Hotel McGarretta był wielki i pewnie Danny nie powinien się spodziewać niczego innego. Rachel była początkowo zaskoczona, kiedy mówił jej o planach na weekend, który dla nich – dzięki Kono – zaczął się już w piątek po południu. Czuł się cholernie dziwnie w ogromnym lobby i przytulił do siebie Grace, żeby nie zniknęła w tłumie ludzi. Nie mieli sporo bagażu, odkąd zostawali tylko na weekend, ale upewnił się, że walizka była bezpieczna tuż obok jego stopy. Był zbyt długo gliną, żeby nie wiedzieć kiedy i gdzie kradzieże zdarzały się najczęściej, a ten ścisk wcale mu się nie podobał.
Oczy Grace zrobiły się wielkie jak talerze, kiedy pokazała mu fontannę z na środku pomieszczenia. Nie miał pojęcia kto urządzał tę przestrzeń, ale robiła ogromne wrażenie. A lekka mgiełka ochładzała o wiele lepiej niż klimatyzacja. Przez szyby dostrzegł cały basenowy kompleks i chociaż delfiny musiały być w swoim akwarium – czy gdziekolwiek je trzymali – chyba podejrzewał gdzie przyjdzie spędzić mu najwięcej czasu.
Podeszli do recepcji, kiedy tylko trochę się rozluźniło. Nie do końca wiedział jak się ubrać, ale najwyraźniej wtapiali się w grupy turystów, czego chciał najbardziej. Kobieta zabrała od niego wydrukowaną rezerwację i zerknęła na niego trochę zaskoczona. Miał cholerną nadzieję, że McGarrett nie zrobił mu jakiegoś żartu, bo Grace była tak szczęśliwa, że zmuszony byłby do uduszenia faceta gołymi rękami. I nie zawahałby się ani przez chwilę.
- Jakiś problem? – spytał starając się brzmieć spokojnie.
- Ależ nie, panie Williams – powiedziała kobieta i jej wzrok padł na Grace, która starała się dostrzec cokolwiek.
Była za niska, żeby sięgać nad ladą. I może to i lepiej, bo wzrok tej bety nie podobał mu się ani trochę.
- Jakiś problem? – spytał jeszcze raz i tym razem ostrzej.
Kobieta spłoszyła się i pospiesznie wróciła do komputera. Grace splotła ich palce razem, więc uśmiechnął się, zerkając w dół na nią. Nienawidził klapek, ale najwyraźniej był to tutejszy strój narodowy. I zaczynało go powoli cieszyć, że Stella zmusiła go do zakupów przed wyjazdem. Miał dostatecznie wiele koszulek, żeby się nie upiec. A Kono zapowiadała częste wyjścia na plażę. Nie żeby miał przy Grace jakiś wybór.
- Ailani zaprowadzi pana do pokoju – poinformowała go kobieta, kiwając na hotelowego boya.
- Nie, dziękuję. Poradzimy sobie – rzucił. – Który to pokój?
Kobieta uśmiechnęła się przerażająco szeroko i nieszczerze.
- Panie Williams, naprawdę muszę nalegać – powiedziała tonem, który słyszał chyba pierwszy raz w życiu.
I pewnie musieli mieć jakąś politykę dotyczącą obsługi klienta, a on utrudniał jej życie.
- Dobra – westchnął, podając facetowi ich jedyną walizkę.
Nie chciał wyjść na dupka i najwyraźniej ten omega, Ailani, spotkał już wiele dziwniejszych ludzi niż ich dwójka, bo nawet przelotnie nie zerknął na Grace. Może sądził, że to jego alfa dokonał rezerwacji i mieli się spotkać na miejscu. Nadal krępowała go samotność, ale po latach małżeństwa trudno było się przyzwyczajać do ciekawskich spojrzeń, kiedy pojawiał się sam z Grace. Zbyt wiele zakładano i to zawsze prowadziło do kłopotów.
Chłopak przepuścił ich do środka windy, a potem kliknął przycisk kierujący ich na najwyższe piętro.
- Uhm, chyba zaszła pomyłka – rzucił pospiesznie Danny.
Ailani zerknął na klucz w dłoni, który nie miał numeru, jedynie wielkie złote A.
- Nie rezerwował pan apartamentu? – upewnił się boy.
Danny otworzył usta, a potem je zamknął pospiesznie.
- Nie ja rezerwowałem pokój – odparł w końcu. – Chyba lepiej będzie wrócić na partner – dodał.
Ailani uśmiechnął się do niego, kiedy skinął po prostu głową, a potem wcisnął kolejny guzik w windzie. Dojechali na sam szczyt, a droga w dół była równie długa co nieprzyjemna. Przynajmniej to nie była jedna z tych wind, w której puszczano irytującą muzykę.
Ailani był na tyle miły, że sam wyjaśnił w czym rzecz, kiedy kobieta w recepcji spojrzała na nich zaskoczona.
- Panie Williams, jestem pewna, że nie zaszła żadna pomyłka. Nasz system jest niezawodny – poinformowała go. – Oczywiście mogę zadzwonić do pana McGarretta i spytać czy nie zaszła pomyłka podczas rezerwacji – dodała.
Ailani wyraźnie się spiął i Danny miał ochotę westchnąć cierpiętniczo. Wiedział, że ten weekend będzie problematyczny. Po prostu to czuł.
- Danno? – spytała Grace niepewnie.
- Chyba nie chcemy go kłopotać – zdecydował.
Nie wiedział co było gorsze; zawracać głowę alfie w piątkowe popołudnie czy trafić do nie tego pokoju. Oczywiście mógłby się potem sprzeczać, że przecież kazał sprawdzić im jeszcze raz rezerwację, ale wciąż mogli obarczyć go częścią kosztów. Najchętniej wróciłby do domu, ale Grace wpatrywała się w niego ewidentnie zmartwiona.
- Jeśli jest pani pewna, to mi wystarczy – zdecydował w końcu. – Moja córka słyszała coś o delfinach. Kiedy są organizowane zajęcia dla dzieci i czy macie jakiś cennik, który mógłbym przejrzeć? – zainteresował się.
- Wraz z pańską rezerwacją przychodzą wszystkie atrakcje – poinformowała go kobieta i poczuł się trochę jak idiota, bo jej wzrok jasno mówił, że to pewnego rodzaju oczywistość.
I to nie była jego wina, że nawet na podróż poślubną polecieli do Wielkiej Brytanii, zostając u rodziców Rachel przez cały ten czas. Nigdy nie miał potrzeby mieszkania w hotelu.
- Jasne, dzięki – rzucił.
ooo
Ailani wyjechał z nimi na ostatnie piętro i czuł się trochę dziwnie, kiedy apartament okazał się większy nawet od jego starego mieszkania w New Jersey. Grace wydawała się oszołomiona, ale ona nie musiała tego ukrywać, żeby nie wyjść na idiotę. Omega, który wniósł do środka ich walizkę, wydawał się dziwnie spięty przez co Danny też się denerwował.
- Ta kartka jest kluczem do pokoju i jednocześnie środkiem płatniczym. Wszystko zostanie dopisane do pańskiego rachunku – wyjaśnił mu boy.
- Jest tutaj jakieś miejsce, gdzie mógłbym zjeść spokojnie kolację z dzieckiem? – spytał.
- Serwujemy posiłki do pokoju na życzenie gościa – poinformował go Ailani i zawahał się. – Są wliczone w koszt rezerwacji – powiedział niepewnie mężczyzna.
- Więc co opłacam tym? – spytał ciekawie, spoglądając na kartę w swoich dłoniach.
- Drinki przy basenie – rzucił Ailani. – Na dole jest również restauracja, a nasz kompleks hotelowy posiada też kasyno i klub – wyjaśnił. – Wszystko zostanie jednak dopisane do rachunku rezerwacji – dodał, patrząc na niego dość wymownie i do Danny'ego nareszcie dotarło, że jego konto bankowe na pewno nie zostało podpięte, więc to nie od niego ściągną należność.
Ulżyło mu tylko częściowo. To tylko oznaczało, że musiał bardziej uważać, bo McGarrett wiedziałby co robił podczas tych trzech dni. Nie, żeby miał czas na alkohol. Czy aktualnie pieniądze na hazard.
- Dziękuję – powiedział całkiem szczerze.
ooo
Grace skakała po łóżku dobre dziesięć minut zanim dała się przekonać, że przecież jeszcze dzisiaj będą mogli popływać w basenie. Potem prawie wyrwała mu swój strój kąpielowy, ściskając go po drodze.
- Nawet z mamą nie mieliśmy takiego pokoju – poinformowała go.
I pewnie nie powinno było go to cieszyć. Chciał się uważać za lepszego człowieka, ale nim nie był. Zresztą najważniejsze było szczęście Grace, a ona wypadła z łazienki w swoim różowym stroju do pływania, wyglądając jak mały motylek. Zarzucił jej tylko na ramiona ręcznik, bo większość ludzi i tak chodziła po hotelu półnago. Byli na cholernych Hawajach, a to oznaczało brak hamulców moralnych najwyraźniej. W New Jersey większość z tych strojów kąpielowych reklamowałaby Snooki swoim o wiele zbyt obfitym biustem.
Nie było jeszcze na tyle późno, aby włączono sztuczne oświetlenie. Nie znalazł jednak żadnego wolnego leżaka, skąd mógłby obserwować Grace w wodzie. Ratownik co prawda siedział w swojej budce, ale równie dobrze mógł obserwować wszystkie te laski, które wynurzały się z basenu.
Usiadł na brzegu, mocząc jedynie nogi i zamachał do Grace, która pluskała się w najlepsze. Ta płytsza część dla dzieci pełna była hotelowych zabawek, ale najwyraźniej młodsza część gości została wyekspediowana do pokoi przez rodziców. Nie było, aż tak gorąco, żeby był zmuszony do ściągnięcia koszulki, więc oparł się po prostu na łokciach, ruszając nogami w wodzie. Grace chlapała trochę, ale nie na tyle, żeby stanowiło to problem.
Hawaje może nie były, aż takie złe.
ooo
Grace nie pozwoliła mu na zbyt długi sen. Jay, beta w recepcji, obserwowała ich za każdym razem, kiedy przechodzili przez lobby. W zasadzie miał dziwne wrażenie, że patrzono na niego częściej niż zwykle. Co nie było normalne, bo byli otoczeni omegami o wiele od niego młodszymi i na pewno zgrabniejszymi. Cholerny boy wyglądał jak model z katalogu i najwyraźniej cała pula genetyczna na tej wyspie była tak wysokiej próby. Może gdyby wiedział, szukałby partnera do dzieci tutaj. Chociaż to nie była prawda, bo nigdy nie zmieniłby swojego życia. To oznaczałoby brak Grace i ta myśl była przerażająca.
Słońce paliło niemiłosiernie, więc z pewnym wahaniem ściągnął koszulkę, zostając w samych szortach. Kono i pozostali nie zwracali uwagi na jego zanikającą bliznę, ale należeli do tych bardziej dyskretnych. Ludzi wokół siebie nie znał, a dostrzegał kilka dwudziestoparoletnich alf, zapewne pełnych testosteronu. Większość takich dupków uważała, że miała coś do udowodnienia i Danny radził sobie z nimi doskonale. Problem w tym, że to miał być jego weekend z Grace i nie chciał żadnych incydentów.
Kapitan jego posterunku w New Jersey powiedział mu wprost, że nie chodziło o to, że stał się złym gliną bez równoważącej go alfy. Po prostu przyciągałby niechcianą uwagę i stałby się celem ataków każdego z przestępców, którego planowali złapać. I nikogo nie obchodziło, że brak alfy niczego w zasadzie nie zmieniał. Atakowali go nie tylko kryminaliści, ale początkowo również jego właśni koledzy. Zajęło mu sporo czasu udowodnienie, że jego status nie przemawiał za niego.
A teraz tutaj zaczynał od nowa i może dlatego to tak bolało.
Ktoś stał za nim, zdał sobie sprawę dopiero, kiedy doszło do niego, że słońce nie paliło go, aż tak bardzo w plecy. Pewnie powinien był pokryć swoje ciało kremem, ale nie chciał nierówności. Nawet jeśli skóra miała z niego schodzić.
Podniósł głowę i napotkał parę cholernie długich nóg. McGarrett z tej perspektywy wydawał się jeszcze wyższy. Danny zatem pospiesznie wstał, nie wiedząc nawet czy powinien się przywitać. Alfa skanował basen, jakby czegoś szukał.
- Dzień dobry – powiedział w końcu, drapiąc się niepewnie po karku.
McGarrett uśmiechnął się do niego szeroko. Jego koszula była rozpięta i musiał zostawić gdzieś marynarkę, którą przeważnie miał na sobie w klubie. Podwinięte rękawy odkrywały całkiem solidne ramiona. Danny był trochę zaskoczony, kiedy dostrzegł na nich tatuaże.
- Która jest twoja? – spytał alfa wprost.
- Grace aktualnie próbuje wspiąć się na materac – odparł i spiął się, kiedy zdał sobie sprawę, że McGarrett wykorzystał moment jego rozproszenia, żeby zerknąć na bliznę na jego karku.
- Ma twój nos – rzucił mężczyzna niezobowiązująco. – I wiedziałem, że cię w końcu zobaczę bez krawata – roześmiał się alfa. – Macie wszystko, czego potrzebujecie? – spytał jeszcze.
- Właśnie a propos pokoju, myślę, że zaszła pomyłka, panie McGarrett – zaczął.
Dupek musiał wiedzieć o czym mówił, bo na jego twarzy pojawił się cholerny uśmieszek. Może wręcz czekał, aż Danny powie mu, że to za dużo. Albo po prostu nie oczekiwali czegoś podobnego. Na pewno było dla nich za drogo i mogli przestać udawać. McGarrett wiedział doskonale ile Danny zarabiał, odkąd sam my płacił.
- Nie ma żadnej pomyłki – rzucił alfa, zanim zdążył cokolwiek dodać. – Mieszkacie w jedynym wolnym pokoju. Prawie nikt go nie wynajmuje – wyjaśnił McGarrett.
Danny był mu cholernie wdzięczny, że alfa nie próbował udowodnić mu na siłę, że zakwaterowanie ich w apartamencie było nawet tańszym wyjściem, odkąd gorsze pokoje mogli oddać płacącym gościom. Nie lubił być traktowany jak idiota.
Był trochę zaskoczony, kiedy poczuł, że ktoś wspina się na jego plecy. Grace przykleiła się do jego rozgrzanej skóry i najwyraźniej chciała wejść wyżej, bo złapała za jego ramię, prawe zsuwając mu szorty z tyłka. Tylko sekundy dzieliły go od tego, żeby pociągnęła go za włosy.
- Grace, co do jasnej…- zaczął zirytowany, ściągając ją na dół.
McGarrett prychnął rozbawiony.
- Chcesz na mnie spojrzeć, prawda mała alfo? – spytał mężczyzna.
- Grace nie – powiedział, wkładając w to wszystko co miał.
Spojrzała na niego urażona, a potem na McGarretta, który uśmiechał się do niej lekko.
- Jestem Steve – przedstawił się alfa, przyklękając przed jego córką.
Grace spojrzała McGarrettowi prosto w oczy, co pewnie planowała od samego początku. Jeśli chciała odstraszyć w ten sposób dorosłego alfę, mocno się pomyliła.
- Przepraszam za nią – zaczął pospiesznie, ale McGarrett uniósł palec i pomachał w jego stronę, jakby mówił mu, żeby Danny nie przeszkadzał.
Jakby mieli jakieś alfie spotkanie na wyższym szczeblu.
- Miło mi cię poznać, Grace. Twój tata sporo o tobie opowiadał – powiedział mężczyzna.
- Tata nie mówił niczego o tobie – rzuciła i to nie brzmiało grzecznie.
McGarrett roześmiał się, jakby nie słyszał niczego bardziej zabawnego. Danny jednak miał wrażenie, że zaraz zapadnie się pod ziemię. I jeśli jemu miało się nie udać utemperować zapędów Grace, Rachel musiała w końcu zareagować.
- Najwyraźniej twój tata lubi ciebie bardziej ode mnie – stwierdził McGarrett.
Grace wydawała się usatysfakcjonowana.
- Pływałaś już z delfinami? – spytał alfa, zmieniając temat z łatwością.
- Jeszcze nie. Danno powiedział, że musimy poczekać, aż je wypuszczą, bo delfiny też czasem śpią – poinformowała go Grace.
- Chryste, delfiny nie śpią w dzień. Czego uczysz to biedne dziecko, Danno – prychnął alfa. – Zadzwonię do kogoś i zabierze was do delfinów, okej? – spytał McGarrett.
Grace zmarszczyła brwi, jakby to się jej akurat nie spodobało.
- Pracujesz tutaj? – spytała.
- To jest mój hotel – odparł McGarrett.
Zmarszczka między brwiami Grace pogłębiła się.
- Czyli jesteś bogaty – stwierdziła.
- Grace – warknął ostrzegawczo.
Jego mała dziewczyna jednak odwróciła się do niego i złapała go mocno za rękę, nagle ignorując McGarretta kompletnie.
- Danno, nie chcę już delfinów – poinformowała go, patrząc na niego błagalnie. – Możemy wrócić do domu? Ciocia Kono mówiła, że dzisiaj będzie pływać na plaży – dodała.
- Gracie – zaczął niepewnie. – Przyjechaliśmy tutaj…
- Ale nie chcę – powiedziała, wchodząc mu w słowo i zacisnęła zęby tak mocno, że prawie widział jak pracowała jej szczęka.
Spojrzał zdezorientowany na McGarretta, nie bardzo nawet wiedząc, czy nie powinien zacząć od przeprosin. Grace ciągnęła go jednak w stronę wejścia do hotelu, więc po prostu objął ją mocniej, nie pozwalając się jej ruszyć. Wydawała się zdenerwowana jak nigdy i przez to on zaczynał tracić opanowanie. Wcale nie pomagało, że alfa obserwował ich z cholerną ciekawością wypisaną na twarzy.
Grace nie miała takich zmian nastrojów od dawna. W zasadzie wydawała się w ich pokoju szczęśliwa jeszcze kilka godzin temu. I nie mogła przestać mówić o delfinach. Chciała spotkać się z Kono głównie, żeby opowiedzieć jej o weekendzie. I wiedział, że wszystkie jej koleżanki czekały na relację. Nie wszystkie bawiły się w tym hotelu.
- Grace, jesteś pewna… - zaczął.
- Grace, spójrz na mnie – wszedł mu w słowo McGarrett. – Jeśli chcesz, możecie wrócić do domu. Powiem pani w recepcji, że rezerwacja nadal jest otwarta i będziecie mogli tutaj wrócić, kiedy będziesz chciała. Albo możemy się umówić, że wyjdę teraz i popływasz z delfinami. I zobaczymy się dopiero wtedy, kiedy będziecie wracali do domu – zaproponował jej alfa. – Nie będę zawracał głowy twojemu tacie w ten weekend – obiecał jej. – Danno będzie tylko dla ciebie. W zasadzie chciałem cię tylko poznać, bo Danno często o tobie mówi – ciągnął dalej. – To jak będzie? – zainteresował się.
- Panie McGarrett – zaczął, nie wiedząc nawet jak powinien zareagować.
- Spokojnie Danny, to umowa pomiędzy alfami, prawda Grace? – spytał facet.
Danny naprawdę czasem go nie cierpiał.
Grace wydawała się jednak spokojniejsza.
- Dobrze, zostaniemy, ale nie będzie cię – powiedziała jego mała dziewczynka.
I na pewno mieli jeszcze zamienić kilka zdań na ten temat.
- Nie. Przyjdę się tylko z wami pożegnać i jeśli dotrzymam umowy, wszystko między nami w porządku? – spytał McGarrett.
Grace zbiła usta w wąską kreskę, jakby to poważnie rozważała.
- Tak – zdecydowała w końcu.
Alfa wyciągnął w jej stronę rękę i uścisnęli się z powagą, która pewnie normalnie rozbawiłaby go, gdyby w ogóle wiedział co jest grane.
- Upewnisz się dla mnie, że Danno zadzwoni po jakiegoś masażystę. Strasznie cały czas narzeka na plecy – rzucił McGarrett.
- Okej – zgodziła się Grace. – Do widzenia – dodała takim tonem, jakby właśnie odsyłała mężczyznę.
- Kawał alfy tutaj masz, Danno – poinformował go McGarrett zanim odwrócił się na pięcie i po prostu odszedł w swoją stronę.
