kocem .Podróż do domu zabrałam nam prawie godzinne. Luke chciał mieć absolutną pewność ,że nie jesteśmy śledzeni.

Szczęśliwie w domu moje pierwsze kroki skierowałam do schowka. Barry i Amelia każdy na osobnym laptopie poszukiwali informacji.

Mike poszedł sprawdzić wykonane zdjęcia oraz sprawdzić numer tablic rejestracyjnych mercedesa. Byłam przekonana, że był wynajęty. Może jednak coś znajdzie.

- Hej pracusiu i jak poszło.

Zapytała uśmiechnięta czarownica po oderwaniu wzroku od monitora.

- Mam trochę informacji to naprawdę nie jest dużo.

- My też nie,ale udało mi się wzmocnić okręgi z pomocą Barrego i zabezpieczyłam nasze biuro.

Skrzywiłam się na chłopaka. Zlekceważył moje polecenie. Nie chciałam myśleć co by się stało, gdyby został porwany. Pomyślałam o dziennych pracownikach wampirów lub agentach Fots.

Barry czytał moje myśli. Starał się wyglądać na skruszonego. Przynajmniej teraz ma świadomość ryzyka.

Po wymianie informacji naprawdę nie było tego dużo i wspólnym posiłku. Kurczak Amelii to arcydzieło. Mike był zachwycony .

Udałam się pod prysznic zmyć kamuflaż . Niestety musiałam pozostawić moje włosy jak są .Brąz to naprawdę nie mój kolor.

Przewidując kolejną długą noc postanowiłam się zdrzemnąć.

Zostałam obudzona przez wampira. Mojego ulubionego wampira.

Godric siedział na moim łóżku i gładził moje teraz brązowe włosy. Drugą ręką rysował delikatne wzory na moich plecach. Pełen relaks w towarzystwie starożytnego wampira w mojej sypialni. Dziwne może dla was dla mnie to już normalność.

Powoli otworzyłam oczy. Godric pochylił się ku mnie uwodzicielski uśmiech na moich ustach.

- Przyznam, że wolę cię jako blondynkę Ma petit.

- Ja siebie też. To tylko margines bezpieczeństwa.

Godric przeniósł swoją dłoń na mój policzek. Jego kciuk rysował kontury moich ust. Drugim palcem głaskał moją szyje .Nie wiedziałam, że mam tyle zakończeń nerwowych na moim podbródku.

Jego palce wędrowały po szyi na kość obojczykową .Z pozoru niewinna pieszczota zamieniała mój mózg w papkę. To było cudowne absolutnie erotyczne doznanie. Starałam się wrócić do powodu wizyty wampira w mojej sypialni. Nie to, co myślicie.

- Hmm,Godric rozmawiałeś z Wilkami.

Brak odpowiedzi. Jak zahipnotyzowany Godric śledził drganie mojej tętnicy. Jego palce masowały mój obojczyk.

- Tak, rozmawiałem to była dobra robota. Mamy zdjęcia plus twoje informacje jutro będziemy znać ich prawdziwą tożsamość.

- To nie wystarczy. Musimy wiedzieć, kiedy Fots ma zaatakować.

Nie przerywając pieszczot. Udzielił mi odpowiedzi. Jak byłam w stanie kontynuować w sposób zrozumiały tę rozmowę było całkowicie poza mną.

- Musicie jutro tam wrócić i spróbować poznać planowana datę. Uważam,że atak Nevady nastąpi w 24-48 H później.

- Postaram się. Jestem ciekawa czy kontakt z Nevady zostaje tu na miejscu, czy podróżuje między miastami.

- Moi specjaliści komputerowi już szukają, wampiry zostały postawione w stan alarmu. Muszą się meldować u Stana co godzinę. Wszystkie zmieniły miejsca zamieszkania .Podejrzewam, że atak Fots nastąpi przed świtem lub w dzień.

- Masz rację , co król sądzi na ten temat ?

Wampir wzdychnął czy one naprawdę muszą to robić? To taki ludzki gest , wyraz głębokiej frustracji.

- Król wie o wszystkim. Pilnie chce cię poznać. Nie ufa mu .Nic dobrego z tego nie wyniknie.

Teraz była moja kolej na wzdychanie. Poczułam też uczucie prawdziwego strachu .

- Co on może zrobić dla mnie?

Zapytałam cichym głosem. Tak naprawdę nie chciałam znać odpowiedzi. To po prostu nie mogło być nic dobrego.

Godric wzdychnął kolejny raz. Chwycił mnie za nadgarstki. Masował je delikatnie kciukami .Dla mnie ten gest oznaczał ,że moja sytuacja jest bardzo poważna.

- Ma petit to polityka. Król w tej chwili jest wrażliwy. Jest jak ranne zwierze i równie niebezpieczny .Może mi rozkazać cię mu oddać. Może sprzedać cię za poparcie innego stanu przeciw Nevadzie lub odda cię De Castro w zamian za rozejm.

Byłam wściekła. Drugi raz przeprasza trzeci utknęłam między szalonymi królami. Chciałam coś zniszczyć, uciec na koniec świata lub rozpłynąć się w powietrzu .Łzy frustracji pojawiły się na moich policzkach.

- Ale, moje pochodzenie, założona firma …To miało mnie chronić.

- Przykro mi, o twoim pochodzeniu wiemy tylko my i tak powinno pozostać. Wiadomość,że jesteś wróżką spowoduję tylko zwiększenie pożądania twojej osoby.

Jesteś telepatką, wróżką i piękną kobietą. Twoja krew ma smak niebios i do tego jesteś inteligentna. .Idealny mały pakiet.

Dopóki twój dziadek nie uznał cię przed radą .Nie masz jej ochrony nie można zrobić wiele.

Wnioskuję, że Barry też jest telepatą ?

- Tak, nie oddamy go nikomu!

- Nic takiego nie mówię, to kolejny powód. Sprzedając was może zyskać bardzo wiele .W tym swoje istnienie. Będę cię chronić tak jak mogę .Król ma tylko 427 lat to nic dla mnie .Tylko ja nie chcę być królem. Pozycja szeryfa ma i tak zbyt wiele polityki. Niestety ze względu na mój wiek, kiedy pojawiam się na innym terytorium każdy władca obawia się przejęcia .W USA jest tylko 10 tak starych wampirów .Pięć zasiada w AVL , dwóch jest władcami , dwóch szeryfami i jest jeszcze Starożytna PA ona zasiada i przewodniczy Radzie.

- Co mam zrobić nie chcę, ci zaszkodzić?

- Ma petit wniosłaś słońce do mojej ciemnej nocy. Od prawie dwustu lat byłem po prostu znudzony, a ostatnie dwadzieścia powoli odbierało mi ochotę do życia. Nudna polityka ciągle te same małostkowe spory między wampirami, te same twarze, przewidywalne działania.

Życie dawno straciło jakikolwiek smak. Krew smakuję jak błoto, seks to tylko czynność mechaniczna, walki z energochłonnymi idiotami .To było moje istnienie. A potem pojawiłaś się ty. Słońce, intryga, ciekawość piękno i tego wszystkiego chce tylko dla siebie. Obudziłaś we mnie rzeczy , o których dawno zapomniałem.

Moja szczęka spadła na podłogę. Powinnam być wystraszona ,ale była podekscytowana. Może jednak jest dla nas jakaś przyszłość. Godric spojrzał mi w oczy.

- Wiem, że to dużo. Mamy czas , tak zbyt wiele się dzieje teraz . Znamy się bardzo krótko. Mam zamiar poznać cię bardzo dokładnie .Każdą część ciebie .

Zrobiło mi się gorąco. To była obietnica. Wampir pochylił się pocałował mnie słodko w usta. Pocałunek przeczył jego wcześniejszemu oświadczeniu .Był czysty i bardzo romantyczny.

- Dziękuję dam nam szansę, proszę bez pośpiechu. Chcę cię poznać. Spędzić z tobą czas.

- Trzymam się tej obietnicy. Kiedy sytuacja wróci do normy mam zamiar zabrać cię w kilka miejsc .

Teraz do powodu mojej wizyty. Z powodu naszej obecnej sytuacji oraz bezpośredniego zagrożenia ze strony króla chcę rozpocząć więź krwi. Wiesz co to jest?

- Tak to wzajemna wymiana po trzech razach staje się trwała.

- W dużym skrócie tak. Ze względu na mój wiek nie musimy dopełniać więzi. Wystarczy jedna wymiana oraz moje twierdzenie ciebie jako własną .Dzwoniłem do demona reprezentuję Fintana i Nialla .Prosiłem, żeby poinformował Księcia.

Demon sporządzi dokumenty na nasze oficjalne wiązanie. Po podpisaniu jesteś moja wszystko o tobie .Ciało, krew dar twoje życie należy do mnie.

Zaczęłam hiperwentylację. To było trochę dużo do podjęcia. Co innego wymiana krwi co innego oddanie życia w ręce wampira .Czy ufam mu na tyle ? Odpowiedź brzmiała nie wiem .Po moich doświadczeniach z Billem i Eric miałam wątpliwości.

Boże gdzie jest Claude, kiedy go potrzebuje?

Wampir masował moje ramiona próbując złagodzić moje nerwy . Nie udało się .

- Ma petit musisz mi zaufać .Nie zrobię nic, żeby cię skrzywdzić.

- Chcę klauzulę na temat ewentualnej próby odwrócenia mnie .Nie chcę być wampirem .

Szsz. Ma petit nie mam takiego zamiaru .Nigdy nie zmienię cię wbrew twojej woli i nie sądzę, że jest to możliwe. Jesteś hybrydą wróżki .Nie wiem czy jest to możliwe.

Nie wiem co powiedzieć nie mam nic przeciwko wampirom, chyba że chcą mnie zabić lub mnie wykorzystać .Sama nie chcę być jednym z was .

- Rozumiem i uszanuje to .Teraz dosyć rozpraszania , nie mamy dużo czasu .Muszę spotkać króla.

Kilka głębokich oddechów później spojrzał na Godrica i skinęłam głową na znak zgody.

Położył się na łóżko obok mnie. Wziął mnie w ramiona , pociągnął na kolana . Robiłam wszystko, żeby nie napinać mięśni .

Moje pamięć wróciła do schowka Erica i naszej pierwszej wymiany .Czułam żal ,że nigdy tak naprawdę nie było nam dane spróbować być razem .Z zaangażowaniem Billa ,Urzędu , Nory nienawiścią Pam i wróżkami. Nigdy nie mieliśmy szans .Teraz wiąże się z jego stwórcą. Ironia losu nieprawdaż?

Godric obserwował mnie .Szukając oznak protestu.

- Jesteś gotowa ?

- Tak ,jak mogę być w tej sytuacji .

- Nie robiłem tego dla nikogo od czasu mojego dziecka .Nasza krew jest święta .Dając ci moją krew .Daję ci obietnicę . Zabiję ,żeby cię chronić .

Będę cię chronić .Będę dla ciebie w każdy sposób ,jaki będziesz chciała. Jako przyjaciel , kochanek , partner .

Miałam łzy w oczach ,to była poważna sprawa dla wampira takiego jak Godric .Krew jest święta. Bill chyba nigdy nie nauczył się tej lekcji. Praktycznie biegał z otwartym nadgarstkiem. Porzuciłam tą przykrą myśl. Godric to na pewno nie Bill.

- Ugryzę w nadgarstek . Będziesz pić ,aż rana się nie zamknie .Rozumiesz?

- Tak weźmiesz krew z szyi?

Szeryf przytaknął .Uniósł nadgarstek do ust. Usłyszałam nieprzyjemne chrupnięcie dzwięk rozdzieranego ciała . Po czym przesunął ranę do moich ust .

- Pij mała dziewczynko!

To był wyraźny rozkaz. Dziwnie komenda mi nie przeszkadzała .Ujęłam jego nadgarstek zamknęłam usta na ranie.

Zaczęłam pić jego krew .Tylko że, to nie smakowało jak krew. Była pyszna w dziwny niepokojący sposób .Jak bukiet wykwintnego wina , płynna czekolada , cynamon, miód przyprawione odrobiną lawendy .Smak był nie powtarzalny .

Była tak zajęta poznaniem smaku Godrica, że nawet nie poczułam ,kiedy jego kły przebiły moją skórę .

Godric zacisnął drugie ramie na mojej tali ciągnąc mnie bliżej do siebie. Wydał głośny pomruk zadowolenia. Wymiana miałam podobny wpływ na niego. Czułam jego podniecenie wciśnięte w moje biodro .Jego ciało wibrowało z zadowolenia .

Z każdym pociągnięciem krwi z mojego ciała czułam początek orgazmu . Jęknęłam w jego nadgarstek. Nie mogłam przestać pić ,mimo że rana szybko się zabliźniała .Kolejne pociągnięcie krwi pchnęło mnie na krawędź. Moje mięśnie napięły się gwałtownie, kiedy poczułam gwałtowną falę orgazmu .

Krzyknęłam głośno jego imię. Czułam jego satysfakcję tak jak była moja własna .Czułam jego radość, posiadanie, namiętność hamowaną żądze. Jednym słowem czułam Godrica.

Był oparty o zagłówek jego ramie nadal zaborczo na mojej talii oczy zamknięte. Na jego twarzy gościł wyraz spokoju i radości. Mówił spokojnym zrelaksowanym głosem .Nagle otworzył oczy i spojrzał na mnie.

- Czuję cię Ma petit twoją przyjemność , zdziwienie , szok ….przerażenie? Dlaczego jesteś przerażona ?

- Czuję cię.

Tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.

Prawda cię ocali Stackhouse.

- Na tym polega wymiana Sookie. Będziesz miała poczucie mojej osoby, kiedy będę czuł wyjątkowo silne emocje możesz odczuć ich echo w swojej krwi.

- Nie rozumiesz. Czuję cię wszystko o tobie. Twoją radość, posiadanie nawet twój orgazm jak był mój własny.

Zarumieniłam się gwałtownie. Tak nadal nie jestem w stanie omawiać niektórych tematów szczególnie siedząc na teraz wyraźnie mokrych spodniach pewnego wampira.

Teraz poczułam zdziwienie, ciekawość i zadowolenie.

- Może to ze względu na twoje dziedzictwo i na naszą bliskość .Nie przeszkadza mi to. Mogę zablokować naszą więź całkowicie lub pozostawić tylko małą nić .

- To nie jest złe tylko trochę mylące. Muszę się do tego przyzwyczaić .

Bardzo szybko nauczysz się rozdzielać uczucia. Niestety ,mimo że nie mam nic przeciwko kontynuacji tego wieczoru z tobą. Król wymaga mojej obecności .

Odpocznij jutro czeka cię kolejny dzień pracy .Wilki wiedzą wszystko wszelkie nowe informacje Isabel przekaże bezpośrednio do nich.

Mam prośbę. Nie wpuszczajcie do domu żadnego innego wampira oprócz mnie i Isabel. Szczególnie uważaj na Josepha, jest dzieckiem króla. Nie ufam królowi .Jeżeli pojawi się inny wampir natychmiast dzwoń do mnie lub Isabel .Ostatecznie do demona jest na bieżąco w naszej sytuacji. Podpisz umowę jak tylko ją dostaniesz muszę ją pokazać królowi. Postaram się wpaść jutro albo wyśle Isabel.

Zeszłam z jego kolan i oboje wstaliśmy. Ramię Godrica nadal trzymało mnie zaborczo w pasie. Obrócił mnie delikatnie do siebie .Jego usta odnalazły moje .To było jak powrót do domu .Rozchyliłam moje usta dając mu lepszy dostęp .Moje ręce zaplątane w jego włosy jego dłoń trzymała moje włosy .Nasze języki walczyły o dominację. Nie było wiadomo gdzie zaczynam się ja, a gdzie Godric. Byliśmy jednością. Atmosfera między nami była elektryzująca .W tym momencie chciałam go .Tu i teraz .Reszta świata mogła zniknąć. Byliśmy tylko my . Niestety wszystko ,co dobre ma swój koniec .Dzwonek komórki szeryfa przywołam nas do rzeczywistości.

Usłyszałam kilka przekleństw w starożytnym języku. Czułam jego irytację i żądze .Oboje walczyliśmy .

- To Isabel muszę iść .

Pochylił się i pocałował mnie delikatnie w opuchnięte usta. Jego kły teraz widoczne, rozszerzone źrenice i nagła wypukłość w spodniach zdradzały jego niechęć do wyjścia. Przytulił mnie mocno wdychając mój zapach pocałował mnie w czoło.

- Śpij dobrze Ma petit.

I zniknął dokładnie. Odleciał z mojego balkonu. Zamknęłam drzwi nie chciałam więcej nieproszonych gości. Postanowiłam porozmawiać o naszej sytuacji z moimi współlokatorami.

Rozmowa jak zakładałam przebiegła w ciszy. Od czasu do czasu słyszałam pomruk Luka lub prychnięcie Mika.

Mózg Barriego uległ przeciążeniu. Walczył z instynktem ucieczki ,starałam się go pocieszyć ,że nikt jeszcze nie wie o jego talencie .Dopóki pozostanie w ukryciu w domyśle w schowku będzie bezpieczny .

Amelia za to była podekscytowana lekko wystraszona a reszta jej myśli była w języku łaciński co domyśliłam się były zaklęcia.

Mike potwierdził słowa Godrica o królu.

Michael Donato .Tak nazywał się obecny król ,miał tylko 427 lat. Zabił poprzedniego władcę swojego małżonkę .Co za niespodzianka .Słyną z bezwzględności i politycznych intryg .Do Teksasu przybył 130 lat temu jako nowy małżonek zmarłej królowej. Po 45 latach knucia króla spotkała swój koniec a on został królem.

Piastował swój tron od 85 lat .Tylko dlatego ,że był paranoikiem .Zatrudniał silnych szeryfów i był głodny władzy .Kilka lat temu planował przejąć Luizjanę .Niestety dla niego Sophie Anne była równie bezwzględna .Teraz sam był na celowniku i osaczony .Nawet we własnym klanie był nielubiany. Nikogo nie ucieszył atak Nevady, ale bez czegoś cennego w zamian nie udzielą mu poparcia. Tym czymś miałam być niewątpliwie ja .

Po tej bardzo przygnębiającej nocy wszyscy udaliśmy się do swoich sypialni. Luke czuwał na piętrze , Barry zamieszkał w piwnicy .

Mike i Amelia szukali kolejnych zabezpieczających zaklęć. Nie wiem czy im się udało ,padłam w objęcia Morfeusza.

Długi sen nie był mi przeznaczony. Zbudziło mnie delikatne pukanie do okna .Podniosłam głowę mamrocząc niespójnym głosem przekleństwa .Nie zapalając światła na bosaka udałam się do okna .

Na balkonie jak by nigdy nic stał Godric. Szybko otworzyłam drzwi, żeby go wpuścić .Dwie rzeczy wydarzyły się jednocześnie Godric przekroczył próg i zamknął okno, nagle drzwi do mojej sypialni stanęły otworem .Luke bardzo nagi z bronią w ręku gotowy rzucić się na intruza . Godric popchnął mnie z linii strzału zasłaniając mnie swoim ciałem .Jego ruch spowodował, że nie mogłam bezczelnie gapić się na nagie bardzo atrakcyjne ciało wilka. Jeszcze chwila mogła, bym zacząć się ślinić. Godric prychnął czując przypływ mojego pożądania.

Luke nie zważał na szeryfa. Patrzył na mnie i zapytał :

- Sookie wszystko w porządku.

- Tak, Luke możesz iść spać. Jestem ok.

Powiedziałam zachrypniętym głosem. Robiąc wszystko byle nie gapić się na ciało wilka. Luke zastanawiałam się co do cholery się dzieje i dlaczego wampir wrócił. Wątpiłam ,że powód był romantycznej natury.

- Godric nie chcę zabrzmieć niegrzecznie . Co tu robisz tak krótko przed świtem?

Spojrzałam na zegarek 4.55 .To było niepokojące.

- Król trzymał mnie tak długo w pałacu, żeby nie dotarł do ciebie przed świtem. Widocznie nie może dokładnie ustalić gdzie mieszkasz .Demon i Czarownica zrobili kawałek dobrej roboty. W poszukiwaniu ciebie przeszukał wszystkie moje własności w Teksasie. To było śmieszne.

Może dla niego, czyli król (kolejny jak mnie pamięć nie myli) ma nie zdrową (oczywiście dla mnie) obsesję na punkcie mojej skromnej osoby.

- Proszę o to dokumenty. Musisz je podpisać. Rano odbierze je zaufany posłaniec Demona.

Po czym wręczył mi gruby plik dokumentów i śmieszne pióro. Jak do cholery mam pisać piórem. Wyczuł moją frustracje wyjaśnił.

- Dokumenty podpisujemy krwią.

Zrobiło mi się niedobrze. Szczerz miałam ochotę zwrócić zawartość żołądka.

- Racja .Muszę to teraz podpisać?

Nie odpowiedział. Podszedł do lampy i włączył światło. Na twarzy miał wampirzą maskę tylko jego oczy zdradzały frustrację , którą odczuwał.

- Ma petit do świtu pozostało tylko 12 minut. Mamy wiele do omówienia. Mimo że mój wiek pozwala mi na dłuższe pozostanie w stanie przytomnym. Słońce nie jest dokładnie moim przyjacielem.

Cholera myślałam, że mamy więcej czasu. Jeżeli ma więcej do powiedzenia sytuacja musi być tragiczna .Przynajmniej moja.

Myśl Stackhouse główny schowek zajęty przez telepatę. Barry na pewno nie ma ochoty poznawać wampira w swoim łóżku. Godric nie byłby bezpieczny spędzając tam dzień. Cenne sekundy mijały aż miałam objawienie. Claude pokazał mi drugi ukryty schowek, o którym nikt nie wie. Bardziej panik room ,w którym w razie potrzeby mogłam się ukryć. Decyzja podjęta musimy sobie zaufać.

- Choć nie mamy wiele czasu.

Godric zamknął drzwi balkonowe. Ja zablokowałam drzwi sypialni. Chwycił moją wyciągniętą dłoń i podążył za mną. Dzięki więzi czułam jego ciekawość.

Po cichu udaliśmy się do garderoby. Zasunęłam drzwi, przeszłam do półki z butami po prawej stronie wsunęłam rękę i wymacałam uchwyt z metalicznym kliknięciem ukazały się zamaskowane drzwi, które odsłoniły metalowy tunel z długa drabinką prowadzącą na niższy poziom. Zejście przypominało trochę schowek Erica. Światło zapaliło się automatycznie. Godric spojrzał w dół i się uśmiechnął.

- Zejdź pierwszy. Zabezpieczę drzwi.

Wampir z wrodzonym wdziękiem zsunął się po drabinie. Stanęłam na progu zamknęłam drzwi .Nic nie zdradzało postronnemu obserwatorowi istnienie tajnego pokoju.

Droga na dół była długa przynajmniej dla mnie. Kiedy osiągnęłam pokój Godric zdążył już wszystko przeszukać.

Nie wiedziałem, że masz tyle tajemnice Ma petit. Codziennie mnie zaskakujesz.

Zarumieniłam się na komplement. Choć schowek był bardziej moją ostatnią linią obrony w razie ataku. Teraz służył jako nocleg dla mojego wampira. Stop, od kiedy on jest mój ?

- Nikt nie wie o tym pomieszczeniu, jego budowniczowie nie przebywają w naszej płaszczyźnie. Dziadek kazał zbudować go dla mojej ochrony. Jest zabezpieczony .To podobno silna magia nikt ze złymi intencjami wobec mnie nie może tu wejść a wampiry potrzebują zaproszenia. Wszystkie oprócz ciebie. Masz moją krew.

Schowek to była luksusowo urządzona sypialnia z aneksem kuchennym, łazienką i małym biurem.

Wszystko utrzymane w odcieniach granatu i beżu. Centralny punkt stanowiło królewskie łoże (nie pytajcie po co) ,dwa fotele , stolik i kanapa dopełniały reszty .Na ścianach wisiały akwarele , podłogę pokrywało drewno i delikatny puszysty dywan w kolorze piasku.

Godric poklepał miejsce obok niego na łóżku. Usiadłam , wolałam usłyszeć złe wiadomości na siedząco.

Wampir chwycił moją dłoń. Jego palce kreśliły wzory na nadgarstku. Kto by pomyślał, że skóra w tym miejscu jest tak wrażliwa .

- Sookie nie mam najlepszych wiadomości. Dzięki moim szpiegom wiem, że król prowadzi negocjację w celu wymiany ciebie na pomoc w ataku .Prosił mnie dziś o zorganizowanie spotkania z tobą .Mimo że, nie mam na to ochoty musimy w nim uczestniczyć. Nie mam zamiaru cię oddać . Musisz podpisać dokument i wymienić ponownie krew .

Po raz pierwszy od bardzo dawna nie wiedziałam co powiedzieć. To trochę dużo umowa, więź i spotkanie z królem. Otworzyłam usta i zaraz je zamknęłam co mogę powiedzieć .

- Nie mamy czasu na panikę Ma petit nic ci się nie stanie. Nie dopuszczę do tego. Tylko proszę mi zaufać.

- Postaram się ja jestem tylko przerażona sytuacją .Jestem tylko człowiekiem mam prawa .

- Szzzzzz Ma petit i nie jesteś tylko człowiekiem .Poradzimy sobie.

- Mam nadzieję.

Powiedziałam słabym głosem. Miałam łzy w oczach. Byłam zła i zdegustowana zachowaniem wampirów .Dla nich nikt oprócz nich samych nie jest ważny , mają gdzieś prawo ,wolność .Jestem tylko kawałkiem mięsa i powodu mojego dziwactwa jestem cennym mięsem .

- Podpisz umowę.

Wskazał na rozłożone dokumenty na stoliku. Na chwiejnych noga poszła ku mojemu przeznaczeniu. Pobieżnie przejrzałam umowę .Z dokumentu wynikało, że Godric staje się moim właścicielem .

Moje ręce drżały, kilka głębokich oddechów pozwoliło mi złożyć podpis. Faktycznie atrament stanowiła moja krew. Nie zauważyłam, że wampir stoi obok mnie .Delikatnie wyjął pióro z moje dłoni zakuł swój palec i podpisał .

- Jesteś moja Ma petit. Stało się. Obiecuję. Nie pożałujesz.

Delikatnie chwycił mój skaleczony palec i potarł trochę swojej krwi na ranę.

Straciłam siebie. Mam nadzieję, że postępuję słusznie. Nadzieja matkom głupców.

- Teraz zrobimy drugą wymianę .Jutro, jeżeli król zapyta a na pewno to zrobi. Potwierdzisz ,że wymieniliśmy krew trzy razy .Nie chcę cię wiązać na siłę do mnie .Jeżeli będziesz chciała zakończyć więź zrobisz to z własnej woli.

- Postaram się .Nie będzie w stanie sprawdzić czy mamy pełną więź ?

- Nie. Musisz tylko skłamać. Poza tym nie mówisz nic .Nie masz prawa wypowiedzi bez pozwolenia .

Czułam się pokonana. Co ja zrobiłam ? Gdzie do cholery jest Claude, kiedy go potrzebuje.

- Spotkanie jest o 23.00 Isabel dostarczy cię do pałacu. Słuchaj jej poleceń .Zaufaj mi wyjdziemy z tego .

Kiwałam głową jak osiołek ,było mi wszystko obojętne .Godric to honorowy wampir oby dotrzymał słowa.

- Choć Mała trzeba krew i spać. Słońce już wstało.

Zaprowadził mnie do łóżka. Z komody wyjął ciepły koc. Otulił mnie dokładnie. Szybko pozbył się kaszmirowego swetra, butów .

Na moje szczęście pozostawił spodnie .Nie było to pocieszające .Miałam doskonały widok na jego mięśnie brzucha i tatuaże .Mniam ,nie sądziłam ,że takie mięśnie istnieją .Gdyby nie nasza obecna sytuacja chciałabym całować, lizać...reszty możecie się do myśleć .

Godric miał typowy wyraz samozadowolenia na twarzy. Moje policzki zdobił rumieniec , gapiłam się na niego bezczelnie.

- Podoba ci się widok Ma petit ?

Wydałam dźwięk coś pomiędzy prychnięciem , wampir tylko się śmiał .Kochałam jego śmiech .Przynajmniej jedno z nas się dobrze bawiło.

Wsunął się obok mnie na łóżku .Leżał na boku głowa oparta na zgiętym łokciu .

- Moje ciało należy do ciebie. Nie martw się nie zrobię nic czego nie chcesz. Zresztą nie mamy czasu dziś .

Pociągnął mnie w ramiona, znajome chrupnięcie i krwawy nadgarstek wylądował na moich ustach. Bez zastanowienia zaczęłam pić .Czułam jak Godric sztywnieje w moich ramionach, słyszałam warknięcie wymiana bardzo go cieszyła. Lizał moją szyje i delikatnie zatopił kły .To powinno być zakazane czułam się tak dobrze .Starałam się nie podniecać, ale było to skazane na porażkę ,kiedy poczułam dłoń na swojej piersi .Jego dotyk, kły i krew opuszczająca moje ciało posłały mnie na krawędź .W tle słyszałam warknięcie wampir dołączył do mnie .

Zapanowała chwila ciszy przerywana tylko przez mój oddech i galopujące serce.

- To było doskonałe Ma petit. Śpij ze mną maleńka. Jutro czeka nas ciężka noc.

Pochylił się i złożył namiętny pocałunek na moich ustach. Smakowałam swoją własną krew .

Nie wiem co było potem. Zasnęłam.

Obudziłam się w kompletnej ciemności w uścisku śmierci . Godic był ochronnie owinięty wokół mnie. Wolną ręką wymacałam lampę. Kiedy światło rozjaśniło pokój. Spojrzałam na Godrica.

Był taki spokojny. Teoretycznie był martwy . Ciemne włosy potargane, na ustach delikatny uśmiech .Leżałam i gapiłam się na niego. Mój pęcherz miał jednak inne plany .Po kilku próbach udało mi się wydostać z jego ramion . Pobiegłam do łazienki, która na szczęście była przystosowana dla ludzi .

Po obsłużeniu moich ludzkich potrzeb zauważyłam notatkę na komodzie.

Ma Petit.

Isabel odbierze cię o 22. dla ciebie sukienkę i biżuterie .

Proszę zrób mi przyjemność i ją załóż. Spotkamy się w pałacu .

Cokolwiek będzie się działo proszę mi zaufać .Nie pozwolę cię skrzywdzić.

Nie zapomnij dać dokumentów posłańcowi.

Znasz zasady. Uważaj na siebie maleńka .

Twój Mistrz Godric

Tylu, przekleństw nie słyszał nikt. Mistrz ja ci pokaże mistrza .

Zarozumiały, arogancki palant .Nie mogłam się powstrzymać stałam i przeklinałam .Niestety odbiorca moje złości nadal spał spokojnie .

Nic nie robiąc sobie z mojej tyrady.

Chwyciłam dokumenty, notatkę i udałam się na górę, zegar w mojej sypialni wskazywał 10. prysznic i wczorajsze przebranie byłam gotowa do pracy.

Mieliśmy gościa, bratanica Pana C. Dianthe siedziała w kuchni. Plotkowała z Amelią. W jadalni Luke czyścił broń. Nigdzie nie było widać Barrego .Sprawdziłam. Chłopak pracował na laptopie ukryty w schowku.

Dianthe nadal miała swój styl z braku lepszego słowa. Od oglądania jej ubrania bolały oczy. Miała na sobie różowe koronkowe leginsy, pomarańczowy top na ramkach i zieloną skórkową kamizele na nogach miała trampki w kratę .Całość dopełniały włosy w kolorze fioletowym.

Uśmiechnęła się do mnie. Ukazując szpiczaste nie ludzkie zęby. Jej głos był piskliwy i przenikliwy mówiła szybko nie zostawiając miejsca pomiędzy słowami.

-WitajmusiszbyćSookieWujprzes yłapozdrowienia.

Co udało mi się rozszyfrować jako. Witaj musisz być Sookie, wuj przesyła pozdrowienia.

- Hej Dianthe szeryf uprzedził mnie o twojej wizycie, dokumenty są podpisane. Pozdrów ode mnie wujka. Poproś, żeby poinformował Dziadka.

Po kiwała głową. Schowała dokumenty do małego żółtego plecaka, po czym wyrzuciła z siebie kolejny potok słów.

-Wujwieowszystkimkazałciuważa ćnakrólaisłuchaćszeryfa. Muszęuciekaćwujczeka,dziadekjestświadomywkrótceAm elio, Sookie

Co brzmiało mniej więcej tak : Wuj wie o wszystkim. Kazał ci uważać na króla i słuchać szeryfa. Muszę uciekać wuj czeka dziadek jest świadomy sytuacji. Do zobaczenia wkrótce Amelio, Sookie.

Po czym pobiegła do drzwi i zniknęła. Gdybym nie była tak zdenerwowana mogła, bym się tylko śmiać .Witaj moje nowe normalnie nie normalne życie .

Luke wszedł w przebraniu do kuchni z torbą wyładowaną bronią.

- Sookie , jeżeli jesteś gotowa mamy dużo pracy.

- Tak już idę. Tylko złapie coś do jedzenia.

Szczęśliwie Amelia upiekła muffiny. Kocham ciasto czekoladowe na śniadanie .Wiem nie zdrowe i złe dla figury .

Dlatego Amelia nosi rozmiar 34 a ja 38 . Kubek kawy poprawił mój nastrój.

Bez słowa udaliśmy się do firmy ogrodniczej, niebieski Van już na nas czekał. Podróż do kościoła upłynęła w milczeniu. Każdy z nas zmagał się z własnymi problemami. Ja po prostu robiłam wszystko, żeby nie myśleć o nadchodzącej noc .Miałam bardzo złe przeczucia.

Po rozmieszczeniu narzędzi każdy zajął się swoją pracą. Luke obserwował okolice udając, że naprawia dach nad werandą. Ja pracowałam na krzewami w rogu ogrodu całkowicie skupiona na nasłuchu osób w kościele. Liczyłam na mały cud .Gabe obserwował nas z okna korytarza .Myślał o nowych rekrutach i składzie broni. Zastanawiał się czy uda się wszystko przeprowadzić bez problemu.

Mieli już załatwione samochody ukryte w magazynie na obrzeżach miasta. Akcja miała ruszyć w czwartek zakładając,że mamy wtorek zostało nam bardzo mało czasu .

Denerwował się przyjazdem ludzi z Las Vegas. Nie lubił ich. Za to Newlin ich uwielbiał. Był podekscytowany zbliżającą się akcją. Uważał to za ukoronowanie jego kampanii zwalczania dzieci szatana.

Mój nasłuch został przerwany przez nadejście nikogo innego niż Pani Newlin. Uśmiechała się w bardzo sztucznie wymuszony sposób. Od jej słodyczy zanosiło mi się na wymioty ,nie tylko mnie czytając myśli Mika.

- Przepraszam miło was poznać jestem Sarah Newlin .Widzę ,że pracujecie dla Pani Connery .Mogę wiedzieć, kiedy możemy spodziewać się powrotu naszej kochanej sąsiadki ?

- Przykro mi proszę Pani, ale niestety nie wiem. Polecono nam dokonać drobnych napraw i zadbać o ogród.

Odpowiedział jej równie słodkim tonem Mike. Pani Newlin była zniesmaczona brakiem wiadomości jej mąż bardzo nalegał na zakup tego domku. Jej myśli biegły do jutrzejszej kolacji , którą wydawała na cześć gości z Las Vegas .Myślała także, o nowych bojownikach słońca , którzy mieli przybyć w czwartek .

- Nie będę wam przeszkadzać miłej pracy kochani.

Wróciliśmy do swoich zajęć. Szukałam umysłu Wielebnego, nie udało mi się go zlokalizować. Wyłowiłam jeszcze kilka przydatny wiadomości z umysłu jego współpracowników .

Mijały godziny Luke był coraz bardziej nerwowy. Mike myślał, że powinniśmy wracać. Powoli zaczęliśmy sprzątać narzędzia Luke zaniósł drabinę do samochodu , Mike zbierał worki po nawozie .

Po spakowaniu opuściliśmy nasze miejsce pracy, znowu panowałam między nami cisza.

Moje myśli ciągle biegły do godzin wieczornych, ale nie czułam ekscytacji czy radości tylko strach.

Kolejny raz uwięziona jak pionek na szachownicy.

Może Niall miał rację nie należę do tego świata.

Poczułam wstrząs w piersi jak gwałtowna iskra. Dopiero po kilku sekundach zrozumiałam ,że poczułam pobudkę Godrica. Odruchowo zerknęłam na zegar była 17.27. Faktycznie wstaje wcześniej .

Czułam jego emocje podniecenie coś z braku lepszej nazwy głód, ekscytację, skupienie, irytację. Trochę duże tego z samego rana nie sądzicie.

Wilkołaki rozmawiały ściszonym głosem. Mike spoglądał nerwowo w lusterko. Miałam nadzieję, że to wsparcie od wampira, a nie ludzie króla lub Fots.

Uciążliwa była ciągła zmiana samochodu, ale dawało to margines bezpieczeństwa. Nasza podróż została przerwana przez wypadek z udziałem kilku samochodów. Utknęliśmy w korku. Byłam sfrustrowana liczyłam na możliwość rozmowy z Godric, zanim opuści mój dom. To miało być tylko pobożne życzenie , mój telefon został w domu cholera.

I tak spędziliśmy kolejne dwie godziny, zanim udało nam się wyruszyć do domu. Luke robił wszystko, żeby przyspieszyć ten proces.

Do domu dotarliśmy o 20,20 cholera na progu stała zdenerwowana Amelia za nią Isabel. Mentalnie poszukałam Barrgo był bezpiecznie ukryty .Nadal w schowku .Jeżeli spędzi tam jeszcze kilka dni zamieni się w zombi.

- Wreszcie dzwonie i nikt nie odbiera …

Narzekała Amelia jej myśli były pełne makabrycznych scen. Bała się, że coś nam się stało , obecność szeryfa w domu podsunęła jej nowe powody do zdenerwowania.

- Isabel dzięki, że jesteś muszę ci tyle powiedzieć.

Wampirzyca chwyciła mnie za rękę i w ciągła do domu czarownica i wilki zamykały pochód.

- Wskakuj pod prysznic! Nie mamy dużo czasu, przyniosę ci kolację do sypialni.

Wbiegłam po schodach i szybko zrzucają moje przebranie. Miałam nadzieję, że nie będę zmuszona wrócić do domku Pani Connery.

Prysznic zdziałał cuda po zmyciu warstwy makijażu i trzykrotnym umyciu włosów w celu pozbycia się tego okropnego koloru czułam się jak człowiek. Złapałam butelkę olejku migdałowego natarłam dokładnie ciało włosy rozczesałam .Miałam dylemat jak się uczesać postanowiłam prosić o pomoc Isabel. O wilku mowa a Wampirzyca siedziała na moim łóżku czekając aż opuszczę łazienkę.

- Czego się dowiedziałaś Sookie. Znasz już datę?

To by było tyle na temat gry wstępnej, żadnych pytań o pogodę samopoczucie. Oh, wampiry.

- W czwartek w nocy. Planują porwać wampiry, mają ludzi i sprzęt ukryty w magazynie na obrzeżach miasta czekają na rozkaz. Mają broń i przeszkolonych ochotników.

Pani Newlin planuje kolację dla gości z Nevady na jutrzejszy wieczór. Podejrzewam,że przywiozą ostateczne rozkazy .

- Tak masz rację. Atak Nevady powinien ruszyć w niedzielę lub poniedziałek. W sobotę wampiry meldują się u szeryfa .Osobiście stawiam na poniedziałek .

Zjedz kolację.-wskazała na tacę kanapek i kubek herbaty- zadzwonię do Godrica.

Wyszła na korytarz. Słyszałam ich stłumioną rozmowę, nie byłam w stanie nic zrozumieć. Używali jakiegoś starożytnego języka wychwyciłam tylko swoje imię i nazwisko wielebnego. Postanowiłam skupić się na jedzeniu mój żołądek wydawał głodny warkot.

Isabel wróciła do pokoju. Trzymała kilka pudełek i pokrowiec na ubrania, który zawierał sukienkę.

- Twoje ubranie na dziś musimy się pospieszyć.

Z prędkością wampira pobiegła do łazienki po potrzebny sprzęt. Posadziła mnie przy toaletce i zaczęła suszyć i układać moje włosy. Następny w kolejce był mój makijaż . Po kilku minutach miałam miękkie błyszczące loki , które spływały mi na ramiona .Mój makijaż był bez zarzutu z rodzaju widywanych u modelek na czerwonym dywanie .

- Wow Isabel to jest arcydzieło nie sądziłam, że będę tak wyglądać.

Nie mogłam przestać podziwiać swojego odbicia. Wyglądałam pięknie.

- Cieszę się, że ci się podoba Godric będzie zachwycony.

Posłała mi uzębiony uśmiech.

- Sookie włóż sukienkę. Czas ucieka , mamy wiele do omówienia.

Szybko rozpakowała pudełka. Wyjęła piękne czarne lakierowane szpilki , małą pasującą torebkę .Następne pudełko wyjawiło komplet bardzo seksownej koronkowej bielizny .Był stanik typu push up, koronkowe majteczki , pas do pończoch , i jedwabne pończochy.

To było absolutnie piękne, seksowne i kompletnie nie w moim stylu. Stałam tak gapiąc się na łóżko .Miałam nadzieję ,że Godric osobiście nie wybierał tej bielizny. Ten pomysł spowodował gwałtowny rumieniec na moich policzkach.

- Sookie nie mamy czasu.

Isabel wręczyła mi bieliznę popychając mnie w kierunku łazienki. Mimo mieszanych uczuć pasowało idealnie. Jak poznał mój rozmiar? Postanowiłam zgłębić tę kwestię innej nocy.

Opuściłam łazienkę trochę skrępowana moją nagością. Isabel dała mi uspakajający uśmiech efekt zepsuły wystające kły. Suknia leżała na łóżku .Była wspaniała , elegancka w stylu gwiazd Hollywood lat czterdziestych .Ciemnoszara z połyskującego jedwabiu , długa do kostek z dużym rozcięciem sięgającym uda . Góra na szerokich ramionach odsłaniała sporo dekoltu .Mniejsze rozcięcie ukazywało spory fragment pleców .Założyłam szpilki , które pasowały idealnie .Isabel zaprowadziła mnie do lustra .

- Sookie wyglądasz spektakularnie.

Stała gapiąc się na swoje odbicie, nie mogła przestać patrzeć na tą piękną i elegancką kobietę w lustrze. Brakowało mi tylko limuzyny i czerwonego dywanu. Wampirzyca zamocowała na moich uszach kolczyki . Były to delikatne błyszczące kamienie w szlifowane na kształt łzy. Na szyi miałam długi łańcuszek , który idealnie podkreślał mój dekolt .Między moimi piersiami spoczął piękny błyszczący kamień oszlifowany jak kolczyki. To nie może być... To nie jest diament to wyglądało co najmniej na kilka karatów .

- Uh Isabel to nie jest, to co myślę...

Spojrzałam na nią błagalnie. Wskazując na mój dekolt. Isabel się tylko uśmiechnęła .

- Dlaczego nie Sookie każda kobieta potrzebuję diamentów czyż nie?

Zabrakło mi słów. Nie wiem ile to kosztowało suma na pewno była sześciocyfrowa . Cóż ,jeżeli dziś umrę .To umrę piękna i rozpieszczona i z diamentem na szyi.

- Sookie w drogę, bo się spóźnimy.

Potulnie podążyłam za nią. Zmówiłam krótką modlitwę o zachowanie równowagi w obcasach. Amelia i Luke siedzieli w salonie .Barry nadal preferował swoją dziuple.

- Sookie wyglądasz wow.

- Tak poślesz te wampiry do ostatecznej śmierci.

Luke był zachwycony moim wyglądem. Miał kilka fantazji na temat mojego biustu. Posłałam mu karcące spojrzenie. Starał się wyglądać na zawstydzonego .

Isabel pchała mnie do zaparkowanego granatowego mercedesa. Wampiry i ich samochody. Amelia pokiwała nam na progu.

Wampirzyca prowadziła jak na wyścigu, oddalaliśmy się od centrum w kierunku bogatych przedmieść. Nagle zjechała na stację benzynową .

Mnie pogania a o paliwie nie pamięta . Wampiry.

Obok nas zaparkował ciemny sedan .Z powodu ciemnych szyb nie widziałam kierowcy ,mogłam powiedzieć,że był wampirem. Nagle szyba została opuszczona ujawniają małą paczkę zawinięta w aksamit Isabel ostrożnie ją wzięła dając pokłon drugiemu kierowcy .

Jeszcze zanim szyba wróciła na swoje miejsce sedan odjechał .To było niepokojące spotkanie. Isabel ruszyła w przeciwnym kierunku , wyjęła telefon .Zadzwoniła do Godrica wlew krwi poprawił moje zmysły wykładniczo .Rozmowa odbyła się kolejny raz w nieznanym mi języku .Miałam tego dość.

Isabel zakończyła rozmowę i podała mi aksamitną paczuszkę .Była stosunkowo ciężka.

Patrzyłam na wampirzycę z prośbą o wyjaśnienie. Aksamitny pakunek był przewiązany złoty sznurem .Bałam się co może być w środku. Isabel albo nie mogła lub po prostu nie chciała mi udzielić odpowiedzi .

Godric prosił ,aby ci przypomnieć o zasadach .Nie odzywaj się pierwsza. Jeżeli chcesz lub musisz coś powiedzieć proś o pozwolenie szeryfa. Zwracaj się z szacunkiem i nazywaj go Mistrzem .Król przebywa w swoim domu na obrzeżach Dallas .Będzie tylko kilka jego najbliższych współpracowników. Nie patrz na inne wampiry i obojętnie co będzie się działo podążaj za tym,co robi Godric. Nie patrz nikomu w oczy. Paczuszkę wręczysz Godric przed królem .Zostaw neutralny wyraz twarzy i nie rób scen. Inaczej wszyscy spotkamy śmierć.

Przerażenie to mój nowy stan psychiczny .Miałam żal do losu ,że podarował mi telepatie zamiast teleportacji .Gdybym mogła zniknąć i pojawić się w domu Gran. Wszystko byłoby jak dawniej przed, nastaniem ery wampirów.

Byłam roztrzęsiona .Reszta podróży przebiegła w ciszy .Moje dłonie były śliskie od potu .Nawet nie zarejestrowałam momentu, w którym dotarłyśmy na miejsce. Moje drzwi zostały otwarte i dwóch uzbrojonych strażników wraz z Isabel znalazło się przy moim boku. Nie miała szansy przyjrzeć się budynkowi.

Podwójne drzwi prowadziły do długiego korytarza .Kolejne drzwi strzeżone przez dwa potężne wampiry .Nie żartuje byli ogromni. Isabel coś powiedziała i zostaliśmy wpuszczeni do środka.

Moi dwaj strażnicy pozostali na korytarzu. Pokój był ogromną biblioteką połączoną z salą konferencyjną . Ciemna drewniana podłoga pokrywał drogi perski dywan .Ściany zasłaniały półki do samego sufitu pełne książek oprawionych w skórę .Po lewej stronie przy rozpalonym kominku stał Godric w towarzystwie trzech nieznanych mi wampirów.

Wyglądał oszałamiająco w ciemnoszarym garniturze i szarej koszuli idealnie dopasowanej do mojej sukni. Nerwowo ściskałam torebkę i paczuszkę w ręku.

Nasze przybycie zatrzymało toczącą się dyskusję.

Godric posyłam mi falę spokoju dzięki więzi ,nie lubiłam takiej ingerencji w moje uczucia. W tej konkretnej chwili była wdzięczna.

Wampiry odwrócił się w naszym kierunku .

.Godric podszedł powoli do mojego boku. Isabel cofnęła się w kierunku drzwi . Wzięłam głęboki oddech moje serce biło jak szalone .Niestety reakcja mojego organizmu nie pozostała niezauważona .Chwyciłam paczuszkę w obie dłonie i skłoniłam głowę.

Godric zabrał pakunek z moich wyciągniętych dłoni .Powoli tak aby wszyscy w pomieszczeniu widzieli rozwiązał ozdobny sznur odsłaniając połyskujący sztylet.

Nie był to zwykły nóż ,tylko misternie rzeźbiony starożytny nóż ceremonialny .Skąd to wiem zapytacie .Otóż podobny lub taki sam był przedstawiony na rycinie w jednej ze stary ksiąg, które Eric przechowywał w schowku.

To konkretne ostrze służyło do rytuału zaślubin.

Czas stanął w miejscu tak jak moje serce.

Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w Godrica. Z czcią trzymał nóż do ust i pocałował ostrze .

-Akceptuję.

Powiedział donośnym głosem .

Wtedy wydarzyło się kilka rzeczy .Isabel wypuściła głęboki oddech .Krępy niski mężczyzna wydał głęboki zwierzęcy ryk ,który zakładałam ,że jest Michael Donato król stanu Teksas. Godric zbliżył się do mnie, a dwa inne wampiry stały sztywno jak figury woskowe.

Napięty moment przerwało pojawianie się Pana Cataledisa z grubą kopertą .Zawsze elegancki i nienagannie ubrany prawnik wyglądał jak by był w dużym pośpiechu .

Nie byłam w stanie odczytać jego umysłu. Demon wyglądał na zdenerwowanego i wstrząśniętego .

Podążyłam za jego wzrokiem. Nie mógł oderwać wzroku od noża .Po chwili spojrzał na szeryfa potem na mnie.

Zreflektował się po kilku sekundach skłonił głowę do króla , który patrzył na Godric i mnie . Podszedł i wręczył królowi kopertę. Donato, chciał ją rzucić na biurko, ale coś zatrzymało ten ruch .Szybko zerwał woskową pieczęć i zaczął czytać . Przez jego twarz przemknęła cała gama emocji .Po czym wrócił do wampirzej maski . Spojrzał na Godrica i zaczął się głośno śmiać .Wszyscy w pomieszczeniu oprócz Pana C. sprawiali wrażenie zdezorientowanych .

Czułam napięte mięśnie szeryfa oraz jego zaskoczenie .Powoli podniosłam wzrok na inne wampiry przede mną .Król w rozmytym ruchu stanął blisko mnie .Godric warknął . Isabel przysunęła się do mojego boku .Donato z uśmiechem ujął moją dłoń i skłonił głowę.

- Księżniczko ,witaj w moich skromnych progach.

Powiedział zachrypniętym głosem z lekkim obcym akcentem .Godric dosłownie zesztywniał u mojego boku i jeżeli to możliwe zbladł. Czułam cały wir emocji dzięki więzi .Niedowierzanie, zaskoczenie ,obawa ,ale nie strach , złość ,desperację ,żal. Musiał zauważyć moją reakcję, gdyż szybko zamknął łączący nas link.

To nie było dobre . Co tu się stało? Byłam zdezorientowana , czułam się jak bym spadała. Król wyprostował się uśmiech nadal na jego ustach.

-Pozostaje mi tylko gratulować...

Moje serce biło jak szalone .Miałam ochotę krzyczeć .Podświadomie znałam odpowiedź .Tylko nie potrafiłam jej zaakceptować .

Wszyscy nadal staliśmy w bibliotece zamrożeni na swoich miejscach , tylko król wesoło przechadzał się po pomieszczeniu.

Kolejny raz chciałam się obudzić w mojej sypialni w Bon Temps .Tyle że, to był koszmar na jawie...

TBC

Jak do tej pory najdłuższy rozdział. Wszyscy z was domyślili się co się stało . Jak myślicie jak zareaguje Sookie? Będzie walczyć czy ucieknie? Co było w liście do króla ? Kto dostarczył sztylet?

Tak wiem bardzo dużo pytań ...a jeszcze co z planowanym atakiem ? Kiedy pojawi się Eric i co powie o swojej macosze? Dlaczego Godric nie powiedział o swoim drugim dziecku?

Wiem jestem złośliwa .

Pozdrawiam wszystkich czytelników , zapraszam do dyskusji.