To już siedemdziesiąta ósma minuta. Kurogane zaczynał się irytować. Doprawdy, jak długo można siedzieć bez ruchu i patrzeć w jeden punkt na szybie?!
Kiedy Chii skończyła opowiadać o sobie, Fay próbował wydobyć z niej jeszcze jakieś informacje dotyczące brata, ale dziewczyna niczego więcej nie wiedziała. Również ona usiłowała wypytać maga o różne rzeczy związane z Yuuim. Jednak Fay, będąc sobą, odpowiedział coś niewiele związanego z tematem, uśmiechając się przy tym niewinnie i nieszczerze. Zrozumiawszy, że obaj bracia Flourite są strasznie uparci, Chii odpuściła i ciągnąc swojego chłopaka za rękę opuściła pokój, tłumacząc się nadmiarem obowiązków. Yuuko i Syaoran chwilę później również wyszli, chcąc ponownie zakosztować uroków miasta albo po prostu dać magowi czas, by przetrawił wszystko, czego dowiedział się od pokojówki. Kurogane także postanowił uszanować jego prywatność. Narzucił płaszcz i wymknął się cichcem z pokoju, chociaż równie dobrze mógł to zrobić głośno trzaskając drzwiami. Fay był tak pogrążony w myślach, że nie zauważyłby nawet stada słoni przechodzącego przez pokój i trąbiącego tuż nad jego uchem.
Ninja zszedł do baru, gdzie wysączył drinka w towarzystwie nietypowo milczącej Yuuko. Gdy wrócił do pokoju zastał maga w tej samej pozycji, co go zostawił: siedzącego na swoim łóżku z podkulonymi nogami i patrzącego z nikłym zainteresowaniem przez okno.
Fay nawet nie odwrócił głowy, kiedy wszedł, ani wtedy, gdy z głośnym westchnięciem opadł na poduszki. Kurogane zaczął się niepokoić, ale nie dał tego po sobie poznać. Poszedł do łazienki się przebrać, po czym położył się do łóżka, skąd spod półprzymkniętych powiek uważnie obserwował maga.
- Długo jeszcze zamierzasz tak siedzieć? - nie wytrzymał w końcu i zwrócił mu uwagę.
Fay potrząsnął głową wyrywając się z zamyślenia. Spojrzał na ninję zaskoczony.
- Przeszkadzam ci, Kurorin?
- Denerwujesz mnie – odparł ninja, jednocześnie próbując uciszyć głos w swojej głowie bredzący coś o zmartwieniu.
- Och – skwitował Fay, po czym dodał. – Czyli nawet nic nie robiąc działam ci na nerwy?
- Ty non stop działasz mi na nerwy – odparował Kurogane.
- Cieszę się, że nie jestem ci obojętny! – nim Kurogane zdążył zareagować, materac, na którym leżał ugiął się pod ciężarem maga, a Fay otoczył rękami jego szyję, wciskając twarz ninji w swoje ramię.
- Co ty, u licha, wyprawiasz?! – zawołał, kiedy udało mu się odepchnąć maga.
- Działam ci na nerwy – czarodziej wyszczerzył się głupio, a w jego oczach błysnęło rozbawienie, co sprawiło, że Kurogane opuścił rękę, którą zamierzał strącić denerwującego maga z łóżka.
- Ph – prychnął jedynie i nie siląc się na żaden większy komentarz, przewrócił się na plecy, zakładając jedną rękę za głowę, drugą poprawiając zwalony przez Faya koc.
Mag widząc, że Kurogane zrezygnował z próby zrzucenia go na podłogę przeciągnął się, po czym opadł z cichym westchnięciem na łóżko, kładąc głowę na poduszce obok ninji.
Długo leżeli w ciszy, zrelaksowani i może odrobinę zdziwieni bliskością, która wcale ich nie krępowała. Włosy Faya łaskotały policzek Kurogane, a jego dłoń tylko o milimetry oddalona była od ręki ninji.
- Brakuje ci go?
Kurogane w końcu przerwał milczenie zadając pytanie, które bardziej było stwierdzeniem faktu. Nie wiedział, czemu zaczyna temat, który wyraźnie jest dla maga trudny. Jednak, z jakichś nie do końca jasnych dla niego przyczyn, chciał dowiedzieć się o nim więcej, zobaczyć na jego twarzy prawdziwy, szczery uśmiech.
- Bardzo – odpowiedział Fay smutnym głosem - Nie widziałem go od tylu lat, a wciąż za nim tęsknię.
Kurogane rozumiał cierpienie maga. Sam do tej pory nie pogodził się do końca ze śmiercią swoich rodziców. Miał ciepłą, kochającą się rodzinę, która nagle, jednego dnia przestała istnieć. Mimo, że był już dorosły nieraz zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby to tragiczne wydarzenie sprzed kilku lat nie miało miejsca.
- Yuui był bardzo dobrym człowiekiem - głos Faya wyrwał go z rozmyślań. - Znacznie spokojniejszym ode mnie – kontynuował. – Widzisz Kuro-tan, z nas dwóch to Yuui był tym bardziej odpowiedzialnym. Ja wpadałem w tarapaty, z których on musiał mnie wyciągać, czasami razem ze mną ponosząc karę. Zawsze mogłem na niego liczyć. – Mag urwał na moment, zanurzony we wspomnieniach. – Był skłonny do wielu poświęceń dla mnie, co w końcu przypłacił życiem - dodał szeptem.
Kurogane odwrócił głowę, by móc na niego spojrzeć. Fay nie zmienił swojej pozycji. Wciąż wpatrywał się nieruchomym wzrokiem w sufit, a ninja mimo ciemności panujących w pokoju, zdołał ujrzeć łzy na jego twarzy.
- Magu… - zaczął, ale zaraz urwał nie wiedząc, co powiedzieć. Fay drżącymi dłońmi przetarł oczy.
- Przepraszam, Kurorin – uśmiechnął się zakłopotany. – Nieczęsto zdarza mi się tak otwierać przy innych. - Ninja zauważył rumieniec zażenowania na jego policzkach.
- W porządku – powiedział. – To nic złego okazywać emocje. Nie powinno się tłumić w sobie uczuć.
- Ja… - Fay wreszcie spojrzał na niego. – Nie przywykłem do tego.
- Wiem – Kurogane odruchowo wyciągnął dłoń i starł łzę z kącika oka maga. W innych okolicznościach byłby zszokowany swoim zachowaniem i zniesmaczony tonem swojego głosu – dziwnie miękkim i czułym, ale teraz, mając przy sobie Faya, po raz pierwszy tak szczerego i otwartego, nie potrafił przejąć się swoim zachowaniem.
- Dziękuję, Kurotan – szepnął czarodziej, uśmiechając się lekko. Kurogane poczuł dziwny ucisk w sercu.
Był to bardzo mały, bardzo szczery uśmiech.
***
- Wejść.
Touya nawet nie odwrócił głowy spodziewając się, że to jedna z pokojówek przyniosła kolejną dawkę lekarstwa, którą za dwie godziny mieli podać Sakurze.
- Wasza Wysokość.
Dopiero na dźwięk dawno nie słyszanego głosu poderwał się z krzesła, patrząc ze zdumieniem, ale i radością na przybysza.
- Dr Rondart! - zawołał. - Nareszcie!
Młody nauczyciel ukłonił się, po czym spojrzał na nieprzytomną dziewczynę.
- Widzę, że księżniczce się nie polepszyło - zauważył z żalem.
Touya przeczesał palcami włosy patrząc na swoją siostrę zrezygnowanym wzrokiem.
- Co gorsza, jej stan się pogorszył - powiedział.
Rondart zmarszczył brwi i poprawił palcem okulary zsuwające mu się z nosa.
- Pogarsza? - powtórzył. - Myślałem, że podany jej eliksir tylko wywołał śpiączkę…
- Też tak myśleliśmy - zgodził się z nim król. - Jednak wraz z upływającym czasem zaczęła słabnąc. Zrobiła się blada, jej ciało zimne… - Touya wzdrygnął się na samo wspomnienie. - Myślałem, że ją straciłem.
Kyle odgarnął włosy z czoła nieprzytomnej dziewczyny. Wpatrywał się w nią w milczeniu ze smutkiem w oczach.
- Wygląda tak samo, jak w dniu, w którym opuściłem Clow - rzekł.
- To dzięki magowi - Touya zacisnął mocniej dłonie na myśl o Yukito, ale na twarzy udało mu się zachować obojętny wyraz. - Sporządził lekarstwo, które dodało jej sił.
- Dobrze, że Yukito jest pod ręką - powiedział Kyle. - Zawsze dbał o księżniczkę.
- Już nie - mruknął Touya, ale zrobił to tak cicho, że mężczyzna nie mógł go usłyszeć. Potrzasnął głowa i dodał głośniej. - Na ciebie również mogła liczyć, doktorze. Byłeś jej mentorem i przyjacielem. Dziękuję ci za twoje oddanie i lojalność wobec księżniczki.
Dr Rondart uśmiechnął się delikatnie.
- Ależ, Wasza Wysokość, kiedy zostałem wybrany na nauczyciela księżniczki, był to dla mnie ogromny zaszczyt. - Chwycił bladą dłoń Sakury i złożył na niej pocałunek. - To niesamowita osoba, o ogromnym, szczerym sercu. Nie da się jej nie kochać.
Touya uśmiechnął się. Jego siostra była uwielbiana przez ludzi w królestwie, co zawsze go cieszyło. Nawet teraz, mimo że od tylu tygodni pozostawała nieprzytomna, mieszkańcy Clow nie tracili nadziei. Ich wiara w wyzdrowienie księżniczki dodawała sił także i jemu.
- Mam nadzieję, że już nigdzie nie musisz wyjeżdżać, doktorze - odezwał się, patrząc z uśmiechem, jak Kyle głaszcze Sakurze po włosach. - Twoja obecność może będzie miała na jej stan pozytywny wpływ - dodał z nadzieją.
- Już nigdzie nie wyjadę - obiecał mężczyzna. - Przepraszam, że musiałem opuścić zamek zaraz po tym, jak księżniczka zapadła w śpiączkę. Niestety, jej choroba i moje prywatne problemy pokryły się w czasie. Jednakże, już wróciłem i chętnie będę dotrzymywał mojej księżniczce towarzystwa.
- Bardzo mnie to cieszy - Touya nie krył ulgi, słysząc słowa mężczyzny. - Jestem przekonany, że Sakura wie, że przy niej jesteś i czuwasz.
Kyle uśmiechnął się do króla, ale smutek był widoczny w jego oczach.
- A co z Syaoranem? - zapytał. - Jakieś wieści od niego czy udało mu się znaleźć lekarstwo?
Touya zamrugał, patrząc z niedowierzaniem na mężczyznę. O wyprawie Syaorana wiedzieli tylko on i Yukito.
- Widziałem go, jak opuszcza Clow - wyjaśnił Kyle, widząc zdziwienie na twarzy króla. - Znam go na tyle, że wiem, iż nigdy nie opuściłby księżniczki będącej w takim stanie. Chyba, żeby po to, aby jej pomóc.
- Masz rację - przyznał król. - Powinienem się domyśleć, że to dostrzeżesz. W końcu spędzałeś z Sakurą wiele godzin, ucząc ją i jak nikt inny nie wiesz, ile razy ten chłopak próbował skraść ją chociaż na kilka minut w przerwie między zajęciami.
- Jest w nią bardzo zapatrzony - zgodził się z nim Kyle. - Jakieś wieści od niego?
- Niestety, żadnych - król wyjrzał przez okno, jakby spodziewał się zobaczyć w oddali wracającego Syaorana. - Nie ma go już tylu dni. Zaczynam wątpić, czy kiedykolwiek wróci.
- Wróci - powiedział Rondart. - Za bardzo mu zależy na księżniczce, by się poddać. - Brzydki grymas wykrzywił jego usta, ale zaraz zastąpił go smutny uśmiech. - A znaleziono już sprawcę? Oczywiście, jeżeli nie jest to tajemnica…
Touya potrząsnął głową.
- Moi ludzie niczego nie odkryli. - Oderwał się od okna i ponownie usiadł na krześle koło siostry. - Początkowo podejrzenia padły na kucharki, bo to w końcu one miały najlepszą okazję, by dosypać czegoś do posiłku Sakury, ale prawda jest taka, że te kobiety chętnie same wypiłyby truciznę, byle tylko zaoszczędzić Sakurze cierpień.
- Czyli żadnych poszlak? - spytał Kyle.
Touya westchnął.
- Żadnych.
***
Fay był w drodze do kawiarni na dole, gdzie miał zamiar kupić coś do jedzenia, kiedy usłyszał płacz. Dochodził z męskiej łazienki na korytarzu i na pewno należał do kobiety. Zawahał się tylko przez chwilę, po czym pchnął drzwi i wszedł do środka znajdując Chii skuloną na podłodze.
- Chii, co się stało? - klęknął przy niej i troskliwym ruchem starł łzy z jej policzków.
- Przepraszam, nie chciałam, aby ktoś zobaczył mnie w tym stanie - powiedziała pospiesznie. Była roztrzęsiona, nie potrafiła opanować drżenia. - Miałam tu posprzątać a zamiast tego… - dziewczyna nie dokończyła tylko z cichym szlochem wtuliła się w Faya. Mag objął ją delikatnie.
- Ktoś cię skrzywdził? - spytał dostrzegając sińce na ręce pokojówki.
- Ciągle mnie zaczepiają - przyznała nie patrząc na maga. - Wiedzą, że Hideki zawsze mnie obroni, ale teraz szef wysłał go z jakimiś sprawunkami i wróci późno, a oni to wiedzą i wykorzystują. A szef - pociągnęła nosem - on nie ma nic przeciwko temu, a nawet powiedział mi, że nie powinnam ich odpychać, bo to są klienci i… i dobrze płacą, a… a za moje usługi to… to - głos odmówił jej posłuszeństwa i z cichym jękiem jeszcze mocniej wtuliła się w Faya, ściskając jego koszulę kurczowo, jakby bała się, że ktoś zaraz przyjdzie i odciągnie ją od maga.
Fay gładził Chii uspokajająco po głowie, ale z trudem powstrzymywał ręce od drżenia. Miał ochotę zbiec na dół i roznieść wszystkich znajdujących się tam mężczyzn. Czuł kotłującą się w nim magię i tylko ogromna samokontrola sprawiła, że szyby w oknach oraz lustra w łazience wciąż były w jednym kawałku.
- Nie chcę tam wracać - szepnęła Chii.
- Nie martw się - Fay pocałował ją w czubek głowy. - Hideki musiał wyjść, ale wciąż masz przy sobie przyjaciół.
Chii spojrzała na niego i mimo smutku, jaki odczuwała pozwoliła sobie na mały, wdzięczny uśmiech.
***
Obsługiwanie klientów przebiegało bez zakłóceń do momentu, gdy do kawiarni wtoczyła się trójka mężczyzn. Podtrzymując się nawzajem udało im się dotaszczyć do najbliższego stołu. Jeszcze nim zdążyli opaść na krzesła krzyknęli po piwo, dwa dla każdego. Chii spojrzała na nich niechętnie, ale zrealizowała zamówienie. Kiedy stawiała kufle na stole, poczuła dłoń na swoich plecach, która powoli i drażniąco zsuwała się niżej.
- Co robisz wieczorem, kochanie? - Właściciel dłoni spojrzał na nią z głupkowatym uśmiechem.
- To nie jest pańska sprawa - odpowiedziała, odsuwając się. Nie uszła nawet dwóch kroków, gdy inny mężczyzna złapał ją za nadgarstek.
- Ależ to jest nasza sprawa - powiedział obserwując ją uważnie, chcąc dostrzec jej reakcję na jego kolejne słowa. - Dogadaliśmy się z szefem.
Chii zadrżała. Próbowała oswobodzić rękę, ale nie dała rady. Uchwyt mężczyzny był tak silny, że na pewno pozostawi po sobie ślad.
- Ja tu tylko sprzątam i pomagam obsługiwać klientów - już wypowiadając te słowa wiedziała, że popełniła błąd, a śmiech przy stole tylko to potwierdził.
- To nas obsłużysz, w nocy - odezwał się trzeci z mężczyzn, po czym cała trojka wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Zaraz ja was obsłużę i będzie to ostatnia usługa, jaką doświadczycie w życiu.
Przez rechot mężczyzn przebił się głośny, poirytowany i pełen groźby głos.
- Kuro-kun! - zawołała z ulgą Chii na widok ninji. Kurogane przyjrzał się jej badawczo, zamrugał, po czym chwycił ją za łokieć i ustawił za sobą odgradzając ją w ten sposób od trójki natrętów.
- Słuchaj no, koleś - jeden z nich podniósł się z krzesła podtrzymując się stołu, by nie upaść. - Możesz sobie być twardy i w ogóle, ale nas jest trzech.
Coś grzmotnęło, rozległ się głośny jęk i mężczyzna opadł z powrotem na krzesło nieprzytomny. To zdało się ocucić pozostałą dwójkę.
- Po co te nerwy? - dwaj pijacy spojrzeli ze strachem na Kurogane. - Możemy się podzielić. Dziś ty, my jutro.
Słowa, które w założeniu miały uspokoić Kurogane, zadziałały na niego, jak płachta na byka. Ninja poczerwieniał ze złości, zacisnął dłonie w pięści i postąpił krok do przodu, ale nim zdążył zadać cios Chii złapała go za łokieć i szepnęła do ucha:
- Szef się zbliża. Chodźmy stąd!
Kurogane już otwierał usta, by powiedzieć, że to nie jego szef i chętnie nauczy go szacunku dla kobiet, ale widząc zaciętą minę dziewczyny skapitulował i pozwolił zaciągnąć się na schody, stamtąd na piętro, gdzie znajdował się jego i maga pokój.
Korytarz był pusty, z czego Kurogane chętnie skorzystał. Złapał Chii za łokieć i przyszpił ją do ściany w mało delikatny sposób.
- Co to ma znaczyć? - syknął, gdy dziewczyna spojrzała na niego pytająco i ze zdziwieniem.
- Ciągle jestem tu zaczepiana, a teraz nie ma Hidekiego i szef postanowił to wykorzystać i… - zaczęła się szybko tłumaczyć.
- Nie o tym mówię - przerwał jej Kurogane, ale pokojówka i jemu wpadła w słowo.
- Idzie tu!
Kurogane kątem oka dostrzegł grubą sylwetkę mężczyzny zmierzajacego w ich kierunku.
- Będzie chciał zaciągnąć mnie z powrotem na dół! - Chii zadrżała na samą myśl. - Szybko, zrób coś!
- Zaraz mu przywalę, jak się przybliży - obiecał Kurogane.
- Nie! To tylko wywoła niepotrzebne zamieszanie! - Chii przygryzła wargę skupiając się i próbując znaleźć rozwiązanie. - Udawaj, że jesteś jednym z nich.
- Których?
- Tych, co chcieli… - dziewczyna poruszyła znacząco ręką czerwieniąc się przy tym. - Szefa obchodzi jedynie duża kwota. Nieważne, że tamtym obiecał pierwszym.
Kurogane spojrzał na nią niepewnie, ale widząc, że mężczyzna jest coraz bliżej powziął decyzję i pochylił się likwidując niewielki dystans między sobą a Chii. Dziewczyna wydała zaskoczony odgłos, gdy ciepłe wargi dotknęły jej ust, ale szybko odwzajemniła pocałunek. Zamknęła oczy i otoczyła rękami szyję ninji przyciągając go jeszcze bliżej, a reszta świata przestała dla niej istnieć. Nie widziała więc, jak szef przystanął niezdecydowany, spróbował zwrócić na siebie ich uwagę, lecz w końcu zawrócił, mamrocząc coś, że zapłatę odbierze jutro.
Ramiona wojownika obejmowały ją mocno, za co była wdzięczna, bo wątpiła, by była w stanie ustać na własnych nogach. Oderwali się od siebie dopiero, gdy brakło im oddechu. Przez chwilę przyglądali się sobie w milczeniu, zarumienieni i bez tchu. W końcu na twarzy Chii pojawił się niewielki uśmiech.
- Miałam na myśli, byś z nim porozmawiał, zaoferował jakąś sumę, ale chyba w ten sposób też go przekonaliśmy.
Kurogane mruknął coś niezrozumiale, ale widząc Chii uśmiechającą się tym irytującym, choć teraz nieco zmienionym uśmiechem, szybko przeszedł z zakłopotania w złość.
- Nie dokończyliśmy rozmowy - syknął i tym razem nie chcąc ryzykować, by ktoś im przeszkodził pociągnął pokojówkę do pokoju. Kiedy zamknął za nimi drzwi ponownie przyszpilił dziewczynę do ściany, opierając ręce po obu stronach jej głowy.
- Mogę wiedzieć, co ci odbiło, magu?!
Chii spojrzała na niego zaskoczona i przez chwilę wyglądała, jakby chciała się kłócić, ale w końcu westchnęła jedynie i przyjrzała mu się ciekawie.
- Co mnie zdradziło?
- Jesteś jedyną osobą, która nazywa mnie w ten kretyński sposób - odpowiedział Kurogane. - Kiedy się zjawiłem na dole nazwałeś mnie Kuro - tu się zawahał. - Kuro - spróbował ponownie i wreszcie z obrzydzeniem na twarzy dodał - kun.
Widząc jego minę, Fay nie wytrzymał i roześmiał się.
- Starałem się wczuć w rolę, a od razu mnie przejrzałeś! - zawołał. - A tak w ogóle - dodał z figlarnym uśmieszkiem - Kuro-tan świetnie całuje!
Kurogane wydał z siebie cichy, nieartykułowany odgłos, a na jego policzki znów wpłynął rumieniec.
- Zapomnij. O tym. Wydarzeniu - wycedził przez zaciśnięte zęby.
Fay przyłożył dłoń do ust i znów uśmiechnął się tym swoim drażniącym uśmiechem, który nawet wykonany przez twarz Chii, irytował ninję.
- Trudno będzie zapomnieć o tym doznaniu - powiedział ciesząc się z miny ninji. - Musimy iść do Chii - zmienił nagle temat przybierając poważny ton. - Trzeba jej powiedzieć, by nie opuszczała dziś swojego pokoju. I w ogóle powinniśmy dotrzymać jej towarzystwa.
Kurogane spojrzał na niego ze złością.
- Wyjaśnisz mi, co tu się dzieje?! - ryknął. - I kiedy zamierzasz wrócić do swojego wyglądu?
W odpowiedzi Fay podszedł do stołu i podniósł z niego szklankę z czymś, co wyglądało na wodę, ale pewnie nią nie było i wypił jej zawartość wypowiadając wcześniej kilka obcych słów. Nim Kurogane się spostrzegł znów miał przed sobą Faya - bladego i wyglądającego, jakby zbierało mu się na wymioty, ale Faya.
- Dobrze się czujesz?
Mag otworzył okno i odetchnął głęboko.
- Teraz znacznie lepiej - odpowiedział z zadowolonym uśmiechem. - Wiesz Kuro-tan, przemiana jest trochę bardziej skomplikowana od iluzji.
- Ty często przebierasz się za kobiety czy tylko ostatnio tak cię wzięło? - spytał Kurogane zaczepnie.
- Wcześniej mi się nie zdarzyło - przyznał Fay z rozbawieniem. - Ale wcześniej nie chciałem się podobać pewnemu wojownikowi i się nie starałem - uśmiechnął się szerzej na widok rumieńca Kurogane.
- Idiota - skomentował ten zakłopotany.
Fay myślał nad tym, by coś dodać, ale w końcu zlitował się nad ninją.
- Znalazłem dziś Chii płaczącą w łazience - zaczął odpowiadać na zadane mu wcześniej pytanie. - Przyznała mi, że klienci ją zaczepiają, a ostatnio pojawiła się trójka, która jest dużo bardziej nachalna od reszty. Nie mogłem pozwolić, by do nich znów poszła!
- Lepiej było samemu znosić ich zaczepki? - Kurogane prychnął. - Trzeba było mi powiedzieć to bym z nimi porozmawiał - popatrzył tęsknie na swój miecz leżący na łóżku.
- Może i bym ci powiedział, gdybyś nie wyszedł z Yuuko - odparował Fay. - Sam też mogłem użyć magii, ale nie chciałem się zdradzać. Nie wiadomo czy ci, co chcą zaatakować Syaorana nie kręcą się gdzieś w pobliżu - skrzywił się na samą myśl. - Zrobiłem to, co w danej chwili przyszło mi do głowy. Kazałem iść Chii do pokoju odpocząć i obiecałem zająć się resztą. Nie mogłem dopuścić, by kładli na niej swojej brudne łapy! - zawołał ze złością.
Kurogane oparł się o ścianę i przyjrzał się uważnie magowi.
- Dlaczego tak się nią przejmujesz? - spytał. Nie uważał, by zachowanie maga nie było słuszne. Znał go na tyle, że wiedział, że nigdy nie zostawi nikogo w potrzebie. Jednak pierwszy raz widział Faya tak rozzłoszczonego i musiał przyznać, że ten widok bardzo go dziwił. I może troszeczkę fascynował, bo mag rzadko pozwalał, by emocje przejęły nad nim kontrolę.
- To chyba oczywiste? - Fay popatrzył na niego zaskoczony pytaniem. - Grupa mężczyzn prześladuję młodą dziewczynę, chce ją skrzywdzić i nikt nie jest chętny do pomocy! Oprócz Hidekiego, który obecnie jest poza hotelem. I ty się mnie pytasz, czemu się przejmuję? - dłonie Faya zacisnęły się w pięści, a Kurogane mógłby przysiąc, że stół obok niego zadrżał nieznacznie poruszony magią.
- A nie jest tak, że czujesz się za nią odpowiedzialny? - spytał nie spuszczając wzroku z maga. - Twój brat uratował jej życie. Teraz Chii znów ma problem. Yuui na pewno chciałby jej szczęścia, więc ty czujesz potrzebę zadbania o to.
Fay nie odpowiadał przez chwilę. Przygryzł wargę i wyjrzał przez okno oglądając krajobraz z nikłym zainteresowaniem.
- Masz rację - przyznał wreszcie. Mówił teraz spokojniejszym tonem.
- Jest coś jeszcze - drążył ninja. - Jak rozpoznałeś Chii? Kiedy tak spektakularnie stłukłeś szklankę na jej widok, gdy ją pierwszy raz zobaczyłeś… skąd wiedziałeś, kim ona jest? Nazwałeś ją po imieniu.
Fay spojrzał na niego z uznaniem.
- Nic nie ujdzie twojej uwadze, Kurorin - uśmiechnął się.
Kurogane uniósł pytająco brew czekając na odpowiedź więc Fay kontynuował smutnym tonem.
- Widzisz Kurowan, Yuui nie dał Chii przypadkowego wyglądu. Te oczy, usta, włosy, dłonie należały już do pewnej osoby. - W głosie maga słychać było tęsknotę. Wzrok miał nieobecny, zamyślony. - Nie mogę patrzeć, jak ta twarz wykrzywia się w smutku. Zbyt wiele razy widziałem ją cierpiącą, zbyt wiele rozpaczy… - urwał. - Po prostu chcę, aby Chii byłą szczęśliwa.
Fay patrzył na niego zagubiony. Kurogane miał wrażenie, że ma przed sobą nie dorosłego człowieka, a dziecko, zlęknione, zrozpaczone i bezsilne. Na nowo przeżywające coś, co wydarzyło się dawno temu.
- Skąd znałeś jej imię? I czyj wygląd Yuui nadał Chii? - spytał cicho Kurogane. Fay potrząsnął głową, próbując otrząsnąć się ze wspomnień. Kiedy ponownie spojrzał na ninję, był już sobą. Zapanował nad emocjami i pozwolił sobie na niewielki uśmiech.
- "Chii" było pierwszym słowem, jakiego się nauczyliśmy. I jakoś tak się nam spodobało, że już zawsze w ten sposób zwracaliśmy się do matki.
***
Hideki miał do siebie pretensje, że nie udało mu się zapewnić bezpieczeństwa Chii. Nie wybaczyłby sobie, gdyby stała jej się krzywda. Całe szczęście, że Fay i Kurogane byli na miejscu, w przeciwnym razie… Sama myśl o tym, co mogło się stać przyprawiała go o ciarki. Obiecał się nią zaopiekować, a tymczasem naraził ją na takie niebezpieczeństwo!
Pierwszy raz ujrzał ją w szpitalu. Wszedł do sali z nikłym entuzjazmem wiedząc, że jest to jedna z wielu, jakie musi tego dnia posprzątać. Pamiętał zapach leków, maści i ciche pobrzękiwanie maszyn. I pamiętał, kiedy o mały włos serce mu nie stanęło, gdy zmywał podłogę przy jednym z łóżek, a ktoś nagle złapał go za nadgarstek.
A potem zobaczył duże, przestraszone oczy, a zachrypnięty głos spytał go o rok.
- Tyle lat - powiedziała dziewczyna, głosem wciąż słabym, dawno nieużywanym. Spojrzała na Hidekiego, który czuł się zagubiony i niepewny, chociaż to nie on obudził się właśnie z wieloletniej śpiączki.
- Miałam piękne sny - szepnęła bardziej do siebie niż do niego. - Udało mu się to zaklęcie znakomicie…
- Zaklęcie? - Hideki był zdezorientowany. Co mają zaklęcia do śpiączki? Uznał jednak, że dziewczyna cierpi na jakieś zaburzenia, w końcu z chorymi ludźmi nigdy nic nie wiadomo. Ściągnął rękawiczki i ruszył w kierunku drzwi chcąc wezwać lekarza, ale nieznajoma powstrzymała go łapiąc za rękę.
- Wody - poprosiła patrząc na butelkę wystającą z jego kieszeni. Głos wciąż miała zachrypnięty i niewyraźny i widać było, że mówienie sprawia jej kłopot. Hideki wręczył jej butelkę. Przyglądał się jej z zainteresowaniem, gdy piła łapczywie, a krople wody spływały z kącików jej ust i po brodzie.
Była niesamowicie piękna. Mimo poplątanych włosów i bladości przyciągała wzrok. Poza tym, jak na osobę, która pozostawała w bezruchu przez wiele lat zdawała się być dość sprawna.
- To dzięki magii - wyjaśniła, gdy zapytał o to na głos. - Pan Yuui ostrzegł mnie, że mogę być nieco odrętwiała, ale nic poza tym. Kilka ćwiczeń i powinnam być całkiem spra… - urwała w połowie słowa i zamrugała z dziwnym wyrazem twarzy. Podniosła ręce do oczu wpatrując się w nie przez dłuższą chwilę. - Wzrok też mi wrócił, wszystko zadziałało - szepnęła wzruszonym tonem, a Hidekiego tym bardziej zaciekawiło, co wydarzyło się w jej przeszłości. - Możesz podać mi lustro? - poprosiła.
Chłopak skinął w milczeniu głową i zdjął lustro zawieszone na ścianie. Wręczył je dziewczynie, która niemal wyrwała mu je z rąk.
Długo studiowała swoje odbicie. Przejechała ręką po włosach, dotykała policzków, przyglądała się swoim dużym oczom.
"Nic dziwnego" pomyślał Hideki. "Skoro była niewidoma, ciekawi ją własny wygląd. A nawet jeżeli wzrok straciła tuż przed zapadnięciem w śpiączkę to i tak leżąc tyle lat jej ciało się zmieniło."
- Niesamowite - skomentowała dziewczyna. - Bez żadnego śladu, żadnej blizny, zupełnie inna.
Hideki miał w głowie mnóstwo pytań dotyczących dziewczyny, ale wszystkie one ulotniły się z jego głowy, gdy usłyszał kolejne słowa, które do niego wypowiedziała.
- Śniłam o pięknej krainie; spokojnej i radosnej. Ale nagle wyczułam czyjąś obecność. Ktoś się zbliżał. Wiedziałam, że niedługo nadejdziesz, a mój sen się skończy. Twoja obecność była coraz wyraźniejsza. I nagle znikąd pojawiły się drzwi. Czułam, że jak je otworzę mój sen się skończy i wrócę do życia, a ty będziesz już na mnie czekał.
Hideki nie wiedział, co odpowiedzieć. Wpatrywał się w nią z szeroko otwartymi oczami zastanawiając się, czy aby przypadkiem sam nie śni jakiegoś wyjątkowo kuriozalnego snu.
Dziewczyna widząc jego minę uśmiechnęła się delikatnie.
- Jestem Chii - przedstawiła się. - Pozwól, że opowiem ci o sobie.
W ten sposób Hideki poznał Chii i jej historię. Spędzał z nią wiele czasu, gdy dochodziła do siebie po śpiączce i nawet nie zauważył kiedy stała się dla niego najważniejszą osobą na świecie. Nie miał w tym mieście rodziny, ani też przyjaciół, dlatego gdy Chii poprosiła, by stąd odeszli, bo to miejsce, mimo iż tak zmienione wciąż przypomina jej o domu, którego już nie posiadała, Hideki zgodził się bez wahania.
Tylko nowe życie dalekie było od ich wspólnych wyobrażeń. Hideki dowiadując się o tragedii, jaka spotkała Chii obiecał sobie, że zrobi wszystko, aby teraz dziewczyna była szczęśliwa. Tymczasem każdy dzień był tu dla niej zagrożeniem.
"Do trzech razy sztuka" powiedział sobie w myślach. Po tym, jak Kurogane i Fay opowiedzieli mu, co się wydarzyło, gdy wrócił w nocy do pokoju, postanowił natychmiast zabrać stąd Chii nie zważając na to, że nie maja dokąd iść ani za co. Ale ich nowi przyjaciele zadbali o to.
- Sorata i Arashi - powiedział Fay. - Poznaliśmy ich niedawno. To są wspaniali ludzie. Jestem pewien, że wam pomogą. Powiedzcie im, że my was przysłaliśmy.
I tak stali teraz na przystanku czekając na pierwszy autobus, który zabierze ich z tego miasta. Wymknęli się z hotelu jeszcze przed świtem. Głównymi drzwiami, bez żadnych akrobacji przez okna, gdyż Hideki, jako recepcjonista miał klucze do każdych drzwi w budynku.
Słońce powoli wschodziło. Chii wtulała się sennie w jego ramię, ale mimo zmęczenia widać było na jej twarzy zadowolenie na myśl, że będzie mogła uwolnić się od tego miejsca.
- Naprawdę nie wiem, jak wam się odwdzięczyć. - Hideki zwrócił się do stojących obok przyjaciół.
- Nie musisz się odwdzięczać - odpowiedział Fay. - Cieszymy się, że mogliśmy pomóc.
Kurogane skinął głową, a Syaoran i Yuuko skopiowali jego ruch doskonale wiedząc, że oni najmniej przyczynili się do pomocy. Poprzedni dzień spędzili razem poza hotelem, gdyż Yuuko chciała kupić kilka swoich przysmaków, a Syaoran nie mając lepszego zajęcia poszedł z nią.
- Najwyższa pora się pożegnać - powiedziała Ichihara widząc nadjeżdżający autobus.
- Dokąd teraz jedziesz? - spytał jej Syaoran.
- Dotrzymam trochę towarzystwa słodkiej dwójce - uśmiechnęła się do Hidekiego i Chii. - Ale wysiądę tam, gdzie wsiadałam ostatnio i wracam do pracy.
- Pracy - prychnął Kurogane patrząc znaczącym wzrokiem na torbę, którą Yuuko matczynym gestem przyciskała do piersi. Zamek miała zepsuty, dlatego można było dostrzec masę butelek upchanych do środka.
- Kiedyś docenisz mój fach - odpowiedziała mu z dziwnym błyskiem w oku. - No, to do zobaczenia niebawem! - zawołała, po czym zniknęła wewnątrz pojazdu.
Hideki i Chii również zbierali się do odjazdu. Kiedy dziewczyna żegnała się z Fayem oczy jej się zaszkliły, ale nie pozwoliła sobie na łzy.
- Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - wymamrotała całując go w policzek.
- Na pewno - odpowiedział mag przytulając ją czule. - Dbaj o nią - powiedział do Hidekiego, który skinął głową i delikatnie oderwał Chii od maga.
- Nie pozwolę, by stała jej się krzywda - obiecał.
Kurogane, Fay i Syaoran jeszcze długo stali na przystanku patrząc w ślad za odjeżdżającym autobusem.
***
Zabłądzili. Kurogane wydał z siebie długie, poirytowane westchnięcie, kiedy stanęli w lesie na rozstaju dróg kompletnie nie mając pojęcia, w którą stronę skręcić.
- Jakieś pomysły? - mruknął zrezygnowany.
Fay wzruszył ramionami. Usiadł na konarze wyciągając nogi, a Syaoran oklapł na ziemi obok niego.
Szli już kilka godzin i powoli dopadało ich zmęczenie. Wyruszyli od razu po pożegnaniu Yuuko, Chii i Hidekiego. Nie robili postojów chcąc nadrobić czas utracony w mieście. Zrezygnowali też z głównej drogi, by nie trafić na nikogo polującego na Syaorana. I tak wylądowali w lesie, który zamiast się kończyć zdawał się powiększać z każdym ich krokiem.
- Zgubiliśmy się - stwierdził oczywiste mag. - Wylosujmy drogę i idźmy. Nie marnujmy czasu.
Rzucona przez nich kilka minut później gałązka wskazała, że powinni udać się w prawą stronę. Niezdecydowani posuwali się dalej, a drzewa zamiast rzednąć pokrywały powierzchnię coraz gęściej. W końcu skończyła się ścieżka i byli zmuszeni przeciskać się między krzewami, co chwilę wpadając w pajęczyny i raniąc sobie skórę ostrymi gałęziami i kolcami roślin. Nie wiedzieli, jak długo szli, kiedy udało im się ujrzeć koniec lasu.
- Nareszcie - odetchnął z ulgą Fay i rzucił się biegiem w kierunku wyjścia.
Zatrzymał się w ostatniej chwili, gdy wybiegł spomiędzy drzew, a zamiast polany miał przed sobą przepaść.
- Uważaj! - Kurogane chwycił go za łokieć i pociągnął do tyłu.
- Hyuu! Krok więcej i byłoby po mnie - mag posłał ninji wdzięczny uśmiech.
Urwisko było strome, daleko w dole dało się ujrzeć rwącą rzekę.
- Co teraz zrobimy? - spytał Syaoran, gdy zrównał się z nimi. - Tyle przeszliśmy na próżno? - popatrzył smutnym wzrokiem na przeciwną stronę, gdzie dalej rozciągały się drzewa.
- Niekoniecznie - powiedział Fay. - Tam jest most - wskazałam palcem w lewą stronę.
Rzeczywiście, w oddali zawieszony był drewniany most, łączący obie części lasu.
- No to chodźmy - mruknął Kurogane. - Po drugiej stronie może będą lepsze warunki, by się zatrzymać na noc.
Most był dość szeroki. Cztery dorosłe osoby mogłyby iść obok siebie zachowując swobodę. Umocowany był na wielu, grubych linach, które chociaż mocno go trzymały, nie powstrzymywały przed chwianiem się na boki.
Syaoran przełknął głośno ślinę. Nie chciał wchodzić na most, który był tak długi, że jego koniec niknął gdzieś w mroku.
- Spójrzcie tutaj, ostrzeżenie! - zawołał ich mag wskazując na drewnianą tabliczkę, którą przysłaniał krzew. Odgarnął liście odsłaniając wyryty na niej napis.
KIEDY WEJDZIESZ, NIE MA JUŻ POWROTU
- Hyuu, zabrzmiało groźnie - skomentował Fay. - To na co się decydujemy?
- Pewnie jakieś dzieciaki się wygłupiały - prychnął Kurogane. - Nie traćmy czasu i chodźmy.
Syaoran, który już wcześniej odczuwał wątpliwości, teraz tym bardziej obawiał się wejścia na most. Ale szukając innej drogi jeszcze bardziej opóźniłby swój powrót do Clow, a na to nie mógł sobie pozwolić. Myśl o księżniczce Sakurze dodała mu odwagi i nie wahając się dłużej wszedł na most, a Kurogane i Fay tuż za nim.
Nagle zerwał się silny wiatr, pchnął ich do przodu kołysząc przy tym linami. Zachwiali się i chwycili barierki, która uchroniła ich przed upadkiem.
- Ostrożnie - powiedział Fay rozglądając się niepewnie na boki.
Szli w całkowitym milczeniu, uważnie stawiając kroki. Drewno skrzypiało pod ich stopami, a gdzieniegdzie rozlegały się niepokojące trzaski. Syoran nie zauważył wypukłości w jednej z desek, potknął się i byłby upadł, gdyby idący za nim Kurogane nie złapał go w porę.
- Uważaj, dzieciaku - powiedział stawiając go na nogi. Chłopiec skinął głową, po czym wznowił wędrówkę ściskając mocno barierkę. Wiatr utrudniał im poruszanie się, popychał w plecy i kołysał mostem, a rzeka w dole szumiała złowieszczo nie dając o sobie zapomnieć. Koniec mostu tonął we mgle i tylko dzięki przybliżającym się drzewom wiedzieli, że zostało im już niewiele do przejścia.
- Chyba nie pójdziemy dalej - jęknął Syaoran, kiedy zobaczył sporą dziurę kilka metrów przed nimi.
- Brakuje kilku desek - rzekł Fay. - Możemy spróbować przeskoczyć, ale może być to niebezpieczne. Nie wiadomo, czy most wytrzyma.
Kurogane zastanowił się chwilę, ale w końce przeklął siarczyście.
- Zbyt duże ryzyko, lepiej wracajmy - zdecydował.
Fay, który znajdował się na końcu, odwrócił się powoli. I zamarł.
- Wejdziesz, nie ma powrotu, tak? - przypomniał napis na tabliczce dziwnie drżącym głosem. - Obawiam się, że musimy spróbować przeskoczyć.
- Niby czemu, o czym ty… - zaczął poirytowany Kurogane, ale zamilkł dostrzegając to, co Fay kilka sekund wcześniej.
- Kto to jest? - spytał Syaoran piskliwie.
- Nie mam najmniejszego pojęcia - mruknął ninja, jako jedyny zachowując spokojny ton. Chociaż patrząc na zbliżającą się w ich kierunku postać, nie zdołał opanować ciarek na plecach.
Istota odziana w ciemny płaszcz, z kapturem zarzuconym na głowę snuła w ich kierunku niespiesznie, nie idąc, a unosząc się nad powietrznią. Była daleko, dlatego nie wiedzieli jej wyraźnie, ale nawet z tej odległości byli w stanie ujrzeć dłoń bez skóry, zakończoną długimi, ostrymi szponami, zaciśniętą na czymś, co przypominało kosę z trzema ostrzami.
- Trzy ostrza, trzy głowy - zauważył Fay, a Kurogane miał ochotę zdzielić go za to, bo teraz patrząc na zbliżające się widmo niemal widział, jak w drugiej, pustej dłoni trzyma trzy odcięte głowy.
- Mam dziwne wrażenie, że to nie ma przyjaznych zamiarów - mruknął. - Nasza broń chyba na niewiele się zda. Szybko!
Przeskoczył pierwszy. Był najwyższy i jako jedyny nie miał problemów z rozmiarem dziury. Most zachwiał się mocniej, a jedna z desek pękła, ale nie złamała się. Syaoran skoczył następny, pchnięty mocno przez maga wpadł wprost w ramiona ninji. Tym razem podłoże nie wytrzymało i dwie kolejne deski urwały się, ale Kurogane i Syaoran zdążyli w porę odskoczyć. Fay popatrzył w dół na rwącą rzekę, po czym omiótł bezradnym spojrzeniem dziurę przed nim.
- Dasz radę! - zawołał do niego Kurogane. Mag skinął głową. Cofnął się kilka kroków, by móc się rozpędzić. Z jakichś powodów jego magia tutaj nie działała więc musiał poradzić sobie bez niej. Zrobił jeszcze jeden krok do tyłu i niemal poczuł na plecach zimny powiew. Nie odwrócił się, nie chciał wiedzieć, jak blisko niego jest widmo - chociaż po minach Kurogane i Syaorana mógł domyślić się odpowiedzi. Wziął głęboki oddech i nie zważając na chrupoczące pod stopami drewno rozpędził się i skoczył. Ledwo dosięgnął najbliższej deski, ale stracił równowagę i runął do tyłu. Kurogane był na to przygotowany. Wyciągnął rękę i złapał maga przywracając go do pionu.
- Biegiem - syknął patrząc gdzieś za ramieniem Faya i z jego spojrzenia mag wywnioskował, że trzeba się spieszyć.
Nie zważali na to, że deski mogą w każdej chwili pęknąć. Biegli, jak najszybciej mogli, ale koniec mostu wciąż pozostawał niewidoczny.
Kurogane złapał Syaorana, który znowu się potknął i tym razem nie puścił go, tylko ciągnął za rękę zmuszając do szybszego biegu. Wreszcie dobiegli do unoszącej się na moście mgły. Ciemne opary otoczyły ich odcinając jakąkolwiek widoczność. Było to podobne do mgły przy domu Faya, ale bardziej ponure i złowieszcze. Ich stopy ginęły gdzieś w gęstych oparach, a końca mostu tym bardziej nie mogli dostrzec. Kurogane ścisnął mocniej rękę Syaorana nie chcąc go zgubić. Obejrzał się za Fayem i zamarł widząc kościstą dłoń zbliżającą się do ramienia maga.
- Szybciej! - krzyknął. Nie przestając biec chwycił za miecz, a Fay odruchowo zaczął wypowiadać zaklęcie, choć wiedział, że w tym miejscu magia nie zadziała. Kurogane postąpił jeszcze jeden krok do przodu i…
I nagle znalazł się w centrum dużego, zatłoczonego miasta. Kilka osób przyglądało im się ciekawie, ale ninja był zbyt zdezorientowany, by to zauważyć. Przyciągnął Syaorana bliżej siebie w obronnym geście i rozejrzał się. Nigdzie nie było lasu, ani rzeki. Za nimi nie znajdował się żaden most czy też sunące w powietrzu widmo. A najgorsze - nie było też Faya.
