Kumo, dziękuję za wspaniałą betę.
Miłego czytania.
Rozdział 9
Złapanie Draco zajęło Potterowi dłuższą chwilę — już Malfoy o to zadbał, przekonany, że Gryfon będzie raczej zirytowany. I miał rację. Draco w końcu zatrzymał się, unosząc w powietrzu. Gdy rzucił spojrzenie za siebie, natknął się na wzburzone oczy Pottera.
Uśmiechnął się z przyjemnością.
— Dlaczego to zrobiłeś? — zażądał odpowiedzi Harry.
— Zrobiłem „co"? — Draco próbował udawać niewinnego.
— Już ty dobrze wiesz „co"!
— Bo tego chciałem — odpowiedział spokojnie, prawie obojętnie Draco. Harry zarumienił się i odwrócił wzrok. Malfoy czekał na jego reakcję, ale wyglądało na to, że Potterowi zabrakło słów. Draco uśmiechnął się szeroko. Gdyby wiedział, że tak łatwo speszyć rywala, pocałowałby go lata temu.
— Przed nami Norwich — poinformował, szerokim gestem wskazując widoczne w oddali miasto. — Dokąd teraz?
Harry rozejrzał się po okolicy.
— Na północ — zdecydował wreszcie. — Szukamy wąwozu… będę wiedział, że to ten, gdy go zobaczę.
— Leć na północ, szukaj wąwozów. Wy, Gryfoni, tworzycie doskonałe plany — sarkał Draco.
Harry zignorował go, ruszając we wskazanym przez siebie kierunku. Draco zachichotał i poleciał za nim. Z jakiegoś powodu był w doskonałym nastroju.
Lecieli nisko, ale wyjątkowo ostrożnie, żeby uniknąć mugolskich gapiów. Draco zasugerował, by poczekali do wieczora, ale Potter obawiał się, że w ciemności nie uda mu się znaleźć tego, czego szukał.
Wreszcie, gdy już przelecieli nad sporych rozmiarów pastwiskiem dla owiec i ominęli skraj wzgórza, Potter krzyknął: „Tutaj!". Niczym strzała pomknął w kierunku czegoś, co przypominało zrujnowaną, starą studnię. Gdy zatrzymali się w pobliżu, okazało się, że przeczucia Draco sprawdziły się. Potter zerknął w głąb pogrążonej w ciemności otchłani.
— Cóż takiego znajduje się tam, na dole, że zaryzykowałeś spotkanie z driadami, centaurami, wróżkami, morderczym kanionem… i podróż w moim towarzystwie? — zaciekawił się Draco.
Oczy Harry'ego były poważne, gdy powiedział:
— Coś, co utrzymuje Voldemorta przy życia.
— Myślałem, że umarł.
— Odszedł, ale nie umarł. Jest w podobnym stanie jak wtedy, gdy miałem jedenaście lat. Chcę uniemożliwić mu powrót.
— Racja, ostatnim razem był dość denerwujący — zażartował Draco. Nawet jeśli Harry był trochę szalony, on i tak postanowił poprawić mu nieco humor. — W porządku, a więc teraz musimy wejść do studni… Kolejny wspaniały dzień z życia Gryfona. — Pochylił się nad otchłanią i zaklęciem rozświetlił wnętrze studni.
Kamienie — wszędzie kamienie znikające w ciemności.
— Pójdę pierwszy — zapowiedział Harry. Draco zignorował go i ostrożnie wskoczył do środka, rzucając zaklęcie lewitujące, które umożliwiło mu powolny spadek na dno, a Lumosem rozświetlił ciemność. Studnia była piekielnie głęboka. W końcu Draco wylądował na dnie, zanurzony głęboko w słonawej wodzie.
— Czego mam szukać, Potter? — krzyknął.
— Nie jestem pewien. Jakiegoś przejścia.
— Nie jest pewien — syknął Draco. — Cudownie. — Zaczął naciskać na różne kamienie. Pięć minut później nadal nic nie odkrył, a zimna woda spowodowała jedynie, że przestał czuć własne nogi.
— Nic tu nie ma, Potter! — Kamień runął w dół, o włos mijając głowę Draco, po czym wpadł do wody. Malfoy spojrzał ku górze. — Kurwa mać! Próbujesz mnie zabić?
— Wybacz! Schodzę w dół. Eee… mógłbyś mnie spowolnić?
— Nie, wolę, żebyś zwalił mi się na głowę.
Nagle coś przysłoniło światło i Draco szybko rzucił zaklęcie amortyzujące upadek Harry'ego. Potter wylądował obok Malfoya. Było ciasno i ciemno, dopóki Draco nie rzucił kolejnego Lumos.
— Dobra, teraz obaj jesteśmy w studni. Mokrzy i zmarznięci. Jesteś pewien, że nie zaplanowałeś tego, żeby się mnie pozbyć?
Zirytowany Harry zmierzwił włosy, a następnie odezwał się w syczącym, obcym języku. Część muru odsunęła się, zabierając ze sobą wodę. Część muru odsunęła się, ukazując ukryte wcześniej przejście. Odpływająca po ziemi woda spowodowała, że coś zaczęło się ruszać. Draco zbliżył się do trochę, wzmacniając siłę zaklęcia światła.
Wszystko dookoła nich się poruszało.
— Węże — powiedział, starając się ukryć swoje przerażenie. Ściany i podłogę pokrywały węże wszelkich rozmiarów i gatunków.
— Jesteś Ślizgonem. Myślałem, że je lubisz.
— Ale nie aż tyle!
Kobra uniosła łeb i wyszczerzyła do nich kły. Inne gady zaczęły szybko pełzać w ich kierunku, bez wątpienia zdenerwowane wodą, światłem i obecnością ludzi. Draco ukrył się za Potterem.
— Dobra, przyznaję! Okropny ze mnie Ślizgon. Nienawidzę tych paskudnych, łuszczących się, pełzających, trujących obrzydlistw! Na samą myśl o dotykaniu tego czegoś mam dreszcze.
Harry naprawdę się roześmiał, co zirytowało Draco. To zdecydowanie nie był dobry moment na śmiech. Nie w obliczu stada przerażających gadów z piekła rodem, z ociekającymi trucizną, ostrymi kłami, wlepiających w nich spojrzenie nieruchomych oczu.
Harry zaczął rozmawiać z wężami. Draco kompletnie zapomniał o tym, że Potter to potrafi. Gady zatrzymały się i wyglądało na to, że zamierzają go posłuchać.
— Voldemort je tu umieścił. Rozmnażały się i żerowały na sobie, bo nie mogły uciec. To straszne.
— Straszne — powtórzył Draco, który doprawdy nie potrafił zrozumieć, co w tym takiego strasznego — przechowywanie stada jadowitych węży w bezpiecznie ukrytym, podziemnym miejscu
— Dałbyś radę je uwolnić? — zapytał Harry.
— Dlaczego miałbym to zrobić?
— Malfoy! — obruszył się Harry.
— Jasna cholera! Zgoda. Ale lepiej niech nie próbują mnie gryźć.
Draco uniósł różdżkę i znalazł magiczne przyciski, które utrzymywały węże w niewidzialnej klatce. Usunięcie zaklęcia było dziecinnie proste. Stos węży wił się i dygotał. Błyskawicznie zaczęły uciekać, wyślizgując się z pomieszczenia przez pęknięcia i dziury. Niektóre z nich pełzły obok nich i Draco, którego napawały wstrętem, przysunął się jeszcze bliżej Pottera. Harry zachichotał, ale na szczęście niczego nie skomentował.
Gdy wstrętne gady opuściły pomieszczenie, Potter ruszył do przodu. Z pomieszczenia nie było żadnego wyjścia, ale kilka słów w wężomowie wystarczyło, by jedna ze ścian odsunęła się na bok.
Weszli do dużej jaskini z małym, czarnym basenem po środku. Za nim znajdował się kamienny słup z wyciętą wnęką, w której leżał jakiś dziwny obiekt, przypominający trochę błyszczące, srebrne jajko, większe niż obie pięści Draco.
Malfoy postąpił naprzód, czujnym spojrzeniem obrzucając każdy ciemny kąt. W jaskini unosił się dziwny odór. Wszystkie jego instynkty krzyczały, żeby uważać.
— Nie ruszaj się, Potter — syknął.
Draco zrobił kolejny krok i instynktownie pochylił się, gdy coś z góry ruszyło w jego kierunku. Pęd wiatru zmierzwił mu włosy, a on przez chwilę czuł dotyk czegoś gładkiego na swoim czole, gdy istota przelatywała nad nim.
Co to, do cholery, było? Skrzydlaty wąż?
To coś zrobiło nagły obrót w powietrzu i zatopiło pazury w jego ramieniu. Krzyknął ze zdziwienia i rzucił na nie Avadą, a ono uwolniło go, odlatując ze skrzeczącym sykiem.
Świetnie, odporny na magię, gigantyczny, latający wąż z pazurami. Żmijoptak — przypomniał sobie nazwę tego stworzenia… Ale przecież one nie były uodpornione na magiczne zaklęcia! A to znaczyło, że Voldemort musiał jakoś je zmienić. Zwykle nie były też jadowite, ale Draco nie miał na co liczyć — to o też na pewno się zmieniło.
Stwór zaatakował ponownie. Draco ostrym, brutalnym zaklęciem posłał je na ścianę Stworzenie wróciło, żeby go dorwać z szybkością błyskawicy. Unik kosztował go rozcięty policzek. Kurwa jego mać, to coś było szybkie! Malfoy obrzucił je serią śmiertelnych zaklęć, które odbiły się od pokrytego łuskami ciała. Jedna z nich prawie uderzyła Pottera, skradającego się przy akwenie, by spróbować dosięgnąć jajo.
— Cholera, Potter! Nie mogłeś poczekać, aż wykończę to coś?
— Nie… nie radzisz sobie za dobrze!
— Dzięki za uznanie! — odkrzyknął Draco, gdy stworzenie popędziło w kierunku Harry'ego. Szybko rzucone zaklęcie wystarczyło, by pazury Żmijoptaka minęły głowę Pottera. O włos. — Jasny gwint, możesz chociaż robić uniki?
— Żaden problem — obiecał Harry, nurkując do przodu. Gdy dotarł do podstawy słupa, zaczął szukać uchwytu. To, że znajdował się tak blisko jaja, najwyraźniej doprowadzało Żmijoptaka do wściekłości, bo kolejny raz rzucił się na niego.
— Cholernie głupi, lekkomyślny Gryfon… — mamrotał Draco, wskakując do wody i atakując gada klątwa za klątwą.
Kły stworzenia ominęły głowę Pottera, który tym razem się pochylił. Zaklęcia Draco rozdrażniły Żmijoptaka, ruszającego w jego kierunku. Leciał zbyt szybko! Pazury rozorały brzuch Malfoya, powalając go. Staw był płytki, sięgał mu zaledwie do kolan, ale głowa Draco poszła pod wodę. Wstrzymał oddech, starając się odpędzić potwora, ale ten nie zamierzał poddać się tak łatwo. Uniósł go gwałtownie, pazury rozcięły jego ciało.
Draco rzucił kolejne zaklęcie uśmiercające, centralnie w otwartą paszczę Żmijoptaka, gdy ten próbował odgryźć mu kawałek głowy. Czar wstrząsnął stworzeniem — zaczęło spadać. Świat wirował przez chwilę, aż głowa Draco uderzyła o ziemię. Z jego ust wydobył się bolesny świst. Próbował zaczerpnąć oddechu, ale nie mógł nawet krzyknąć, gdy pazury wczepiły się w jego plecy. Chwilę potem kły brutalnie wdarły się w kark Draco, a krew rozprysła się po twarzy.
Zebrał całą swoją siłę, żeby się przeturlać. Szpony rozerwały mu plecy, ale skrzydła zatrzepotały rozpaczliwie. Gdy stworzenie próbowało wznieść się do góry, Draco złapał je za szyję. Wepchnął głęboko w gardziel Żmijoptaka różdżkę i rzucił ostatnią Avadę Kedavrę. Przez chwilę stwór promieniował zielenią, po czym zatoczył się i padł martwy.
Draco osłabł z czystej ulgi, ale zaraz też przyłożył rękę do szyi. Krew ciekła w zastraszającym tempie. Zerknął na Pottera, który podnosił właśnie jajo. Harry również na niego spojrzał.
— Malfoy! Boże, jesteś cały? — wrzasnął.
Draco próbował odpowiedzieć, ale ogarnęła go dziwnie spokojna ciemność. Potter wskoczył do akwenu, rozpryskując wodę. Ostatnią rzeczą, jaką widział Malfoy, była przerażoną twarz Harry'ego. Nawet z taką miną, pomyślał, Potter nie wygląda źle.
Ewo, planuję jak najszybciej dokończyć drugi tom, żeby później móc publikować kolejne rozdziały z dwu- lub trzydniową przerwą. Niestety przez okres nieobecności nie mogłam zajmować się fanfikarstwem i teraz muszę to nadrobić, więc na kolejny tom trzeba trochę poczekać - ale już nie ponad pół roku! Nie jest tak źle, tłumaczenie idzie do przodu, szkoda tylko, że nie mogę zamknąć się w pokoju i robić tylko tego ;) Biorąc pod uwagę konieczność dokończenia tłumaczenia i betę, zakładam, że we wrześniu pojawi się drugi tom.
Okey888, bardzo mi miło :) Dziękuję za wytwałe czekanie na dokończenie tego tekstu. Ja też bardzo lubię tego Draco, dlatego wzięłam się za tę serię, mimo że należy do jednych z najstarszych tekstów Cheryl. Dziękuję za komentarz.
