A/N: Witajcie! Miałam małą blokadę, która trwa do teraz, lecz na szczęście udało mi się napisać rozdział na czas. Potrzebuję Waszego wsparcia w postaci komentarzy, więc po przeczytaniu zostawcie coś po sobie, jeśli Wam się podobało.

Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt! :)


Wewnątrz mnie, gdzieś w środku siedzi potwór, który gładzi moją duszę swym ognistym językiem. Pozornie spokojny i nieaktywny, lecz wciąż czuwa i wie, kiedy zaatakować.

Ognisty język przecina mnie w pół.

- Słuchasz mnie w ogóle? - pyta Ethan siedzący obok. Na widok mojej zdezorientowanej miny, z politowaniem kiwa głową.

- Co? Och, tak – odpowiadam automatycznie.

- Dość tego, Harry, ostatnio dziwnie się zachowujesz – mówi. - Jutro zaczyna się nowy rok szkolny. Co ty na to, żebyśmy gdzieś wyszli?

- Ale jak to, teraz? - pytam zdezorientowany.

- Tak, teraz.. - Chłopak wstaje i pociąga mnie za ramie. - No już, chodź.

Spoglądam pośpiesznie w stronę Malfoya, który również zdezorientowany patrzy, jak Ethan odciąga mnie od stołu. Na chwile nasze oczy zatrzymują się na sobie, lecz trwa to zaledwie parę sekund. Po chwili blondyn prycha i wściekły spuszcza wzrok na swój talerz, niby od niechcenia.

Przyglądam mu się jeszcze przez chwilę, nie wiedząc jak odczytać jego reakcję, lecz po chwili uchwyt Ethan na moim ramieniu i odwracam się w jego stronę. Oboje wychodzimy z zamku i kierujemy się w stronę jeziora, który znajduje się niedaleko. Gdy w końcu docieramy na miejsce, Ethan opada na trawę, a ja obok niego. Pogoda jest przyjemna a słońce wesoło świeci nad nami. Wokół cisza i spokój. Słychać jedynie odgłosy zwierząt z Zakazanego Lasu. Odchylam się w tył i kładę na trawę. Niebo również jest piękne, otula je zaledwie kilka chmur, które poruszają się w powolnym tańcu. Wiatr lekko rozwiewa kosmykami moich włosów, które swobodnie opadają na moje czoło. Uśmiecham się, szczerze i to jest dobre.

- Wiesz, Harry, zastanawiam się, jak to teraz będzie – słyszę głos obok. - To znaczy, nadal będziemy się przyjaźnić, no nie?

Przytakuję lekko.

- To fajnie – odpowiada. - Hej, mam pomysł.

Patrzę na niego, jak nagle wstaje i pośpiesznie ściąga z siebie ubranie oraz buty. Chcę zapytać po co to robi, lecz po chwili widzę tylko, jak z rozbiegu wskakuje do jeziora. Woda chlapie wszystko wokół. Wstaję gwałtownie, czekając, aż się wynurzy. Mija kilka sekund, gdy nagle widzę czubek jego głowy, a po chwili jej całość.

- Wskakuj, Harry! - krzyczy. - No dalej!

Nie zastanawiając się nad tym więcej, ściągam koszulkę przed głowę i rzucam w kąt a po chwili buty i spodnie dołączają do niej. Wskakuję do wody i po chwili zanurzam się w niej cały. Słyszę wiwaty i wesołe krzyki Ethana, który zatacza w wodzie kółka, nurkuje i pływa.

Wynurzam się i spoglądam na niego. Podpływa bliżej i staje naprzeciw mnie. Podnosi ręce i zbliża je do mojej twarzy. Po chwili czuję, jak ściąga mi okulary z oczu i składa je starannie. Wzrok zamazuje mi się i odtąd widzę jedynie niewyraźne plamy i kontury.

- Hej, oddawaj – mówię, rozglądając się dookoła.

- Będziesz musiał mnie znaleźć – słyszę gdzieś obok.

Mrużę oczy, lecz nie jestem w stanie niczego dostrzec. Po chwili czuję dłonie na swoich kostkach i Ethan pociąga mnie z dół. W ostatnim momencie udaje mi się nabrać powietrza, zanim cały znajduję się pod wodą. Wierzgam nogami i rękami, kiedy on nagle puszcza moje nogi i wypływa na powierzchnię. Postępuję dokładnie tak samo. Gdy tylko się wynurzam, czuję, jak nakłada moje okulary z powrotem na mój nos i znów jestem zdolny do widzenia wyraźnie.

W udawanym gniewie nabieram wody do rąk, które układam w kształt łódki, i ochlapuję go. Po chwili oboje śmiejemy się głośno, nie mogąc przestać.

- Potter! - słyszę i natychmiast kieruję głowę w kierunku, z którego dochodzi głos. Na trawie, niedaleko naszych ubrań stoi Malfoy, dumny i wyprostowany, ale również niewyobrażalnie wściekły.

- Malfoy? - pytam zdezorientowany.

- Chodź tu, natychmiast! - krzyczy.

Już mam zamiar odpowiedzieć, lecz ubiega mnie głos Ethana.

- Niby dlaczego miałby się ciebie słuchać? - prycha.

Malfoy kieruje swój wściekły wzrok na chłopaka.

- Nikt nie pytał ciebie o zdanie, Madley, więc wróć do swojego pluskania – odpowiada z kpiną w głosie.

Widzę, jak Ethan cały się spina i gotów jest do odpowiedzenia z równą złością, lecz ubiegam go, ruszając i wychodząc z wody. Nie potrzebuję teraz kłótni.

- Musimy porozmawiać – mówi, gdy stoję już niedaleko.

Pospiesznie chwytam za bluzkę, i zakładam ją na wciąż mokre ciało. Tak samo postępuję z spodniami. Ubrania przylegają do mojego wilgotnego ciała, lecz ignoruję to. Widzę, jak Ethan wychodzi z wody, lecz nie kłopocze się z ubieraniem. Podchodzi do mnie i chwyta mnie za łokieć. Gwałtownie i mocno.

- Nie musisz z nim iść – mówi, posyłając gniewny wzrok w stronę blondyna, który jedynie prycha w odpowiedzi.

- To nie zajmie długo – odpowiadam. - Spotkamy się później?

Lecz ręka Ethana wciąż zaciska się na moim łokciu.

Po chwili Malfoy podchodzi bliżej.

- Odejdź, chyba że tak bardzo pragniesz naprawić mi buty, w takim razie nie krępuj się. Z pewnością jesteś do tego przyzwyczajony. Nie? To zjeżdżaj.

Uścisk na mojej ręce powoli zanika, aż w końcu w ogóle go nie ma. Patrzę, jak Ethan ubiera się pospiesznie i po chwili odchodzi. Spoglądam na jego sylwetkę, która z każdym krokiem znajduje się coraz dalej. Czuję, że muszę coś zrobić, coś powiedzieć. Waham się zaledwie chwilę, zanim podbiegam do niego.

- Hej, Ethan, zaczekaj – mówię. - Ja...

- W porządku, Harry – przerywa mi. - Wiem, że to nie twoja wina. Spotkamy się później, okej?

Nie czekając na moją odpowiedź, wymija mnie i odchodzi. Nie zatrzymuję go tym razem, jedynie patrzę jak odchodzi, następnie odwracam się na pięcie i wracam do wciąż wściekłego Malfoya. Nie wiem, skąd bierze się jego gniew i zupełnie tego nie rozumiem. W tej chwil jestem na niego równie zły, jak on na mnie i nie zamierzam tego ukrywać.

- Nie musiałeś tego mówić – mamroczę gniewnie. - Co to miało w ogóle znaczyć?

- Och? Twój drogi przyjaciel nie pochwalił ci się, czym od wieków zajmuje się jego rodzina? Szewc z pokolenia na pokolenie, doprawdy – prycha.

Czuję gniew pod skórą, z każdym jego słowem. Mam ochotę uderzyć go, mocno i gwałtownie i następnie patrzeć, jak zatacza się i upada. Lecz nie robię tego, staram się jak mogę, by zapanować nad swoim gniewem.

- Jak śmiesz, Malfoy! - wybucham. - Dlaczego tak bardzo cieszy cię szczęście skradzione od kogoś innego? Uśmiech skradziony z czyichś ust. Nie możesz po prostu znaleźć sobie innego powodu do radości?

- Słuchaj – mówi niewzruszonym głosem, zupełnie ignorując moje słowa. - Przyszedłem tu, żeby powiedzieć ci, że jeszcze w tym tygodniu musimy wyruszać.

- Niby gdzie?! - warczę.

- Jak to gdzie? Musimy znaleźć tego mężczyznę, któremu udało się odwrócić zaklęcie. Musimy od czegoś zacząć!

Nie wytrzymuję. Zaciskam pięści i łypię na niego ostro.

- My musimy?! Ty nie musisz niczego, Malfoy. Proszę, jesteś wolny i możesz robić sobie ze swoim cholernym życiem to, co ci się podoba!

Odwracam się na pięcie i odchodzę, lecz zdążam zrobić zaledwie parę kroków, gdy rozgniewany głos blondyna dochodzi do moich uszu.

- Nie mów mi, że mogę robić co chcę, Potter. Przecież po to mi pomogłeś! - podchodzi bliżej i staje naprzeciw mnie. - Chciałeś, żebym potem to ja – wskazuje palcem na siebie – pomógł tobie – przyciska swój palec do mojej piersi.

- Zrobiłem to... - wypluwam w jego stronę. – Zrobiłem to bezinteresownie, ty dupku! Zrobiłem to, bo wówczas myślałem, że może... że może nie jesteś taki, jaki przez te wszystkie lata sądziłem, że jesteś.

Odsuwam się.

- Jak widać, myliłem się – i odchodzę. Z każdym krokiem czuję, jak gniew mnie opuszcza. Jak ulatnia się z mojej skóry i rozpuszcza się, jak znika w pył.

- A co z zaklęciem? - krzyczy, gdy jestem już daleko.

Odwracam się jeszcze raz.

- Wsadź je sobie!


- Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - pyta dyrektor McGonagall, siadając na fotelu, obok łóżka, na którym leży Severus Snape. Mężczyzna odwraca wzrok w jej stronę, lecz nic nie mówi. Odpowiedź pozostawia ciszy. Rozgląda się dookoła, marszcząc brwi.

- Może potrzebujesz czegoś? - pyta znowu, lecz Snape wciąż milczy. - Och na Godryka, Severusie! Odezwij się w końcu!

- Co z Potterem? - odpowiada się w końcu, lecz to co wydobywa się z jego gardła brzmi jak zachrypnięty szept. Jego głos nie był od tak dawna używany. Minerwa prędko podaje mu szklankę wody, którą bez wahania wypija do dna.

- Wszystko w porządku. To znaczy, tak mi się wydaję – przyznaje.

- Co to znaczy, że tak ci się wydaje? - pyta już normalnym głosem.

- On oczywiście mówi, że to nic takiego, lecz Poppy sądzi, że to może być coś poważnego. On, no cóż, stracił przytomność.

Severus podnosi się nagle do pozycji siedzącej i rozgląda się w poszukiwaniu swoich szat. Dostrzega je na krześle obok. Odkrywa się z kołdry i siada na łóżku. Jego stopy niemal stykają chłodnej podłogi.

- Severusie! Co ty wyprawiasz?!

Lecz Snape zupełnie ją ignoruje. Wstaje nagle i przez chwile czuje, jak nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Niemal upada, lecz w ostatnim momencie udaje mu się złapać za oparcie łóżka.

- Powiedz mu w takim razie, że chciałbym porozmawiać z nim jak najszybciej – mówi, po czym zabiera swoją szatę i znika na chwilę za parawanem.

Gdy wraca, jest już w pełni ubrany w swoje długie, czarne szaty. Gotowy do wyjścia, ostatni raz rzuca spojrzeniem na osłupiałą Minerwę i wychodzi.

Severus nie jest mężczyzną, którego długo można utrzymać w jakimś miejscu bez jego wyraźnej zgody i chęci. Dodatkowo, nienawidzi szpitali w każdej formie, dlatego jego pobyt tam musiał zostać skrócony do minimum. Czuje się doskonale i nie potrzebuje nikogo, żeby skakał nad nim i badał.

Musiał przygotować się do jutrzejszych zajęć, wszystko musi być gotowe. Jego lochy, które o każdej porze dnia szczycą się swoim mrokiem i spokojem. Tajemniczość w swej naturze.

Pasuje tam jak ulał, i nie ma siły, która mogłaby zmusić go, by z nich zrezygnował.

Z końca korytarza dostrzega ruch więc przyspiesza nagle. Nawet jeśli do jutra nie może rozdawać szlabanów, to z pewnością nie wyszedł z wprawy w złośliwych uwagach i komentarzach, które były dopełnieniem całej jego egzystencji.

Ten ktoś również słyszy jego obecność i odwraca się nagle. Obaj nagle sapnęli ze zdziwienia, gdy stają twarzą w twarz. Przez chwile panuje cisza, a żaden z nich nie odważył się odezwać. W końcu Severus postanowia zakończyć milczenie:

- Dracon? - pyta. - Co ty tu robisz?

Chłopak jedynie mierzy go wzrokiem.

- Mógłbym zadać panu to samo pytanie – prycha.

- Przestań się ze mną bawić, szczeniaku – warczy. - Zapomniałeś, że jestem po twojej stronie?

Mina chłopaka zmienia się nagle na zakłopotaną.

- Pytasz o to, dlaczego nie jestem w Azkabanie?

Mężczyzna przewraca oczami.

- Nie. Pytam o to, co jadłeś na śniadanie - odpowiada z sarkazmem. - Oczywiście, że tak.

- Uniewinnili mnie - tłumaczy. - Wybacz, ale muszę znaleźć teraz pewnego irytującego gryfona i przemówić mu do rozsądku.

Patrzy, jak Draco wymija go i odchodzi, zostawiając go samego. Severus kręci głową i pomału odchodzi do swoich komnat by ostatni raz nacieszyć się ciszą i spokojem, zanim dnia następnego do Hogwartu zawita chama denerwujących uczniów.