ROZDZIAŁ 10

Wreszcie nadeszła przerwa obiadowa, wyczekiwana przez zniecierpliwioną paczkę przyjaciół. Tym razem nawet dla Odda posiłek odgrywał drugorzędne znaczenie. Wszyscy byli bardzo podekscytowani, gdy po szybkim obiedzie razem przeszli ze stołówki do ich ulubionej ławki w odosobnionej części szkolnego podwórka. Był z nimi także William, który przyszedł na spotkanie, uprzedzony przez Aelitę.

-Jak wiecie – zaczął Jeremie - przez ostatni tydzień Franz Hopper przesyłał nam tajemniczy program. Dopiero wczoraj, gdy dostaliśmy ostatni fragment i połączyliśmy z Aelitą wszystko w całość, mogliśmy przekonać się , jak działa. Okazuje się, że w nasze ręce wpadło coś naprawdę niezwykłego – trzeci klucz do Lyoko

Pozostali, usłyszawszy o tym odkryciu, nie ukrywali poruszenia.

-Trzeci klucz do Lyoko?! – powtórzył Ulrich. - Ale o ile mnie pamięć nie myli, były tylko 2 klucze, jeden należał do Aelity, a drugi do jej ojca...

-A skoro tak, to do kogo mógł należeć trzeci klucz? – zapytała Yumi, nie mniej wstrząśnięta niż Ulrich.

Aelita miała już gotową odpowiedź.

-Do tego, kto miał mieszkać razem ze mną i z tatą w Lyoko. Do mojej mamy.

-W takim razie, skoro jest trzeci klucz, dlaczego dopiero teraz się o nim dowiadujemy? – drążył Ulrich.

-Bo nigdy nie powstał – odpowiedział mu Jeremie. – Franz Hopper zakładał istnienie trzeciego klucza w strukturze Lyoko, ale nigdy go nie napisał.

-Ale miał też inny powód – wtrąciła Aelita.- Trzeci klucz ma jeszcze jedną właściwość. Zawiera kody powodujące autodestrukcję XANY w momencie, gdy trzy klucze zostaną przywołane w jednym czasie.

-Dokładnie – kontynuował Jeremie. - XANA o tym wiedział, dlatego dążył do zabicia Hoppera, by ten nie miał szans go nam wysłać. Dlatego też program został do nas przesłany w częściach, by uniemożliwić XANIE jego przechwycenie.

Pozostali westchnęli „wow", będąc pod wrażeniem tak sprytnego i przemyślanego planu.

-Ten Franz Hopper jest niesamowity... – nie mógł wyjść z podziwu William. - Nie grał przypadkiem w szachy? Bo w tym całym planie widać umysł szachisty – planowanie na kilka kroków naprzód, by uprzedzić każde zagranie wroga...

-Oczywiście, że grał! – odparła Aelita. – Próbował mnie nawet uczyć, ale nie pasjonowały mnie tak jak jego...

-W każdym bądź razie – przerwał dygresję Jeremie - celem naszej ostatniej misji jest odpalenie trzeciego klucza i co za tym idzie, ostateczne skasowanie XANY. Nasz plan zakłada wysłanie was wszystkich do sektora piątego. Tam Aelita odpali go w głównym terminalu.

-Po co nas tam aż tylu? Przecież XANA nam nie zagraża – zdziwił się Ulrich.

-Skoro Franz jest ostrożny, to my też musimy – wyjaśnił szybko Jeremie. - Jeśli wszystko pójdzie tak, jak planujemy, nie będziecie mieli nic do roboty.

-Szkoda, bo ja chętnie odrąbałbym głowę ostatniemu potworowi – stwierdził Odd.

-Trzymam cię za słowo. Niech ostatnia wycieczka do Lyoko obędzie się bez przykrych niespodzianek – poparła Jeremiego Yumi.

-Skoro już wszystko wiecie, to po lekcjach spotykamy się w fabryce.

-Nie trzeba dwa razy powtarzać! – powiedział William z entuzjazmem.

Przerwa miała się powoli ku końcowi. Grupa posiedziała jeszcze chwilę na ławce, po czym ruszyła z powrotem do szkoły. Gdy mijali automaty, Aelita postanowiła wykorzystać okazję i porozmawiać z Yumi o Williamie. Zrównała się z Yumi, która szła powoli za nią i zatrzymała ją w pobliżu maszyn.

-Chyba nie masz nic przeciwko, żeby William poszedł z nami dziś do Lyoko? – zapytała. Była świadoma, że tego ranka Ulrich odbył z Yumi podobną rozmowę. Musiała zacząć inaczej niż on.

Yumi pokręciła obojętnie głową.

-Nie, czemu miałabym być przeciwko, niech idzie... niech idzie... – odparła chaotycznie, wzruszając ramionami. - Ludzie, co wy dzisiaj z tym Williamem?... – wybuchła po chwili i wyprostowała się, zupełnie jakby miała zamiar odejść. Wyraźnie dawała do zrozumienia, żeby dano jej święty spokój.

Jednak Aelita nie zamierzała tak łatwo odpuścić. Oparła się o mur, jakby chciała zagrodzić Yumi drogę, i opowiedziała jej o swoich rozmowach z Williamem. Przyznała także, czego się dowiedziała od Ulricha i wyraziła swoje poparcie dla niego, również w kwestii tego, że powinna była wcześniej zgłosić swoje zastrzeżenia do niej.

Yumi ochłonęła i natychmiast poczuła się głupio. Nie tylko dlatego, że zorientowała się, że zareagowała zbyt agresywnie.

-Przepraszam – powiedziała w końcu.

Daj spokój. Nie miej wyrzutów z tego powodu, tylko powiedz mi teraz prawdę.

Yumi milczała dłuższą chwilę. Aelita często zwierzała się jej ze swoich problemów; czemu ona miała mieć przed nią tajemnice?

-Czyżbyś się czuła rozdarta między Wiliamem a Ulrichem? – Aelita podpuściła trochę przyjaciółkę.

-Hę? Rozdarta? – oburzyła się znowu Yumi. - Ja nigdy nie byłam rozdarta! Problem leży po stronie Williama! Po prostu... W dalszym ciągu wydaje mu się, że jest jak przed tym, gdy XANA go opętał... I myśli, że znowu może mi zawracać w głowie. Jest fajnym kumplem, dobra, ale... Nie chcę mu dawać głupiej nadziei na to, że będzie dla mnie kimś więcej -

-W takim razie, czemu nie powiesz tego Ulrichowi?

-Czego?

-Wszystkiego. Dlaczego wciąż wahasz się mu powiedzieć, co do niego czujesz?

-Bo... – Yumi zawiesiła głos. - On chyba wziął umowę o przyjaźni zbyt serio.

-Yumi Ishiyama, która tak łatwo się poddaje? Czy to na pewno ta Yumi? – Aelita nie kryła zaskoczenia jej postawą. - Nie możesz tak do tego podchodzić. Musisz dać mu szansę się wykazać.

-Myślisz, że ja mu nie dawałam szans? On wygląda na takiego, co ich nie zauważa.

-Ach Yumi, wieczna pesymistko - uśmiechnęła się Aelita. - Widzę, że wam potrzeba jeszcze trochę czasu.

-Chyba masz rację. Potrzeba czasu... - odparła Yumi.

Dziewczyny odeszły do automatów i wróciły do szkoły, jako że wkrótce miał zadzwonić dzwonek oznajmiający koniec przerwy. Idąc przez podwórko, minęły w odległości jakichś pięciu metrów ławkę, na której siedzieli chłopcy i o czymś zawzięcie dyskutowali. Aelita przyjrzała się z dystansu Ulrichowi, który ze skupieniem słuchał i przytakiwał Jeremiemu. Gdy podniósł głowę i zauważył, że idą do budynku, skinął na resztę, że je zauważył. Zobaczyła, że Jeremie spojrzał na zegarek i sprawdziwszy godzinę, dał znak by wstać i dołączyć do przechodzących dziewczyn. Ulrich wciąż nie spuszczał z nich – czy raczej z Yumi – wzroku.

Mam tylko nadzieję , że to Yumi nie wzięła umowy o przyjaźni zbyt serio", pomyślała Aelita.

Po przerwie obiadowej oczekiwanie stało się nie do zniesienia. Odd zaproponował całkiem poważnie urwanie się z ostatniej lekcji, jednak jego przyjaciele potraktowali to jak dobry żart. Ucieczka z chemii z profesor Hertz, u której mieli wyjątkowo na pieńku z powodu nieobecności i spóźnień było prostą drogą do szlabanu, a dodatkowe problemy z realizacją ich planu na ten dzień były im wyjątkowo nie na rękę.

Wreszcie zadzwonił upragniony dzwonek oznajmiający koniec lekcji. Ósmoklasiści wysypali się na korytarz z okrzykami radości z powodu upragnionego końca zajęć. Paczka, a zwłaszcza Odd, była jeszcze bardziej rozentuzjazmowana. Zanim jednak zdążyli przestąpić próg sali, profesor Hertz poprosiła Aelitę, by została jeszcze chwilę. Aelita, przeczuwając, że rozmowa się przedłuży, powiedziała chłopcom, by na nią nie czekali i szli prosto do fabryki.

Reszta gotowa była od razu rzucić się na tajemne zejście do kanałów w parku. Jeremie, choć i jemu udzielał się radosny nastrój, studził zapał kolegów i zalecił, by zachowywali się jak najbardziej zwyczajnie. Jego rady, których intencją było uśpienie czujności Sissi okazały się zbyteczne, jako że Sissi za swój cel obrała nie ich, lecz właśnie Aelitę. Czekała na nią aż wyjdzie z klasy, schowana za rogiem. Była przygotowana jak prawdziwy domorosły paparazzo - w kieszeni ściskała swoją nową komórkę z aparatem, czy też, lepiej ujmując – aparat w komórce. Była gotowa na polowanie.

Gdy Aelita wyszła na zewnątrz, Sissi niczym cień ruszyła za nią. Szła krok w krok po korytarzach i po schodach, przystając na półpiętrach, by uniknąć zauważenia. Wychyliła się zza poręczy, by nie spuścić jej z oczu i zobaczyła, że Aelita zatrzymała się na schodach i sięgnęła po telefon.

-Hej, sorki, że się spóźnię... Hertz mnie przetrzymała. Dobrze. Zaraz będę, pa!

Sissi nie posiadała się z satysfakcji, gdy usłyszała tę rozmowę. Nie mogła się doczekać, gdy wreszcie dowie się, kim jest tajemnicza sympatia Aelity; uśmiechnęła się pod nosem, przeczuwając, że tym razem przyłapie ją na gorącym uczynku. Nie mogła jednak wiedzieć, że dzwoniła do... Jeremiego. Aelita ruszyła szybko w dół schodów i wydostawszy się z budynku, pobiegła ile sił w nogach do parku.

Sissi podążyła za nią, lecz gdy dotarła na parter, Aelity już tam nie było. Szybko ruszyła ku wyjściu i rozejrzała się po podwórku w nadziei, że ją spotka - niestety, bez powodzenia. Dopadnę ciebie i twojego chłopaka tak czy siak, zawarczała, gdy zorientowała się, że ją zgubiła. Rozejrzała się wokół jeszcze raz i rozgoryczona wróciła do internatu.

W fabryce, Aelita zjechała windą do podziemnego laboratorium; tam czekała już na nią reszta grupy. Jeremie zajmował stanowisko przed ekranami i wpisywał jakieś komendy. Pozostali, którzy siedzieli pod ścianą, wstali jednocześnie, gdy ciężkie drzwi windy otworzyły się przy dźwiękach tarcia metalu o metal. Jeremie obrócił się na fotelu do drzwi.

-Już jestem. Widzę, że rozgrzewasz skanery? – przywitała się.

-Tak... wszystko gotowe. Możecie ruszać – odpowiedział Jeremie i z powrotem odwrócił się w kierunku klawiatury.

Cała piątka zeszła po drabince do pokoju skanerów poniżej.

-Dziewczyny pierwsze! – zarządził Jeremie. Chłopcy puścili Aelitę i Yumi przodem; te weszły do skanerów, które zamknęły się z głuchym łoskotem. Kilka chwil potem z powrotem się otworzyły, pozwalając na wirtualizację Odda, Williama i Ulricha.

Wkrótce wszyscy znaleźli się w Lyoko na arenie sektora piątego i poszli korytarzem. W wirtualnym świecie było cicho i spokojnie; Jeremie wyciągnął się na fotelu i uradowany obserwował na ekranie, jak pozostali podążali przez strefę rdzenia w kierunku windy.

Tymczasem w internacie Sissi, próbując osłodzić gorycz porażki, oddawała się swojemu ulubionemu zajęciu – czesaniu swoich długich, ciemnych włosów przed wielkim lustrem, okolonym lampkami zupełnie jak w garderobie wielkiej gwiazdy. Sissi nie mogła sobie darować, że była tak blisko od poznania sekretu Aelity, po czym pozwoliła jej uciec; poczuła się, jakby ktoś zatrzasnął nagle drzwi tuż przed jej nosem. Gdy tylko sobie to wyobraziła, nos ją zabolał, zupełnie jakby się roztrzaskał o te wyimaginowane drzwi. Była pod takim wrażeniem realności swego wyobrażenia, że przybliżyła twarz do lustra i zaczęła oglądać swój nos w poszukiwaniu garba i innych niedoskonałości.

Gdy skupiła uwagę na swoim odbiciu, z gniazdka elektrycznego obok lustra wydobyła się z sykiem smużka dymu, która od razu podążyła ku jej uchu. Sissi przez chwilę doznała czegoś w rodzaju kopnięcia przez prąd, potem zaciemniło się jej przed oczami. Od tego momentu nie posiadała juz własnej woli. XANA przejął kontrolę nad jej umysłem, dyktując jej każdy ruch.

Jim Morales, jak każdego popołudnia, gdy pełnił dyżur w internacie, siedział w swoim pokoju z nogami na stole i czytał magazyny sumo przy dźwiękach ulubionego dance. Nagle drzwi otworzyły się bez pukania. Jim momentalnie zdjął nogi z krzesła i ściszył muzykę, gdy rozpoznał przybysza.

-Słucham, Sissi – zaczął łagodnie.

-Jim, potrzebuję cię – odparła Sissi chłodno. – Jeremie i reszta nie respektują godziny nauki własnej...

-Nie ma ich w internacie? Jesteś pewna? – zainteresował się Jim.

Normalnie nie przejąłby się tym, gdyby nie fakt, że zgłosiła to mu córka dyrektora, któremu wolał nie podpadać.

-Tak. Chodźmy, zasługują na karę – odpowiedziała Sissi.

-Porozmawiam z nimi, kiedy wrócą – odparł Jim wymijająco.

-Ale wiem, gdzie poszli. Chodź ze mną, przyłapiemy ich na gorącym uczynku! – nagliła Sissi.

-No dobra, idziemy – powiedział niechętnie Jim.

Sissi nie odpowiedziała, tylko jeszcze bardziej popędziła Jima i niemal zaciągnęła go siłą do zejścia do kanałów.