Po pierwszą wskazówkę

Jack od razu pobiegł na mostek kapitański i nic nie wyjaśnił. Ja natomiast nie miałam zamiaru z niego tego wyciągać, zdążę to zrobić jeszcze tysiąc razy zanim tam dopłyniemy. Zresztą teraz byłam tak zmęczona, że słaniałam się na nogach. Jakoś doszłam do mojej kajuty i położyłam się spać.

Rano, po przespaniu całej nocy, wstałam rześka i gotowa na trudy dnia. Postanowiłam wybadać o co chodziło Sparrowowi. Nadal stał na mostku, jakby w ogóle nie spał. Nie wyglądał na zmęczonego, tylko raczej na zniecierpliwionego.
-Więc po co tam płyniemy?- spytałam prosto z mostu.
-Znam kogoś kto ma to, czego potrzebujemy- udzielił odpowiedzi. To mnie lekko zdziwiło, nie spodziewałam się, że cokolwiek mi powie.
-Kto to?
-Dowiesz się jak tam dopłyniemy.- warknął, zniecierpliwiony. Nie był jak zwykle w pogodnym nastroju. Ciekawe co go tak przygnębiło. Przestałam się dopytywać.
Podróż trwała dość krótko, gdyż wyspa była bardzo blisko Tortugi- gdyż właśnie tak nazywała się wyspa, na której spotkałam Jacka i resztę.
Już następnego dnia zobaczyliśmy małą wysepkę. Podpłynęliśmy do brzegu, ale zakotwiczyliśmy dość daleko, żeby z portu nie widać było naszego statku.
-Tu też chcą cię powiesić?- spytałam, kiedy rzucaliśmy kotwicę. Spojrzał tylko na mnie posępnie.
-Na brzeg schodzę tylko ja i Christine. Wy czekacie na statku. Będziemy musieli się stąd jeszcze szybciej zmyć niż z Port Royal.
-Mam się czuć zaszczycona?- prychnęłam, gdyż wietrzyłam w tym jakiś podstęp.
-Nie, po prostu dobrze się wpinasz.- odpowiedział i pokazał złote zęby w uśmiechu. Chyba ta dziwna nostalgia mu przeszła. Spuściliśmy się do szalupy i dopłynęliśmy do brzegu. Łódkę schowaliśmy w krzakach i przykryliśmy ją dodatkowo liśćmi palmy.
Potem skierowaliśmy się w stronę miasta. Sparrow, ku mojemu zdziwieniu poszliśmy do dzielnicy bogatych domów, podobnej do tej, w której kiedyś mieszkałam. Zatrzymaliśmy się kilka kroków od wielkiej posesji z dużym ogrodem. Za bramą zobaczyliśmy powóz, który skierował się w naszą stronę. Brama otworzyła się, a my skorzystaliśmy z okazji i weszliśmy do środka. To znaczy Jack wszedł, a potem wrócił i pociągnął mnie za sobą.
-Co właściwie zamierzasz?- spytałam szeptem, kiedy zbliżaliśmy się do ogromnych dębowych drzwi wejściowych.
-Ja będę mówił, dobra? Ty tylko patrz. Przydasz się, jeśli mi się nie uda.
Prychnęłam. Poszliśmy do drzwi i Jack pociągnął za sznur, który był podłączony do dzwonka umieszczonego w głębi domu. Po chwili dało się usłyszeć cichy brzęk.
Drzwi otworzyła młodziutka służąca. Mogła mieć najwyżej 14 lat. Była ubrana w czarną sukienkę z białym fartuszkiem, a jasne włosy schowała pod czepkiem. Gdy zobaczyła nasze stroje najwidoczniej się przestraszyła.
-Czego... czego tu chcecie?- wyjąkała.
-Pan tego domu nie nauczył cię jak należy przyjmować gości?- spytał Sparrow.- Od kiedy służysz w tym domu?
Słuchałam tego z rosnącym zainteresowaniem. Wydawało się jakby dobrze znał ten dom.
Służąca nie odpowiedziała, speszona.
-No nie stój tak. Powiedz swojemu panu, że mamy do niego sprawę.- warknął na nią kapitan, a kiedy chciała już odejść, dodał.-Mogłabyś nas chociaż wpuścić do hollu.
-Wybacz... panie, ale nie jestem pewna, czy pan byłby z tego zadowolony...- zawahała się chwilę, po czym otworzyła szerzej drzwi. Weszli do olbrzymiego hollu. Cały był wyłożony marmurem. Na ścianach wisiały portrety różnych dostojnie ubranych ludzi. Co kilka metrów, przy ścianie stał stolik, na którym znajdowały się kwiaty, lub jakiś posążek. Wnętrze bardzo przypomniało mi mój własny dom. Zauważyłam, że Jack raczej nie rozglądał się dookoła, tylko szedł prosto przed siebie. Na końcu korytarza, były dwudrzwiowe drzwi, które teraz otwarte, ukazywały wnętrze saloniku. Weszliśmy tam, a służąca kazała nam poczekać. Miałam wrażenie, że Jack zaraz rozsiądzie się na kunsztownie zdobionej kanapce, ale tego nie zrobił. Staliśmy tak przez chwilę, kiedy drzwi się otworzyły i wszedł bardzo dostojny mężczyzna. Krótko ostrzyżone włosy były już prawie białe, widać było łysinę, jednak nie nosił on peruki, jak większość dostojników w tych czasach.
Gdy nas zobaczył, na jego twarzy ukazał się wyraz irytacji.
-Syn marnotrawny powrócił?- warknął w stronę Jacka.- Jak śmiesz w ogóle się tu pokazać, ty, który splamiłeś cały nasz ród?
-Cześć, tato- odpowiedział tylko pirat.