Wszystko...

Są takie dni kiedy wszystko się udaje... Wszystkim.
I nie są to Mikołajki.

Rozdział 10 Raz na wozie

O ile po swoim pierwszym spotkaniu z Harrym Lord Voldemort był niespokojny i nie całkiem z siebie zadowolony tym razem po powrocie z Hogwartu był w zupełnie odmiennym nastroju.

Nie tylko udało mu się wszystko uporządkować w swojej głowie, uporządkował też swoją relację z Harrym. Był pewien, że całkowicie udało mu się zatrzeć to niezręczne zachowanie z ich oficjalnej rozmowy i przekonał chłopaka, że jest otwarty i szczery. Wierzył, że naprawdę uda mu się nie tylko przekonać go do siebie ale też tak naprawdę z nim zaprzyjaźnić.

Zadowolony z siebie wręcz tryskał entuzjazmem i energią.

Świat stał przed nim otworem, musiał tylko wyciągnąć rękę i go sobie wziąć. Dzięki oficjalnemu spotkaniu i pojednaniu z Harrym przestał być wstydliwym sekretem wyższych sfer: w końcu skoro sam Harry Potter zgodził się z nim spotkać i najwyraźniej zawarli pokój, to przecież nie może być taki zły.

Jego kampania teraz ruszy z dziesięciokrotną mocą. Zamiast prywatnych spotkań w czystokrwistych domach, jego zwolennicy będą mogli wypowiadać się publicznie, organizować spotkania z ludźmi i przekonywać ich do swoich (jego) poglądów. Dzięki czemu poparcie dla niego będzie rosło.

Wybory na Ministra miały być już za rok, więc nie było to dużo czasu, Voldemort nie zamierzał startować, jeśli nie będzie pewny wygranej. Dlatego chciał najpierw starannie przygotować grunt a gdy poparcie mas nie będzie budziło wątpliwości, wtedy on sam zacznie bezpośrednio występować. Entuzjastyczne przyjęcie przez przekonanych do jego sprawy pomoże przekonać tych jeszcze wahających się.

Czekał na to pięćdziesiąt lat i wreszcie nadszedł jego czas. Kiedy już wystartuje, wygra. Wygra wszystko o czym zawsze marzył i planował a nawet więcej, bo teraz chciał więcej. Wcześniej chciał tylko być u władzy, teraz pierwszy raz zaczął myśleć, że może chciałby to z kimś dzielić, przecież nie musi być na szczycie sam.

Kiedy tak rozmyślał o swoich planach, w międzyczasie zdążył wziąć prysznic i się przebrać. Co prawda zaklęcia rzucone w Komnacie uporządkowały jego wygląd, ale lubił prysznice, poza tym Malfoyowie cenili elegancję i sami przebierali się kilka razy dziennie, na każdą okazję.

Oczywiście nikt z nich nie ośmieliłby się zwrócić mu uwagi, ale widział, że doceniają jego staranne zachowanie i dobre maniery.

Przed zejściem na kolację rzucił jeszcze zaklęcie ochronne i ukrywające na swoją przeniesioną z Komnaty Tajemnic biblioteczkę. Był pewien bezpieczeństwa Dworu Malfoyów, ale dobrze wiedział, że prawdziwie pewien może być tylko tych czarów, o jakie sam zadba, dlatego nigdy nie rezygnował z własnych dodatkowych zabezpieczeń na każdej ze swoich rzeczy.

Do sali jadalnej wszedł raźnym krokiem niemalże z uśmiechem, nie potrafiąc pohamować swojego dobrego nastroju i od razu zauważył, że taki sam mają też Lucjusz i Narcyza.

Na pewno powód ich radości nie miał nic wspólnego z jego osobą, więc: Cóż takiego się stało, że Malfoyowie tak się cieszą?


Kiedy przyszła pora kolacji Wielka Sala w Hogwarcie powoli napełniała się uczniami. Severus niecierpliwie wypatrywał wśród nich swojego podopiecznego. Miał z nim do omówienia naprawdę ważną sprawę i zaczynało stawać się dla niego powodem do niepokoju, że od dwóch godzin nie udawało mu się go odnaleźć.

Draco powiedział mu, że Harry miał już naprawdę dość powszechnej ciekawości i chciał się schować przed tłumem, ale na prośbę Severusa chłopak zgodził się zajrzeć do znanych mu miejsc, w których zwykle znikał Harry. Niestety w żadnym z nich go nie było. Nie było go w Zamku, ani na Błoniach.

Severus niechętnie zwrócił się do Weasleya a nawet do Hagrida, niestety też mu nie pomogli. Harry'ego nie było na terenach Hogwartu, ale też nie opuścił zamku, sieć fiuu nie zarejestrowała jego osoby a szkolne bariery nie pozwalały uczniom na samotną aportację.

Została tylko jedna możliwość: Komnata Tajemnic, tylko że tej nikt z nich nie mógł sprawdzić.

Sewerus mógł więc tylko czekać... i denerwować się. Nieczęsto miał do Harry'ego oficjalne sprawy jako jego opiekun i akurat ten jeden szczególny dzień kiedy naprawdę musiał z nim porozmawiać, chłopak wybrał, aby zniknąć.

Wreszcie wszyscy uczniowie znaleźli się w Wielkiej Sali. Harry'ego wśród nich nie było.

Snape z ciężkim westchnieniem odchylił się na oparcie krzesła. Wszyscy zajęli swoje miejsca i zanim skrzaty miały przesłać kolację na salę wleciała sowia poczta. Lepiej tak, niż żeby sowy lądowały w talerzach. Zwykle wieczorami liczba przesyłek nie była tak obfita jak przy śniadaniach, czy obiedzie. Tym razem nie było inaczej.

Pojawiło się tylko około dwudziestu sów, w tym elegancki i stateczny puchacz Malfoyów, który z wrodzonym wdziękiem wylądował zgrabnie przed Draco, pochylając głowę i unosząc łapkę. Był zbyt dystyngowany, żeby oddanie listu uzależniać od otrzymania przysmaku. Draco odczepił list i podał mu kawałek bekonu z pojawiających się właśnie półmisków. Puchacz nie śpiesząc się wziął go delikatnie i przełknął, po czym skłonił głowę i płynnym ruchem wzniósł się w powietrze, by udać się na noc do sowiarni.

Drąco czytał list ze zwykłą obojętną miną, skrywając swoje wrażenia a kiedy skończył spojrzał z niedowierzaniem na Severusa, ten domyślając się treści listu skinął głową na potwierdzenie: tak Draco, dokładnie o to chodzi. Chłopak złożył list i ignorując kolację oparł się łokciami o stół i zamyślił się z czołem na dłoniach.

Wtedy właśnie otworzyły się drzwi Wielkiej Sali i pojawił się ostatni z uczniów, nie dziwiąc nikogo, bo nie pierwszy raz pojawiał się spóźniony: Harry Potter.

Draco uniósł głowę słysząc skrzypnięcie drzwi i zobaczywszy Harry'ego szybko wstał by podejść do niego, nachyleni ku sobie wymienili kilka zdań. Mimo, że w Wielkiej Sali natychmiast zapanowała zaciekawiona cisza, ich rozmowa pozostała dla nikogo niesłyszalna.

Na koniec Harry skinął głową zgadzając się na coś i spojrzał w stronę Mistrza Eliksirów. Snape, który na widok Harry'ego poczuł prawdziwą ulgę ze spokojem kolejny raz skinął głową potwierdzając informacje, które otrzymał od rodziców i właśnie przekazał Harry'emu Draco. Harry z oszołomionym uśmiechem pokręcił głową i rzuciwszy przyjacielowi już normalnym głosem:

- To do zobaczenia. - Ruszył w stronę stołu Gryfonów.


Księga znaleziona przez Harry'ego w tajnej bibliotece Slytherina była naprawdę ciekawa. Już sam wstęp zawierał wiele nie tylko pasjonujących dla prawdziwie zainteresowanego tematem czytelnika ale przede wszystkim pożytecznych informacji o ogólnych regułach stosowania wszelkich tarcz a same tarcze odbijające okazały się tak zajmujące, że chłopak naprawdę fizycznie nie mógł oderwać się od tekstu.

Kiedy skończył już wstęp podniósł wreszcie wzrok znad książki i rzucił Tempus. Zaskoczony stwierdził, że kolacja już się zaczyna. Kusiło go by kontynuować lekturę, ale dobrze wiedział, że jeśli to zrobi to nie przerwie aż dojdzie do końca. Z westchnieniem zamknął księgę i postanowił jednak iść na górę.

Trzymając tom pod pachą wstał i odstawił szklankę z kawą na tacę. Natychmiast opróżniła się do końca i oczyściła, odstawił talerzyk do szafki i stało się to samo. Harry skinął głową z uznaniem, proste zaklęcie a jednak imponujące, działało już tyle lat mimo śmierci jego twórcy.

Wciąż nie wypuszczając z objęć swojej nowej ulubionej lektury Harry ruszył do wyjścia. Dotknął wskazanego mu przez Voldemorta kamienia, by otworzyć drzwi a kiedy opadły w dół, dotykiem zgasił świecące kule i przeszedł powstałą kładką na drugą stronę. Gdy z niej zszedł drzwi uniosły się na swoje miejsce zamykając korytarz i posąg Slytherina uniósł się na swoją zwykłą pozycję. Nic nie sugerowało, że cokolwiek może się za nim skrywać.

Księga nie zniknęła z jego rąk, więc Harry uspokojony przeszedł szlakiem między posągami węży i opuścił komnatę, lewitując korytarzem, by przez nikogo niezauważony wyjść przez łazienkę dziewcząt.

Idąc do Wielkiej sali w końcu miał czas, by pomyśleć nad swoim spotkaniem z Lordem Voldemortem. Wcześniej za bardzo zainteresowała go sama biblioteka a potem znaleziona księga. Teraz poświęcił swoje myśli kolejnemu spotkaniu z czarnoksiężnikiem.

Po swoim oficjalnym spotkaniu z nim nie bardzo wiedział co ma myśleć. Wszystko co wiedział do tej pory o Czarnym Panu nie pasowało do tego nerwowego i niepewnego zachowania starszego czarodzieja. Ten Lord Voldemort, którego spotkał dzisiaj zdecydowanie bardziej pasował do jego wyobrażeń i zdecydowanie bardziej pasował samemu Harry'emu.

Spokojny, pewny siebie i mimo, że ich spotkanie nie mogło być przez niego zaplanowane ani razu nie zawahał się ani nie zastanawiał jak ma się zachować i co powiedzieć. To był prawdziwy Lord Voldemort.

Harry nie był naiwny, żeby wierzyć każdemu na słowo ale widział, że jego rozmówca był szczery i otwarty. Nazwałby go wręcz przyjacielskim, w końcu od razu zaproponował mu mówienie po imieniu, z własnej inicjatywy podzielił się z nim swoimi prywatnymi pokojami.

A przecież wcale nie musiał tego robić, Harry nie miał pojęcia, że cokolwiek tam jest. Żadnej z tych rzeczy nie musiał robić, jeżeli chciał tylko politycznego pojednania.

Nie, Harry był pewien, że Lord Voldemort naprawdę chciał jego zaufania i przyjaźni. Ze zmarszczonym czołem pokręcił głową w zdumieniu, choć jego oczy wciąż się uśmiechały. Ten dzień, który zaczął się zmęczeniem i zrezygnowaniem skończył się dla niego naprawdę udanie.

Był tak zajęty swoimi myślami, że naprawdę był zdumiony zauważywszy, że jest już w holu przed wejściem. Może nie uśmiechało mu się samotne wejście do pełnej uczniów Wielkiej Sali, ale w końcu nie pierwszy raz się spóźniał i nie pierwszy raz się na niego gapią. Ścisnął mocniej swoją księgę i zdecydowanym ruchem otworzył drzwi.

Ledwie zdążył wejść Draco zerwał się z miejsca i podszedł do niego, może dla nieznających go bliżej Draco mógł wydawać się bez emocji, ale Harry widział wyraźnie w jego oczach radość i podniecenie. Coś się stało, kiedy go nie było i to coś bardzo ważnego i radosnego.

Draco przechylił się do niego i odezwał się cichym głosem, ale nie szeptem:

- Severus szukał cię od dwóch godzin w oficjalnej sprawie. - Harry spojrzał na niego pytająco i Draco pokręcił głową. - Nie mówił mi, o co chodzi, ale dostałem przed kolacją list od ojca i już wiem, co to za ważne sprawy. - Zrobił pauzę dla efektu i mimo, że Harry wyraźnie widział, jak go kusiło, aby krzyczeć nadal kontynuował cicho. - Mamy obaj najwyższe wyniki z SUM-ów. Nie tylko na naszym roku ale nawet jedne z najlepszych w historii Hogwartu.

Harry słuchający w oszołomieniu słów Draco dopiero po chwili odzyskał głos.

- W historii Hogwartu? - Zamrugał z niedowierzaniem. - Wiem, że dobrze nam poszło ale, żeby aż tak? - Draco pokiwał głową.

- To nie wszystko, chcą nam zaproponować przeskoczenie o rok i zdawanie OWUTEM-ów już w przyszłym roku. Ojciec napisał, że taki honor jeszcze nie spotkał nikogo w naszej rodzinie. Są z matką bezgranicznie dumni. Jutro razem z naszymi opiekunami mamy się spotkać z dyrektorką i Radą i wtedy nam o wszystkim oficjalnie powiedzą i zapytają o decyzję. - Żartobliwie uniósł brwi z uśmiechem i zacmokał.

- Wyobraź sobie miny wszystkich szkolnych mądrali. Jesteśmy najlepsi! - Draco był wniebowzięty. Z trudem hamował się, by zachować te informacje tylko dla siebie i Harry'ego.

- Na pewno to o tym Snape chce ze mną rozmawiać. - Harry jeszcze nie całkiem zrozumiał wagę tych informacji i nie wyglądał na aż tak zachwyconego jak jego przyjaciel. W to, że Draco mógł przeskoczyć wszystkich jeszcze by uwierzył, ale on sam?

- Dokładnie, zjedz kolację i spotkajmy się za drzwiami. Mamy iść do niego razem. Z tobą ma rozmawiać jako twój opiekun a ze mną jako opiekun domu.

Harry skinął głową na zgodę i spojrzał w kierunku Snape'a. Na jego pytające spojrzenie profesor potwierdzająco skinął głową, może nie był aż tak radosny jak Draco ale z jego miny nawet z tej odległości Harry widział, że jest w dobrym humorze.

Harry pokręcił głową z niedowierzaniem i z uśmiechem ruszył do stołu Gryfonów, by zająć miejsce obok Rona i odłożył swoją księgę na stół po przeciwnej stronie. Ron jadał trochę zbyt entuzjastycznie a Harry nie chciał, by coś zniszczyło jego nowy skarb.

Przyjaciel przełknął przeżuwany kęs i zapytał od razu o obie sprawy.

- Gdzie byłeś, jak cię nie było i co to za księga?

Harry odpowiedział równie krótko i bezpośrednie.

- Byłem z bibliotece i czytałem tę właśnie księgę, to traktat o tarczach na OPCM.

Ron zmrużył oczy przyglądając mu się nieufnie.

- Nie było cię w bibliotece, szukaliśmy tam, ja i Draco a może nawet i Snape osobiście. Wszyscy szukaliśmy cię od dwóch godzin. - Dodał patrząc z wyrzutem.

Harry wyraźnie widział, jak zabolało przyjaciela, że tak zniknął nic mu nie mówiąc. Kiedyś nie mieli przed sobą tajemnic. Ale to nie była tylko jego tajemnica. Z ciężkim sercem Harry nie miał wyjścia.

- Musieliśmy się minąć. Naprawdę byłem w bibliotece. - To była szczera prawda, tylko że nie chodziło o tę bibliotekę, o której myślał Ron. - Księga mnie wciągnęła i zapomniałem o czasie. - Nagle coś go tknęło. Voldemort też nie kłamał, ale jak to się miało do prawdy? Czy rozmawiając z nim Harry był wystarczająco uważny i ostrożny?

Otrząsnął się z tej myśli i spojrzał na Rona, który wciąż przyglądał mu się z nieufnością. Harry uśmiechnął się do przyjaciela i kontynuował.
- Nie byłem w bibliotece szkolnej. Znalazłem tajną bibliotekę Slytherina w Komnacie Tajemnic, tak jak do samej Komnaty, żeby do niej wejść też trzeba wężomowy.

Ron uspokojony pokiwał głową, to wyjaśnienie było już bardziej logiczne i pasowało do Harry'ego.
- A już myślałem, że w tym roku nie znajdziesz nic dziwnego w szkole. - Ron uśmiechnął się i pokręcił głową, szturchając go łokciem. - Rzutem na taśmę, kumplu.

Harry roześmiał się razem z nim. Powinien wiedzieć, że dla Rona nic co go dotyczy nie będzie zbyt dziwne. Lepiej było przyznać się do tego niż wciskać, że siedział w szkolnej bibliotece, tylko nikt go nie widział. Zadowolony, wrócił do tematu swojej lektury.

- To naprawdę super księga, Ron. Dokładnie wyjaśnia wszystkie ogólne zasady stosowania tarcz w różnych sytuacjach i ich konstruowania... - Coraz bardziej zapalał się do tematu, jednak nie zdążył się całkiem rozkręcić. Ron zupełnie nie podzielał jego pasji do OPCM i szybko ze śmiechem uciął temat, unosząc ręce, jakby chciał się bronić przed Harrym.

- Dobrze, dobrze. Wierzę, że się zaczytałeś. - Spojrzał na niego spod oka i żartobliwie zapytał. - A może jest tam o jakiejś tarczy do ochrony przed maniakami tarcz? - Harry zmarszczył brwi w udanym oburzeniu i ze śmiechem próbował dać mu sojkę w bok. Ron bez problemu się uchylił i powrócił zainteresowaniem do swojego talerza.

Harry postanowił pójść jego śladem, choć tak naprawdę nie był aż tak głodny. Bezwiednie podjadał przez cały czas czytając w tajemnej bibliotece i nie potrzebował posiłku, ale kolacja to kolacja. Dobrze wiedział, że znowu jest na celowniku i każda informacja na jego temat natychmiast obiegnie szkołę, o ile nie dojdzie do Proroka. Już to widział.

"Harry Potter znika bez słowa, nie jada posiłków. Czy Złoty Chłopiec ma depresję a może głodzony jako dziecko nie może już normalnie się odżywiać?" - Niejeden raz już wymyślano o nim całe historie przez jakąś głupotę, która w przypadku innego ucznia w ogóle nie zostałaby zauważona.

Nie był pewien czy to nadwrażliwość czy może już paranoja, ale cały czas czuł na sobie ciekawskie spojrzenia. Nie chciał podnosić wzroku aby to sprawdzić, wolał skoncentrować się na jedzeniu i udawać, że nic się nie dzieje. Nic ciekawego nie dzieje się w życiu Harry'ego Pottera, nie ma na co patrzeć.

Tyle, że w jego życiu zawsze coś się działo, na szczęście zawsze mógł liczyć na przyjaciół, może nie zawsze na wszystkich... Przy Czarze Ognia Ron na moment dał się ponieść zazdrości ale od tamtej chwili już mógł na niego zawsze liczyć.

Za to Hermiona... Harry spojrzał w bok, Hermiona siedziała po drugiej stronie Rona i udawała, że Harry nie istnieje. Na pewno nie było jej łatwo skoro mówił o bibliotece i księgach. Jednak w tej chwili jej uraza do niego była silniejsza niż pasja do książek.

Hermiona źle znosiła osoby, które miały inne zdanie niż ona, na jakikolwiek temat a Harry'emu od początku tego roku zdarzało się to coraz częściej, więc miała do niego coraz większe pretensje i rozmawiali coraz rzadziej.

Podejrzewał, że informacja o tym, że Harry i Draco mieli od niej lepsze wyniki na SUM-ach ostatecznie dobije ich, mającą trwać wiecznie przyjaźń. Na pewno też nawet nie przyjdzie jej do głowy, że gdyby zamiast zdawać wszystkie możliwe przedmioty wybrała tylko te, które będą jej naprawdę potrzebne, to mogłaby się do nich lepiej przygotować i miałaby lepszą średnią.

Swoją drogą, ciekawe jaka jest średnia jego i Draco, skoro aż tak zwróciła uwagę Rady Szkoły, że chcą im zaproponować skrócenie nauki. A może tylko chcą skorzystać z okazji aby się ich wcześniej pozbyć z Hogwartu? Wcale by go to nie zdziwiło.

Snape na pewno dzisiaj wieczorem wszystko im przekaże i wyjaśni.


Harry tak się zamyślił, że nie zauważył, iż kolacja powoli dobiegła końca. Dopiero kiedy poczuł szturchnięcie w ramię, uniósł głowę i zobaczył, że siedzi sam przy pustym stole a obok niego stoi zniecierpliwiony Draco.

Chłopak miał już dość czekania na korytarzu i stał teraz obok niego z kwaśną miną i założonymi ramionami, wyglądając jak uosobienie urazy i zawodu. Pokręcił głową i tylko zacmokał wzdychając nad Harrym, po czym bez słowa odwrócił się do wyjścia.

Harry szybko wstał i ruszył za nim. Dogonił chłopaka już za drzwiami.

- Przepraszam Draco, zamyśliłem się i straciłem poczucie czasu.

Draco nie obejrzał się na niego kierując się szybkim krokiem w stronę lochów. Przez ramię rzucił tylko rozzłoszczone:

- Powiesz to Snape'owi. Chciał nas widzieć jeszcze przed kolacją. - Pokręcił głową. - Nie wiem skąd on ma do ciebie tyle cierpliwości. Żaden Ślizgon nie odważyłby się tak go lekceważyć.

Harry bez wahania odparł rezolutnie i dość niefrasobliwie:

- Nie jestem Ślizgonem. - Zaraz jednak zreflektował się i przepraszająco wyjaśnił. - To nie tak, że robię to specjalnie ani że go nie szanuję. Zamyśliłem się. Przepraszam. Zwolnij trochę, bo nie wyhamujesz i rozbijesz się o drzwi. - Zażartował.

Tym razem Draco zatrzymał się i spojrzał na niego ostro mrużąc oczy. Prychnął i bez słowa znowu ruszył przed siebie, chociaż faktycznie teraz trochę zwolnił. Harry zrównał się z nim i spojrzał spod oka na przyjaciela.

Chłopak miał ściągniętą twarz, był wyraźnie zdenerwowany i Harry był pewien, że nie chodziło tu o jego zapomnienie się i ich spóźnienie. Draco nigdy się tak wobec niego nie zachowywał. Był spięty i Harry chyba wiedział, dlaczego.

- Draco? - Zaczął cicho, miękko. - Czy to chodzi o twojego ojca? - Chłopak zacisnął zęby i nie odwrócił się w jego stronę, ale po chwili zaczął równie cicho odpowiadać.

- Zawsze chciałem żeby ojciec był ze mnie dumny. Naprawdę się starałem. - Przełknął ślinę i rzucił mu dziwne, trochę smutnawe spojrzenie. - Nie zrozum mnie źle, ja wiedziałem, że ojciec mnie kocha ale też zawsze wiedziałem, że nie spełniam jego oczekiwań. A teraz wreszcie udało mi się nie tylko dorównać, ale przewyższyć jego wszystkie plany i nadzieje. - Spojrzał Harry'emu w oczy. - Nie mogę tego spieprzyć, Harry. To dla mnie naprawdę ważne.

Harry patrzył na niego z powagą.

- Nie spieprzysz. Wszystko będzie OK. Jesteśmy najlepsi i nic już tego nie zmieni. Dzisiaj Snape nam wszystko powie i nas przygotuje a jutro u Mc Gonagall członkowie Rady Szkoły złożą nam ofertę, którą z wdzięcznością i z szacunkiem przyjmiemy a potem zrobimy w ten rok dwa lata nauki i będziemy najlepsi z OWUTEM-ów.

Draco przyjął jego deklarację z lekkim uśmieszkiem niedowierzania. Harry na to z powagą skinął mu głową.

- Zobaczysz Draco. Tak ma być i będzie. We are the champions.

Ślizgon wreszcie się rozluźnił i roześmiał, lekko kręcąc głową.

- W porządku, łapię. Przesadzam? - Harry pokiwał głową. - Dobrze, nie będę panikował, ale postaraj się już z niczym nie nawalić. To naprawdę dla mnie ważne.

- Obiecuję, zrobię wszystko jak należy. Będziecie już od teraz ze Snapem ze mnie dumni. - Draco skrzywił się z powątpiewaniem, ale przyjął jego oświadczenie. Zresztą byli już pod drzwiami profesora więc rozmowa dobiegła końca. Draco zastukał do jego drzwi i te natychmiast się otworzyły. Najwyraźniej zniecierpliwiony Mistrz Eliksirów już na nich czekał.


Po wielu latach zmartwień nareszcie nastał dla Severusa czas radości. Od dawna nie miał już takiej okazji, by czuć dumę i radość. Dwóch z jego uczniów było najlepszych na roku a nawet należeli do czołówki wszystkich uczniów w historii. Niby był to remis, bo Harry był Gryfonem, ale Severus był jego osobistym opiekunem. Mógł więc szczycić się i odbierać gratulacje za nich obu.

Gdyby Severus nie był Severusem pewnie by podśpiewywał a może nawet zatańczył, ale ponieważ był sobą siedział tylko w swoim ulubionym fotelu sącząc z lekkim uśmiechem herbatę z rumem i już się ciesząc na miny kolegów profesorów i całej reszty magicznego świata, kiedy Rada Szkoły ogłosi wyniki jego chłopców.

Wcześniej co prawda trochę się denerwował nie mogąc znaleźć Harry'ego ale chłopak się znalazł, dzięki Merlinowi. Zaraz się tu obaj zjawią i we trójkę wszystko razem omówią i przygotują się na jutro. Dla takiego dnia warto było uczyć niewdzięczne bachory przez te trzynaście lat!

Rzucił Tempus, chłopcy powinni już tu być, kolacja skończyła się już kwadrans wcześniej. Severus nie był zachwycony, Harry zawsze musiał się spóźniać, może lepiej podać mu czas spotkania z dyrektorką i Radą o kwadrans wcześniej, wtedy jest szansa, że zjawi się na czas, albo jeszcze lepiej, pół godziny wcześniej?

Severus chciał skrzywić się z przekąsem ale nie potrafił, pomimo tych kwaśnych myśli, był na to naprawdę zbyt szczęśliwy.

Wreszcie rozległo się pukanie do drzwi, nie kłopotał się odpowiedzią, po prostu machnął ręką i je otworzył. Pierwszy pojawił się w nich ostrożnie, wyraźnie zdenerwowany Draco. Pewno przejmował się ich spóźnieniem. W przeciwieństwie do Harry'ego, który był uśmiechnięty i wyluzowany, choć trzeba mu przyznać, że próbował udawać skruszonego - bez powodzenia.

Snape z rozczarowaniem pokręcił głową. Chłopcy spuścili wzrok. Profesor szybko jednak zmienił minę. Z dość dziwnie wyglądającym, rzadko do tej roku widywanym na jego twarzy uśmiechem, powitał swoich podopiecznych.

- Przestańcie już z tymi niewinnymi, przepraszającymi minami, do żadnego z was to nie pasuje. Siadajcie na kanapie. - Gdy to zrobili od razu przeszedł do celu ich spotkania. - Jak mniemam, ojciec napisał ci o wynikach SUM-ów i decyzji Rady Szkoły, Draco?

Chłopak podniósł wzrok i z radosnym, choć powściągliwym uśmiechem pokiwał głową.

- Tak, profesorze.

Harry natychmiast wszedł mu w słowo.

- To naprawdę niesamowite, profesorze. - Patrzył z niedowierzaniem, mimo, że nie mógł mieć wątpliwości do prawdziwości tej wiadomości. - Nie mogę uwierzyć, że miałem aż tak dobre wyniki. Nie jestem tak zdolny jak Draco, no i zdawałem tylko podstawowe SUM-y. Skrzywił się i wzdrygnął. - Przede wszystkim zdawałem przecież wróżbiarstwo.

- I bardzo dobrze ci poszło. - Wyjaśnił Snape. - W komisji nie było tej oszustki i wariatki Trelawney. - Każdy inny z uczniów Hogwartu pewno byłby zaszokowany słysząc taki opis z ust innego profesora, ale Harry i Draco nie byli zdziwieni. Snape nigdy nie udawał szacunku dla osób, które jego zdaniem nie były tego godne. - Twoje odpowiedzi były zgodne z wyjaśnieniami i słownikami z książek i dostałeś 96 punktów.

Spojrzał na obu chłopaków trochę podejrzliwie i powoli wycedził.
- Chociaż zdziwiło mnie, że obaj mieliście tak dobre odpowiedzi z historii magii. - Zmrużył oczy badając ich twarze.

Draco niewinnie wzruszył ramionami.

- Chyba nie sądzisz, że oszukiwaliśmy. Przecież to magicznie niemożliwe.

Snape spojrzał na niego z politowaniem.

- Razem z innymi profesorami organizowałem te egzaminy, wiem, że to niemożliwe. Po prostu nie wiem, jak udało się wam cokolwiek z tego nudziarstwa zrozumieć i zapamiętać.

Chłopcy spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Harry ochoczo wyjaśnił, nie pozwalając Draco na dalsze przeciąganie.

- To nie jest aż tak nudne i trudne, trzeba tylko zrozumieć zasady i ciąg wydarzeń. - Snape prychnął lekceważąco. Harry zaśmiał się. - No dobra, pomogliśmy sobie eliksirem pamięci w trakcie nauki, żeby lepiej posegregować i zrozumieć te wszystkie bunty i wojny. - Tu zrobił z lekka zdziwiona minę, jakby sam nie wierzył w to co mówi. - I one naprawdę mają sens i są logicznie wytłumaczalne. - Wzruszył ramionami.

- Dlatego mogliśmy to zapamiętać. A potem odpowiedzieć na pytania na egzaminie.

Draco był już trochę znudzony tematem wojen goblinów i przeszedł do znacznie bardziej interesującej go kwestii.

- To jakie były te nasze wyniki?

Snape uśmiechnął się z prawdziwą dumą i radością.

- Harry dostał 98 punktów, a ty 97. Lepszych od was było tylko dwóch uczniów w historii. Albus Dumbledore z 99 punktami i ze stoma punktami... - Tu spojrzał na Harry'ego.

Chłopak był pewny odpowiedzi.

- Tom Riddle.

- Dokładnie tak, Harry. - Snape pokiwał głową. - Był jedynym, który z wszystkich przedmiotów miał po 100 punktów, ale wam obu udało się to aż z trzech, u ciebie: Eliksiry, OPCM i Zaklęcia. - Spojrzał na Draco. - Ty dostałeś 100 z Eliksirów, Antycznych Runów i Transmutacji. - Snape nie potrafił ukryć dumy, że obaj byli najlepsi właśnie z Jego przedmiotu. To był dla niego dodatkowy powód do dumy.

- Dokładne wyniki punktowe dostaniecie jutro. W każdym razie z wszystkiego macie Wybitny. Jak nikt inny w tym roku. - Podkreślił. Harry nie mógł się powstrzymać od zapytania.

- A co z Hermioną?

Snape uśmiechnął się z wcale nie ukrywaną satysfakcją, nigdy nie przepadał za tą przemądrzałą Gryfonką a to, że ostatnio była taka wredna dla Harry'ego nie polepszyło jego zdania na jej temat.

- z Historii Magii ledwo się załapała na powyżej oczekiwań. - Ze złośliwym uśmiechem dodał kolejną informację. - A z wróżbiarstwa dostała tylko zadowalający, bo podała swoje własne zbyt obszerne i niezrozumiałe opisy, jeszcze dodając, że autor podręcznika źle interpretuje niektóre symbole. - Z jeszcze złośliwszą satysfakcją dokończył. - A autor podręcznika był w tym roku egzaminatorem.

Obaj chłopcy syknęli i spojrzeli na siebie z krzywym uśmiechem, kiwając głowami nad jej bezczelnością i głupotą. Nie było im wcale jej żal, bo sama była sobie winna. Egzamin był z tego co się uczyli a nie z tego co wymyślali.

Harry ocknął się w tej chwili z zamyślenia i podjął drugą, równie ważną kwestię.

- A co z tym, że mamy skrócić naukę? - Skrzywił się lekko z niedowierzaniem. - Nigdy nie słyszałem o czymś takim.

- I słusznie. - Snape uniósł palec, wchodząc w tryb wykładowcy. - Taki zapis jest w regulaminie szkoły, ale za waszej nauki jeszcze nikt nie miał aż tak dobrych wyników z wszystkich wybranych przedmiotów, ani nawet tylko z tych podstawowych. - Spojrzał na Harry'ego z uśmieszkiem. - Chociaż w twoim przypadku to jest to samo. Zdawałeś tylko wymagane SUM-y... - Kiwnął głową. - I dobrze, nie ma potrzeby zaśmiecać sobie głowy zbędną wiedzą. Lepiej zająć się tym co lubisz i czego potrzebujesz.

Snape ponownie uśmiechnął się z dumą patrząc na nich obu i nagle przypomniał sobie o czymś, wyraźnie zawstydzony.

- Zupełnie zapomniałem chłopcy, może chcecie coś do picia, czy zjedzenia, nasza rozmowa potrwa jeszcze trochę.

Spojrzeli na siebie porozumiewawczo i Draco odpowiedział:

- To zrozumiałe, profesorze. Też byliśmy zaaferowani ta sprawą i nie mogliśmy się doczekać twoich informacji i wyjaśnień. - Tu spojrzał na Harry'ego z lekkim uśmieszkiem. - Ale skoro już zacząłeś ten temat. To może... - Zawiesił głos. - Kremowe, albo lepiej jakieś wino. Trzeba to uczcić.

Snape roześmiał się, lekko ochryple, jego gardło rzadko wydawało takie dźwięki.

- Niech ci będzie, spryciarzu. To co dla ciebie Harry? - Zwrócił się do drugiego chłopaka.

Harry zastanowił się chwilę.

- Nie piłem jeszcze wina, chyba powinienem wcześniej je poznać i się przyzwyczaić. Wolę kremowe.

- A ja poproszę jakieś białe wytrawne. Sam wybierz, profesorze. - Draco powiedział pewnym głosem.

Snape wezwał skrzaty i złożył zamówienie, dodatkowo prosząc o jakieś kanapki i ciasto z kolacji. Po krótkiej chwili wszystko pojawiło się na stole.


Draco z uznaniem przyjął zamówienie Snape'a. Podniósł kieliszek do twarzy i wciągnął aromat. Zacmokał z uznaniem, po czym uniósł go do toastu.

- Nasze zdrowie, panowie.

- Nasze zdrowie. - Powtórzył profesor. Przez chwilę siedzieli w ciszy.

- Czy naprawdę myślisz, że damy sobie z tym radę? - Harry patrzył na Snape'a niepewnie. Pomimo tego, że jego wyniki w tym roku były naprawdę wybitne, wciąż nie czuł się dobrym a już tym bardziej najlepszym uczniem.

- Nie mam najmniejszych wątpliwości. - Snape nie zawahał się. Był tego pewien. Chłopcy już od dawna zajmowali się kwestiami znacznie wykraczającymi ponad program nauki. - Macie trochę materiału do nadgonienia, żeby dobrze wypaść na zajęciach z siódmym rokiem, ale pomyślałem, że możemy podczas wakacji razem pracować, jestem pewien, że zarówno twój ojciec, Draco jak i twój chrzestny, Harry chętnie wam pomogą. Lupin też się na pewno udzieli, kiedy będzie mógł.

Snape tym razem bez problemów się skrzywił, naprawdę nie przepadał za wilkołakiem - ale uznawał jego kompetencje. W końcu chodziło o dobro chłopców a nie jego osobiste sympatie i antypatie.

Draco, który w czasie tej wymiany zdań siedział zadziwiająco cichy i zamyślony, teraz odchrząknął i powoli zaczął, patrząc niepewnie na Harry'ego:

- Rozmawiałem w czasie przerwy po egzaminach z moim ojcem. - Harry milczał, czekając na kontynuacje, sam fakt rozmowy Malfoyów nie był niczym specjalnym. Draco nerwowo splatał palce milcząc przez chwilę, jakby nie wiedział jak zacząć, w końcu przełknął ślinę i szybko powiedział. - Chcemy cię zaprosić do nas na wakacje, Harry.

Chłopak osłupiał.

- Hę? - zapytał elokwentnie.

Draco nie skrzywił się z dezaprobatą na ten popis dobrych manier, tylko powoli i starannie wyjaśnił.

- Chcę, żebyś przyjechał na wakacje do Malfoy Manor. Pamiętasz, że obiecałem cię trochę podszkolić w czarodziejskich zwyczajach, lepszej okazji nie będzie. Będzie nam także łatwiej zorganizować wspólną naukę, kiedy będziemy razem mieszkać. - Spojrzał na swoje splecione dłonie a potem uniósł wzrok z nieskrywaną prośbą patrząc w oczy przyjaciela.

- Twój ojciec nie ma nic przeciwko? - Harry patrzył uważnie, wypatrując pierwszej reakcji Draco na to pytanie.

- Mój ociec jest naprawdę zadowolony, że mam prawdziwego przyjaciela. nigdy nie chciałem nikogo zaprosić na wakacje do naszego domu, bo nie miałem nikogo, z kim chciałbym spędzać czas także w wakacje. Chcemy, żebyś do nas przyjechał, Harry, teraz kiedy nie musisz już jeździć do tych mugoli.

Snape z trudem się powstrzymywał od przewracania oczami słysząc tyle szczerych wyznań, ale nie wtrącał się do ich rozmowy.

Draco patrzył niespokojnie na zamyślonego Harry''ego, w końcu rzucił zniecierpliwione:

- Więc?

Harry spojrzał na niego z napięciem, choć rzucił kpiąco.

- Nie zaczyna się zdania od "więc". - Draco zazgrzytał zębami. Potrafił grać statecznego i obojętnego arystokratę, ale cierpliwy nigdy nie był. Harry patrzył na niego i pomyślał o innym dobrym graczu, o wiele lepszym niż Draco. Zapytał spokojnie: - Czy to nie w waszym domu zatrzymał się Lord Voldemort?

Zapadła cisza.