I zamiast odpoczywać sobie w święta, wstała z łóżka niczym zombie i rzekła ''Niech się stanie LietPol, bo z nowymi fikami lipa''...

Meh, chyba mesjaszowanie mi trochę za bardzo namieszało w głowie XD
Tak więc świątecznego LietPola nie będzie, ale jest świąteczny update.

A no właśnie, wszystkiego najlepszego i wesołego jajka z okazji świąt!


Toris wpatrywał się w sufit, próbując zebrać się w sobie, żeby wstać z łóżka. Był potwornie niewyspany, ale nie to powstrzymywało go od opuszczenia ciepłej, bezpiecznej przystani. Trochę się obawiał zejścia na dół i spotkania z Feliksem po tym, co miało miejsce ubiegłej nocy. Za każdym razem, kiedy wracał do tego myślami, czuł, jak jego twarz oblewa silny rumieniec. Zwłaszcza, gdy przypominał sobie swoje reakcje.

Albo kiedy zaczynał się zastanawiać, co wydarzyłoby się dalej, gdyby nie wpadła na nich Elizabeta.

- Na litość boską, weź się w garść! - syknął, siadając i odrzucając kołdrę na bok. - Nic wielkiego się nie stało… po prostu całowałeś się z facetem… znowu… i podobało ci się to… bardzo… szlag… - Chyba najbardziej żenował go ten jęk, który mu się wtedy wyrwał. Nie to, że kompletnie poddał się Feliksowi, zamiast mu przerwać, nie to, że dał się zupełnie zaskoczyć, a jego jedyną odpowiedzią było kilka nieśmiałych sygnałów, że chce więcej…

Tylko to, że nie potrafił usiedzieć cicho, co wydawało mu się kompletnie nielogiczne.

- Po prostu przestań się nad tym dłużej zastanawiać, przebierz się grzecznie, umyj i idź zjeść śniadanie – mruknął pod nosem, wstając w końcu i wybierając sobie ubrania na zmianę. - I nie myśl o tym, że pewien natarczywy blondyn będzie dziś czekał twojej odpowiedzi na swoją propozycję…

Kilka minut później, wciąż poddenerwowany, schodził do głównej sali na śniadanie. Omiótł pomieszczenie szybkim spojrzeniem, ale ku swojej uldze Feliksa nigdzie nie przyuważył. Zauważył za to Elizabetę i Eduarda, siedzących obok siebie z głowami opartymi o stół. Wyglądało na to, że po wczorajszej imprezie nie czuli się za dobrze. Naprzeciwko nich siedział jego ulubiony kolega Gilbert, który z kolei wydawał się być w doskonałej formie, pomimo tego, że też kimnęło mu się pod stołem.

- Mówiłem, że na mnie nie ma mocnych! Jestem absolutnym numerem jeden, jeśli chodzi o picie w tej gildii! - stwierdził albinos, pusząc się z dumy.

- Nadal twierdzę, że gdyby Feliks siedział z nami do końca, poniósłbyś sromotną klęskę – mruknął łucznik bez podnoszenia głowy.

- Chyba mu przywalę za to, że nas tak po prostu zostawił z tym problemem – stwierdziła Lizzie.

Toris uznał, że warto sprawdzić, czy Gilbert aby na pewno tak dobrze się czuje… najwyżej skończy wgnieciony w ścianę uderzeniem wiatru. Zakradł się powoli do swojej niczego się niespodziewającej ofiary i uniósł ręce. Naturalnie został zauważony przez Lizzie i Eda, ale ci, przeczuwając nadchodzącą sprawiedliwość, nie odezwali się ani słowem. Zamiast tego zatkali uszy, domyślając się, co zamierzał zrobić.

- Losowy test na kaca! - krzyknął brunet, klasnąwszy głośno tuż obok ucha Gilberta.

- Ożesz ty chuju… - jęknął albinos, idąc w ślady pozostałej, skacowanej dwójki. Miał wrażenie, jakby ktoś odpalił mu obok głowy bombę. - Jeszcze ci się za to odpłacę...

- Należało ci się – oświadczył Toris uprzejmym tonem. - Nieładnie naśmiewać się z innych, zwłaszcza, kiedy samemu jest się w nie lepszej sytuacji.

- Wyraźnie widać skutki spędzenia dwóch tygodni w towarzystwie Feliksa – mruknęła Elizabeta, podpierając głowę na ręce. - To było bardzo w jego stylu.

- Z tą różnicą, że on zrobiłby to z czystej złośliwości, a ja tu zaprowadzam sprawiedliwość.

- Ehe, jasne… ale i tak jestem wdzięczna. I to na tyle, że wybaczę wam hałasowanie tak późno w nocy. Ale zapamiętaj sobie moje słowa i powtórz je Feliksowi: jeśli jeszcze raz zaczniecie się o coś kłócić o takiej porze i wyrywać biednych, zmęczonych życiem ludzi ze snu, to przerobię was na płaskorzeźby.

- Eee… przyjęto do wiadomości – mruknął brunet. Był wdzięczny losowi za to, że wojowniczka była na tyle pijana, że dała sobie wmówić, iż to była kłótnia. - À propos Feliksa, gdzie on jest? - zapytał starając się, żeby w jego głosie nie dało się wyczuć zdenerwowania.

- Jestem na sto procent pewny, że jeszcze śpi – odparł Eduard. - Jeśli nie musi wcześnie wstać, to potrafi wysypiać się nawet do południa, a skoro twoje szkolenie się skończyło, to na pewno skorzysta z okazji do nadrobienia zaległości.

- Na twoim miejscu zaczęłabym się martwić o siebie, zamiast o mojego brata – oświadczyła Hedvika, wyłaniając się zza drzwi prowadzących na zaplecze. - Skoro już nie obowiązuje cię ochrona dla nowicjuszy i, do czasu aż nie zmienisz gildii, jesteś pełnoprawnym członkiem Szpona, to poza przynoszeniem pieniążków za zlecenia musisz się nam dodatkowo przysłużyć.

- Czyli?

- Mam nadzieję, że umiesz gotować, bo wedle świeżo ustalonego grafiku dziś wypada twoja kolej na stanie przy garach. Zbieraj tyłek do kuchni i rób śniadanie.

- O… a o tym to nikt mi wcześniej nie raczył powiedzieć…

- Niespodzianka. A teraz ruchy, bo pewnie nie tylko ja jestem głodna.

Chcąc nie chcąc, Toris pomaszerował do kuchni, po drodze zerkając na słynny grafik, o którym już nie raz słyszał, a którego w sumie jeszcze nie oglądał. Faktycznie - jego imię pojawiło się w kilku rubrykach typu "gotowanie", "pranie", "sprzątanie łaźni".

- Wychodzi na to, że, nawet będąc najemnikiem, nie ucieknie się od robót domowych…

- Wszystko zależy od gildii. Te większe i bogatsze zatrudniają ludzi od takich spraw – powiedziała alchemiczka, wracając na swoje stałe stanowisko za barem. - Nas niby też stać, ale nie mamy zbyt imponującej siedziby i wielu członków, więc tak na dobrą sprawę nam się to nie opłaca.

- A są jakieś sposoby na wymiganie się od roboty?

- Inna robota, czyli zlecenia. Czasami mam wrażenie, że to właśnie dlatego mojego brata częściej nie ma w gildii niż jest… żeby się wymigać od prac domowych.

- W przypadku Feliksa jestem skłonny przyznać, że to bardzo prawdopodobne. Hmm… czy mogę ci zadać raczej osobiste pytanie?

- Byle nie wymagało zbyt długiej i złożonej odpowiedzi, bo robię się naprawdę głodna, a jak jestem głodna, to robię się zła… nie chcesz, żebym była zła. Och, no i jak będzie zbyt osobiste, to cię strzelę w gębę – ostrzegła Hedvika. - Albo poskarżę się bratu, jak na przykładną młodszą siostrę przystało.

- Dlaczego właściwie nazywasz Feliksa bratem? Mówiliście, że nie jesteście spokrewnieni. - Brunet zacisnął zęby na wypadek, gdyby miał dostać w gębę.

- Nie jesteś pierwszą osobą, która zadaje mi to pytanie – powiedziała Hedvika ze spokojem. - Skoro tak cię to ciekawi, a fakt, że dorastaliśmy razem ci nie wystarcza, to wiedz, że Feliks po prostu sobie na to zasłużył. Zrobił dla mnie więcej niż moi rodzeni bracia, chociaż wcale nie musiał.

Toris kiwnął głową i bez dalszych pytań wszedł do kuchni. Jak na niewielką gildię, Szpon posiadał kuchnię naprawdę sporą, czystą i dobrze wyposażoną. Z wieszaków na ścianach zwisały najróżniejsze rodzaje garnków, utensyliów i spora kolekcja noży o różnych kształtach i rozmiarach. W szafkach i szufladach znajdowała się imponująca ilość zastawy i sztućców, znacznie więcej, niż było konieczne przy takiej ilości osób w gildii. Znajdowały się tu nawet piekarnik i lodówka, rzeczy dość drogie ze względu na potrzebę zasilania ich magią. Brunet podejrzewał, że z zasilaniem lodówki mógł mieć coś wspólnego Lukas, skoro specjalizował się w magii lodu. W sumie, skoro miał do dyspozycji piekarnik, przychodził mu do głowy pomysł na całkiem dobre śniadanie. Musiał jeszcze tylko sprawdzić, czy nie brakowało żadnych składników…


- Wyczuwam… cynamon - mruknął Feliks, unosząc głowę znad poduszki. Dla pewności pociągnął nosem jeszcze kilka razy, ale woń cynamonu nadal unosiła się w powietrzu. Spojrzał na swój zegarek. Jak na jego gust było jeszcze za wcześnie, żeby opuścić łóżko, ale ten zapach był zbyt apetyczny, żeby tak po prostu go zignorować.
- No cóż… jak to mówią, po śmierci się wyśpię – westchnął, zwlekając się z wyrka i rozglądając za swoimi ubraniami. Pierwsze, co przywitało go po zejściu na dół, to trzech umierających imprezowiczów z dnia wczorajszego.

- No nieźle. Widzę, że jak mnie nie ma, to mimo wszystko piwo się nie marnuje.

- Feliks… ja cię zabiję – oświadczyła brunetka, łypiąc na niego spode łba. - Gdybyś wczoraj sobie nie poszedł, to wszystko byłoby w porządku…

- Jeśli przez "w porządku" rozumiesz mnie leżącego na stole zamiast ciebie, to jestem zmuszony się z tobą nie zgodzić. Poza tym mogłabyś okazać nieco więcej wdzięczności za to, że nie pozwoliłem ci na wycieczkę po schodach w stanie bardzo wskazującym i siedziałem przy tobie jeszcze z godzinę, zanim grzecznie usnęłaś.

- Czyli mi się to nie śniło?

- Nie. Chyba muszę częściej być miły, skoro ten raz uznałaś za sen.

- W sumie mógłbyś… na przykład dla Torisa, zamiast wykłócać się z nim w środku nocy.

Feliks przez chwilę zastanawiał się o co jej chodzi, a potem parsknął cicho, kiedy przypomniał sobie o tej "kłótni".

- Kobieto, gdybyś ty wczoraj widziała jaki byłem dla niego miły, to byś chyba umarła ze szczęścia.

- Jasne, jasne… a jak to się stało, że wstałeś tak wcześnie?

- Ładne zapachy. Jedyne, poza obowiązkami, co jest w stanie wyrwać mnie z łóżka o tej porze, to dobre jedzenie i rozwścieczone, super silne kobiety. Swoją drogą, co spotkało Gilberta, że siedzi grzecznie jak trusia?

- Twój były uczeń klasnął mu obok ucha z całej siły – mruknął Eduard. - Chyba po śniadaniu wrócę do pokoju…

- Ech, jestem z niego dumny. Jednak jeszcze będą z niego ludzie. To ja idę zobaczyć czy były dla mnie jakieś przesyłki, możecie sobie umierać dalej.

Feliks pozostawił skacowane towarzystwo w spokoju i podszedł do kontuaru.

- Jeśli to, co Toris robi teraz na śniadanie, smakuje tak samo dobrze jak pachnie, to chyba wcisnę mu kilka dodatkowych dyżurów w kuchni – stwierdziła Hedvika, kiedy tylko się zbliżył. Nie podnosząc głowy znad opasłej księgi, którą czytała, podała blondynowi przeznaczoną dla niego pocztę.

- Czyli to on rządzi dziś w kuchni? Chłopak wie jak przyciągnąć do siebie ludzi – mruknął Feliks, siadając na jednym z krzeseł stojących przy barze. - A ty jak zwykle z nosem w jakimś wybitnym alchemicznym dziele...

- Nie mogę się z tym nie zgodzić, skoro udało mu się wywabić cię z wyrka tak wcześnie. - Alchemiczka spojrzała przelotnie na brata. - To dzieło wcale nie jest takie wybitne. Cieszę się, że kupiłam to na wyprzedaży, bo jest tu tyle błędów, że osobiście wstydziłabym się to wydać.

- To napisz własną książkę i pokaż tym przemądrzałym dziadom, kto tu rządzi.

- Wolę zachować swoje sekrety dla siebie. Poza tym kiedy ktoś zaczyna się robić sławny, co zazdrośniejsze mendy zaczynają grzebać w jego życiu i wyciągać na wierzch brudy.

- Minusy pochodzenia z najgorszego syfu w dystrykcie siódmym. Ciężko z taką podstawą robić karierę... - Łotrzyk przejrzał pobieżnie, co dostał. Kopertę z odciśniętym na niej śladem ust szybko wsunął do kieszeni, żeby przeczytać ją na spokojnie później. Niepokoiło go tylko, że była taka cienka.

- Śniadanie gotowe – oznajmił Toris, wychodząc z kuchni z tacą pełną bardzo apetycznie wyglądających cynamonowych ciasteczek. - Feliks? Podobno miałeś spać do południa.

Miał tylko nadzieję, że gorąco mu było od stania przy piekarniku, a nie z innego powodu...

- Na przyszłość nie rób na śniadanie tak ładnie pachnących rzeczy, to do obiadu mnie nie uświadczysz. - Blondyn zabrał sobie jedno z ciastek, obejrzał je uważnie i powąchał, zanim w końcu je ugryzł.

- Zjadliwe, sam testowałem… - mruknął brunet i usiadł na krześle obok Feliksa.

- Sprawdzałem tylko, czy nie dosypałeś tam jakiejś trucizny. Większość z tych popularnych ma jakiś zapach. W smaku są przepyszne, więc jak mam umrzeć, to przynajmniej zabiją mnie zajebiste ciastka.

- Dlaczego miałbym je zatruwać? - zapytał zdziwiony Toris, obserwując, jak Hedvika zgarnia część ciastek na osobny talerz i zanosi go do stolika dla umierających. Cała trójka najemników wyciągnęła ręce w stronę talerza.

- Na przykład w ramach wdzięczności za te dwa tygodnie pod moją opieką. Kiedyś Gilbert miał dyżur w kuchni i dla żartu dodał środka na przeczyszczenie do jedzenia. Mistrz kazał mu za to szorować kibel przez dwa miesiące, więc raczej nie polecam takich dowcipów. Cieszę się, że byłem wtedy poza miastem, chociaż trochę żałuję, że nie mogłem zobaczyć Gilberta w roli babci klozetowej.

- Aż tak mi za skórę nie zalazłeś…

- No, widzę, skoro się jeszcze do mnie odzywasz… a może po prostu zrehabilitowałem się świetnym całowaniem? - Feliks zamyślił się na chwilę, podczas gdy Toris zakrztusił się tym, co akurat miał w ustach. - Nieważne – stwierdził w końcu blondyn, wzruszając ramionami. - Zdążyłeś się już namyślić odnośnie mojej propozycji?

- Ach… to… ja… - zająknął się brunet, nie mając pojęcia gdzie podziać oczy. - Ja nie… nie potrafię podjąć decyzji tak szybko… to jest za trudne…

- Za trudne? - Feliks uniósł brwi zdumiony, zastanawiając się, czy aby na pewno rozmawiają o tym samym. - Toris, zapytałem się ciebie czy chcesz się ze mną wybrać na trochę bardziej wymagające zlecenie, co w tym jest takiego trudnego?

- A… o to ci chodziło…

- A ty myślałeś że o co?

- Nieważne.

- Więc? Jaka decyzja? Normalnie dałbym ci czas do wieczora, ale już za długo siedziałem w jednym miejscu, a nie za to mi płacą. Jeśli mi nie odpowiesz, albo nie będziesz chciał, to zaraz po śniadaniu pójdę wybrać sobie kilka solidnych kontraktów i widzimy się za miesiąc… albo kilka miesięcy… o ile nie zmienisz gildii.

Problemem Torisa było to, że ostatnio myślał o zgoła innej propozycji niż ta dotycząca wspólnego zlecenia.

- Tak, chcę wybrać się z tobą na to zlecenie – wypalił bez namysłu, zanim przypomniał sobie, że warto by wcześniej zadać kilka pytań odnośnie tego tematu.

- No i cacy. W takim razie po śniadaniu pomedytuję chwilę przed tablicą zleceń, żeby wybrać coś odpowiedniego.

- Czyli że ruszamy tak od razu?

- Jeśli chcemy się zabić, to tak, a jeśli wolimy nie rozstawać się z życiem, to najpierw wypadałoby się przygotować, nie sądzisz?

- No tak… to już nie będzie zlecenie rangi E, które można wykonać sobie tak po prostu.

- No właśnie. Hmm… wezmę sobie kilka ciasteczek i pójdę sprawdzić, czy nie znajdzie się coś ciekawego jeszcze przed aktualizacją tablicy. - Feliks zeskoczył z krzesła i z garścią ciastek pomaszerował w kierunku tablicy. W międzyczasie skacowane trio, po skonsumowaniu ciastek i zlikwidowaniu paru dzbanków wody, udało się z powrotem na górę, do swoich pokoi, żeby w spokoju dojść do siebie.

- Błagam, niech mi ktoś powie, że nie ja jeden miewam problemy z ogarnięciem, o czym on w danej chwili mówi – jęknął Toris i uderzył czołem w kontuar.

- Oto niosę ci dobrą nowinę: nie jesteś jedynym, który nie zawsze nadąża za jego tokiem myślowym. - Hedvika wróciła na swoje miejsce i sama zabrała się za słodkości.
- O bogowie, jakie to dobre… nie myślałeś przypadkiem o karierze kucharza albo cukiernika?

- Gdybym chciał zostać kucharzem, cukiernikiem albo gosposią domową, to nie przyjeżdżałbym z dziesiątki aż tutaj...

- Rany… tylko zapytałam… chyba obecność Feliksa ma na ciebie zły wpływ. Miałeś lepszy humor, zanim on zszedł na dół.

Brunet w pewnym sensie zgadzał się z tym stwierdzeniem, chociaż podejrzewał, że Hedvika przez określenie "zły wpływ" miała na myśli coś zgoła innego niż on. Na pewno nigdy przedtem nie czuł się aż tak zażenowany i zdezorientowany w obecności drugiej osoby. Jeśli to się liczyło, to owszem, Feliks miał na niego bardzo zły wpływ.

- W końcu dotarliśmy do domu! Już zaczynałem wątpić, że kiedykolwiek nam się to uda, do cholery!

- I chyba nawet wpadliśmy w porę. Czuję jakieś ładne zapachy.

Słysząc dwa nowe głosy Toris uniósł głowę i obrócił się w stronę drzwi wejściowych, żeby zobaczyć, do kogo należały. Chociaż skoro te osoby nazwały siedzibę Szpona domem, to mogli to być tylko…

- Oho… Toris, najwyższy czas, żebyś poznał kolejnych dwóch członków Szpona: Lovino i Feliciano. I, zanim zdążysz zapytać - tak, są braćmi – oznajmiła alchemiczka.

- To akurat doskonale widać… Bardzo mi przypominają mistrza Romana - mruknął brunet, przyglądając się braciom. Obaj mieli krótkie brązowe włosy, różniące się lekko odcieniem, i bursztynowe oczy. Oprócz tego jeden z braci miał ten sam odcień skóry co mistrz.

- To chyba dobrze, skoro to jego wnuki.

- Wnuki?! To ile mistrz ma lat?!

- Wystarczająco dużo, żeby mieć wnuki... a całkiem młodo wygląda, co nie?

- Hę? - Jeden z braci, ten o ciemniejszej karnacji, spojrzał wprost na Torisa. I to spojrzeniem sugerującym, że miał ochotę mu przywalić. - A ty kim jesteś i czego się gapisz, draniu?!

- Yyy… mam na imię Toris i jestem tu nowy...

- Mamy nowego w gildii? Fajnie! - powiedział z entuzjazmem drugi. - Jestem Feliciano, a to mój brat, Lovino.

- Nie jest fajnie, po co nam ktoś nowy? - burknął Lovino, wciąż patrząc na Torisa z byka. - Pewnie kolejny, który lada moment się zmyje. Zrobię nam wszystkim przysługę i załatwię drania już teraz – stwierdził, zginając i prostując palce obu rąk.

Wojownik mimowolnie odchylił się do tyłu z lekko pobladłą twarzą. Nie miał pojęcia, czym sobie zasłużył na taką agresję.

- Zarządzam akcję pacyfikacyjną! - ogłosił Feliks, który w międzyczasie podkradł się do braci. - Feliciano, jeśli byłbyś tak miły…

- Już się robi. - Feliciano płynnym ruchem przesunął się za brata i sprawnym chwytem unieruchomił jego ramiona.

- Puszczaj mnie, cholerny zdrajco! - Zanim Lovino zdążył powiedzieć coś jeszcze, Feliks wepchnął mu do ust jedno z cynamonowych ciastek upieczonych przez Torisa. Przez chwilę wszyscy wpatrywali się w chłopaka z napięciem, jakby oczekiwali na werdykt.

- Mmm… dobre to, kto robił? - zapytał w końcu Lovino, gdy już uporał się z ciastkiem.

- Nasz nowy kolega.

- Okej, w takim razie może zostać.

- Lovi, mam małą prośbę… mógłbym pożyczyć sobie twojego perka na następną robotę? - zapytał Feliks.

- Skoro potrzebujesz… tylko się pośpiesz dupku, chcę coś zjeść, wykąpać się i urządzić sobie sjestę stulecia. - Kiedy było już po wszystkim, Lovino bez słowa poszedł do łaźni, rozcierając po drodze ramiona.

- Przepraszam za niego – powiedział Feliciano, zwracając się do Torisa z przepraszającym uśmiechem. - Niespecjalnie lubi obcych…

- Facetów – wpadł mu w słowo Feliks. - Gdybyś zamiast seksownym brunetem był atrakcyjną brunetką, to dla odmiany spróbowałby cię poderwać. Całe szczęście zadziałała stara, dobra zasada "przez żołądek do serca".

- I naturalnie nie mogłeś powiedzieć tego w taki sposób, żebym nie poczuł się głupio… - westchnął Toris, uderzając się dłonią w czoło.

- To nie moja wina, że czujesz się głupio, jak ktoś ci prawi komplementy.

- Może gdyby komplementy prawiła mi atrakcyjna blondynka, a nie natrętny blondyn, czułbym się z tym lepiej.

- Szczerze w to wątpię. Zresztą wczoraj jakoś nie narzekałeś, kiedy… - Reszta słów wypowiedzianych przez Feliksa została zagłuszona, kiedy Toris zatkał mu usta kolejnym ciastkiem. Zaskoczony blondyn nie miał innego wyboru jak przełknąć wypiek w całości i przy okazji postarać się nie udusić. Na widok miny, jaką łotrzyk przy tym zrobił, Hedvika dostała napadu niekontrolowanego chichotu.

- Czy mam rozumieć, że zdążyłeś wybrać jakieś zlecenie, skoro już pożyczyłeś sobie od kogoś umiejętność? - zapytał brunet. Zmiana tematu zawsze była dobrą opcją, kiedy rozmowa schodziła na niebezpieczne tory.

- T- tak… - wykrztusił Feliks, gdy udało mu się złapać głębszy wdech. - Kurwa... jak tak dalej pójdzie, to chyba faktycznie uda ci się mnie zabić…

- Śmierć przez uduszenie ciastkiem nie brzmi szczególnie heroicznie – wysapała podpierająca się o kontuar alchemiczka.

- Śmierć przez uduszenie się ze śmiechu też nie.

- Czyli Toris zgodził się na wspólne zlecenie z tobą? Kurczę, w takim razie nie będzie gotował obiadu... szkoda, byłam ciekawa, co przygotuje.

- Od kiedy Feliks proponuje nowicjuszom wspólne zlecenia? - zapytał zdumiony Feliciano.

- Od kiedy twój dziadek wkręcił go w szkolenie owego nowicjusza. Jest to prawdopodobnie pierwszy i ostatni taki przypadek w historii Szpona.

- Rany, mnie i Lovino ominęła najwyraźniej masa dobrej zabawy.

- Szkoda, że cię nie było, twoja umiejętność by mi się przydała przy trenowaniu Torisa – westchnął Feliks.

- A co takiego potrafi Feliciano? - zapytał zaniepokojony Toris. Znając Feliksa, to albo ta umiejętność byłaby faktycznie przydatna, albo posłużyłaby mu do dodatkowego dręczenia go.

- Stłumienie – odparł Feliciano. - Potrafię sprawić, że inni nie mogą użyć swoich perków.

- Mhm… i pewnie użyłbyś tego podczas treningu z bronią, tak?

- Dokładnie. Mógłbyś się przekonać, w jak beznadziejnej sytuacji byś się znalazł, gdybyś przy obecnych umiejętnościach musiał walczyć bez wsparcia swojej zdolności. Lepiej się przyłóż do ćwiczeń, bo nie trzeba posiadać specjalnej mocy, żeby pozbawić kogoś jego perka. A teraz chodź, porozmawiamy sobie o naszym zleceniu.

Toris skinął głową i ruszył za Feliksem na zaplecze, kolejne miejsce w gildii którego jeszcze nie miał okazji oglądać. Pomieszczenie było raczej niewielkie oraz pozbawione okien. Wypełniały je regały zastawione w większości książkami i miksturami. Na półkach znajdowały się też torby i plecaki różnych rozmiarów, a także kilka artefaktów o nieznanym brunetowi przeznaczeniu. Wszystko było skrupulatnie opisane i Toris z chęcią spędziłby trochę czasu, żeby to wszystko przeczytać, ale nie miał teraz na to czasu. Feliks podprowadził go do jedynego w tym pokoju stolika. Znajdował się na nim przedmiot, który przykuł uwagę wojownika nawet bardziej, niż wszystkie te książki i etykiety.
Była to mapa. Miała ona formę dysku wyciętego z kryształu i oprawionego w złotą obręcz, pokrytą skomplikowanymi wzorami i symbolami. Dysk sam w sobie był przepięknym dziełem sztuki, ale najciekawsze było w nim to, że tuż nad powierzchnią stołu wyświetlał trójwymiarową mapę całego świata, wszystkich dwunastu dystryktów, i to tak szczegółowo, że gdy Toris spojrzał na Aquron, bez problemu był w stanie namierzyć okolice z których pochodził.

- Łał… to jest niesamowite… - szepnął brunet, wpatrując się w mapę jak urzeczony.

- Ano przydatny gadżet, ale zanim z niego skorzystamy, przeczytaj co mamy zrobić – powiedział Feliks, podając mu kartę ze zleceniem.

- Poziom C… likwidacja siedliska pająków skalnych… - Toris uniósł brew i spojrzał na blondyna ze zwątpieniem. - Czyli znowu wracamy do eksterminacji robali?

- Pająków, nie robali. Robale to owady, pająki to pajęczaki.

- To stawonóg i to stawonóg, ja tu nie widzę zbytniej różnicy…

- A jest ich kilka i to nawet istotnych, na przykład liczba odnóży…

- Dobra, nieważne… chodziło mi o to, że spodziewałem się bardziej... hmm… zaawansowanych przeciwników?

- To SĄ bardziej zaawansowani przeciwnicy. Z wielkimi pająkami nie ma żartów i to niezależnie od gatunku… Właściwie dziwi mnie, że to zlecenie ma poziom C. To musi być bardzo niewielkie siedlisko, kilka pojedynczych sztuk, że dostało taką kategorię. - Feliks przeszedł się wzdłuż regałów z książkami, uważnie przypatrując się tytułom. Ściągnął z półek kilka pozycji i podał je Torisowi. - Proszę bardzo, lektura dla ciebie, będziesz sobie mógł trochę poczytać o pająkach podczas podróży. Tylko ich nie pogub, bo inaczej będziesz musiał odkupić.

- Pająki skalne są aż tak niebezpieczne?

- Owszem, co więcej są jednym z najgroźniejszych przedstawicieli swojego gatunku. Masz prawo o tym nie wiedzieć, bo pochodzisz z dziesiątki, jednego z niewielu dystryktów, gdzie nie występuje żaden gatunek tych paskudztw, więc jeszcze zanim zaczniesz czytać, przybliżę ci z czym będziemy mieć do czynienia. - Feliks przysiadł na krawędzi stołu z założonymi rękami i przyglądając się mapie, zaczął mówić: - Młode osobniki mają wielkość małego psa, dorosłe - konia, a królowe są nawet jeszcze większe. Są piekielnie agresywne, budują sieci, ale wolą polować aktywnie, nawet pomimo słabego wzroku, a polują na każde żywe stworzenie jakie im się nawinie. Zwykle żyją w koloniach, których wielkość uwarunkowana jest głównie dostępnością pokarmu, jednak jeśli zaczyna brakować jedzenia, to wolą raczej zaatakować osobniki z własnego gniazda, niż gdzieś się przenieść. I chwała im za to, bo stanowiłyby jeszcze większy problem, niż już są. Mają bardzo silny jad, zdolny powalić stworzenia znacznie większe od nich samych, przy czym z dawkowaniem go są nad wyraz hojne. Chyba nie muszę wspominać, że lepiej nie dać się ukąsić.

- To faktycznie brzmi bardzo groźnie.

- I takie jest. Może skalniaki nie są jakoś bardziej inteligentne od karaluchów, z którymi miałeś już do czynienia, ale nie możesz ich przez to lekceważyć, nadrabiają to wielkością, jadem i agresją. Zresztą nieważne, z jakim przeciwnikiem przyjdzie ci się mierzyć, nigdy nie wolno ci lekceważyć oponenta. - Feliks podrapał się po brodzie, rozmyślając nad czymś przez moment. - Co do jadu, to weźmiemy ze sobą kilka kryształowych fiolek, może uda nam się go nieco pozyskać. Z racji, że niełatwo go zdobyć i nie odkryto jeszcze wszystkich jego właściwości, jest bardzo cenny.

Toris ponownie zajrzał do ogłoszenia. Nie było na nim zbyt wielu informacji, tylko co i gdzie mają zabić i ile mniej więcej mogą za to dostać.

- Eatrus, wioska Margo… czyli dystrykt czwarty, ale gdzie dokładnie jest ta wioska? - Toris spojrzał na mapę. Czyżby mieli przeszukiwać cały dystrykt w poszukiwaniu jednej wioski? I czy była ona w ogóle naniesiona na tę mapę?

- I właśnie teraz nadchodzi moment, który sprawi, że nasza gildyjna mapa spodoba ci się jeszcze bardziej. - Blondyn odwrócił się w stronę mapy. - Wyznacz pozycję Margo w Eatrus – powiedział głośno i wyraźnie. Brunet zamrugał zaskoczony, kiedy cały świat zniknął, a zamiast tego pojawił się wyłącznie Eatrus. Po chwili na mapie zapłonął punkt podpisany jako "Margo".

- Tak myślałem, że to gdzieś na granicy z Taronem – stwierdził Feliks, kiwając głową. - Gdzie indziej miałyby się pojawić pająki skalne, jeśli nie tam, gdzie powoli zaczynają się góry?

- Ta mapa jest chyba najlepszym, co w tej gildii widziałem… - mruknął pełen podziwu Toris. - Nawet nie zaczynaj… - dodał, kiedy na to stwierdzenie na twarzy Feliksa zagościła uraza.

- Szkoda, że nie zdążyłem cię nauczyć nieco lepszego wyznawania się na żartach… Ale przyznaję, ta mapa jest bardzo użytecznym, niezwykle rzadkim i drogim przedmiotem. Mistrz zdobył ją, kiedy jeszcze zajmował się zleceniami. Niewiele gildii może się pochwalić czymś takim.

- Tak mnie to trochę zastanawia… mówiłeś, że mistrz, tak jak ty, ma rangę S. Wspomniałeś też, że żeby utrzymać najwyższe rangi, od czasu do czasu trzeba wykonać zlecenie odpowiedniego poziomu…

- Ale mistrz jest na emeryturze, więc jego ranga to bardziej taki stopień honorowy. Pozwolono mu zachować starą rangę, skoro i tak już nie wybierze się na żadne zlecenie.

- Skąd wiesz, że…

- Toris, kiedy najemnik przechodzi na emeryturę, to najczęściej dlatego, że nie jest już dłużej w stanie wykonywać swojego zawodu. - Feliks zaczął się przechadzać pomiędzy regałami, analizując, które mikstury powinni wziąć ze sobą. - Podejrzewam, że twoja fascynacja mapą wynika z twoich marzeń o podróżach.

- W głównej mierze tak – przyznał brunet, przesuwając wzrokiem po planie dystryktu czwartego. - Ale sam ten dysk jest po prostu piękny.

- Wiesz, ten gadżet ma jeszcze jedną przydatną funkcję. Lili udało się tak go dostroić, żeby pokazywał, gdzie znajdują się członkowie gildii.

- Poważnie? A jak to… - Toris urwał w pół słowa, gdy poczuł ramiona Feliksa obejmujące go od tyłu.

- Po prostu… połączyła wykonane przez siebie amulety z dyskiem… nie pytaj mnie jak, nie znam się na tym – zamruczał blondyn, sięgając dłonią pod ubranie bruneta. Delikatnie wydobył spod niego wisiorek i uniósł rękę tak, że zawieszka z symbolem gildii zawirowała przed oczami Torisa. - Tak długo, jak masz to przy sobie, jestem w stanie znaleźć cię wszędzie – wyszeptał mu do ucha.

- Zdaje się, że mówiłeś, że już nie będziesz się ze mną drażnił. - Brunet przełknął cicho ślinę. Znów zrobiło mu się gorąco. Zadrżał lekko, gdy blondyn się zaśmiał, a jego oddech połaskotał skórę na jego szyi.

- Wcześniej chodziło mi o to, żeby wykorzystując twoją niechęć do mnie nakłonić cię do współpracy… Teraz, skoro szkolenie już się skończyło i biorąc pod uwagę to, jak zareagowałeś ubiegłej nocy, uznałem, że z pełną swobodą mogę zabawić się w uwodziciela. Jak myślisz… dobrze mi idzie? - Nie czekając na odpowiedź, Feliks puścił bruneta i zabrawszy z półki jedną z toreb, wrócił do wybierania mikstur. - Idź do siebie i zapakuj, co uznasz za stosowne. Widzimy się przed wejściem za jakieś pół godziny.

Toris kiwnął głową, otrząsając się z oszołomienia. Podejrzewał, że pakowanie nie zajmie mu dużo czasu, bądź co bądź zbyt wielu rzeczy nie posiadał. Jednak gdyby miał odpowiedzieć na to ostatnie pytanie… to tak, Feliksowi szło doskonale.


Kiedy pół godziny później Toris schodził po schodach odziany w swój pancerz, z mieczem na plecach i torbą na ramieniu, zdążył ochłonąć na tyle, żeby przypomnieć sobie parę innych kwestii, o które chciał zapytać wcześniej.

- Jak właściwie zamierzamy się dostać do tej wsi? - zapytał, zatrzymując się obok stojącego przy drzwiach wyjściowych Feliksa. Blondyn miał na sobie czarny kombinezon bojowy, z wzmocnieniami w najwrażliwszych punktach i dodatkami z utwardzanej skóry. Jego uzbrojenie, oprócz ulubionych sztyletów, stanowiły dwa krótkie miecze, które miał przerzucone przez plecy.

- To się jeszcze zobaczy. Do samego Eatrus dojedziemy pociągiem, a już na stacji, możliwie jak najbliżej granicy z Taronem, będziemy kombinować nad dalszym transportem. Uzupełnimy też zapasy. Nie wziąłem dużo jedzenia i picia, bo to nie ma sensu, skoro nie wyruszamy od razu w kompletną dzicz i będzie możliwość zdobycia zaopatrzenia. - Feliks spojrzał przelotnie na swojego kompana. - Wszystko zabrane? No to idziemy, nie ma na co czekać. Co prawda do stacji mamy niedaleko, ale lepiej wyrobić się na wcześniejszy pociąg, niż czekać kilka godzin na następny – powiedział, podnosząc z ziemi torbę z zapasami.

- Tylko nie dajcie się pozabijać! - krzyknęła za nimi Hedvika, widząc, że zbierają się do wyjścia. Blondyn tylko machnął jej na pożegnanie, po czym wyszedł.

- Czy to, że wziąłem ze sobą zbroję, to błąd? Ty nie masz żadnej na sobie – mruknął Toris, ruszając za nim.

- Nie, po prostu ja polegam bardziej na swojej szybkości i zwinności niż sile, więc wolę mieć na sobie coś, co nie krępuje moich ruchów. Pająki skalne są szybkie, a w starciu z ich hakami jadowymi niewiele pancerzy ma jakieś szanse. Ale jakakolwiek ochrona zawsze się przyda, więc nie popełniłeś błędu.

- A te miecze?

- Cóż… prosiłem Anri o sztylety, ale te miecze są nawet lepsze. Księżycowa stal jest bardzo lekka, więc wagowo różnicy nie ma, a zasięg odrobinę większy. Widzę, że szkolenie się skończyło, a ty nadal masz całą masę pytań.

- Śmiem twierdzić, że dwa tygodnie to za mało, żeby wszystko ogarnąć.

- Nie mogę się z tym nie zgodzić, trzeba lat, żeby nabrać wprawy. Cóż, pytaj póki możesz, bo jak już wsiądziemy do pociągu, to zamierzam się zdrzemnąć.

- Właściwie, to mam jeszcze tylko dwa pytania: co potrafi Lovino i jakie jeszcze perki pożyczyłeś.

- Drugi perk, jaki przejąłem, to siła Lizzie, a trzeci, który myślę, że mi się przyda, pożyczę od ciebie. Ale to jak już będziemy na miejscu. Jeśli zaś chodzi o Lovino, to powiem tak: chłop ma wybuchowy charakter i wybuchową zdolność. Potrafi zmienić to, czego się dotknie, w bombę. Więc jak rzuci w ciebie, dajmy na to, pomidorem, to nie masz zbytniej pewności czy ów pomidor rozwali ci się na głowie, czy raczej rozwali ci głowę.

- O cholera…

- No właśnie… Feliciano zazwyczaj kręci się w pobliżu, żeby przypadkiem nie trzeba było robić remontu… albo pogrzebu. A teraz wyciągaj kasę, trzeba kupić bilety.

- Że co?! Ty skąpy…

- Zanim dokończysz to zdanie, pozwól mi coś oznajmić: to, że wykonujemy razem zlecenie, nie znaczy, że będę stawiał ci bilet. Zapłać za siebie, albo będziesz biegł za tym pociągiem zamiast nim jechać…

- Och… przez chwilę myślałem…

- Już ja wiem co sobie pomyślałeś – stwierdził Feliks zbolałym tonem. - I doprawdy, twoja głupota i uprzedzenie w tej kwestii mnie dobijają. Ty chyba mnie nie słuchasz, kiedy mówię, że członków swojej gildii nie okradam. A gdybym chciał się wymigać od płacenia, to po prostu buchnąłbym ci sakiewkę i zapłacił twoimi pieniędzmi, a zanim byś się zorientował, że to zrobiłem, pewnie minęłoby trochę czasu.

O ile w ogóle bym się zorientował, pomyślał z westchnieniem Toris, wyciągając z torby woreczek z pieniędzmi.


Byłam przeziębiona, ale już mi przechodzi, więc nie ma obaw, że mnie jakieś choróbsko z nóg zetnie i pozbawi mocy pisarskich.
W głębi duszy wierzę, że gdzieś na świecie odbył się rytuał ''pisz nie pierdol'' i dlatego choroba tak szybko sobie poszła XD

No to miłego świątecznego wpieprzania (chyba, że to tylko u mnie się tyle żarcia robi co święto :v) i do zobaczenia w następnym rozdziale ''w-sumie-nie-wiem-którego-fika''.

A no i jeszcze miałam dodać: nie oglądałam, ani nie czytałam Igrzysk Śmierci, nie wiem dlaczego ten świat podzieliłam akurat na ''dystrykty''.