Harry nie mógł w to uwierzyć. Hermiona stała przed nim ubrana w śliczną szatę i nerwowo zacierała ręce.

- Naprawdę? Naprawdę chcesz pójść?

- Ile razy mam ci to mówić? Idziemy, czy nie?

- Jasne, że tak! Daj mi tylko chwilę, żebym mógł zmienić szatę, bo ta jest nieco… znoszona.

Przebrał się w tempie ekspresowym i po chwili byli już w Dziurawym Kotle, który – jak zwykle w tym okresie – był prawie pusty. Tom pomachał im zza baru i wyszczerzył zęby do Hermiony.

- Miło panią widzieć. Wygląda pani lepiej.

- Dziękuję, Tom.

- Tym razem będzie pani spokojna?

Zauważył, że zarumieniła się i posmutniała, ale skinęła głową. Harry poczuł złość.

- Tom, to nie było miłe! Ona była chora i…!

Hermiona położyła mu dłoń na ramieniu.

- Nie denerwuj się. Tom po prostu się martwi. Idziemy?

Zaoferował jej ramię i zastanowił się czy nie popełnił błędu, gdy spojrzała na niego z lekką nieufnością, ale to szybko minęło i położyła dłoń na jego przedramieniu. Na Pokątnej był lekki tłum i wyczuł, jak dziewczyna się spina.

- Gdzie chciałabyś pójść?

- Do… Do Esów i Floresów. Dawno mnie tam nie było.

- Nie mów, że nie masz żadnych nowych książek!

- Och, mam. Po prostu najczęściej zamawialiśmy je pocztą, albo Albus nam przynosił. Dwa czy trzy razy Severus sam się tu ruszył, ale później był w takim ponurym nastroju, że zabroniłam mu.

Znowu Snape i to ciągłe „my", „nam"… Denerwowało go to, ale postanowił się tego nie czepiać. Ron dał mu kilka wskazówek i jedną z nich było zachowanie spokoju.

- Jeśli ty zaczniesz się denerwować – mówił dzień wcześniej – to ona poczuje się zagrożona. Ty musisz zachować spokój, choćby nie wiem co.

No więc był spokojny. Był oazą spokoju. Wdech. Wydech. Jest spokojny. Jest oazą pieprzonego spokoju! Dobra, to nie wyszło najlepiej.

- Masz oko na jakieś nowe książki?

- Mhm. Bardzo chciałabym mieć „Transmutację Najnowszą i Unowocześnienie Metody Gray'a", a nie można jej wysyłać pocztą. No i Severus prosił mnie o kilka książek dotyczących zaklęć niewerbalnych. Chce się nauczyć korzystać z większości zaklęć tak, by nie musiał prosić mnie o pomoc. Zauważyliśmy, że niektóre inkantacje trzeba wypowiadać na głos co, oczywiście, jest dla niego awykonalne.

- Wiesz… On cię nie potrzebuje. Dałby sobie radę.

- Ja… On mnie potrzebuje, Harry. I ja jego też. Przynajmniej na razie.

To „przynajmniej na razie" go pocieszyło i dało nadzieję, więc szedł dalej w znacznie lepszym nastroju. Ludzie wciąż zatrzymywali się na jego widok i szeptali, ale teraz było to jeszcze częstsze, bo była z nim Hermiona, której nikt nie widział od czasu Ostatniej Bitwy, ale wszyscy i tak ją rozpoznali. On nauczył się to ignorować i starał się ją przekonać, żeby zrobiła to samo.

- Po prostu patrz przed siebie i udawaj, że wcale ich tu nie ma.

- To nie takie proste, Harry…

- Jest proste, gdy tylko to przećwiczysz. O, już jesteśmy w księgarni. Potem tylko przejdziemy się na chwilę do sklepu ze sprzętem do Quidditcha i możemy wracać, ok.?

- Jasne…

W księgarni było gęsto i przeciskali się między ludźmi, by dostać się do półek z książkami, które interesowały kobietę. Zauważył jej lekko rozbiegany wzrok i przyspieszony oddech, ale doszedł do wniosku, że musi zacząć przystosowywać się do życia pomiędzy ludźmi. Taka izolacja tylko jej szkodziła. Im więcej będzie między ludźmi, tym szybciej się nauczy. Kupili kilka tomów i wyszli z księgarni, by napotkać tłum reporterów.

- Panno Granger, gdzie pani była przez te wszystkie lata?

- Zamierza pani wrócić do świata czarodziejów?

- Co panią łączy z panem Potterem? Czyżby było to spotkanie kochanków po wielu latach?

- Czy to prawda, że była pani chora?

- Jakie ma pani wspomnienia z Ostatniej Bitwy?

- Zamierza pani startować na Ministra Magii i dlatego powróciła pani właśnie teraz?

- A może był z tym związany jakiś skandal? – Rita Skeeter przygryzała koniec swojego jadowicie zielonego pióra i patrzyła na Hermionę z niebezpiecznym błyskiem w oku. – Na przykład… nieślubne dziecko z panem Potterem?

Hermiona była sztywna i rozglądała się niepewnie. Harry uznał, że to za wiele jak na pierwszy raz.

- Przepraszam państwa, ale chcielibyśmy przejść. Hermiona wróciła do nas, ale wciąż jest nieco nerwowa w otoczeniu innych ludzi, więc jeśli moglibyście dać nam trochę miejsca…

Niestety, nikt nie miał zamiaru zostawić ich w spokoju. Otoczyli ich i mimo starań Harry'ego nie mogli przejść. Hermiona cofnęła się i gdy jej plecy zetknęły się ze ścianą krzyknęła:

- NIE! IDŹCIE SOBIE!

Tłum nieco zamilkł, ale nie cofnęli się. Po chwili znów zaczęli zadawać tysiące pytań. Harry zdenerwował się i krzyknął:

- Proszę się odsunąć! Ale już!

Równie dobrze mógł nie mówić nic. Hermiona uklęknęła i przytknęła dłonie do uszu, a książki leżały na ziemi dawno zapomniane. Zbliżył się do niej, by pomóc jej wstać i usłyszał, jak szepcze:

- Potrzebuję cię… Proszę… Tak się boję… Proszę…

Łzy zaczęły lecieć jej po policzkach i w tym momencie poczuł, jak zalewa go furia. Wystraszyli ją! Wstał i zmierzył ich wściekłym spojrzeniem.

- WYNOCHA!

Zrobili kilka kroków do tyłu – w końcu to był Chłopiec-Który-Zwyciężył, ale klęcząca na ziemi kobieta wcale się nie uspokoiła. Jeden z fotoreporterów chciał dotknąć jej ramienia, by pomóc jej wstać, ale nigdy jej nie dotknął. Silna dłoń zacisnęła się na jego nadgarstku, a druga na koszuli na piersiach i został rzucony dobre trzy metry dalej.

Pomiędzy reporterami, a Hermioną stał Severus Snape, wściekły i przerażający. Wyciągnął różdżkę i wycelował ją w tłum. Nie musiał nic mówić – jego mina wskazywała na to, że jeśli się nie ruszą, to on osobiście ich pozabija. Chwilę później rzucił Harry'emu ponure spojrzenie, wziął książki leżące na ziemi, objął w pasie Hermionę i aportował ich, zostawiając Pottera samego pośród ludzi, którzy chwilę później zasypali go mnóstwem pytań. Nie miał na to nerwów, więc aportował się zaraz za swoim byłym Mistrzem Eliksirów, by chwilę później zapukać do drzwi ich domu. Snape otworzył mu, ale nie pozwolił wejść.

- Słuchaj, wiem, że pewnie jesteś zły, ale…

Spojrzenie jakie dostał w odpowiedzi zatkało go. Nienawiść. Czysta nienawiść i żądza mordu. Starszy mężczyzna przywołał pergamin i pióro, po czym szybko coś nabazgrał, wcisnął mu to w rękę i zatrzasnął drzwi przed nosem. Harry spojrzał na znane, ciasne pismo, a słowa, które były napisane uderzyły go i spowodowały, że zrobiło mu się słabo.

Dzięki tobie Hermiona ma atak. Nie waż się tu więcej przychodzić – Avada Kedavra jest zaklęciem niewerbalnym.

2