Oczekiwań koniec. Zapraszam do lektury.


***Nieznana Lokalizacja***

-Obudź się!

Naruto…kun?

-Obudź się!

Kto mnie woła?

-Kushina.

Kushina otworzyła oczy. Była w białej przestrzeni, w swojej podświadomości. Gdy rozejrzała się po niej to prócz białej, niekończącej się przestrzeni ujrzała dwie rzeczy których się nie spodziewała. Naprzeciwko niej znajdowała się wyrwa przez którą mogła dostrzec klatkę Kyuubiego, a obok wyrwy stał…

-MINATO!

Kushina natychmiast rzuciła się na swojego męża, obejmując go i płacząc rzęsiście. Blondyn, w zwyczajnym stroju jonina i białym płaszczu z czerwonymi płomieniami i kanji głoszącym „Yondaime Hokage" objął swoją żonę z uśmiechem.

-Minato, tak bardzo tęsknię, tak bardzo…

-Wiem. Też tęsknię Kushina, za tobą i za Naruto ale nie pora na to, nie teraz. – odpowiedział przerywając uścisk krokiem do tyłu.

Kushina rozczarowana oderwaniem od ciepła swego męża zaczęła uważnie słuchać. Wzrok blondyna był poważny, czuła że to co powie ma związek z jej zmartwychwstaniem i ich synem oraz Kyuubim.

-Mamy mało czasu, powiem tylko że przy twoim wskrzeszeniu wystąpił problem, twoje ciało wróciło do stanu sprzed ciąży a co za tym idzie, twoja więź z Kyuubim wciąż istnieje.

-Pięknie. – syknęła wściekła Kushina.

-Ta wyrwa przez którą widzisz klatkę z Kyuubim to Kyuubi zapieczętowany w Naruto, jednak nasz syn ma w sobie tylko połowę Kyuubiego.

-P-połowę!? – powtórzyła lekko zdziwiona Kushina. – Jak to połowę?!

Minato położył dłoń na ramieniu swojej żony, widząc jej lekki strach.

-Podczas pieczętowania Kyuubiego, podzieliłem go na pół. Chakrę Yang zapieczętowałem w Naruto, natomiast chakrę Yin zapieczętowałem w sobie.

Ale przecież Chakra Yang to zło, czysta wściekłość i żądza krwi. Jak on mógł?! Jak?!

-Minato, powiem szczerze, nie jestem z tego zadowolona. – zaczęła lekko zdenerwowana kobieta robiąc krok w tył, wyrywając się z uścisku dłoni swego męża na ramieniu.

-Kushina, wiem co myślisz ale…

Nim Minato zdążył cokolwiek powiedzieć, Kushina chwyciła za kołnierz jego płaszcza i przyciągnęła go do siebie. Była wściekła jak nigdy. Była to połączona wściekłość matki, kobiety i żony.

-JAK MOGŁEŚ ZAPIECZĘTOWAĆ W NASZYM SYNU TĄ GORSZĄ POŁOWĘ?!

-Ale…Kushina, skarbie….

-NIE MÓW DO MNIE SŁODKICH SŁÓWEK! – ryknęła na niego ze łzami w oczach. Minato patrzył zdezorientowany na Kushinę, słuchając jej z uwagę. - Przez ciebie nasz syn musiał wycierpieć wiele rzeczy, nikt nie zasługuje na ciężar bycia Jinchurikim, absolutnie nikt a na pewno nie nasz syn!

-Naruto nic ci jeszcze nie powiedział, prawda? – spytał nagle patrząc na nią z surową miną.

-Na temat czego!? – spytała wściekle. Jaki musiał mieć tupet by zadawać jej pytania w tej chwili, gdy jest w takim stanie.

-Jego przeszłości. Co o nim wiesz, Kushina? Ile wiesz o swoim synu tak naprawdę?

Ile wiem o swoim synu!? Co to za pytanie?! Wiem…wiem…co ja tak naprawdę o nim wiem?

-Jakie było jego dzieciństwo? Jakie ma marzenie? Te rzeczy i wszystkie inne. Co o nim tak naprawdę wiesz?

Kushina puściła jego kołnierz, przyznając mu rację. Pomimo że opiekowała się nim kilkanaście dni, wiedziała tyle co nic. Jedynie tyle co opowiedziała jej Ayame. Żadnych szczegółów.

-Czego chcesz? Dlaczego mnie nawiedzasz? - spytała spokojnie Kushina. Minato wyprostował się i zakaszlał.

-Posłuchaj, zrozumiem jeśli po tym jak Naruto ci o wszystkim opowie znienawidzisz mnie, nie będę miał do ciebie żalu. Nie miej jednak żalu do wioski. Kyuubi żywi się negatywnymi emocjami, żądzą krwi, gniewem i….

-Akurat instrukcji obsługi tego Lisa nie potrzebuję, przejdź do rzeczy, dattebane! – syknęła Kushina.

Minato westchnął głęboko. Znowu wróciła do tego, widać gdy jest blisko Naruto powraca jej prawdziwa natura. Minato milczał, nie wiedząc jak na nowo zacząć temat aż Kushina przerwała ciszę.

-Wiesz co, zrobimy tak. Chcę od ciebie alimentów! – wykrzyczała Kushina w stronę blondyna.

-Alimentów? – spytał zdezorientowany Hokage. Kushina uderzyła pięścią w otwartą dłoń i spojrzała groźnie na blondyna

-Tak, alimentów, skoro dostałam drugą szansę by chronić i kochać mojego syna, nie zamierzam jej zaprzepaścić. Jestem silna ale sprawy się szybko komplikują i moja siła może już nie wystarczyć. Powiem wprost, chcę twoich technik Minato, Hiraishina, Rasengana, wszystkiego co masz!

Kushina była wściekła na Minato, najpierw dowiaduje się że jej mąż wedle własnego uznania zapieczętował w jej synu to co najgorsze w Kyuubim a teraz jeszcze ją upokorzył jako matkę. Minato spoglądał na swoją żonę, za życia jej temperament dał się mu we znaki, nie zamierzał jej jeszcze bardziej denerwować, już stracił dużo w jej oczach.

Hokage podszedł do Kushiny a następnie dotknął palcem wskazującym jej czoła. Kushina poczuła jak po jej ciele rozchodzi się przyjemne ciepło, które napełnia je nową mocą.

-Proszę, znasz teraz wszystkie moje jutsu, jednak wciąż musisz się ich nauczyć. – rzekł robiąc krok do tyłu. - To musisz już zrobić sama.

-Z przyjemnością. – prychnęła Kushina rzucając mu gniewne spojrzenie. W przeciągu jednej krótkiej chwili, wszystko się zmieniło między nimi. On, rozumiał swoją ukochaną, miała wszelkie prawo być na niego wściekła, zrobił lekkie świństwo swojemu synowi wierząc że będzie ono dobre, jednak ona widziała to z punktu widzenia rodzica i Jinchuriki i nie mogła uwierzyć że Minato mógł zrobić coś takiego własnemu dziecko, zmienić je w broń, skazać go na cierpienie i ból. sama myśl o tym sprawiała że aż się w niej gotowało.

Kaa-chan, proszę, obudź się dattebayo.

-Sochi-kun?

Minato wsłuchał się w głos jego syna, jego wołanie do Kushiny jako matki, był zdesperowany, jakby wszystko co kocha miało go opuścić.

-Nie będę cię już zatrzymywał, idź. – rzekł uśmiechając się smutno. - Kushina, spotkamy się jeszcze.

-A kiedy to nastanie, będę żądała rekompensaty za wszystkie cierpienia jakie przeszedł nasz syn.

Wszystko zaczęło znikać. Zaczęła znikać wyrwa z Kyuubim i Minato, który wciąż uśmiechał się w jej stronę. Kiedyś ten uśmiech koił jej serce, teraz jednak był dla niej sztyletem wymierzonym prosto w jej serce.

Minato…

***Szpital W Konohagakure, godzina 3:15***

Naruto siedział – a przynajmniej próbował siedzieć, z powodu ciągłego przysypiania – przy łóżku na którym leżała jego nieprzytomna matka. Momentalnie, Kushina zemdlała i nie mogła odzyskać przytomności. Naruto pierwszy raz w życiu poczuł rozpacz i obawę przed stratą kogoś tak ważnego. Jasne, już raz stracił rodziców ale był wtedy jeszcze dzieckiem, kilkugodzinnym niemowlakiem, nie miał bladego pojęcia, teraz jednak bał się tego że gdy Kushina zamknęła oczy to już ich nie otworzy. Bał się samotności której musiałby znów stawić czoła. Mimo że po śmierci Jirayi wydawało mu się że przy następnej śmierci kogoś bliskiego będzie wiedział co robić, jak się zachować. Jakże się mylił...

Od kiedy Kushina i Konan pojawiły się w jego życiu nie czuł się samotny ani przez moment. O ile w jego starym domu prócz niego - i jego klonów - rzadko kto bywał, teraz zawsze był ktoś kto na niego czekał, na powrót do domu w którym czeka posiłek, by wysłuchać jaki był jego dzień i w razie problemów pomóc radą. W niecały tydzień Konan z przeciwniczki stała się bliską mu przyjaciółką, niemalże rodziną, starszą siostrą którą musi chronić, Kushina zaś…

-Kaa-chan, proszę, obudź się dattebayo. – wyszeptał z goryczą patrząc na nieprzytomną twarz matki. - Nie zostawiaj mnie znów.

Naruto ją kochał, to nie podlegało żadnej dyskusji, jednak czy właśnie to czują inni jego kumple do swoich mam? On chce ją chronić przed wszystkim co złe, chce by na jej twarzy zawsze był uśmiech i nie musiała nigdy się o niego martwić, nie uronić ani jednej łzy i żeby zawsze móc ją objąć i powiedzieć te magiczne słowa. Jej oczy, usta, włosy, głos, śmiech, charakter, sylwetka, sposób wysławiania się i styl walki, zakochał się niej od pierwszego wejrzenia. Pomimo że tydzień temu marzył o Sakurze, jego matka zmiotła wszystkie te myśli z powierzchni ziemi swoją osobą. Sama myśl o tym że mógłby ją stracić sprawiała że czuł w sercu ostre kłucie.

Tym co wyrwało go z rozmyślań była Kushina która niczym sprężyna usiadła na łóżku wciągając w płuca tyle powietrza ile tylko mogła. Blondyn zeskoczył zaskoczony z krzesła a Sakura momentalnie wbiegła do pokoju słysząc raban jaki niósł się po korytarzu.

-Co się stało? – spytała szybko młoda Kunoichi stojąc w drzwiach . Naruto natychmiast doskoczył do czerwonowłosej chwytając jej dłoń.

-Kaa-chan! Wszystko w porządku?

Kushina, teraz wyposażona w życiodajny tlen, objęła swego syna najmocniej jak potrafiła. Oboje młodych Shinobi nie spodziewało się tego, Naruto natychmiast odwzajemnił uścisk a Sakura syknęła wściekle.

-Sochi-kun, wszystko jest w porządku, nic mi nie jest.

Kushina zaczęła głaskać swego syna, czując jak się trzęsie. Jego uścisk był mocny, jakby trzymał się ratującej życie liny.

-Jak długo byłam nieprzytomna? - spytała Kushina patrząc na Sakurę.

-Kilka minut. - odpowiada natychmiast prostując się - Obstawiam że to z powodu przemęczenia, widać pani ciało musi dojść do siebie po zmartwychwstaniu.

-Pewnie tak. - westchnęła cicho kobieta wypuszczając z objęć swojego syna. - Przepraszam że musiałeś się o mnie martwić Naruto-kun.

-Nieważne Kaa-chan, ważne że wszystko jest ok.

Kushina uśmiechnęła się promiennie do swojego syna a potem spojrzała na Sakurę.

-Mogę już iść do domu? Czuję się dobrze więc chyba nie ma potrzeby bym tu dalej siedziała.

Sakura nie wiedziała co odpowiedzieć, na sam widok matki z synem coś się w niej gotowało jednak jako lekarz nie mogła pozwolić na to by pacjent sam się wypisał do domu.

-Tylko panią przebadam i jeśli nic nie znajdę to pójdzie pani do domu. - odpowiedziała Sakura rozkładając bezsilnie ręce.

- Czemu tak łatwo się zgodziłaś?

-Nauczona doświadczeniem że kiedy Naruto czuje się zdrów to naprawdę tak jest, wierzę że tak jak z każdym Uzumakim.

Kushina zachichotała a Naruto wstał i powoli ruszył ku drzwiom.

-To ja zaczekam za drzwiami. – w tym momencie potulnie spojrzał na młodą kunoichi z rękoma złożonymi jak do modlitwy. - Sakura-chan, bądź delikatna, dobrze?

Sakurze momentalnie wyskoczyła na czole żyła i rzuciła mu gniewne spojrzenie.

-SUGERUJESZ COŚ ?!

-Nic nic, już mnie nie ma. - odpowiedział spietrany po czym natychmiast wyszedł z sali.

Gdy tylko drzwi się zamknęły obie westchnęły z ulgą. Zdziwione równoczesnym gestem spojrzały po sobie i zarumieniły się lekko, odwracając wzrok. Biorąc głęboki oddech Sakura usiadła za Kushiną, pokryła swoją dłoń zieloną chakrą, następnie włożyła dłoń pod koszulkę i usadowiła ją pomiędzy łopatkami.

-Proszę oddychać głęboko.

-Hai hai, znam instrukcje. - zajęczała Kushina. Obie czuły się w swoim towarzystwie niezręcznie i chciały jak najszybciej od siebie uciec jednak była to sytuacja w której i tak by się znalazły. Po chwili ciszy, Sakura postanowiła zacząć rozmowę jednak, jak się tego zresztą spodziewała, została uprzedzona przez Kushinę.

-Jesteś uczennicą Tsunade?

-Tak, Tsunade-sama uczy mnie medycyny i medycznych jutsu blisko 3 lata. Naruto pani powiedział?

-Nie, poprostu masz tak samo zimne dłonie jak ona.

Osz ty!

-Ale to nic, z czasem się wyrobisz i wszystko będzie dobrze, zobaczysz, nawet twoja mistrzyni się wyrobiła.

Jak ci zaraz... Moment! Czy ona właśnie mnie pocieszyła? Nie była wredna ani złośliwa, zwyczajnie chciała mnie pocieszyć?

-Dobrze się pani czuje?

-Tak, dlaczego pytasz? - spytała podejrzliwie była jinchuriki. Sakura zawachała się przez moment po czym powiedziała.

-Bo zachowuje się pani całkiem jakby nie była sobą.

Kushina odwróciła się w jej stronę wyraźnie zaciekawiona.

-Rozwiń tę myśl.

-Zwykle kiedy się spotykamy jest pani dla mnie opryskliwa i niemiła, zawsze drzemy koty i się kłócimy i w ogóle.

Kushina uśmiechnęła się i zachichotała, po czym zmierzwiła jej włosy.

-Wiem, wiem. Wybacz starej kobiecie jej błędy. - zaczęła zabierając dłoń z jej głowy, jej wina spoważniała - Chyba dochodziłam wciąż do siebie po tym wszystkim i w ogóle, dlatego byłam taka opryskliwa i wredna dla ciebie jak też dla każdej dziewczyny która próbowała podejść do Naruto.

-Mogę spytać dlaczego?

-Widzisz, Naruto jest bardzo podobny do swojego ojca, Minato, chociaż ty go pewnie znasz jako Yondaime Hokage. Po prostu są do siebie tak podobni że nie mogłam ich rozróżnić i wciąż wydawało mi się że żyję pod jednym dachem z moim mężem a nie synem. Aż do dziś...

Czując że dalsze losy jej pacjentki są zbyt osobiste, przynajmniej teraz, postanowiła odpuścić.

-No dobrze, wszystko w porządku, może pani iść do domu. - oznajmiła wstając, za nią wstała Kushina i razem wyszły z sali. Na korytarzu obok drzwi czekał blondyn ziewając mocno.

-Wszystko w porządku? - spytał obie odbijając się od ściany i odchodząc do nich.

-Tak, wszystko gra. - odpowiada mu Kushina mierzwiąc jego blond włosy. Następnie spojrzała z ciepłym uśmiechem na Sakurę - Sakura-san, miałabym do ciebie prośbę.

-Do mnie? Pani?

-Tak, chodzi o Konan-chan. Jeśli tylko się obudzi chcemy żebyś nas poinformowała, dobrze?

Sakura nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie spodziewała się że Kushina ją o cokolwiek poprosi, a napewno nie o to. Jednak gdy zobaczyła płomień w oczach obojga Uzumakich, wiedziała że odmówanie wchodzi w grę.

-No dobrze, postaram się. - odpowiada po chwili niepewności.

-Bardzo dziękujemy Sakura-chan, jesteś najlepsza w te klock.

Sakura zarumieniła się delikatnie na trochę kopnięty komplement Naruto lecz nic nie przygotowało jej na to co się stało zaraz potem.

-Wiadomo, nie tak dostać się na staż pod okiem samej Tsunade. - dodała po chwili Kushina z promiennym uśmiechem - Dziękujemy raz jeszcze.

-To naprawde żaden problem. Do zobaczenia

***Dom Uzumakich, jakieś pół godziny później ***

-Padam na pysk. - ziewnął Naruto zamykając zasobą drzwi. - Kaa-chan, idź pierwsza pod prysznic, ja po tobie.

Kushina odwróciła się do niego zrzucając swoją kamizelkę jonina na oparcie kanapy.

-Dziękuję Sochi, tylko nie zasypiaj na kanapie, ok?

Zabierając bieliznę na zmianę i szlafrok, Kushina natychmiast powędrowała do łazienki. Pod prysznicem, który rozprowadzał po jen ciele przyjemne ciepło, Kushina analizowała setki możliwych scenariuszy rozmowy z jej synem na temat jego przeszłości. Musiała się dowiedzieć co spotkało jej syna, powinna wiedzieć o tym już od dawna, mimo to jakoś żadne z nich nie mogło się przełamać by zacząć tą rozmowę. Udowodnienie Minato że jest lepszym rodzicem niż on zeszło na dalszy plan. Podobnie jak próby rozkochania go w sobie. Była jego matką, jego jedyną rodziną, dopiero co się zeszli, nie chce niszczyć mu życia ani sobie, ciężko pracowała na to by ludzie nie parzyli na nią jak na demona, długo trwało nim była w wiosce szanowana i nie chciała by to wszystko poszło w las. Pozatym...

-Nie mogę pozwolić by wszystko co osiągnął mój syn poszło na marne.

Zaprzestać. Utworzyć ważną, najważniejszą w życiu człowieka więź pomiędzy matką a jej potomstwem. Taki sobie obrała cel. Jednak… jak naprawdę się zachowa, kiedy przyjdzie co do czego?

***W tym samym czasie, na kanapie***

Pomimo okzajonalnych ziewnięć, blondynd na kanapie - a raczej jego mózg - pracował na najwyższych obrotach. Nigdy nie myślał że jego matka była poprzednim jinchuriki Kyuubiego. To był dla nieo szok porównywalny do ich pierwszego spotkania. Kiedy tylko pomyślał o tym że jego matka również musiała być samotną i cierpieć z tego powodu, że ją też wytykano palcami, bito i doświadczała tego samego co on. Na samą myśl serce mu się kraje. Pomimo że złożył już tyle obietnic, Sakurze, Kakashiemu, Tsunade, Ero-senninowi, Nagato, Iruce, tylu ludziom, tyle obietnic które ciążą mu na barkach a on wciąż chce, jak kretyn, wziąć na siebie jeszcze więcej. Wiedział że prędzej czy później będą rozmawiać na ten temat i był gotów przyjąć na siebie wszystko. Nieważne jak ciężkie, bolesne i pełne złości to będzie.

- Kaa-chan, nieważne co powiesz, będę Cię bronił, wszystkim co mam.

Po chwili usłyszał jak otwierają się drzwi od łazienki, z których wyszła Kushina w czerwonym szlafroku i różowym ręczniku zawiniętym w turban który niosła na głowie, przykrywając włosy. Oboje nie spojrzeli na siebie, gdy tylko Kushina go minęła, Naruto ruszył do łazienki i rzucając ciuchy do kosza na pranie, pozwolił by woda pod prysznicem zaczęła płynąć. Pomimo tego że jego ciało czuło się lepiej, duch był niespokojny. Zaczął na nowo myśleć, ale nad czymś innym. Kushina była żoną Yondaime Hokage, żona Hokage, najważniejsza kobieta w wiosce. Od Jinchuriki przez szanowaną kunoichi po żonę najsilniejszego shinobi w wiosce. Jego matka zdobyła szacunek i zapracowała na to jak ludzie ją postrzegają, on pracował tak samo ciężko by dzisiaj ludzie postrzegali go jako bohater, jeśli w jakikolwiek sposób któryś z jego wybryków miał zniszczyć ten wizerunek swojej matki… nie wybaczyłby tego sobie chyba nigdy.

***Pokój Naruto i Kushiny***

Kushina, ubrana już we fioletową, delikatnie prześwitującą koszulę nocną, spoglądała na zdjęcia na komodzie jej syna. Było tam kilka zdjęć, na każdym z nich Naruto był szczęśliwy (prócz jednego, na którym był duszony przez Tsunade ). Na każdym z nich nie było jednak jego rodziców, tak samo jak na jej zdjęciach. Jak bardzo są do siebie podobni? Jak bardzo ich życia się ze sobą pokrywały? Jak bardzo ich ból się zgadzał ze sobą? Mogła się tylko zadręczać tymi pytaniami. Pomimo że przed chwilą była całkowicie pewna że chce być dla Naruto tylko i jedynie matką, teraz zaczynały ją dręczyć wątpliwości, rozmyślania „co by było gdyby". Cała ta sytuacja była dziwna dla niej i byłaby dziwna dla każdego człowieka. Była wściekła na Minato za to co zrobił ich synowi, była zła na siebie że nie mogła być przy tym jak jej syn dorasta i wiedziała że będzie wściekła na cały świat kiedy usłyszy historię życia jej syna. Do pokoju wszedł Naruto, ubrany w czarne bokserki i szary podkoszulek z ciemno-niebieskim ręcznikiem na ramionach. Oboje spojrzeli po sobie i bez użycia słów, wiedzieli że muszą odbyć tą rozmowę. Teraz. Kushina stanęła z wyrazem twarzy który zawisł pomiędzy powagą a spokojem.

-Naruto, wiem że jesteś zmęczony ale muszę cię o coś zapytać. – zaczęła Kushina. Naruto usiadł na skraju łóżka z rękoma opartymi o kolana.

-Kaa-chan, ja….

-Sochi, wiem. – przerwała mu Kushina siadając za nim i oplatając dłonie wokół niego, przytulając się do jego pleców i składając delikatnego całusa na policzku. – Wiem ale musimy to przejść, musimy poznać się jako rodzina i jako jinchuriki.

Naruto siedział cicho. Widząc niezdecydowanie jego syna, Kushina zaczęła.

-Mam ja zacząć? – zaproponowała.

Wymowne milczenie swojego syna uznała za zgodę. Wzięła głęboki oddech a Naruto po chwili poczuł jak jej uścisk się zaciska.

-Nie wiem czy wiesz ale klan Uzumakich nie pochodzi z Konohy a z Uzushiogakure, Wioski Ukrytej w Wirach, którą nasz klan założył. Wiedliśmy tam prym i byliśmy jedną z najpotężniejszych wiosek tych czasów. Charakterystycznymi cechami naszego klanu są nasza długowieczność i siła woli. Nasze ciała są wytrzymalsze niż innych, a nasz metabolizm jest naturalnie wolniejszy, dzięki czemu umieramy dopiero po dziewięćdziesiątce. Mamy też jeden znak rozpoznawczy, mianowicie czerwone włosy.

-Czerwone włosy? – powtórzył chłopak spoglądając na lustro nieopodal w którym zobaczył swoje odbicie. – Ja mam blond…

-Wiesz Sochi, to może nawet lepiej. – dodała mierzwiąc jego włosy. – Wracając, byliśmy też świetni w Fuinjutsu, pieczęcie były dla naszej wioski pestką i dzięki temu staliśmy się istną potęgą, mogącą stawić czoło każdej wiosce jaka odważyłaby się nas zaatakować. Jesteśmy też dalekimi potomkami klanu Senju, dlatego pierwszy Hokage i lider naszej wioski zawarli przymierze pomiędzy wioskami. My zyskaliśmy nowe tereny i bezpieczeństwo i wymieniliśmy się technikami oraz wiedzą. Tym co całkowicie przypieczętowało przymierze pomiędzy Uzumaki a Senju był ślub Nidaime Hokage i Mito Uzumaki, ówczesnej liderki naszego klanu oraz… pierwsza Jinchurki Kyuubiego.

-Jinchuriki? – przerwał jej znów. - Którym jestem? Ilu ich było?

-Cóż, ja byłam druga więc ty jesteś trzeci w kolejności ale jesteś pierwszym męskim Jinchurikim. – odpowiedziała Kushina wzdychając. - Mito-baachan była bardzo mądrą kobietą, jej wiedza o pieczęciach była tak rozległa, że sama potrafiła pokonać wojsko w pełnym uzbrojeniu. Była wspaniałą i mądrą kobietą.

-Znałaś ją?

-Tak i to bardzo dobrze. Widzisz, urodziłam się w Uzushiogakure i ze względu na moją niespotykaną Chakrę, postanowiono że będę kolejną Jinchuriki dla Kyuubiego.

Naruto obrócił się gwałtownie a Kushina dostrzegła w jego oczach szok i zdziwienie.

-POSTANOWIONO!? I TWOI RODZICE SIĘ NA TO ZGODZILI?!

-Sochi, to były inne czasy. – westchnęła Kushina uspokajając go. – Wtedy bycie Jinchurikim były niczym wybór na Hokage, oznaczało zaszczyt służenia światu dlatego moi rodzice byli dumni gdy to usłyszeli. Wywieziono mnie do Konohy gdzie zaczęłam swój trening na Jinchuriki pod okiem samej Mito-baachan. Długo trenowałam ale…cóż…nie byłam zbyt lubiana w wiosce.

-Dlaczego?

-…Przez moje włosy. – odpowiedziała po chwili ciszy - Wiesz, kiedy byłam mała, miałam okrągłą twarz i moja głowa wyglądała jak pomidor, przez co tak mnie nazywano, Pomidor albo Pomidorowagłowa albo Pomidorówka. Długo by wymieniać. Jednak, ponieważ jak każdy Uzumaki, byłam żywiołowa i zaczęłam prać każdego chłopaka który tak mnie nazwał i szybko zyskałam nowe przezwisko, Krwawa Hanabero.

-Heh, pasuje do ciebie. – zaśmiał się blondyn. Kushina wzięła długi wdech i zaczęła znów mówić.

-Wiem. Krótko po tym jak umarła Mito, nasza rodzinna wioska została zniszczona.

-Zniszczona? Przez kogo!?

-Przez pozostałe wioski. – odpowiedziała z goryczą.- Nasza potęga była tak wielka że pozostałe cztery wioski zjednoczyły się i zrównały naszą wioskę z ziemią. Bano się nas, dlatego urządzono na nas polowania w różnych krajach, jak Ame albo Iwa, wyłapano i wybito niemalże wszystkich Uzumakich. Ten chłopak z Rinneganem, Nagato, był z naszego klanu ale… Rinnegan u Uzumakich…

Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Nasz klan nigdy nie posiadał Rinnegana, jesteśmy zbyt daleko spokrewnieni z Rikudou Senninem żeby go przebudzić. Ten mężczyzna w masce, Tobi… to jego oczy?

-Kaa-chan, na ciebie też polowano? – spytał Naruto spoglądając na swoją matkę która zamyśliła się na moment lecz ocknęła się słysząc pytanie swego syna.

-Tak, na mnie też. – odpowiada smutno. – Od kiedy byłam mała polowały na mnie wszystkie wioski, Kumo, Suna, Iwa, Kiri i kilka mniejszych wiosek. Wszystko przez moją Chakrę, te łańcuchy których używam… tylko ja posiadam tą chakrę, jestem idealnym Jinchurikim. Każda wioska chciała bym stałą się Jinchuriki dla ich wioski, jednak ktoś zawsze mnie ratował i zapewniał mi bezpieczeństwo.

Im bliżej dochodziła do kwestii jego ojca, tym większą gorycz czuła. Była wściekła i rozczarowana, jednak chciała by Naruto postrzegał ojca jako bohatera a nie jako…jako…

-Serio? Miałaś ochroniarza?

Kushina wróciła do rzeczywistości i spojrzała na syna. Mimo że był zmęczony, w jego oczach błyskała ciekawość, były to żywe, błękitne oczy które wpatrywały się w nią jak encyklopedię.

-Powiedzmy. – odpowiedziała smutno.

-A kto to był?

-Twój ojciec.

-Serio? Jak się poznaliście?

Kushina zamknęła oczy i wracając pamięcią do tego dnia, zaczęła mówić.

-Cóż…pewnego dnia, gdy byłam jeszcze w akademii zostałam porwana. Porwano mnie kilku Shinobi z Kumo, mieli mnie wyprowadzić z kraju. Szliśmy powoli, zostawiałam za sobą swoje włosy jako ślady, nie myślałam że ktoś mnie uratuje, wiedziałam że po kilku godzinach marszu jestem na tyle daleko od wioski że nikt po mnie nie przyjdzie. Jednak… Minato pojawił się znikąd i powalił tych shinobich, uratował mnie.

Kushina wspominała ten dzień z goryczą którą ukrywała przed swoim synem, który z ekscytacją chłonął każde słowo swojej matki, która czuła żal i wściekłość do osoby którą uważała za najważniejszą w jej świecie, w jej oczach Minato nie zasługiwał na to by mówić o nim dobrze, jednak dla Naruto to było ważne, było gotowa przebrnąć przez to dla niego, syn potrzebuje ojca którego będzie podziwiać, Naruto nie jest wyjątkiem.

-Dzięki moim czerwonym włosom, udało mu się mnie odnaleźć. Właśnie wtedy, mnie i twojego ojca połączyła „Czerwona nić przeznaczenia". Twój ojciec od małego był utalentowany, był geniuszem i był naprawdę wspaniałym shinobim. Resztę historii znasz.

Naruto nie wiedział co powiedzieć. Historia jego matki i jego klanu, jego korzeni była dla niego czymś niespotykanym. Często się zastanawiał czy pochodził z jakiegoś klanu, tak jak Neji albo Kiba, czy może ze zwykłej rodziny, jak Sakura albo TenTen. Teraz, kiedy uderzyła go myśl że jest jednym z ostatnich ocalałych najpotężniejszego niegdyś klanu…

-Wszystko w porządku Sochi? – spytała delikatnie Kushina potrząsając lekko swoim synem.

-Tak, wszystko w porządku, po prostu dużo informacji i …

-Rozumiem, wiem że to musi być dla ciebie szok i wielka trauma.

-Traumą było moje dzieciństwo, Kaa-chan. – zaczął Naruto.

Kushinę momentalnie obleciał zimny pot, żołądek się zacisnął, jej ducha opanował niepokój, obawa. W końcu pozna przeszłość swego syna, teraz jednak zadała sobie pytanie, czy naprawdę chce ją znać?

-Nie pamiętam detali wszystkiego, więc będę mówił ogólniko w niektórych momentach. – zauważył blondyn.

Kushina przytaknęła głową i zaczęła słuchać, wpatrując się w swojego syna który wzrok utkwił w podłodze. Głos grzęznął mu w gardle na myśl o bolesnych wspomnieniach. Jednak teraz nie mógł już zawrócić, zaczął mówić.


Uprzedzam pytanie, nie, Sakura i Kushina się nie pogodziły, dalej będą się żreć więc spokojnie. Przepraszam za tak długie czekanie, mam nadzieję że mi wybaczycie. Dostałem jednak tablet dlatego teraz będę pisał częściej więc nie powinno być problemu z wyrobieniem się na czas. W następnym rozdziale trochę światła dostanie parring Yuri, KonanxSakura. Do zobaczenia a na koniec, tradycyjnie OCENIAJCIE, PYTAJCIE, RECENZUJCIE!