Siedząc w piasku, Harry przyciągnął Teddy'ego przed siebie, żeby siedział przed nim. Przytrzymał go w miejscu kładąc dłoń na jego brzuchu. Teddy pisnął, gdy zalała ich woda.
- Podoba ci się woda, Teddy? – powiedział Harry, uśmiechając się do dziecka.
Teddy sięgnął ręką, ściskając mokry piasek między palcami, potem pokazując dłoń chrzestnemu.
- To piasek – powiedział, zmywając piasek z dłoni dziecka.
Harry podniósł małego chłopca i obrócił go do siebie. Postawił go na nogi i przytrzymał go, pozwalając mu ruszać stopami w piasku.
- Wygląda na to, że dobrze się bawi – zauważyła Ginny, dołączając do nich.
- Chyba tak – odparł Harry, podając dziecko narzeczonej. Ginny uniosła dziecko wysoko ponad głowę i parę razy go zakręciła. Teddy pisnął i zaczął się śmiać. Harry uśmiechnął się, patrząc na ich zabawę.
- Chcesz z nim wejść do wody? – spytał Harry.
Ginny pokiwała głową, po czym oddała dziecko Harry'emu. Przytrzymał go wysoko w górze, rzucając zaklęcie, która powstrzyma wodę przed chlapaniem w jego twarz.
Trójka weszła do wody, dopóki nie zanurzyli się po pas. Stopy Teddy'ego lekko pluskały w wodzie i cały czas się krzywił, gdy tylko woda go dotykała, wywołując śmiech u Harry'ego i Ginny.
Rozejrzał się i uśmiechnął. Trójka spędzała dzień na plaży w Carbis Bay, na północnym zachodzie Kornwalii. Plaża była prawie pusta i bardzo ładna, z piękną lazurową wodą.
- Teddy, spójrz – powiedział Harry, wskazując na horyzont. – Łódka.
Teddy spojrzał we wskazanym kierunku i zaczął gaworzyć. Harry zaśmiał się.
- Tak, Teddy. Łódka. Ładna, prawda?
Gdy Teddy znów zaczął gaworzyć, Harry uśmiechnął się na swojego jakże słodkiego chrześniaka.
- No, ja wiem, że Ginny jest ładniejsza, ale Ginny jest ładniejsza od każdego, prawda?
- Harry… - zaczęła Ginny, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Wzruszył ramionami.
- No co? Przecież to właśnie by mówił, gdyby umiał.
Potrząsnęła głową, a Harry uniósł dziecko ponad głowę i opuścił je tak, że ich oczy były na równym poziomie. Teddy zaśmiał się i poklepał chrzestnego po policzkach. Próbował zmienić kolor oczu, żeby były takie, jak Harry'ego, ale wyszedł mu bardziej zielono-brązowy, niż zielony. Harry pocałował go w policzek.
Po zabawie w wodzie, trójka wyszła na plażę. Usiedli na niebieskich ręcznikach, które zostawili na piasku. Harry szybko zmienił Teddy'emu pieluszkę i dyskretnie ją zniknął.
Leżał na boku, a Teddy zaraz obok niego. Podał mu jego butelkę i pozwolił mu ją utrzymać samemu. Ginny leżała po jego drugiej stronie. Patrzyli, jak pije z butelki, po czym po prostu zasypia.
- Jest taki słodki – powiedziała Ginny, gdy Harry schował butelkę i przykrył dziecko kocem.
- Wiem – odparł Harry, patrząc na chrześniaka. – Uwielbiam spędzać z nim czas.
Ginny uśmiechnęła się, obserwując chłopaka wpatrującego się w śpiące dziecko. Wyciągnęła dwie butelki z wodą z torby i podała jedną Harry'emu.
- Dzięki – powiedział, uśmiechając się.
- Nie ma za co. – Wyciągnęła się i zamknęła oczy, ciesząc się ciepłem słońca. – Ale tu przyjemnie.
Harry pokiwał głową, nie mogąc nic powiedzieć. Czasem zapominał, jak się oddycha, gdy patrzył na nią. Była taka piękna. Kilku chłopaków próbowało się do niej zalecać, ale nie zwracała na nich uwagi. Zdziwił się, że nawet nie był z tego powodu zazdrosny, że inni z nią rozmawiali i próbowali flirtować. Nie wiedział, jak to opisać, ale wiedział, że ona go kocha i w jakiś sposób to sprawiło całą różnicę.
Otworzyła oczy i uśmiechnęła się do niego.
- Jak się bawiłeś na przyjęciu?
- Świetnie. Nadal mam przed oczami wszystkich jęczących rano. Seamus był okropnie zabawny, gdy narzekał, jak bardzo tęsknił za chrapaniem Rona.
Ginny zaśmiała się.
- Wydaje mi się, że Hermiona i Katie nawet nie zauważyły, że są razem w pokoju.
- A Alicia i Angelina śpiące na podłodze pokoju gościnnego? – zaśmiał się Harry. – Twój tato był taki zażenowany. Słyszałem, jak krzyczał na Charliego. Nikt nawet nie spał w jego pokoju, a on sam spał u Rona, bo myślał, że dziewczyny będą spać w jego pokoju.
- Tylko, że nikt im o tym nie powiedział – zachichotała Ginny. – Lee i George skończyli w pokoju Billa, ale przynajmniej George'owi udało się znaleźć dla niego łóżko polowe.
Obróciła się na bok i podparła łokciem.
- Hermiona coś do ciebie mówiła?
Potrząsnął głową.
- Nie, dlaczego?
- Nie wiem – odparła Ginny. – Ona i Ron zachowują się jakoś dziwnie.
Harry wzruszył ramionami.
- Myślałem, że trochę się będą lepiej dogadywać, gdy zaczną się spotykać, ale nadal się sporo kłócą.
- Pewnie lubią się kłócić – powiedziała Ginny, po czym go pocałowała. – Ja nie lubię.
- To dobrze – zaśmiał się Harry. – Bo ja też nie.
Było wczesne popołudnie, gdy trójka opuściła plażę. Harry i Ginny zostawili dziecko z jego babcią i ciotką, po czym wrócili do Nory.
- Idę chyba pod prysznic – powiedziała Ginny po opróżnieniu swojej torby i wrzuceniu ręczników do kosza na pranie.
Harry podszedł do niej, obejmując ją od tyłu i przechylając lekko w swoją stronę. Zaczął obsypywać jej szyję pocałunkami. Ginny jęknęła lekko i oparła się o niego, ciesząc się dotykiem jego ciała.
Sięgnęła lewą ręką do tyłu, zanurzając palce w jego włosach. Podniósł głowę, a ona odwróciła się i zatraciła się w namiętnym pocałunku. Ciepło jego ciała i dotyk jego warg były odurzające.
Lekko się cofając, Harry powiedział:
- Chyba przyda ci się pomoc w prysznicu.
Oczy Ginny rozszerzyły się, gdy spojrzała na niego. Byli sami w domu, a już o czymś takim wcześniej myślała, ale nigdy jeszcze tego nie zrobili. Wizja Harry'ego namydlającego jej ciało przeleciała przez jej głowę. Pokiwała głową.
- Chyba masz rację.
Jego oczy przyjęły wygląd, który było trudno zdefiniować, ale wyrażały raczej ekscytację. Nic nie powiedział, tylko teleportował ich do łazienki. Ginny włączyła prysznic, dostosowując wodę, po czym odwróciła się do narzeczonego. Był już rozebrany i widocznie na nią czekał.
Lekko zawstydzona, ściągnęła bikini i weszła pod prysznic. Szybko do niej dołączył. Pocałował ją głęboko, a woda spływała po jej plecach. Przerwał pocałunek i przez chwilę patrzył na nią.
- Jesteś taka piękna.
Uśmiechnęła się.
- Dziękuję. – odparła, dotykając dłońmi jego klatki piersiowej. – Dla mnie jesteś prześliczny.
Zarumienił się.
- Wątpię, ale nie będę się z tobą kłócił.
Zaśmiała się i podniosła szampon. Nagle poczuła się trochę zakłopotana, niepewna, co ma zrobić. Zabrał butelkę z jej rąk i nalał trochę na dłoń.
- Wiesz, jeśli chcesz mi umyć włosy, to przydałoby się trochę więcej szamponu.
Harry znów się zarumienił.
- W sumie tobie potrzeba chyba trochę więcej, niż mi.
Namoczyła włosy i odwróciła się do niego plecami. Pocałował ją lekko w szyję, po czym zajął się jej włosami. Ze sporą ilością śmiechu i niewielkimi instrukcjami, udało mu się umyć za nią jej włosy. Prześlizgując powoli palce przez jej włosy, usunął z nich resztki mydła.
- Uwielbiam twoje włosy. Piękny kolor.
Uśmiechnęła się ponad ramieniem i odwróciła się trochę nieśmiało. Harry podniósł mydło i już namydlał dłonie. Bardzo delikatnie, umył ją i lekko ją pieścił. Ginny, ogarnięta rozkoszą, nie pozostała mu dłużna i również zaczęła go delikatnie dotykać. Gdy pieszczoty stały się bardziej namiętne, Harry poślizgnął się i prawie się przewrócili.
- Chyba powinniśmy się z tym przenieść do mojego pokoju – powiedział, śmiejąc się.
Wyłączył prysznic i szybko wytarł się, po czym zajął się osuszaniem Ginny. Pocałował ją głęboko, po czym zaniósł do pokoju.
Była już prawie trzecia po południu, gdy Harry znów się obudził. Podniósł głowę i spojrzał na zegarek. Popatrzył na śpiącą dziewczynę. Nie chciał jej budzić, była taka piękna i tak niewinnie wyglądała, ale wiedział, że gdyby ich przyłapano, nie skończyłoby się to za dobrze.
- Kochanie – powiedział, lekko potrząsając jej ramieniem.
Jej oczy powoli otworzyły się i uśmiechnęła się do niego.
- Trzeba wstawać.
Momentalnie przycisnęła się do niego.
- Nie chcę wstawać.
- Trochę trudno byłoby wtedy obchodzić twoje urodziny, nie? – powiedział z uśmiechem.
Wiedział, że już nie może się doczekać jej kolacji urodzinowej. Planowali przyjęcie w nowej londyńskiej restauracji, z całą rodziną. Molly dostała pozwolenie, żeby opuścić tego wieczora szpital i również nie mogła się doczekać spotkania ze wszystkimi.
- Właśnie bardzo dobrze się bawiłam – jęknęła, całując go w klatkę piersiową. Odwróciła się i oparła o niego. Złapała jego dłoń.
Uśmiechnął się i uniósł ich splecione ręce, całując jej dłoń.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
Harry stał w drzwiach kuchni, uśmiechając się na widok sceny, którą miał przed sobą. Ginny weszła na kuchenny blat i wyciągała się, żeby odłożyć spory talerz.
- Twoja mama nie byłaby zadowolona – powiedział, śmiejąc się, gdy schodziła na dół.
- Pewnie nie – zgodziła się. – To wszystko przez Rona.
Harry uniósł brew.
- Weszłaś na blat przez Rona? Przecież go tu nie ma.
Pokiwała głową.
- Jest ode mnie starszy i może zauważyłeś, że jest zbyt wysoki. A ja niska. Ukradł cały wzrost i dla mnie nic nie zostało.
Zaczął się śmiać.
- Nie wydaje mi się, że to tak działa, kochanie.
- Masz lepsze wyjaśnienie? – zapytała, całując go szybko.
- Geny? Szczęście? – zaczął wymieniać. Gdy się nadąsała, roześmiał się. – Przepraszam, nie wiem, co ja sobie myślałem. Twoje wyjaśnienie jest dużo bardziej sensowne.
W nagrodę otrzymał kolejny pocałunek.
- Dobra odpowiedź – powiedziała z satysfakcją w głosie.
- Chyba już czas, żebyś sobie przypomniała, że możesz używać magii.
Prawie się roześmiał, gdy zobaczył jej minę.
- To prawda – powiedziała z uśmiechem. – Mogę czarować.
Wyciągnęła różdżkę i przywołała nowe ręczniki, a potem parę razy zmieniła ich kolor, po czym wyrzuciła je.
- Nie mogę uwierzyć, że o tym nie pomyślałam.
- Też czasem o tym zapominam – zaśmiał się Harry. Wzruszył ramionami. – Poza tym, czasem łatwiej niektóre rzeczy zrobić po mugolsku.
Dźwięk ognia przerwał ich rozmowę. Zwrócili się do kominka, a Ginny ucieszyła się, gdy zobaczyła swoją szwagierkę.
- Witaj, Ginny, wszystkiego najlepszego! – powiedziała Fleur, podchodząc do pary.
Miała ze sobą biało-złotą kosmetyczkę z niezbędnikiem makijażystki, a także suknię zapakowaną w torbę. Ucałowała Ginny w obydwa policzki, po czym uściskała ją.
- Dzięki, Fleur.
- Myślałam, że moglibyśmy cię trochę przygotować – powiedziała, trochę dziwnie nerwowo. – Zawsze pomagałam siostrze, gdy gdzieś wychodziliśmy.
Ginny uśmiechnęła się do szwagierki. Układanie fryzur i malowanie się nie były jej ulubionymi czynnościami, ale stwierdziła, że z Fleur może być to dużo bardziej przyjemne. Spojrzała na Harry'ego, który uśmiechnął się do niej.
- Śmiało, kochanie. Poczytam książkę, którą kupiłem.
- Dobra. – Ginny uśmiechnęła się i ruszyła za Fleur. – Nie zapomnij się przygotować.
- Nie zapomnę – odparł Harry.
Gdy czarownice weszły do sypialni Ginny, Fleur uśmiechnęła się do niej.
- Dziękuję, że się zgodziłaś. Zobaczysz, będzie super.
Starsza czarownica szybko przejęła dowodzenie, sadzając Ginny przed lustrem. Powiesiła suknię w szafie, po czym szybko otworzyła kosmetyczkę. Ginny chyba jeszcze nigdy nie widziała tyle przyrządów i środków do makijażu w jednym miejscu. Nie miała pojęcia, do czego służy większość z tego, co Fleur przyniosła. No ale chyba po to ona tu jest.
Fleur musiała odczytać niepewność na twarzy Ginny.
- Nie martw się. Nie będzie tak źle.
Uczesała piękne włosy Ginny, po czym machnęła parę razy różdżką, układając je w wymyślną fryzurę. Po chwili dwójka zdecydowała, że jest ona zbyt formalna. Ginny bawiła się dużo lepiej, niż mogłaby sobie wyobrazić, sprawdzając różne fryzury. Dziewczyny śmiały się i rozmawiały o przyjęciu. Obydwie były zestresowane, ale z różnych przyczyn.
- Po prostu chcę, żeby twoja matka mnie zaakceptowała – przyznała Fleur, układając włosy Ginny. – Odkąd się ożeniliśmy, stała się bardziej… serdeczna dla mnie, ale i tak wiem, że nie jestem tą, którą chciała mieć za synową.
- Już dawno poddałam wszelkie próby zrozumienia mojej matki – powiedziała Ginny. – Wiem, że źle cię oceniłam. Myślałam, że jesteś zbyt… piękna i zbyt… nie wiem, zbyt dziewczęca dla Billa, ale jak widać, myliłam się. Jesteś piękna i dziewczęca, ale też bardzo silna i mądra i w ogóle… Wydaje mi się, że mama widzi, jak bardzo kochasz Billa i to się dla niej bardzo liczy. Po prostu musi zobaczyć, że do siebie pasujecie.
Fleur uśmiechnęła się do młodszej czarownicy.
- Merci, zawsze mi się wydawało, że lubi Hermionę bardziej niż mnie. Zawsze mi mówiła, jaka ona jest mądra i jaki ma dobry wpływ na Rona. To tak, jakby mówiła, że ja nie mam dobrego wpływu na Billa.
- Ona tak zawsze – powiedziała Ginny, rozpraszając wątpliwości Fleur. – Pamiętasz, gdy Skeeter napisała artykuł, jak to Hermiona złamała serce Harry'emu, podczas Turnieju Trójmagicznego?
Fleur potaknęła.
- Na Wielkanoc mama wysłała wszystkim wielkie jajka z toffi, a Hermiona dostała malutkie. W ten sposób chciała powiedzieć, że nie pochlebia jej zachowań. Mama… mama zawsze tylko mówi o tym, co myślą ludzie i myśli, że przez nasze zachowania ludzie będą ją oceniać. – Wzruszyła ramionami. – Wiem, że to nie ma zbyt wiele sensu, ale taka już jest.
- Czy to przez to, że jestem częściowo wilą?
- Nie wiem – powiedziała Ginny. – Nigdy nie mówiła nic złego o wilach.
Fleur uśmiechnęła się.
- To już coś.
- Ale wkurza się o kolczyki – ostrzegła ją Ginny. – Może coś o tym gadać.
- Nie martwi mnie to – odparła Fleur. – Jesteś już wystarczająco dorosła, żeby zdecydować, czy chcesz mieć przebite uszy. Też cały czas się denerwuje o kolczyk Billa i jego długie włosy.
- Kolczyk Harry'ego też jej się nie podoba – powiedziała Ginny z konspiracyjnym uśmieszkiem na twarzy. Mina jej jednak zrzedła, gdy pomyślała o nadchodzącym wieczorze. – Po prostu boję się, że nie zgadza się na mój związek z Harrym.
- Dlaczego tak myślisz? – zapytała delikatnie Fleur.
Ginny westchnęła.
- Gdy byłam mała, byłam zakochana w Harrym. Wiesz, po prostu był sławny, jedyny czarodziej, któremu udało się obronić przed Śmiertelną Klątwą. No i układałam sobie w głowie historie, jaki by był cudowny i zawsze by miał dla mnie czas, i w ogóle… To było śmieszne, ale wtedy to właśnie było dla mnie ważne.
Fleur pokiwała głową ze zrozumieniem i Ginny kontynuowała.
- Mama… nie powiedziałabym, że mnie do tego zachęcała, czy coś, ale nigdy się ze mnie nie śmiała, jak chłopcy. Gdy już poznaliśmy go naprawdę, nadal mnie nie zachęcała, ale nie pozwalała chłopakom się ze mnie śmiać. Mówiłam jej, jaki on jest cudowny i w ogóle, a ona się tylko uśmiechała i mówiła, że jestem mała.
Ginny zaśmiała się.
- Wydaje mi się, że robi dokładnie to samo.
- Czy ona rozumie, że twoje uczucia są teraz zupełnie inne? – zapytała Fleur delikatnie.
- Co? – spytała Ginny, nie rozumiejąc.
- Czy uświadomiła sobie, że już nie jesteś tą małą dziewczynką ślepo zabujaną w mitycznym Harrym Potterze?
- Powinna – powiedziała z oburzeniem Ginny. – To zadurzenie mi przeszło po pierwszym roku. Dotarło do mnie, że nie jest perfekcyjnym chłopcem bez skazy, którego sobie wyobrażałam. Był nieśmiały i zabawny, i odważny, i w ogóle typowo chłopski. – Zaśmiała się. – Byłam okropnie zaniepokojona, gdy sobie pomyślałam, że może być dupkiem, jak moi bracia, ale nigdy mnie tak nie zbywał, jak oni. Czasem po prostu się tak trochę dziwnie i nieśmiało uśmiechał, ale mnie nie ignorował.
- Jest bardzo miły – zgodziła się Fleur.
Ginny pokiwała głową.
- Mama wiedziała, że nadal go lubię, ale to było już zupełnie coś innego. Lubiłam go – prawdziwego niego. Nie mitycznego Harry'ego Pottera, Chłopca, Który Przeżył. Lubiłam Harry'ego, takiego, jakim był. Zachęcała mnie, żebym się z nim zaprzyjaźniła. Na początku bałam się, że Harry i Hermiona zaczną ze sobą chodzić i złamią mnie i Ronowi serce. A teraz, gdy Ron i Hermiona się ze sobą spotykają… nie wiem, ona po prostu od razu ich zaakceptowała i w jej głowie oni już są praktycznie małżeństwem. W rzeczywistości są od tego jeszcze bardzo daleko, ale ja i Harry jesteśmy już bardzo blisko, a ona mi nie wierzy.
- Chciałabym wiedzieć, co ci powiedzieć – powiedziała Fleur. – Mama była taka szczęśliwa, gdy powiedziałam jej o Billu. Nie cieszyło jej, że opuszczam Francję, ale zachęcała mnie, żebym szła za głosem serca.
- Chciałabym mieć taką matkę – odparła smutno Ginny. – Ona chce, żebym zawsze była tą malutką dziewczynką.
- Ale nie jesteś nią – powiedziała Fleur z uśmiechem. – Jesteś piękną, dorosłą kobietą i czy jej się to podoba, czy nie, musi to zrozumieć.
- No cóż, mam nadzieję, że zrozumie.
- Słyszałam, że chcecie mieć wesele w Boże Narodzenie. To prawda?
- Tak – odparła Ginny z uśmiechem.
Dwójka spędziła resztę popołudnia na rozmowach o ślubach i związkach. Fleur nauczyła ją nawet kilku prostych zaklęć do układania włosów.
Harry czytał przez jakiś czas, po czym skierował się do swojego pokoju, żeby się przygotować. Gdy mijał pokój Ginny, uśmiechnął się, gdy usłyszał dochodzący zza drzwi śmiech. Był zadowolony, że Fleur i Ginny zostały dobrymi przyjaciółkami.
Wziął dużo krótszy i mniej przyjemny prysznic, niż wcześniej, po czym ubrał parę nowych spodni i zielono-białą koszulę, którą pomogła wybrać mu Ginny. Zszedł na dół, poczekać na dziewczyny. Bill dołączył do niego przed szóstą i dwójka czekała razem.
Po jakimś czasie rozległy się kroki. Harry wstrzymał oddech, gdy zobaczył swoją narzeczoną. Jej włosy były przytrzymane z tyłu ozdobnymi spinkami, a loki spływały luźno po jej plecach. Miała na sobie piękną złoto-kremową sukienkę na ramiączkach, która doskonale pasowała do warstwowej spódniczki i pary kremowych szpilek.
Harry wpatrywał się w nią, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Bill szturchnął go i zdołał wykrztusić:
- Wyglądasz… cudownie.
Ginny spłonęła rumieńcem, widząc jego pełne uwielbienia spojrzenie. Harry zbliżył się do niej i pocałował ją delikatnie. Objął ją jedną ręką, po czym odwrócił się do Billa i Fleur. Bill podszedł do nich i pocałował siostrę w policzek.
- Wszystkiego najlepszego, Ginny.
- Dziękuję – odparła, ściskając go.
- Naprawdę wyglądasz pięknie. – Potrząsnął głową. – Gdzie się podziały dziecięce warkoczyki?
- Nawet nie zaczynaj. Mogę sobie tylko wyobrażać mamę dziś wieczorem.
- To prawda – zgodził się. Spojrzał na pozostałą dwójkę. – Udamy się do sklepu George'a i stamtąd pójdziemy do restauracji.
Harry i Ginny weszli do kominka za drugą parą i wyszli w Magicznych Dowcipach Weasleyów. Praca Weasleyów była widoczna na pierwszy rzut oka. Niektóre półki zostały zniszczony, ale większość z nich była już naprawiona, a produkty ułożone w pudłach.
Bill poprowadził ich przez ulicę Pokątną, za bank Gringotta. W jednej z poprzecznych alejek znajdowała się restauracja „Pod Różdżką Merlina"*. Pan Weasley zarezerwował prywatny pokój na przyjęcie. Gdy weszli, Ginny była zadowolona, że jej bracia i Hermiona już na nich czekali. Pan i pani Weasley pojawili się kilka minut później. Ginny ledwo powstrzymała się od komentarza, gdy jej matka od razu zaczęła narzekać.
- Arturze, to chyba raczej drogie. Dlaczego nie udamy się po prostu do domu i nie zrobimy przyjemnej kolacji?
- Nie, kochanie. Wszystko jest już przygotowane i wcale nie było takie drogie – powiedział pan Weasley, uspokajając żonę.
- Jesteś pewien?
- Oczywiście – odparł.
Rozejrzał się i zobaczył córkę.
- Ginny, pięknie wyglądasz! Wszystkiego najlepszego, kochanie.
Rozłożył ramiona, a córka uściskała go, po czym podeszła do matki.
- Cześć, mamo.
- Witaj, kochanie. Najlepsze życzenia – odparła pani Weasley. Przytuliła córkę. – Wyglądasz… ładnie.
- Fleur pomogła mi z włosami i makijażem – powiedziała, dobrze rozumiejąc, że wcale się matce nie podoba.
- Jesteś trochę młoda, żeby nosić tyle makijażu – zadeklarowała Molly. Ginny odstąpiła na krok do tyłu, przestraszona, że jej matka zaraz wyciągnie chusteczkę i zmyje makijaż z jej twarzy.
Patrzyła na matkę, ale widząc prośbę w oczach Artura, po prostu powiedziała:
- Mnie się podoba.
Gdy pani Weasley witała się z wszystkimi innymi dziećmi, Ginny uściskała Hermionę.
- Wyglądasz świetnie – powiedziała Hermiona.
- Dzięki – odparła Ginny. Wskazała lekko na matkę. – Czasem trochę przesadza.
- I tak dobrze wygląda – stwierdziła Hermiona, gdy usiedli przy dużym, okrągłym stole.
- To prawda – odpowiedziała Ginny. – Wygląda na to, że już trochę odpoczęła. Na początku lata wyglądała, jakby była okropnie zmęczona.
Hermiona potaknęła.
- Dobrze się bawiliście na plaży, we dwójkę?
- We trójkę – poprawiła ją Ginny. – Zabraliśmy ze sobą Teddy'ego.
- Harry jest przy nim taki dobry – powiedziała zaskoczona Hermiona.
- To prawda – odparła rudowłosa z dumą, uśmiechając się do narzeczonego.
Przez stół przewijała się luźna rozmowa. George i Percy opowiadali, jakie postępy poczynili w sklepie. Harry, Ron i Charlie rozmawiali o najbliższym sezonie Quidditcha.
- Ginny – zwróciła się do przyjaciółki Hermiona. – Myślałam, że moglibyśmy pójść na szkolne zakupy w poniedziałek. Jesteś wolna?
Ginny spojrzała na ojca, który pokiwał głową.
- Jasne, brzmi wspaniale.
Hermiona uśmiechnęła się.
- Fajnie byłoby zrobić coś normalnego, jak szkolne zakupy.
- Pewnie tak, ale ty zawsze lubiłaś bardziej niż my te szkolne zakupy – docinała Ginny.
Hermiona roześmiała się.
- Pewnie masz rację.
- Twoi rodzice już otworzyli gabinet?
- Tak, pracowałam w biurze, wiesz, odbierałam telefony, ustawiałam spotkania. Było super i w ogóle chciałabym z nimi spędzać więcej czasu. Nawet spotkałam się z Justinem, mówiłam ci już?
- Nie – odparła Ginny, patrząc na menu. – Kiedy go widziałaś?
- Przyszedł z siostrą, na leczenie zębów – wyjaśniła. – Wraca z nami do Hogwartu.
- Wiem, będzie prefektem – powiedziała Ginny.
- Kto? – wtrącił się Ron.
- Justin – odpowiedziała mu Hermiona.
- Wraca do Hogwartu? – Ron sprawiał wrażenie poirytowanego.
Hermiona potaknęła.
- Tak, piątka z nas wraca. Justin, Dean, Lisa Turpin, Mandy Brocklehurst i ja stanowimy coś, co zwą „ósmym rokiem".
- My też będziemy mieli z wami lekcje – dorzucił Harry z uśmiechem.
- To prawda – powiedziała wyraźnie ucieszona Hermiona. – Jak to będzie działać?
- Dawlish powiedział, że Hufflepuff i Slytherin będą miały lekcje poranne, a Gryffindor i Ravenclaw popołudniowe. Będziemy podróżować przez Fiuu do gabinetu dyrektora.
- Będziesz mógł zostać albo przyjść wcześniej? – spytała Ginny z nutą nadziei w głosie.
- Będziemy mogli zostać w bibliotece, jeśli będziemy chcieli – wyjaśnił Harry. – Profesor McGonagall powiedziała, że możemy też zostać na kolację, a klasa poranna może zostać na lunch, więc pewnie zobaczysz się z wszystkimi.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że zdawałeś Owutemy – narzekała Hermiona.
- Nie wspominając o tym, jak dobrze ci poszło – powiedziała dumnie Ginny.
- Dawlish powiedział, że wszyscy dobrze sobie poradziliście z Obroną – wtrącił pan Weasley. – Zaimponowaliście mu ogólnym wynikiem.
Harry trochę się zaczerwienił.
- Dziękuję, ale myślę, że wszyscy byliśmy trochę zaskoczeni. Myśleliśmy, że to były takie zwykłe testy na wejście.
- Nie chcieli was stresować – wyjaśnił Artur. – Nie byli pewni, jak sobie radzicie po ostatnim roku i byli pozytywnie zaskoczeni.
- To wspaniale – powiedziała pani Weasley. – Ilu jest was w klasie?
- Sześcioro – odparł Harry. – Największa grupa, jaką mieli od lat. Dawlish powiedział, że może będą mieć trochę więcej w styczniu, zależnie od zainteresowania. Mieli sporo zapytań od osób, które parę lat temu skończyły Hogwart.
- A nie powinno się właśnie teraz zmniejszyć to zainteresowanie? – spytała zaskoczona Molly.
- Nie – odparł Harry. – Sporo Aurorów zginęło podczas wojny i Dawlish chce, żeby było ich więcej, aby powstrzymać wszelkich kiepskich naśladowców Śmierciożerców przed zbytnim rozplenieniem.
Rozmowa nadal przewijała się przez stół podczas kolacji. Ginny bardzo się cieszyła przyjęciem. Była zadowolona, że jej matka sprawia wrażenie wypoczętej i jest zainteresowana życiem innych. George i Percy opowiadali jej o planach otwarcia restauracji.
- Mamy już lokal i ten tu Perce przeprowadzał rozmowy z potencjalnymi menedżerami – powiedział George. – Dean Thomas przyjdzie w przyszłym tygodniu i zrobi kilka rysunków na ścianach.
Percy trochę się obruszył na dźwięk swojego przezwiska, ale nie komentował.
- Brzmi wspaniale – powiedziała pani Weasley. – Jak znaleźliście lokal tak szybko?
- Harry go ma – wyjaśnił George. – Wynajmuje go nam. Mamy szczęście, że da się go w miarę łatwo przerobić na restaurację.
- To bardzo pięknie – powiedziała Molly, uśmiechając się do Harry'ego.
Harry odwzajemnił uśmiech.
- Cieszę się, że mogłem pomóc. Myślę, że to świetny pomysł i naprawdę dużo zarobią. No i to trochę przywróci Pokątną. Wiele sklepów zostało zamkniętych albo zwyczajnie porzuconych. Fajnie jest przejść się ulicą i zobaczyć nowe sklepy.
- To prawda, chłopcze – powiedział Artur. – Słyszałem, że w przyszłym tygodniu czy jakoś tak otwierają nowy sklep z mugolskimi ubraniami. Chcą go otworzyć, zanim uczniowie zaczną robić zakupy do szkoły.
- Mugolskie ubrania? – zapytała Molly z dezaprobatą. – Czy to konieczne?
- Mamo – jęknęła Ginny. – Mugolskie ubrania są super i wiele dzieci je nosi.
- To bardziej skierowane do dzieci – szybko wtrącił Artur.
Pani Weasley zacięła wargi w gniewie, ale ku uldze Ginny nie drążyła tematu. Przyszła do nich kelnerka i zabrała talerze, po czym ustawiła małe talerzyki na deser.
Fleur przygotowała cudowny tort z jagodami. Oczy Ginny rozjaśniły się, gdy go zobaczyła.
- Fleur, to jest piękne!
- Merci – odparła Fleur, oblewając się rumieńcem. – Spytałam Billa, jaki by ci posmakował i pomyślałam, że to dobry sposób, żeby się pozbyć tych owoców, których nazbieraliście.
- Super – uśmiechnęła się Ginny.
Mina jej zrzedła, gdy zobaczyła wyraz twarzy matki. Zaczął się w niej zbierać gniew; Jeśli chciała przygotować dla niej tort urodzinowy, powinna nie brać tylu eliksirów. To było nie fair dla Fleur, która się napracowała przy torcie. Artur nachylił się do Molly i zaczął coś do niej szybko mówić. Zdecydowała ich zignorować i uśmiechnęła się do szwagierki. Tort został pocięty i rozłożony na talerze.
- Fleur, to jest świetne – powiedział Harry, gdy spróbował tortu.
- To prawda – dorzuciła Hermiona zaskoczona. – Nie mów tego mojej mamie, ale jest lepszy niż jej.
Fleur spłonęła rumieńcem i podziękowała jej.
Artur jęknął, gdy wszyscy chwalili tort Fleur. Wiedział, że jego żona się coraz bardziej denerwuje. Była już i tak nieźle wkurzona, gdy się dowiedziała, że planują zrobić kolację w restauracji. Chciała zrobić przyjęcie w domu, ugotować wspaniałą kolację i tort dla córki, ale Artur i uzdrowiciele stwierdzili, że nie jest na to gotowa. Nie chciał, żeby Harry czy Fleur przygotowywali przyjęcie, bo wiedział, że Ginny od razu ruszyłaby do pomocy.
Molly zaczęła narzekać na koszt, ale Artur w końcu zdołał ją upewnić, że wszystko w porządku. Nie był pewien, czy mu wierzy.
Gdy Ginny wyszła do toalety, Molly zaczęła komentować jej krótką spódniczkę i stwierdziła, że jest niestosowna. Artur miał jedynie nadzieję, że jego żona zdoła przytrzymać trochę temperament, dopóki nie zostanie tylko ich dwójka.
- Mamo, chcesz trochę tortu? – zapytała Ginny z iskierkami w oczach.
Molly wzruszyła ramionami.
- Chyba tak. Raczej się różni od tortu, który ja zwykle robię.
- Wiem – powiedziała Ginny. – Jest inny, ale bardzo dobry. Fleur zrobiła świetny tort marchewkowy na urodziny Harry'ego.
Artur zjadł swoją porcję w ciszy, narzekając w myślach, że nie ma sposobu, w jaki mógłby pocieszyć żonę nie obrażając jednocześnie synowej. Fleur naprawdę się postarała. Według niego było tu miejsce na obydwa rodzaje tortów, ale nie wydawało mu się, żeby Molly podzielała jego zdanie.
Gdy tort został sprzątnięty, wszyscy dali Ginny prezenty. Molly spojrzała na męża. Była zaskoczona, że Ginny jeszcze nie otworzyła prezentów.
- Stwierdziliśmy, że powinna otworzyć je wieczorem, przy wszystkich, a nie sama, rano – wyjaśnił Artur.
- Chciałam otworzyć prezenty przy tobie – dodała Ginny. Molly trochę się rozluźniła i potaknęła.
Ginny rzuciła się na pudełka jak dziki zwierz. W końcu nie co dzień kończy się siedemnaście lat. Była zachwycona zaopatrzeniem do Quidditcha od braci, włączając zestaw do napraw mioteł i kafel do ćwiczeń. Hermiona dała jej zestaw piór i tusz. Bill i Fleur dali jej nową, zieloną, zimową pelerynę. Gdy przesunęła jedwabisty materiał między rękami, Bill odezwał się.
- Ma zaklęcia ogrzewające, które włączą się, gdy temperatura spadnie poniżej określonej.
- To będzie super w Hogwarcie – powiedziała z uśmiechem Ginny. – Dziękuję.
Artur uśmiechnął się, gdy patrzył, jak jego córka otwiera prezenty. Dał jej jasno zapakowane pudełko. Otworzyła je i ujrzała piękny zegarek z tarczą z perłowej macicy i diamentowymi akcentami na krawędzi.
- Tato – powiedziała, gwałtownie wciągając powietrze. – Jest piękny! Dziękuję.
Uściskała oboje rodziców, po czym założyła zegarek na rękę. Hermiona i Fleur podziwiały go, po czym pokazał go Harry'emu. Jemu również się spodobał. Pocałował ją w policzek.
Artur patrzył zaniepokojony, jak Harry wręcza Ginny kolejne pudełko. Ginny uśmiechnęła się do niego i otworzyła je. Znalazła w środku piękne, fioletowe kolczyki z kamieni księżycowych i diamentów. Pisnęła z radości. Szybko wyciągnęła diamentowe kolczyki, które miała od czasu wycieczki do Paryża i oddała je Fleur. Bill przywołał lustro, żeby mogła się przejrzeć.
- Dziękuję, misiu! – powiedziała, zachwycona prezentem. Pocałowała go.-
- Nie ma za co – odparł Harry z uśmiechem.
Wkrótce przyjęcie dobiegło końca. Ron odprowadził Hermionę do domu, a Bill i Fleur pożegnali się i również odeszli. Charlie zabrał pozostałych braci, żeby bliżej sprawdzić bar przed restauracją.
Zanim Ginny i Harry zdążyli chociażby drgnąć, Molly przerwała im.
- Harry, Ginny, chciałabym zamienić z wami parę słów.
Para wymieniła zdenerwowane spojrzenia, ale usiadła naprzeciw Molly i jej męża.
- Harry, mój drogi chłopcze, wiem, że chciałeś dobrze, kupując jej prezent, ale nie wydaje mi się, że jest stosowny. Po pierwsze, nie zgadzam się na kolczyki u Ginny, a po drugie, te które jej dałeś, są stanowczo za drogie.
- Molly… – zaczął Artur.
- Nie uciszaj mnie, Arturze – przerwała mu Molly. – Wiem, że popełniłam kilka błędów, ale to nie znaczy, że nie mam prawa do oceniania mojej córki.
Harry spojrzał na starszą parę trochę niepewny.
- Nie do końca rozumiem, dlaczego są niestosowne.
- Bo są za drogie – powiedziała, pstrykając palcami. – To nieodpowiednie, żeby chłopak kupił dziewczynie taki drogi prezent.
- Dlaczego? – Harry wydawał się poważnie zdziwiony. Spojrzał na Ginny, szukając pomocy. Ona tylko wzruszyła ramionami.
- Bo może się czuć zobowiązana, a to może doprowadzić do nieodpowiednich działań – kontynuowała zniecierpliwiona Molly. – Jeśli dasz jej coś drogiego, ludzie będą o tym mówić.
- Przepraszam, – powiedział po chwili Harry – ale wciąż nie rozumiem.
- Boi się, że będę się czuła zobowiązana do przespania się z tobą, bo kupiłeś mi drogi prezent – wyjaśniła ostro Ginny.
- Że co?! – krzyknął Harry. – Nigdy bym… Dałem jej te kolczyki, bo myślałem, że się jej spodobają, nie dlatego, że czegoś od niej oczekuję.
- Możliwe – powiedziała Molly. – Ale to źle wygląda.
- Jakim cudem źle wygląda to, że daję dziewczynie, którą kocham, parę kolczyków? – domagał się wyjaśnienia Harry.
- Kochasz? – Molly potrząsnęła głową. – Bardzo przepraszam, ale jesteście trochę zbyt młodzi, żeby wiedzieć, czy łączy was miłość. – Spojrzała na Harry'ego. – Ty będziesz w Londynie, a ona w Hogwarcie. Nie wiesz, co może się zdarzyć w przyszłości. Może byłoby dobrze, gdybyś już wrócił na Grimmauld Place. Wasza dwójka zdecydowanie zbyt szybko posuwa się do przodu.
- Molly! Mamo! – krzyknęli jednocześnie Artur i Ginny.
Molly zwróciła się do męża.
- Co? Nie mam racji? Ma dopiero siedemnaście lat – dużo za mało, żeby znać swoje własne serce. Była w nim zadurzona od dawna i jest pewnie zauroczona tym, że nagle zaczął zwracać na nią uwagę.
Ginny zaczerwieniła się jednocześnie z gniewu i zażenowania.
- Mamo! Jestem wystarczająco dorosła, żeby mieć swoje własne zdanie! On nie tylko „zwraca na mnie uwagę"! – wycedziła, kreśląc palcami cudzysłowy. - Kocha mnie, a ja jego!
- To przelotny, letni romans! – odkrzyknęła Molly. – Za parę tygodni będziesz w szkole i znajdziesz innego chłopca. On będzie w Ministerstwie, z ogromem kobiet zalecających się do niego. Jak myślisz, ile przetrwa wasz związek?
- DO KOŃCA NASZEGO ŻYCIA! – wrzasnęła Ginny, dając upust wściekłości. Wyszarpnęła różdżkę i anulowała zaklęcia kryjące pierścionek. Pokazała lewą rękę matce. – Harry poprosił mnie, żebym za niego wyszła! A JA SIĘ ZGODZIŁAM!
Molly patrzyła to na jedno, to na drugie w szoku. Zwróciła się do męża.
- Wie… wiedziałeś o tym?
- Wiedziałem – odparł Artur. – Powiedzieli mi parę tygodni temu.
- Wiedziałeś i nic nie zrobiłeś?
- A co miałem zrobić? Kochają się i chcą wziąć ślub. Nie słuchałaś mnie, gdy mówiłem, jak bardzo na sobie polegali i jak dobrze im razem? Wiem, że są młodzi, ale oboje są już dorośli.
- Ledwo – prychnęła. Wstała i wlepiła wzrok w Harry'ego. – Nie chcę cię widzieć w moim domu.
- W porządku – odparł. Również wstał. – Kocham pani córkę i poślubię ją.
Spojrzał na Ginny, która nadal wpatrywała się z niedowierzaniem w matkę.
- Ginny…
- Tak, idę z tobą – przerwała mu Ginny.
Zebrała swoje prezenty urodzinowe.
- Ani mi się waż, młoda kobieto! – krzyknęła Molly.
Artur obszedł stół i niestety, Harry od razu stanął między Ginny i jej rodzicami. Podniósł ręce w geście kapitulacji.
- Ginny.
- Nie, tato, musimy już iść.
Artur pokiwał głową, patrząc to na nią, to na Molly.
- Uważaj na siebie.
Ginny uścisnęła ojca i pocałowała go w policzek. Potem cofnęła się do Harry'ego, który objął ją i teleportował na Grimmauld Place.
Gdy pojawili się na Grimmauld Place, nogi ugięły się pod Ginny. Harry ledwo zdążył ją utrzymać. Zabrał prezenty i wezwał Stworka.
- Panie – powiedział skrzat, gdy pojawił się w pomieszczeniu. Jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył, w jakim stanie jest jego pani.
- Stworku, możesz to zabrać na górę, a potem udać się do Nory i zabrać wszystkie moje rzeczy?
- Oczywiście, panie – odparł skrzat. – A czego sobie życzy moja pani?
Ginny podniosła głowę z klatki Harry'ego.
- Przynieś po prostu trochę ubrań.
- Oczywiście, pani.
Harry poprowadził narzeczoną do sofy, po czym usiadł obok niej. Od razu usiadła mu na kolanach i oparła głowę na jego ramieniu, szukając uspokojenia w jego bliskości.
- W porządku, kochanie?
Ginny wydała jakiś nieartykułowany dźwięk, który był pół śmiechem, pół szlochem.
- Nie wiem… To był taki piękny dzień… Nie wiedziałam, że tak ostro na to zareaguje.
Westchnęła.
- Uspokoi się za parę dni, ale chciałabym, żeby tak wszystkiego nie psuła.
- Jesteś pewna, że…
- Tak, jestem pewna, że dokonałam właściwego wyboru – przerwała mu Ginny. – Tata dał nam swoje błogosławieństwo i pogada z mamą. Jestem na nią wkurzona, ale wiem, że to dla niej musiał być szok.
Usiadła prostu i uśmiechnęła się.
- Nie martwię się o nią dzisiaj. To moje siedemnaste urodziny i jestem sama z moim narzeczonym w jego domu.
Harry również się uśmiechnął.
- Jeśli tak stawiasz sprawy…
Nachylił się i pocałował ją. Zaśmiała się i uciekła na górę. Znalazł ją w ich pokoju. Kontynuowali obchodzenie jej urodzin jeszcze długo tej nocy.
Od autorki:
Podziękowania dla mojej bety StephanieO!
Od tłumacza:
*Pod Różdżką Merlina - w oryginale brzmi "Merlin's Wand", czyli dosłownie "Różdżka Merlina". Jednak pan Polkowski przetłumaczył "Hog's Head" na "Pod Świńskim Łbem", a mój znajomy całkiem słusznie wskazał mi, że "Różdżka Merlina" może być trochę zbyt dwuznaczne, if you know what I mean.
Dziesięć rozdziałów i ponad 50 000 słów w 12 dni, stwierdzam zajebistość. Postaram się zrobić jak najwięcej do czwartku, bo, no cóż, trzeba będzie udać się do budy. Jutro zajmę się z rana jedenastym rozdziałem, ale nie mogę obiecać, że go zrobię, bo, zapewniam was, nie jestem nudziarzem i idę na imprezkę sylwestrową. Dziękuję wszystkim, dobiliście już do 2000 odsłon! Wiem, że to nie jest tak dużo, ale jak na 12 dni... nie spodziewałem się.
A w następnym rozdziale:
- Artur próbuje naprostować Molly, co mu z tego wyjdzie?
- Harry informuje pozostałych Weasleyów i paru przyjaciół o zaręczynach,
- Hermiona odbywa rozmowę z Ginny o sprawach sercowych itede.
