ROZDZIAŁ DZIESIĄTY: Goście, goście
Stevens opuścił trening i ruszył do Wielkiego Międzygalaktycznego Szpitala. Kallisto już od tygodnia była w szpitalu. Wątpił aby ktokolwiek z drużyny ja odwiedził. Sam, próbował znaleźć trochę czasu. Niestety przez kilka ostatnich dni nie miał chwili wytchnienia. Dwa razy musieli odeprzeć atak Rebeliantów. Dodatkowo spędzał po kilka godzin w laboratorium Nawet nie spojrzał na kostium. Gdyby go ubrał, już po chwili zostałby zaatakowany i być może nie tylko przez fanów. Odkąd pojawili się Rebelianci, życie piratów i Piratsów znów się skomplikowało. Kiedy doszedł już do głównego pasażu zaszedł do sklepu i kupił czekoladki. Zapakowane w czerwone, prostokątne opakowanie słodycze powinny być dobrym upominkiem.
Bez problemu dotarł do kliniki. Recepcja była dużym pomieszczeniem o błękitnych ścianach. Wszędzie porozstawiane były białe krzesła i sofy. Stevens zgrabnie wyminął przeszkody i winda udał się na oddział gdzie leżała Kallisto. Na górze zapytał rudowłosa lekarkę o salę. Kobieta wskazała mu pokój nr 5. Po drodze zobaczył Sinedda. Napastnik Shadowsów pogrążony był w głębokim śnie.
− Och, kogo moje oczy widzą – usłyszał chichot za sobą. Na łóżku, w pokoju za nim siedziała dziewczyna.
− Kallisto – zawołał uradowany i wszedł do sali. Położył przed nią bombonierkę i usiadł obok niej.
− Nawet nie znalazłeś czasu żeby do mnie napisać. Czekoladkami mnie nie kupisz – powiedziała z wyrzutem w głosie. Stevens potargał swoje włosy i uśmiechnął się przepraszająco.
− Opowiadaj co u ciebie. Widzę, że masz fajnego sąsiada.
− O taak. Możemy się wyżalić sobie. Jego też nikt nie odwiedza.
Stevens zignorował jej kolejną, pełna wyrzutu odpowiedź i zerknął na korytarz. Rocket i Tia rozmawiali z tą sama kobietą co on.
− Chyba jednak ktoś cię odwiedza – szepnął i w tym samym momencie para stanęła w drzwiach. Rocket trzymał wiązankę kwiatów a Tia czekoladki.
− My nie w porę – powiedział zakłopotany chłopak.
− W takim razie Kallisto szybko wyzdrowiej – rzekła Tia uśmiechając się ciepło. Wraz z Rocketem położyli prezenty przed nią i pożegnawszy się wyszli.
− Będą mieli o czym plotkować – stwierdził blondyn oglądając się za nimi.
Spędzili razem dwie godziny po czym Kallisto musiała iść na rehabilitacje. Aston nie zamierzał jej odpuścić. Codziennie trzy raz stawiała się w pokoju i ćwiczyła. Zajęcia były nudne i żmudne a później nie mogła się ruszać. Tak też było dzisiaj. Po ćwiczeniach natychmiast zasnęła i nie przeszkodził jej nawet Sinedd oglądający mecz w pokoju naprzeciwko.
Nie wiedziała ile już spała. Obudził ją cichy szept. Ktoś usiadł na łóżku i objął ją ramieniem. Bo barwie głosu poznała, że to Ewan lecz nie była na tyle przytomna aby wiedzieć do mruczy jej do ucha. Musiały chyba być to przeprosiny bo głos czasem mu się łamał. Czuła jego oddech na szyj i pocałunki we włosach. W końcu zasnęła nie trwając już dłużej w letargu. Rankiem gdy się zbudziła pierwsze kogo zobaczyła była Gamay. Uśmiechała się smutno.
− Gdy nadejdzie czas Ewan wszystko ci wytłumaczy. Teraz skup się na sobie… Chyba musisz wyzdrowieć, grasz w pucharze.
− Już nie – burknęła ponuro. Gamay podeszła bliżej i usiadła na skraju łóżka. Trudno było wyczytać cokolwiek jej pięknej twarzy.
− A nie myślałaś o zmianie drużyny? Na taką gdzie w pełni docenią twój talent.
− O jakiej myślisz?
− O Shadowsach – odpowiedziała miękko i wyszła z pokoju.
Kallisto uśmiechnęła się. Była zdezorientowana o co w tym wszystkim chodziło. Stevens nie znalazł chwili czasu przez cały tydzień, Ewan również. Pojawili się tego samego dnia i szybko się ulotnili. Gamay namawiała ją aby zmieniła drużynę. Cokolwiek się działo, coraz mniej jej się to podobało. Podpięła by do tego jeszcze Sinedda ale on prawie ciągle spał.
Pewnie u Artegora nie można się wyspać – pomyślała.
To jej o czymś przypomniało. Chwyciła swojego laptopa, którego przysłała jej Adim. Sama nie mogła jej odwiedzić bo akurat przebywała na drugim końcu Galaktyki, załatwiając sprawę dalszej gry Cyklopów. Podobno znów przyłapano ich na oszustwie.
Zalogowała się i odebrała pocztę. Ściągnęła pliki i przesłała na elektryczna ramkę, którą otrzymała od szpitala wraz z koszem kwiatów i owoców. Wydrukowała także kartkę. Zgięła ją i wraz z ramka ruszyła do pokoju naprzeciwko.
− Korzystając z tego, że nie śpisz chciałam ci coś dać.
Sinedd spojrzał na nią zdziwiony. Kallisto wyciągnęła ku niemu urządzenie i zgięta kartkę. Chłopak przyjął podarunek i nagle zbladł. Wytrzeszczył oczy i patrzył to na prezent to na dziewczynę.
− Według tej metryki miałeś wczoraj urodziny. Wszystkiego najlepszego.
− Nie miałaś prawa – wyjąkał rozloszczony.
− Nigdy nie byłeś ciekawy kim oni byli? Jak wyglądali?
Nie odpowiedział jej. Kallisto westchnęła i skierowała się ku wyjściu. Kiedy przechodziła przez drzwi usłyszała :
− Ja… ja dziękuję.
Odwróciła się i posłała mu uśmiech.
− Wszystkiego najlepszego, Sinedd.
***
− Sonny, zrozum. On tam był, widziałem go. Musimy go pojmać jak znowu pójdzie ją odwiedzić.
Corso jak i reszta sceptycznie podchodziła do jego propozycji.
− Czy nie kieruje tobą zazdrość? Wiemy ile ta mała dla ciebie znaczy.
− Beneth ma rację. Nie powinnyśmy działać zbyt pochopnie i z niewłaściwych pobudek – stwierdził rzeczowo dowódca. Stevens żachnął się i usiadł. Widać było po nim, że jest zdenerwowany.
− To rebeliant! – warknął piłkarz. Artie poklepał go po ramieniu. Wszyscy patrzyli na niego, obserwując jego zachowanie. Co niektórym przemknęło przez myśl, że chłopak powinni dalej grać w piłkę.
***
Tymczasem drużyna Snow Kids wybrała się na dyskotekę. Kiedy wszyscy byli gotowi ruszyli do swojego ulubionego klubu Galaktyka. Gdy wychodzili spotkała ich miła niespodzianka. W drzwiach hotelu natknęli się na D'Joka. Mei pierwsza rzuciła mu się na szyję. Z jej niebieskich oczu pociekły łzy. Nagle cała drużyna poszła na jej przykładem , tworząc piramidę z ciał. Drużyna poszła do klubu a Mei zaciągnęła chłopca do pokoju. Zamknęła drzwi i dłużej nie czekając pchnęła go na łóżku i usiadła na nim okrakiem.
– Tęskniłam za tobą – powiedziała i pocałowała go czule.
– Ja za tobą też… Jesteś pewna? – spytał, gdy dziewczyna zaczęła ściągać bluzkę.
– Tak. Kocham cię – odpowiedziała i zamknęła mu usta kolejnym pocałunkiem. D'Jok usiadł. Dziewczyna wciąż była przed nim. Zdjął bluzę i przewrócił Mei tak, że znalazł się na niej. Zbędne były jakiekolwiek słowa. Ich ręce błądziły po ciałach pieszcząc się nawzajem. Pocałunkom nie było końca aż obojgiem wstrząsnęły dreszcze. Szeptali cos nie słysząc siebie nawzajem aż opadli wyczerpani.
– Ja ciebie też kocham – zamruczał chłopak, przyciągając ją do siebie.
