Rozdział X Durmstrang: Rok Pierwszy Część I
Wkrótce rozbrzmiał dźwięk informujący o przybyciu statku do Durmstrangu. Harry, odrywając się od małego okienka, którym mogła poszczycić się kabina i przez które przez ostatnią godzinę obserwował najpierw podwodne życie, a następnie górską scenerię Durmstrangu, narzucił na ramiona czarną, obitą futrem pelerynę. Pomimo tego, że już nie był tak chudy i niedożywiony, jak to było w czasach, gdy mieszkał z Dursleyami, nadal pozostawał stosunkowo niski. Co prawda ostatnimi czasy trochę podrósł, osiągając imponujące pięć stóp, ale ku jego rozdrażnieniu nawet Daphne pozostawała odrobinę od niego wyższa.
Jednakże, gdy tylko zszedł ze statku i po raz pierwszy spojrzał na zamek znajdujący się tuż przed jeziorem, szybko zapomniał o swoim poirytowaniu. Widok zamku był… zapierający dech w piersiach. Ogromny i rozłożysty, z głównym skrzydłem składającym się z czterech pięter i dwiema wieżami wznoszącymi się aż na siedem. Jego zewnętrzną fasadę pokrywał ciemny granit, a na dachu leżały czarne dachówki. Wybudowany pośrodku doliny, obramowany był ze wszystkich stron gęstymi, mrocznymi lasami, emanując dość posępną i mroczną aurą.
Wraz z Daphne i pozostałymi pierwszorocznymi uczniami, Harry podążał za prefektem, Xavierem Deverillem, który prowadził ich wprost do gmachu szkoły. Gdy tak szedł, wsłuchiwał się w podekscytowane rozmowy niektórych z otaczających go pierwszorocznych.
– … w końcu zaczyna się szkoła, to takie ekscytujące! – dziewczyna o szelmowskim wyrazie twarzy zachichotała w stronę swojej przyjaciółki.
– Ciekawe, kiedy dostaniemy swoje plany zajęć… – chłopak o twarzy aniołka, z długimi, kasztanowymi włosami związanymi w podskakujący kucyk, idący tuż obok Harry'ego, wymamrotał do swojego towarzysza, który w odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami.
– … do której grupy powinienem dołączyć… – wysoki chłopak noszący okulary, wykręcił w strachu swoje ręce, gdy inny, smagły i zdecydowanie dużo większy, poklepał go serdecznie po ramionach.
– Calvin, będziesz mógł dołączyć do grupy, którą planuję stworzyć!
Harry prychnął w myślach, czując momentalną niechęć do tego drugiego. Nawet jeśli masz to w planach, osoba inteligentna nie rozgłaszałaby tego wszem i wobec, przynajmniej dopóki rzeczywiście nie zaczęłaby robić czegoś w tym kierunku.
W Durmstrangu nie było Domów. W zamian za to uczniowie mogli utworzyć lub dołączyć do jednej z istniejących grup, które mogły składać się z dowolnej liczby osób, nie mniejszej jednak niż siedem. Uczniowie, w zależności od swoich poczynań, mogli zdobywać lub tracić punkty dla swojej grupy. A ta, która pod koniec roku miała ich najwięcej, otrzymywała tytuł „Mistrzowskiej Grupy" oraz zyskiwała prestiż i szacunek z nim się wiążący. Ponieważ bardzo wiele zależało od liczebności grupy i poziomu, jaki reprezentowali należący do niej uczniowie, przywódcy posiadali całkowitą dowolność jeżeli chodzi o decydowanie, kto się w niej znajdzie, i nawet nauczyciele nie mogli w tej kwestii interweniować. Z jednej strony większa liczba studentów oznaczała więcej okazji do zdobycia punktów, ale równocześnie pociągała za sobą większe ryzyko ich utraty. Dlatego też liczebność większości grup oscylowała w granicach od piętnastu do dwudziestu osób, a przynajmniej tak twierdził Aleron. Powiedział także, że w zeszłym roku było dziesięć grup, w większości podzielonych ze względu na wiek ich członków. Harry podejrzewał, że w pewien sposób miało to sens. Z pewnością starsi uczniowie nie mieli ochoty na zajmowanie się młodszymi… jednak Harry planował to zmienić.
Przerywając swoje rozważania, zauważył, że kasztanowowłosy chłopiec zerka na niego ze spekulacyjnym błyskiem w oczach. Harry, zastanawiając się, czy jego rozmyślania odbiły się na twarzy, z czarującą uprzejmością wyciągnął rękę w stronę chłopaka.
– Harrison Maximus Riddle.
– Miło mi cię poznać, jestem Emlen Zedar – chłopak ujął jego dłoń i odwzajemnił uśmiech. – A to mój kuzyn, Francis Sylvanus – wskazał na swojego towarzysza, chłopaka z przeciwstawiającymi się grawitacji, orzechowymi włosami i cierpką miną na okrągłej twarzy. – Nie przejmuj się nim. Jest po prostu rozczarowany tym, że rodzice wysłali go do Durmstrangu zamiast do Hogwartu. – Ostatnie zdanie zostało wypowiedziane konspiracyjnym szeptem, który tylko pogłębił grymas na obliczu Sylvanusa. Harry ponownie skinął uprzejmie i przedstawił obu chłopcom Daphne.
– Moja przyjaciółka, Daphne Greengrass.
Po rundzie uprzejmych powitań, ponownie pogrążyli się w spokojnej ciszy, podążając tuż za prefektem, długimi i pełnymi przeciągów korytarzami. Harry wykorzystał ten czas na obserwację swoich pierwszorocznych kolegów, zwracając szczególną uwagę na tych, którzy nie gadali z prędkością światła.
Wkrótce przybyli do Wielkiej Sali, pomieszczenia z wysokim sklepieniem i zwisającymi z niego kryształowymi żyrandolami oraz marmurową podłogą (według Alerona najprzyjemniejszej komnaty w całej szkole). Znajdowało się tu jedenaście, różniących się rozmiarami, marmurowych stołów. Deverill polecił pierwszorocznym zająć miejsca przy najdłuższym z nich. Harry przypuszczał, że uczniowie zazwyczaj siadali przy stole należących do ich grupy, a jego przypuszczenie zostało wkrótce potwierdzone przez Dyrektora, Igora Karkarowa, mężczyznę z zimnymi oczami i kozią bródką zawijającą się na końcu, w przemowie skierowanej do wszystkich uczniów.
– Witajcie… witajcie drodzy pierwszorocznie w murach Instytutu Magii Durmstrang, oraz równie ciepło ponownie witajcie wszyscy nasi starsi uczniowie. Chciałbym ogłosić, że w tym roku funkcję Naczelnego Prefekta Chłopców i Naczelnego Prefekta Dziewczyn pełnić będą Aries Zedar oraz Magnolia Fleetwood. Moje gratulacje, Panie Zedar, Panno Fleetwood. – Dwójka uczniów, zasiadająca przy najdłuższym stole spośród tych, znajdujących się pośrodku sali, powstała i pokłoniła się. Pozwoliło to Harry'emu zidentyfikować wspomniany stół jako należący do grupy Krwawych Kruków. Aleron zdradził mu, że ze swoimi czterdziestoma członkami, wywodzącymi się głównie spośród szósto i siódmorocznych studentów, była to największa grupa w Durmstrangu. I zazwyczaj to ona wygrywała całoroczne współzawodnictwo. Co nie było takie dziwne, zaważywszy na fakt, że pod koniec każdego roku jej szeregi zasilali najzdolniejsi piątroczoni, zajmując miejsca odchodzących z powodu ukończenia szkoły uczniów z siódmego roku.
W chwili, w której Karkarow na nowo podjął swoją przemowę, Harry ponownie zaczął przyglądać się kolegom z roku. Emlen Zedar lekko się skrzywił, gdy zostało wspomniane imię Ariesa. Podobieństwo pomiędzy tą dwójką pozwoliło Harry'emu stwierdzić, że najprawdopodobniej byli braćmi i być może rywalizowali ze sobą, jak przystało na rodzeństwo, choć Harry osobiście był przekonany, że było w tym więcej zazdrości niż rywalizacji, wynikającej z dużej różnicy wieku pomiędzy nimi.
Siedzący tuż obok Harry'ego drobny chłopak, z blond lokami i spiczastą twarzą, wychylił się na ławce i ziewnął ostentacyjnie w odpowiedzi na przemowę Dyrektora. Harry spojrzał na niego z nieznacznym rozbawieniem, jednym uchem cały czas nasłuchując, czy Karkarow nie wspomina w swoim wystąpieniu o czymś ważnym. Chłopak bezwstydnie pochwycił jego wzrok, wyzywając tym samym Harry'ego do rzucenia jakiegoś komentarza. Harry w odpowiedzi jedynie uniósł brew. Chociaż przemowa Karkarowa była śmiertelnie nudna, to takie jawne okazywanie braku zainteresowania było wielką, towarzyską gafą.
– Hej! Nazywam się Korbin. Korbin Blishwick.
W tej samej chwili Karkarow zakończył swoją przemowę. Harry, podobnie jak reszta, zaklaskał kurtuazyjne, po czym uprzejmie odwrócił się do Korbina.
– Przyjemność po mojej stronie, Blishwick. Harrison Riddle.
Korbin pochwycił dłoń Harry'ego i lekko nią potrząsnął, a następnie roześmiał się.
– Z pewnością musisz mieć teraz o mnie złe zdanie; ty wydajesz się być raczej takim pruderyjnym, czystokrwistym typem. Natomiast ja… – machnął dłonią na wpół lekceważąco – nie przejmuję się zbytnio zachowaniem właściwej, towarzyskiej etykiety.
Uśmiech, który pojawił się na twarzy Harry'ego, wydał się Korbinowi niezmiernie tajemniczy.
– Prezencja, Blishwick, może być zwodnicza. Ale musi być utrzymywana. – Po tym, jak pozostawił lekko zaintrygowanego Korbina, by ten rozwikłał wygłoszone słowa, powrócił do posiłku. Wcześniej jednak spostrzegł delikatny błysk w oczach chłopaka siedzącego naprzeciwko. Z tego, co zdążył zauważyć, ten ciemnowłosy uczeń, o trójkątnej twarzy i dość potężnej sylwetce, do tej pory pozostawał milczący.
– Słowa mądrości, Riddle. Biję brawa za nie – chłopak nieznacznie pochylił głowę, a w jego oczach ponownie pojawił się błysk, błysk w którym Harry dostrzegł tłumioną ciekawość. Harry skinął uprzejmie w odpowiedzi na ten komplement, równocześnie czekając na dalszą część wypowiedzi. – Alexei Janus Krum. Ale proszę, mów do mnie Alexei, Krum zbyt bardzo przypomina mi o ojcu i bracie.
Krum, co? Harry przypomniał sobie, że Silas za każdym razem, gdy opowiadał mu o szkolnym Quidittchu, wspominał przy tej okazji o Wiktorze Krumie, genialnym graczu, który podobno był najlepszym Szukającym w szkole. Czyżby to był ten brat o którym mówił Alexei? Harry zanotował w pamięci, by dyskretnie o to rozpytać.
– Oczywiście Alexei. W takim razie nazywaj mnie Harrison – uśmiech Harry'ego był absolutnie urzekający. W końcu jego celem było zdobycie przyjaciół. Widział, jak w oddali Daphne gawędziła z podekscytowaniem z dwiema dziewczynami siedzącymi tuż obok niej. Następnie spojrzał oceniająco na wrzaskliwego chłopca, do którego już wcześniej poczuł instynktowną niechęć. Zauważył, że ten właśnie zbierał wokół siebie mały gang. Harry zastanawiał się, ile z tych osób miało po prostu zbyt słabą wolę, by oprzeć się jego usilnym zabiegom. Cóż, w takim razie będę musiał działać lepiej niż on…
~oOo~
Po kolacji Deverill ponownie podszedł do nich i rozdał im plany zajęć. Harry zauważył z satysfakcją, że na główne przedmioty, czyli Zaklęcia, Transmutację, Czarną Magię, Starożytne Runy i Arytmetykę będzie uczęszczał wraz z trzecim rokiem. Miało to sens; w swojej nauce był już na tyle zaawansowany, że nie było sensu, by zaczynał od podstaw, tak jak pozostali pierwszoroczni. Chodzenie do szkoły, w której Dyrektor pracował dla twojego ojca miało swoje plusy… Ale Astronomię, Zielarstwo, Europejską Historię Magii i Eliksiry miał z pozostałymi uczniami ze swojego roku. Najwidoczniej Czarny Pan uważał, że te przedmioty nie były na tyle istotne, by Harry uczył się ich na poziomie zaawansowanym. Niestety w programie Durmstrangu nie było Brytyjskiej Historii Magii.
Po otrzymaniu planów zajęć wszyscy pierwszoroczni zostali zaprowadzeni do dormitoriów ukrytych za portretem czarodzieja o ziemistej cerze, który przedstawiał, jak poinformował ich Deverill, Grigoriyego Durathora, jednego z założycieli szkoły.
– Hasło to krwistoczerwony. Przez pierwszy miesiąc będziecie razem dzielić Pokój Wspólny – po tym czasie powinniście już znaleźć grupę do której dołączycie. Wtedy też drzwi waszych dormitoriów zostaną zaczarowane tak, by łączyły się z pokojem wspólnym waszej grupy.
Przechodząc przez drzwi ukryte za portretem, Deverill wskazał na dwie klatki schodowe, prowadzące na piętro z pełnego przeciągów pokoju wspólnego. Sam pokój miał kamienne ściany i posadzkę, a tu i tam stało kilka, wyglądających na niewygodne, krzeseł.
– Klatka schodowa po prawej prowadzi do dormitoriów dziewczyn, ta po lewej do chłopców. W pokojach powinno spać mniej więcej po pięć osób, sami możecie wybrać sobie swoich współlokatorów – to powiedziawszy, odwrócił się i wyszedł z komnaty, pozostawiając pierwszorocznych samym sobie. Harry szybko wszystko przekalkulował: na roku było czternastu chłopców, co oznaczało, że w jednym pokoju spać będzie tylko czwórka. I chociaż Harry cenił sobie prywatność, wiedział, jak ważne jest zdobywanie przyjaciół.
Odwrócił się więc w stronę chłopców i zawołał lekko podniesionym głosem:
– Zedar, Sylvanus, Blishwick i Alexei! Czy nie zechcielibyście dzielić ze mną swojego dormitorium? – Harry świadomie podjął ryzyko. Jeżeli któryś z nich odrzuciłby jego propozycję, zostałby uznany za aroganckiego, a jego reputacja ucierpiałaby na tym. Z drugiej strony, jeżeli by się zgodzili…
– Czemu nie. Chodź Francis, poznajmy naszych nowych współlokatorów – Emlen uśmiechnął się, pociągając za sobą swojego, wciąż obrażonego na cały świat, kuzyna. Reakcja Korbina była dużo bardziej dramatyczna.
– Oczywiście, że będę tym zachwycony! Już myślałem, że nigdy o to nie zapytasz! – zatrzepotał figlarnie rzęsami, po czym skierował się w stronę Harry'ego.
Odpowiedź Alexei'ego na szczęście była dużo bardziej powściągliwa.
– Dziękuje Harrison. Zgadzam się.
To było to. Potwierdzenie uzyskane od kolegów z roku, że to on tutaj dowodzi. A wpatrujące się w niego oczy smagłego chłopaka były chyba najlepszym świadectwem jego pierwszego podejścia do zaznaczenia swojej obecności – chłopak nie był głupcem i potrafił rozpoznać próbę ustanowienia przywództwa, gdy ją widział.
– Widzimy się jutro Daphne – Harry uśmiechnął się do przyjaciółki, pewny, że ze swoją pełną energii osobowością szybko znajdzie współlokatorki. Daphne odpowiedziała olśniewającym uśmiechem, i gdy Harry podążył drogą do swojego pokoju, odwróciła się w stronę dwóch brunetek z którymi przegadała całą kolację.
Po otwarciu drzwi do dormitorium, ujrzał pięć pokaźnych, czterokolumnowych łóżek, ustawionych w tym wielkim pokoju tak, by znalazły się w dwóch rzędach, naprzeciwko siebie. Po jednej stronie ustawiono trzy, a po drugiej dwa łóżka, pośrodku natomiast biegło dość szerokie przejście. Całą przeciwległą ścianę pokrywały olbrzymie okna, za którymi rozpościerał się przepiękny widok na jezioro. Harry podszedł do łóżka stojącego najbliżej okna. Znajdowało się ono w tym samym rzędzie co dwa inne.
– Zajmę te jeżeli nikt nie ma nic przeciwko – ogłosił swoim nowo znalezionym przyjaciołom, całkowicie pewien, że nikt z nich nie będzie mieć żadnych obiekcji. Pozostali, przekonani że to wystarczy, potrząsnęli jedynie głowami, a następnie zaczęli wybierać łóżka dla siebie. Emlen zajął to obok Harry'ego, Alexei to na wprost (które jako drugie znajdowało się najbliżej okien), Francis zdecydował się na te obok zajętego przez Emlena (było to też łóżko najbliżej drzwi), podczas gdy Korbin wziął ostatnie, zwrócone w stronę łóżek Emlena i Francisa, a stojące obok tego od Alexei'a.
Rozkurczając swoją skrzynię, Harry przysiadł na łóżku i, przed położeniem się spać, rozpakował najważniejsze rzeczy.
~oOo~
Następnego ranka, zmierzając wraz ze swoimi współlokatorami do Wielkiej Sali, przyglądał się z rozbawieniem, jak Emlen dokucza Francisowi z powodu jego porannej fryzury. W zasadzie to włosy chłopaka nadal nie wyglądały dobrze: były poplątane i wciąż lekko uniesione. Francisowi najwyraźniej przeszły już jego wczorajsze dąsy, gdyż odparował:
– Ale przynajmniej w mojej rodzinie nikt nie łysieje, a to oznacza, że ja nadal będę mieć włosy, podczas gdy ty już wszystkie stracisz.
Emlen tylko się roześmiał.
– Te od Harrisona też są rozczochrane – dodał Francis, jakby po chwili namysłu.
To prawda, przyznał w myślach Harry. Jego kruczoczarne włosy często nie chciały leżeć płasko, tylko sterczały na wszystkie strony. Wyjmując swoją różdżkę, Harry rzucił w ich stronę prosty czar, który sprawił, że ułożyły się w stylowym, artystycznym nieładzie. Oczy Francisa rozszerzyły się, gdy zobaczył efekt zaklęcia.
– Nikczemnie – westchnął. – Hej Harrison, naucz mnie tego zaklęcia!
Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
– Czemu nie? Dzisiaj wieczorem, nim położymy się spać.
Po spotkaniu się z Daphne podczas śniadania, cała szóstka zgromadziła się na Zielarstwie, które było prowadzone przez mówiącego z silnym akcentem profesora Dymitriya Belinsky'ego. Harry doszedł do wniosku, że był to raczej nudny przedmiot, chociaż rośliny wyglądały całkiem interesująco.
– Nigdy nie lubiłem uprawiać ogródka – powiedział do Korbina i Alexei'a, z którymi pracował. Korbin roześmiał się głośno i nawet oczy Alexei'a na chwilę zaświeciły w rozbawieniu.
– Co jest Riddle? Boisz się, że twoje brudne, półkrwi ręce jeszcze bardziej się pobrudzą? – powietrze przeciął szyderczy głos Brutusa Gaiusa Flinta, smagłego, wrzaskliwego chłopka z poprzedniego wieczoru, który pracował przy stole tuż obok. Harry westchnął w myślach. Wiedział, że prędzej czy później to się stanie: w końcu Riddle nie było czystokrwistym nazwiskiem. Niech Merlinowi będą dzięki, nikt nie mógł oskarżyć go o bycie szlamą – osobom tego typu w ogóle nie pozwalano uczęszczać do Durmstrangu.
– Cóż, w tym wypadku, gdybym chciał uchronić się przed jeszcze większym pobrudzeniem, nie rozmawiałbym z tobą, Flint. Ostatecznie, krew troli może okazać się zaraźliwa… – zaszydził Harry lekceważąco. Znanym powszechnie sekretem był fakt, że kilka pokoleń wcześniej linia Flintów, ku ich wiecznemu wstydowi, została skażona przez trola. Mieszanie czarodziejskiej krwi z krwią innych stworzeń było generalnie akceptowalne i uznawane za jedną ze słabostek czystokrwistych rodów, ale pozwolenie, by przeniknęła do niej krew kogoś o reputacji trola nie było mile widziane.
Twarz Flinta przybrała brzydki, filetowo-brązowy odcień.
– Jak śmie… – jednakże nim był w stanie zrobić cokolwiek, muskularna sylwetka profesora Belinsky'ego pojawiła się tuż obok jego stolika.
– Już, już chłopcy! Pośpieszcie się z tym przesadzaniem, za chwilę zadzwoni dzwonek. – Flint rzucił nauczycielowi mordercze spojrzenie, natomiast Harry przywołał na twarz uśmiech i odparł uprzejmie:
– Oczywiście, sir. Przepraszam.
Nigdy nie zrażaj do siebie nauczycieli, prychnął w myślach na to całkowicie niedyplomatyczne podejście Flinta.
Po lunchu, gdy reszta jego kolegów z klasy ruszyła na zajęcia z Czarnej Magii, Harry skierował się do biblioteki, by dokończyć swoje wypracowanie z Zielarstwa zadane przez Belinsky'ego. Kiedy w końcu rozległ się dźwięk dzwonka na herbatę, Harry już dawno odrobił zadanie (Wymień i opisz pięć metod radzenia sobie z Diabelskimi Sidłami. Ustal która z nich jest najlepsza.) i zdążył nawet rozpocząć lekturę jednej ze znalezionych w bibliotece książek, traktującej o Czarnej Magii dla średnio zawansowanych. Po usunięciu z niej, za pomocą czarnomagicznego zaklęcia, (którego nauczył go ojciec) czaru uniemożliwiającemu powielanie, Harry wyczarował sobie kopię książki, a następnie pomniejszył ją i schował do kieszeni. Dopiero wtedy udał się na herbatę.
Zasłuchany w prowadzoną przez kolegów z pokoju, pełną podekscytowania, rozmowę o pierwszej lekcji Czarnej Magii, praktycznie wpadł na Daphne.
– Harrison, musisz zacząć udzielać nam korepetycji z tego przedmiotu!
Harry uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony, gdy pozostali chłopcy odkryli przyczynę jego nieobecności na zajęciach z Czarnej Magii.
– Jakim cudem udało ci się dostać na lekcje trzeciorocznych? – wyszeptał Emlen z podziwem. Harry tylko wzruszył ramionami.
– Moja ciocia przez kilka lat mnie uczyła. – Poza tym mój ojciec jest Czarnym Panem, dodał w myślach. No i Dyrektor dla niego pracuje.
Jego pierwsze zajęcia z Czarnej Magii okazały się całkiem interesujące. Harry obawiał się, że nie będą wystarczająco stymulujące, szczególnie, że ostatnie trzy lata spędził pod kuratelą Bellatrix Lestrange. Jednak szybko przekonał się, że Bellatrix, czego się po niej nie spodziewał, starała się uczyć go rzeczy odpowiednich dla jego wieku; w większości były to proste uroki i zaklęcia, oraz kilka pomniejszych klątw.
Profesor Edgar Rosier, który, z tego, co Harry wiedział, był kuzynem Evana Rosiera, najwidoczniej nie widział powodów, by powstrzymywać się podczas zajęć z (w przeważającej części) trzeciorocznymi uczniami.
– Confringo! – Nim udzielił im wykładu na temat właściwości Wybuchającej Klątwy i tego, jak ją prawidłowo rzucać, zademonstrował jej działanie na wyczarowanym manekinie. Kukiełka eksplodowała w wiele, naprawdę wiele maleńkich kawałeczków. – Wymowa i ruch różdżką są kluczowe.
Marszcząc nieznacznie czoło, Harry uniósł rękę.
– Tak, panie Riddle?
– Profesorze – zaczął Harry z szacunkiem – czy intencje i koncentracja nie liczą się bardziej?
Zaskoczony Rosier przez chwilę mierzył nowego ucznia wzrokiem. W końcu przytaknął.
– Ma pan rację, panie Riddle. Jednak na waszym poziomie, wymowa i ruch różdżki są równie ważne. Ale z czasem, gdy zaznajomicie się już z zaklęciem, przekonacie się, że intencja i koncentracja będą determinować moc rzucanej przez was klątwy. To był bardzo wnikliwy komentarz, panie Riddle – piętnaście punktów dla pana przyszłej grupy.
To powiedziawszy, podzielił klasę na pięć grupek, najprawdopodobniej według ich przynależności do szkolnych grup, po to by mogli ćwiczyć rzucanie zaklęcia na pięciu różnych manekinach. Harry trafił do grupy Alerona i Silasa, skład której dopełniały dwie dziewczyny: jedna nachmurzona i niebieskowłosa oraz druga, uśmiechnięta i ruda, a także delikatnie opalony chłopak.
– Harrison, to jest Ivan Vavilov, przywódca Nietoperzy Mroku, znanych także jako Czarne Nietoperze, naszej grupy. Poznaj także Ekaterinę Durov oraz Steffi Stockmann, które również do niej należą. – Harry przywitał się z nimi uprzejmie, dbając o zachowanie nienagannych manier. Zauważył, że na ich szatach, tuż nad haftem ze szkolnym herbem, znajdował się magiczny symbol przedstawiający czarnego nietoperza. Podobny znak był również wytłoczony na sprzączkach ich pasków.
Harry przyglądał się, jak cała piątka po kolei rzuca zaklęcie. Aleronowi wyszło ono najlepiej; znad manekina unosił się dym, a kilka małych odłamków oderwało się i wylądowało na podłodze. Nadal jednak kukiełka pozostawała w jednym kawałku. Wkrótce przyszła kolej Harry'ego. Posłał w stronę rudowłosej Steffi uśmiech, gdy ta uprzejmie naprawiła manekin i ustawiła go w pionie. Przywołując przed oczy obraz kukiełki, której nic nie jest w stanie ochronić przed rozpadem na mnóstwo małych kawałeczków, Harry wycelował w nią różdżkę i wkładając w słowa swoją wolę powiedział:
– Confringo.
Nastąpiła mała eksplozja w wyniku której manekin został rozerwany na drobne kawałeczki i chociaż było ich dużo, to nadal nie tyle, co podczas demonstracji Rosiera. Harry naprędce wzniósł silną tarczę, osłaniając nią siebie i resztę grupy przed spadającymi odłamkami.
– Dobra robota, panie Riddle. Piętnaście punktów – zawołał profesor Rossier.
Pod koniec lekcji Harry miał już czterdzieści pięć punktów, którymi mógł zasilić konto swojej przyszłej grupy, a większość jego kolegów z zajęć rzucała w jego kierunku spekulacyjne spojrzenia.
~oOo~
Pod koniec trzeciego tygodnia nauki po szkole rozniosła się wieść o tym, że Harry był objawieniem. Otrzymał mnóstwo ofert członkowstwa od wielu grup, w tym od największego rywala Krwawych Kruków, Jadeitowych Szponów. Harry uprzejmie wymówił się od wszystkich, tłumacząc się tym, że nie jest jeszcze gotowy, by podjąć decyzję – w rezultacie większość grup podejrzewała, że wraz ze swoimi kolegami z roku ma zamiar utworzyć własną. Nie przejęli się tym jednak, bo nie uważali tego za jakiekolwiek zagrożenie.
I rzeczywiście, Harry po cichu tworzył porozumienie z uczniami ze swojego roku, za wyjątkiem tych, którzy należeli do małego gangu Flinta: Nero Clagg'a, Calvina Delaneya, Amelii Bottelwick i Mathew Jewkesa. Pomagał im w nauce i starał się utrzymać ze wszystkimi serdeczne stosunki, chociaż oczywiście najbardziej zżył się z Daphne i chłopcami, z którymi dzieli pokój, gdyż spędzał z nimi większość swojego wolnego czasu.
Pewnej nocy zebrał ich wszystkich, nawet Daphne, w dormitorium.
– Mam zamiar rozpocząć jutro negocjacje z Czarnymi Nietoperzami – oznajmił cicho. Jego towarzysze spojrzeli na niego w osłupieniu.
– Chcesz dołączyć do ich grupy? Co cię opętało żeby to zrobić? – zapytał z niedowierzaniem Korbin. Emlen delikatnie przekrzywił głowę.
– Taaa Harrison, on ma rację. Przecież w rankingu są zaledwie siódmi, a z twoim talentem jestem pewien, że nawet wysoko plasujące się grupy przywitają cię z otwartymi ramionami.
Harry uniósł brew.
– A ile w tych wysoko plasujących się grupach jest utalentowanych czarodziei? – Gdy nikt nie odpowiedział kontynuował: – Dużo. Co najmniej kilku na każdą grupę, a w tych najwyższych garści. W takich grupach nie ma szans, by zabłysnąć. Ale w Czarnych Nietoperzach… ich lider zaledwie wybija się ponad przeciętność. Owszem, jest przyjazny i to sprawia, że wielu jego kolegów z roku podąża za nim, nawet piątka drugorocznych się na to zdecydowała. Ale nie ma żadnej prawdziwej mocy, żadnej charyzmy. Jedyni, którzy są cokolwiek warci w tym gangu, to Ekaterina Durov, Aleron Mulciber i Silas Macnair. Z ostatnią dwójką nie będzie żadnych problemów; ta grupa już jest rozdarta, a jeśli wezmę was ze sobą, to z łatwością ją przejmę. Co prowadzi do pytania: czy zechcecie się do mnie przyłączyć?
Niespodziewanie to Alexei przemówił jako pierwszy.
– Przekonałeś mnie, Harrison. Pójdę z tobą.
Prywatnie Harry uważał, że Alexei chciał dołączyć do grupy, która w żaden sposób nie byłaby powiązana z jego bratem Victorem, należącym do Bordowych Skrzydeł. Jak dotąd była to jedyna wysoko plasująca się grupa, która zaproponowała Alexei'mu przyłączenie się do nich. Emlen i Francis wymienili spojrzenia, po czym Emlen wyszczerzył się.
– Czemu nie. Wchodzimy w to. Nawet jeśli jesteś półkrwi, to i tak jesteś lepszy niż Flint.
Korbin wzruszył ramionami i powiedział z leniwym uśmieszkiem:
– Wokół ciebie zawsze dzieją się interesujące rzeczy. Jestem z tobą.
Daphne uśmiechnęła się do Harry'ego.
– Pamiętasz, co powiedziałam w pociągu? – Stuknęła znaczącą w opaskę.
Harry, usatysfakcjonowany, odprawił swoich przyjaciół.
~oOo~
Następnego dnia Harry celowo przyłączył się podczas Zaklęć do Ivana i Ekateriny, zamiast, jak zawsze, dołączyć do Alerona i Silasa.
– Chciałbym pomówić z tobą na osobności, Vavilov. Dzisiaj wieczorem, w pokoju wspólnym Czarnych Nietoperzy.
Ivan przez chwilę mierzył Harry'ego zamyślonym wzrokiem, nim w końcu skinął głową na znak zgody.
Harry, zadowolony z odpowiedzi, rzucił Zaklęcie Przyzywające w stronę drewnianego klocka leżącego na biurku nauczyciela. Ich zadanie polegało na przyzwaniu go do siebie i teraz przyglądał się, jak ten leniwie dryfował w jego kierunku.
– Och! Brawo, panie Riddle! Piętnaście punktów za to, że jako pierwszemu udało się panu rzucić z powodzeniem ten czar! – wykrzyknęła Profesor Victoria Eastwood, puszczając w stronę Harry'ego oczko. Uśmiechnął się z rozbawieniem, bo doskonale wiedział, że nauczycielka miała słabość do małych, słodkich chłopczyków – czyli dokładnie takich, jakim on był obecnie.
Do tej pory Harry zgromadził trzysta punktów, które mógł przekazać każdej grupie, do której by dołączył. Byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie nauczyciel Transmutacji, Frederick Flint, który okazał się być krewnym Brutusa Flinta i podobnie jak ten drugi, zapałał silną niechęcią do Harry'ego (najwidoczniej opowiedziano mu o znieważeniu rodu Flintów). Odbierał Harry'emu punkty przy każdej, nawet najmniejszej okazji; jak na przykład wtedy, gdy jako pierwszemu udało mu się przemienić mydło w ropuchę. Gdy ta zarechotała głośno, nauczyciel Transmutacji warknął:
– Riddle! Dziesięć punktów za przeszkadzanie na lekcji!
Harry zamrugał.
– To już się nie powtórzy, sir – odparł chłodnym tonem.
Aleronowi, próbującemu się za nim wstawić, Harry spokojnie polecił się zamknąć.
– Nie możesz oczekiwać, że świat będzie sprawiedliwym miejscem, Aleronie. Flint najwidoczniej lubi odbierać mi punkty, więc po prostu będę musiał zdobywać ich więcej. – Starał się zachować spokój i okazać odpowiedni szacunek i poważanie profesorowi Flintowi. Nawet pomimo przemożnej chęci starcia uśmieszku z oblicza nauczyciela, na przykład poprzez rzucenie znienacka w jego stronę klątwy zmieniającej wyraz twarzy. Ale nie, wiedział, że musi się kontrolować. Bo jak zawsze powtarzał mu ojciec: samokontrola jest kluczem do kontrolowania innych.
Harry poprzysiągł sobie, że nim ukończy swoją edukację w Durmstrangu, to on będzie pociągać za sznurki, a Frederick Flint zostanie jego marionetką.
Komentarz autorki:
Właśnie tak sobie pomyślałam, że niektórzy z was mogą uważać, że Durmstrang jest szkołą, w której uczą się wyłącznie chłopcy. Cóż, w filmach jest właśnie tak przedstawiony. Ale w książce jest szkołą koedukacyjną, podobnie jak Beauxbatons. Poza tym, ponieważ uważam, że będzie to o wiele bardziej interesujące, też się na to zdecydowałam.
(…) jeżeli chodzi o romanse, to żadne nie rozpoczną się co najmniej do czwartego roku. Nie jestem pewna, w jakim wieku dzieci zaczynają interesować się „tymi sprawami", ale ponieważ w kanonie Harry zaczął interesować się Cho dopiero na czwartym roku, postanowiłam że w mojej opowieści też mniej więcej wtedy zacznie dostrzegać dziewczyny. Ale już teraz zaznaczam, że romans nie będzie głównym wątkiem.
Mój komentarz:
Co myślicie o Durmstrangu? Mi się w zasadzie podoba, szczególnie motyw z grupami (Harry naprawdę będzie miał niezłe pole do popisu dzięki nim ^^). Mam nadzieję, że nie przytłoczyła was ilość nowych osób pojawiających się w opowiadaniu… Na początku mogą się wam mylić, ale z czasem przywykniecie. Oczywiście Emlen, Francis, Alexei i Korbin staną się najlepszymi szkolnymi przyjaciółmi Harry'ego. A Brutus Flint jego największym wrogiem (tak, robi za odpowiednik kanonowego Malfoya).
Co do samego rozdziału, to tłumaczyło mi się go fatalnie (szczególnie dialogi) wiec wybaczcie, jeśli czasami coś będzie zgrzytać. Ale starałam się, naprawdę się starałam, by prezentował się strawnie i czytelnie…
Ps. A za tydzień… Plany.
„Rzeczywiście był nieco bezczelny w swoim wczorajszym liście, przekonany, że ojciec nie będzie mógł się zemścić. Ale Czarny Pan, geniusz zła, najwidoczniej znalazł na to sposób. No cóż…"
