Od autorki: Po pierwsze bardzo przepraszam za tak długą przerwę. Systematyczność nigdy nie należała do moich mocnych cech, ale pracuję nad tym, więc może kiedyś zauważycie efekty ;)

Po drugie, TAK ta historia już istnieje w sieci. I NIE, to nie jest plagiat. Po prostu postanowiłam ją poprawić i zyskać noweg grono czytelników gdzie indziej. Wersja zakończona, ale nie tak dopracowana językowo znajduje się na .com w zakładce Fanon opowiadania zakończone pod tym samym tytułem.

Po trzecie i ostatnie znów kłaniam się cudnej Ellenie, która zawalczyła z błędami tego rozdziału.


Smoczyca Koszmara Ponocnika zaraz po powrocie do Smoczej Skały zaczęła szukać Stormcuttera. Człowiek, któremu niedawno pomogła dostać się w okolice wulkanu, zadziwił ją i zawstydził. Jego determinacja stanowiła dla niej zagadkę. Nigdy by nie przypuszczała, że chłopak będzie w stanie podjąć takie ryzyko. Przez kilkanaście minut lotu miała dużo czasu, żeby przemyśleć kilka rzeczy. Jedną z tych, które dręczyły ją naprawdę, był fakt, że została przyuczona do posłuszeństwa Czerwonej Śmierci do tego stopnia, iż nawet przez myśl jej nie przeszło, by stawić opór albo chociaż spróbować naprawić skutki jej działań. Nawet teraz nie zdołała przezwyciężyć strachu i polecieć razem z człowiekiem dalej w mgłę. Próbowała przekonać samą siebie, że gdyby nie była matką, może by się odważyła na taki czyn, ale w głębi serca wiedziała, że to tylko wymówka. Jej oczom ukazał się w końcu płaskowyż Smoczej Skały. Szybko odnalazła wzrokiem pomarańczowego olbrzyma i zgrabnie wylądowała obok niego. Drugi smok zaledwie zaszczycił ją jednym spojrzeniem i powrócił do poprzedniego zajęcia, czyli wpatrywania się w horyzont. Smoczyca przez chwilę poczuła się zbita z tropu, ale szybko wzięła się w garść.

– Jeżeli tak bardzo brakuje ci Nocnej Furii, to czemu nie polecisz go szukać, tak jak człowiek? – zawarczała.

– Bo nie chcę ryzykować bezpieczeństwa wszystkich. – Stormcutter nawet na nią nie spojrzał. Czerwona Koszmarka wiedziała, że to tylko wymówka i że pomarańczowy gad też jest tego świadomy, więc odleciała, nie mówiąc nic więcej. Czteroskrzydły usiłował wyrzucić słowa smoczycy z umysłu przez następne trzy dni, w głębi serca łudząc się nadzieją, że chłopak w każdej chwili wróci z Nocną Furią i on nie będzie się musiał mierzyć z własnym lękiem przed Czerwoną Śmiercią. Jednak czwartego dnia w końcu zdecydował się wyruszyć, wiedząc, że jeżeli znajdzie czarnego smoka martwego, nigdy sobie nie wybaczy.

Stormcutter już myślał o powrocie do Smoczej Skały, kiedy dostrzegł kawałek niebieskiego materiału na jednej z wysepek. Tylko łowcy używali tego koloru do farbowania żagli. Ogromny smok zniżył lot i wylądował miękko na małej plaży. Rozejrzał się szybko po pobojowisku. Nie. Nie. Proszę, nie! –błagał cicho w myślach, kiedy jego wzrok spoczął na czarnym kształcie. Pomarańczowy gad z sercem w gardle podszedł cicho do Nocnej Furii. Omal nie upadł z ulgi, kiedy zorientował się, że klatka piersiowa mniejszego smoka unosi się w rytmie spokojnego oddechu. Gdy minęła chwila szoku, Stormcutter zorientował się, że jego czarny przyjaciel ma na sobie dziwnie pachnące, białe rzeczy. Gad zmrużył oczy. Tylko w jednym miejscu widział takie coś u człowieka, za każdym razem, kiedy ten się skaleczył. Czyli jednak tu dotarł – pomyślał Stormcutter. – Ale jeśli tak, to gdzie jest?

Rozmyślania olbrzyma przerwał cichy jęk dobiegający od Nocnej Furii. Czarny smok poruszył się niespokojnie i spojrzał półprzytomnie na Stormcuttera.

– Jesteś tu naprawdę? – zapytał słabo.

– Tak – powiedział po prostu pomarańczowy gad, trącając lekko nosem przyjaciela. – Zaraz cię stąd zabiorę.

– Czemu nie przyleciałeś wcześniej? – zapytał z bólem Szczerbatek. – Gdyby nie Czkawka, już bym nie żył, wiesz? A teraz on umiera...

Stormcutter spojrzał na nieprzytomnego, bladego człowieka, którego do tej pory Nocna Furia ukrywała pod skrzydłem. Nie miał podstaw, by nie wierzyć w słowa czarnego smoka. Poczuł wstyd po raz kolejny. Nigdy nie przypuszczał, że to uczucie wywoła w nim mizerny chłopak, ale taka była prawda. On pozwolił, by strach powstrzymał go przed działaniem, a przecież był smokiem. Istotą silną. Potężną. Tak bardzo odmienną od tego drobnego wikinga. Stormcutter pochylił głowę.

– Przepraszam – wymruczał cicho. Szczerbatek zamrugał zaskoczony. Nie spodziewał się tego. – Zabiorę waszą dwójkę do Smoczej Skały.

Nocna Furia kiwnęła głową na zgodę i przysunęła Czkawkę do siebie. Stormcutter chwycił delikatnie w szpony swojego przyjaciela wraz z człowiekiem i wzbił się w powietrze.

Podróż, która wikingowi zajęła kilka godzin, dla pomarńczowego gada trwała zaledwie jedną. Przy Smoczej Skale czekał już na nich mały tłum. Wszystkie smoki miały nadzieję, że nie było za późno, żeby pomóc Nocnej Furii. O człowieku nie myślały za dużo, bo choć fakt, że wyruszył na pomoc smokowi je wzruszył i zawstydził, to nie przypuszczały, żeby mu się powiodło.

Stormcutter wylądował miękko w jaskini, która była przeznaczona dla rannych smoków. Delikatnie ułożył czarnego gada na posłaniu z mchu. Szczerbatek przesunął się tak, żeby Czkawce było wygodniej i wyczerpany podróżą ponownie zasnął. Natychmiast podszedł do nich stary Szybki Szpic, który zawsze zajmował się chorymi. Czteroskrzydły pozostawił przyjaciół, by mogli odpocząć, a sam wyszedł przed jaskinię i wyjaśnił cicho sytuację reszcie smoków. Obawiał się, że nie zdąży ze wszystkim, zanim uszy i oczy Czerwonej Śmierci złożą jej raport.

Stormcutter spojrzał na smoki, które zebrały się na dużym placu obok jeziora i czekały na jego wyjaśnienia. Olbrzymi gad zawsze lubił Nocną Furię, ale zastanawiał się, czy ta akcja ratunkowa była warta narażania wszystkich na niebezpieczeństwo, tym bardziej, że są małe szanse na to, że czarny smok będzie kiedykolwiek latać - a Stormcutter liczył na jego wsparcie w ewentualnej walce. Pomarańczowy gad chciałby wierzyć, że to dziwne coś, co człowiek przyczepił do ogona rannego smoka zadziała, ale nie liczył na to szczególnie. Ryknął, zwracając na siebie uwagę i uciszając tym samym mruczane rozmowy, po czym wziął głębszy oddech i zaczął mówić.

– Udało mi się uratować Nocną Furię, ale nie będzie mogła latać. Człowiek jest ranny i nie zanosi się na to, żeby przeżył. – Wśród smoków rozległy się niespokojne pomruki, ale szybko ucichły po tym, jak starsze smoki ostrzegawczo wypuściły trochę pary z nozdrzy. Stormcutter zawahał się lekko, ale postanowił, że nie ma sensu niczego zatajać. Pocieszał się myślą, że może większość postanowi wysłuchać go do końca. – Jak wiecie, to, co zrobiłem, było sprzeczne z rozkazami Czerwonej Śmierci, więc jeśli ona się o tym dowie, będziemy mieli problem.

– Niby od kogo miałaby się dowiedzieć? – odezwał się pewnie zielony Śmiertnik Zębacz, dumnie wypinając pokrytą łuskami pierś i lekko rozkładając kolce w ogonie. – My jej nie powiemy.

– Wy może nie, ale Czerwona Śmierć jakimś cudem zawsze o wszystkim wie, więc pewnie ma szpiegów – oświadczył Stormcutter, mentalnie przygotowując się na burzę, jaką wywoła ta informacja. Miał tylko nadzieję, że nie będzie zbyt dużo ognia. Pożar mógłby przyciągnąć uwagę jakichś niepowołanych gości. Jakie było jego zdziwienie, kiedy większość smoków pozostała spokojna, chociaż kilka dało wyraz swojej złości, wydając niskie pomruki, od których wibrowało podłoże. Kiedy ponownie zapadła cisza, czerwona samica Koszmara Ponocnika zapytała, czy wie kto to.

– Podejrzewam, że to Zduśne Zdechy, a przynajmniej ich część – powiedział powoli Stormcutter. Smoki i tym razem nie były zbyt zszokowane, tylko kilka bardziej porywczych wydało groźne pomruki, ale szybko zostały uspokojone.

– Co może zrobić Czerwona Śmierć? – zapytał któryś z Gronkli. Stormcutter zamrugał zaskoczony. Był przekonany, że wybuchnie panika, że zaczną go oskarżać o podjęcie złej decyzji albo nawet zaatakują. Ten spokój był dziwny. Olbrzymi gad przechylił głowę na bok w zastanowieniu. Coś było nie tak. Musiało być. Tylko co?

Widząc niepewność przywódcy, czerwona smoczyca postanowiła ponownie zabrać głos. Zaryczała, dając sygnał, że teraz ona chce mówić.

– To ja pomogłam człowiekowi. Widząc determinację w jego oczach, poczułam wstyd. Jestem smokiem. Umiem tyle rzeczy, których on nie potrafi, a jednak ciągle unikam walki. – Czerwona smoczyca mówiła cicho i spokojnie, a Stormcutter odnajdywał w jej słowach własne odczucia. Cisza, jaka panowała podczas przemówienia Koszmara Ponocnika, mówiła, że reszta smoków również zgadzała się z jej słowami. – Kiedy w końcu poleciałeś po naszego przyjaciela, wiedzieliśmy co nas czeka. Rozmawialiśmy. Chcemy zmienić sytuację. Czerwona Śmierć zawsze była tyranką, ale to przeszło wszelkie granice. Nie jesteśmy zahipnotyzowani. Doceniamy to, co robiłeś dla nas przez lata. Pójdziemy za tobą – dokończyła smoczyca i pokłoniła się lekko Stormcutterowi, a jej gest powtórzyły pozostałe smoki.

Pomarańczowy olbrzym odetchnął głęboko, wyprostował się i rozłożył do połowy swoje podwójne skrzydła.

– Dziękuję wam za zaufanie. Zrobię wszystko, żeby was nie zawieść. Niestety, podejrzewam, że nie mamy dużo czasu. Wracając do twojego pytania – zwrócił się do Gronkla, który niespokojnie uderzał ogonem o ziemię – to sądzę, że skoro Czerwona Śmierć nie jest w stanie zaatakować nas wszystkich, to po prostu pozbawi nas ochrony, jaką zapewnia nam mgła otaczająca wyspę. Wiemy, że dzięki swoim umiejętnościom Alfa otacza naszą kryjówkę tą dziwną mgłą, w sporej odległości od brzegu oraz okolice swojego wulkanu, przez co większość ludzkich statków się tu nie zbliża. Obawiam się, że jeśli z tego zrezygnuje, będziemy mieli prawdziwy problem – zakończył cicho Stormcutter i czekał na reakcję. Smoki zaczęły dyskutować ze sobą przyciszonymi głosami. Pomarańczowy gad słyszał, jak co bardziej rozentuzjazmowane smoki uderzają pazurami o ziemię. Padło nawet kilka kul ognia, ale to i tak nic w porównaniu do tego, czym zwykle kończyły się spory. Na szczęście gady rozumiały powagę sytuacji i większości udało się powściągnąć swój temperament. Olbrzym miał ochotę coś zrobić. Cokolwiek. Zupełnie nie widział wyjścia z sytuacji. Wiedział, że gdyby zaczęli przypływać tu łowcy i zwykli wikingowie, to smoki nie dadzą rady się długo bronić. Wbrew pozorom gady nie lubiły walczyć. Większość ziania ogniem i wymachiwania pazurami miało na celu przekazanie jakichś rzeczy, których smoki nie potrafiły wyrazić słowami albo przypomnienie o panującej hierarchii starszeństwa. Starsze i potężniejsze smoki chroniły te słabsze, więc oczekiwały szacunku. Walki z ludźmi natomiast zwykle kończyły się wieloma ranami pomimo grubej skóry gadów.

Nagle z tłumu wystąpił młody Zmiennoskrzydły. Widać było po nim, że się boi, ale zaryczał nieśmiało, zwracając na siebie uwagę. Stormcutter zachęcił go lekkim skinieniem głowy.

– Mów. Teraz potrzebujemy pomysłów. Wszystkich.

Smoczek kiwnął głową i przełknął ślinę.

– Moglibyśmy nie latać. Nikt by nas wtedy nie widział – powiedział cicho.

To było dziwne uczucie. Czkawka miał wrażenie, że nie posiada ciała. Czuł ból, ale był on tak odległy, że wydawał się należeć do innego świata. Świadomość młodego wikinga dryfowała w nieograniczonych ciemnościach, tylko czasami natrafiała na przebłyski wspomnień. Oglądał swoje życie z boku. Nie był pewny, czy powinien cieszyć się z możliwości ponownego przemyślenia pewnych rzeczy, czy też nie. Dzięki większemu doświadczeniu dostrzegał więcej, ale to nie zmieniało faktu, że duża część wspomnień wciąż sprawiała mu ból.

Czkawka właśnie dotarł do momentu, w którym jego życie zupełnie zmieniło kierunek. Widział siebie stojącego na klifie i celującego w niebo. Widział moment, kiedy zdjął rękę z maszyny, nie oddając strzału i to wszystko, co stało się potem. Wyrzeczenie się go przez ojca. Ucieczka. Kilka przebłysków zabaw ze Szczerbem. Akcja ratunkowa. Oglądał wszystko, aż do momentu, kiedy Nocna Furia była zmuszona wypalić plazmą jego nogę.

Pomimo, że nie czuł swojego ciała, był boleśnie świadomy, że kiedy już się ocknie, będzie kaleką. Nie żałował. Nie potrafił. Zrozumiał, że strata nogi była warta tych chwil, w których czuł się wolny, w których czuł, że żyje.

Nagle ciemność wydała mu się mniej ciemna. Najpierw poczuł ciężar. Przyjemny ciężar na jego klatce piersiowej. Potem usłyszał głęboki pomruk tuż przy swoim uchu. Szczerbatek – słowo samo pojawiło się w jego umyśle. Kiedy już prawie mógł otworzyć oczy, w końcu powrócił ból. Jęknął przez zaciśnięte zęby. Nacisk na jego piersi natychmiast się zmniejszył, Nocna Furia poluzowała swój uchwyt i zamiast tego zaczęła szturchać go lekko po twarzy. Czkawka w końcu otworzył oczy i rozejrzał się zdziwiony. Leżał ze Szczerbatkiem na stercie futer i liści w jakiejś pogrążonej w półmroku jaskini. Czarny smok przyglądał mu się z uśmiechem, ale w jego oczach czaił się niepokój i coś jeszcze, co trudno było chłopakowi zinterpretować.

– Jak się czujesz? – zamruczał trochę niepewnie. – Minęły prawie trzy dni. Bałem się...

– Trzy dni?! – wykrzyknął cicho nastolatek. Chciał usiąść, ale czarna łapa zdecydowanym ruchem przycisnęła go do posłania. Zrezygnowany rozejrzał się po pomieszczeniu na tyle, ile mógł. – Gdzie my w ogóle jesteśmy?

– W Smoczej Skale, w jaskini Szybkiego Szpica, no wiesz, tego, który zajmuje się leczeniem. Stormcutter nas tu przyniósł, żeby nasz staruszek mógł ubabrać nas całych śliną Tide Gildera. Właśnie przed chwilą skończył – próbował zażartować Szczerbatek. Czkawka zmarszczył brwi. W zachowaniu przyjaciela zdecydowanie było coś dziwnego. Chłopak już prawie uchwycił myśl, która wyjaśniłaby mu jego niepokój, kiedy na zewnątrz rozległy się ryki smoków. Wiking spojrzał zdziwiony na wyjście z jaskini.

– Co się dzieje? – zadał pierwsze pytanie, jakie przyszło mu do głowy. Nocna Furia, która również wpatrywała się w otwór groty, tylko pokręciła głową. Czkawka zsunął z siebie łapę przyjaciela i usiadł. Spojrzał na swoją nogę. Kikut był zakończony zwęgloną skórą i wyglądał niezbyt ładnie. Chłopak westchnął cicho. Był zbyt zagubiony w myślach, żeby dostrzec przepełnione strachem oczy Nocnej Furii, która czekała na jego reakcję. Zielonooki jeszcze chwilę patrzył na nogę, po czym zamruczał coś o konieczności zrobienia protezy i spojrzał na Szczerbatka.

– Twoje rany wyglądają o niebo lepiej – powiedział z ulgą, ale zaraz zachmurzył się lekko, widząc zdziwienie smoka. – Wszystko w porządku?

– Mnie o to pytasz? – zaryczał Szczerbatek. – Trzy dni byłeś nieprzytomny, bo spaliłem twoją nogę! Powinieneś być zły. To moja wina, że stała ci się krzywda!

Czkawka zamrugał, patrząc na smoka z wyrazem skrajnego niezrozumienia na twarzy.

– Twoja wina? To była moja decyzja. To ja poszedłem cię szukać. A udało mi się tak, jak zwykle – dodał chłopak, patrząc na ogon Szczerbatka.

Nocna Furia już miała odpowiedzieć, ale przerwał jej wchodzący do jaskini Stormcutter.

– Mamy problem – warknął nerwowo nowo przybyły. Czkawka przyglądał się smokowi ze zdziwieniem. Olbrzym zwykle go unikał, nie mówiąc już o mówieniu w jego obecności. To było dziwne i niepokojące, że ten zwykle dumny gad nawet nie próbował ukrywać swoich uczuć.

– Co się stało? – zapytał Szczerbatek, któremu również nie umknęła nerwowość pomarańczowego gada i nagle skulił się lekko. – To Czerwona Śmierć. Dowiedziała się, że po mnie poleciałeś...

Stormcutter tylko kiwnął głową. Żadne słowa i tak niczego by nie zmieniły. Czteroskrzydły nigdy jeszcze nie czuł się tak bezradny. Jego spojrzenie spoczęło na człowieku, który właśnie mruczał coś do roztrzęsionej Nocnej Furii. Po chwili wiking podniósł głowę i ich spojrzenia się spotkały. Pomarańczowy smok spodziewał się zobaczyć w tych zielonych oczach strach, niezrozumienie, ból, ale nie tę spokojną determinację, dokładnie taką samą, jaką widział u smoków, kiedy przed chwilą z nimi rozmawiał. Różnice nie mają znaczenia – uświadomił sobie Stormcutter. – Teraz jest jednym z nas.

Kim jest Czerwona Śmierć? – zapytał Czkawka, nadal patrząc olbrzymowi prosto w oczy.

– Alfa – warknął Stormcutter i westchnął lekko, widząc brak zrozumienia na twarzy wikinga. – Królowa smoków. Olbrzymia smoczyca. Zamieszkuje wulkan na zachodniej części wyspy.

Chłopak zmarszczył brwi.

– Przecież ona jest jedna. Macie dużą przewagę liczebną. Czemu się jej boicie?

– Kiedy mówiłem, że jest duża, właśnie to miałem na myśli – burknął Stormcutter. – Poza tym to alfa. Umie różne rzeczy. No i chroni to miejsce. Widziałeś mgłę wokół wyspy. To ona zna sekret jej utrzymania.

– Przecież jej nie zdejmie, bo sama naraziłaby się na atak – stwierdził Czkawka. Olbrzymi smok parsknął zirytowany, zaczynając żałować, że w ogóle podjął się udzielania wyjaśnień. Wiking, widząc gniew smoka, z trudem opanował chęć schowania się za Szczerbatkiem. Stormcutter powarkiwał niezrozumiale jeszcze przez chwilę. W tym czasie Nocna Furia w końcu opanowała się na tyle, żeby odepchnąć od siebie poczucie winy.

– Ona umie kontrolować mgłę, dlatego jej wulkan zawsze jest osłonięty – wyjaśniła Czkawce.

– To nadal bez sensu – stwierdził chłopak. – Mogłaby robić mgłę wokół swojej siedziby, ale nie wokół całej wyspy.

Stormcutter miał wrażenie, że zaraz zacznie wyć. Nie mógł zrozumieć, dlaczego ten człowiek ciągle czepia się szczegółów. Już odwrócił się, żeby wyjść, ale Nocna Furia złapała go zębami za ogon. Olbrzymi gad zawarczał groźnie, rozkładając lekko skrzydła w gotowości do ataku.

– Poczekaj – zamruczał Szczerbatek, puszczając pomarańczowego smoka. – On myśli inaczej niż my. Teraz wszystkie pomysły są użyteczne. Dlaczego uważasz, że to nie Czerwona Śmierć tworzy mgłę wokół całej wyspy? – zwrócił się do Czkawki.

– Wiele razy lataliśmy o świcie i nigdy nie widziałem żadnego dużego smoka, a mgła zdawała się gęstnieć właśnie o tej porze. Mały smok mógłby przelecieć, ukryty w tym wąskim pasie, jaki zostaje po nocy, ale … – Wywód Czkawki przerwał ryk Stormcuttera i jęk Szczerbatka. Chłopak spojrzał zdziwiony i przestraszony na gady, cofnął się, co skończyło się bolesnym lądowaniem na tyłku. Nocna Furia otrząsnęła się i pomogła przyjacielowi wstać, natomiast czteroskrzydły wciąż miotał się po całej jaskini.

– Co się stało? Powiedziałem coś nie tak? – zapytał wiking. Czarny gad tylko pokręcił głową. Czkawka zaczął się wsłuchiwać w pomruki pomarańczowego smoka i ze zdumieniem usłyszał coś, co brzmiało jak: „Głupi, niedomyślny, łatwowierny idiota".