Derek śnił:

Derek nie zdążył nawet zareagować, gdy chłopak przeskoczył przez linię popiołu i upadł trawnik koło Stilesa. Zaalarmowane alfy zareagowały instynktownie, atakując Ethana i niemal natychmiast uderzając w Stilinskiego, który z jakiegoś powodu stanął pomiędzy nimi a nastolatkiem. Stiles zmienił się w Iskrę raniąc Laurę i Steve'a, ale na tym skończyło się jego szczęście. Peter posłał go na miękki trawnik i przedzierając się do alfy, który naruszył ich terytorium.
Ethan chwycił jego wuja za gardło, odrzucając w tył, a potem cofnął się do Stilesa, jakby chciał go obronić i Derek zamarł w pół ruchu. Sam był o sekundę od powalenia przeciwnika, ale zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Złapał jednego z atakujących alf i zatrzymał go w locie, a potem odwrócił się do nastolatka, który zaczął cały drżeć.
- Jestem jego kuzynem! – wykrzyczał chłopak, rozkładając ręce w obronnym geście. – Jestem kuzynem twojego partnera! Chcę tylko azylu – dodał pospiesznie Ethan i Derek spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami.
Stiles nigdy nie mówił o swojej rodzinie. Wspominał czasami o matce, ale nigdy o jej dalszych krewnych. Szeryf Stilinski był jedynakiem. Ethan musiał być kimś ze strony matki-alfy, co wcale nie znaczyło nic dobrego. Derek nie miał jednak najmniejszej ochoty rozważać tego teraz. Dotknął Stilesa, który półprzytomny wciąż znajdował się w płomieniach i zdał sobie sprawę, że nie czuje ciepła ognia. Jego skóra nie została poparzona. Nigdy nie rozmawiali na ten temat, ale najwyraźniej Iskra nie uważała go za zagrożenie.
Stiles w końcu podniósł się ostrożnie na nogi i spojrzał na Ethana z niedowierzaniem.
- Iskra? – spytał Stilinski.
Ethan skinął głową, zagryzając wargi.
- Aiden? – spytał Stiles niemal od razu.
Ethan pokiwał przecząco głową.
- Chryste – jęknął jego partner i Derek nie do końca wiedział co ma o tym myśleć.
Stiles wydawał się wytrącony z równowagi. Trząsł się, jakby doznał właśnie jakiegoś szoku, co było przynajmniej dziwne, bo przeważnie fizyczne obrażenia nie robiły na nim aż takiego wrażenia. Stiles wyciągnął dłoń przed siebie, dotykając ostrożnie ramienia Ethana, który z kolei zamknął oczy, poddając się kompletnie temu co robił z nim Stilinski.
- Chryste – powtórzył Stiles, zabierając rękę pospiesznie.
- Co się dzieje? – spytał Derek w końcu, bo Peter zaczynał tracić cierpliwość.
Laura i Steve też nie wyglądali na zbyt zadowolonych z rozwoju sytuacji. W ciągu kilku sekund wokół zaroiło się od pozostałych grup patrolowych, które zostały zaalarmowane nagłym hałasem. Wilkołaki okrążyli ich czekając na sygnał.
- Ethan jest Iskrą – powiadomił ich Stiles głucho.
- I? – spytał Derek, zirytowany tym, że nie panuje nad sytuacją.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni przybyło do nich trzy inne Iskry i Powinowata, ale nigdy nie było z tym żadnego problemu. Ze względu swoich magicznych uwarunkowań nigdy też nie naruszały linii popiołu, która strzegła Beacon Hills. Stiles i Alan przeważnie zostawali pierwsi powiadomieni jeszcze nawet zanim uciekinierzy przedostawali się bliżej terenów zamieszkałych.
- Ethan jest… - zaczął Stiles, ale głos mu się załamał. – Ethan jest moim kuzynem – wykrztusił w końcu. - Ethan jest synem Deucaliona – dodał przełykając głośno ślinę i Derek spojrzał na swojego partnera ze skrajnym przerażeniem.
Nastolatek natomiast zrobił ostrożny krok do tyłu, jakby szykował się do ucieczki, ale Peter odciął mu tę drogę. Chłopak strzelał oczami, chcąc najwyraźniej wyszukać jakąś lukę, ale w końcu dał sobie spokój i po prostu spuścił głowę.
- Nie powinieneś był im tego mówić – wyszeptał Ethan.
Stiles spojrzał na swojego kuzyna, a potem zacisnął wargi w usta kreskę tak mocno, że zbielały mu wargi.
- Jesteś Iskrą. Jesteś pod moją komendą i pod moją ochroną niezależnie od pochodzenia – powiedział Stilinski i nie było w tym wahania. Stiles raczej informował pozostałych o swojej pozycji, której do tej pory nie określili jasno. – Nie powinieneś był bez porozumienia ze mną wejść do Rezerwatu – dodał biorąc głębszy wdech. – Porozmawiamy o tym z alfą Hale. W chwili obecnej proponuję się rozejść i wrócić do swoich obowiązków – zakończył zerkając sugestywnie na Petera.
Derek nie był pewien co teraz powinien zrobić. Jak pozostali, częściowo był w szoku. Nigdy nie słyszeli, żeby Deucalion posiadał dzieci czy rodzeństwo. W zasadzie o alfie tamtej watahy nie wiadomo było zbyt wiele. Przyjmowano, że pojawił się znikąd i zaczął prowadzić agresywnie ekspansywną politykę, która jednak przynosiła efekty. Przejmował coraz to nowe watahy, poszerzając swoje granice i eksterminując wrogów bez wahania. Nie wyobrażał sobie jakoś, żeby Stiles mógł być spokrewniony z Deucalionem.
Peter zmarszczył brwi, jakby myślał dokładnie o tym samym, a potem spojrzał na Ethana, który starał się trzymać jak najbliżej Stilinskiego. Chłopak nie mógł mieć więcej niż szesnaście lat i bardzo dobrze się kontrolował. Nie był zbyt wysoki, ale dobrze zbudowany, pewny w ruchach i szkolony na wojownika.
- Jest alfą – powiedział Peter.
To nie było pytanie, więc Stiles nie odpowiedział.
- Sprowadziłeś tutaj alfę, syna Deucaliona i do tego Iskrę – dodał Peter.
Tłum zaczął szeptać, bo chyba dopiero teraz co do niektórych doszło co faktycznie się dzieje. Stiles zmarszczył brwi i zagryzł wargi.
- Nikogo tu nie sprowadziłem – odparł w końcu Stilinski, siląc się na spokój.
Jednocześnie cofnął się o krok i chwycił Ethana za dłoń, uspokajająco ją ściskając. Przez chwilę obie Iskry wpatrywały się w siebie, a potem nagle chłopak skinął głową i przykląkł przed Stilesem, który położył mu dłoń na karku i ścisnął mocno. Przez naprawdę krótki moment nic się nie działo, ale Ethan nagle zwiotczał i osunął się na mokrą trawę, nieprzytomny.
- Alfa, Iskra, syn Deucaliona, unieszkodliwiony – powiedział sucho Stiles. – Czy to wystarczy? Ani myślę go nieść – dodał, puszczając bezwładną teraz dłoń chłopaka.
***
Stiles milczał przez całą drogę do domu Hale'ów. Talia została powiadomiona już wcześniej o wypadkach tego wieczoru i wraz z Alanem czekali już przed budynkiem. Deaton wyglądał na zdradzonego, a Stilinski unikał jego wzroku dopóki nie dotarli do gabinetu. Najwyraźniej Stiles miał tajemnice również przed nim i do mężczyzny dopiero teraz to dotarło. W zasadzie wyproszono ciekawskich i zostali w niewielkim gronie. Peter wciąż zerkał zirytowany na milczącego Stilinskiego, a Talia czekała aż ktoś zacznie mówić pierwszy. Derek z największą chęcią zabrałby teraz Stilesa do ich mieszkania i nawrzeszczał na niego, ale coś dziwnego biło od chłopaka. Deaton w końcu pochylił się nad Ethanem, badając jego puls, ale nie wyglądał na zaniepokojonego stanem nastolatka. Dziwny letarg, w który wprowadził go Stiles, wciąż trwał w najlepsze.
- Duke zabił moją matkę – powiedział w końcu Stilinski. – Moja matka była jego siostrą. Starszą siostrą – ciągnął dalej. – Dlatego mówiłem od początku, że go nie chcę w Beacon Hills. Mój ojciec bardzo przeżył jej śmierć, bo nie mamy dowodów, że to Deucalion i nie może wymierzyć sprawiedliwości, do której jest tak przyzwyczajony – westchnął, obejmując się ciasno ramionami.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? Złamałeś zasady Rezerwatu – zaczął Deaton.
- Zasadę, która ustaliliśmy tuż po moim przybyciu – przypomniał mu Stiles. – I powiedz mi dlaczego miałem wam nagle zaufać? – spytał. – Po to, żebyście mogli to jakoś wykorzystać? – Spojrzał na Talię, która zmarszczyła brwi. – Rezerwat miał być bezpiecznym miejscem dla Iskier, niezależnie od pochodzenia – dodał gorzko. – Moja matka była alfą watahy Emery'ów, według Deucaliona zdradziła ich nie podążając za władzą, a biorąc sobie za męża mojego ojca. Płodząc dziecko, które nigdy nie będzie alfą, więc nie wydając na świat lidera – ciągnął dalej. – Ukryliśmy się w Beacon Hills, żeby przeczekać burzę, bo wataha była podzielona, a mojej matce nie zależało na wojnie domowej. Pewnego dnia, miałem może osiem lat, ktoś przyjechał do Beacon. Kali, jego córka przyniosła wiadomość, że Deucalion chce spotkania, a potem zaatakowała moją matkę, gdy tylko opuściły wasze terytorium. Moja matka była silniejsza i Kali nie przeżyła starcia, ale Duke czekał kilka kilometrów dalej i dobił ją zanim zdążyła wrócić na bezpieczne terytorium – zakończył, nie patrząc na nikogo konkretnie. – To jest cała historia – dodał, gdy milczenie się przedłużało.
Ethan zaczął się powoli wybudzać, więc Stiles przyłożył mu jeszcze raz dłoń do karku i chłopak zamarł.
- Jesteś pełnoprawnym liderem watahy Emery'ów – oznajmiła nagle Talia.
Stiles spojrzał na nią z krzywym uśmieszkiem i pokiwał z niedowierzaniem głową.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Żadnego 'przykro mi Stiles, że twoja mama nie żyje'? – zakpił Stilinski. – Nie jestem liderem. Jestem Omegą, Iskrą, która pewnego dnia utraci swoją moc. Niczym więcej i z niczym więcej mnie nie myl – odparł, powracając do wpatrywania się w chłopaka.
- Jesteś spadkobiercą swojej matki, Deucalion chce ciebie, bo jesteś jego jedynym zagrożeniem. Jedynym dziedzicem – powiedziała Talia z naciskiem.
Derek nie był pewien do czego zmierza jego matka, ale Stiles nie wydawał się zaniepokojony. Zmęczony, zrezygnowany, ale nie zdenerwowany, jakby już nic gorszego nie mogło go już spotkać.
- Świetnie. Cieszę się z zawiązywanie więzi rodzinnych i wspólnych opowieści przy kominku – sarknął Peter. – Mnie interesuje co zrobimy z nim – dodał, wskazując głową na nieprzytomnego nastolatka.
Wzrok Stilesa stwardniał i chłopak wziął spory wdech.
- Tknij go palcem, a usmażę cię żywcem - zagroził Stilinski, zaskakując wszystkich.
- Biorąc pod uwagę historię waszej rodziny równie dobrze mógł zostać wysłany tutaj, żeby cię zabić – oznajmił chłopakowi Peter nic nie robiąc sobie z gróźb. – I znaj swoje miejsce – dodał odrobinę ostrzej.
- Znam swoje miejsce. Jestem partnerem przyszłego alfy tej watahy – poinformował mężczyznę Stiles i Derek drgnął, bo chłopak po raz pierwszy do tego nawiązał, jakby dopiero teraz pogodził się z tym wszystkim. – Jestem przywódcą Rezerwatu i to mnie posłuchają Iskry, bo to mnie ufają. Ja je szkolę – przypomniał odrobinę za głośno.
Talia uśmiechnęła się samymi kącikami ust, jakby ta odpowiedź przypadła jej do gustu. Derek sam czuł moc, która wypływała ze słów Stilesa. Alfa wśród Omeg – przypomniał sobie słowa Deaton sprzed kilku tygodni.
- A to jest Iskra, która jest pod moją ochroną nie tylko przez więzy krwi, których się nie wypieram. Jest nieletni i uciekł z domu, żeby jego własny ojciec nie wykorzystał jego mocy – dodał gorzko Stilinski. - Jego ojciec zabił moją matkę, a moja matka zabiła jego siostrę. I zabijanie powinno na tym się skończyć. Możecie nas obu wydać Deucalionowi już w tej chwili, ale to go nie powstrzyma przed ekspansją – westchnął zrezygnowany.
Ethan poruszył się niespokojnie, jakby wiedział o czym rozmawiają, ale jego oczy wciąż się nie otwierały. Stiles położył mu dłoń na karku, tym razem jednak budząc go. Nastolatek podniósł się niemal natychmiast z kanapy i rozejrzał nerwowo wokół, napinając mięśnie, gotując się do ataku.
Stilinski pokiwał przecząco głową i wskazał mu głową jedno z krzeseł, a sam zajął drugie, ignorując zirytowanego Petera. Na dobrą sprawę młodszy brat alfy nie miał żadnych wyjątkowych praw, ale Peter od zawsze wymagał szacunku i posłuchu. Jako dowódca patroli radził sobie zresztą wyśmienicie, a pojawienie się Stilesa tylko zaburzyło sytuację w grupie. Pozycja Stilinskiego wciąż była niewyjaśniona i Derek sam nie bardzo orientował się zawsze, co chłopakowi wolno a czego nie. Stiles niejednokrotnie balansował już na bardzo cienkiej granicy w rozmowach z jego matką. Aczkolwiek Talia nigdy nie wydawała się urażona. Oboje zdawali się szanować, chociaż niekoniecznie za sobą przepadali. Nic dziwnego, Stiles zawsze obnażał powody jej decyzji, a ona nie zawsze miała czyste intencje.
Stilinski natomiast zabierał głos zawsze, gdy miał coś faktycznie do powiedzenia. Często milczał, gdy chodziło o sprawy wewnętrzne watahy i interesowała go zawsze polityka zagraniczna. Teraz wydawało się to oczywiste. Podobnie jak jego niechęć do Deucaliona. Derek był pewien, że gdyby usłyszeli o tak bliskim pokrewieństwie wcześniej, Stiles i szeryf mogliby znaleźć się w niezbyt przyjemnej sytuacji. W najgorszym razie zostaliby oskarżeni o szpiegostwo. W najlepszym – wydaleni z terytorium.
- Rozmawialiśmy na temat Deucaliona i twojego przybycia do Beacon Hills – wyjaśnił spokojnie Stiles. – Jesteś alfą, a zgodnie z naszymi zasadami tylko połowicznie podlegasz pod Rezerwat. Alfa Hale podejmuje decyzję o przyjęciu każdej nowej alfy do watahy – poinformował go neutralnym tonem. – Chcę wiedzieć co zrobisz, jeśli alfa Hale nie pozwoli ci pozostać w Beacon Hills.
Ethan przełknął głośno ślinę i spojrzał na Stilesa z szeroko otwartymi oczami, jakby nie do końca był pewien tego, co słyszy.
- Nie mogę zostać? – spytał głucho nastolatek.
Derek nie potrzebował wilkołaczych zmysłów, żeby wyczuć strach.
- Decyzja nie została podjęta. Alę chcę wiedzieć co zrobisz, jeśli nie będziesz mógł zostać – powtórzył Stiles.
Ethan spojrzał na Talię i zmarszczył brwi.
- Spróbuję przedostać się do Montany – powiedział w końcu zrezygnowany nastolatek. - Tylko będę musiał pozbyć się Iskry – dodał słabo.
Stiles wbił tępy wzrok w podłogę i zaczął rzuć własną wargę.
- Wiesz jakie masz szanse? – spytał Stilinski cicho.
Ethan skinął powoli głową.
- Czy chcesz wiedzieć coś jeszcze? – spytał Stiles, ale tym razem zwrócił się do Talii. – Nie wróci do ojca, opowiadając mu o naszych zabezpieczeniach – dodał, zerkając na Petera.
Alfa Hale zaplotła dłonie na piersi i westchnęła wpatrując się intensywnie w nastolatka, który nie drgnął nawet o milimetr, co musiało być trudne. Derek nawet teraz wzdrygał się, gdy jego matka tak na niego patrzyła. Nie chodziło nawet o to, że ten wzrok był ciężki, ale zdawał się przeszywać ludzi na wylot, a to nie należało do najprzyjemniejszych.
- Czy przysięgniesz mi lojalność? – spytała wprost.
Ethan skinął przecząco głową i Peter zawarczał zdenerwowany, jakby to był faktycznie prawdziwe podważenie autorytetu.
- Iskry nie należą do nikogo – powiedział nastolatek. – Nie po to uciekłem od ojca, żeby stawać się twoim narzędziem. Mogę być lojalny innej Iskrze – dodał, zerkając na Stilesa, który pokiwał głową z aprobatą.
- A ja jestem związany z Derekiem, więc jestem tak jakby lojalny tobie – odparł Stilinski, a Talia prychnęła, jakby w to wcale nie wierzyła.
I Derek prawdę powiedziawszy też nie wierzył. Stiles był zbyt niezależny. Zbyt dużo rozmawiali o tym ile chce mieć swobody, żeby teraz ot tak kładł na talerzu swoją decyzyjność.
- Jest od ciebie silniejszy? – spytała Talia, zmieniając temat.
Usta Stilesa wygięły się w krzywym uśmieszku.
- Żałujesz, że nie poczekałaś z więzią dla Dereka? – spytał retorycznie Stilinski.
Ethan wydawał się zaskoczony reakcją kuzyna i nie całkiem spokojny, pomimo dłoni Stilesa, która ściskała jego kolano co chwilę. Derek sam czasami dziwił się bezczelności Stilinskiego, ale jak do tej pory ona nigdy nie powiodła ich donikąd. Wszystko zawsze miało znaczenie.
- Nie jest ode mnie silniejszy – odparł Stiles. – Swoją Iskrę odziedziczyłem po matce. To się czasem zdarza, gdy dziecko ma silną więź z rodzicem, a ten chce go chronić za wszelką cenę. U mojej matki ceną było życie. Ethan jest silniejszy fizycznie i to będzie widoczne za kilka lat, ale wtedy to będzie już bez znaczenia – dodał.
Derek nie musiał pytać o co dokładnie chodzi. Stiles przeważnie dzielił czas na swoją teraźniejszość jako Iskry i przyszłość bez magii. Sądząc po minach zebranych, oni też już się przyzwyczaili.
- Czy Deucalion wie, że Stiles jest Iskrą? – spytała Talia.
Tym razem pytanie było skierowane do nastolatka, który skinął tylko głową, a potem jakby sobie przypomniał, że wypadałoby odpowiadać pełnymi zdaniami, dodał:
- Tak. Dlatego zdecydowałem się na ucieczkę do Beacon Hills. Mówiono sporo o Rezerwacie i pomyślałem, że… - urwał chłopak.
- Że się tutaj ukryjesz – dokończył za niego Stiles.
- Ojciec nie wie, że jestem jednym z was. Iskra ujawniła się niedawno, więc starałem się ją ukrywać, ale to jest cholernie trudne, gdy wszyscy wokół próbują cię dotknąć – wyjaśnił Ethan. – Wiesz co on robi z Iskrami? – spytał nagle.
Stiles skinął po prostu głową, odwracając wzrok. Chłopak nigdy im o tym wcześniej nie wspominał, ale najwyraźniej nie było to nic przyjemnego. Wydawał się też wstydzić, jakby był za to osobiście odpowiedzialny, co było po prostu śmieszne.
- Dlaczego go nie powstrzymacie? – pytał dalej Ethan.
- To nie takie proste. Jeśli byłbym w stanie, zrobiłbym to – powiedział Stiles, kompletnie niezaskoczony, że Ethan mówi w ten sposób o swoim ojcu. Derek zaczął zastanawiać się czego nie wiedzą o Deucalionie. Czym jeszcze Stiles się z nimi nie podzielił. Nie był jakoś wyjątkowo zaniepokojony, jego partner jak do tej pory trzymał rękę na pulsie.
- Wiem, że jesteś w stanie. Słyszałem jak mówił, że ciebie chce zabić osobiście. Był zaniepokojony tym, że znalazłeś partnera – dodał Ethan, spoglądając przelotnie na Dereka. – Plotki szybko się rozchodzą. Mówią, że wataha jest niespójna, bo to nie mój ojciec powinien nią dowodzić. Nie ufają mu – dodał pospiesznie.
Stiles pokiwał głową, jakby chciał powiedzieć, że to nie takie proste. I Derek nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Talia jest zadowolona z rozwoju sytuacji. Ethan potwierdzał w końcu tylko jej przypuszczenia.