TEN FF NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA. JEGO AUTORKĄ JEST lgmrkm.

POSIADAM ZGODĘ NA TŁUMACZENIE.

Oryginał: fanfiction(kropka)net/s/5367389/1/Online_Offline

Profil autorki: fanfiction(kropka)net/u/1957430/lgmrkm


Rozdział 10

ZWYCIĘSTWO I OBJAWIENIE

Obudziłam się wcześniej, niż zwykle w szkolny tydzień. Byłam podekscytowana i praktycznie podskakiwałam z nerwów oraz podniecenia. Nie dlatego, że w szkole będziemy prezentować projekt, ale dlatego, że miałam jechać do szkoły z Edwardem. Chociaż nie była to wielka rzecz, musiałam powstrzymać się, aby nie zacząć głośno krzyczeć. Nie chciałam być jak inne dziewczyny. Nic jednak nie powstrzymało mnie od skakania po łóżku w rytm tandetnej muzyki. Smutne, ale prawdziwe.

Po wzięciu prysznica, włożyłam wiele trudu w prostowanie włosów. Nie zostawiłam ich, jak co dzień, lekko pofalowanych. Edward, Mike, Angela oraz ja, dzisiejszego dnia postanowiliśmy ubrać się jak szanowani właściciele firmy. Być może trochę przesadzaliśmy, ale chcieliśmy wygrać. Moja ręka zgarnęła z szafy czarną ołówkową spódnicę, która sięgała moich kolan. Spojrzałam na zewnątrz i widząc pogodę, zadrżałam. – Okej, czarne spodnie – powiedziałam do siebie, wyciągając ładną, ale zbyt okolicznościową bluzkę w kolorze nefrytu. Cicho podziękowałam za nią Alice.

Założyłam na siebie cały komplet. Dodatkowo na moich nogach znalazły się nefrytowe buty na płaskiej podeszwie, które Alice nabyła dla mnie z myślą o koszuli w tym samym kolorze. Zostałam poinstruowana, że nie wolno mi było nosić tej koszulki bez dopasowanych butów o identycznym kolorze, bądź butów na obcasie. Byłam przekonana, że nikogo nie zdziwił mój wybór. Musiałam przyznać, że wyglądałam dobrze, a zarazem profesjonalnie, delikatnie zalotnie i młodzieńczo. Uśmiechnęłam się, wpadając na myśl, że dzisiaj nawet Alice zaaprobuje mój ubiór.

Chwyciłam torbę leżącą w kącie pokoju. Dwa razy sprawdziłam, czy spakowałam wszystkie potrzebne książki i dokumenty do prezentacji. Będąc pewna, że wszystko, co potrzebne znajduje się w mojej torbie, z cichym skrzypnięciem otworzyłam drzwi od swojego pokoju. Przez chwilę intensywnie nasłuchiwałam, ale westchnęłam z ulgą, gdy nic nie usłyszałam. Cisza oznaczała, że moi rodzice udali się już do pracy. Nie byłam gotowa na spotkanie z nimi twarzą w twarz. Byłam odrobinę wdzięczna, że ostatniej nocy postanowili zostawić mnie w spokoju.

Od razu skierowałam się do kuchni. Mój żołądek, jakby wyczuwając jedzenie, dał głośno o sobie znać. Od wczorajszego popołudniowego powrotu do domu, przez cały czas siedziałam w swoim pokoju. To oznaczało, że przez ponad dwanaście godzin nic nie jadłam. W opiekaczu do grzanek umieściłam kilka gofrów. Czekając, zjadłam jabłko. Kiedy wafle były gotowe, zjadłam je z syropem i od czasu do czasu popijałam herbatą lodową. Szybciej niż sądziłam, pochłonęłam jedzenie, dlatego skończywszy, szukałam jeszcze czegoś dodatkowego do zjedzenia. Znalazłam zbożowy batonik, po którego zjedzeniu, na szczęście, poczułam się najedzona.

Posprzątałam w kuchni. Następnie ponownie, dwukrotnie sprawdziłam zawartość szkolnej torby i na końcu skończyłam w salonie oglądając poranne wiadomości. Przeklinałam swoje ciało za to, że obudziło się wcześnie. Miałam jeszcze ponad trzydzieści minut do wyjścia.

Zniecierpliwiona spojrzałam na zegar. Kiedy było już za pięć ósma, uznałam, że będzie całkiem w porządku, gdy zjawię się kilka minut przed czasem. Chwyciłam swój płaszcz i plecak, a następnie zamknęłam za sobą drzwi. Do domu Edwarda szłam z motylami w brzuchu. Szybko pokonałam schody i zapukałam do drzwi. Nie minęło długo, gdy usłyszałam zbiegające kroki po schodach. Drzwi otworzyły się. W progu stał Edward, na widok którego, prawdopodobnie troszkę się zaśliniłam. W porządku, bardziej niż trochę. Był ubrany w czarny garnitur, czarną koszulę i dopasowany krawat. Wyglądał, jakby przed chwilą zszedł z wybiegu. Serio, wyglądanie TAK dobrze powinno być surowo zabronione!

Posłał mi pełen zadowolenia i szeroki uśmiech, mówiący, że przyłapał mnie, jak pożądliwie na niego patrzyłam. Raczej nie zamierzał komentować mojego zachowania, więc zażartowałam. - Edwardzie, nie wybieramy się na szkolny bal, tylko idziemy do szkoły - ze względu na zdenerwowanie zachichotałam i zakryłam usta ręką.

Edward pokręcił głową, jednocześnie przewracając oczami. – Hej! To ty i Angela byłyście tymi, które zadecydowały, że musimy ubrać się elegancko. Wiem, że Mike będzie miał na sobie coś podobnego. To twoja decyzja, nie moja.

- Prawda – zgodziłam się z uśmiechem. – Ale teraz już chodź – powiedziałam chropawym głosem. Edward uśmiechnął się i mogę powiedzieć, że mógł odrobinę zorientować się w moim kuszeniu. Wstrzymywałam chichot... Rany. Kiedy chłopak był tylko krok ode mnie, złapałam jego marynarkę i rozpięłam guzik, który utrzymywał marynarkę zapiętą. Jego oczy rozszerzyły, a usta otworzyły się w szoku. Zaśmiałam się, poluzowawszy jego krawat i poklepałam go lekko w klatkę piersiową. – Tak jest zdecydowanie lepiej. Teraz bardziej przypominasz modnego i młodego dyrektora, a nie sztywnego, starszego mężczyznę. Chcemy otworzyć centrum rozrywki, a nie dom pogrzebowy.

- Ty, moja przyjaciółko, jesteś zła – powiedział, a ja nie przecząc niczemu, wzruszyłam ramionami. Patrzył na nie gniewnie, ale nie wytrzymał długo, bo wybuchnął śmiechem. – Niech będzie, ale hej! To nie ja nie próbowałem uwieść potencjalnego inwestora - odparł. Teraz była moja kolej, aby w szoku wybałuszyć oczy.

- Przepraszam?!

- Oj Swan, ta bluzka jest prosta i grzeszna, ale w klasyczny sposób. Podoba mi się - mrugnął do mnie, a ja oniemiałam. Cholera, pozbawił mnie tchu! Cofnął się i idąc ze mną w stronę salonu, spojrzał przez ramię i odezwał się. - Chodź Bello, pomożesz mi zabrać się z rzeczami - jego głos brzmiał słodko i niewinnie, jakby dopiero co nie powiedział, że moja koszula jest, cytuję, grzeszna, ale z klasą.

Trochę się bocząc poszłam za nim. Narzekałam na zarozumiałych i przystojnych chłopaków. Pomogłam zabrać Edwardowi ogromny billboard, który przygotowaliśmy. Większa część naszej prezentacji została wykonana w PowerPoincie. Razem z Angelą nie mogłyśmy się powstrzymać od użycia nożyczek oraz kleju i stworzenia kolażu, który reprezentował nas i nasz sklep.

Zaniosłam plakat do samochodu, w momencie, kiedy Edward pakował swój laptop oraz rzutnik. Nie miałam pojęcia skąd i po co go miał. Byłam przekonana, że będzie go używał po raz pierwszy. Nieważne, byłam mu niesamowicie wdzięczna. Wróciliśmy do domu, aby zabrać mały karton, w którym znajdowało około trzydzieści przypinek z logo Eclipse, które własnoręcznie stworzyliśmy. Dodatkowo, wewnątrz opakowania znajdowała się jedna koszulka z identycznym wzorem. Wszystko stworzyliśmy z powodów promocyjnych. T-shirt miał reprezentować strój, który mieliby nosić nasi pracownicy. Początkowo zastanawiałam się nad stworzeniem koszulki dla każdego z nas, ale rozwiązanie na które się zdecydowałam było znacznie tańsze. Chwyciłam niewielki karton z ulotkami i po raz kolejny poszłam za Edwardem.

W chwili, gdy chłopak zamykał drzwiczki samochodu, jego mama pojawiła się w wejściu i zawołała za nim. – Czekaj, Edward! Nie zapomnij o tym!

Edward podbiegł i chwycił plastikowy pojemnik, który kobieta trzymała w dłoniach. Chłopak pocałował swoją mamę w policzek, a następnie szybko jej podziękował i pożegnał się. Nie mogłam pohamować uśmiechu, który pojawił się na widok czułości, jaką okazywał Esme. Niektórzy faceci w publicznych miejscach nie okazują uczuć wobec swoich matek. Gdy dotarł do samochodu, pytająco uniosłam brwi do góry, a on uśmiechnął się. – Mama pomyślała, że moglibyśmy zmiękczyć ciasteczkiem każdego, kto będzie oglądał naszą prezentację. Wiesz, żeby nas zapamiętali – zachichotał.

- Nie sądzę, aby mieli problem z zapamiętywaniem naszej prezentacji, ale lepiej dmuchać na zimne. Twoja mama to bardzo inteligentna kobieta.

- Zgadza się – powiedział podchodząc do boku samochodu przy którym stałam. Popatrzyłam na niego z zaciekawieniem, lecz on tylko uśmiechnął się i otworzył mi drzwi. – Panie przodem – oznajmił z angielskim akcentem.

- Nie oszukuj, że masz nieznaczny akcent. To nie jesteś ty, Edwardzie - dokuczyłam. Chłopak wzruszył ramionami i przed zamknięciem drzwi wręczył mi ciasteczka. Obszedł samochód, wsiadł do samochodu i zajął miejsce kierowcy. Po uruchomieniu silnika, wyciągnął z kieszeni swojego płaszcza iPoda i umieścił go w porcie znajdującym się na desce rozdzielczej. Miał właśnie wybierać utwór, ale go zatrzymałam. – Mogę? – naprawdę chciałam przeglądnąć jego listę utworów.

Jego ręka zatrzymała się na moment. Przez chwilę dostrzegłam wahanie w jego oczach. Nie rozumiałam dlaczego. – Umm, zazwyczaj nie pozwalam ludziom dotykać mojego iPoda – powiedział wolno, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.

- Edwardzie, wybiorę tylko piosenkę, nie ukradnę go i nie przytrzymam jako zakładnika pod groźbą, że usunę wszystko, a wgram Britney Spears – nieprzekonany wykrzywił się, więc zagrałam inaczej. – Proszę – wydęłam wargi niczym Alice. W odwecie usłyszałam westchnienie z rezygnacją. Haha, może częściej będę używać tej broni.

- W porządku – wymamrotał i zaczął się wycofywać. W geście zwycięstwa i przed zabraniem się do przeglądania jego piosenek na odtwarzaczu, zatarłam ręce. Byłam zaskoczona różnorodnością, ale ostatecznie zdecydowałam się na Clair de Lune Debbusy'ego. W momencie, gdy muzyka zaczęła grać, Edward przypatrywał mi się zaciekawiony. – Znasz Debbusy'ego? – ton jego głosu był zaskoczony, z lekką nutą wrażenia, które zrobiłam.

- Kiedyś przyjaciel mnie z nim zaznajomił. On lubi muzykę klasyczną – uśmiechnęłam się, myśląc o EC i jego zaangażowaniu, które miało na celu poprawienie mojego gustu muzycznego. Edward wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale milczał. Wyrywając się z rozmyślań, spojrzałam przez szybę i uświadomiłam sobie z jaką prędkością jedziemy.

- Jezu, Edward! – pisnęłam głośno. Chłopak podskoczył, a samochód skręcił ostro w prawo.

- Co, co jest? – spytał lekko spanikowany, wciąż utrzymując identyczną prędkość na liczniku.

- Jeździsz jak szaleniec! Zwolnij zanim nas zabijesz! – praktycznie krzyczałam, gdy Edward sprawnie manewrował samochodem po jezdni. Westchnął ciężko i przewrócił oczami.

- Bella uspokój się, jestem doskonałym kierowcą – po wypowiedzeniu tych słów, jakby chcąc udowodnić ich prawdziwość, zwiększył prędkość jazdy. Wbiłam paznokcie w fotel.

- Edwardzie, proszę, czy nie możesz trochę zwolnić? – zabłagałam. Spojrzał na moją twarz i paznokcie wżynające się w siedzenie, a potem odwrócił się i patrzył na drogę. Kiedy zwalniał do rozsądnej prędkości, zauważyłam, że wyraz jego twarzy łagodnieje. Moim zdaniem, wciąż jechaliśmy zbyt szybko.

- Lepiej?

- Znacznie! Dziękuję – odetchnęłam z ulgą.

Nie zdziwiłam się, że szybko dotarliśmy do szkoły. Około dziesięć po ósmej byliśmy na miejscu. Szkolny parking był praktycznie pusty. Wyjątek stanowiły samochody należące do pierwszych uczniów i nauczycieli. Balansując kartonami w rękach, zgarnęłam plakat. Nim udaliśmy się do szkoły, Edward chwycił swoje rzeczy.

Byłam zaskoczona wczesnym widokiem boleśnie splątanych Alice i Jaspera. Ich usta musiały być ze sobą złączone naprawdę mocno. - Idźcie do jakiegoś pomieszczenia! - Edward krzyknął do nich, przed parsknięciem śmiechem. Chłopak i dziewczyna natychmiast od siebie odskoczyli. Atomówka posłała mu spojrzenie, po którym nie powinien żyć. Byłam święcie przekonana, że Cullen wzdrygnął się z bólu.

- Nie każ mi tam podchodzić, Cullen – warknęła.

- Właściwie Alice, to możesz podejść i otworzyć dla nas drzwi, bo jak widzisz nie mamy wolnych rąk – posłałam jej błagające spojrzenie, a ona skinęła głową. Pozwoliłam Edwardowi iść jako pierwszemu, ponieważ obawiałam się, że gdybym poszła pierwsza, to Alice byłaby zdolna uderzyć Cullena w twarz. – Dzięki Ali.

- Nie ma za co, Bello. Cieszę się, że mogłam pomóc – zanim odwróciła się i zniknęła za drzwiami, posłała Cullenowi gniewne spojrzenie. Idąc przed siebie spojrzała przez ramię i zawołała do mnie. – Zobaczymy się w klasie!

Po pożegnaniu z Alice, jeszcze kilka razy wychodziliśmy ze szkoły do samochodu, aby wziąć potrzebne rzeczy do naszej prezentacji, którą przygotowaliśmy na lekcję biznesu. Widząc Mike'a oraz Angelę, czekających na nas przed klasą ze swoimi teczkami, uśmiechnęłam się. Mike miał na sobie szary garnitur. Nie mogłam zdusić chichotu, gdy zobaczyłam jego krawat przerzucony przez zazwyczaj zajmowanie przez niego krzesło. Uniosłam brwi w kierunku Angeli. Popatrzyła na mnie zdezorientowanym wzorkiem. Ruchem głowy, wskazałam głową na krawat Mike'a i uśmiechnęłam się, dając znać, że moim zdaniem, tworzymy zgraną drużynę. Dziewczyna była ubrana podobnie do mnie. Jedyną różnicę stanowiła jej bluzka, która nie posiadała rękawów i której przód był delikatnie pomarszczony. Angela wyglądała niesamowicie profesjonalnie, ale przede wszystkim modnie.

Mike podszedł do mnie i zabrał mini billboard. Westchnęłam z ulgą. – Dzięki Mike – odezwałam się z wdzięcznością.

- Nie ma problemu. Wasza dwójka wszystko tutaj przydźwigała, więc pozwólcie nam wszystko ustawić, a wy w międzyczasie przygotujcie swoje dokumenty – Angela skinęła na znak zgody.

- To wspaniale – Edward odpowiedział szybko. Włączył swój komputer oraz wpisał hasło w takim tempie, że Angela od razu wzięła się za otwieranie plików i konfigurowanie prezentacji. Nasza dwójka usiadła kilka ławek za nimi. W milczeniu przygotowaliśmy wszystkie rzeczy. Niebawem przed klasą czekał już nauczyciel z kilkorgiem uczniów.

- Zaczynajcie, kiedy będziecie gotowi – nauczyciel zwrócił się do nas, gdy skończyliśmy przygotowania. Chwyciłam pudełko z broszurami i ciasteczkami roboty Esme. W szybkim tempie rozdałam je wszystkim obecnym w klasie. Wiele ludzi mamrotało podziękowania. Usłyszałam cichy chichot nauczyciela, zanim wziął ciasteczko i ulotkę. Edward mrugnął do mnie. Zwalczyłam pokusę, aby się nie roześmiać.

Gdy projektor został uruchomiony, billboard zawieszony, a koszulka ładnie wisiała w widocznym dla wszystkich miejscu, zaczęłam mówić. – Panie i panowie, zebraliśmy się tutaj nie tylko, aby prosić państwa o finansowe wsparcie, ale także by dać państwu okazję do wzięcia udziału w czymś, co jak wierzymy, będzie korzystne dla wszystkich. Prosimy o uważne wysłuchanie naszej propozycji. Jesteśmy pewni, że na końcu przekonamy państwa, że inwestycja w Eclipse będzie właściwą decyzją.

Kiedy zakończyłam, spojrzałam na Edwarda i skinęłam głową. – W dzisiejszych czasach rozrywka jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów w gospodarce Ameryki. To dziedzina, która nie dyskryminuje nikogo ze względu na rasę, przynależność do danej klasy społecznej, bądź płci. Rozrywka wytwarza kreatywne produkty, które cieszą wszystkie pokolenia.

Angela przeszła do omawiania sprzedaży płyt DVD. – W 2009 roku BOX OFFICE stworzył ranking stu filmów, które cieszyły publiczność. Do dziesięciu najlepiej sprzedających się DVD należą filmy takie jak: Zmierzch, Transformers 2, Odlot, Madagaskar, Star Trek, Kac Vegas, Kosmici kontra potwory, Epoka Lodowcowa oraz Narzeczony mimo woli. Łącznie te wszystkie filmy, ze sprzedaży DVD zarobiły 1,177,491,202 dolarów.

Dziewczyna podeszła do wspólnie stworzonego wykresu. – W rzeczywistości w samych Stanach Zjednoczonych w dwutysięcznym ósmym zarobiono ponad 10,8 miliarda na sprzedaży płyt DVD. Popularność filmów rośnie z każdym rokiem, dlatego śmiemy stwierdzić, że będzie to jeden z najlepiej zarabiających sektorów w rozrywce. Właśnie z tego powodu znaczna część naszego biznesu, będzie skupiać się na sprzedaży płyt z filmami na DVD.

- Chcecie sprzedawać wyłącznie płyty DVD?

- Tak, ale będziemy posiadać kilka telewizorów, na których będziemy reklamować filmy. Jesteśmy przekonani, że tym sposobem przyczynimy się do zwiększenia ilości sprzedaży – odpowiedziała płynnie. Nauczyciel zapisał coś na kartce i skinął głową, abyśmy kontynuowali.

Edward zamienił się z Angelą miejscami. Chłopak przeszedł do swojej części. – Nasz następny obszar sprzedaży, będzie obejmował przemysł muzyczny. Głównie chodzi nam o płyty kompaktowe. Większość z państwa może argumentować, że obecnie występuje spadek sprzedaży płyt CD. Niekoniecznie jest to zgodne z prawdą. Wbrew powszechnemu przekonaniu, między rokiem dwutysięcznym trzecim a dwutysięcznym siódmym, sprzedaż płyt wzrosła o około dwadzieścia siedem procent. Ponadto, od trzydziestu do trzydziestu pięciu procent rocznej sprzedaży, jest dokonywana w samych Stanach Zjednoczonych.

- Czy planujecie konkurować z innymi sklepami, jak na przykład Wal-Mart czy Best Buy? – nauczyciel przerwał, kontynuując pisanie na swojej kartce.

- Tylko pod warunkiem, że będziemy zapewniać bardziej relaksującą i osobistą atmosferę. Nie będziemy dostosowywać się tylko do cen wspomnianych sklepów, ale będziemy oferować szerszy wybór artystów i gatunków muzycznych. Wiele sklepów głównie skupia się na tym, co jest popularne w danej chwili. My nie będziemy tego ignorować, ale wierzymy, że poszerzenie oferty dla naszych klientów, przyczyni się do tego, że będziemy mogli wiele wnieść do biznesu.

Nauczyciel skinął do siebie głową, więc wystąpiłam na przód i ponownie zabrałam głos.

- Niewielka część Eclipse będzie poświęcona różnym książkom i czasopismom – kliknęłam myszą na niebieską prezentację, aby zaprezentować to, co miałam na myśli. - Nasza oferta będzie zawierała biografie sławnych i popularne magazyny, takie jak Rolling Stone. Chociaż będzie to najmniejsze źródło dochodów, chcemy oferować naszym klientom szeroką gamę popularnych mediów. Jednak jak powiedziałam wcześniej, wiedząc, że nie jest to najbardziej dochodowy dział w rozrywce, nie będziemy poświęcać większość naszych wydatków temu rodzajowi rozrywki – wkurzał mnie ten fakt, ale taka była prawda, więc musiałam się z tym zmierzyć. Nie mogliśmy osiągnąć czegoś jak Best Buy, więc decydując się działy w Eclipse musieliśmy zdecydować się na kompromis.

Wszyscy wiedzieliśmy, że było to najsłabszy punkt naszej prezentacji. Zanim nauczyciel zdołał się odezwać, Mike wystąpił na przód i zmienił slajd, zanim zaczął mówić o branży dotyczącej gier. Wszystko było zaplanowane, więc stłumiłam uśmiech, kiedy Newton opowiadał swoją część. - Ja i moi koledzy, wierzymy, że branża gier przyniesie Eclipse największy dochód.

- Dlaczego?

- W chwili obecnej ponad sześćdziesiąt pięć procent amerykańskich gospodarstw domowych gra w gry komputerowe lub wideo, a przeciętny gracz ma trzydzieści pięć lat. Jest to grupa demograficzna, która dysponuje największą liczbą dochodów.

Przestał mówić i zmienił wykres. - W latach dwutysiącznym trzecim, a dwutysięcznym szóstym wskaźnik przemysłu rocznego przekroczył siedemnaście procent. Całą gospodarka USA wzrosła o miej niż cztery procent. Ponadto statystyki pokazują, że średnio dziewięć gier było sprzedawanych co sekundę każdego dnia w dwutysięcznym siódmym roku. Nierozsądnym by było nie wykorzystanie tak rozwijającego się i popularnego rynku.

Nauczyciel chrząknął przerywając, co było irytujące, ale wiedziałam, że odgrywa rolę odpowiedzialnego inwestora. - Imponujące, ale jak stwierdziłeś wcześniej, wiek, rasa i płeć będą przyciągane do odwiedzenia waszego sklepu. Czy większość waszych potencjalnych klientów nie będą stanowić mężczyźni? Jak chcecie to zmienić? - oparłam się pokusie, aby przewrócić oczami.

Mike uśmiechnął się i wiedziałam, że ma coś w zanadrzu. - To błąd, proszę pana. Ludzie nie wiedzą, że czterdzieści procent wszystkich graczy stanowią kobiety. W rzeczywistości, kobiety poniżej osiemnastego roku życia stanowią znaczną część grającej populacji, przy czym trzydzieści trzy procent siedemnastoletni chłopcy lub młodsi, którzy stanowią osiemnaście procent.

- Co z wiekiem? Czy macie jakieś propozycje dla starszego pokolenia?

- Po raz kolejny proszę pana, to nie problem. W dwutysięcznym ósmym dwadzieścia sześć procent Amerykanów grało w ponad pięćdziesiąt gier wideo. To o dziewięć procent więcej, niż w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym dziewiątym – znowu się uśmiechnęłam. Mike znał się na rzeczy.

- Jestem pod wrażeniem, ale statystyki i dowody rynkowe nie są wystarczające. Czy macie już plany dotyczące samego sklepu? - spytał, ponownie coś notując.

Podeszłam i klikając otworzyłam na komputerze różne zdjęcia. - Mamy już z pana pomocą oczywiście, wynajęty lokal w centrum Seattle. Znajduje się przy piątej alei, przy Municipal Tower Building. Jest nie tylko utrzymany w doskonałym stanie, ale znajduje się w pobliżu innych sklepów w okolicy, które obsługują ludzi chodzących pieszo, oraz członków ruchu drogowego – przestałam mówić i wyświetliłam obraz wnętrza. - Kiedy go przebudujemy, szacujemy, że będzie w stanie pomieścić w środku ponad siedemdziesiąt klientów, którzy będą mogli swobodnie się poruszać, nie licząc personelu – podsunęłam niebieski rysunek, który sporządziliśmy i przeszłam do omawiania rozmaitych wnętrz oraz podając odpowiednie wymiary.

- Koszty? Ile dokładnie, jeśli o to chodzi.

Edward wystąpił kiedy zmieniałam wykres. - W tej chwili nieruchomość jest na sprzedaż za 169,000 dolarów, ale wierzymy, że wynegocjujemy cenę niższą niż 159,000 dolarów. Poza tym, jeśli wierzyć dokonanym szacowanym obliczeniom, to dodatkowe 75,000 dolarów zostanie przeznaczonych na renowację i estetyczne dodatki – przerwał i wziął oddech. - Mamy już załatwione środki na asortyment, ale niektóre z nich w pierwszych kilku miesiącach posłużą jako wynagrodzenie dla naszych pracowników. Dlatego prosimy o finansowe wsparcie w wysokości 275,000 dolarów z szacowaną stopą zwrotu pomiędzy dziesięć, a piętnaście procent.

- To ogromna suma.

- Owszem, ale planując wydatki, uwzględniliśmy dodatkowe dziesięć procent na dodatkowe oraz niespodziewane wydatki – Mike odpowiedział.

- Bardzo realnie. Jak chcecie zyskać pozytywny odbiór u klientów?

Pozostali spojrzeli na mnie, więc podeszłam i zmieniłam slajd. - Rozpoczęliśmy tworzenie strony internetowej, która będzie zawierała szczegóły inwentarz, informacje o naszym sklepie i miejscu, oraz inne reklamy naszych produktów. Jak widzicie, opracowaliśmy małą handlową linię znaczków, przypinek i koszulek, które początkowo będziemy rozprowadzać i reklamować w sklepie. Będziemy współpracować z różnymi portalami społecznościowymi jak Facebook i MySpace, aby zwrócić tam uwagę. Oczywiście, teraz będziemy skupiać się na lokalnej promocji, ale jesteśmy przekonani, że z czasem rozszerzymy działalność na scenie narodowej z dodatkowymi sklepami, bądź uruchamiając możliwość kupna przez internet.

- Co z pozwoleniami?

Angela uśmiechnęła się, odnajdując skoroszyty, jeden dla nauczyciela, a drugi dla mnie. - To nie będzie problemem. Uzyskaliśmy już niezbędne pozwolenia na budowę, oraz wszelkie inne potrzebne, które są obecnie recenzowanie przez komisję – nawet wykonaliśmy na dzisiaj kopie dokumentów. Nauczyciel szybko na nie rzucił okiem. Widziałam, że jest pod wrażeniem.

Po zadaniu pytań o mniejsze szczegóły dotyczące sklepu, uśmiechnął się. - Cóż, jestem pod wrażeniem. Dziękuję za przybycie i będziemy w kontakcie – z każdej strony dobiegały brawa. Odetchnęłam z ulgą. Mike uniósł kciuki do góry i przysięgam, że nauczyciel puścił Edwardowi oczko. Druga grupa, która miała zaprezentować się po nas, wyglądała na bardzo zdenerwowaną.

Edward wielkodusznie zaoferował swój rzutnik na następne parę dni, więc kiedy kolejna grupa zaczęła szybko konfigurować dane, zaczęłam z Angelą po ciuchu rozmawiać.

- Poszło naprawdę dobrze – wyszeptała. Jej twarz była zaczerwieniona.

- Wiem, wygraną mamy w kieszeni! - szepnęłam podniecona. Zanim zaczęłyśmy się śmiać, wyciągnęłam przed siebie rękę, a Angela przybiła piątkę. Inna grupa rozpoczęła, zaraz po tym jak zamilkłyśmy by ich posłuchać. Wykonali kawał dobrej roboty, ale muszę przyznać, że byliśmy lepsi. Myślę, że to dlatego, że naprawdę dobrze połączyliśmy ze sobą nasze pomysły. Grupa po nas próbowała połączyć klub taneczny, sklep zoologiczny, sklep z częściami samochodowymi i centrum fitness. Pomysły jakie mieli, połączyli naprawdę dobrze.

Wreszcie grupa skończyła i minutę później zadzwonił dzwonek. Drżałam z powodu energii i dzisiejszego zwycięstwa. Wiedziałam, że jutro zaprezentują się trzy grupy, zanim zwycięski projekt zostanie ogłoszony. Mogłam stwierdzić, że twarze innych były zaniepokojone. Nie było tak, że życzyłam innym źle i chciałam, aby komuś powinęła się noga, ale nie mogę zaprzeczyć, że konkurencyjna część mnie chciała być najlepsza.

Kiedy zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszli, aby pójść do swoich klas, nasza czwórka natychmiast zebrała się z uśmiechem na ustach. Byłam mile zaskoczona, gdy Edward porwał mnie w swoje ramiona, chcąc przytulić. Przez sekundę kręcił nami dookoła. Nie zawahałam się i zarzuciłam swoje ramiona wokół jego szyi. Spokojne wdychałam jego zapach i czułam wewnątrz falę spokoju. Nie ważne co nosił, zawsze pachniał wspaniale! Kiedy w końcu postawił mnie na podłodze, ujrzałam jak Angela świadomie się do mnie uśmiecha. Zarumieniłam się, ale nie przyznałam się do tego.

- Skopaliśmy innym tyłki – Mike powiedział głośno, powodując, że Angela zachichotała. Osobiście się z nim zgadzałam.

- Tworzyliśmy zgrany zespół – przybiłam piątkę z Newtonem.

- Zdecydowanie! Hej, teraz musimy rozejść się do klas, ale co wy na to, aby po szkole pójść do kawiarni Clearwaterów, aby świętować? - Angela zasugerowała entuzjastycznie zapinając swój plecak.

- Brzmi dobrze, jestem za – Mike powiedział patrząc na Edwarda oraz na mnie, ponieważ staliśmy blisko siebie. Nie obejmowaliśmy się, ale staliśmy bliżej siebie, niż ktokolwiek inny. Oboje zgodziliśmy się, aby spotkać się we wspomnianym miejscu. Po umówieniu, zostałam z Edwardem. Przez parę sekund szliśmy w dwójkę wzdłuż korytarza, do momentu, gdy okazało się, że idziemy w dwa przeciwne kierunki.

- Więc do zobaczenia na lunchu – powiedziałam nieśmiało. Kopnęłam siebie za nagłe bycie nieprzytomną. Dalej Swan, kobieto pełna nadziei!

Skinął głową. - Do zobaczenia – uśmiechnął się do mnie, zanim jego dłoń delikatnie odnalazła moje ramię. Jego dotyk pozostawiał za sobą gęsią skórkę. Po tym każde z nas udało się w swoim kierunku. Westchnęłam i obserwowałam go, zanim prychnęłam i udałam się na lekcję rachunku. Weszłam do klasy, a dziesięć sekund później zadzwonił dzwonek.

Opadłam na krzesło obok Alice. Przyjaciółka spojrzała na mnie uważnie. - Wyglądasz na wytrąconą z równowagi – stwierdziła. Prosto i na temat.

- Biegłam tutaj – to była wiarygodna wymówka, prawda? Nie do końca kłamałam, ponieważ biegłam do tej klasy.

Pokręciła głową. - Nie w ten sposób – jej spojrzenie sprawiało wrażenie, jakby mogła czytać w moich

myślach. Kiedy sądziłam, że zacznie zadawać pytania, aby pozbyć się swoich wątpliwości, odwróciła się i spojrzała przed siebie. Wciąż byłam w szoku, gdy nauczyciel rozpoczął prowadzić lekcję. Wzięliśmy swoje zeszyty i słuchaliśmy uważnie, jednak przez cały czas miałam wrażenie, że co jakiś czas na mnie spogląda. Nie miałam pojęcia, jak wyglądałam, ale widocznie inaczej niż zazwyczaj, ponieważ zauważyła różnicę.

Byłam zaskoczona, kiedy zadzwonił dzwonek. Alice nie kontynuowała zadawania swoich pytań, ale przeszła do opowiadania o swoich ubraniach, które projektowała. Uważnie słuchałam i komentowałam w każdej odpowiedniej chwili. Miałam wrażenie, że Alice nie popuści mi tego płazem, jednakże w danej chwili byłam wdzięczna za nie pytanie o nic.

Zanim kupiłam swój lunch i udałam się prosto do stolika, Jasper oraz Edward zajmowali już swoje miejsca. Bezmyślnie kładąc tackę, zajęłam miejsce obok Edwarda i zauważyłam, że Jasper jak i Alice wyglądali na zszokowanych. Dobrze, Jasper był w szoku, zaś Alice wyglądała na bardziej zadowoloną z siebie, choć wciąż na odrobinę zbitą z tropu. Z początku nie rozumiałam, ale potem zdałam sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie siedziałam obok Edwarda podczas lunchu. Zawsze wybierałam miejsce obok dziewczyny, bądź naprzeciwko Cullena. Zerkając w bok, ujrzałam, że Edward uśmiecha się znacząco, ale nic nie mówi. Wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam swoją kanapkę oraz puszkę coli, które stanowiły mój posiłek.

Wiedząc, że obydwoje ciężko pracowaliśmy nad projektem, Alice i Jasper, zaczęli przepytywać nas odnośnie tego, jak nam poszło z prezentacją. Wydawali się być zadowoleni z wyniku. Muszę przyznać, że odrobinę przechwalaliśmy się.

- Jestem pewna, że trochę punktów zyskałaś swoim strojem, Bello. Zatwierdzam go całym sercem, zwłaszcza, że jestem pewna, że chłopcy w klasie nie wiedzieli co ich trzepnęło - Alice wtrąciła opinię, zanim zaczęła chichotać.

Edward zaśmiał się głośno. - Powiedziałem coś podobnego - spojrzałam na niego, a on po prostu posłał mi krzywy uśmiech.

- Co powiedziałeś? - Alice spytała zaciekawiona.

- Powiedział, że "jest grzeszny, ale z klasą" - odparłam cytując i przewracając oczami. Absolutnie idiotyczny.

Alice po prostu spojrzała na niego i na mnie, po czym uśmiechnęła się podstępnie. - Cóż, właśnie dlatego, to wybrałam.

Zakrztusiłam się piciem. Wszyscy doskoczyli do mnie znad stołu. Udało mi się boleśnie przełknąć. - Przepraszam!

- Nie bądź taka święta, Bello. Wybrałam tę bluzkę, bo wiedziałam, że będziesz wyglądać seksownie, a zarazem nie tandetnie - powiedziała, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.

Jasper z Edwardem zaczęli się śmiać, ale przysięgam, że zobaczyłam, jak Cullen parę razy zlustrował mnie wzorkiem. Kolejny raz, zadrżałam pod intensywnością jego spojrzenia. Miałam nadzieję, że nie zobaczył przechodzących mnie dreszczy. Jednakże, byłam osobą, która posiadała najmniej szczęścia na ziemi, więc oczywiście zauważył.

- Zimno ci?

Pokręciłam głową i zarumieniłam się. - Nie - miałam wrażenie, że wiedział jaka była prawda. Na szczęście nie drążył dalej. Przez chwilę przy naszym stoliku było cicho, ponieważ każde z nas było zajęte jedzeniem. - Och, Bella! Pamiętaj, że w ten weekend jedziemy na zakupy. Nie ma żadnego ale! Mamy tak niewiele czasu! - Alice wykrzyknęła posyłając mi mówiące nie – ośmielisz – się - zrezygnować spojrzenie. Westchnęłam, ale skinęłam głową. Wiedziałam, że Atomówka musiała w tym tygodniu udać się na świąteczne zakupy, ponieważ zostało niewiele tygodni do świąt. Mimo, że byłam przerażona to wiedziałam, że miała rację - i to nie sprawiało, że mniej bolała myśl o zakupach.

Edward w zamieszaniu przechylił głowę. - Skoro jedziesz na zakupy w ten weekend to dlaczego masz mało czasu?

- Och, Edwardzie jesteś uroczy, gdy nie nadążasz - Alice gaworzyła, a ja nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam, gdy on spojrzał na nią gniewnie. Alice tylko anielsko się uśmiechnęła, więc zdecydowałam, że zlituję się nad chłopakiem.

- Alice chce pojechać na zakupy, ponieważ do świąt zostało kilka tygodni. Z przykrością stwierdzam, że im dłużej będziemy zwlekać, tym większy tłok zastaniemy w sklepach - wzdrygnęłam się, myśląc o tłumach ludzi.

Edward z uznaniem uśmiechnął się do mnie, a potem żartobliwie skrzywił się do Alice. - Mało kto wie, jak odpowiadać na pytania nie rzucając mądralińskich komentarzy.

Przed psotnym uśmiechem w moim kierunku, Alice wzruszyła ramionami. - Dobrze, że jest Bella. Zastanawiam się, co sprawiło, że nagle zmieniła się. Hmmmm, zgaduję, że obcy ją uprowadzili. Klon robot był w ostatnim roku, więc to musi być coś bardziej nowego i podobnego - swoim spojrzeniem ostrzegłam ją, aby się zamknęła. Starałam się zachować neutralny ton głosu.

- Może dlatego, że jestem po prostu niesamowitą osobą - wtrąciłam, prowokująco unosząc podbródek. Jasper i Edward zachichotali. Uśmiechnęłam się do nich. Alice przewróciła oczami, ale zobaczyłam, jak drgają jej kąciki ust.

- Taka jesteś Bells - Jasper powiedział. Alice wyczekująco uniosła brwi, nim chłopak nachylił się i pocałował ją w skroń. - Tak jak ty, kochanie. Właściwie, wszystkie kobiety w moim życiu są bardzo piękne i niesamowite. Szczęściarz ze mnie - siedząca obok niego Alice natychmiast stopniała. Byłam wdzięczna, że ją rozkojarzył.

- Lizus - Edward wymamrotał pod nosem, mówiąc coś jeszcze o niepewnej przyszłości męskiego gatunku. Zachichotałam, a on posłał mi swój krzywy uśmiech i ugryzł swój kawałek pizzy. Jeszcze raz, we dwójkę rozmawialiśmy o prezentacji i reszcie naszych zajęć. Zostawiliśmy Alice i Jaspera w ich własnej, małej bańce.

Niedługo po tym lunch zakończył się. Razem z Edwardem poszłam na biologię. Kolejny pierwszy. Przez cały czas rozmawialiśmy. Zorientowałam się, że lubię Edwarda coraz bardziej i bardziej. Cullen zachowywał się jak facet, którego zobaczyłam po raz pierwszy, gdy był ze swoimi znajomymi. Zniknął gorzki, trudny i uparty Edward, którego pierwszego poznałam. Dobrze, nie zniknął, ale zmienił się. Pomimo muzycznego sprawdzianu, który musieliśmy znieść w klasie, wciąż byłam oszołomiona i ogólnie szczęśliwa. Nawet sala gimnastyczna nie mogła zepsuć mojego humoru.

Po zakończonym dniu w szkole, poza szatnią spotkałam się z Edwardem i razem skierowaliśmy do jego samochodu. Pomachałam do siedzącej na masce samochodu Jaspera, Alice, która patrzyła na nas z zaciekawieniem. Wiedziałam, że nie będę w stanie długo ignorować jej pytań. Miałam wrażenie, że w ten weekend, kiedy nie będę mogła uciec albo zamknąć się w pokoju, zamierza zadać pytania.

- Bella, Edward! - usłyszałam za sobą. Spojrzałam i zobaczyłam biegnącą Angelę. - Przyjedziecie do Clearwaterów?

- Tak, do zobaczenia za minutę - Edward odpowiedział. Dziewczyna skinęła głową i oddaliła się do swojego samochodu. Mike uśmiechnął się do nas i nasza dwójka opuściła parking. Dziękując, że było mniej rzeczy niż rano, zapakowaliśmy je na tylne siedzenia samochodu. Droga do kawiarni nie zajęła nam dużo czasu, więc wkrótce znajdowaliśmy się we wnętrzu lokalu. Usiadłam obok Angeli, zaś chłopacy zajęli miejsca naprzeciwko nas. Edward i Mike zdecydowali się na kawę, Angela zamówiła herbatę, a ja poprosiłam o zwykłą gorącą czekoladę.

Komfortowo, we czwórkę rozmawialiśmy przez około godzinę. Głównie przeżywaliśmy dzisiejszą prezentację. Szczerze, pewnie myślisz, że na naszym miejscu miałbyś już dość. Ale nie ja. Sądzę, że nie tylko my staraliśmy się, aby projekt wyszedł bezbłędnie. Byłam dumna z członków mojej grupy. W końcu przeszliśmy do innych tematów i przysięgam, że nie mogłam przestać się uśmiechać.

Nagle, podczas gdy Mike opowiadał żart, zadzwonił telefon Angeli. Dziewczyna odebrała komórkę i skończywszy rozmawiać, uśmiechnęła się przepraszająco. - Przepraszam ludzie, ale moja mama potrzebuje mnie do opieki nad bliźniakami.

Mike spojrzał na zegarek i westchnął. - Właściwie również muszę się zbierać. Za około czterdzieści minut mam zmianę, a jeszcze muszę zatrzymać się w domu - powiedział. Oboje wstali i zanim nas opuścili, uśmiechnęli się.

- Wygląda na to, że zostaliśmy we dwoje. Chcesz zostać trochę dłużej? - Edward zapytał.

Cholera, tak! - Um, jasne - uśmiechnęłam się do niego.

Cullen zaczął opowiadać o swojej rodzinie - głównie o bracie. Po chwili, z każdą chwilą, pochylaliśmy się coraz bliżej i bliżej do siebie. Opowiedziałam mu o swojej rodzinie. Ponadto śmialiśmy się z głupich żartów.

Nagle, w mojej torbie zaczął dzwonić telefon. Skutecznie przerwał moją opowieść. Odnalazłam go i widząc na ekranie zdjęcie Alice, szybko otworzyłam klapkę. Nacisnęłam klawisz i trzymając komórkę przy uchu rozpoczęłam rozmowę. - Cześć Al... - przerwała mi od razu. Usłyszałam jej dźwięczny głos.

- Nie wypowiadaj mojego imienia - powiedziała szybko.

Przechyliłam głowę, a Edward uważnie mi się przyglądał. Wzruszyłam ramionami i skoncentrowałam swoją uwagę na rozmowie telefonicznej. - Umm, okej, ale dlaczego?

- Nie chcę, aby Edward wiedział, że ze mną rozmawiasz. Teraz słuchaj uważnie. Powiedz Edwardowi, że rozmawiasz z mamą i na chwilę musisz wyjść na zewnątrz. Dobrze? Zrób to teraz.

- Ale... - zaczęłam, ale kompletnie zapomniałam co zamierzałam powiedzieć, bo nie pozwoliła mi skończyć.

- Teraz Bello! - powiedziała surowo. Chyba usłyszałam czyjś szept w tle, ale nie byłam pewna.

- W porządku, daj mi sekundę - przykryłam ręką telefon i zwróciłam się do Edwarda. - Muszę wyjść na chwilę na zewnątrz. To moja mama. Mógłbyś poczekać minutę? - spytałam mając nadzieję, że przekonująco kłamałam. Przyznaję, że kłamiąc czułam się odrobinę źle. Jednak wolałam raczej zmierzyć się z gniewem Cullena, niż gniewem Alice. Dziewczyna potrafiła być przerażająca.

Edward uśmiechnął się i kiwnął głową. - Oczywiście, nie ma problemu. Miałem zamiar zamówić kawałek ciasta. Chcesz, żebym ci zamówił? - spytał i nie mogłam pohamować promiennego uśmiechu skierowanego specjalnie do niego. Bardzo lubiłam tego Edwarda.

- Byłoby wspaniale, dziękuję - wstałam. Z jakiegoś powodu, idąc w stronę wyjścia, piosenka z Mission Impossible pojawiła się w mojej głowie. Spodziewałam się, że mój telefon zakomunikuje mi, że "wiadomość ulegnie samozniszczeniu za dziesięć sekund". Otwierając drzwi spojrzałam za siebie i ujrzałam znacząco uśmiechającego się Edwarda, który obserwował każdy mój ruch. Widząc to, przed zamknięciem drzwi moje ciało zadrżało. - Okej Alice. O co chodzi i dlaczego Edward nie może o tym wiedzieć?

- Ponieważ ten chłopak będzie mógł zacząć panikować i wszystko schrzanić - westchnęła. - Czasami jest taki pogubiony - powiedziała tajemniczo.

- Huh? Alice, o czym ty mówisz! Zdajesz sobie sprawę, że to nie ma sensu, prawda? - westchnęłam.

- To nie ważne. Ważne jest to, jak wasza dwójka swobodnie zachowuje się w kawiarni. A teraz ciasto - usłyszałam jej chichot. Miałam jakoś skomentować, kiedy dotarło do mnie, jak opisała nasz wygląd. Nie ma mowy! Szybko rozejrzałam się po parkingu. Nie mogło jej tutaj być, prawda? Nie musiałam długo czekać, aż głos w mojej głowie odpowiedział. Tak, tak mogła. Dlaczego? Trzy proste słowa. Bo to Alice.

- Alice, czy ty nas śledzisz lub coś podobnego? - spytałam podejrzliwie.

Usłyszałam, że obraziła się po drugiej stronie. - Stalking to zbyt mocne słowo, Bello. Wolę aktywną i czujną obserwację - jęknęłam. Oczywiście, Alice mogła powiedzieć coś takiego.

- Och, ponieważ to baaaaardzo różne - odpowiedziałam sarkastycznie. - Skąd wiesz gdzie jesteśmy i co robimy? - moje oczy rozglądały się w poszukiwaniu przyjaciółki. Nigdzie jej w pobliżu nie dostrzegłam. Nie mogłam sobie przypomnieć, abym mówiła jej, że mamy w planach wizytę w kawiarni. Edward również nie mógł jej powiedzieć. Sekundę później zdałam sobie sprawę, że od czasu lunchu nigdzie się nie rozłączaliśmy, że byliśmy we wszystkich klasach razem. To nie mógł być Cullen.

- Mam swoje sposoby, Bello, mam swoje sposoby - powiedziała cicho, jak jakiś wariat, który czyta ze szklanej kuli. Zdecydowanie gdzieś po drugiej stronie, usłyszałam niski chichot, który definitywnie nie należał do przyjaciółki.

- Alice, kto jest jeszcze z tobą?

- Oczywiście, Jasper. Dzisiaj był moją podwózką do szkoły. Jak inaczej bym się do niej dostała? Mówiłam ci, że nie ma mowy, abym wędrowała w moich nowych butach od Jimmy'ego Choo - powiedziała, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.

Dzięki tym informacjom, automatycznie oraz mając nadzieję dyskretnie, zaczęłam szukać czarnego mustanga należącego do Jaspera. Nagle, po drugiej stronie ulicy, dostrzegłam wcześniej wspomniane, zaparkowane przy poczcie auto. Alice siedziała z przodu. Patrzyła przez lornetkę i trzymała komórkę przy uchu. Przebiegła mała Atomówka!

Musiała zorientować się, że ją zauważyłam, ponieważ maniakalnie pomachała w moją stronę. Jęknęłam. Przysięgam, że gdybym tak bardzo jej nie kochała, to bym ją zabiła. Nie, tortury byłyby lepsze. Pocięłabym przy niej wszystkie jej karty kredytowe, a następnie zajęłabym się drogimi, jak wcześniej wspomniała, butami Jimmy'ego Choo. Tak, powolna i bolesna zemsta.

- Nie mogę uwierzyć, Alice! Lornetka! Dlaczego nie zastosowałaś ubrania maskującego?

- Cicho, Bello. Lornetka była konieczna, aby coś zobaczyć, ponieważ zaparkowaliśmy daleko. Coś musi być z nią nie tak, ponieważ nie widziałam, żadnej realnej akcji – jej głos był gorzki. Z miejsca w którym stałam, mogłam dostrzec, że Jasper wolno potrząsa swoją głową.

- Akcja Alice, poważnie? Nic się nie stało i nic się nie stanie, więc obawiam się, że marnujesz swój czas – serio, gdybym nie wiedziała, jak szalona jest w stosunku do Jaspera, to przysięgam, że miałaby coś do Edwarda.

- Proszę, powiedz, że żartujesz Bello! - nie odpowiedziałam, tylko pokręciłam głową. Alice zaczęła jęczeć. - Ani odrobinę footsie1? - spytała z nadzieją, na co przewróciłam oczami. Przez moment zachęcała mnie, abym zrobiła jakiś krok w stronę Edwarda. Desperacko próbowała mnie przekonać, że biedny chłopak jest absolutnie zauroczony we mnie. To jej słowa, nie moje. Dziewczyna nawet posunęła się tak daleko, że wyciągnęła dwa segregatory - jeden z nich zawierał szczegółowe informacje o weselu jej i Jaspera - zdjęcia, rodzaje kolorów, obrusy, ozdoby na stołach, ciasta, a nawet sale jadalne, wszystko. Drugi segregator dotyczył mnie i Edwarda. Czasami brakowało mi słów.

- Obawiam się, że nie Ali - powiedziałam cierpliwie, chociaż muszę przyznać, że trochę chciałam, aby jej pragnienia stały się rzeczywistością. Hmmm, flirtowanie stopami pod stołem z Edwardem. Głos w głowie znowu rozbrzmiał. Przyznaj się, że chcesz tego bardziej, niż jeść ciasto! Zgodziłam się. Zastanawiałam się, czy nie mogłabym mieć obu rzeczy, ponieważ bądźmy szczerzy, ciasto mogło być kamienne. Zaśmiałam się wewnętrznie, próbując pozbyć się tego obrazu z mojego umysłu.

- Jak to możliwe Bello? Gdybym to była ja i Jasper, już dawno przekroczylibyśmy ten etap - powiedziała poważnie, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. W tle usłyszałam komentarz Jaspera. - Jeśli? Alice, o ile dobrze pamiętam, w każdej części jesteś moja - chociaż jego głos był wyciszony, zdołałam usłyszeć w nim słabość i zdecydowanie pożądanie.

- Jasper, zamierzam udać, że tego nie słyszałam - jej głos był stanowczy. Mogłam usłyszeć w nim radość i zauważyłam, że nie zaprzeczyła jego stwierdzenia. - Teraz, Bello musimy się pospieszyć, bo Edward zacznie coś podejrzewać – pospieszyła.

- Pospieszyć się? Do czego, Alice? My tylko zjemy ciasto - westchnęłam. Ona będzie moją śmiercią.

- Dobrze, ale musimy to zmienić na coś więcej. Powinnaś się wstydzić, Bello. Niczego cię nie nauczyłam?

Wyciągnęłam cię stamtąd, więc możemy rozpocząć operację 'Edward - pragnę lizać mojego sąsiada i nie ważne, jak bardzo się tego wypieram - Cullena' - jej głos był spokojny i przekonujący. Usłyszałam jak w tle Jasper krzyczy 'o mój Boże'. Słysząc tytuł zarumieniłam się dziesięcioma odcieniami czerwieni.

Nie ważne, jak bardzo kusząco brzmiał tytuł, chciałam działać samodzielnie. Być może, jeśli w przyszłości nic się nie rozwinie, to dopiero wtedy będę chciała uzyskać jakąś poradę od Alice. Byłam przekonana, że jej pomysły były śmiałe i radykalne. Jeśli na początku nic się nie stanie, to musiałam się przygotować. - Do widzenia Alice - powiedziałam pospiesznie.

- Nie, czekaj. PLAN... - przerwałam jej. Z głośnym trzaskiem zamknęłam telefon. Poczułam, jak siedząc w samochodzie przeszywa mnie gniewnym spojrzeniem. Telefon ponownie zaczął dzwonić. Natychmiast odrzuciłam połączenie i widząc, że może mnie zobaczyć, pokręciłam przecząco głową. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam z powrotem do kawiarni. Ucieszyłam się widząc, że moja nieobecność trwała ze dwie, może trzy minuty. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, kiedy zobaczyłam czekające na mnie dwa talerze.

Kiedy usiadłam z powrotem, Edward wbił we mnie spojrzenie. - Hej, wszystko w porządku?

Uśmiechnęłam się do niego. Wydawało mi się, że na chwilę go udobruchałam. - Tak, moja mama powiedziała, że musimy porozmawiać o czymś pilnym. Nie wiedziałam, że niezwłoczna sprawa to kupno chińskiej porcelany przez internet. Potrzebowała mojej opinii - przewróciłam oczami. Byłam w szoku, z jaką łatwością kłamstwo opuściło moje usta. Kłamałam przyzwoicie, ale nie za dobrze. Może moja podświadomość wiedziała, że w żadnym wypadku Edward nie może się dowiedzieć, co tak naprawdę wydarzyło się na zewnątrz.

Sądząc po jego chichocie, wydawało się, że uwierzył. - Dlaczego mnie to nie dziwi. Twoja mama każdego dnia wydaje się mieć w swoim ciele innego ducha, w imieniu którego przemawia.

- Na pewno.

Skosztowałam kawałek ciasta i zamruczałam z przyjemności pod nosem. - Skąd wiedziałeś, że wiśniowe jest moim ulubionym? - spytałam będąc ogólnie ciekawą.

- Nie wiedziałem, ale wyglądasz jakbyś była wiśniową dziewczyną - zaśmiał się nie oferując niczego innego.

- Daj spokój. Skąd naprawdę wiedziałeś?

Potrząsnął głową. - Poważnie Bello, to tylko przeczucie.

- Co za ciastowy zaklinacz – zażartowałam.

Odchylił głowę do tyłu i roześmiał się. Przyznaję, że to było dobre miejsce. Kiedy Edward był szczęśliwy, było coś w nim obnażającego. Opanował się i zabrał głos. - Cholera, odkryłaś mój sekret.

Postanowiwszy odpuścić, pokręciłam głową. - Nie martw się, zabiorę twój sekret do grobu.

- Dzięki.

- Co masz?

- Jabłko i cynamon - uśmiechnął się, przed wzięciem kolejnego kawałka do ust. Z jakiegoś powodu, jego wybór mnie nie zaskoczył. Teraz wiedziałam o co mu chodziło, kiedy mówił o przeczuciu. Dziwne. Musiałam przestać zastanawiać się nad wyborem ciast.

Ledwo skończyliśmy jeść, a już podeszła do nas kelnerka i wręczyła Edwardowi rachunek. Odeszła i zrobiła to samo z innym klientem. Natychmiast sięgnęłam do mojej torby, ale głos mojego towarzysza mnie powstrzymał. - Zapłacę, Bello - był uprzejmy ale stanowczy.

Przewróciłam oczami. - Edwardzie, będę czuć się bardziej komfortowo, jeśli pozwolisz mi zapłacić, chociaż za moją część.

Pokręcił głową i uśmiechnął się szeroko. - Nie, ja płacę. Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, następnym razem pozwolę ci zapłacić.

- Następnym razem? - spytałam ze zdziwieniem, a uśmiech przejął kontrolę nad moja twarzą.

Cullen tylko kiwnął głową. Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech, który spowodował szybsze bicie mojego serca. - Następnym razem - przyrzekł. Jego oczy tliły się z emocji do mnie, powodując, że niemożliwym było odwrócenie się od niego. Czułam, że moje ciało instynktownie porusza się do przodu. Wiedziałam, że on zachowuje się w identyczny sposób. Byliśmy jak dwa magnesy przyciągające się. Zanim mogliśmy się do siebie dostać, wtrąciła się cholerna kelnerka.

- Mogę? - spytała, spoglądając na Edwarda z uznaniem. Nie była brzydka. Jej włosy wyglądały naturalnie, choć z całą pewnością jej koszulka była o rozmiar lub dwa za mała. Nie mogłam się powstrzymać i zwęziłam oczy. Szydziłam z niej w myślach. Głos w mojej głowie powrócił, trzymając w ręce kij bejsbolowy i uderzając nim o rękę, przemówił. Ręce precz, Blondi! Powinnam być zaniepokojona nagłą chęcią posiadania i wrogością, ale w tej chwili najmniej mnie to obchodziło.

Edward uprzejmie uśmiechnął się. - Tak, dziękuję - podał jej mały skórzany portfel z włożonymi wewnątrz pieniędzmi. Kelnerka odebrała go z zapałem i po chwili wróciła z resztą. Dostrzegłam, że dyskretnie wręcza Cullenowi kawałek papieru na którym najprawdopodobniej zapisała swój numer telefonu! Halo, czy jestem niewidzialna?! Poważnie, czy ona nie ma godności lub wstydu? Edward sprawiał wrażenie, jakby nie zauważył notatki i szybko wstał. Podążyłam za nim. Odrobinę wściekła szłam z nim w stronę jego samochodu. Zauważyłam jak przez ułamek sekundy spojrzał na kartkę, po czym zwinął ją w kulkę i kładąc swoją rękę na moich plecach, wyrzucił ją do pobliskiego krzaka. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, aby zdawał sobie sprawę z tego, jak się zachowywał, jednak nie zamierzałam narzekać.

Nie powstrzymałam się od szerokiego uśmiechu. - Zdajesz sobie sprawę Cullen, że zaśmiecasz środowisko? - dokuczyłam, chociaż w moim głosie słychać było zadowolenie. Edward nie chciał numeru kelnerki i eskortował mnie do samochodu, trzymając rękę na moich plecach.

Uśmiechnął się, ale wzruszył ramionami. - Na zamierzasz zostać szalonym ekologiem, panno Swan?

- Być może będę musiała zostać, ponieważ w tym tempie powstanie sterta odrzuconych kartek z numerami telefonów. Góra mnóstwa skąpo ubranych kobiet! - zażartowałam, ale nie mogłam ukryć nadziei w głosie. Chętnie pomogłabym zbudować górę, jeśli to miałoby oznaczać, że Edward nie przyjmie żadnej oferty od ani jednej kobiety.

Śmiejąc się, warknął i pokręcił głową. - Jesteś zabawna, wiesz o tym? - powiedział otwierając dla mnie drzwi. Jeśli nie znałabym go takiego słodkiego, czułabym się zirytowana. Edward jakoś pozbywał się niechcianych rzeczy.

- Tak, ale dlatego mnie uwielbiasz - powiedziałam w bardzo podobny sposób do Alice, który polegał na tym, że uśmiechałam się i praktycznie podskakiwałam w miejscu. Czułam się inaczej w jego pobliżu. Czasami wewnętrznie reagowałam przełączając się na tryb Alice. Edward patrzył na mnie intensywnie, nim łagodnie się uśmiechnął. Zamykając drzwi, myślę, że powiedział "tak jest". Nie byłam do końca pewna, więc wzruszyłam ramionami.

Cullen podszedł do strony kierowcy i przed uruchomieniem silnika, z gracją wszedł do środka. Gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu, zauważyłam czarnego mustanga po drugiej stronie ulicy. Starałam się na niego nie patrzeć. Nie chciałam, aby Edward zwrócił uwagę na naszą małą przyjaciółkę, która siedziała z przodu auta. Gdy Alice była sporą drogę za nami, zajęłam się iPodem Edwarda – częściowo, ponieważ chciałam rozproszyć się podczas jazdy, oraz dlatego, że to go drażniło. Spojrzałam na niego i zobaczyłam jak zaciska szczękę, jakby opierając się pokusie, aby zakazać mi przeglądania jego odtwarzacz. Zachichotałam. To było słodkie, ale sądzę, że gdybym powiedziała mu co o tym sądzę, zdenerwowałby się jeszcze bardziej.

W końcu wybrałam Billie Jean w wersji Davida Cooksa i odłożyłam odtwarzacz z powrotem do gniazda. Starałam się nie patrzeć przez okno. Szybciej niżbym tego chciała dotarliśmy do domu. Edward wrzucił jałowy bieg i jego samochód znalazł się na podjeździe. Przez moment zapanowała przenikliwa cisza. Nie mogąc jej znieść, odezwałam się.

- Więc, zobaczymy się jutro? - spytałam pogodnie. Nie chciałam wychodzić jeszcze z samochodu, ale nie miałam realnego powodu, dzięki któremu zostałabym dłużej.

- Tak, zobaczymy się w szkole – posłał mi uśmiech, ale wyglądał jakby był niechętny. Otworzyłam drzwi i spomiędzy nóg zabrałam swój plecak. Zawiesiłam go na ramieniu. Miałam zamykać drzwi, ale powstrzymałam się i wetknęłam głowę do środka.

- Edwardzie?

- Tak?

- Wybaczam ci i dziękuję za podwiezienie - szeroko się do niego uśmiechnęłam. Obiecałam EC, że oficjalnie poinformuję go o przebaczeniu. Ten moment wydawał mi się najbardziej odpowiedni. To było przypadkowe, ale sądząc po triumfie w jego oczach, nie obchodziło go jak to zrobiłam. Zbyt długo trzymałam swój żal. Dobrze się czułam wypowiadając te słowa.

Uśmiechnął się znacząco. - W każdej chwili - hmm, może po prostu przyjmę tę ofertę. Zamknęłam drzwi i ze śmiesznym uśmiechem na twarzy, pobiegłam do swojego domu.

EPOV

Po opuszczeniu przez Bellę samochodu, nie mogłem zmusić się, więc zamiast pójść do domu, obserwowałem, jak idzie do swojego domu. Zachichotałem odrobinę, gdy wchodząc po schodach, Bella nieznacznie straciła grunt pod nogami. Szybko jednak odzyskała równowagę. To była typowa Bella. Dotarłszy do drzwi, zatrzymała się i delikatnie rumieniąc się na policzkach, spojrzała na mnie. Mały uśmiech ozdobił jej usta, zanim pomachała w moją stronę. Nie mogłem powstrzymać szerokiego uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy, gdy jej odmachiwałem.

Gdy zamknęła za sobą drzwi, na chwilę zamknąłem oczy i odetchnąłem głęboko. Niemal natychmiast moje zmysły zostały zbombardowane przez zapach frezji i truskawek - zapach, który zawsze towarzyszył Belli. Nie mogłem stwierdzić, czy pachniał tak jej szampon, czy też żel do ciała. Może był to jej naturalny zapach. Nigdy nie przyznałem się nikomu, ale zawsze gdy byłem sam, pragnąłem wciąż wdychać jej zapach. Nawet jeśli się kłócimy, zawsze znajdę moment, aby napoić się jej zapachem. Gdybym mógł, zamknąłbym w butelce zapach frezji oraz truskawek i nosiłbym go przy sobie, a następnie z niego korzystał, gdybym czuł potrzebę powąchania jej zapachu. Boże, brzmiałem jak chory świr, który ma fetysz na pewien zapach, ale nic nie mogłem zrobić. Bella robiła ze mną rzeczy, których nie rozumiałem i czasami byłem zagubiony, bo nie potrafiłem tego zrozumieć. Niekiedy szedłem z prądem.

Westchnąłem, przed otwarciem oczu. Musiałem przyznać, że myliłem się co do Bellil. Nie była zadzierającą nosa bogatą dziewczyną, która zachowywała się, jakby wszystko dookoła należało do niej, ani jakby jej rodzice mieli spisek, który polegałby na przejęciu naszego miasteczka. Czułem się winny, jak kompletny dupek, że myślałem o niej w ten sposób, zanim ją poznałem. Kiedy myślę o tym, wydaje mi się to absurdalne. Nawet Mike, którego rodzina straciła biznes, nie żywił do dziewczyny negatywnych uczuć. B, miała rację - Bella była nową dziewczyną, która starała się zaaklimatyzować w czym jej nie pomogłem. Swan była inteligentna, miła, silna, przebojowa i piękna. Nawet, gdy miałem ochotę ją udusić bo była najbardziej irytującą osobą na planecie, zawsze była piękna. Od chwili, gdy spotkaliśmy się i jej ręka dotknęła mojej, nie mogłem pozbyć się jej ze swoich myśli. To prawie doprowadzało mnie do szaleństwa. Miałem szczęście, że mi wybaczyła.

Wyrwałem się z zadumy, zdając sobie sprawę, że jeżeli nie planowałem spać w samochodzie prawdopodobnie powinienem pójść do domu. Robiło się ciemno, a deszcz powoli zmieniał się w opady śniegu, który po spadnięciu stawał się breją. Nie marnując więcej paliwa wyłączyłem silnik i sięgnąłem po plecak. Miałem wychodzić z samochodu, gdy coś częściowo ukryte pod fotelem pasażera, przykuło moją uwagę. Pochyliłem się i podniosłem notes z czarno - białym kwiatowym motywem na okładce.

Ułamek sekundy zajęło mi skojarzenie, że zeszyt należy do Belli. Wiele razy widziałem ją, jak myśląc, że nikt nie patrzył, pisała w notesie. To była jej dodatkowa kończyna. Kiedy go miała, często wyglądała, jakby była we własnym świecie, a innym razem wyglądała na całkowicie narażoną na niebezpieczeństwo - jak wtedy na łące. Dwa razy próbowałem dowiedzieć się, jakie sekrety skrywa zeszyt, ale za każdym razem spotykałem się z odmową. Wiedziałem, że Bella nigdy celowo by go nie zostawiła, więc musiał jej wypaść z plecaka, kiedy wychodziła z samochodu.

Kłócąc się sam ze sobą, parę razy przewróciłem go w rękach. Prawidłowo powinienem pójść do jej domu, zadzwonić dzwonkiem i go oddać. Wiedziałem, że chroniła tę książkę i wątpiłem, aby ktokolwiek inny oprócz niej wiedział co znajduje się w środku. Prawdopodobnie zyskałbym trochę punktów, gdybym od razu oddał notes.

Mimo, że wiedziałem co prawidłowo powinienem zrobić, moja ciekawość rosła z każdą sekundą. Bella Swan była dla mnie zagadką. Straciłem rachubę ile razy patrzyłem na nią i zastanawiałem się nad tym, co dzieje się w jej umyśle. Modliłem się o najmniejszy przebłysk jej myśli. Byłem przekonany, że zeszyt umożliwiłby mi dostęp do jej umysłu i dałby odpowiedzi na wszystkie pytania, które miałem.

Z każdym krokiem, nabierałem większego obrzydzenia do samego siebie. Ze schowanym bezpiecznie pod pachą zeszytem, wbiegłem po schodach. Zanim odciąłem dostęp do zimnego powietrza, zachłysnąłem się ciepłym, domowym powietrzem i zatrzasnąłem drzwi. Ściągnąłem buty i prawie byłem przy schodach, kiedy usłyszałem głos mojej mamy.

- Edwardzie, czy to ty? - jej kroki zbliżały się, więc rękę, w której trzymałem zeszyt schowałem za plecami.

Miałem nadzieję, że uniknę jakichkolwiek pytań. Mama bez wątpienia zapytałaby mnie o trzymany w rękach zeszyt, który oceniając po kwiatowym wzorze, definitywnie nie należał do mnie. Pojawiła się trzymając w rękach najnowszy romans, oraz z okularami do czytania osadzonymi na czubku nosa.

- Tak, właśnie wróciłem do domu - odpowiedziałem, stawiając nogę na pierwszym stopniu schodów. Mój umysł starał się powstrzymać nogi przed dalszą ucieczką.

- Jak poszedł projekt?

- Było świetnie, myślę że mamy duże szanse na wygraną. Jestem pewien, że to zasługa ciasteczek - zażartowałem.

Zachichotała. - Dobrze, cieszę się. Chcesz coś przekąsić? Mogłabym coś dla ciebie zrobić - powiedziała ciepło. Normalnie przyjąłbym jej propozycję, bo moja mama była niesamowitą kucharką, ale w danej chwili nie miałem nic wspólnego z apetytem. W sumie byłem dość głodny, ale moja potrzeba pobycia w samotności była zdecydowanie większa.

- Nie, dziękuję. Mam dużo zadane, więc pójdę do swojego pokoju - powiedziałem szybko. Przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, bo nigdy nie odrzuciłem jej propozycji, ale w końcu się uśmiechnęła.

- W porządku, zawołam cię na obiad.

- Dzięki mamo - powiedziałem szczerze i wiedząc, że oczekiwała pocałunku w policzek, zanim zniknąłbym na schodach. Tak, byłem maminsynkiem i Emmett również był, więc ludzie muszą się z tym jakoś pogodzić.

Wszedłem do pokoju i przed zamknięciem drzwi, rzuciłem torbę w kąt. Chcąc rzucić okiem na Bellę, spojrzałem przez okno, ale jeśli była w swoim pokoju to zasunęła zasłony. Miałem wrażenie, że często ma zasłonięte okna i raczej wiedziałem dlaczego. Uśmiechnąłem się ironicznie, gdy przypomniałem sobie noc, jak spotkaliśmy się po raz pierwszy.

RETROSPEKCJA

- Jestem w domu – krzyknąłem, przechodząc przez drzwi i ciskając buty w kąt. Poszedłem do salonu, gdzie zastałem mojego tatę oglądającego mecz bejsbolu i mamę robiącą notatki, podczas przeglądania magazynów dotyczących projektowania wnętrz.

- Jak było u Jaspera? - zapytał tato patrząc w telewizor i wyciszając całkowicie dźwięk.

- W porządku, jestem gotowy do pójścia do łóżka - moje ciało wybrało doskonały moment na ziewnięcie. Moi rodzice zachichotali.

- Tak. Myślę, że też pójdę spać, bo mam jutro poranną zmianę - ojciec powiedział i spojrzał na mamę. - Kochanie, idziesz? - nigdy nie przestało mnie zadziwiać, jak bardzo tato kochał mamę. Możecie nazwać mnie sentymentalnym lub romantycznym, ale szczerze powiedziawszy, chciałem w przyszłości znaleźć tego rodzaju miłość i uwielbienie. Boże, zamieniałem się w kobietę.

- Za minutę Carlisle. Przed wybraniem się z Renee na jutrzejsze zakupy, chcę jeszcze zanotować kilka pomysłów na dom Swanów! - jej głos wzrósł o oktawę i był przesycony podekscytowaniem. Mój ojciec cicho zaśmiał się. Wiedziałem, że zostanie z mamą do momentu, kiedy nie będzie gotowa do pójścia spać. Słysząc o jej nowej, najlepszej przyjaciółce, przewróciłem oczami i wszedłem po schodach.

- Cóż, dobranoc - zawołałem i parę sekund później usłyszałem przyciszoną odpowiedź. Wchodząc do swojego pokoju, zapaliłem światło. Pocierając podbródek z kilkudniowym zarostem, podszedłem do komody. Zdjąłem koszulkę oraz dżinsy i zastąpiłem je flanelowymi spodniami od piżamy. Zrezygnowałem z założenia koszulki, ponieważ w pokoju było trochę za gorąco.

Podszedłem do biurka i szybko siadając na krześle, chwyciłem swojego laptopa. Najpierw sprawdziłem swoje konto e-mail, a następnie przeszedłem do konta na Facebooku do którego założenia zmusiła mnie Alice. Nie umieściłem tam jeszcze swoich osobistych danych. Przeglądałem tylko informacje dotyczące zmian statusów innych użytkowników. "Lauren właśnie maluje paznokcie" albo "Taylor ogląda maraton Jackie'go Chan'a" - przeczytałem. Parsknąłem na śmieszność tych opisów. Na szczęście, szybko skończyłem przeglądać konto na portalu społecznościowym i nareszcie przeszedłem do mojego MSN. Kiedy program uruchomił się, szybko przeglądnąłem listę dostępnych znajomych. Zmarszczyłem brwi, gdy ponowie nie ujrzałem dostępnej B. Byłem do niej bardzo przyzwyczajony. Dziwnym było widzieć jej status informujący, że jest offline. Nie było jej przez tydzień i musiałem przyznać, że brakowało mi rozmów z nią. Wiedziałem, że jest w trakcie przeprowadzki i może minąć trochę czasu, zanim uzyska dostęp do internetu. Mimo to, nie mogłem pozbyć się uczucia pustki w klatce piersiowej. Czasami przeszkadzało mi to, jak bardzo byłem uzależniony od jej towarzystwa. Nawet jeśli formalnie się nie spotkaliśmy, to potrzebowałem jej i opiekowałem się nią. Starając się o tym nie myśleć, zmarszczyłem brwi.

Wstałem z krzesła i zacząłem rozciągać mięśnie. Nie zdawałem sobie sprawy, jak były sztywne. Jęknąłem z zadowolenia. Przez cały czas miałem wrażenie, że jestem obserwowany. Odruchowo spojrzałem w stronę okna i ujrzałem odbijające się światło latarni, w parze intensywnie się we mnie wpatrujących oczu. Nawet w ciemności mogłem stwierdzić, że czekoladowe oczy należały do panny Isabelli Swan. Złapawszy z nią kontakt wzrokowy, dziewczyna zniknęła pod parapetem. Stało się to tak szybko, że nawet nie zdążyłem mrugnąć. Czekałem kilka sekund, ale nie widziałem, aby pojawiła się ponownie.

Zanim zasłoniłem okna, za którymi się schowałem, ciekawy podbiegłem i wyłączyłem światło. Zostawiłem wystarczającą przerwę w zasłonie, dzięki której niezauważony mogłem obserwować. Po chwili zobaczyłem pojawiającą się głowę, ostrożnie obserwującą mój pokój. Zanim zdążyłem zareagować, ponownie równie szybko zniknęła. Zauważyłem na jej twarzy ulgę i zakłopotanie. Z jakiejś przyczyny, nie mogłem powstrzymać cichego rozbawionego chichotu, który opuścił moje usta. Poddałem się, gdy nie pojawiła się ponownie i udałem się do ciepłego oraz wygodnego łóżka.

Kiedy moja głowa wylądowała na poduszce, nie mogłem wyrzucić Isabelli ze swoich myśli. Gdybym miał zgadywać, prawdopodobnie wygrałbym, twierdząc, że mnie obserwowała. Nie byłem pewien, jak długo to trwało, jednak sądząc po zawstydzeniu na jej twarzy, musiało trwać to dłuższą chwilę. Kiedy myślałem o obserwującej mnie Isabelli, w moim brzuchu pojawiły się motyle - nie mogłem tego zrozumieć. Powinienem być oburzony, że obserwowała mnie, jak na jakiejś wystawie. Powinienem czuć się skrzywdzony!

Parsknąłem, gdy o tym myślałem, ponieważ czułem się wręcz przeciwnie. Poważnie, coś musi być ze mną nie tak. Tym razem, z powodu własnej głupoty zacząłem chichotać. Jaki facet nie chciałby być obserwowany przez piękną, młodą kobietę? Czekaj, czekaj, czekaj! Czy ja właśnie stwierdziłem, że jest piękna?

Nawet jeśli nie lubiłem jej lub jej rodziny, musiałem przyznać, że była piękna. Nie była modelową pięknością, jak dziewczyna Emmetta, Rosalie albo jak porcelanowa lalka niczym Alice. Miała bardziej klasyczną urodę, niczym ze starych i minionych lat. Należała do urodziwych kobiet z czarno - białego kina...

GAH! Analizowałem i porównywałem jej piękno. Poważnie, klasyczna piękność ze starego kina? Jeśli Emmett usłyszałby moje myśli, z pewnością kopnąłby mnie w tyłek. Cullen, zapomnij o niej i weź się w garść, a nic się nic się nie stanie. Nie lubisz jej. Ona jest zupełnie nie w twoim typie i po dzisiejszym zdarzeniu, jestem pewny, że również nie ma do ciebie słabości.

Parę razy przewróciłem oczami, zanim zamknąłem oczy. Niespokojnie myślałem o jutrzejszym powrocie do szkoły i nowej widowni. Ostatecznie mój umysł zdołał zasnąć, ale wbrew mojej woli i rozsądkowi, tej nocy, w moich snach pojawiały się czekoladowe włosy i kasztanowe włosy.

Zapowiadało się skomplikowanie...

KONIEC RETROSPEKCJI

Opadłem na łóżko i położyłem zeszyt na kolanach. Wpatrywałem się w niego, jakby mógł werbalnie odpowiedzieć na wszystkie moje pytania, bez konieczności jego otwierania. Nie jest za późno aby zrobić prawidłową rzecz, Edwardzie - odezwał się cichy głos w mojej głowie. Wiedziałem, że to było złe. Bella wyraźnie chciała zachować zawartość zeszytu jako prywatną, ale czułem, że muszę go przeczytać. Zazwyczaj, bez problemu mogłem rozszyfrowywać ludzi, ale w przypadku Belli wciąż spotykałem na drodze przeszkody. Czasami, kiedy miała zeszyt w swoich rękach, miałem przebłyski tego, jaka jest.

Obiecałem sobie, że tylko zerknę okiem i nie będę czytać, jeśli okaże się to zbyt osobiste. Z obrzydzeniem pokręciłem głową na moje racjonalne przeprosiny i obronę mojego zachowania. Byłem okropną osobą, ale nawet ta myśl nie powstrzymała mnie przed przeczytaniem.

Powoli otworzyłem zeszyt, jakby był najdelikatniejszą rzeczą na świecie, jakby mógł się rozpaść w moich dłoniach, gdybym złapał za mocno. Kiedy dotarłem do pierwszej strony, zostałem przywitany przez cytat. Wiersze są wytworem aktywnej wyobraźni, które zwalczają nieprzyjaciół i nieustannie zmieniają rzeczywistość - Garry Geddes. Próbując zrozumieć znaczenie słów, przebiegłem palcami po wgłębieniach dokonanych przez długopis. To był osobisty cytat, który zaczynał zeszyt i zacząłem zastanawiać się, dlaczego wybrała właśnie ten. Po raz kolejny, spotkałem się z większą ilością pytań.

Wzdychając, spojrzałem na następną stronę i zacząłem czytać. Potem następna strona... Kolejna... I jeszcze jedna. Nie mogłem powstrzymać rąk przed przerzucaniem kartek. Z każdym czytanym słowem, moje oczy rozszerzały się, a serce biło nierównym rytmem.

Do późnej nocy nie przestawałem czytać, a gdy to nastąpiło, tylko jedno słowo opuściło moje usta.

- Bella.


WYJAŚNIENIA:

1. footsie – flirtowanie stopami pod stołem