Witajcie po małej przerwie. Już troszkę wyszłam z tej "wprawy" przy pisaniu Z innego punktu wiedzenia więc wybaczcie mi, że ten rozdział będzie gorszy od wcześniejszych lecz postaram się to nadrobić w następnych. Tradycyjnie przepraszam za wszystkie błędy, których z pewnością jest sporo.

Pozdrawiam ;)

- Lawliettxox


Harry od rana czuł cię okropnie. Jego głowa pulsowała niewyobrażalnym bólem a miejsce na czole, w którym zwykle znajdowała się blizna, wydawało się być zaczerwienione i tam również czuł piekący ból. W nocy zbudził go koszmar. Śnił mu się wąż pełzący w jego kierunku. Szeptał coś lecz Harry nie potrafił zrozumieć. W końcu zwierze rzuciło się na niego a on obudził się ciężko dysząc.

Gdy dyrektor wezwał go dziś rano, pierwsze o czym pomyślał to o powiedzeniu mu o wszystkim. O tym, że ze Snapem postanowili zamienić się ciałami i o tym, że eliksir nie zadziałał tak jak powinien i teraz utknęli w nie swoich ciałach lecz przypomniał sobie co powiedział mu Mistrz Eliksirów i postanowił, że jeszcze się wstrzyma. Szedł w stronę gabinetu wciąż czując ból, który starał się ignorować. Oddychał ciężko a przed oczami co chwile robiło mu się ciemno. Wszedł do gabinetu a to co zobaczył niemal zwaliło go z nóg. Na krześle przed dyrektorem siedział Snape z cierpiętniczą miną a obok Syriusz Black. Harry poczuł, że oczy zaczynają go piec a łzy wzbierają się w nich. Coś w środku żołądka boleśnie mu się skręciło gdy ujrzał jak promienny uśmiech na ustach jego ojca chrzestnego blednie gdy tylko jego wzrok dostrzegł go w drzwiach. Widział, jak mężczyzna patrzył na niego nienawistnie i to sprawiało mu niemal fizyczny ból.

- Co on tu robi? - Syriusz warknął wskazując na Harrego w ciele Snape'a.

Harry wiedział. Wiedział, że jego ojciec chrzestny patrzy tak nie na niego, a na Mistrza Eliksirów, którym myślał że jest ale to wcale nie zmieniało faktu, że osobą, która siedzi obok Syriusza nie jest on, a Snape i że to nie do niego mężczyzna się uśmiecha, a do Snape'a.

- Syriuszu proszę, uspokój się - odezwał się dyrektor. Wskazał Harremu krzesło, położone daleko od Syriusza. Harry usiadł ze ściśniętym sercem.

- W porządku. Uspokoję się, jeśli on wyjdzie - powiedział. Harry tylko siedział niezdolny do powiedzenia czegokolwiek. Dyrektor przyglądał mu się podejrzliwie lecz nie zwracał na to uwagi. Mając dość wściekłego spojrzenia swojego wujka chrzestnego, wstał i już miał zamiar kierować się do wyjścia.

- Syriuszu - Snape powiedział miękko lecz w jego głosie kryła się stanowczość. Patrzał twardo na mężczyznę, który w mgnieniu oka zmiękł usłyszawszy swojego chrześniaka. Harry, który wciąż milczał teraz przyglądał się Mistrzowi Elisksirów.

- Więc - zaczął dyrektor - jak już wspomniałem wczoraj, w Ministerstwie toczy się sprawa odnośnie uniewinnienia Syriusza - wzrok starszego mężczyzny powędrował ku "Severusowi" jakby liczył na atak i sprzeciw lecz Harry jedynie przytaknął w duchu ciesząc się z wieści.

- Severusie - zwrócił się do swojego zaufanego Mistrza Eliskirów - chciałbym, abyś na spotkaniu spróbował dowiedzieć się, czy Czarny Pan już o wszystkim wie. Nagłe schwytanie Petera nie może być przypadkiem.

Harry ponownie przytaknął.

- Myślisz, że Voldemort specjalnie oddał swojego sługę w ręce Ministerstwa? - zapytał Syriusz, który już się uspokoił.

- Na razie pozostaje nam tylko domyślać się, jakie plany ma Tom Riddle - dyrektor zamyślił się - jest bardzo nieprzewidywalny.


Harry wyszedł z gabinetu pierwszy. Nie mógł znieść nienawistnego spojrzenia swojego ojca chrzestnego. Czekał na korytarzu na Snape'a, który po chwili wyszedł w towarzystwie Syriusza. Gdy tylko Severus dostrzegł Harrego, wykorzystał to jako świetną okazję do zbycia Black'a.

- Muszę już iść - powiedział i nie czekając na odpowiedź skierował się w stronę Gryfona. Syriusz przez chwilę jeszcze patrzył zdezorientowany w stronę swojego chrześniaka nim po chwili wrócił do gabinetu dyrektora.

- Mógłbyś być dla niego milszy - skarcił go Harry. Nie podobało mu się sposób, w jaki Severus zachowywał się wobec Syriusza.

- To twój pies, Potter. - odparł ostro.

- Ale on myśli, że jesteś mną! - powiedział nieco za głośno – pomyśli, że mi nie zależy.

Harry nie mógł stracić Syriusza. Po prostu nie mógł. Zamyślił się chwilę. Szli w stronę kwater Snape'a oboje pogrążeni w swoich myślach. W końcu dotarli na miejsce. Severus zniknął, w swoim prywatnym składziku na eliksiry. Krzątał się chwilę jakby czegoś szukał.

- Dlaczego dyrektor myśli, że Voldemort celowo oddał Glizdogona? - zapytał Harry przerywając ciszę.

- Choć Dumbledore i Czarny Pan są skrajnie odmienni to łączy ich kilka podobnych cech. Jedną z nich jest zdolność świetnego manipulowania ludźmi. Dyrektor po prostu wie, czego może się spodziewać po nim ponieważ mają dość podobny tok rozumowania.

Harry zmarszczył brwi gdy tylko usłyszał jak Mistrz Eliksirów porównuje Dumbledore'a do Voldemorta. Zawsze uważał, że są to osoby, które nie mają nawet jednej cechy wspólnej. Dyrektor oddaje całego siebie dobru i już chciał zaprzeczyć, temu co powiedział starszy mężczyzna lecz ostatecznie powiedział tylko:

- Rozumiem.

Harry był przybity i nie miał najmniejszej ochoty na kłótnię z Mistrzem Eliksirów.

- Co zrobimy? Musimy coś zrobić – odparł.

- Wiem Potter. Pracuję nad tym.

Snape stał przed regałem i przeglądał stare księgi. Niektóre z nich otwierał a inne odkładał na półkę zaraz po przeczytaniu tytułu.

- W porządku. Jak mogę pomóc? - zapytał. Harry nie lubił być odstawiany na boczny tor w takich sprawach.

- Po prostu się nie wtrącaj.


- Dyrektorze, nie wydaje ci się, że Harry zachowuje się nieco dziwne? - zapytał gdy tylko zajął miejsce przed biurkiem Dumbledore'a.

- Dziwnie? Nonsens – dyrektor zaprzeczył nalewając herbatę do dwóch filiżanek.

- Wydaje się jakby zupełnie nie ucieszył się na mój widok – Syriusz zrobił minę zbitego psa.

- Harry jest bardzo dojrzały jak na swój wiek i może faktycznie nie zawsze zachowuje się tak jak reszta jego rówieśników lecz...

- Ale dyrektorze, Harry jest bardzo podobny do Jamesa.

Dyrektor spojrzał na Syriusza. W jego oczach można było dostrzec nieco smutny błysk a na jego czole pojawiło się kilka zmarszczek więcej.

- Poczęstuj się dropsem, mój drogi chłopcze. Pozwól, że coś ci pokażę.

Po czym wstał i wskazał na swoją myślodsiewnię.


Pamiętajcie o zostawieniu po sobie komentarza ;)