Następnego dnia Harry siedział w bibliotece odrabiając pracę domową z Zaklęć. Draco miał właśnie Starożytne Runy, więc Gryfon, znudzony samotnym siedzeniem w dormitorium prefekta, postanowił zająć się esejem w bibliotece. Miał nadzieję, że uda mu się go skończyć zanim jego młodszy mąż skończy zajęcia, ponieważ nie chciał wysłuchiwać pogadanki o tym, jakoby niebezpiecznym dla niego było samotne chodzenie po zamku. Przecież wcale nie był sam! Szedł korytarzem pełnym uczniów, a teraz był w bibliotece, w której również byli ludzie. Nic mu tu nie groziło. Drugim powodem dla którego chciał szybko się uporać z pracą domową było przybycie Lucjusza. Ojciec Draco jeszcze nie miał czasu z nimi porozmawiać, jednak Harry już go widział tego dnia na Transmutacji. W przeciwieństwie do Umbridge, Malfoy nie przeszkadzał w zajęciach, tylko siedział w ostatniej ławce i cicho wszystko obserwował od czasu do czasu robiąc jakieś notatki. Prawie jak uczeń. Harry skupił się ponownie na wypracowaniu. Rozmyślanie o wszystkim dookoła nie pomoże mu w szybkim uwinięciu się z pracą. Był właśnie w połowie spisywania bardzo dobrej myśli, gdy ktoś stanął przy jego stoliku, rzucając cień na opasłą księgę i jego pergamin.

- Panie Potter.

Harry poderwał głowę, w duchu zawodząc nad stratą tak dobrego akapitu. Wątpił czy uda mu się go podjąć po tym jak już McGonagall sobie pójdzie.

- Czy coś się stało, pani profesor?

- Dyrektor prosił mnie bym odprowadziła cię do jego gabinetu. – Profesor Transmutacji patrzyła na niego wyczekująco. Harry zrezygnowany złożył pergamin i razem ze sprzętem do pisania włożył go do kieszeni szaty, a księgę poszedł odstawić na półkę. Jak on tego nie lubił! I co on tym razem takiego zrobił, że Dumbledore zdecydował się go wezwać do siebie? Przecież był absolutnie grzeczny. W tym roku nie złamał żadnej szkolnej zasady. Chłopak podreptał za swoją opiekunką. Miał wrażenie, że o czymś zapomniał, ale nie potrafił powiedzieć co to mogło być. Chyba był za bardzo przejęty wizytą Lucjusza żeby myśleć o czymś innym.

Dyrektor siedział za biurkiem, a jego oczy iskrzyły się wesoło. McGonagall zostawiła ich samych i Harry zajął wskazane przez starca krzesło, wciąż nie mogąc sobie przypomnieć o czym zapomniał. Dyrektor pogładził się po długiej brodzie.

- Zapewne zastanawiasz się dlaczego tu jesteś, Harry. – Chłopak przytaknął, więc Dumbledore kontynuował. – Jesteś obiecany Ginny Weasley, a ponieważ ona dziś skończyła szesnaście lat, zaraz zostaniecie sobie poślubieni.

Harry zrobił wielkie oczy i pobladł. Jak on mógł o tym zapomnieć? Przecież ten cholerny kontrakt był jego największym zmartwieniem tak długo… Merlinie, miał nadzieję, że ten przekręt z Więzią się uda. Nie potrafił sobie wyobrazić co by zrobił, gdyby kontrakt został zrealizowany. Chyba urodziłby dzieci, oddał je na wychowanie Draco i Severusowi, a sam popełniłby samobójstwo. Wolał już być przy swojej nowej rodzinie jako duch niż stać się niewolnikiem! Mimo wcześniejszych zapewnień jego mężów, Harry zaczął panikować.

- Nie ma czego się bać, drogi chłopcze. Rozumiem, że wolisz swoją własną płeć lecz są eliksiry, które szybko temu zaradzą, a sam kontrakt jest tylko i wyłącznie dla twojego własnego dobra. Ginny jest szczęśliwa mogąc stać się matką dla twoich dzieci…

Gryfon w końcu odzyskał wystarczająco dużo panowania nad sobą, by dać upust starej złości, która zalegała w nim od czasu dowiedzenia się o kontrakcie.

- Nie ma mowy! Nie ożenię się z Weasleyówną, nawet gdyby od tego miało zależeć przetrwanie naszego gatunku!

- Harry, kontraktu nie można zerwać. Zostaniesz teraz jej mężem czy to ci się podoba, czy nie. Później mi za to podziękujesz. Petryficus totalus. – Harry miał dziwne wrażenie dejavu, gdy dyrektor wstał od biurka i rzucił na niego zaklęcie. Po chwili do gabinetu weszli Ron, Ginny i ich rodzice. Weasleyówna patrzyła na niego z góry z jakąś chorą satysfakcją w oczach, tak samo jak Ron. Artur i Molly byli zaś bardzo radośni i nawet nie zwrócili uwagi na to, że był unieruchomiony w krześle i najwyraźniej nie chciał mieć nic wspólnego z ich córką. Ani z nimi.

– Dobrze, zaczynamy. Ginny, czy chcesz zostać żoną Harry'ego Jamesa Pottera na mocy i zasadach zapisanych w kontrakcie podpisanym przez twoich magicznych opiekunów?

- Tak. – Dziewczyna odpowiedziała z pewnością siebie, dumnie zadzierając nos.

- Daj mi wobec tego swoją krew jako ofiarę na mocy której powstanie wasza więź.

Harry patrzył jak Ginny nacięła sobie dłoń i umieściła kilka czerwonych kropel w trzymanym przez Artura pucharze. Jej ojciec wyszeptał coś po łacinie.

- Ja, jako magiczny opiekun Harry'ego Jamesa Pottera w jego imieniu wyrażam zgodę na jego zostanie mężem Ginevry Weasley. Niechaj ta krew stanie się fundamentem więzi nierozerwalnej i przypieczętuje kontrakt zawarty przez dwie znakomite rodziny. – Dumbledore naciął sparaliżowanemu Harry'emu dłoń i zebrał kilka kropel do kielicha, mrucząc coś pod nosem. To tak bardzo przypominało Gryfonowi wydarzenia z cmentarza na czwartym roku, że niemalże widział Petera zamiast Dumbledore'a. Kielich zajaśniał i chłopak poczuł jak jego plecy oblał zimny pot. Zaklęcie nie może zadziałać, po prostu nie może! Następnie dyrektor dodał kilka kropel jakiegoś eliksiru i zawartością kielicha skropił leżący na biurku kontrakt w miejscu, gdzie znajdowały się już podpisy. Po tym podał kielich Ginny.

- Niechaj moc pradawnej magii połączy was.

Weasleyówna wypiła kilka łyków i skrzywiła się na smak, a następnie podeszła do Harry'ego i wmusiła w niego pozostałą zawartość kielicha. Oh, Merlinie, to paliło! Tak bardzo paliło! Moje dzieci, niech to nie zaszkodzi moim dzieciom! Z oczu Gryfona popłynęły łzy, na które Ginny odpowiedziała uśmieszkiem i umieściła kielich tak, by trzymali go razem. Dumbledore z uśmiechem na twarzy, razem z Ronem, Molly i Arturem, powiedział jakąś inkantację. Harry poczuł jak przez jego ciało przechodzi od kielicha straszliwy ból. Zanim stracił przytomność usłyszał jeszcze jakiś wysoki dziewczęcy rozdzierający gardło krzyk.

oOOOo

Poppy piła swoją ulubioną malinową herbatę, gdy ogień w jej kominku zapłonął zielenią i wypadł z niego Artur Weasley trzymając w rękach swoją córkę. Wyglądał na naprawdę przerażonego. Chwilę później pojawił się również Dumbledore z nieprzytomnym Harry'm, co znacznie bardziej zaniepokoiło pielęgniarkę, a za nimi Molly i jej najmłodszy syn.

- Szybko! Coś się stało z moją malutką Ginny! – Molly zaszlochała, podczas gdy Artur położył Weasleyównę na jednym z łóżek. Prawa dłoń dziewczyny wyglądała jakby Gryfonka została bardzo mocno oparzona. Dumbledore tymczasem zostawił Harry'ego na „jego" łóżku i wrócił do roztrzęsionych rudzielców.

- Nie rozumiem co się stało. Harry i Ginny wyrazili zgodę na zawarcie małżeństwa, ale wygląda na to, że więź została odrzucona…

Poppy słysząc to ledwo opanowała napływ zimnej furii. Jak oni śmieli…!

- Dyrektorze, sprowadź tu jak najszybciej Severusa. Wy wszyscy, wynocha z mojego Skrzydła! Jedyną osobą która ma prawo wstępu jest Severus i ewentualnie Draco Malfoy, jeżeli Severus wyrazi pragnienie posiadania go do pomocy.

- Ale, ale… ja muszę tu zostać. Przecież moja Ginny może mnie w każdej chwili potrzebować! – Molly nie ruszyła się od łóżka swojej, teraz trzęsącej się córki. – I dlaczego nic nie robisz? Zrób coś! Pomóż jej! Przecież moje dziecko cierpi!

Artur i Ron byli już prawie za drzwiami, a po Dumbledorze nie było nawet śladu. Poppy milcząco wskazała ręką na drzwi wyjściowe i nie ruszyła się z miejsca. Gdy do kobiety wciąż nie docierał jej przekaz, dała upust odrobinie swojej furii.

- Jeżeli chcesz bym jej pomogła, masz natychmiast opuścić to miejsce. Nikt niekompetentny nie będzie mi tu zawadzał!

- Molly, chodź kochanie.

- Ale…

-Molly!

Kobieta wyszła, trzaskając za sobą drzwiami i pielęgniarka od razu pobiegła do Harry'ego, przywołując do siebie różne eliksiry. Kilka minut później do skrzydła wpadli Severus i Draco.

- Pomóż mi w czyszczeniu jego krwi z tego paskudztwa! – Poppy krzyknęła i Mistrz Eliskirów zaczął razem z nią wcierać w każdy centymetr ciała swojego męża specjalny balsam, który potrafił wyciągnąć i związać z krwi prawie wszystko co nie powinno w niej być. Miejsca, które poczerniały Draco zmywał wilgotną ściereczką i po chwili któreś ze starszych czarodziei pokrywało je na nowo balsamem. Nikt nie przejmował się tym, że skóra Weasleyówny pomału pokrywała się bliznami pooparzeniowymi, a ona sama bardzo cierpiała. Nie była nieprzytomna. Ktoś rzucił na nią jakieś zaklęcie, żeby nie krzyczała i nie rzucała się z bólu. Nie wiedziała jakie to było zaklęcie, ani dlaczego ją tak bardzo bolało, ani dlaczego nikt jej nie pomagał. Jedyne co wiedziała, to ten okropny, wypełniający każdą komórkę jej ciała palący ból.

Zanim balsam przestał ciemnieć i pielęgniarka zdecydowała, że może odejść od Harry'ego i powierzyć go opiece dwóch Ślizgonów, już prawie cała prawa połowa ciała Ginny był pokryta oparzeniami. Teraz to ją Poppy nacierała balsamem, jednak tym razem była sama i zajęło jej to znacznie więcej czasu. Balsam zdawał się w ogóle nie działać na okaleczone miejsca, ale chociaż oparzenia przestały się rozprzestrzeniać. Mimo wszystko dziewczyna wyglądała strasznie z połową twarzy tak zniekształconą… Poppy prawie jej współczuła. W końcu uporała się z wyciągnięciem z niej eliksiru i mogła przystąpić do próby naprawienia uszkodzeń przez niego wywołanych.

Tymczasem Harry wciąż leżał nieprzytomny, a Severus co pięć minut sprawdzał stan zdrowia jego i ich dzieci. Draco posprzątał po całym bałaganie związanym z używaniem balsamu i od czasu do czasu podawał coś swojemu mężowi, gdy ten o to poprosił. Eliksir ochronny, witaminowy, odżywczy, regenerujący.

- Dlaczego jest wciąż nieprzytomny? – wyszeptał, patrząc jak Severus wykonał kolejne zaklęcie skanujące.

- Jego organizm i magiczny rdzeń wciąż się regenerują po szoku jakim był dla nich eliksir. Obudzi się, gdy już wszystko się ustabilizuje. Czułeś przez chwilę echo jego bólu, to cud, że nie poronił… - Głos Severusowi zadrżał i wykonał kolejne zaklęcie, by upewnić się, że z dziećmi wszystko w porządku. – Dopóki nie będzie stabilny wciąż jest ryzyko… ale szybko odzyskuje siły. Dobrze widzieć, że to całe jedzenie nie poszło na marne.

Draco objął go dłońmi od tyłu i przytulił do siebie.

- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.

- Draco, jak my mogliśmy tego nie przewidzieć? Wiedzieliśmy, że zaklęcie okaleczy Weasleyównę, powinniśmy byli się domyślić, że więź obróci się w jakiś sposób również przeciwko Harry'emu. Taka kolej rzeczy jest logiczna…! – Draco przytulił mocnej do siebie mężczyznę i pocałował go w kark.

- Uspokój się, w ten sposób mu nie pomożemy. Tak, powinniśmy byli to przewidzieć, ale teraz tego nie naprawimy, a Harry nas potrzebuje. Nawet nie jestem pewien czy był jakiś sposób żeby tego uniknąć. Ważne, że jest sposób aby to naprawić.

Usiedli razem przy łóżku Harry'ego, czekając aż ten się obudzi. Poppy w końcu skończyła pracować nad Ginny, która teraz spała pod wpływem Eliksiru Bezsennego Snu i po chwili przyniosła im gorącą czekoladę z piankami. Podziękowali jej z wdzięcznością. Trochę słodkości było teraz tym czego potrzebowali. Pielęgniarka usiadła na krześle po drugiej stronie łóżka Harry'ego i uśmiechnęła się zmęczona do swojego kubka.

- Zaraz będę musiała poinformować dyrektora i Weasleyów, że kryzys zażegnany, ale ich córka została okaleczona. Wiecie, prawie jej współczuję… ale wystarczy, że spojrzę na Harry'ego i czuję, że ich rodzina dostała to, na co zasłużyła. Szkoda tylko, że zaklęcie nie ukarało też dorosłych, którzy byli za to odpowiedzialni. – Napiła się czekolady i zmarszczyła brwi. – Dumbledore znowu próbuje się tu dostać.

- Nie może? – Draco zapytał zaskoczony. Do tej pory myślał, że komnaty Severusa są jedynym miejscem do którego starzec nie miał dostępu.

- Mógłby, gdyby potrzebował medycznej pomocy. W tej chwili skrzydło nie wpuści do siebie nikogo, kto nie jest w potrzebie. To jest naprawdę bardzo przydatna właściwość. – Poppy wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie, gdy o tym mówiła.

Powoli wypili swoje napoje, czując jak ciepło i magiczne właściwości czarodziejskiej czekolady rozchodzą się po ich ciałach, podnosząc na duchu i łagodząc nerwy. Poppy odesłała swój kubek do kuchni, po czym wstała i wyprostowała swój fartuch.

- No nic, pora na mnie. Gdyby jakiś uczeń tu przyszedł, zajmij się nim, dobrze Severusie? Wrócę tak szybko jak się da.

Pielęgniarka za pomocą wewnątrzzamkowej sieci Fiu przeniosła się do gabinetu dyrektora. Tak jak się tego spodziewała, była tam cała czwórka. Przez chwilę przemknęło jej przez głowę, że Ronald powinien być na swoich popołudniowych zajęciach, jednak szybko odrzuciła tę myśl, skupiając się na wpatrzonych w nią ludzi.

- Co z moją Ginny? Czy wszystko będzie dobrze z moim maleństwem? – głos Molly sprawił, że Poppy o mało się nie skrzywiła. Jak Artur mógł wytrzymać z kimś o tak denerwującym głosie, to przekraczało jej wyobrażenia. Starsza czarownica usiadła w najbliższym wolnym fotelu i odchrząknęła.

- Panna Weasley przeżyje, jednak będzie okaleczona do końca życia. Nie potrafię ocenić jak na jej psychikę wpłynie tak długie wystawienie na ból. Powinniście byli ją ogłuszyć a nie unieruchomić. – Artur się zarumienił i wyszeptał coś co zabrzmiało jak „próbowałem ją ogłuszyć". Poppy poczekała kilka długich chwil aż w końcu ktoś się zapyta o Harry'ego, jednak gdy cisza się przedłużała, zaczęła mieć coraz większe wątpliwości. W końcu odezwała się Molly.

- Jak… mam na myśli… jak bardzo jest okaleczona? – wyszeptała przestraszona. Artur przytulił ją do siebie, gdy zobaczył jak bardzo jego żona się trzęsie.

- Większa część prawej połowy jej ciała jest pokryta bliznami pooparzeniowymi.

Molly krzyknęła i się rozpłakała w ramię swojego męża.

- Ciii, spokojnie Molly, jestem pewien, że jakoś będzie można to zamaskować. Są zaklęcia… poza tym co raz wymyślają jakiś nowy eliksir. Wciąż jest nadzieja, że znów będzie piękną i wesołą dziewczynką.

Poppy z zainteresowaniem zaobserwowała, że podczas gdy rodzice walczyli z okropną prawdą, ich czerwony na twarzy syn aż trząsł się od tłumionego gniewu. Dumbledore wyglądał na kogoś kto właśnie planował i analizował wszystko. To było zaskakujące, że jeszcze nie doszedł do przyczyny odrzucenia zawiązania się więzi.

- Nie martw się Molly o finanse na rehabilitację. Kontrakt je zapewnia. Jestem pewien, że z ich pomocą bardzo szybko doprowadzicie Ginny do pełni zdrowia. – Słowa Dumbledore'a zdały się znacznie uspokoić Weasleyów i Poppy zdecydowała, że już najwyższy czas na jej powrót do skrzydła szpitalnego.

- Teraz śpi i nie chcę żadnych odwiedzin i przeszkadzania co najmniej do rana, więc możecie wracać do domu. – Pielęgniarka udała, że nie usłyszała protestów Weasleyów i wzięła garść proszku Fiu. – A gdyby was to zainteresowało. Harry również przeżyje. Miał więcej szczęścia niż wasza córka. Ponieważ nie chciał powstania więzi, ona go nie ukarała poparzeniami. Żegnam.

Poppy wyszła z kominka w swoim gabinecie i szybko poszła na salę, by zrelacjonować jej dwóm ulubionym Ślizgonom wydarzenia z gabinetu dyrektora. Nie byli zbyt zadowoleni z postawy Weasleyów i Dumbledore'a. Snape zapytał czy mógłby zabrać Harry'ego do siebie i pielęgniarka wykonała kilka zaklęć by zbadać jego stan.

- Jeszcze jest za wcześnie, Severusie. Ale myślę, że za jakieś cztery, pięć godzin nie będzie do tego żadnych przeciwwskazań.

Przytaknęli, nie ruszając się z miejsca. Najwyraźniej w ogóle nie zamierzali pojawić się w Wielkiej Sali na kolacji. Poppy podała Harry'emu jeszcze jeden eliksir regenerujący, po czym wróciła do swojego gabinetu by zamówić przez kominek kolację dla trzech osób. Skrzaty były bardzo uczynne i kilka minut później wróciła do łóżka Harry'ego z unoszącymi się za nią tacami.

oOOOo

Gdy cztery godziny później Harry przeszedł w zwykły sen, Poppy pozwoliła zabrać go do kwater Severusa. Mężczyzna wziął ciężarnego młodzieńca na ręce i razem przeszli przez Fiu. Draco udał się tam już kilka minut wcześniej by przygotować ciepłą kąpiel i łóżko.

- Draco powiedział co się stało. – Powitał ich głos Lucjusza, siedzącego w jednym z foteli przy kominku. Severus przywitał się z nim szybko i zaniósł Harry'ego do łazienki. Mokra ścierka nigdy nie była wystarczająca w usuwaniu balsamu, a zbyt długie pozostawienie go na skórze wywoływało bardzo niemiłą alergię. Razem z Draco umył śpiącego męża, który nie obudził się dzięki eliksirom, którymi napoiła go pielęgniarka. Następnie ubrali go w jego ulubioną piżamę z rysunkiem wielkiego czarnego kota o zielonych oczach na froncie koszulki i położyli do łóżka. Lucjusz przez ten czas zamówił z kuchni herbatę i przekąski, a sam z kieszeni szaty wyjął butelkę wina i wyczarował dwa kieliszki. Może i Draco miał już siedemnaście lat, jednak nie miał zamiaru go upijać.

Severus opadł ciężko na kanapę, a chwilę później dołączył do niego Draco.

- Więc… jak tam twoja kontrola szkoły, ojcze? – Blondyn spróbował podjąć lekki temat, zanim będą musieli przejść do tych trudniejszych. Lucjusz nalał dla siebie i Snape'a wina, po czym upił trochę trunku.

- To dopiero pierwszy dzień, jednak już znalazłem kilka spraw, które będę musiał przedstawić Radzie. Ten Binns… jest jeszcze gorszy niż mówiłeś, synu. Powinien zostać jak najszybciej zastąpiony kimś, kto jest w stanie czegoś nauczyć. Muszę powiedzieć, że gdy był żywy, prowadził wykłady znacznie ciekawiej.

Draconowi jakoś ciężko było w to uwierzyć, jednak postanowił to przemilczeć.

- Wiele się ostatnio wydarzyło w twoim życiu Draco i muszę cię powiadomić, że razem z matką nie jesteśmy zadowoleni z tego, że trzymałeś to w tajemnicy przed nami. – Lucjusz zmierzył swojego jedynaka bardzo surowym spojrzeniem, a następnie przeniósł je na swojego wieloletniego przyjaciela. – A ty, Severusie…

- Lucjuszu, tak było bezpieczniej. W trójkę postanowiliśmy, że nie będziemy ogłaszać światu naszego małżeństwa, ani ciąży Harry'ego. Wciąż tego chcemy, dlatego przekaż Narcyzie, że nie staniemy się dla niej nowym tematem plotek i wydarzeń towarzyskich. – Severus wypił połowę swojego wina, po czym wstał i poszedł do sypialni by upewnić się, że z jego mężem wszystko jest w porządku.

- Draco… - Starszy Malfoy niebezpiecznie zmrużył oczy.

- Nie, ojcze. Severus ma rację i wierz mi, że gdyby to zależało ode mnie, to ty i matka zostalibyście zoblivateowani. Harry tego nie chciał, ale jeżeli jeszcze się nie zorientowałeś, Severus już zdążył nałożyć na ciebie jedną z jego siatek zaklęć, dzięki której nie będziesz mógł zdradzić naszych tajemnic. Wybacz ojcze, ale bezpieczeństwo mojej rodziny jest dla mnie najważniejsze, a ty jesteś za blisko Mrocznego Pana.

Lucjusz prychnął – Tak jakby Severus również nie był blisko niego!

- Nie jest. Zawarcie z nami więzi zlikwidowało jego więź z Mrocznym Panem. Po Znaku nie ma nawet śladu. – Draco popatrzył z satysfakcją na zaskoczenie odmalowane na twarzy jego ojca.

- Myślałem, że to jest na zawsze… - wyszeptał – Kto by się spodziewał, że Więź Dusz będzie aż tak silna.

- Nie bez powodu mało kto się na nią decyduje… - Draco nagle przerwał i zmarszczył brwi, następnie uśmiechnął się i przytaknął. Lucjusz obserwował to zainteresowany. Więź Dusz była jedną z nielicznych, które z czasem zabierały ci prawie całą prywatność myśli i najwyraźniej już pozwalała jego synowi komunikować się z Severusem. Chociaż młodzieniec musiał jeszcze popracować nad zachowywaniem normalnego wyrazu twarzy w czasie mentalnej rozmowy.

o~~o~~o

I w końcu nastał ten dzień. Jak myślicie, jak bardzo ten eliksir wpłynie na kształtujące się w Harry'm życie? Hm... tyle możliwości! ;)