Dochodziła ósma wieczorem. Bezowocne poszukiwania zaczynały coraz bardziej irytować Phantomhive'a. Poruszali się bardzo powoli. Sprawdzali dokładnie każdy pokój, każdy zakurzony kąt, każdy centymetr każdej ściany. I nic. Jeszcze bardziej jednak irytujące było zmęczenie, które coraz intensywniej odczuwał. Dlaczego był taki słaby? Nie chodziło o to, że otaczali go obcy ludzie, a nawet wręcz przeciwnie, bo co chwilę widział u nich tłumione ziewnięcia. Najgorszy był Sebastian. Ciel mógłby się założyć, że gdyby tylko demon dowiedział się, że jego pan nie ma siły iść dalej zaproponowałby coś równie kompromitującego jak wzięcie go na ręce czy też zarządzenie przerwy i przygotowanie mu posłania. A na to młody hrabia nie mógł pozwolić.

Nie mógł też opędzić się od okropnej myśli, że jego ciało wciąż jest wyczerpane po ostatnim posiłku demona i to właśnie dlatego nie jest w stanie normalnie funkcjonować.

- Paniczu Phantomhive – usłyszał tuż przy swoim uchu. Denning zatrzymał się i dał znak swoim ludziom, by zrobili to samo. – Myślę, że na dzisiaj powinniśmy zakończyć. Jest już późno i wszyscy zapewne mamy dość. Zaczniemy znowu jutro z samego rana.

Ciel musiał się bardzo starać, by nie odetchnąć z ulgą i by jego odpowiedź nie zabrzmiała zbyt entuzjastycznie. Pokój, który wybrali na „sypialnię" musiał być kiedyś czymś w rodzaju salonu. na środku stał dębowy stół, który zaskakująco dobrze zniósł beznadziejne warunki, w przeciwieństwie do stojącej przy nim przeżartej przez mole sofy. Największą zaletą pomieszczenia były wielkie, wychodzące na ogród okna. Większość szyb została wybita dzięki czemu duszący zapach zniszczonego przez czas budynku był tu łatwiejszy do zniesienia.

- Cóż, panie hrabio, zaproponowałbym ci sofę, ale w obecnej sytuacji byłoby to chyba odrobinę niegrzeczne – zażartował Richard, na co Phantomhive mimowolnie uśmiechnął się szeroko.

- Ma pan całkowitą rację, panie Denning – zgodził się z przesadnie uprzejmym uśmiechem na twarzy. – Dlatego właśnie, z czystym sumieniem, odstępuję ją panu.

Policjant roześmiał się głośno i po przyjacielsku klepnął chłopca w ramię.

- No, no, muszę przyznać, że ciekawy z ciebie dzieciak – stwierdził, uśmiechając się do niego ciepło. – Jak to wszystko się skończy bardzo chętnie spotkam się z twoimi rodzicami.

- Z tym może mieć pan problem – zauważył Ciel. Zdziwiony mężczyzna uniósł wysoko brwi. Hrabia tylko wzruszył ramionami. – Nie żyją.

Spodziewał się teraz jakiejś irracjonalnej próby pocieszenia, fali współczucia czy też pytań o to, jak można mu pomóc. Denning jednak zaskoczył go. Jego twarz stężała, w oczach pojawiło się szczere współczucie i wyglądał tak, jakby zamierzał coś powiedzieć. W ostatniej chwili ugryzł się jednak w język, położył chłopcu dłoń na ramieniu i zacisnął ją lekko. Zupełnie jakby wiedział, że cokolwiek innego nie tylko uraziłoby dumę młodego hrabi, ale także zraniłoby go. Życzył mu jeszcze tylko dobrej nocy i odszedł pod ścianę, by przygotować sobie miejsce do spania.

Phantomhive postanowił dać sobie spokój z ukrywaniem zmęczenia. Ziewnął przeciągle i biorąc przykład z Denninga usadowił się pod ścianą. Sebastian podszedł do niego z kocem i najwyraźniej zamierzał coś powiedzieć. Niestety, Ciel nie miał zamiaru słuchać demona, prychnął tylko pod nosem, odwrócił od niego głowę i oparł ją na podciągniętych pod brodę kolanach. Aby zwalczyć, niemal równie irytujący co zmęczenie, chłód objął się ramionami. Miał zamiar całkowicie zignorować lokaja i z braku lepszego zajęcia zaczął przyglądać się policjantom. Efektem tych obserwacji było spostrzeżenie, że cała ich grupa liczy siedemnaście osób. Czyli w najlepszym wypadku zostało im pół miesiąca… Jego ciałem wstrząsnął dreszcz i to bynajmniej nie spowodowany zimnem.

Demon zmartwił się widząc zachowanie swojego pana. Uklęknął przy nim i delikatnie ujął dłonią jego twarz zmuszając go do spojrzenia mu prosto w oczy.

- Paniczu, to, co robisz, nie ma najmniejszego sensu – powiedział Michaelis. Mówił powoli i dobitnie, tak, aby sens jego słów na pewno dotarł do chłopca. – Rozumiem, że chcesz teraz za wszelką cenę zrobić mi na złość, ale pomyśl logicznie. Tym, co robisz bardziej krzywdzisz siebie niż mnie. Jeśli się rozchorujesz oboje na tym ucierpimy. Od spania na zimnej podłodze można dostać zapalenia płuc, a biorąc pod uwagę twoje słabe zdrowie jest to niemal pewne. I tak pozwoliłem ci na zbyt wiele. Już kilka godzin temu powinienem był wziąć cię na ręce – uśmiechnął się, widząc jak jego pan przewraca oczami. Czyli również wziął tę opcję pod uwagę. – Nie mówiąc już o tym , że zabrałeś ze sobą Grella – dodał dobitnie na koniec.

- Niech ci będzie – zgodził się z udawanym ociąganiem chłopiec. – Daj ten koc.

Michaelis przykrywał Ciela z taką czułością, że chłopiec musiał się powstrzymywać, by go za to nie skarcić. W głębi serca musiał jednak przyznać, że bardzo mu się to podobało, ale zupełnie nie rozumiał, jak powinien interpretować takie zachowanie w kontekście ich nowego układu. Gdy tylko demon skończył i usiadł przy nim, niby od niechcenia oparł głowę na jego ramieniu. Z podobną obojętnością Sebastian objął go lekko, oparł policzek na jego główce i zaczął mu delikatnie rozczesywać palcami włosy.

Młodemu Phantomhive'owi było teraz nadzwyczaj dobrze. Czuł przyjemne ciepło bijące od lokaja, jego smukłe palce rozplatające mu włosy, jego równomierny oddech i działające niezwykle kojąco bicie jego serca. Chłopiec zdał sobie sprawę z tego, że właściwie niczego więcej nie potrzebował. Już sama bliskość demona sprawiała, że wszystko inne traciło na znaczeniu. Powieki same mu się zamykały, gdy po raz ostatni powiódł spojrzeniem po zgromadzonych w pokoju policjantach.

I to wystarczyło by go zupełnie rozbudzić. Potrząsnął głową z niedowierzaniem i jeszcze raz dokładnie przeliczył wszystkich. Serce biło mu coraz szybciej. Dlaczego nikt nie zauważył…?! No tak, wszyscy już praktycznie spali. Łącznie z Grellem i Denningiem… Ale dlaczego Sebastian nic nie spostrzegł? Ale i na to pytanie odpowiedź pojawiła się błyskawicznie. Uwagę demona całkowicie pochłonął Phantomhive.

- Czy coś się stało, paniczu? – zapytał zaskoczony jego zachowaniem Michaelis.

Ciel zerwał się na równe nogi i zaczął liczyć pod nosem. Gdy skończył krzyknął głośno załamującym się głosem, budząc przy okazji wszystkich:

- Szesnaście…!

Chwilę później całą posiadłością wstrząsnął krzyk cierpiącego niewyobrażalne katusze mężczyzny, któremu towarzyszył jeszcze bardziej przerażający psychopatyczny śmiech. Sebastian najszybciej jak tylko potrafił zakrył dłońmi uszy swego pana i przyciągnął go mocno do siebie. Było już jednak za późno. Drobnym ciałkiem chłopca wstrząsały silne dreszcze. Jedyne, co był w stanie teraz zrobić, to szeptać w kółko:

- …zaczęło się… …zaczęło się… …zaczęło się…