Rozdział 10
Hermiona nigdy nie przepadała za Norą, ale dzisiaj z lekkim zdumieniem odkryła, że się cieszy. Cieszy na myśl spędzenia świąt w Norze w całym tym gwarze.
Dodatkowo świętom towarzyszyła nie lada okazja – ślub Harry'ego i Ginny.
- Hermiono?
Otrząsnęła się z zamyślenia i skierowała wzrok w górę. Bill coś do niej mówił, ale najwyraźniej zorientował się, że go nie słucha.
- Nie słuchasz mnie. – Stwierdził kwaśno i pociągnął ją za łokieć na schody. – Musisz się przebrać, zanim się zorientują jak wyglądasz.
Miał rację, więc nawet nie oponowała jak ją popychał.
Kwadrans później wyglądała zdecydowanie lepiej, ale i tak nie należała do największych piękności tego świata. Jej cera stała się smagła, ogorzała gorącem i wszędobylskim piaskiem, włosy już dawno utraciły ład. Warunki panujące w Egipcie były dalekie od chłodnego i wietrznego klimatu Anglii.
Gdy zeszli na dół uświadomiła sobie jak bardzo jest głodna. Zapachy dochodzące z kuchni poruszyły wszystkie zmysły. Bill ewidentnie podzielał jej zdanie, więc od razu skierowali się do kuchni.
- Bill, synu! – Artur Weasley przyklasnął, jak tylko zorientował się, że przybyli. – Nie słyszeliśmy waszej aportacji.
- Właściwie użyliśmy Świstoklika. – Bill przytulił się do ojca z uśmiechem, jakiego Hermiona nie widziała od dawna. – Wiesz, obostrzenia międzynarodowe. Gdzie jest mama, tato?
- W spiżarce. Szuka jakiegoś dżemu do ciasta drożdżowego. – Bill wyszedł z kuchni zostawiając w niej kobietę z teściem. – Hermiono! Jak dobrze cię widzieć! – Jego ciepły uśmiech spowodował, że i ona się delikatnie uśmiechnęła. – Jesteś taka opalona! Co najmniej jakbyś mieszkała w jakimś bardzo ciepłym kraju. – Zażartował, a ona pokiwała głową. No właśnie, ciepły kraj.
Nie zdążyli uciąć sobie pogawędki, bo do kuchni wparowała najważniejsza osoba domu Weasleyów – Molly.
- Kochaniutka, jak dobrze cię widzieć! – Wykrzyknęła i odłożyła słoik, który trzymała w dłoniach. Podeszła do niej i bezceremonialne przyciągnęła ją do siebie. – Jesteś taka opalona!
- Molly, nie duś Hermiony. – Artur próbował ją uratować, ale Molly zignorowała jego głos. Ostatecznie ją puściła i przeniosła wzrok na syna.
- Jesteście głodni? Mam nadzieję, ze tak, bo spiżarnia pęka w szwach przed ślubem.
Nie pamiętała kiedy tak bardzo by się najadła. Błogie uczucie po raz pierwszy od kilku miesięcy ogarnęło jej ciało. Wstała od pustego już stołu i podeszła do okna. Zima w tym roku w Anglii była nijaka. Mróz trzymał, ale pogoda była raczej pochmurna, bez opadów śniegu.
Żałowała, bo stęskniła się za śniegiem.
Po raz kolejny dzisiaj z zamyślenia wywołał ją głos.
Tym razem był to Harry i zarazem pierwsza osoba, której obecność sprawiła jej prawdziwą przyjemność.
Przywitali się i Hermiona zauważyła, że przyjaciel dziwnie na nią patrzy i chce jej coś powiedzieć.
- Harry, co jest? Co się stało?
Miał już odpowiedzieć, gdy do kuchni wkroczyła Molly i zdecydowanym głosem wyprosiła ich do salonu. Harry w korytarzu bardzo usilnie próbował wykrztusić coś z siebie, do momentu w którym nie pojawiła się lekko przerażona Ginny.
- Powiedziałeś jej? –Jej zduszony głos został zagłuszony przez głośny kobiecy śmiech.
Hermiona znała ten śmiech bardzo dobrze.
- Nie zdążyłem. – Harry został zgromiony przez Ginny wzrokiem. Rudowłosa chciała coś powiedzieć, ale w drzwiach salonu pojawiła się roześmiana Lavender.
Lavender w Norze w święta?
Spirala niedomówień w tej chwili wydawała się Hermionie niedorzeczna.
Za plecami Lavender stał Ron, uśmiechnięty od ucha do ucha do momentu, w którym nie zobaczyli się nawzajem.
- Hermiono! Jak dobrze cię widzieć! – Lavender, jak nie ona, podeszła do niej i przytuliła się.-Jesteś taka opalona!
Hermiona starała się ignorować ją, bo jej wzrok był skierowany na twarz Rona, którego mina zrzedła i spochmurniał.
- Dziękuję… Lavender. – Jej uśmiech był krzywy wymuszony i powstrzymała się od dodania: A co ty tutaj robisz?
Sytuację próbowała ratować Ginny, która miała w zamiarze zwabić oboje do kuchni. Co z racji zapachu unoszącego się z pomieszczenia nie było takie trudne.
Ron, w momencie w którym mijał Hermionę, spojrzał na kobietę z wściekłością. Zmieszało ją do tego stopnia, że jak tylko została w korytarzu sam na sam z Harrym spojrzała na niego wyczekująco ze słowani:
- Harry, możesz?
Hermiona stała przy oknie i próbowała sobie wszystko poukładać w głowie. Za oknem pan Weasley i Harry pracowali nad ślubną oprawą i stawiali namiot. Zupełnie tak samo jak wtedy, gdy Bill pobierał się z Fleur. Na dwór wyszedł również Ron i zaczął pomagać, za jego plecami kryła się Lavender.
Na sam jej widok Hermiona poczuła narastającą wściekłość. Już wiedziała, czemu Ron wyrażał to samo uczucie w stosunku do niej.
Harry poinformował ją, że Lavender weszła do rodzin Weasleyów dwa miesiące temu. Oboje zostali złączeni po przeprowadzeniu procedury prawa. Przez cały ten czas ukrywano przed nią ten fakt.
Była skłonna się z tym pogodzić, prawo to prawo. Brutalne czy nie, nie mieli szans uniknąć tego. Jednak to nie ten fakt rozdarł jej serce.
- A więc wiesz.
Zza jej pleców dotarł do niej głos Billa. Momentalnie odwróciła się i mimowolnie zauważyła, że wyszedł niedawno spod prysznica. Miał wilgotne włosy opadające miękko na poraniony policzek, a na jego skórze widziała jeszcze kropelki wody.
- Wiedziałeś?
Patrzyła na niego uważnie, a on nie odpowiedział bezpośrednio, tylko kiwnął głową.
- Wiedziałeś. – Sama sobie odpowiedziała i ponownie spojrzała za okno.
Ron rozmawiał z Harrym i zaśmiali się z czegoś. Ich kontakt pozostał bez zmian, braterska przyjaźń łączyła ich nadal. I może nie byli najbliższymi sobie osobami, ale po tym, co ich spotkało nie musieli utrzymywać kontaktu codziennie.
Relacja kobiety z Harrym też nie uległa zmianie – ich przyjaźń nadal była głęboka i Harry rozumiał ją niekiedy jak nikt inny. Bardzo ceniła fakt, że tak bardzo może na nim polegać.
Ona i Ron… Kiedyś myślała, że są sobie przeznaczeni. Bardzo go kochała i nawet w tej chwili, gdy jedynym stosownym uczuciem powinna być nienawiść, nie potrafiła w całość wyrzec się uczuć. Chichot losu spowodował, że ich marzenia zostały brutalnie skonfrontowane z rzeczywistością. Mogła go winić o wiele rzeczy i w zasadzie to go obwiniała o zaistniałą sytuację, ale teraz było za późno. Mleko się rozlało, serca zostały złamane.
Myślała również, że w obliczu zaistniałej sytuacji będzie miał na tyle odwagi, żeby z nią porozmawiać.
Nie miał.
Nie potrafił jej powiedzieć, że od dwóch miesięcy ma żonę.
Czuła ogromny żal, ale z drugiej strony on miał prawo być wściekły na nią i Billa.
- Jak się z tym czujesz? – Dawnego tego tonu nie słyszała w głosie Billa.
Przełknęła ślinę.
- Będziesz miał bratanka lub bratanicę w kwietniu. – Jej głos zadrżał, gdy to powiedziała.
Ostatnią rzeczą, jaka powinna ją obchodzić, było małżeństwo Rona. Nie miała żadnego, absolutnie żadnego, prawa wtrącać się w jego teraźniejsze życie. Musiała zaakceptować ten fakt i przyzwyczaić.
Jednak sprawa zmieniła obrót, gdy Ginny zduszonym głosem poinformowała ją o ciąży Lavender. Nikt z Weasleyów się tego nie spodziewał i gdy ta informacja ujrzała światło dzienne, Molly spanikowała. Ron nie miał wielkiego wyboru i na koniec października Lavender Brown zmieniła stan cywilny. Wszystko w tajemnicy przed Hermioną.
- Ja pytam o to jak się czujesz.
Cisnęły jej się na usta bardzo brzydkie słowa i bardzo dużo rzeczy, które klasyfikowała jako nieodpowiednie do zwerbalizowania. Miała ochotę wylać z siebie wszystko z ostatnich miesięcy, ale zagryzła wargi.
To nie jest odpowiedni moment.
- Nie wiem, Bill. Naprawdę nie wiem.
Słyszała, jak wycofuje sięz pokoju i zamyka cicho drzwi.
Z niewiadomych przyczyn na jej policzku pojawiły się ogromne, gorące łzy.
Bill stanął za drzwiami i czuł, jak jego serce wali, obijając się prawie o płuca. Miał wrażenie, że jego krew wrze, a żyły płoną. Nigdy w życiu nie poczuł się tak, jak teraz. Jego wzrok rozmazywał się, zamglony czerwonawą poświatą.
Wiedział, że jest tylko jedna osoba, która jakkolwiek mu może pomóc w zrozumieniu co się dzieje.
Bethany.
