Rozdział dziesiąty: Dalsze poszukiwania
Aina skierowała się pewnym krokiem w stronę pokoju, w którym uwięziony został Florian. Simon i Rafael wciąż stali po obu stronach drzwi, pilnując, aby ich więzień nie uciekł stamtąd.
- Muszę z nim porozmawiać. – poinformowała stróżujących, gdy tylko do nich podeszła.
- Jesteś tego pewna, Aina? – spytał się Simon, przyglądając się bogini z niepokojem. – Może być kontrolowany przez Corę. Może cię zaatakować… albo powiedzieć ci rzeczy, których nigdy nie chciałabyś z jego ust usłyszeć.
- Mam pełną świadomość tego, jaki jest los ożywieńca. – odparła Aina dość oschłym tonem głosu. – Nieważne co zrobi czy powie, to wszystko będzie wina Cory. Po prostu chcę z nim porozmawiać na osobności, bez żadnych świadków. – powiedziała nagle dziewczyna, patrząc się na Simona niemalże błagalnie. – Powinieneś to zrozumieć. Gdyby po drugiej stronie tych drzwi była Chloe, ani przez moment nie zawahałbyś się. Podobnie jak w twoim przypadku byłoby z Kate. – dodała po chwili, zerkając na Rafaela. – Muszę się upewnić, czy jest pod wpływem czarów Cory. I co właściwie mu zrobiła.
Simon i Rafael popatrzyli się po sobie znacząco, po czym z cichymi westchnieniami odsunęli się, dając Ainie możliwość wejścia do pomieszczenia. Dziewczyna podziękowała im cicho, po czym powoli weszła do środka.
Florian wciąż tam był, na całe szczęście. Aina odetchnęła z ulgą, gdy go zobaczyła. Przez głowę przeszła jej myśl, że gdyby Cora miała nad nim pełną władzę, to mogłaby go stąd zabrać za pomocą swojej magii. Aina wciąż jednak miała się na baczności – Cora mogła go nie zabrać, bo na to właśnie liczyła; że Aina przyjdzie z nim porozmawiać. Musiała być zatem gotowa na potencjalny atak w każdej sekundzie.
- Aina. – wyszeptał młody mężczyzna, gdy tylko dziewczyna weszła do środka. Aina zdusiła w sobie jęk bólu. Nie mogła teraz okazać żadnej, nawet najmniejszej słabości. Musi być silna. Tylko w ten sposób uda jej się czegoś dowiedzieć.
- Usiądź. – poleciła mu, gdy Florian już chciał do niej podejdź. – Musimy porozmawiać.
Florian zrobił dokładnie to, o co Aina go poprosiła. Bogini zajęła miejsce naprzeciwko niego, uważnie mu się przyglądając. Miała do niego mnóstwo pytań, ale nie wszystkie z nich mogła teraz zadać. Musiała się skupić najpierw na najważniejszych kwestiach; tych związanych z Corą i jej kolejnymi planami. Musiała wiedzieć, co ta czarownica planuje. I jak daleko może się posunąć, aby swój cel osiągnąć.
Najwyraźniej potrafi posunąć się bardzo daleko. – pomyślała mimowolnie Aina, obrzucając osobę Floriana długim, na pozór tylko pozbawionym emocji spojrzeniem. – Wskrzesiła Floriana. Z pewnością wiedziała, jak wiele dla mnie znaczył. I jak wiele ryzykuje, rozwścieczając mnie w ten sposób. Musi zdawać sobie sprawę z tego, że przez takie działania wypowiedziała faktyczną wojnę. I że nie ujdzie z niej żywa.
- Pytaj się, o co tylko chcesz. – odpowiedział Florian bez wahania. – Odpowiem ci na każde pytanie, na które tylko będę znał odpowiedź.
Aina nie mogła nie uśmiechnąć się słabo, gdy to usłyszała. Jej ukochany wciąż gdzieś tam był. To dlatego zdecydowała się go tu przyprowadzić – wiedziała, że jeśli choć mała cząstka Floriana wciąż pozostawała w nim, to z pewnością zgodzi się on jej pomóc. I na całe szczęście nie myliła się w tej kwestii.
- Muszę poznać plany Cory. – zaczęła, siląc się na spokój. – Z pewnością to właśnie ona cię wskrzesiła. Czy pamiętasz coś z dnia, w którym cię wskrzeszono?
Florian pokręcił przecząco głową.
- Niestety, nic z tego nie pamiętam. – odparł. – Pamiętam wszystko jak przez mgłę. Ktoś chyba ze mną był, ale nie mogę być tego pewny. Miałem świadomość, że powróciłem do życia, ale pełną władzę nad swoim ciałem i umysłem zyskałem dopiero po tym, jak trafiłem do tego zamku, w którym mnie znalazłaś. Nie wiem jednak, jak się tam dostałem. – dodał po chwili, odpowiadając tym samym na kolejne pytanie, jakie Aina chciała mu zadać. – Kim właściwie jest ta cała Cora? Nigdy jej nie spotkałem. Pamiętam, jak mi kiedyś o niej opowiadałaś, ale nigdy na nią nie natrafiliśmy. Czy jest twoim wrogiem?
- Jest wrogiem całej mojej rodziny. – wyjaśniła mężczyźnie Aina. – To ona jest też odpowiedzialna za śmierć rodziców Gabriela oraz za klątwę, jaka na niego spadła. To ona ją na niego rzuciła.
- Gabriel wciąż żyje? – zaciekawił się Florian. Aina westchnęła ciężko, przymykając na moment powieki. Nienawidziła sytuacji, w jakiej ta przeklęta czarownica ją postawiła. Już pozwoliła sobie na ruszenie dalej i związanie się z Gabrielem, o czym mężczyzna marzył od wieków, a tymczasem znikąd w jej życiu na powrót pojawił się Florian. Aina poprzysięgła sobie, że jeśli dane jej będzie stanąć w szranki z Corą, to rozniesie ją w drobny pył. Nikt nie powinien tak igrać z losem oraz uczuciami innych.
- Tak, wciąż żyje. – przyznała po chwili Aina. – Jest przywódcą tego Domu. – tu wskazała skinieniem ręki na pomieszczenie, w którym się teraz znajdowali. – Jabłko ze świętego drzewa mojej matki ocaliło jego życie, jak już zapewne dobrze o tym wiesz. Jakiś czas temu ta magia osłabła, ale kobieta imieniem Kate Reed ocaliła Gabriela, wyruszając w podróż przez czas i przestrzeń, aby odnaleźć dla niego drugie złote jabłko. – Aina nachyliła się nieco ku Florianowi i spojrzała mu się prosto w oczy. – Czy Cora się kontroluje? – spytała się bez ogródek. Nie miała już dłużej ochoty przeciągać tej rozmowy. Każda chwila spędzona tu sprawiała, że czuła się coraz gorzej. Chciała już wydostać się z tego pokoju i wyruszyć na dalsze poszukiwania swojego ojca.
- Oczywiście, że nie. – odpowiedział Florian. – Nikt mnie nie kontroluje, zapewniam cię.
- Chciałabym móc w to uwierzyć. – powiedziała bogini, uśmiechając się smutno. Powoli wstała z fotela, po czym odsunęła się nieco w stronę drzwi, nie odrywając nawet na moment spojrzenia od Floriana. – Jeszcze przez jakiś czas zostaniesz tutaj. Nie chcę, aby w razie czego Cora znów cię dorwała. Gdy już się z nią rozprawimy, wtedy zajmę się twoim problemem. – Aina nie chciała otwarcie przyznać, że na poważnie rozważa odesłanie duszy Floriana z powrotem do zaświatów. Został tu przyzwany wbrew swojej woli. Powinien móc wrócić do zaświatów i wieść tam długie, szczęśliwe życie. Zasługiwał na to po tym, co przeszedł.
- Gdzie się teraz chcesz udać? – spytał się Florian, wstając gwałtownie ze swojego miejsca. Aina momentalnie przysunęła się blisko drzwi, łapiąc się kurczowo klamki.
- Muszę jeszcze kogoś odnaleźć, nim nie zdecyduję się zmierzyć z Corą. – odpowiedziała ogródkowo. Nie była wciąż pewna tego, czy aby Cora nie ma nad nim swojej władzy. Nie chciała zatem zdradzać mu niczego, co mogłoby pomóc czarownicy zdobyć nad nimi przewagę. – Jeszcze się spotkamy. – zapewniła go, otwierając powoli drzwi. – I wtedy podejmiemy decyzję, co z tym wszystkim uczynić.
Nie czekała już na odpowiedź Floriana. Wyszła pospiesznie z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi i ryglując je na klucz. Odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, gdy usłyszała znajomy szczęk klucza w zamku.
- Aż tak źle poszło? – dobiegło ją nagle pytanie Simona. Dopiero teraz przypomniała sobie, że on i Rafael wciąż stali tutaj na straży. Kompletnie o nich zapomniała.
- Nie, nie było tak źle. – odpowiedziała Aina, uśmiechając się delikatnie. Odgarnęła kosmyk włosów z twarzy, po czym odsunęła się od drzwi i stanęła przy swoim dawnym przyjacielu, oddychając głęboko. – Nie możemy już więcej marnować czasu. Musimy się udać na dalsze poszukiwania mojego ojca. Ktoś jednak musi z nim zostać. – dodała, wskazując na drzwi, za którymi znajdował się Florian. – Zajmiesz się tym, Simon?
- Oczywiście. – odparł mężczyzna. – Amanda i Sammy mi pomogą. Leć odnaleźć swojego ojca.
- Dziękuję ci. Dziękuję wam wszystkim. – powiedziała Aina z uśmiechem, zerkając po obydwu mężczyznach. – Rafael, zbierz wszystkich. Niedługo wyruszamy.
Kilka minut później Dom zatrzymał się w kolejnej lokalizacji – dawnym zamku Sif, obecnej żony Thora. Nie była to duża budowla – Sif mieszkała tu tylko kilka dekad, nim nie związała się na stałe z Thorem i nie przeniosła do jego twierdzy. Tam również nie znaleźli żadnych konkretnych śladów obecności jej ojca. Podobnie było w kolejnych kilku zamkach, które odwiedzili potem.
- Może powinniśmy udać się z tym do Odyna? – zaproponował Loki, gdy tylko skończyli przeszukiwanie szóstego zamku. – Może on będzie wiedział, co z tym wszystkim zrobić?
- Chyba sobie żartujesz. – odparła Aina, patrząc się z dezaprobatą na boga. – Odyn jest zapatrzony w siebie i bardziej uparty niż stado osłów. Wieki zajmie mu podjęcie konkretnej decyzji. Że nie wspomnę już o tym, że stracił on pełnię swojej mocy już dawno temu. Teraz jedynymi, którzy się naprawdę liczą, są moi rodzice. To na nich musimy się skupić, i basta.
Loki więcej nie naciskał na Ainę. Ona i pozostali wrócili tymczasem do Domu. Gabriel przestawił mechanizm, aby mogli wyruszyć w następne miejsce.
- Mam nadzieję, że go w końcu znajdziemy. – powiedziała do mężczyzny Aina, gdy Dom zatrzymał się. – Mam już szczerze dosyć tych poszukiwań. Za każdym razem mam nadzieję go znaleźć, a tymczasem wciąż wpadamy na ślepe zaułki. Zwariować od tego można.
- Znajdziemy go. Jestem tego pewien. – Gabriel zrobiłby w tej chwili wszystko, byleby tylko poprawić jej humor. Widział wyraźnie, jak cierpi ona po tym, jak spotkała znów Floriana. Chciał, aby ten cały koszmar wreszcie się już skończył.
- Gdzie my trafiliśmy, do licha? – spytał się Rafael, gdy tylko wyszli na zewnątrz. Aina, podobnie jak i cała reszta, również wydawała się zdezorientowana tym widokiem. Zamiast do kolejnego zamku, wylądowali oni w jakiejś dziczy. – Czyżby mechanizm Domu zwariował?
- Nie, to raczej nie to. – odpowiedziała Aina. Zeszła pospiesznie po schodach Domu, po czym skierowała się ku ścianie lasu. – To na pewno musi coś znaczyć. Dom nie zabrałby nas tutaj, gdybyśmy nie mieli tu czegoś znaleźć. Musimy przeszukać ten teren.
- Cały ten teren? Wiesz, ile tu jest hektarów lasu? Zajmie to nam dni, jeśli nie tygodnie.
- Nie sądzę. Dom wie, co robi. – odparła dziewczyna. – Wylądowaliśmy z miejscu, w którym Dom chciał, abyśmy rozpoczęli poszukiwania. Wskazówki muszą być zatem gdzieś niedaleko.
Grupa tym razem nie rozdzieliła się, jak to zwykle mieli w zwyczaju robić podczas przeszukiwań zamków. Aina poprowadziła ich przez las, co jakiś czas wyłapując słabą aurę swojego ojca. Coś w niej podpowiadało jej, że są bardzo blisko odnalezienia go. Myśl ta dawała jej nadzieję na szczęśliwe zakończenie tej historii.
Nagle aura jej ojca stała się silniejsza – o wiele silniejsza niż dotychczas. Aina stanęła jak wryta, gdy tylko zdała sobie sprawę z tego, że ta aura zbliża się do nich.
- Tata. – wyszeptała, wpatrując się w skupisko drzew przed sobą. Pozostali również przystanęli, w napięciu oczekując na to, co zaraz miało nastąpić.
W końcu spomiędzy drzew wyszedł wysoki, ciemnowłosy mężczyzna. Wyglądał bardzo młodo – nie mógł mieć fizycznie więcej niż dwadzieścia pięć lat. Gdy tylko dostrzegł Ainę, uśmiechnął się radośnie, po czym ruszył ku dziewczynie. Ta zrobiła to samo, i po chwili oboje dobiegli do siebie i wyściskali się mocno. Mężczyzna długo tulił do siebie córkę, nie chcąc jej wypuścić ze swoich objęć.
- Już myślałem, że ta wiedźma zabrała cię razem z matką. – powiedział po jakimś czasie, gdy wreszcie odsunął od siebie Ainę, aby móc dokładniej jej się przyjrzeć.
- Gabriel i jego przyjaciele odnaleźli mnie w ruinach naszego zamku. Zabrali mnie i zaopiekowali się mną, a potem pomogli mi w poszukiwaniach. – tu Aina wskazała na stojących za sobą ludzi.
Bragi powiódł spojrzeniem po wszystkich zebranych. Wciąż się uśmiechał, gdy dostrzegł wśród zebranych znajomą twarz Gabriela, a zaraz potem natrafił także na osobę Chloe.
A potem dostrzegł w tłumie Lokiego.
W jednej chwili uśmiech zrzedł z jego ust. Bragi pociągnął córkę za siebie, zasłaniając ją własnym ciałem. Po chwili na jego twarzy pojawił się wyraz gniewu i nienawiści.
- Ty. – wycedził, wpatrując się ze złością w Lokiego. Gabriel, wyczuwając coś niedobrego, momentalnie gestem dłoni kazał się wszystkim odsunąć od boga oszustw. – Co tu robisz?
- Co się dzieje, ojcze? – spytała się Aina, zdezorientowana tą sytuacją.
- To wszystko jego wina. – odpowiedział po chwili Bragi. – To przez niego ta wiedźma powróciła do pełni sił. Jest z nią w zmowie.
Tyle wystarczyło Ainie. Odwróciła gwałtownie spojrzenie w stronę Lokiego, piorunując go nienawistnym spojrzeniem.
Wiedziałam. Wiedziałam, że coś jest z nim nie tak. Przeczuwałam to od samego początku… i okazuje się, że miałam rację. Miałam rację od samego początku. A teraz mam tego dowód.
