Stiles czuł się tak, jakby znalazł się w całkiem innej rzeczywistości. Derek siedział na kanapie po drugiej stronie sporej wielkości kupki szkła i drewna, która została ze stolika. Jego koszulka była lekko potargana, ale alfa zdawał się tym nie przejmować. Zapach ciastek okazał się po prostu słodkawą nutą w powietrzu, której nie dostrzegał wcześniej.
Teraz kiedy się trochę uspokoił, zdał sobie sprawę, że coś podobnego czuł od chwili, gdy wjechali do Beacon Hills. To musiał być po prostu zapach domu. Wilk w nim najwyraźniej pomimo wojaży doskonale wiedział, skąd pochodzi.
Derek wpatrywał się w niego tak intensywnie, że Stiles miał ochotę skulić się w sobie. Nie czuł się podobnie jak przy Dianie Turner, gdzie chętniej po prostu zszedłby kobiecie z oczu. Derek po prostu wpatrywał się w niego, jakby nie był do końca pewien, co widzi. Stiles miał tylko nadzieję, że nie dostał podejrzanego ataku, nagłego rozrostu mięśniowego jak Scott. Kiedy przebywał u Turnerów oglądał się w lustrze niemal codziennie i niczego podobnego nie uświadczył. Wątpił zresztą, aby to przegapił. Jego koszulki wciąż smętnie zwisały z jego ramion.
Scott stał za Derekiem z przekrzywioną śmiesznie głową, jakby chciał mu się przyjrzeć ze wszystkich możliwych kątów. Erica i Cora siedziały po obu stronach alfy i Stiles naprawdę cieszył się, że Ian jest z nim.
- Ktoś został w samochodzie – odezwał się nagle Derek.
- Tak, mój tata – odparł szczerze Stiles, wiedząc, że kłamanie na ten temat nie ma sensu.
- Powiedziałeś mu?! – spytał Scott, a potem chwycił się za głowę. – On powie mojej mamie! – krzyknął.
- Zamknij się, Scott – rzucił Derek, warcząc pod nosem.
Tym razem, jednak i Stiles to usłyszał.
- Przemieniłeś go – warknął Derek po chwili, patrząc wprost na Iana.
Jak za starych dobrych czasów znów czuł się niewidzialnym. Tak, jak podejrzewał nie chodziło o to, że był człowiekiem. Po prostu ludzie traktowali go tak z przyzwyczajenia. Najwyraźniej miał jakiś defekt. Albo wypisane niewidzialnym flamastrem 'łajza' i nikt nie powiedział mu do tej pory, że pozostali magicznie to odbierają.
- Stiles opowie ci, co się stało – odparł Ian całkiem spokojnie.
Derek nie spuścił, jednak z Turnera oka.
- No więc, skoro ustaliliśmy, że tutaj siedzę… Fajnie, że zauważyliśmy, bo to dość ważny punkt tego spotkania. Więc jestem tutaj i jestem wilkołakiem – zaczął Stiles, nie kryjąc nawet swojej irytacji. – A mój tata siedzi od dwudziestu minut w samochodzie i pewnie tylko cudem jeszcze nie wszedł do środka.
- Lydia zaczęła go zagadywać – wszedł mu w słowo Derek.
- To dobrze. Znaczy chyba dobrze, bo on się pewnie kapnie, że ona go okręca sobie wokół palca. Jest trochę bardziej spostrzegawczy ode mnie, więc… - urwał, widząc minę Dereka. – Jasne, do rzeczy. Zatem ugryzł mnie wilkołak – poinformował ich, a potem zrobił dramatyczną przerwę.
Erica przewróciła oczami, a Derek wydawał się coraz bardziej zirytowany.
- W tę noc, gdy zamknąłem się z Corą w kręgu. Jeden z alf musiał podczas ataku, jednak mnie dostać. Sądziłem, że to niegroźne zadrapanie, ale rano go już nie było, a ja zaczynałem szaleć, bo mój ojciec sądził, że obaj jesteście moimi dilerami – wyjaśnił, zerkając to na Dereka, to na Iana.
Turner znał tę część historii, ale wciąż zaskakiwało Stilesa, że sam nie wpadł na to wcześniej. Oczywiście jego ojciec, jako szeryf musiał dojść do jakichś konkluzji, a to zdawało się całkiem logiczne.
- Stiles – warknął Derek. – Dlaczego mi nie powiedziałeś? – spytał wprost.
- Och, od czego miałbym zacząć? – zaczął Stiles, przewracając oczami. – Może od tego, że nigdy nie pozwoliłbyś powiedzieć mojemu ojcu. Albo o fakcie, że kiedy raz jeden prosiłem was o pomoc, to mnie olałeś. Dzwoniłem, Derek, do ciebie kilkanaście godzin wcześniej i nie odebrałeś – przypomniał mu. – Może, gdybyś, jednak się nie rozłączał na widok mojego imienia, nie byłbym teraz pieprzonym wilkołakiem?! – warknął i od razu poczuł, że zaczyna tracić kontrolę.
Wziął głęboki oddech, a potem kolejny, starając się zapaść w tym słodkawym zapachu. Medytacja nigdy nie była jego mocną stroną, ale jednak potrafił nad sobą panować na tyle, żeby nie walnąć, jednak Dereka w jego głupią twarz.
- Szczenię gryzie – powiedziała Cora i spojrzała na niego marszcząc brwi.
- Ej! Mogłabyś być milsza dla kogoś, kto uratował ci życie – oburzył się.
Dziewczyna zaśmiała się, a potem spojrzała na niego krzywo.
- Prawie mnie zabiłeś. Miałam wszystko pod kontrolą – odparła Cora.
- Przed tym, czy po tym jak alfa rozharatał ci bok? Widziałem twoje kości – przypomniał jej. – To cecha wspólna Hale'ów? – spytał lekko zirytowany.
Derek, jednak wciąż wpatrywał się w niego niewzruszenie. Stiles przełknął nadmiar śliny, zastanawiając się, dlaczego zrobiło się nagle tak cicho. Alfa wciąż nie powiedział ani słowa. Wzrok Dereka przesunął się z wolna na Iana i mężczyzna rozpoczął wgapianie się w nowy cel. Stiles pojęcia nie miał, o co chodziło. Przyzwyczajony był bardziej do tego, że Derek rzucał nim po ścianach i przedsmak tego miał wcześniej.
- Nie możesz z nim być – powiedział w końcu Derek.
Ian nawet nie drgnął.
- Hej! – zaprotestował Stiles. – Nie jesteśmy już razem, ale to dalej nie twoja sprawa.
- Moja, jeśli masz być jedną z moich bet – odparł Derek, patrząc ponownie na Stilesa.
Spiął się, wiedząc, że przeszli do meritum. Nie sądził, że Derek będzie tak bezpośredni. W zasadzie chciał myśleć, że wszystko było oczywiste, ale Hale użył trybu przypuszczającego, a zatem musiała się za tym kryć też jakaś cena.
- Czyli co? – spytał, starając się ukryć gorycz. – Mam ci być posłusznym? O to chodzi? – ciągnął dalej. – Wiesz, że nie mam żadnego wyboru, więc oczywiście się zgadzam. Aczkolwiek z Ianem jesteśmy przyjaciółmi i nie będę…
- Turner znajduje się pod opieką naszej watahy – wszedł mu w słowo Derek. – Jesteś wilkołakiem - sytuacja się zmieniła. On cię nie może mieć i zabrać z sobą, gdy skończy studia i wróci do Stanford, żeby przejąć obowiązki matki.
- Wiem. Już mi to zostało wyjaśnione – odpowiedział Stiles.
Pewnie lepszego rozstania nie mógł sobie zażyczyć, ale wciąż czuł się nieswojo. Nie dlatego, że trudno było wysiedzieć koło chłopaka, którego język miał w ustach, ale ponieważ nie było, to dla niego właśnie, aż takim kłopotem. Czuł, że obaj powinni jakoś inaczej reagować. Tutaj brakowało tego, czego nie mieli od samego początku.
- Wróć do domu. Rozpakuj się. Porozmawiamy później – poinformował go Derek i najwyraźniej, to było wszystko, bo alfa wstał i ruszył w kierunku schodów.
Stiles spoglądał za oddalającym się mężczyzną, nie mając pojęcia, co powinien zrobić. Ian podniósł się z kanapy, zapewne zamierzając wrócić do samochodu, więc podążył za nim. Cora stanęła nagle przed nim, odgradzając go od drzwi, więc instynktownie wystawił kły zanim zdążył się powstrzymać.
- Dla jasności, miałam wszystko pod kontrolą – powiedziała siostra Dereka, a potem zeszła mu z drogi.
- Jak każdy Hale – warknął pod nosem, dołączając pospiesznie do Iana.
Lydia nie zdawała się jakoś zaskoczona jego widokiem. Najwyraźniej ojciec wyjaśnił jej, że skoro teraz wszystko wie, tak łatwo nie uda im się migać od faktycznych wyjaśnień.
ooo
Stiles miał deja vu wszystkich deja vu. Tym razem, jednak usłyszał wyraźnie, że Derek wspiął się po dachu jego domu, więc nie dostał zawału, gdy alfa wszedł do jego pokoju. Hale rozejrzał się wokół, jakby spodziewał się, że cokolwiek się zmieniło. Stiles wcześniej wyczuł, że Scott chodził po jego pokoju, zapewne szukając wskazówek, gdzie zniknęli. Możliwe, że faktycznie powinien był pomyśleć o zawiadomieniu ich jakoś, ale był zbyt zestresowany, żeby myśleć. A potem potrzebował po prostu spokoju.
- Zdajesz sobie sprawę, że odkąd mój ojciec wie, możesz wchodzić drzwiami? – rzucił Stiles, nie wstając nawet ze swojego łóżka.
Derek stanął przy jego biurku i jak zawsze oparł się o nie biodrami. Możliwe, że wyrobili pewne standardy zachowań i mężczyzna zamierzał kontynuować ich małe prywatne tradycje.
- Przykro mi – powiedział Derek, jak zawsze ignorując jego niewielką uwagę.
Stiles polizał wargi, zastanawiając się powoli czego właściwie się spodziewał. Już raz oficjalnie im wygarnął, że nie chce być w watasze. Wiedział, że to się nie obejdzie bez reperkusji. Teraz nie czuł się najgorzej. Ian twierdził, że przez tygodnie może nawet nie odczuć tego, że jest sam. Więź z alfą, który go ugryzł była słaba. Jednak wciąż istniała, więc zapewniała mu status bety. Zamierzał jednak z tym walczyć i spodziewał się, że lada dzień coraz trudniej będzie mu się kontrolować.
Scott przeżył tak długo tylko dlatego, że Peter był blisko, a obaj z Derekiem dawali mu pewną namiastkę watahy. Dzięki temu mógł zachować trzeźwość umysłu. Jemu pozostawał ojciec i Ian. Scott go nie opuścił, ale jego przyjaciel późno łapał. Zanim McCall przyzwyczaiłby się do myśli, że obaj są wilkołakami, mogły minąć tygodnie.
- Jasne, nic nie szkodzi – powiedział, starając się jakoś powstrzymać zapach goryczy, który rozniósł się w powietrzu.
Derek warknął.
- Nic nie szkodzi?! – zaczął alfa podniesionym tonem. – Nigdy nie chciałeś być wilkołakiem i uwierz mi, że gdybym mógł jakoś cofnąć czas…
Stiles zamarł.
- Przykro ci, że jestem wilkołakiem? – upewnił się, czując nagle ulgę.
Derek kiwnął głową, przechodząc na niewerbalną formę komunikacji.
- Po pierwszym szoku było nawet całkiem nieźle – przyznał.
W zasadzie nie czuł w sobie jakiejś wielkiej zmiany. Zawsze obawiał się tego, że przestanie być sobą, ale ten wygadany Stiles cały czas, gdzieś tam był i nie czuł wielkiej potrzeby położenia się na plecach i odkrycia brzucha przed Derekiem. Alfa może i był końcowym ogniwem łańcucha troficznego, ale wciąż nie wpływał na niego zbyt silnie. Nie było tego instynktownego przymusu w jego obecności – czegoś, czego Stiles obawiał się najbardziej.
Przez całe życie nie był do końca podległym nawet ojcu. Lubił swoją wolność. Wiedział, że przy Peterze nie będzie miał wyboru i podobnie przy alfie, który go ugryzł. Derek, jednak stał teraz na środku jego pokoju i po prostu na niego spoglądał.
- Powinienem był być przy tobie – rzucił Hale, zaskakując go trochę.
- Nie musisz się o to martwić. Będziesz miał betę, która już potrafi się kontrolować – dodał niepewnie, starając się odczytać jakoś reakcję Dereka.
Alfa nie zaprzeczył.
- Więc, to się dzieje, prawda? – upewnił się Stiles.
- Za trzy tygodnie jest kolejna pełnia, pobiegniesz wtedy z nami – poinformował go Derek, co nie było jednocześnie żadną odpowiedzią ale i każdą.
Stiles nigdy nie uczestniczył w nocach pełni. Derek nie zapraszał go, chociaż Allison i Lydia siedziały głównie w domu watahy, po prostu czekając, aż tamci wrócą. Nie wiedział, co robili potem. W zasadzie nie miał pojęcia o tym, czym zajmuje się wataha, gdy przebywa ze sobą. Wiedział, że trenują, bo Scott cały czas narzekał na to jaki jest zmęczony, ale poza tym trzymali wszystko w tajemnicy. A Stiles nigdy nie był częścią tego klubu.
- Popełniłem błąd – stwierdził Derek grobowym tonem.
Stiles nie był do końca pewien do czego się to odnosiło, ale nie bardzo podobało mu się to zdanie.
- Normalnie powiedziałbym, że ssiesz – zaczął, podnosząc się z łóżka. – Jednak… Słuchaj, w sumie nie jesteś taki najgorszy. I nie mówię tego, bo będziesz moim alfą – dodał Stiles.
Tęczówki Dereka błysnęły czerwienią, więc instynktownie się cofnął.
- W końcu utrzymujesz nas przy życiu – dodał Stiles, ale Hale był już w drodze do otwartego okna. – Użyj następnym razem drzwi! – krzyknął za Derekiem, który znikał w ciemności.
ooo
Cieszył się, że wrócili w weekend. Przede wszystkim dlatego, że został mu jeden dodatkowy dzień i mógł się cieszyć spokojną niedzielą. Jego ojciec musiał parzyć już kawę, bo czuł jej wyraźny aromat. I zapach domu, który był po prostu cudowny. Starał się wyśledzić bicie serca swojego ojca, który poruszał się po kuchni, ale cały czas coś zakłócało ten dźwięk. Zajęło mu chwilę, zanim zdał sobie sprawę, że nie są w domu sami.
Zbiegł na dół, nie przebierając się nawet i w szoku wpatrywał się w Dereka, siedzącego przy jego kuchennym stole. Jego ojciec tymczasem smażył naleśniki, kompletnie nie poruszony tym, że dorosły wilkołak jest jego gościem. Dorosły wilkołak, którego uważał za dilera, a którego zamknął w areszcie pod zarzutem zamordowania siostry.
- Cześć – przywitał się Stiles niepewnie.
- Twoje zmysły wyostrzają się – zauważył Derek.
Nie brzmiało to jak komplement. Hale po prostu poczynił uwagę, ale to było tak u niego rzadkie, że Stiles nie mógł się nie zastanawiać, co się u licha dzieje.
Jego ojciec odwrócił się ze szpatułką w dłoni.
- Śniadanie? – spytał szeryf. – Rozmawialiśmy z Derekiem o problemach Beacon Hills. Najwyraźniej ten alfa, który cię napadł może wrócić – dodał, unosząc do góry brew.
- Miałem ci powiedzieć – skłamał Stiles. – W późniejszym terminie – dodał, bo teraz nawet Derek się w niego wpatrywał.
- Alfa nie będzie żadnym problemem – odparł Hale tak grobowym tonem, że Stiles momentalnie zaczął się zastanawiać, czy będą wykopywać jakiś grób.
Jego ojciec westchnął, jakby nie spodziewał się niczego innego.
