Rozdział 9

Zeltros, stolica planety Zeltros przypominała klejnot. Migotliwy, lśniący przedmiot pożądania, który każdy chciałby zamknąć w dłoniach. Drogi i ekskluzywny. Utopię, w której wszyscy mieszkańcy są piękni, a ich życie koncentruje się wokół zabawy i rozrywek.

- Wyświadczyliście nam wszystkim wielką przysługę...- zaczęła mówić Ai, kiedy już cała załoga Potwora zebrała się wkoło, otaczając uśpione cielsko statku.- Całe Zeltros jest wam wdzięczne. A teraz... zatoczyła koło kształtną dłonią. - pozwólcie się nam odwdzięczyć i przynajmniej w małym stopniu zakosztować naszej sławnej gościnności.

- Poczekaj...! - Ashoka wpadła w słowo fioletowłosej dziewczynie. - Chcemy rozmawiać z Sugi...

- Sugi już o wszystkim wie, wie, że wam się udało. - tym razem to Ai przerwała strumień słów Ashoki. - W tej chwili ma większe problemy. Skontaktuje się z wami. A teraz odpocznijcie. Nic tu wam nie grozi.

- Jesteś bardzo pewna siebie jak na kogoś, komu Imperium przed chwilą chciało zatruć całą planetę. - zabrzmiał ostry, oschły głos Kirin.

- Imperium zawsze będzie próbowało nas podbić. Nie ma się co tym za bardzo przejmować. - Ai zruszyła ramionami. Nad lotniskiem na Zeltros szumiała kanonada statków podchodzących do lądowania i opuszczających lądowisko. Zostawiały w powietrzu ślady silników, jaśniejące jeszcze przez chwilę na nieboskłonie. - Zakwaterujemy was w hotelu dla obsługi lotniska. Prześpijcie się spokojnie, a jutro porozmawiamy. I tak nie macie środka transportu, dopóki nie naprawimy waszego statku. - tłumaczyła racjonalnie.

Załoga mierzyła się spojrzeniami. Na ich ustach zagościła pełna napięcia, krępująca słowa cisza. W końcu zakończył ją głos Rexa.

- Dobrze, zatrzymamy się w hotelu. Macie tu jakąś ekipę, która mogłaby naprawić Potwora...?- kapitan wskazał dłonią na metalowego kolosa, teraz uśpionego na płycie lądowiska.

- Nasi ludzie się tym zajmą. - ucięła Ai. Do sylwetki statku już zbliżali się pracownicy w mundurach obsługi targał ich lśniącymi włosami w barwie fioletu, czerwieni czy granatu. - Wy idźcie odpocząć.Jutro rano statek będzie gotowy.

- Zostawię wam naszego droida MDMA.- Rex skinął dłonią na blaszany kształt. -Może się wam przydać przy naprawie statku.

MDMA zareagował na tę decyzję kanonadą urażonego elektronicznego szumu, ale został przy uśpionym statku. Reszta załogi Potwora ruszyła za Ai, wskazującą drogę w plątaninie ścieżek lotniska. Część przejść kryła się w halach i magazynach, inne biegły wprost po płycie. Załoga kroczyła tuż za Ai, tocząc dookoła nieufnymi spojrzeniami, odprowadzając wzrokiem startujące i lądujące ły się do lotu i opadały na płytę lądowiska przy akompaniamencie szumu i iskrach sypiących się z dysz silników.

Załogę w pośpiechu zmierzającą przed siebie mijali pracownicy obsługi lotniska. Wszyscy pozdrawiali uprzejmie kroczącą na przedzie Ai. Ashoka i jej towarzysze minęli halę odlotów i przylotów, wypełnioną kłębiącym się tłumem podróżnych. Kopuła hali była przezroczysta, przez jej ściany prześwitywały sylwetki podróżników. Rodowici mieszkańcy Zeltros aż kłuli w oczy swoją urodą, wszyscy mężczyźni i kobiety wyglądali tak samo ślicznie niezależnie czy rozmawiali, jedli szybki posiłek czy milczeli w zamyśleniu. Od smukłych, zwinnych sylwetek rodowitych mieszkańców odróżniali się krzątający się w hali przybysze z obcych stron, jak pokryci łuską Trandoshianie, masywni, zielonoskórzy Yinchorri czy krępi Utai.

Ashoka skorzystała z okazji i zrównała krok z Rexem. Kapitan zwrócił głowę w jej stronę. Zaczęło mżyć. Uciążliwy, siąpiący deszcz przyklejał im ubrania do skóry. Powietrze stało się lepkie i wilgotne. Lotnisko przemierzały tłumy pasażerów i pracowników spieszących w rozmaitych kierunkach.

- Myślisz, że to rozsądne...?- Ashoka zacisnęła dłoń na ramieniu dawnego towarzysza broni i wyszeptała mu do ucha swoje wątpliwości.- Zostawać tutaj...?

- Nie mamy wyboru. To cud, że Potwór tu dotarł. MDMA został z ekipą. Jeśli cokolwiek będzie nie tak, da mi sygnał. - Momo wtulił się mocniej w ramię Rexa. Bursztynowe oczy Kushibana jaśniały w półmroku pokrywającym lotnisko, przerywanym reflektorami i światłami. Mość już tego moknięcia. - przezroczyste drzwi rozsunęły się przed nimi. Ai wprowadziła załogę Potwora do wąskiego korytarza, na obrzeżach lotniska. Ashoka rozglądała się nerwowo. Idealne miejsce na zasadzkę. Mierzyła wzrokiem zagłębienia ścian, w każdej chwili spodziewając się ataku armii wrogich postaci. Zjechali elektronicznymi schodami w górę, potem w dół, w niższe kondygnacje lotniczego portu. Nic się nie stało. W końcu dotarli do wejścia do hotelu, utkanego z metalu, cegieł i szkła, znajdującego się na obrzeżach lotniska. Budynek otaczała zieleń, liście zdawały się ożywiać pod dotknięciem deszczu, pąki barwnym deszczem rozwijały się w kwiaty.

- Potrzebuję pokoje dla czterech gości. Jedynki. Na już. - Ai nachyliła się nad dziewczyną siedzącą za biurkiem w recepcji, ubraną w gustowny granatowy kostium, z jaskrawo różowymi włosami otaczającymi półkolem twarz, przyozdobionymi rozjaśnionym na biało pasemkiem. - Momo może zostać z tobą? - zwróciła się do Rexa.

- Co ty na to? - Rex zawiesił spojrzenie na Kushibanie. Momo skinął twierdząco główką.

- Cztery pokoje...- dziewczyna z obsługi zaglądała w monitor. Podniosła słuchawkę komunikatora i przytknęła do ust. - Jomi? Przepraszam, ale będziesz musiał wynieść się z pokoju. Mamy tu awarię, przyjechała delegacja szych z zarządu i nie mam ich gdzie ulokować. Wynagrodzę ci to, pójdziemy jutro rano na drinka. Może na kolację ze śniadaniem, jeśli będziesz grzeczny... Tak, tak. Dokwateruję cię do Kole'a i Miri. Zbieraj się, musisz zaraz zwolnić pokój. Całuski, pa pa.

- Przepraszamy za kłopot. - Ai rozpłynęła się w uroczych uśmiechach.

- To przyjemność z panią pracować, pani kapitan. - dziewczyna posłała Ai uśmiech. Podała im magnetyczne karty – klucze do ich pokoi.

- Państwa pokoje są na dziewiątym piętrze. Winda jest na lewo stąd. Pokój 216 będzie wolny za chwilę.- dodała. - Jutro rano zaserwujemy państwu śniadanie do pokoi. Jakieś preferencje?

- Dziękujemy, poprosimy o standardowe hotelowe śniadanie dla wszystkich. - uciął rzeczowym tonem Rex.

- I jeszcze jedno... - Rex znowu odwrócił się w stronę pracownicy lotniska. - Może nasz szukać droid, astromech. Proszę od razu skierować go do mojego pokoju.

- Dobrze, dobrze oczywiście.

Hotel był elegancki, ale nie na tyle, żeby wprawić gościa w zakłopotanie. Załoga Potwora, w asyście Ai kroczyła korytarzami utrzymanymi w ciepłych barwach. Ściany pokrywały obrazy, wypełnione ślicznymi sylwetkami modeli rodem z Zeltros, podłogi zaścielały gustowne dywany Winda z elektronicznym piskiem powiodła ich coraz wyżej i wyżej, rozbłyskując przy tym armią błękitnych światełek na kokpicie. Przez przeszklone okna, dziurawiące korytarz widzieli rozpościerającą się w dole metropolię. Zasłoniętą błękitnawą mgłą deszczu, zza której przebłyskiwały światła, rozrzucone niczym drogocenne klejnoty.

Pokoje były eleganckie i komfortowe. Łóżko, szafki, ekran emitujący paletę programów. W każdym pokoju osobna łazienka. Zestaw ręczników i kosmetyków. Pełen luksus. Ashoka, nawykła do ciasnej pryczy w klitce na Orphi nie pamiętała, kiedy ostatnio nocowała w tak eleganckim miejscu. Nagle poczuła się brudna, spocona i zakurzona. Poczuła, że rzeczywiście chętnie wyciągnie się na miękkim, ciepłym łóżku, a na śniadanie zje coś innego, niż rozgotowaną papkę dominującą w kaantynie kopalni.

- Sugi skontaktuje się z wami jutro. - pożegnała ich Ai. - A tymczasem... czujcie się jak nasi goście. Całe Zeltros jest wam wdzięczne. Śpijcie spokojnie.

Załoga zgromadziła się w jednym z pokoi, przerzucając się wzajemnie pytaniami i wątpliwościami.

Ashoka usiadła na łóżku. Rex stał pod ścianą, Momo wyglądał przez okno, mierząc otoczenie swoimi bursztynowymi oczami. Kirin też zerkała przez okno, a Sere trwał w milczeniu z drobnymi ramionami założonymi na piersiach. Siedział na krześle, ale był na tyle niski, że stopami nawet nie sięgał podłogi.

- Myślicie, że można im ufać?- to pytanie padło z ust Ashoki.

- Oczywiście, że nie. - prychnęła Kirin. Wyglądała przez okno, marszcząc czoło. Blask miasta tańczył refleksami na bladej skórze Kaminoanki. - Nie możemy nikomu ufać. Jeśli zaczną przesłuchiwać Sugi i będą ją torturować też nas wyda. Nie łudźcie się.

- BZZZT! BZZZT! BZZT!- nadajnik Rexa rozdzwonił się elektronicznym piskiem. Kapitan odebrał. Nasłuchiwał czyjegoś głosu po drugiej stronie łącza. - Tak? Tak? Dzięki.- odpowiedział Rex. Zwrócił się do towarzyszy z wyrazem ulgi na twarzy. - MDMA się odezwał. Wszystko O.K., naprawiają Potwora, do rana powinni skończyć. - podsumował.

A może wykasowali mu pamięć, nie pamięta już jak się nazywa, do kogo należy i teraz służy Imperium? To tylko głupi droid. - prychnęła Kirin.

MDMA nie da sobie łatwo zrobić krzywdy. - wszyscy poczuli nagle zalew uspakajających emocji ze strony Sere, chociaż nie wypowiedział na głos ani słowa. Rex schował nadajnik do kieszeni kamizelki.

- Nie ma sensu się teraz zamartwiać i tak nic nie wymyślimy. - w pokoju rozległ się spokojny, stonowany głos kapitana. - Idźmy spać, wszyscy potrzebujemy odpoczynku. - przejechał dłonią po włosach i nagle na jego twarzy zagościło niebywałe znużenie.

Ashoce przypomniało się, jak Rex nagle zasłabł na pokładzie Potwora, kiedy zaczęli rozmawiać. Teraz znowu jego twarz zasnuł cień zmęczenia. Ashoka chciała zapytać co się dzieje? Czy jest chory? Przecież nie został ranny. Ale nie potrafiła zdobyć się na taką odwagę i szczerości przy towarzyszach. Zostać sam na sam z Rexem i spróbować porozmawiać? Nie, teraz jeszcze nie potrafiła lata rozłąki wykopały między niegdysiejszą komandor i kapitanem przepaść. Przepaść bólu, nieufności i niepewności i za wcześnie było, by próbować ją zasypać. Ashoka wyszła do swojego pokoju, odprowadzając Rexa spojrzeniem. Na koniec zdobyła się na wysilony uśmiech. Kapitan odpowiedział tym samym. Mimowolnie poczuła ciepło w sercu.

Pokój Ashoki przyciągał gościa świeżą pościelą i delikatnym, egzotycznym zapachem, rozpylanym z emiterów. Ashoka wzięła kąpiel i wyciągnęła na łóżku. Oczywiście w towarzystwie dwóch nieodłącznych wibroostrzy pod poduszką. Przez okno, wprost w jej twarz zaglądały nieznane gwiazdy. Ashoka starała się zasnąć, ale jej ciało i umysł naładowane emocjami nie potrafiły odpocząć. Co teraz? Czy Sugi ich nie zdradzi? Czy można zaufać Ai?Czy można zaufać załodze Potwora, na drodze której postawiło ją przeznaczenie? Czy Rex na pewno nie słuchał rozkazów Imperium? Ashoka leżała tak pogrążona w myślach, aż w końcu pod naporem pytań i wątpliwości zasnęła.

Obudził ją sen. Ten sam znajomy koszmar. Znowu wyrywała się w stronę postaci uwięzionej we śnie. Kolejny raz Ashokę odgrodziło od proszącej o pomoc postaci morze wrogich ciał. Obudziła się, łapiąc oddech, zgrzana i spocona. Ashoka usiadła na łóżku, odgarniając kołdrę i próbując zebrać myśli. Tym razem go rozpoznała. Poznała jego twarz.

Rex. To był Rex.