Kiedy już był gotów, spotkał się z właścicielem budynku, w którym miał zamieszkać.

Chciał podpisać umowę jak najszybciej. Ludzie, którzy mieli kupić dom, byli już całkowicie zdecydowani, zostało im tylko wynegocjować ostateczną cenę. Chciał więc mieć swoje miejsce, zejść z barków Jordana i postawić się na nogi, zacząć w końcu oddychać.

Z mężczyzną miał spotkać się w jego mieszkaniu/biurze, które znajdowało się na szczycie tego samego budynku, w którym za niedługo zacznie nowe życie. Użył windy towarowej i z zaskoczeniem uznał, że bardzo mu się to podoba. Ten niby obskurny wygląd budynku, w którym mieszkały rodziny z dzieciakami, zwierzęta i starsi ludzie. Który zamieszkiwali ludzie tak przyjaźni, że uśmiechali się do niego i kiwali mu, gdy wchodził do środka.

Drzwiami do praktycznie każdego mieszkania były ciężkie, odsuwane metalowe wrota, które przywodziły na myśl stare fabryki. To również przypadło Stilesowi do gustu.

Zapukał cicho i niedługo musiał czekać na to, by przywitał go…

- Derek Hale?

Wydusił z siebie, zaskoczony.

Nie miał pojęcia, jak nazywa się właściciel. Na stronie internetowej znalazł tylko maila, który w swojej nazwie zawierał jedynie adres budynku, żadnego nazwiska.

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i wpuścił go do środka, proponując coś do picia.

Już chwilę później Stilinski przeglądał umowę i podpisywał ją natychmiast po przeczytaniu. Miał zobowiązanie na pięć lat, z możliwością jego przedłużenia. Derek dał mu trzymiesięczne zwolnienie od płacenia czynszu – „remonty i meble kosztują, wiem o tym" – i nie ugiął się, nawet kiedy Stiles powiedział, że nie musi tego robić.

- Każdy nowy lokator dostaje taki przywilej.

Stiles nie był do końca przekonany, ale kiwnął głową, podnosząc się z kanapy. Przytulał do piersi papiery, ściskając je mocno i czuł ulgę. Cholerną ulgę.

- Miło robi się z tobą interesy, G…

- Stiles.

- Stiles.

Powtórzył Derek, a ton jego głosu zrobił z nim coś tak dziwnego, że musiał natychmiast się stamtąd wydostać. Uścisnęli sobie tylko dłonie i Stilinski uciekł, zatrzymując się dopiero przy aucie.